Przejdź do treści

Dzieci z in vitro tyją szybciej niż rówieśnicy – twierdzą naukowcy z ESHRE

Niemowlę na wadze
Fot. Fotolia

Dzieci poczęte metodą zapłodnienia pozaustrojowego więcej przybierają na wadze – wynika z badań European Society of Human Reproduction and Embryology.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

 Pierwsze dziecko z in vitro przyszło na świat 39 lat temu. Od tego czasu dzięki tej metodzie i innym technikom wspomaganej reprodukcji (ART) urodziło się około 6,5 miliona dzieci na świecie.
– Dopiero teraz mamy pierwsze dane dotyczące długoterminowego wpływu wspomaganej reprodukcji na zdrowie poczętych w ten sposób ludzi – twierdzą badacze z European Society of Human Reproduction and Embryology (ESHRE).

BMI dzieci z in vitro

Heleen Zandstra z Centrum Medycznego w Maastricht (Holandia) i jej zespół prowadzili badania nad 136 niemowlętami, rejestrując w wieku 9 lat ich wzrost, wagę i zawartość tkanki tłuszczowej, a także tętno i ciśnienie krwi. Badaczy zaskoczyło, że poczęte in vitro dzieci niezależnie od rodzaju stosowanego pokarmu były niemal tej samej długości ciała.  Natomiast różniły się współczynnikiem BMI, czyli współczynnikiem masy ciała do wzrostu.  Grupa, która urodziła się lżejsza miała BMI niższe średnio o 0,9 od urodzonych, jako cięższe. Oznaczało to różnicę wagi wynoszącą przeciętnie 2 kilogramy.

Jednak obie grupy dzieci poczętych metodą in vitro były cięższe od przeciętnych 9-latków żyjących w podobnych warunkach i miały więcej tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej.

Czy dzieciom z in vitro grozi otyłość?

Biorąc pod uwagę, że cięższe dzieci najprawdopodobniej stają się otyłe w późniejszym okresie życia, wyniki są niepokojące”- uważa Zandstra, która w lipcu w Szwajcarii przedstawiła swoje odkrycia podczas corocznego zjazdu European Society of Human Reproduction and Embryology.

Podczas tej samej konferencji Tomoya Hasegawa z Tokio Medical University przedstawił swoją analizę dotyczącą 1830 japońskich dzieci. W Japonii obecnie jedno na 30 dzieci poczętych jest za pomocą metody wspomaganej reprodukcji.
Jego zespół stwierdził, że niemowlęta poczęte przy użyciu ART były cięższe, niż naturalnie urodzone niemowlęta, gdy się urodziły, ale po 18 miesiącach nie było żadnej różnicy. Jednakże dzieci z in vitro były cięższe w wieku 6 lat, co Hasegawa uznał za zaskakujące.

Według jednej z teorii wspomaganie płodności może wpływać na przyszłe zdrowie człowieka, zmieniając aktywność genów w rozwijającym się embrionie.

Jednak możliwe jest również, że różnice zdrowotne u osób poczętych in vitro nie wynikają z zastosowanych technik, ale mają związek z niepłodnością rodziców.

Spora grupa naukowców uważa, że na razie zbyt wcześnie jest, by mówić o wpływie in vitro na zdrowie dorosłych. Louise Brown, pierwsza osoba urodzona dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu, ma zaledwie 39 lat.
Specjaliści uważają, że wspomaganie płodności jest bezpieczne – w końcu rodzą się dzięki niemu miliony dzieci. Trzeba natomiast monitorować te osoby, aby wychwycić ewentualne problemy w późniejszym życiu.

Źródło: PAP Nauka w Polsce

POLECAMY:

Naznaczone dzieci z in vitro

Rzecznik Praw Dziecka: przestańcie dyskryminować dzieci z in vitro

Najnowszy Magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Wielkanocne zwyczaje, które symbolizują płodność. Czy też się do nich stosujesz?

Pisanki w koszyku /Ilustracja do tekstu: Wielkanocne obrzędy na płodność
Fot.: Pixabay.com

 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wielkanoc ma w polskiej tradycji miejsce szczególne. Jako najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa i symboliczne rozproszenie ciemności. Jednocześnie – pokrywając się z początkiem wiosny – łączy się z wieloma obrzędami ludowymi, które mają wspomóc przyrodę w budzeniu się z zimowego uśpienia. Wzajemne przenikanie się tych dwóch porządków rzeczywistości zostawiło ślad w barwnych zwyczajach, które kultywujemy do dziś. Czy znasz ich historię i wiesz, jaki mają związek z płodnością? Przeczytaj!

