Przejdź do treści

Ewa Błaszczyk najbardziej wpływową kobietą w polskiej medycynie

772.jpg

W tegorocznej edycji plebiscytu Kobiety Medycyny największe uznanie Internautów zdobyła Ewa Błaszczyk – społeczniczka, ale przede wszystkim kochająca matka, która z potrzeby serca założyła Fundację Akogo? i stworzyła unikalną klinikę Budzik. Znana aktorka, zdobywając 1454 głosy, wyprzedziła m.in. prof. Mieczysławą Czerwionkę-Szaflarską, dr n. med. Małgorzatę Popławska, prof. Alicję Chybicką oraz Krystynę Wechmann.

Są lekarkami, pielęgniarkami, działaczkami lub pacjentkami – laureatki tegorocznej edycji plebiscytu Kobiety Medycyny to przede wszystkim panie, dla których los pacjentów oraz kształt polskiego systemu ochrony zdrowia nie jest obojętny.
„W medycynie wciąż większość najważniejszych, najbardziej znaczących funkcji i stanowisk jest zajmowanych przez mężczyzn. Dlatego wszelkie sukcesy zawodowe kobiet związanych z medycyną bardzo cieszą naszą redakcję. Wśród laureatek tegorocznego plebiscytu Kobiety Medycyny znalazły się, oprócz oddanych swojej pracy lekarek, także kobiety działające z pasją i poświęceniem w organizacjach pacjentów. Bo one również zmieniają oblicze polskiej medycyny, a organizacje pacjenckie zarówno w Polsce jak i na całym świecie zyskują coraz większe znaczenie i mają coraz większy wpływ na funkcjonowanie opieki zdrowotnej” – mówi Marta Koton-Czarnecka, redaktor naczelna Portali Medycznych.

Numerem jeden tegorocznego rankingu okazała się Ewa Błaszczyk – aktorka, ale również założycielka Fundacji Akogo? i kliniki Budzik, w której dotychczas udało się wybudzić 17 małych pacjentów. Tuż za nią uplasowały się prof. Mieczysława Czerwionka-Szaflarska z Katedry i Kliniki Pediatrii, Alergologii i Gastroenterologii Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy, dr Małgorzata Popławska, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego, prezes Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego i wiceprzewodnicząca Okręgowego Sądu Lekarskiego w Krakowie, prof. dr hab. med Alicja Chybicka senator RP, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń „Amazonki” i wiceprezes Polskiej Koalicji Organizacji Pacjentów Onkologicznych.

W tegorocznym plebiscycie Kobiet Medycyny internauci oddali 16 668 głosów na 30 kandydatek wytypowanych przez redakcję Portali Medycznych.

fot. ewablaszczyk.pl

Portale Medyczne

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Terapia antystresowa, odnowa biologiczna ciała… poprzez twarz! O drepoterapii słów kilka…

drepoterapia

Wyobraźcie sobie niezwykle silną terapię antystresową, która jest jednocześnie kompleksową i naturalną odnową biologiczną ciała… poprzez twarz! To drepoterapia.

Pioniersko praktykuję różne terapie okolic głowy od 14 lat. Moją przygodę rozpoczęłam od refleksologii, w której do budowania zdrowia i równowagi wykorzystuję nerwy i ich zakończenia. Poznałam też techniki pracy motylkowej i metamorficznej. Są delikatne, a jednocześnie uwalniają od najgłębszych ran emocjonalno-fizycznych (traum). Zadziwiły mnie powięzi, które są „bankiem informacji” ciała i zapisują jego reakcje na wydarzenia z naszego życia. Znam też zasady pracy z układem limfatycznym i akupresurę, która porusza różne mechanizmy ozdrowieńcze.

Twarz jak klawiatura

Zawsze lubiłam uczyć się anatomii i fizjologii. Odkrywanie „logistyki” ludzkiego ciała fascynuje mnie do tej pory, zwłaszcza że przed nami jeszcze wiele niewiadomych. Poświęciłam się nauce o mózgu. To centralny komputer, który „zarządza” ciałem, umysłem, emocjami i duszą. Dostęp do jego funkcji daje mi specyficzna klawiatura… czyli twarz. Stąd też moje zamiłowanie do terapii tej okolicy.

Kolejny powód, dla którego wykonuję terapie w okolicach głowy, to stres, który wybrał sobie to miejsce za kwaterę główną, a ja wiem, że „rozbrojenie dowództwa” powoduje kapitulację symptomów stresu w innych odległych częściach ciała.

