Przejdź do treści

Empatia powinna być jak woda w kranie

20160301-182319.jpg

Kiedy Anna Krawczak dochodzi do głosu, wiadomo, że będzie mówiła merytorycznie, zdecydowanie, a nawet ostro. Jej najnowsza książka „In vitro. Bez strachu, bez ideologii” jest nie tyle streszczeniem jej zmagań co echem głosów tysięcy polskich pacjentów zmagających się z niepłodnością. Nam autorka opowiedziała o kulisach powstawania książki.

„In vitro. Bez strachu, bez ideologii” to książka bardzo osobista. Pod względem emocjonalnym była
trudna do napisania?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Anna Krawczak: Nie. Za mną wiele lat pracy w Stowarzyszeniu NASZ BOCIAN i w zespole świetnych ludzi, z których każdy miał osobistą historię niepłodności. W momencie, w którym wchodzisz na poziom „ok, teraz spróbuję zrobić coś dla innych i zająć się problemem systemowo jako organizacja pozarządowa” albo musisz się nauczyć dystansu, albo zacząć odkładać na psychiatrę. Wybraliśmy dystans. Nie możesz być skutecznym działaczem pacjenckim, jeśli nieustannie projektujesz własną historię na cudze problemy i opowieści, bo to nie jest terapia grupowa, tylko przestrzeń do działania, które ma przynieść określone efekty dla konkretnych grup społecznych. Co nie znaczy, że pracowanie w obszarze niepłodności nie budzi emocji. Jasne, że budzi.

Złe traktowanie pacjentów budzi gniew, upolitycznianie in vitro rodzi złość, trywializowanie adopcji budzi irytację. W tym sensie moja książka pewnie jest emocjonalna, w końcu pisała ją eks pacjentka, matka, działaczka i tak dalej. i ja jestem człowiekiem, a nie kłodą drewna. Ale jeśli pytasz o to, czy rozdrapywałam w trakcie jej pisania jakieś własne rany, to tak się nie działo.

W książce przytaczasz wiele wypowiedzi i historii innych osób zmagających się z niepłodnością. Czułaś, że musisz się wypowiedzieć w imieniu wszystkich?
Chciałam, aby te głosy były słyszalne. Ludzie starający się o dzieci, mówią w przestrzeni publicznej głównie przez swoich rzeczników i nie oddaje im się głosu, co mnie osobiście wkurza. Szczególnie, że tymi rzecznikami stają się często lekarze, dziennikarze czy politycy, a ich interesy niekoniecznie są zbieżne z interesami pacjentów. W ten sposób pacjentów przedstawia się jako bezwolne ciała, które wymagają światłego zarządzenia, pokierowania i zdecydowania w ich imieniu, bo same są zbyt nieporadne, aby wybrać. Tymczasem pacjenci, rodzice adopcyjni czy kandydaci na rodziców zastępczych spokojnie mogą mówić we własnym imieniu i na ogół chcą to robić, ponieważ są kompetentni we własnej sprawie i własnej historii. Nigdy nie mieliśmy większych problemów ze skrzyknięciem ludzi do mediów. Mimo to najczęściej do studia zapraszany był ksiądz Oko, a nie pani Kowalska po siedmiu inseminacjach, która chętnie by opowiedziała, czego doświadczyła, jakie miało to dla niej znaczenie i na czym polega ten zabieg. W Naszym Bocianie trzymamy się dokładnie tej zasady – słuchamy, rozmawiamy i pracujemy z pacjentami po to, aby wiedzieć, co jest dla nich problemem i aby móc ten głos zanieść „wyżej”, najlepiej zresztą, aby ten głos był zaniesiony tam przez nich samych. Do mediów, do ministerstwa, do sejmu. Było dla mnie oczywiste, że w książce ten schemat zostanie zachowany, bo takiej pracy się uczyłam przez lata i dalej jestem jej wierna. To jest sedno pracy na rzecz pacjentów.

Zanim napisałaś książkę, równie bezpośrednio mówiłaś o swoich przeżyciach na forum publicznym, np. w Internecie, wywiadach czy przemówieniach. Niepłodność ciągle jest tabu?