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych zwyczajów wielkanocnych jest malowanie pisanek. Niewiele osób wie, że obrzęd ten ma korzenie pogańskie – na naszym gruncie wywodzi się ze starosłowiańskiego święta obchodzonego w czasie równonocy wiosennej. Ludność zbierała się wówczas na cmentarzach i składała malowane jajka na grobach bliskich. Pisanki te były symbolem płodności i miały zapewniać zmarłym dobrobyt w świecie, do którego trafią po śmierci.

Pisanka: pogański symbol w sferze sacrum

Gdy Polska przyjęła chrześcijaństwo, miejsce pogańskiego święta zajęły obchody Wielkiejnocy. Przez wiele lat Kościół nie zezwalał wiernym, by w tym okresie wykorzystywali symbolikę dawnych wierzeń. Tradycja była jednak zbyt silna i szybko wygrała z zakazami.

Po 200 latach ulegli jej też mnisi, włączając pisanki w obrządek wielkanocny (wcześniej należało je jednak poświęcić).  I tak – w wyniku inkulturacji – święcone jajka stały się chrześcijańskim symbolem odradzającego się życia i nadziei na zbawienie. Z czasem do dekoracji tych produktów zaczęto stosować bogate zdobnictwo, a sam proces malowania jaj wkroczył do strefy sacrum.

Chociaż dekorowanie jajek dotarło do Polski stosunkowo późno, zdaniem antropologów tradycja ta znana była już 5000 lat p.n.e (najstarsze pisanki pochodzą ze starożytnej Asyrii). Od najdawniejszych czasów miała wymiar magiczny. Brązowe barwy użyte do zdobienia jaj miały zapewniać szczęście rodzinne, czerń i biel – odwoływać się do duchów ziemi, a zieleń – symbolizować naturę, miłość i budzące się życie. Czerwień ma krótszą historię – ściśle łączy się z tradycją chrześcijańską i symbolizuje krew Jezusa.

Życzenia, które pobudzały płodność

Bogatą tradycję mają także wielkanocne życzenia. Dawniej były one formą daru, z którym gość przybywał do odwiedzanego domu.

– Wypowiadane na głos życzenia miały moc kreowania rzeczywistości. Kiedy ktoś usłyszał od innych dobre słowo, pragnął wierzyć, że taka przyszłość naprawdę go czeka i wszystko się spełni – wyjaśnia w rozmowie z Gazetą Wyborczą antropolożka Karolina Pachla-Wojciechowska, adiunkt ds. zbiorów i projektów badawczych z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Obrzęd ten pełnił także inną ważną rolę – przeprowadzał przez proces przemiany zimy w wiosnę, miał zapewniać pomyślność i pobudzać płodność.

– Dar raz wprowadzony w obieg krąży w nim cały czas. Taki symboliczny ruch jest bardzo pożądany, zwłaszcza na wiosnę – wyjaśnia Pachla-Wojciechowska.

Przeczytaj też: Niepokalanek pospolity na płodność. Poznaj niezwykłe właściwości tej rośliny!

Zajączek: (nie tylko) wielkanocny symbol płodności

Innym symbolem świąt Wielkiej Nocy jest zajączek, którego w drewnianej lub czekoladowej formie umieszcza się w koszyczku wielkanocnym. Co ciekawe, bezpośrednio wywodzi się on od Ostary – starogermańskiej bogini płodności, którą ikonografia ukazywała w otoczeniu zwierząt polnych lub z głową zająca.

Także w innych dawnych kulturach (m.in. starogreckiej i staroegipskiej) zając był symbolem płodności i witalności. W wielu domach mięso zająca uważano za jeden z najlepszych afrodyzjaków, a zjedzenie macicy tego zwierzęcia miało leczyć z niepłodności.

Śmigus dyngus na płodność

Związek z płodnością ma także inna tradycja nieodłącznie związana ze świętami Wielkiejnocy – śmigus dyngus. Kontynuowany od czasów pogańskich zwyczaj ma sprzyjać powodzeniu i płodności polewanych wodą panien.

