Przejdź do treści

Gdańsk wesprze leczenie in vitro? Ruszyły prace specjalnego zespołu

Gdańsk wesprze pary w leczeniu niepłodności metodą in vitro /Fot. Facebook Paweł Adamowicz

Gdańsk miastem, które wesprze pary w leczeniu niepłodności metodą in vitro. Trwają właśnie prace specjalnie stworzonego zespołu. Program może wejść w życie już w przyszłym roku.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prace trwają

Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, zamieścił na swoim Facebooku informację dotyczącą prac zespołu. W jego skład wchodzi 12 osób. Eksperci są przedstawicielami różnych dziedzin, które nie ograniczają się tylko do polityki i etyki. Są to także lekarze, ale i psychologowie. To właśnie wsparcie psychologiczne ma być dodatkowym atutem gdańskiego programu, w porównaniu do innych miast.

Do końca stycznia 2017 mają być gotowe założenia programu, a w życie może on wejść jeszcze w przyszłym roku.

Prace rozpoczął gdański zespół ds. leczenia niepłodności metodą in vitro – trwa pierwsze posiedzenie. Prace toczyć będą się w 12 osobowym składzie, a novum w stosunku do innych miejskich programów in vitro to również wsparcie psychologiczne par. Chcielibyśmy by program dofinansowania leczenia niepłodności metodą in vitro wszedł w życie w Gdańsku w przyszłym roku. Do końca stycznia mamy zaś poznać założenia programu. W skład zespołu wchodzą radni klubu PO przewodnicząca Aleksandra Dulkiewicz, Piotr Borawski i Beata Dunajewska ale też lekarz pediatra Michał Brzeziński, ginekolog położnik Andrzej Hajdusianek, kierownik kliniki Położnictwa GUM prof. Krzysztof Preis, etyk Andrzej Leszczyński, doktor nauk o zdrowiu Marek Jankowski, psycholog Ewa Dudek-Kuźmicka, terapeuta Katarzyna Bertrandt, zastępca dyr. WRS Izabela Chorzelska i sekretarz zespołu Katarzyna Lewinska. Zespołowi życzę powodzenia w pracach!

Wpis został przyjęty przez internautów z dużym entuzjazmem:

 „Brawo! To bardzo mądra i dobra decyzja! Mój Gdańsk!!”

„To miła odmiana, że w takiej dyskusji biorą udział specjaliści różnych dziedzin nauki, a nie biskupi. Szacun!”

„Aż chce się w tym Gdańsku zamieszkać”

„Brawo Panie Prezydencie w końcu widać że coś Pan tam robi. Oby to nie było tylko z powodu silnej pozycji PiSu i strachu przed następnymi wyborami a realnej chęci działania i umacniania miasta.”

Miasta z pomocą

Wsparcie miast w leczeniu niepłodności metodą in vitro może okazać się kluczowe. W najbliższym czasie, na scenie krajowej, rozpocznie się bowiem Program Kompleksowej Ochrony Zdrowia Prokreacyjnego, o czym pisaliśmy w naszym serwisie. Nie będzie przy tym miejsca dla finansowania in vitro z publicznych pieniędzy.

Jest to szczególnie interesujące z punktu widzenia badań społecznych, które wskazują, że „31 proc. Polaków chce, aby in vitro było legalne i całkowicie opłacane z budżetu publicznego”. 38 proc. jest za częściową refundacją. Czekamy zatem na zaproponowane przez Gdańsk rozwiązania. Być może będą unikatowe na skalę kraju.