Jest tabu i będzie, ponieważ to samo zjawisko obserwujemy w dowolnym kraju niezależnie od jego układów ideologicznych i politycznych. Tabu w tym sensie, że to cholernie trudne nie móc mieć dziecka pomimo olbrzymiego pragnienia rodzicielstwa. Ten ciężar jednak może być łatwiejszy albo trudniejszy do uniesienia. Jeśli mieszkasz w kraju, w którym twój rząd wspiera cię w twoim problemie, refunduje leczenie, dba o szacunek w debacie i o to, by nikt nikogo nie nazywał „dzieckiem Frankensteina” czy „biedną sierotką czekającą na adopcyjną litość”, wtedy twoje trudności są zupełnie innego rodzaju. Owszem, nadal jest  ciężko z powodu samego faktu niezamierzonej bezdzietności, ale jest też większe prawdopodobieństwo uzyskania wsparcia i zrozumienia w otoczeniu, jeśli zdecydujesz się otworzyć.

W dzisiejszej Polsce jest inaczej. Przechodzisz ten sam niepłodnościowy ból, jaki staje się udziałem przeciętnej np. holenderskiej pary, ale dodatkowo dostajesz w pakiecie poniżające opinie, obraźliwe oceny, a do tego musisz za to sam/sama zapłacić, ponieważ in vitro „jest kaprysem”. Choć płacisz dokładnie taką samą składkę zdrowotną i podatki jak płodny obywatel.

Czy przeciwnicy in vitro mogą się poczuć urażeni Twoją książką lub przynajmniej pominięci?

To ostatnia kwestia, która spędzałaby mi sen z powiek. Nie podejmuję się analizy życia wewnętrznego „przeciwników in vitro” i mapowania ich urazów ani prognozowania, gdzie mogłyby wystąpić. To nie jest moja rola ani misja. To nie jest też rola Naszego Bociana. Nie powstaliśmy po to, aby usatysfakcjonować 38 milionów Polaków. Powstaliśmy, aby pomagać i służyć bezdzietnym, którzy pragną być rodzicami.

Chciałaś obronić in vitro, stanąć po stronie urażonych, pokazać oburzenie czy pokazać słuszną drogę?

Chciałam napisać książkę, ponieważ zostałam o to poproszona przez wydawnictwo Muza. Chciałam też, żeby historia Naszego Bociana, którą miałam zaszczyt współtworzyć, nie przepadła w mroku dziejów. I cieszę się, ze to ostatnie się udało. Nie mam potrzeby bronienia in vitro, ponieważ fundamentalnie nie zgadzam się z podziałem na zwolenników i przeciwników in vitro, uważam tę dychotomię za fałszywą, aby nie powiedzieć: głupią. In vitro jest metodą medyczną. W przypadku innych metod medycznych nikt nie zadaje pytań o to, czy jesteśmy zwolennikami resekcji żołądka albo przeszczepu nerki, ponieważ stawianie takiej kwestii brzmiałoby idiotycznie. I słusznie, bo jest idiotyczne. Tak więc nie jestem zwolenniczką in vitro ani jego przeciwniczką. Na polu prywatnym jestem osobą, która skorzystała z tej metody, ponieważ miała określoną diagnozę, otrzymała możliwość wyboru takiej terapii, miała taką wolę i skorzystała z takiego prawa. Na polu publicznym jestem osobą, która będzie bronić prawa każdego człowieka do podjęcia własnej decyzji o kształcie prywatnej rodziny, niezależnie od tego, czy ten kształt zrealizuje się w adopcji, in vitro, bezdzietności czy naprotechnologii. Nie jestem od oceny. Stowarzyszenie Nasz Bocian też nie jest od oceny i jesteśmy w tym stanowisku bardzo konsekwentni. Tym samym nie istnieje coś takiego jak „słuszna droga”. Istnieją tysiące indywidualnych historii, tysiące wrażliwości, potrzeb i ograniczeń.

Tylko dana osoba bądź para, której dotyczy problem niemożności zajścia w ciążę, ma moim zdaniem prawo zdecydowania, co w jej przypadku będzie najlepszą drogą. Ja mogę w tym procesie jedynie wspierać oraz towarzyszyć i tak właśnie widzę rolę własną oraz tak swoją rolę od 14 lat widzi Nasz Bocian.