Praca na głowie, czyli w bezpośredniej bliskości mózgu i kory mózgowej, przynosi też ogromną, nieporównywalną ze stymulacją innych miejsc ciała czy z działaniem innej terapii, przyjemność i błogość, poczucie ulgi emocjonalnej i uwolnienia od trudnych emocji, a także wyciszenia umysłowego. To już efekt działania endorfin i enkefalin, czyli hormonów szczęścia, które wręcz „zalewają” ciało podczas drepoterapii. Ten stan utrzymuje się jeszcze długo po sesjach i sprawia, że jesteśmy odporniejsi na stresory. Śmiało można rzec, że burze szaleją wtedy na zewnątrz nas, a w środku morze jest spokojne.

Warstwy twarzy

Ludzka twarz to swoisty przekładaniec. U każdego wygląda inaczej, ale zbudowana jest z tych samych warstw. Są to skóra, tkanka podskórna, powięzi, mięśnie i kości. Pomiędzy nimi leżą sieci nerwów i ich zakończenia, naczynia krwionośne i limfatyczne oraz kanały energetyczne. Sieci przypominają wyspecjalizowane kable, przez które odbywa się cała wewnętrzna komunikacja. Warstwy i kable masujemy, uciskamy, pociągamy w różny sposób. Nerwy – energicznie i w bezpośredniej bliskości kości. Powięzi – powierzchownie i z wczuciem się w ich własne tempo i kierunek ruchu. Mięśnie – głęboko, wolno i wzdłuż włókien, nigdy pod włos. Naczynia limfatyczne – naprawdę leniwie. A akupunkty – ruchem okrężnym w prawo i lewo. Wszystko po to, by zaspokoić potrzeby każdej tkanki z osobna i by efekty takiej celowanej pracy rozeszły się po całym organizmie.

Co to jest drepoterapia?

Drepoterapia to odnowa biologiczna twarzy, a poprzez twarz – także całego ciała, która dopasowywana jest do indywidualnych potrzeb zdrowotnych pacjenta. Korzysta ona z naturalnych możliwości, jakie daje nam specyficzna wielowarstwowa budowa twarzy. Mózg dba o równowagę wewnętrzną, optymalizuje funkcje życiowe, uruchamia procesy naprawcze. On też potrzebuje warunków do konstruktywnego działania, bo bywa nieuważny na potrzeby człowieka. Stwarza mu je właśnie drepoterapia. Poza tym lokalna stymulacja powięzi, mięśni czy naczyń krwionośnych i limfatycznych w okolicy głowy wywołuje tonizujący efekt w tych tkankach na poziomie całego ciała.

Dzięki temu drepoterapia szybko rozładowuje nawet przewlekły stres i zapobiega szerzeniu się jego konsekwencji. Niwelowanie napięć mięśniowo-powięziowych jest niezwykle ważne dla właściwego przepływu krwi.

Warto wspomnieć, że szczególnie wrażliwe na stres są mięśnie miednicy. Reagują one skurczem, który zaburza przepływ krwi przez tętnice macicy. Napinanie się mięśni brzucha może uciskać macicę i skręcać jajowody. U mężczyzn stres obniża parametry witalności plemników, które nie mają siły do pokonywania grawitacji i nie docierają na czas do gotowych jajeczek. To skutecznie zapobiega zajściu w ciążę.

Niestety klasyczne masaże ciała nie radzą sobie z przewlekłymi napięciami i redukcją stresu.
Trzeba szukać terapii, które wywołują trwałe dobroczynne zmiany w ciele, a dodatkowo budują odporność na stres fizyczny i psychiczny. Na pewno jest nią drepoterapia, choć na początku trudno uwierzyć, że praca z twarzą daje takie efekty!

Nie można nie wspomnieć, że na tej terapii skorzysta też owal twarzy czy cera, która będzie wręcz promienna. Pojawi się też błysk w oku i specyficzny wigor.
Jednak dla mnie najważniejsze jest przywracanie dobrej kondycji psychofizycznej, optymalizacja pracy narządów wewnętrznych, harmonizacja układu hormonalnego, spokój umysłu czy ukojenie emocjonalne. Sprzyja to bowiem płodności.
I musi być szybko odczuwalne!

