Przejdź do treści

Dwie godziny gadania o seksie. Polecam.

Joanna Keszka wymyśliła Narodowy Programu Zaprzyjaźniania się z Kobiecą Seksualnością. W jego ramach organizuje cykl warsztatów w swoim butiku przy ul. Hożej w Warszawie. Byłam na jednym z nich.

Maleńki sklepik wypełniony erotycznymi gadżetami. Przytulny, co jest nie bez znaczenia, biorąc pod uwagę temat jakim mamy się zajmować. Było nas kilka w różnym wieku i z różnych – jak się okazało – stron Polski. Kobiety bez zahamowań, albo właśnie z nimi. I Joanna Keszka, która o seksie potrafi mówić w taki sposób, jakby to był najbardziej naturalny temat na świecie. Bo w sumie jest. Ale weź powiedz cipka tak zupełnie na luzie. A ona potrafi. I zaśmiać się przy tym tak, że i Tobie od razu chce się śmiać. I czujesz radość, że siedzisz tak sobie w miłym miejscu, z kobietami, które widzisz pierwszy raz w życiu i nie czujesz skrępowania rozmawiając na TE tematy. Po prostu przyjemna sobota.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ale do rzeczy. Było o mięśniach Kegla, które wyćwiczone ułatwiają poród zapobiegają wysiłkowemu nietrzymaniu moczu oraz opuszczaniu się kobiecych narządów rodnych. A przy tym zwiększają satysfakcję seksualną zarówno kobiet jak i ich partnerów. Cóż, nikogo chyba nie trzeba chyba przekonywać, że warto je ćwiczyć. Było więc o tym jak robić to prawidłowo, jakich błędów nie popełniać. Każda z pań dostała pracę domową – zestaw ćwiczeń na najbliższe tygodnie. „Jeśli nauczysz się zaciskania mięśni dna miednicy, możesz je trenować stojąc w kolejce po kawę, czekając na autobus na przystanku lub porządkując dokumenty w biurze. Zapewniam was, że zyskają na tym i twoje zdrowie i życie seksualne” – przekonywała nas Joanna.

Pomóc w osiągnięciu odpowiednich efektów mogą kulki gejszy. Działają one na dwa sposoby. Po pierwsze, samo utrzymanie kulek w pochwie wymaga od mięśni dna miednicy zaciśnięcia się i uniesienia przedmiotu w górę pochwy – żeby nie wypadł. Tak więc kulki gejszy działają na mięśnie Kegla, nawet jeśli nie wkładamy w to specjalnego wysiłku. Samo ich utrzymanie w środku jest naturalnym obciążeniem dla naszego ciała i mięśni. Po drugie, ćwiczenia wykonywane wtedy, kiedy mamy w środku kulki, są dużo bardziej efektywne niż ta sama gimnastyka bez żadnych ciężarków. Ale dość o kulkach – więcej napisze sama Joanna Keszka do 2 numeru Magazynu „Chcemy Być Rodzicami”.

Dwie godziny minęły jak biczem strzelił, skłonna więc jestem uwierzyć, że zainteresowanie styczniowymi warsztatami n.t kulek gejszy jest tak duże, że Joanna podwoiła liczbę spotkań. A i tak zabrakło miejsc. Na kolejne spotkania: „Szkoła Kochania dla Kobiet” oraz warsztaty dla panów pt. „Jak dopieścić kobietę” podobno zostało jeszcze kilka miejsc. Ale niedługo to się zmieni. Gdy rozniesie się, jakie to fajne spotkania. Dwie godziny mówienia o przyjemnościach – kto nie lubi?

Mutacja genu MTHFR a ciąża

test do wczesnego wykrywania raka jajnika
fot. Pixabay

MTHFR to enzym, który pełni niezwykle odpowiedzialną funkcję w procesie zapładniania i utrzymania ciąży.  Jego mutacje mogą mieć wpływ na niepłodność i poronienia. Na szczęście jest coraz więcej metod, które pozwalają na kontrolowanie tego arcyważnego enzymu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MTHFR to skrót od pełnej nazwy enzymu (metyleno-tetra-hydro-foliowa-reduktoza), który zarządza gospodarką folianową i reakcją przetwarzania aminokwasu homocysteiny w inny aminokwas – metioninę. Udział w regulacji gospodarki folianowej polega na właściwym przetwarzaniu i wchłanianiu kwasu foliowego z przewodu pokarmowego, natomiast reakcja przetwarzania homocysteiny w metioninę chroni organizm przed zakrzepicą. Kwas foliowy zapobiega rozwojowi wad cewy nerwowej płodu. Jego niedobór odbija się niekorzystnie na stabilności materiału genetycznego dziecka. Dzieci kobiet, którym w czasie ciąży brakowało kwasu foliowego, rodzą się częściej z bezmózgowiem lub rozszczepem kręgosłupa.