Szczególnie ciekawą historię tego obrzędu można usłyszeć w Małopolsce. Śmigus dyngus wywodzi się tam bezpośrednio z praktyk tzw. Dziadów Śmiguśnych. Była to grupa chłopców przebranych w słomiane i zwierzęce stroje, którzy wcielali się w role gości z zaświatów. Odwiedzali okoliczne domostwa i – wydając specyficzne dźwięki – polewali ich mieszkańców wodą lub smagali gałązką. Ich wizyta miała przynieść domownikom pomyślność, symbolizowała też żywotność i płodność.

A jakie Wy znacie tradycje wielkanocne?

Źródło: Gazeta Wyborcza, naturaity.pl, PAP

Polecamy też: 5 porad, jak w czasie Wielkanocy radzić sobie z niepłodnością: dasz radę!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Wiemy, kto w tym roku zrealizuje dofinansowania in vitro w Sosnowcu. Co obejmie program?

Kobieta w ciąży; przy brzuchu trzyma dziecięce buciki / Program dofinansowania in vitro w Sosnowcu zrealizuje Klinika Bocian

Realizacją miejskiego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców Sosnowca zajmie się w tym roku m.in. Klinika Bocian z oddziałem w Katowicach. Ze wsparcia będzie mogło skorzystać 20 par zmagających się z niepłodnością.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W 2018 roku pary z Sosnowca będą mogły podjąć leczenie niepłodności za pomocą in vitro w pobliskiej Klinice Bocian, która mieści się w Katowicach przy ul. Dąbrówki 13. Zaopiekują się nimi doświadczeni lekarze, embriolodzy i położne.

– Bez wątpienia Sosnowiec jest dobrym przykładem dla innych miejscowości, nie tylko z województwa śląskiego. Wiele osób w całej Polsce chciałoby mieć możliwość skorzystania z tego rodzaju wsparcia – mówi Bartosz Mrugacz, dyrektor ds. rozwoju Kliniki Leczenia Niepłodności Bocian, realizatora miejskiego programu dofinansowania in vitro dla mieszkańców Sosnowca.

Dofinansowanie in vitro w Sosnowcu – do 5 tys. zł

Samorządowy program polityki zdrowotnej „Dofinansowanie do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Sosnowca w latach 2017-2020” zakłada pokrycie 80% kosztów jednej procedury in vitro (w łącznej do 5 tys. zł). Różnicę pomiędzy całkowitym kosztem procedury a refundacją ponoszą pacjenci.

Dofinansowanie procedury in vitro w ramach miejskiego programu obejmuje:

  • stymulację mnogiego jajeczkowania,
  • wykonanie punkcji pęcherzyków jajowych w znieczuleniu ogólnym,
  • mikroiniekcję plemników,
  • pozaustrojowe zapłodnienie i stały nadzór nad rozwojem zarodków,
  • transfer zarodków do jamy macicy.

Kto może uzyskać kwalifikację do programu dofinansowania in vitro w Sosnowcu?

Do programu dofinansowania in vitro z budżetu miasta Sosnowca zostaną zakwalifikowane pary, które spełniają poniższe kryteria:

  • wiek kobiety mieści się w przedziale 23-40 lat (według rocznika urodzenia),
  • pozostają w związku małżeńskim lub partnerskim,
  • zostały zakwalifikowane do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego przez realizatora programu, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii,
  • w dniu kwalifikacji co najmniej jedna z osób pozostających w związku małżeńskim lub partnerskim od roku mieszka na terenie Sosnowca,
  • partnerzy mają dokumentację potwierdzającą przeprowadzenie pełnej diagnostyki przyczyn niepłodności oraz trwałego uszkodzenia uniemożliwiającego naturalną koncepcję lub są po roku bezskutecznego leczenia zachowawczego lub chirurgicznego.

Nabór par do programu refundacji in vitro zaplanowany jest na kwiecień 2018 roku. Informacje o rozpoczęciu rekrutacji zostaną zamieszczone wcześniej zarówno na stronie Urzędu Miasta Sosnowiec, jak i Kliniki Bocian.