Beata Sekuła

multi-refleksolog i mentor refleksoterapii w Polsce, terapeuta czaszkowo-krzyżowy, life coach, i praktyk integracji oddechem

Konferencja „Siła kobiecości w macierzyństwie” – już niebawem, nie przegap!

W dniu 19 października 2017, w Warszawie odbędzie się wyjątkowa konferencja z okazji 10-lecia istnienia portalu ZapytajPolozna.pl pod hasłem: „Siła kobiecości w macierzyństwie”.

Wydarzenie ma charakter edukacyjny i wspierający kobiety, będzie poświęcone budowaniu poczucia własnej wartości, wyznaczaniu granic, uwrażliwieniu na wspieranie siebie nawzajem, pokazaniu, jak ważna jest też relacja z własną matką oraz o podróżowaniu z dziećmi. Organizatorem konferencji jest portal ZapytajPolozna.pl

Podczas konferencji będzie możliwość posłuchania prelegentów m.in.: Joanny Pietrusiewicz, Magdaleny Modlibowskiej, Justyny Dąbrowskiej, Katarzyny Płaza-Piekarzewskiej, Magdy Macyszyn i Michaliny Gajewskiej, Joanny Sakowskiej.

Oprócz prelekcji zaplanowane są cztery warsztaty. Podczas pierwszego z nich będzie poruszony problem zachowania równowagi między pracą a życiem prywatnym (Magda Macyszyn i Justyna Kuźlik-Duda). Drugi będzie o tym jak rozmawiać z dziećmi (Anna Czuba i Małgorzata Zacharias). Trzeci poruszy kwestię zmiany nawyków żywieniowych (Daria Rybicka). Czwarty warsztat pt. “Mama wraca do pracy” poświęcony będzie aspektom prawnym (Katarzyna Łodygowska).

Zapisy: konferencja.zapytajpolozna.pl

Patroni medialni wydarzenia: nasz portal i magazyn Chcemy Być Rodzicami, Brioko, Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze urodzeni”, DoktorAnia.pl, Familie.pl, Family Coaching, Farmaceuta-radzi.pl, Festiwal Chustowy #nicminiewisi, Fundacja Po Adopcji, inspiratornia.edu.pl, Kikimora, PaniSwojegoCzasu.pl, ToWśrodku.pl, Splot, Mammazine i Moroszka

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Grunt to wierzyć, że się uda! Maria: „Musiałam przejść tę drogę, by teraz unosić się radością z naszym małym skarbem”

Fot. archiwum prywatne Marii
Fot. archiwum prywatne Marii

Lata starań o upragnione dziecko, siedem poronień, setki badań – doświadczeniem, które ma za sobą Maria, spokojnie można obdzielić kilka osób. Pomimo trudów zawsze była w niej jednak nadzieja, że będzie najlepszą mamą na świecie! Wierzyła w to nie tylko ona, ale też jej bliscy i lekarka, która stanęła na ich drodze.

Starania o dziecko – droga, której nie znamy

Wszystko rozpoczęło się przed siedmioma laty, kiedy to Maria i Grzegorz rozpoczęli swoje starania. Okazało się to być jednak znacznie trudniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. W całej mojej historii przeszłam siedem poronień. Pierwsze miało miejsce w 2010 roku. Kolejne były niemal co roku, zazwyczaj na wiosnę. Jednego roku zdarzyły się dwa: wiosną i jesienią – opowiada Maria, która starała się szukać pomocy u doświadczonych lekarzy.

Specjaliści nie umieli jej jednak pomóc, a tempo życia nie działało na korzyść przyszłej mamy: „Gdy okres się opóźniał zaraz robiłam testy ciążowe i badanie Beta HCG. Starałam się też o wolne w pracy, żeby móc przeleżeć najcięższy początek ciąży. Zawsze jednak trzeba było coś zakończyć, przekazać. Był stres i dużo jazdy samochodem” – opowiada o swojej ówczesnej pracy Maria, która zajmowała w tym czasie kierownicze stanowisko.

Pomimo dużego wysiłku wkładanego w starania, nikt nie mógł znaleźć przyczyny, dlaczego wciąż i wciąż dochodzi poronień. „Podczas ostatniej utraty ciąży usłyszałam w szpitalu, że nie umieją mi pomóc i nadaję się tylko do leczenia klinicznego.  Usłyszałam również, że jeśli nie mam wykonanych badań za 1500 złotych, to co ja tu w ogóle robię… Załamałam się wtedy” – mówi Marysia. Pomimo skrupulatnych obserwacji cyklu, testów owulacyjnych, leków, zabiegowi udrożniania jajowodów oraz wielu innych badań, co i rusz przychodziła kolejna strata.