Czy rozgrzebywanie starych ran (jak np. cytowane przez Ciebie wypowiedzi osób związanych z  kościołem) nie utrwalają podziałów – przeciwnicy vs. zwolennicy in vitro? Czy nie bardziej potrzeba zgody i wyważonego dialogu?
Od 14 lat prowadzimy wyważony dialog jako Stowarzyszenie i moja książka jest odbiciem tego podejścia. Włączyłam w nią różne narracje i argumenty, nawet takie, z którymi prywatnie się nie zgadzam lub wobec których mam przynajmniej wątpliwości, ale jednak są częścią otaczającego nas świata. To ta część zgody i „wyważonego dialogu”, na której współtworzenie mam jakiś wpływ, więc to robię – rozmawiam, wyjaśniam i prezentuję postawę merytoryczną. Nie mam jednak wpływu na intencje autorów sformułowań „dzieci z in vitro mają bruzdę dotykową” albo „wy, dzieci z in vitro, nie jesteście winne tego, że wasi rodzice to mordercy”, więc może powinnaś porozmawiać z osobami, które tak mówią i do nich skierować pytanie o wyważony dialog. Druga z tych wypowiedzi padła w sierpniu 2015 roku, więc chyba nie zalicza się do starych ran? Zresztą takie sformułowania padają nieustannie, co można łatwo prześledzić monitoringiem mediów, z którego korzystam.

„W Polsce nawet ateiści muszą się modlić o łaskę wiary i odczuwać żal za grzechy, a jeśli tego nie  robią stają się obcymi wśród bliskich”. Nadal czujesz się obca?
Będę się czuła obca jak długo na ścianie sali w publicznym przedszkolu, do którego uczęszcza mój syn, będzie wisieć półmetrowy krucyfiks. Ponieważ to nie jest normalne i to nie jest neutralne. I to nie ma nic wspólnego z tym, czy mam coś przeciwko krzyżowi czy nie – nie mam. Ale do tego przedszkola mogłaby chodzić córka mojej koleżanki, która jest głęboko wierzącą żydówką. I sama świadomość, że publiczna placówka, która z założenia nie może i nie powinna się opowiadać po żadnej stronie światopoglądowej, politycznej i religijnej, robi to bez żadnej refleksji nad nieprzezroczystością takiego działania, mnie boli. Bo tym samym wyklucza wszystkie dzieci i rodziny, dla których ten krzyż ma głębokie znaczenie. Polska nie jest krajem przyjaznym dla inności, nieważne czy ta inność będzie dotyczyła „nie mogę mieć dzieci naturalnie, choć bardzo pragnę, więc jestem inna/inny niż moi dzieciaci znajomi” czy „mój Bóg ma inne imię niż twój Bóg”. Są ludzie, dla których inność nie ma znaczenia, jak długo ich nie dotknie i sami nie poczują skutków wykluczenia. Na szczęście są też ludzie, którzy nie muszą dostać po głowie wykluczeniem, aby czuć, jak bardzo może być ono bolesne. Nazywamy to empatią. Powinna być dodawana do wody w kranie, abyśmy wszyscy mogli ją przyswoić. Szkoda, że nie jest to możliwe.

Opisujesz swoje zmagania w mediach – nie dawano Ci dojść głosu, byłaś przekrzykiwana i przerywano  Ci. Książka jest tym wszystkim, czego nie mogłaś powiedzieć przed kamerami?
Nie, książka oryginalnie miała ponad 600 stron. Nie mogliśmy jej opublikować w takiej objętności. Z wersji pierwotnej wypadło więc kilka rozdziałów, między innymi rozdział adopcyjny, rozdział o surogacji, o feministycznej krytyce in vitro.  Żałuję tego, ale być może pojawią się w kolejnej książce.
W materiałach prasowych o „In vitro. Bez strachu, bez ideologii” czytamy „pierwsza na polskim rynku pozycja podejmująca tematykę sztucznego zapłodnienia w tak wyważony sposób i w tak szerokim  zakresie”. Mimo to w książce jest wiele emocji, a nawet frustracji. To już nie tylko głos eksperta, ale to głos zranionej kobiety. Kobiety walczącej?