POLECAMY TEŻ: Pierwsze dziecko z in vitro w Sosnowcu! Sukces miejskiego programu

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności? Naukowcy biją na alarm

jedzenie na wynos przyczyną niepłodności
fot. Pixabay

Zdrowa dieta to podstawa przy staraniach o dziecko. Czy jedzenie na wynos może być przyczyną niepłodności? Odpowiedź na to pytanie znają już naukowcy z Waszyngtonu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy wie, że częste stołowanie się w restauracjach serwujących fast foody źle kończy się dla naszego zdrowia. Na domiar złego naukowcy z George Washington University znaleźli właśnie związek pomiędzy używaniem opakowań na wynos a podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka i niepłodności.

Zobacz także: Używasz kosmetyków z drogerii? Uważaj, to może szkodzić płodności!

Wszystkiemu winne chemikalia

Mają za zadanie jak najdłużej zachować temperaturę i świeżość dania. Okazuje się jednak, że foliowe i plastikowe pudełka używane do pakowania żywności na wynos, produkowane są z ftalanów.

Jest to jeden z głównych składników podłóg z PCV, lakierów, farb ftalowych, klejów, ale również mydeł i szamponów. Powoduje alergię, dziecięcą astmę i jak udowodniono, może prowadzić do niepłodności.

Jak uważają naukowcy, zawarte w plastikowych opakowaniach plastyfikatory mogą przyczynić się do zaburzeń gospodarki hormonalnej organizmu, co często prowadzi do trudności z zajściem w ciążę.

Zobacz także: Rzeczy codziennego użytku, które zaburzają płodność

Jedzenie na wynos przyczyną niepłodności

Badacze z Washington University są również zdania, że substancje te zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. Tezę udało się udowodnić na podstawie badań przeprowadzonych w latach 2005 – 2014 na 10 tys. grupie ochotników.

W moczu osób, które dzień przed badaniem jadły fast foody z plastikowych opakowań, wykryto o 35 proc. wyższy poziom ftalanów niż u ludzi, którzy zjedli posiłek w domu. U młodzieży wskaźnik ten wynosił czasem nawet 55 proc. więcej.

– To badanie pokazuje, że jedzenie przygotowywane w domu zawiera mniej szkodliwych ftalanów. Są to substancje łączone z niepłodnością, komplikacjami w ciąży i innymi problemami zdrowotnymi – wyjaśniła dr Ami Zota z George Washinton University.

– Przyszłe analizy powinny skupić się na zbadaniu najskuteczniejszych sposobów na wyeliminowanie ftalanów z pożywienia – dodała autorka badań dr Julia Varshavsky.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Wprost, Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Słowa, które leczą. Wirtualne wsparcie po diagnozie MRKH [LIST]

Kobieca dłoń obemuje filiżankę z kawą, obok kolorowe kwiaty i książka z motywcyjnym cytatem /Ilustracja do tekstu: Wirtualne wsparcie po diagnozie MRKH
Fot.: Pixabay.com

MRKH obiło Cię z każdej strony – obiło rodzącą się w Tobie kobiecość i seksapil, prawym sierpowym sprzedało cios prosto w macierzyństwo, gdzieś z łokcia dostałaś po pewności siebie. Choć niepewnie się to wszystko zaczyna, masz nadzieję, że jednak odpiszę – kompletnie mnie nie znając.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

XXI wiek rządzi się swoimi prawami. Szeroko rozwinięte social media pokazują nam skrawki z życia zwykłych ludzi – wiemy, gdzie idą, co robią, co piją, jakie kwiaty kupują, po co robią to, co robią, i jaki widzą w tym sens. Jestem z pokolenia, dla którego Facebook, Instagram czy Snapchat to nie nowość, a narzędzie komunikacji umożliwiające kontakt nie tylko z osobami najbliższymi, ale też tymi kompletnie mi nieznajomymi. Ale! Żeby podreperować reputację człowieka XXI wieku, powiem szczerze, że brakuje mi pisania listów.

Będąc jeszcze nastolatką, pisałam listy ze swoją koleżanką z Bydgoszczy. Pamiętam, że kiedy widziałam przez szpary skrzynki pocztowej białą albo kolorową kopertę, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. A po nim – grymas zniecierpliwienia – bo klucz miała mama, więc sama tej skrzynki na dany moment otworzyć nie mogłam. Czekałam i ćwiczyłam cierpliwość, a potem z lubością rozrywałam kawałki koperty, by dostać się do krótkiej historii z życia gimnazjalistki.