Źródło: Facebook Paweł Adamowicz

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Cztery lata i ponad osiem tysięcy dzieci z in vitro. Program 500+ znacznie droższy

in vitro kontra 500+
fot. Pixabay

Rządowy program in vitro odpowiadał za 20 proc. wzrostu urodzeń w roku 2016. Tylko w ciągu czterech lat dzięki programowi urodziło się 8395 dzieci. Rząd zrezygnował jednak z refundacji in vitro, wprowadzając w zamian program 500+. Co więcej kosztuje państwo?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program dofinansowania do procedury zapłodnienia pozaustrojowego który działał w latach 2013-2016, kosztował państwo niespełna 240 mln zł. Łącznie dzięki tej inicjatywie narodziło się ponad osiem tysięcy dzieci. Podsumowanie zrobił ekonomista z Wrocławia – Rafał Mundry, który wystąpił do ministerstwa o dane dotyczące efektów rządowego programu in vitro.

Zobacz także: Kontrowersyjna ustawa przegłosowana. Czy to koniec lokalnych programów in vitro?

8,4 tys dzieci, koszt: ćwierć miliarda zł

BUM! W 2016 za wzrost urodzeń w 20% odpowiadał rządowy program in vitro. Wzrost urodzeń w 2016 r. – 12,9 tys. dzieci. Liczba dzieci z programu in vitro w 2016 r. – 2,6 tys. dzieci. Łącznie do dziś w programie urodziło się 8,4 tys. dzieci. Koszt 0,2 mld zł/4 lata. Koszt programu 500+ = 24 mld/rok” – opublikował swoje wyliczenia na Twitterze Mundry.

http://

Zobacz także: Ile kosztuje in vitro w Polsce?

In vitro kontra 500+

W bieżącym roku odnotowano wzrost narodzin. Zdaniem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jest to zasługa programu 500+ oraz poprawiającej się koniunktury gospodarczej, jak i korzystnych zmian na rynku pracy.

Jak zauważa jednak Rafał Mundry, choć rządowy program in vitro wygasł 30. czerwca 2016 roku, do dziś wykonywane są jeszcze transfery zarodków, co również przekłada się na liczbę narodzin w Polsce.

Jak wynika z analizy, program in vitro był bardziej opłacalny dla państwa niż promowany przez minister Elżbietę Rafalską program 500+. Ten pierwszy kosztował bowiem ćwierć miliarda zł w ciągu czterech lat, natomiast obecny program to wydatek rzędu 20 mld rocznie. Jedno dziecko „kosztowało” państwo 25 tys. zł, czyli o 30 razy taniej niż 500+.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: money.pl, Oko Press

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Czekanie… pewnie znasz to aż za dobrze! Psycholog: „Troska o siebie to możliwość chociaż częściowego odzyskania poczucia kontroli”

Przedłużające się starania o dziecko, cała masa wykonanych badań, wiele niewiadomych, złe wiadomości, złudne nadzieje – to tylko niektóre z trudnych doświadczeń w czasie walki z niepłodnością. Jednym z bardziej obciążających momentów w czasie leczenia metodą in vitro jest czas około transferowy. Jak może wpłynąć na nas wielka niewiadoma, z którą stajemy wtedy oko w oko i jak sobie z nią radzić? „Bardzo pomocne na tym etapie jest zadbanie o siebie i zapewnienie sobie tego, co uważamy za ważne i potrzebne, by czuć się lepiej” – mówi w rozmowie z nami psycholog z klinik leczenia niepłodności InviMed w Warszawie, Dorota Gawlikowska.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedura in vitro jest rozłożona w czasie. Idzie za tym oczekiwanie i wiele niewiadomych. Jak może odbić się to na pacjentach – zarówno indywidualnie, jak i na ich związku?

Dorota Gawlikowska, psycholog: Wpływ obciążenia emocjonalnego, jakie niesie ze sobą leczenie niepłodności, a w szczególności procedura in vitro, zależy od kondycji pary. Znaczenie mają również jej dotychczasowe doświadczenia, czas zmagania się z niepłodnością oraz indywidualne sposoby radzenia sobie w sytuacjach stresu i napięcia. Badania podkreślają także rolę wsparcia udzielanego sobie wzajemnie przez partnerów, jako najważniejszego czynnika chroniącego przed depresją. Jest to o tyle istotne, że stanowi ona jedno z najczęściej obserwowanych powikłań długiego leczenia niepłodności.