Napisanie  książki o polskim doświadczeniu niepłodności, która nie zawierałaby emocji ani frustracji, byłoby tak samo uczciwe jak napisanie dysertacji doktorskiej o dialekcie mieszkańców Atlantydy. Ta sytuacja zwyczajnie nie występuje w przyrodzie. Jeśli mieszkasz w Polsce i przechodzisz przez in vitro to będzie się to wiązać z emocjami i z frustracją. Trochę męczy mnie oczekiwanie, że powinno się i można być ponad wszystkim. Nie, nie można. Jeśli zostajesz matką i chcesz kontynuować pracę zawodową oraz mieć szereg interesujących hobby i przy tym wyglądać jak bogini, to też któryś z tych obszarów straci na jakości i tyle. Nie można mieć w życiu wszystkiego i wpieranie kobietom, że tak się zadzieje, jest ładowaniem ich w ściemę, którą bardzo szybko przejrzą. Analogicznie nie da się poddawać swojego ciała procesowi leczenia niepłodności i udawać, że nie dotrze do nas żaden głos debaty i nie walną w nas konsekwencje ustawy. Nie wiem, czy mówienie o tym otwarcie jest walką, ja bym to nazwała uczciwością. A na koniec dodam, że nie ma czegoś takiego jak „sztuczne zapłodnienie” i ubolewam, że ta fraza pojawiła się w materiałach prasowych. Zapłodnienie jest naturalne i może być co najwyżej pozaustrojowe lub wewnątrzustrojowe.

Tak samo dzieci są dziećmi i nie pochodzą z probówek, tak jak nie pochodzą z penisa i pochwy. Fajnie by było, gdybyśmy wreszcie zaczęli się posługiwać językiem, który nikogo nie piętnuje.

————————————————–

Anna Krawczak sama jest matką, która młodsze dziecko urodziła korzystając z metody in vitro. Była katoliczką z głęboko wierzącej rodziny, musiała przejść cały proces godzenia się na metodę, której nie akceptuje kościół, a która była jej jedyną szansą na urodzenie dziecka. Opowiada nie tylko o przeżyciach swoich, ale i męża oraz starszego syna. 

Anna Krawczak także przez wiele lat pełniła funkcję prezesa Stowarzyszenia „Nasz bocian” zajmującego się sprawami ludzi zmagających się z problemem bezpłodności. Jest członkinią Rady Programowej Narodowego Programu Leczenia Niepłodności 2013-2016 przy Ministerstwie Zdrowia, konsultantką wytycznych w leczeniu niepłodności Światowej Organizacji Zdrowia, członkinią ESHRE i Fertility Europe oraz członkinią Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

In vitro pomoże więźniowi zostać ojcem?

in vitro, zapłodnienie pozaustrojowe

Charles Bronson najbardziej brutalny więzień w Wielkiej Brytanii chce zostać ojcem, pomimo, że w jego więzieniu regulamin nie zezwala na intymne zbliżenia. Czy marzenie więźnia spełni się dzięki in vitro?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Więzień domaga się zgody na intymne zbliżenia ze swoją partnerką, aktorką Paulą Williamson na terenie zakładu karnego, w którym odbywa wyrok. Mówi, że chce zostać ojcem, a jego partnerka twierdzi, że pomimo kryminalnej historii będzie „wspaniałym tatą”. Jak donosi Daily Mail.

Brutalny przestępca marzy o córeczce

64-letni Charles Bronson większość z ostatnich 40 lat spędził za kratami. Na wolności dopuszczał się licznych przestępstw z użyciem przemocy. Mężczyzna powiedział w rozmowie z prasą, że chciałby mieć córkę. Uważa, że będzie „najlepszym tatą na świecie”. – Wymyśliłem już imię, Sophie – anioł wszystkich aniołów. Moje życie będzie wtedy spełnieniem marzeń – powiedział w rozmowie z dziennikarzami.

In vitro spełni marzenie o dziecku za kratami?

Bronson planuje ożenić się z Williamson jesienią  tego roku. Jednak przepisy obowiązujące w zakładzie karnym, w którym przebywa, nie zezwalają na intymne kontakty więźniów. Bronson i jego partnerka prawdopodobnie będą zmuszeni do poczęcia dziecka metodą in vitro – podaje Daily Mail.

Jego narzeczona twierdzi, że chce być matką jego dziecka. Przyznaje, że nie planowała macierzyństwa, dopóki nie poznała Bronsona. Charles Bronson odbywa wyrok dożywocia, ale mimo tego cieszy się na zostanie ojcem i zapowiada, że gdy będzie miał 90 lat, jego córka będzie miała 25.

A Wy co o tym sądzicie?

