Przejdź do treści

Dziecko nie przyjdzie do nas bez starań

692.jpg

Bez względu na to, w jaki sposób zostaniemy rodzicami, starania o dziecko nas nie ominą. Jakie działania muszą podjąć przyszli rodzice adopcyjni? Z Bożeną Sawicką, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie rozmawia Magdalena Modlibowska.

Czy stereotyp trudnej, męczącej procedury adopcyjnej to fakt czy mit?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Myślę, że jest to mit. Tak naprawdę rodziny, które są już „po”, zupełnie inaczej wypowiadają się na ten temat, bardziej pozytywnie. Procedura przygotowawcza i szkolenie stanowią  ułatwienie, bo rodziców biologicznych nikt nie przygotowuje do pełnienia swojej roli, do wychowywania, przeżywania trudności. Uczą się tego dzięki naśladowaniu i podpatrywaniu swoich rodziców, dziadków. W przypadku rodzin adopcyjnych para ma świadomość, że ktoś im nieco pomoże, pokaże, jak sobie radzić z pewnymi sytuacjami, na co zwrócić uwagę, gdzie szukać pomocy. Wiele osób mówi, że w wychowaniu  dziecka biologicznego i adopcyjnego nie ma różnicy. Ja jednak się z tym nie zgadzam. Rodzic adopcyjny żyje  ze świadomością, że dziecko urodziła inna kobieta, że to nie jest  jego dziecko z krwi i kości. Nie mam wątpliwości, że dziecko adopcyjne pokochać można tak samo, a może i jeszcze bardziej, natomiast nie jest to takie samo rodzicielstwo. Ja nazywam procedurę i szkolenie urealnianiem kandydatów. Pokazaniem, czym jest rodzicielstwo adopcyjne.

Co to urealnienie oznacza w praktyce?

Przychodzące osoby muszą się oswoić z myślą o adopcji i przekonać, że tego chcą. W przypadku par ta chęć nie musi być równie silna u obu osób. To zależy od wielu czynników, które mamy na uwadze. Bardzo ważne jest, byśmy  mieli poczucie, że  dziecko przyjdzie do rodziny, a nie do jednej osoby. Czasami potrzeba do tego czasu, a czasami druga osoba nigdy nie dojrzewa do podjęcia takiej decyzji. Bywa, że pan wychodzi z ośrodka w skowronkach, bo tak naprawdę nie chciał adopcji, ale pod naciskiem żony przyszedł do nas.

Waszym zadaniem jest wychwycenie takiej sytuacji?

Oczywiście, że tak. Naszą rolą jest również wychwycenie tej prawdziwej, głębokiej motywacji. Czy ludzie chcą tego dla dziecka, bo zależy nam na tym, żeby to była główna przyczyna, a nie społeczna presja albo potrzeba opieki dla dziecka biologicznego.

Tak, spotkałam się z tym, że ktoś chciał adoptować dziecko do towarzystwa dla swojego jedynaka…

Otóż to! Bywają także sytuacje, że biologiczne dziecko jest niepełnosprawne, rodzice się starzeją i potrzebują opiekuna zarówno dla swojego niesprawnego dziecka, jak i dla siebie. Nie możemy brać pod uwagę tego typu powodów.

Rozumiem, że odkryciu tej prawdziwej motywacji służy pierwsza część procedury, bardziej diagnostyczna, w trakcie której poznajecie rodzinę. A ta druga część, czyli szkolenie?

Często rodzice dzwonią do nas i pytają „kiedy macie kurs”? Myślą bowiem, że to najważniejszy punkt do zaliczenia, uprawniający do adopcji. Według prawa jednak, żeby rozpocząć to szkolenie, trzeba uzyskać  wstępną ocenę, i to jest właśnie ta pierwsza część. Musimy poznać motywacje, kompetencje, stan zdrowia, warunki mieszkaniowe, dlatego wywiad adopcyjny jest niezbędny.   Dopiero po przejściu tego etapu zbieramy się zespołowo, kwalifikujemy kandydatów  i  umawiamy na najbliższy termin szkolenia.

Czego można się nauczyć podczas takiego kursu?