Im dojrzalszy emocjonalnie jest związek, lepsza komunikacja pomiędzy partnerami i im większa empatyczna gotowość partnerów do wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb, tym większa szansa na uniknięcie negatywnych skutków leczenia niepłodności. Także metodą in vitro.

To właśnie niewystarczająca i nieskuteczna komunikacja oraz nieumiejętność reagowania na potrzeby partnera najbardziej uderzają w związek i powodują oddalanie się partnerów od siebie. Wiąże się to także z narastaniem u obojga z nich poczucia osamotnienia i braku pomocy w trudnej sytuacji. Co więcej, odczuwana podczas procedury niepewność, obawy o skuteczność leczenia oraz poczucie braku kontroli nad tym, co dzieje się w ciele kobiety, zwłaszcza po transferze zarodka, to niewątpliwie trudne emocjonalnie doświadczenia.

Jak możemy dostrzec, że dzieje się coś niepokojącego?

Ich wpływ może przejawiać się napięciem, trudnościami w zakresie koncentracji uwagi, zaburzeniami snu i huśtawką nastrojów. Zwłaszcza u kobiet wahają się one od nadziei, przez niepokój, aż po brak wiary w sukces. Bardzo pomocne są na tym etapie techniki relaksacyjne oraz odwracanie uwagi od ciała i toczących się w nim procesów. Aby to uzyskać warto skoncentrować się bardziej na swoich potrzebach, zadbać o siebie i zapewnić sobie to, co uważamy za ważne i potrzebne, by móc czuć się lepiej.

Myślę, że okres około transferowy i związane z tym oczekiwanie możemy nazwać swego rodzaju „zawieszeniem”. Jakie emocje mogą się wtedy pojawić?

Najczęściej stan niespokojnego oczekiwania powoduje, że czujemy napięcie i mamy większą niż zwykle potrzebę wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Problem w tym, że wspomniane tu „zawieszenie”, niestety zazwyczaj łączy się w leczeniu właśnie z poczuciem braku kontroli nad sytuacją. Zarodek został przeniesiony do macicy i teraz już nic nie możemy zrobić. Nie możemy sprawdzić, czy jego rozwój przebiega prawidłowo. Nie znamy też sposobów na zwiększenie swoich szans na ciążę. To najczęściej jeszcze bardziej nasila nasz niepokój i prowokuje do szukania innych sposobów wpływania na tę sytuację. Możemy co prawda przestrzegać zaleceń lekarza i robimy to, ale wydaje nam się to niewystarczające.

Stąd właśnie w tym czasie kobietom, a często także ich partnerom i członkom rodzin, przychodzą do głowy różne pomysły, które mogą w nieco magiczny sposób zrekompensować im ów brak wpływu na procesy zachodzące w ciele. Może to być próba ograniczenia do niezbędnego minimum wszelkiej aktywności, aby nie narażać się na żadne ryzyko. Może być to unikanie sytuacji, które kojarzą nam się ze stresem. Możemy także próbować eliminować konkretne czynności, które zostały uznane za ryzykowne, choć wcale nie potwierdził tego lekarz.

Ważne abyśmy pamiętali, że mamy w sobie potrzebę działania i wpływu na sytuację. Jego brak jest dla nas ogromnie trudny. To właśnie poprzez podjęcie działań możemy rozładować napięcie, które gromadzi się w nas w tym czasie.

Słyszę, że powinniśmy być w tym czasie dla siebie i podejmowanych przez siebie czynności przede wszystkim wyrozumiali, bowiem nasze działania nie biorą się znikąd. Czy są jeszcze jakieś powody, abyśmy w takim właśnie momencie szczególnie o siebie zadbali?