Piszcie w komentarzach…

Zobacz także:

In vitro – jak nie oszaleć w trakcie starań

Źródło: Daily Mail

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dawca nasienia poznał „swoje dzieci”. Ta liczba robi wrażenie

dawca nasienia
Youtube - Inside Edition

Michael Rubino dawca nasienia ze Stanów Zjednoczonych nie chciał dłużej być anonimowy i ujawnił swoje dane. Dzięki tej decyzji miał okazję poznać swoich potomków, którzy zdecydowali się przyjechać na spotkanie z „tatą”. Dla większości z nich było to pierwsze spotkanie z biologicznym ojcem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dawca nasienia ujawnił swoją tożsamość

Rubino to artysta, który w wieku 30 lat zdecydował się na na dawstwo nasienia.  Jak mówi, podjął taką decyzję, ponieważ chciał pomóc bezdzietnym rodzinom. Zdecydowana większość dawców pozostaje anonimowa, jednak Michael zdecydował inaczej. Postanowił ujawnić swoją tożsamość i był gotowy na kontakt ze swoimi „dzieciakami”. Wkrótce zaczęły napływać listy, a Michael z radością na nie odpowiadał.

Dzieci Rubino są w wieku od 16 do 21 lat, jednak mężczyzna nie wychowywał żadnego z nich. – Kiedy byłem dawcą, oczekiwałem, że jeżeli będę miał szczęście, spotkam się z dwójką albo trójką z nich – powiedział w rozmowie z  Inside Edition. Nie spodziewał się jednak, że pozna aż 19 swoich potomków!

Po wymianie listów nadeszła bowiem kolej na spotkanie, na które przybyło 19 osób spłodzonych dzięki nasieniu Michaela. Wszystkie dzieci były niezwykle podekscytowane wizją ujrzenia osoby, dzięki której znalazły się na świecie. Przebieg wizyty śledziły kamery, a film z tego wydarzenia można obejrzeć na YouTube.

Pokochałem ich wszystkich od pierwszego spotkania – ujawnił Michael.

Po spotkaniu ogromna „rodzina” zauważyła u siebie szereg podobieństw, takich jak np. energiczna osobowość. Okazało się też, że aż 11 dzieci ma niebieskie oczy, tak jak ich biologiczny ojciec.

Zobacz także:

Stres oksydacyjny źle wpływa na męską płodność. Zobacz dlaczego!

Palenie marihuany ma wpływ na jakość nasienia!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Inside Edition

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Watykan o in vitro: to wielkie zło moralne

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie in vitro i aborcja to wielkie zło moralne – powiedział konsultor Papieskiej Rady do spraw Zdrowia o. prof. Maurizio Faggioni podczas prezentacji Nowej Karty Pracowników Służby Zdrowia. Debata na temat Karty odbyła się w piątek w siedzibie episkopatu. Uczestnicy debaty podkreślali, że dokument ten jest „moralnym drogowskazem dla pracowników służby zdrowia”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak zaznaczył Faggioni, nowa Karta przedstawia zasadnicze problemy obecne w dzisiejszym świecie zdrowia. Dodał, że zawiera wskazania dotyczące narodzin, życia i śmierci.

Fundamentem tej refleksji jest przede wszystkim wartość i nienaruszalność życia od początku i wartość i godność ludzkiej prokreacji i narodzin – podkreślił.

Watykan o in vitro: to niemoralne!

Dodał, że autorzy Karty jasno stwierdzają, że zapłodnienie in vitro „jest niemoralne”, ponieważ „nie można odseparować aktu prokreacji od aktu seksualnego i małżeństwa”. – Jeśli chodzi o zapłodnienie in vitro zapisy Karty analizują kwestię mrożenia embrionów. Wiele z nich zostaje opuszczonych i ktoś mógłby chcieć używać ich w sposób nieodpowiedni np. do eksperymentów. Nie można zapominać, że są to osoby ludzkie i trzeba je traktować z szacunkiem – zaznaczył o. Faggioni.

Wyjaśnił, że jeśli chodzi o diagnozę prenatalną, autorzy Karty stwierdzają, że jest ona „sama w sobie dobra, gdyż pozwala poznać stan zdrowia płodu i leczyć go przed urodzeniem”, jednak „jest nie do przyjęcia, jeśli jej celem jest aborcja”.