Kwas foliowy przyjmowany w czasie ciąży zmniejsza ryzyko pojawienia się tych wad nawet o 70%. Podobnie dzieje się, jeżeli kwas foliowy przyjmuje się co najmniej trzy miesiące przed zapłodnieniem.

Znaczenie homocysteiny

Jak wspomniano, MTHFR uczestniczy też w reakcji przetwarzania homocysteiny w metioninę. Homocysteina jest czynnikiem ryzyka zakrzepicy. Jej gromadzenie się we krwi może, ale nie musi prowadzić do zaburzeń krzepnięcia krwi, których rezultatem jest pojawienie się zmian zakrzepowych w mikrokrążeniu śluzówki macicy, co uniemożliwia zajście w ciążę, lub w mikrokrążeniu łożyska, co przejawia się niedotlenieniem i niedożywieniem płodu, który obumiera we wczesnym okresie ciąży. Tym niekorzystnym skutkom sprzyja dołączanie się do zwiększonego poziomu homocysteiny także innych czynników ryzyka zakrzepicy, a jest ich co najmniej 30, m.in. niedobór antytrombiny, białka c, białka s, zespół antyfosfolipidowy, wzrost miana przeciwciał przeciwjądrowych.

Mutacje MTHFR

Gen kodujący MTHFR jest podatny na dwie mutacje. Częsta jest C677T. Mutacja ta zakłóca pracę MTHFR w zakresie przetwarzania folianów w organizmie, jak również prawidłową hemostazę. W konsekwencji opisane wyżej mechanizmy prowadzą do niepłodności lub poronienia. Nosicielką mutacji MTHFR jest niemal co druga Polka. Mutacja nie pogarsza jakości życia i gdyby nie zlecone badania, nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy jej nosicielami. Jednak planując ciążę lub szukając przyczyn niepowodzeń w prokreacji, warto zbadać MTHFR i w razie wykrycia mutacji poddać się profilaktyce folianowej przez podawanie zmetylowanego kwasu foliowego, gdyż zwykły kwas foliowy nie może być przez organizm przetworzony i wykorzystany. Zmetylowany kwas foliowy nie uszkadza DNA płodu i dlatego jest wskazany w profilaktyce zaburzeń rozwoju cewy nerwowej.

Drugie ogniwo patomechanizmu zaburzeń prokreacji, mianowicie nadkrzepliwość krwi wynikająca z niesprawności genu MTHFR, można zniwelować przez zastosowanie heparyn drobnocząsteczkowych. Ten sposób obrony płodu i/lub ułatwienia zajścia w ciążę jest trochę kłopotliwy, bo trzeba podawać heparynę drobnocząsteczkową podskórnie, ale jak nas uczy własne doświadczenie, jest skuteczny w wysokim odsetku.

Rozpoznanie i badania

Obecnie, kiedy technika laboratoryjna badania mutacji MTHFR została dobrze opanowana, postawienie rozpoznania nie jest trudne. Jeśli sytuacja kobiety wymaga profilaktyki oddziaływania czynników ryzyka zakrzepicy, można ją prowadzić w warunkach domowych, kontrolując raz na 3 tygodnie parametry krzepnięcia krwi (APTT, D-dimery, fibrynogen, liczba płytek krwi). Zwykle nie jest wymagana zmiana dawki leków. Heparyna drobnocząsteczkowa nie wpływa na płód, gdyż nie przechodzi przez łożysko, nie ma też skutków ubocznych u matki.
Badając MTHFR, zwykle w tym samym zestawie badań wykonujemy badania mutacji genu protrombinyG20210A i czynnika V Leiden. Są to czynniki ryzyka zakrzepicy o większej sile oddziaływania niż MTHFR i ich stwierdzenie wymaga bezzwłocznego zastosowania profilaktyki przeciwzakrzepowej rozciągniętej na cały okres ciąży, polegającej na badaniu raz na 3 tygodnie liczby płytek krwi, APTT, D-dimerów i fibrynogenu.