Troska o siebie jest ogromnie ważna z wielu powodów. Odwraca uwagę od napięcia i nerwowego oczekiwania na wynik leczenia. Jednocześnie koncentruje nas na tym, co realnie możemy dla siebie zrobić w tej sytuacji. Dobrze, by działo się to właśnie poprzez pomoc sobie samemu w taki sposób, by móc łatwiej przejść przez ten trudny etap. Mamy więc możliwość przynajmniej częściowego odzyskania kontroli, poprawy samopoczucia i jednocześnie właśnie zaspokojenia wspomnianych tu potrzeb, które niejednokrotnie z powodu leczenia już dawno zeszły na dalszy plan.

Leczenie dla wielu osób oznacza tak dużą koncentrację na procedurach medycznych, problemach logistycznych, finansowych, zawodowych i wielu innych, że na zaspokajanie potrzeb zwyczajnie brakuje już siły i czasu. Jest więc okazja, by to nadrobić. Dzięki temu zwiększyć możemy także zasób energii i sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach, co z pewnością może nam pomóc w przyszłości.

Często to partnerzy są dla siebie największym wsparciem, czy wystarczającym? Może jednak dobrze byłoby skorzystać z pomocy specjalistów?

Z pewnością warto skorzystać w tym czasie także z pomocy profesjonalistów. Partnerzy, nawet jeśli są na siebie bardzo otwarci i komunikują się bez przeszkód, mogą popaść w rutynę. Mogą też nie zauważać popełnianych błędów, które utrudniają im zaspokajanie wzajemnych potrzeb. Czasem warto jest spojrzeć na związek i sytuację z dystansu. Pozwala to zauważyć te aspekty problemu, których dotąd mogliśmy nie dostrzec. Tam, gdzie partnerzy czują się osamotnieni, pozbawieni wsparcia, gdzie czuje się żal i wzajemną złość, wsparcie profesjonalisty jest szczególnie ważne. Trudno jest ruszyć z miejsca i zmienić swój sposób postępowania, zachowanie wobec partnera czy formę komunikowania się, jeśli jesteśmy przepełnieni trudnymi emocjami: bólem, żalem, złością, niechęcią, poczuciem zranienia, odrzucenia, opuszczenia. Psycholog może pomóc uporać się z tymi uczuciami i jednocześnie stworzyć parze warunki do wprowadzenia zmian w ich związku.

Co więcej, wzajemne wspieranie się partnerów jest nieraz trudne, ponieważ ciężka sytuacja trwa latami i wyczerpuje ich siły. Wówczas pomoc z zewnątrz, która pozwala te siły zregenerować i zaczerpnąć z zasobów innej osoby, przynosi partnerom ulgę oraz pozwala odpocząć. A wszystko po to, aby za chwilę jeszcze lepiej i skuteczniej móc się wspierać.

 

Zobacz też:

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak liczyć tydzień ciąży po transferze?

Jak liczyć wiek ciąży po transferze zarodka? – wiele z was zadaje nam to pytanie.  Czy od dnia transferu, czy od ostatniej miesiączki? Zapytaliśmy o to eksperta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Jak liczyć kolejne tygodnie ciąży po transferze, ponieważ przy naturalnym zapłodnieniu liczy się je poczynając od pierwszego dnia ostatniej miesiączki, a jak wygląda w przypadku zapłodnienia metodą in vitro„?

Jak liczyć tydzień ciąży po transferze?

Podobnie, jak w przypadku naturalnego poczęcia, wiek ciąży po zabiegu in vitro oblicza się, przyjmując za pierwszy dzień cyklu pierwszy dzień ostatniej miesiączki.

Wiek ciąży zawsze liczy się od pierwszego dnia ostatniej miesiączki – wyjaśnia dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni. – Transfery zwykle wykonywane są w 15 – 18 dniu cyklu, więc do transplantacji dochodzi mniej więcej w tym samym czasie, jak w naturalnym cyklu.