Aborcja w Karcie Pracowników Służby Zdrowia

Dodał, że nowa Karta wiele stron poświęca aborcji. – Dokonanie aborcji w sposób zamierzony jest zawsze wielkim złem moralnym. Możemy dyskutować na temat trudnych sytuacji, które prowadzą do aborcji. Ale zakaz zabijania niewinnego życia trzeba stwierdzić z mocą – podkreślił o. Faggioni.

Przypomniał, że Karta porusza m.in. problemy ciąży ektopowej, płodów encefalicznych, produkcji komórek macierzystych, terapii genowej embrionalnej, przeprowadzania doświadczeń na embrionach oraz używania komórek macierzystych i płodowych do produkcji szczepionek.

Przewodniczący zespołu KEP ds. bioetycznych abp Henryk Hoser zaznaczył, że jest to dokument niezwykle potrzeby, ponieważ „daje orientację w spojrzeniu na ludzką osobę od początku życia, aż do jego końca”.

Przypomniał, że pierwsza Karta została wydana w 1994 r. a rozwój medycyny jest „bardzo burzliwy, dokonuje się w wielkim tempie”, więc czas, który upłynął od pierwszej publikacji jest w historii medycyny całą epoką. Stąd – jak wyjaśnił – konieczność wydania nowej Karty.

„Człowiek nie może być posłuszny prawu, które jest niemoralne”

„Karta jest adresowana nie tylko do tych, którzy są obecni przy łóżku chorego, ale też do organizatorów służby zdrowia – legislatorów, prawników, menagerów. Odnosi się do sprawiedliwości społecznej i ma analogie do kodeksów etyki lekarskiej” – podkreślił hierarcha.

Przewodniczący zespołu KEP ds. służby zdrowia bp Stefan Regmunt przypomniał historię powstania Karty, natomiast prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu zaznaczył, że prezentowany dokument „porusza kwestię prawa do sprzeciwu sumienia pracowników służby zdrowia i jest moralnym drogowskazem dla pracowników służby zdrowia” i przypomina, że „człowiek nie może być posłuszny prawu, które jest niemoralne”.

Autorzy przypominają, że ani lekarz ani pacjent nie jest panem życia. To oznacza, że personel medyczny i osoby kierujące służbą zdrowia powinni mieć zapewnioną możliwość odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywanie i dokonywaniu czynów przeciwko życiu – powiedział.

Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia została przygotowana przez Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, powołaną w 1985 r. przez papieża Jana Pawła II. Pierwsze wydanie Karty opublikował w 1994 r. pierwszy przewodniczący tej dykasterii kard. Fiorenzo Angelini.

Decyzja o przygotowaniu polskiego tłumaczenia Karty zapadła podczas Międzynarodowej Konferencji „Fides et ratio w służbie człowiekowi choremu, czyli o spotkaniu teologii i medycyny”, która odbyła się w dniach 27-28 lutego 2017 r. w Katowicach. Jest to pierwsze tłumaczenie nowej Karty z języka włoskiego.

Zobacz także:

Zobacz, jak i gdzie możesz otrzymać dofinansowanie in vitro!

Prof. Chazan: Nie boję się

Tylko Kościół Katolicki nie chce in vitro

Bóg chce in vitro

Źródło: PAP

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Zbierają pieniądze na in vitro! Dramatyczne apele młodych kobiet

in vitro
FOT: Pomagam.pl

W sieci zbierają pieniądze, by za pomocą in vitro urodzić dziecko. Choroba uniemożliwia im zostanie matką a brak finansów nie pozwala spełnić marzenia o poczęciu dziecka przez zapłodnienie pozaustrojowe.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dwa różne apele, a łączy je wiele: dwie młode kobiety, które marzą o dziecku błagają w Internecie o pomoc. Choroba pozbawiła ich możliwości naturalnego zajścia w ciążę. Mogą zostać matkami tylko za pomocą in vitro.

 

Moją nadzieją jest in vitro, na które mnie nie stać! – poznaj historię Mai

„Mam na imię Maja, mam 27 lat, cudownego męża, lecz brakuje nam do pełni szczęścia… dziecka – pisze w swoim ogłoszeniu na portalu www.Pomagam.pl pierwsza nasza bohaterka Maja Tomaszewska.