Wszystkich niuansów związanych z adopcją dziecka,  prawo ściśle określa, jakie elementy muszą zostać poruszone. Kurs trwa 36 godzin, plus sesja indywidualna na zakończenie. Szkolenie ma formę grupową i zawsze jest para prowadząca, ta sama przez całe szkolenie, natomiast dodatkowo zapraszamy specjalistów z różnych obszarów, np. jedną z sesji prowadzi lekarz, który na co dzień pracuje w domu dziecka, on wtedy opowiada kandydatom na rodziców, z czym faktycznie borykają się dzieci kierowane do adopcji. Ja prowadzą sesję o sieroctwie i jego objawach. Staramy się wzbogacać poszczególne spotkania. Częściowo spotkania  prowadzimy w formie wykładów, ale dużo jest zajęć warsztatowych, podczas których angażujemy kandydatów, żeby mogli przećwiczyć różne kwestie, żeby lepiej zrozumieli dane zagadnienie. Popieramy formę grupową, bo gdy para zderzy się z innymi osobami będącymi w takiej sytuacji, jak oni, chętniej otwiera się na różne rzeczy. Dla nas szkolenie stanowi też element  diagnostyczny, w jego trakcie mamy możliwość lepszej obserwacji.

Czyli jest to w dalszym ciągu poznawanie kandydatów?

Tak, końcowa kwalifikacja odbywa się właśnie po części szkoleniowej, gdy już poznamy parę w całości, jako rodzinę. Na każdym etapie, gdyby rodzina uznała, że  nie chce iść dalej z nami, może się wycofać. Jeśli my zauważamy, że coś nie pasuje, informujemy o tym parę i mówimy, co jest nie tak. Zdarza się, że w małżeństwie coś nie gra i musimy liczyć się z ryzykiem, że posiadanie dziecka jest motywem do scalenia małżeństwa. A wiemy, że to tak nie działa, dojdą raczej kolejne trudności. Dlatego rozmawiamy, proponujemy przerwanie procedury i skorzystanie np. z pomocy poradni małżeńskiej.

Czy to sprawia, że para traci swoją szansę?

Nie, nie musi tak być. Mają nasze wskazowki, pokazujemy im, że mają takie i takie obszary do naprawienia, i jeśli to zrobią, mogą wrócić do procedury. Pamiętajmy, że także para ma szansę się wycofać, zrobić przerwę, bo zdarzają się różne sytuacje życiowe, np. śmierć kogoś bliskiego, co sprawia, że kandydaci nie są gotowi, żeby wchodzić  w  proces przygotowania do przyjęcia dziecka. Zdarza się, że para po przejściu całego procesu, ze szkoleniem włącznie, uznaje, że nie jest gotowa, że to jednak droga nie dla nich.

To jest dobre?

To jest bardzo dobre.

Nie czuje Pani takiego zniechęcenia? Włożyliśmy tyle wysiłku, starań, poznawanie, diagnoza, szkolenie, a oni mówią, że nie są gotowi?

Jeśli nie są pewni, lepiej, żeby postąpili właśnie tak, bo moim zdaniem jest to bardzo dojrzała i świadoma postawa. Wolę, żeby się nie wstydzili i wycofali, niż – nieprzekonani – wzięli dziecko i męczyli się wspólnie całe życie. Bo to jak z małżeństwem. Nie wszystkie są udane, co nie oznacza, że kończą się rozwodem, tak samo w adopcji, nie każda rodzina jest szczęśliwa, ale nie zawsze decyduje się na rozwiązanie. A my chcielibyśmy, żeby wszyscy byli szczęśliwi. Lubimy, gdy pary mają dużo pytań, wyrażają wątpliwości. 

Dalszą część wywiadu przeczytasz w 7 numerze naszego magazynu: http://www.chcemybycrodzicami-sklep.pl/Chcemy-Byc-Rodzicami-nr-07.html

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Jestem w drodze – sytuacja kobiety w ciąży. Konferencja w Sejmie RP

sytuacja kobiet w ciąży
Zdarza się, że po okresie ochronnym pracodawcy nie chcą ponownie przyjąć do pracy młodych matek / fot. Pixabay

W teorii prawo chroni ciężarną kobietę przed zwolnieniem z pracy, w praktyce często okazuje się, że po porodzie nie czeka już na nią dotychczasowa posada. Jak wygląda sytuacja kobiet w ciąży w Polsce i z jakimi problemami mogą się zderzyć młode mamy? 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W czasie urlopu macierzyńskiego i wychowawczego kobiecie przysługuje ochrona i nie można jej zwolnić. Ale to tylko teoria, ponieważ w praktyce, jeżeli pracodawcy zależy na pozbyciu się pracownicy, może to zrobić. Usunięcie z pracy może nastąpić dyscyplinarnie, za zgodą związków zawodowych lub z powodu upadłości lub likwidacji zakładu. – Zwolnić można każdego i zawsze – wyjaśnia radca prawny fundacji „Jestem w drodze”- Adam Krzyżanowski. Jak tłumaczy, kodeks pracy nie zapewnia ochrony już po zakończeniu urlopu.