Nowy początek

Z jednej strony było to dla Marii dobijające, z drugiej pojawiała się motywacja do dalszej walki. Kobieta starała się przypominać sobie, że przecież będzie najlepszą mamą na świecie – musi się udać! „W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę. Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5-10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla Marysia.

Wiosną miał odbyć się zabieg histeroskopii, ale pojawiła się siódma ciąża. Niestety w dniu wyznaczonej wizyty kontrolnej Maria wylądowała w szpitalu. „Zabieg musiałyśmy przełożyć o trzy miesiące. Choć wiedziałam, że będzie ze mną w klinice mąż i wykonywać będzie go pani Kasia, bardzo się bałam” – zabieg okazał się być jednak niezwykle potrzebny. „Dowiedziałam się, że moja macica była w złym stanie. Cała w zrostach i pajęczynach zrostowych po wcześniejszych poronieniach” – dodaje Maria.

Histeroskopia miała być powtórzona kilka miesięcy później. W tym czasie nastąpiły duże zmiany w życiu zawodowym, pojawiło się więcej czasu na relaks i kontakt z bliskimi. Myśli o dziecku zeszły na dalszy plan, a celem na tamten moment stało się leczenie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej: „13-ego  września, to był wtorek, powinnam była już mieć okres. Uznałam więc, że zrobię test. Chociaż pewnie i tak nic z tego nie będzie, a tu… dwie kreski! Wystraszyłam się i stwierdziłam, że chyba test był zepsuty. W środę wykonałam kolejny i u po 40-stu sekundach pojawiły się dwie wyraźne krechy! Uznałam jednak, że na badanie Bety HCG tym razem nie pójdę. Nie chciałam się stresować, a na piątek i tak miałam umówione spotkanie z lekarzem. Na wizycie była już tylko ogromna radość. Zarówno moja, jak i Pani Kasi. Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!” – wciąż słychać w Marii ogrom pozytywnych emocji!

Karuzela przeżyć

Jednak w czasie przedłużających się starań emocji jest znacznie więcej, i to nie tylko tych pozytywnych. Silny stres wpływa też na związek: „Na całe szczęście nie pojawiło się u nas wzajemne obwinianie. Mąż także musiał wykonać badania, zależało mu tak samo bardzo, jak i mnie. W związku staraliśmy się wspierać. Grześ zawsze był ze mną na wszystkich zabiegach i badaniach” – opowiada Maria, ale dodaje przy tym, że chwile zmęczenia dały im w kość. Ciężko bywało też w relacjach z dalszą rodziną. „Mama, siostra, ciocie i kuzynki zawsze mnie wspierały i nie naciskały. Mama dużo się modliła, żeby nam się w końcu udało. Niestety zdarzały się też komentarze: „I co, znów straciłaś?” – to bolało. Łzy same cisnęły się wtedy do oczu i nie umiałam przestać płakać. Nie chciałam jednak, aby ktoś widział moją słabość, bezradność i ogrom bólu” – mówi Maria.

Automatycznie wręcz pojawia się wtedy pytanie, czy nie było myśli o poddaniu się i zrezygnowaniu ze starań. Co może wtedy podtrzymywać nadzieję? „We mnie podtrzymywały ją wiara, słowa przyjaciół i rodziny, że będę najlepszą mamą. Dużo dała mi też lekarka. Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc” – podkreśla szczęśliwa dziś mama.

Antoś ma już  kilka miesięcy. Niby mały człowiek, a tak wiele zmienił: „Zauważyłam, że jestem teraz bardziej uczuciowa i silniej przeżywam emocje. Wiem i widzę jakie posiadamy szczęście. Jestem dumna jak mówię o sobie „mamusia”. Wierzę, że drogą przez którą musiałam przejść – upadki i dołki – były potrzebne po to, żeby teraz unosić się szczęściem i radością z naszym małym skarbem” – mówi Maria i dodaje, że dziś podjęłaby takie same kroki. Pomimo trudów i bólu wierzy, że warto walczyć do końca.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak mogę ci pomóc? Jak możesz mi pomóc?

The Leading Source For Manufacturing And Product Innovation News

Z Sylwią Włodarską, współtwórczynią fundacji RoRo, rozmawiała Katarzyna Płaza-Piekarzewska.