– „Od 7 lat jesteśmy ze sobą. Od 6 lat staraliśmy się, aby nasza nie pełna rodzina się powiększyła, więc zaczęliśmy starania. Na początku  wszystko było dobrze. Snułam już plany na przyszłość i wybierałam imię dla dziecka. Zaszłam w ciążę, jednak nasze szczęście, niestety nie trwało długo. Okazało się że to ciąża pozamaciczna.

W szpitalu leżałam tydzień nie mogłam zrozumieć, dlaczego to mnie spotkało… Lekarz tłumaczył, że nie ma co zwlekać trzeba wziąć się do pracy ponieważ teraz są większe szanse na zdrową ciążę. Ufałam lekarzowi bezgranicznie dlatego staraliśmy się znowu i po miesiącu się znowu udało. Byłam szczęśliwa kolejny raz, lecz znowu nie na długo… okazało się, że to ponownie ciąża pozamaciczna.  Znowu trzeba było znowu wyczyścić wszystko…”.

 

Po usunięciu jajowodów, nie mogę mieć dzieci – pomóżcie!

„Ciężko mi o tym pisać… do dzisiaj zadaje sobie te pytanie, dlaczego padło na mnie?? Lecz nie słyszę odpowiedzi – pisze 27-letnia Maja w swoim ogłoszeniu. – „Ciąże pozamaciczne zostawiły po sobie ślad, w postaci usunięcia jajowodów, a co za tym idzie, nie mogę mieć dzieci naturalnie. Jedynie in vitro daje mi taką szansę”. „Życie mnie nie oszczędziło, dlatego proszę was wszystkich o wsparcie dla mnie… dla nas. Wierzę, że moja historia może mieć szczęśliwe zakończenie – apeluje w serwisie Pomagam.pl młoda kobieta”.

Zdążyć z in vitro przed chemioterapią – poznaj historię 26-letniej Adrianny

Na wrzesień przyszłego roku miała zaplanowany ślub . W sierpniu tego roku pojawiła się diagnoza: nowotwór złośliwy – chłoniak Hodkina.
„Całe życie wywróciło mi się do góry nogami, wszystkie plany, marzenia” – opowiada 26-letnia Adrianna Matel, szczecinianka, która za pośrednictwem portalu Pomagam.pl zbiera pieniądze na swoją walkę z rakiem.

Pieniądze zbiera na zabieg in vitro: pobranie swoich zdrowych komórek jajowych, zapłodnienie ich i zamrożenie. Zostaną wykorzystane, gdy będzie zdrowa. Teraz czeka ją wyniszczająca chemioterapia, po której grozi jej bezpłodność. Pilnie potrzebne jest 15 tysięcy złotych. NFZ nie refunduje leczenia a Adrianna właśnie straciła pracę i co za tym idzie ubezpieczenie zdrowotne.

 Zamiast ślubu i dzieci czeka mnie ciężkie leczenie i walka o życie – pomóżcie!

Adrianna w październiku rozpoczyna chemioterapię.
Na portalu Pomagam.pl, gdzie można wpłacać pieniądze, tak opisuje swoją historię:

„Do końca września muszę poddać się zabiegowi in vitro. Jest walka z czasem, jest walka z rakiem. Ważna jest dla nas każda złotówka, bo pieniądze będą nam potrzebne między innymi na kosztowne preparaty wzmacniające mój organizm, zapewne będą też inne wydatki”.

„ Do dziś słowa wypowiedziane przez konsylium są dla mnie jak wyrok:  dowiedziałam się, że in vitro może być dla mnie jedynym ratunkiem, by w ogóle mieć dzieci.”

Maja zbiera 8 tyś zł. Wpłacono 10 zł. Adrianna potrzebuje 15 tys. zł. Na jej konto wpłacono już 6 tys. 787 zł.

Na Waszą prośbę podajemy linki do zbiorek

Adrianna https://pomagam.pl/pomoc-w-walce

Maja https://pomagam.pl/Invitromaja

Co o tym sądzicie?

Popieracie takie akcje, wpłacacie pieniądze? Co sądzicie, o takiej formie zbiórki publicznej na in vitro w tak dramatycznych okolicznościach?

Polecamy:

Jak przygotować się do in vitro?

5 porad – jaka klinikę wybrać dla in vitro

Czy metoda in vitro jest bezpieczna i skuteczna?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.