Zobacz także: Seks a in vitro

Jeśli miesiączka była z powodu stymulacji przesunięta, tak jak to się często dzieje w protokole długim, wtedy za dzień owulacji przyjmuje się dzień punkcji jajników i moment zapłodnienia pobranych w czasie zabiegu komórek jajowych.
– Od tej daty odlicza się wstecz 14 dni – tyle dni średnio upływa od pierwszego dnia  miesiączki do owulacji – i tę datę przyjmuje się za pierwszy dzień hipotetycznej miesiączki, od której liczy się wiek ciąży   – wyjaśnia dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog

Konsultacja: dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog – położnik z kliniki InviMed w Gdyni.

POLECAMY: Współżycie przed i po transferze zarodków 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Uniwersytet odpowiada w sprawie kontrowersyjnej wypowiedzi profesor o in vitro

„Nie mamy wiedzy, która część opinii miała charakter prywatny, światopoglądowy, a która stricte naukowy” – odpowiada rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego.
Po tym, jak opublikowaliśmy tekst z wypowiedzią profesor o in vitro, w sieci zawrzało [Jeśli chcesz przeczytać tekst kliknij tu: Wypowiedź profesor o dzieciach z in vitro szokuje].

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Pani Profesor Midro wykazała się kompletną ignorancją. W moich oczach jako genetyk jest skończona – skomentował w mediach społecznościowych prof. dr hab. n. med. Jacek Malejczyk, kierownik Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wypowiedź prof. Midro jest tak skandaliczna, że aż ciężko to jakkolwiek skomentować. – uważa dr Karina Sasin, lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych, doktorantka w Karolinska Institutet.Skandaliczne jest, że lekarka, profesor, pracownik naukowy i dydaktyczny uczelni opowiada publicznie tak wierutne bzdury! W żadnym z krajów Unii Europejskie nie wolno selekcjonować zarodków pod względem potencjalnych cech fenotypowych, nawet płci. W chwili obecnej brak jest wiarygodnych badań naukowych odpowiadających na pytanie czy pośród dzieci urodzonych dzięki metodom rozrodu wspomaganego częściej występują wady wrodzone. Dane literaturowe jasno wskazują, że nie sama metoda poczęcia, a przyczyna niepłodności czy inne wskazania do IVF są czynnikiem ryzyka dla wystąpienia wad wrodzonych u potomstwa. Bardzo chciałabym wiedzieć w których klinikach leczenia niepłodności laureaci Nagrody Nobla są dawcami nasienia. Marzę, aby zrobić sobie dziecko z noblistą, najlepiej z fizyki lub chemii, .”

Uniwersytet medyczny odpowiada w sprawie wypowiedzi swojego pracownika:

– Uniwersytet Medyczny w Białymstoku jest otwarty na ścieranie się naukowych poglądów w dziedzinie medycyny – Marcin Tomkiel, Rzecznik Prasowy Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. – Wśród kadry mamy wybitnych specjalistów zajmujących się  in vitro, jak również osiągnięcia w postaci pierwszego w Polsce dziecka poczętego tą metodą w Białymstoku. (…)  Wśród naukowców mamy także osoby sceptycznie nastawione do in vitro, a badające inne metody leczenia niepłodności. Obie strony dyskutują wymieniając naukowe argumenty, a swoje badania publikują w prestiżowych wydawnictwach w kraju i za granicą.

Następnie rzecznik prasowy „otwartej uczelni na ścieranie się naukowych poglądów” odcina się od wypowiedzi swego pracownika.
– Przytaczany wywiad dla rozgłośni radiowej oraz konferencja, podczas których Pani prof. dr hab.  A. Midro wygłosiła swoje opinie nie miał oficjalnego patronatu uczelni – dodaje rzecznik prasowy UM w Białymstoku. – Trudno jest mi komentować wybrane fragmenty wypowiedzi Pani prof. A. Midro. Nie mamy wiedzy, która część opinii miała prywatny, światopoglądowy, a która stricte naukowy charakter. Uczelnia nie ingeruje w wiarę, czy światopogląd swoich pracowników.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że prof. Midro jest kierownikiem Zakładu Genetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

POLECAMY:

Tezy o wadach dzieci z in vitro, które jest fanaberią obalają profesorowie z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.