Sylwio, prowadzisz warsztaty na temat empatii. Chciałam porozmawiać o niej w kontekście par od dawna starających się o dziecko. Czym w ogóle jest empatia?

To w najprostszym ujęciu umiejętność zrozumienia innych ludzi oraz zdolność widzenia uczuć i emocji. Jak pisze Marshall B. Rosenberg:

„To umiejętność postawienia się w sytuacji drugiego człowieka i skierowanie uwagi wyłącznie na jego uczucia i potrzeby, bez mieszania ich z własnymi. Jest próbą zobaczenia świata oczami drugiego człowieka – bez oceniania czy podawania gotowych rozwiązań”.

W Porozumieniu bez Przemocy podstawą jest empatia dla siebie. Kiedy w czasie warsztatów pytam o to, czym jest empatia dla siebie, często widzę zdziwienie albo słyszę stwierdzenia, że nie ma czegoś takiego. Kiedy jednak rozmawiamy o tym dłużej, dochodzimy do wniosku, że trudno o empatię dla innego człowieka bez naładowania baterii empatii dla samego siebie.

Para stara się o dziecko. Przychodzi czas, w którym można zrobić test ciążowy. Dreszczyk emocji, może pokażą się dwie kreski, a tu jedna i nie chce być inaczej. Pojawia się frustracja i złość. Co może zrobić partner/partnerka? Jak zachować się w tej sytuacji?

Dać sobie przestrzeń i zgodę na te emocje. Wszystkie są ważne i potrzebne, bo pozwalają nam dotrzeć do niezaspokojonych potrzeb. W tym przypadku mogą to być: potrzeba akceptacji, autentyczności, jasności, bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, szacunku, poczucia sprawczości, bliskości czy więzi. Ważne, żeby zauważyć te emocje, poczuć je w ciele, nazwać je. Niewygodne emocje mają to do siebie, że tłumione przybierają na sile, podnosi nam się poziom kortyzolu, łatwo wtedy o reakcję automatyczną, a nie świadomą odpowiedź na sytuację, w której się znaleźliśmy. Wyobrażam sobie, że w takiej chwili nie potrzeba nawet wielu słów, raczej bliskości, dostępności fizycznej i emocjonalnej, która wspiera.

Pozwolić tej złości zaistnieć w sytuacji, kiedy test ciążowy znowu pokazuje jedną kreskę?

Pozwolić. Złość jako emocja jest ok. Odgrywa istotną rolę – informuje nas o tym, że nasza bardzo ważna potrzeba nie jest zaspokojona. Należy mieć świadomość, że istnieją różne sposoby na wyrażenie złości poza tymi automatycznymi, agresywnymi. W złości mamy tendencję do szukania winnych na zewnątrz lub w sobie, co nie zmienia sytuacji, tylko wciąga nas w spiralę osądzających myśli.

Chcemy wyżalić się koleżance, ale słyszymy lawinę rad. Tymczasem to wcale nie łagodzi naszych emocji. Co to znaczy być empatycznym?

Tak jak uważność i obecność wspierają empatię, tak udzielanie rad, pocieszanie, litowanie się, licytowanie się, czyli „a ja to miałam jeszcze gorzej”, zabijają ją. Często słowa wcale nie są potrzebne. Być empatycznym to być w pełni przy drugim człowieku, jego emocjach i potrzebach. Empatia jest jak latarnia morska, więc gdy chcesz dawać komuś empatię, to kierujesz całe światło na tę osobę, nie opowiadasz historii, nie udzielasz rad, nie porównujesz, nie osądzasz, nie oceniasz, nie litujesz się, tylko jesteś w pełni obecny przy tym, co przeżywa. Dajesz jej przestrzeń i uwagę, by mogła w pełni wyrazić siebie i dojść do najlepszych rozwiązań.

Co daje nam empatia?

Empatia daje nam wybór, wybija z działania automatycznego, schematycznego, buduje kontakt, skłania do działania, wskazuje potrzeby. Wreszcie, mając empatię dla siebie, możemy podzielić się nią z innymi.

W jaki sposób możemy poprosić o empatię?