Sytuacja kobiet w ciąży i młodych matek w Polsce

Wypowiedzenie po okresie urlopu macierzyńskiego dostała m.in Sylwia Borek. Szef ogłosił likwidację jej stanowiska pracy. – Tak zrobił mój były pracodawca, zmienił sobie nazwę stanowiska na inne – tłumaczy Sylwia.

To jest wielki szok dla kobiety. Dlaczego mam zostać wyrzucona dlatego, że urodziłam dziecko? – zastanawia się.

Obecnie Sylwia jest mamą dwójki dzieci, niebawem na świat przyjdzie trzecie. Po nieprzyjemnych przeżyciach zdecydowała się otworzyć własny biznes i jest teraz właścicielką Wydawnictwa Kinderkulka. Pomysł wcieliła w życie po urodzeniu drugiego dziecka, będąc właśnie na urlopie macierzyńskim.

Jak tłumaczy, w tym czasie wiele kobiet decyduje się na prowadzenia własnego biznesu, często z obawy przed niepewną przyszłością w dotychczasowym miejscu pracy. Borek zauważa również, że przekonanie, jakoby młoda matka była mniej efektywnym pracownikiem, jest niezwykle krzywdzące. – Kobiety po porodzie dostają „super mocy”, są uporządkowane, stają się ekspertami organizacji i logistyki – wyjaśnia.

Zakłady przyjazne młodym rodzicom

Nie oznacza to jednak, że wszystkie zakłady pracy są nieprzyjaźnie nastawione w stosunku do młodych mam. Dobrym przykładem jest firma Danone. W Polsce zatrudnia trzy tys. pracowników, z czego 50 proc. stanowią kobiety.

Firma sponsoruje prywatne porody, zapewnia opiekę położniczą, roczny pakiet medyczny, elastyczny czas pracy, możliwość pracy z domu – wylicza Magdalena Dybska-Tabor, dyrektora HR Polska i Kraje Bałtyckie DANONE. Ale to nie wszystko. O urlopy o opiekę nad dzieckiem mogą się ubiegać również panowie i jak zapewnia Dybska-Tabor, z tego udogodnienia korzystają zarówno mężczyźni pracujący w fabrykach, jak i ci na stanowiskach menadżerskich.

Taka praktyka jest zrozumiała w przypadku dużych spółek. Sytuacja robi się skomplikowana w przypadku małego pracodawcy. – Często pracodawcy zostają pozostawieni sami sobie – zauważa Joanna Fabisiak, poseł KW Platformy Obywatelskiej. Ma pomysł na to, jak zainteresować pracodawcę ponownym przyjęciem kobiety do pracy. Zgodnie z jej propozycją, ZUS miałby pokryć część kosztów, jakimi obarczony jest pracodawca.

Co robi miasto?

Co natomiast robi miasto, aby ułatwić życie świeżo upieczonym mamom? Warszawa chwali się szeregiem udogodnień i modernizacji, które wprowadzono w ostatniej dekadzie. Miasto dofinansowuje rozbudowę oddziałów położniczych, łoży środki na żłobki, zapewnia bezpłatny przejazd komunikacją miejską dla dzieci z warszawskich szkół, w urzędach natomiast istnieją kąciki dla dzieci, miejsca dla karmiących matek, czy kolejki pierwszeństwa dla ciężarnych.

Tu zaczynają się schody

Nie wszędzie jednak takie udogodnienia da się wprowadzić. Urzędy ulokowane w starych kamienicach często nie mają podjazdów dla wózków, nie wspominając już o windach. Na własnej skórze przekonała się o tym dziennikarka i ambasadorka fundacji „Jestem w drodze”- Katarzyna Burzyńska-Sychowicz.