Dziś jest trochę inaczej. Siadam przy biurku, naciskam magiczny przycisk i… klik! Mam wiadomość. Otwieram wirtualny list od Ciebie, siedemnastej z kolei. Od siedemnastej trochę zagubionej, lekko nieśmiałej i obawiającej się mojej reakcji bo oddajesz mi przecież klucz do swojej intymności. Czytam z zapartym tchem o tym, jak starasz się poradzić z diagnozą. Moje oczy pędzą po torze liter składającym się na historię Twojego istnienia, a właściwie chwilowego upadku.

ZOBACZ TEŻ: Urodziłam się bez macicy

Dostrzec jasne barwy

MRKH obiło Cię z każdej strony – obiło rodzącą się w Tobie kobiecość i seksapil, prawym sierpowym sprzedało cios prosto w macierzyństwo, gdzieś z łokcia dostałaś po pewności siebie. Choć niepewnie się to wszystko zaczyna, masz nadzieję, że jednak odpiszę – kompletnie mnie nie znając, nie widząc koloru moich oczu, zapachu zielonej herbaty stojącej w srebrnym kubku czy sposobu w jaki układam swoje nogi, kiedy siedzę. Piszesz do mnie i masz nadzieję, że dam Ci znać chociaż jednym zdaniem.

Dwa lata temu założyłam bloga, by pokazać innym, czym jest MRKH. Jak każda kobieta chciałam przeżywać z Tobą swoje kryzysy, swoje smutki, ale też dzielić się chwilami najszczerszego piękna. Pokazywać Ci każdego dnia, że szczęście wali do mnie z każdej strony – od tej normalnej, kiedy tańczę na przystanku, i od tej, kiedy łzy radości zraszają mi policzki. Chciałam i chcę pokazywać Ci, jak można zżyć się z diagnozą, jak ją polubić – mimo kryzysów. I dałam Ci też adres, na który możesz napisać do mnie każdego dnia, o każdej porze. Dzięki temu chciałam, byś uwierzyła, że nie można się bać, a z MRKH można być PIĘKNĄ.

Pogotowie mailowe po diagnozie MRKH

Siedemnaście razy mój adres mailowy stał się dla kogoś ostoją, opieką, cieniem rzuconym w słoneczny dzień, ochłodą, otrzeźwieniem. Kołem ratunkowym. Takim niecodziennym pogotowiem, które odpowie na każde wezwanie.

Najczęściej zadawane pytania czy prośby dotyczyły lekarzy, u których można dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej rzadkiej choroby. Na następnym miejscu uplasowała się niewiedza, z czym się „je” całego Rokitańsky’ego – jak wygląda diagnostyka, przebieg operacji i pielęgnacja po niej. Jednakże największym problemem, z którym wielokrotnie spotkałam się w tych siedemnastu mailach, był strach przed zawarciem związku partnerskiego. W mojej głowie zawsze rodziło się wtedy pytanie: dlaczego takie kobiety, jak my, nie mają wsparcia ze strony psychologa czy seksuologa, który podpowiedziałby, jak w takiej sytuacji się zachować, jak znaleźć partnera i co najważniejsze – jak powiedzieć mu o chorobie?

Na te i wiele innych pytań staram się odpowiadać systematycznie z wielką dokładnością, cierpliwością, zasobem wiedzy czy wsparciem na tyle ogromnym, by odbiorca po drugiej stronie poczuł moc wirtualnego listu. Za każdym razem, odpisując, mam nadzieję, że przez sieć tego całego zero-jedynkowego systemu przecieknie pewność siebie, którą chcę podarować każdej kobiecie z MRKH. I wiem, że ten konkretny mail wnosi do życia MRKH-owskich dziewczyn wiele dobrego.

PRZECZYTAJ TEŻ: Kiedy lekarz jest pacjentem…

Tagi:

Agnieszka Wasilewska

Studentka pielęgniarstwa AHE w Łodzi, pedagog, animatorka zabaw dla dzieci i wolontariuszka Fundacji DKMS Polska. Miłośniczka zielonej herbaty i dobrych kryminałów. Nie wyobraża sobie życia bez pomagania – to jeden z czynników, który napędza ją do działania i do życia. Bo troska o jednego człowieka to miłość, ale o wiele osób – to pielęgniarstwo.