Wyobrażam sobie, że możemy po prostu powiedzieć: „Proszę, wysłuchaj mnie teraz w ciszy tak długo, aż powiem ci, że wystarczy. Dobrze?” albo „Słyszałam o empatycznym słuchaniu i chciałabym go z tobą wypróbować. Czy chciałabyś wysłuchać mnie w ciszy i być przy moich uczuciach i tym, co dla mnie ważne w tej chwili?”.

W kobiecie może pojawić się wiele negatywnych myśli związanych z niepowodzeniem w zajściu w ciążę. W jaki sposób może sama sobie dać empatię?

By nie dać się wciągnąć spirali negatywnych myśli, warto przede wszystkim skupić się na oddechu. Pozwala to, w skrócie, na zintegrowanie mózgu i przywrócenie jego wszystkich funkcji, nie tylko tych odpowiedzialnych za ucieczkę/atak/zastygnięcie. Dobrze pamiętać o łagodności dla siebie. Empatia to taki kojący balsam. Ja do spotkania z trudnymi emocjami używam zeszytu, staram się odpowiedzieć na pytania:

1. Co obserwuję? Co jest teraz w moim ciele?
2. Jakie uczucia są we mnie? Smutek, gniew, wstręt, a może strach?
3. Jakie potrzeby nie są zaspokojone? Czego mi potrzeba, czego chcę?
4. Sformułuj prośbę do siebie, która pomoże ci zaopiekować się twoimi niezaspokojonymi potrzebami.
5. Powiedz, co czujesz i czego w związku z tym potrzebujesz?
W jaki sposób ćwiczyć empatię?

Kilka razy dziennie zatrzymywać się, by poczuć, co jest w moim ciele – czy jest rozluźnione, lekkie, a może spięte i obolałe. Mieszkają w nim emocje, dlatego kontakt z ciałem jest taki ważny. Emocje są drogowskazami do potrzeb. Te komfortowe: radość, zadowolenie, spokój, ufność, wskazują nam, że nasze potrzeby są w danym momencie zaspokojone. Te niekomfortowe: frustracja, bezsilność, przytłoczenie, informują nas o tym, że ważne dla nas potrzeby nie są zaspokojone. W trudnych momentach naszego życia kluczowe jest także praktykowanie wdzięczności. To nic innego jak zauważanie zaspokojonych potrzeb. Można robić to, łapiąc na zdjęciach chwile dające nam radość, prowadząc dziennik wdzięczności, w którym zapisywać będziemy to, co dobrego spotkało nas danego dnia. Liczą się małe rzeczy: ciepła kawa, pełna lodówka, pomocny człowiek, który przytrzymał drzwi, otrzymany uśmiech.

Jak okazać empatię partnerowi?

Przygotować się na pełne uwagi słuchanie, całkowite zanurzenie w teraźniejszości i skupienie na tym, co mówi do nas druga strona. Skierowanie uwagi wyłącznie na potrzeby i uczucia mówiącego. Wyłączamy wtedy nasze myśli, przychodzące nam do głowy pomysły, osądy, rady, nasze doświadczenia. Stajemy się czystą uwagą i skupieniem.

Czy możesz podać kilka przykładowych zdań, którymi możemy zacząć rozmowę empatyczną na trudny dla nas temat?

Zacznijmy ją tak jak każdą inną, ważne, aby podejść do niej z uszami przygotowanymi na słyszenie emocji i potrzeb, które kryją się pod wyrażanymi słowami. Ale najpierw potrzeba dużo łagodności i empatii dla siebie z różnych źródeł. Zadbajmy o przestrzeń. Nie zaczynajmy takiej rozmowy w pośpiechu. Można też uprzedzić rozmówcę, że będziemy chcieli porozmawiać i potrzebujemy nieco więcej czasu.

 
Sylwia Włodarska
Współtwórczyni Fundacji RoRo, która od 6 lat wspiera rodziców w znajdowaniu własnej filozofii rodzicielstwa opartej na bliskości, szacunku i zaufaniu, trenerka empatycznej komunikacji, absolwentka studiów NVC, uczestniczka zaawansowanych kursów NVC (Nonviolent communication, Porozumienie bez Przemocy), autorka bloga paniswojegoszczescia.pl. Pasjonatka książek i bycia blisko natury, mama Trójcy, która jest niewyczerpanym, choć często wyczerpującym źródłem inspiracji.

Katarzyna Płaza - Piekarzewska

Położna i Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Tworzy portal i blog ZapytajPolozna.pl, na którym porusza tematykę ciąży, porodu, karmienia piersią i macierzyństwa oraz niepłodności.