Po urodzeniu dziecka udała się do urzędu celem złożenia wniosku o Kosiniakowe. Jest to świadczenie rodzinne, na które mogą liczyć osoby, które zostały rodzicami, ale nie przysługuje im praco do zasiłku macierzyńskiego. Jak się okazało, urząd, do którego wraz z malutkim dzieckiem udała się Katarzyna, nie był przystosowany dla matek z wózkami. – Nie było ani windy ani podjazdu, co uniemożliwiało mi dostanie się do urzędu – mówi. Co może zrobić w takiej sytuacji kobieta? Chyba tylko zdać się na łaskę i pomoc innych ludzi.

„Jestem w drodze – sytuacja kobiety w ciąży.” Konferencja w Sejmie RP

16 października 2017 roku w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej odbyła się konferencja „Jestem w drodze – sytuacja kobiety w ciąży”.  Organizatorem wydarzenia była Fundacja „Jestem w drodze”. Pierwsza część spotkania była poświęcona sytuacji ciężarnych i młodych matek w pracy. O innych tematach poruszanych podczas konferencji możesz przeczytać na portalu www.chcemybycrodzicami.pl

Zobacz także:

PiS zwalnia prezesa AOTMiT. Czy to krok ku całkowitemu zablokowaniu in vitro w Polsce?

12 badań, które warto zrobić przed zajściem w ciążę

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ania Rusowicz została mamą po 10 latach starań

Ania Rusowicz
Wikipedia - CC By 4.0

Ania Rusowicz przez lata nie pisała o wieloletniej walce w staraniach o dziecko, bo liczyło się tylko jedno: żeby ten dzień wreszcie nadszedł.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ania Rusowicz, wokalistka o przyjściu na świat swojego synka poinformowała żartobliwie na portalu społecznościowym: „Jest nowy przybysz na planecie ziemia”.
Tymon, bo tak na imię dała gwiazda swojemu synkowi urodził się w sierpniu, w dniu swoich imienin. Rusowicz przez lata nie pisała o wieloletniej walce w staraniach o dziecko, bo liczyło się tylko jedno: żeby ten dzień wreszcie nadszedł.
Na chwilę przed porodem w poruszającej rozmowie dla „Wysokich Obcasów” wokalista wyznała, że czuła się „odczłowieczona”, nie mogąc zajść w ciążę.

– Patrzysz w lustro i zastanawiasz się, czy jesteś kobietą. To rodzi taki żal do siebie samej, że nie dajesz rady – powiedziała w Wysokich Obcasach Rusowicz, córka słynnej Ady. To pierwszy raz, kiedy opowiedziała o swoim cierpieniu.

Po latach oczekiwań Rusowicz została mamą

Przez lata Rusowicz wspominała w wywiadach o tym, że chce mieć potomstwo, ale nie rozmawiała o swoich wieloletnich problemach z zajściem w ciążę. Dopiero w zaawansowanej ciąży zdecydowała się wszystko z siebie wyrzucić.
– Próbujesz się tłumaczyć, także przed światem, który dziecka od ciebie oczekuje. Czułam się odczłowieczona, to takie podejście „jajo o jajo”, niekończące się terapie hormonalne, zabiegi, wizyty lekarskie itd. – wyliczała. – No i to podejście lekarzy do problemu, takie czysto techniczne. Masz ochotę krzyczeć i nie możesz, bo chęć posiadania potomstwa to nie leczenie wrzodów żołądka – mówiła.
W którymś momencie straciła wszelkie nadzieje na bycie matką. Czuła się pokrzywdzona, aż zrozumiała, że nie tylko ją to spotkało.

– Odwiedzałam różne gabinety, kliniki leczenia niepłodności. Tłok jak na Dworcu Centralnym. Mnóstwo par oczekujących w kolejkach – opowiada w wywiadzie dla WO Rusowicz.

– Tu nie ma jednej gotowej recepty na spłodzenie dzieci, lekarstwa, każdy przypadek jest inny. Stres związany z niemożnością posiadania potomstwa można porównywać do takich sytuacji, jak śmierć bliskiej osoby, chorobą, czy utratą pracy.

Wiele par ta historia może podnieść na duchu i pokazać, że warto czekać nawet kilka lat.

Polecamy: 
Starania o ciąże w czasach nowych technologii

Źródło: Wysokie Obcasy

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.