Nie znamy jeszcze wszystkich czynników ryzyka wpływających na niepowodzenia prokreacji, ale badania mutacji przytoczonych genów znacząco zmieniły liczbę niepowodzeń zarówno w zajściu w ciążę, jak i utrzymaniu ciąż do terminu porodu.

Autorzy tekstu: dr n. med. Wiktor Jarosz, ginekolog-położnik, właściciel Centrum, oraz
dr nauk med. Leszek Czerchawski – immunolog

POLECAMY: Kwas foliowy przed i po ciąży

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Kobieta poroniła w szpitalu, czekając na pomoc. Sprawę bada prokuratura

Lekarz
fot. Pixabay

Mieszkanka Gdyni zgłosiła się do szpitala po pomoc, gdy w czwartym miesiącu ciąży zaczęły odchodzić jej wody płodowe. Mimo stanu, który zagrażał jej zdrowiu, żaden z lekarzy nie zechciał udzielić jej natychmiastowej pomocy. Dziecka nie udało się uratować.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sytuację, która miała miejsce na początku stycznia w szpitalu na gdyńskim Redłowie, nagłośniły Radio Gdańsk i lokalny oddział dziennika Fakt. Zgodnie z ich informacjami, Miłosława Wasilewska wraz z mężem przyjechała do szpitala wkrótce po pierwszych skurczach macicy. Pacjentką nie zajęto się jednak od razu. W rejestracji poinformowano młodych małżonków, że muszą oczekiwać na swoją kolej.

Gdy kobieta zaczęła krzyczeć i płakać, jej mąż postanowił poinformować o sprawie media. Wówczas – po upływie 2 godzin – miał znaleźć się lekarz, który przyjął p. Miłosławę. Nie był to jednak ginekolog, a… pediatra.

„Żona nie dostała nawet tabletek na uspokojenie”

Wykonane tego dnia USG wykazało, że dziecko wciąż żyje. Rodzice zdecydowali, że chcą spróbować je uratować. Jednak podczas kolejnego badania, które odbyło się dzień później o godz. 11.00, przyszły tragiczne wiadomości: prawdopodobnie doszło do poronienia. Na potwierdzenie tej informacji małżeństwo musiało jednak poczekać kolejne 4 godziny.

– Żona, która załamała się psychiczne, nie dostała w szpitalu nawet tabletek na uspokojenie – mówił Paweł Wasilewski, mąż p. Miłosławy, w rozmowie z Faktem.

Jak twierdzi, sytuacja, w której się znaleźli się, była niedopuszczalna.

– Ryzykowali życie nie tylko naszego dziecka, ale też mojej żony. Uważam, że to wina organizacji szpitala i przede wszystkim braku odpowiedniej liczby lekarzy – dodał, podkreślając jednocześnie, że złożył już w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Sprawę poronienia zbada też Rzecznik Praw Pacjenta

W ubiegłym tygodniu Rzecznik Praw Pacjenta zdecydował, by wszcząć postępowanie z urzędu, które ma wyjaśnić, czy w gdyńskim szpitalu doszło do naruszenia praw pacjenta. Te określa art. 8 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, zgodnie z którym „pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych w warunkach odpowiadających określonym w odrębnych przepisach wymaganiom fachowym i sanitarnym. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych osoby wykonujące zawód medyczny kierują się zasadami etyki zawodowej określonymi przez właściwe samorządy zawodów medycznych”.

Rzecznik Praw Pacjenta skierował już do szpitala pismo z prośbą o przekazanie dokumentacji medycznej. Wcześniej w tej samej sprawie zgłosiła się prokuratura, która rozpoczęła śledztwo w sprawie narażenia pacjenta na bezpośrednie ryzyko utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli te podejrzenia się potwierdzą, przedstawicielom szpitala może grozić do 5 lat więzienia.

Źródło: radiogdansk.pl, radioszczecin.pl, fakt.pl

Przeczytaj także: Radni nie zgodzili się na finansowanie in vitro w Gdyni

 

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Już 56 kobiet zaszło w ciążę dzięki poznańskiemu programowi in vitro

Noworodek
Fot.: Pixabay

Program dofinansowania in vitro w Poznaniu działa zaledwie od sierpnia ubiegłego roku, a już ma na swoim koncie sukcesy. Do tej pory w ciążę  zaszło aż 56 kobiet, a sześć z nich spodziewa się bliźniaków – chwalą się przedstawiciele magistratu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak podkreśliła w rozmowie z Gazetą Wyborczą dyrektorka poznańskiego wydziału zdrowia i spraw społecznych Magdalena Pietrusik-Adamska, miasto jest bardzo zadowolone z efektów programu, ale czeka jeszcze na wyniki za pełne pół roku jego funkcjonowania.

 – W pełni zadowoleni będziemy, gdy po pół roku od wprowadzenia programu sprawdzimy, ile par zakończyło procedurę medyczną i ile z tych procedur – po upływie miesiąca od zabiegu – zakończyło się ciążą – wyjaśniła Pietrusik-Adamska.

Przypomnijmy, że program realizowany jest w klinikach leczenia niepłodności InviMed i Ivita, a także w poznańskim szpitalu klinicznym (przy ul. Polnej), który wcześniej wykonywał podobne zabiegi w ramach programu rządowego. Budżet, w kwocie 1,8 mln zł rocznie, pozwala na dofinansowanie procedur in vitro 367 parom w każdym roku realizacji programu.

Dofinansowanie in vitro w Poznaniu – przykład dla innych miast

Założenia programu dofinansowania in vitro w Poznaniu przygotowały wspólnie Stowarzyszenie „Nasz Bocian” oraz radni z PO i Zjednoczonej Lewicy. Urzędnicy podkreślają, że inne miasta, które chciałyby wprowadzić podobny program u siebie, mogą skorzystać z doświadczeń Poznania.

– Te miasta, które chcą mieć swój program in vitro, odzywają się do nas – mówi Magdalena Pietrusik-Adamska.

Program, w ramach którego mieszkańcom Poznania oferowane jest dofinansowanie na zabiegi in vitro, ma obowiązywać do 2020 roku. Radni Platformy Obywatelskiej zapowiadają, że wznowią go w kolejnych latach, a dodatkowo przeznaczą na ten cel więcej pieniędzy z budżetu miasta.

Więcej informacji o miejskim programie dofinansowania in vitro w Poznaniu pisaliśmy m.in. tutaj.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Przeczytaj również:  10 sposobów na zwiększenie płodności

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Aplikacja mobilna wesprze leczenie niepłodności

Telefon komórkowy, a w niej: aplikacja mobilna
Fot.: Pixabay.com

Spersonalizowany plan leczenia niepłodności, przypomnienia o kolejnych dawkach leków oraz wizytach lekarskich, a także bezpośrednie komunikaty i wyniki badań z kliniki – to tylko niektóre funkcjonalności aplikacji, która wesprze pacjentki przechodzące przez procedurę in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiele pacjentek podkreśla, że procedura towarzysząca zapłodnieniu in vitro jest długotrwała, skomplikowana i obciążająca psychicznie. Stres i strach, związane z kolejnymi etapami IVF, można byłoby złagodzić, gdybyśmy mieli łatwy dostęp do eksperckiej wiedzy, a lekarze byli zawsze na wyciągnięcie ręki. Choć brzmi to nierealnie, ta wizja powoli się urzeczywistnia. Na australijskim rynku właśnie pojawiła się aplikacja, która w profesjonalny sposób wesprze pacjentki, które zdecydowały się na wykonanie zabiegu in vitro. To pierwszy taki program na świecie.

Co oferuje aplikacja do in vitro?

Za oprogramowaniem stoi renomowana australijska klinika Virtus Health, która oferuje m.in. usługi w zakresie diagnostyki i leczenia niepłodności oraz medycyny rozrodu.

– Wiele kobiet, u których zdiagnozowano niepłodność, zmaga się z nieprzyjemnym poczuciem utraty kontroli. Wierzymy, że ta aplikacja będzie dla nich czymś więcej niż praktycznym narzędziem; że poprawi samopoczucie pacjentek i nastawienie do leczenia – powiedziała Sue Channon, CEO grupy Virtus.

Niepozorny program, przeznaczony na urządzenia mobilne, skrywa wiele funkcjonalności. Użytkowniczka może skorzystać z rzetelnie opracowanych poradników, spersonalizowanego kalendarza leczenia, uzyskać szybkie wsparcie lekarza prowadzącego oraz za pomocą kilku kliknięć skontaktować się z kliniką. Aplikacja Virtus Health przypomni też o kolejnej dawce leków i zbliżającej się wizycie u lekarza. Wszystkie dane są poufne i szyfrowane.

Virtus Health App dostępna jest dla australijskich użytkowniczek w sklepie iTunes oraz Google Play. To pierwsza tego typu aplikacja na świecie. Mamy nadzieję, że w ślad za nią pojawią się podobne narzędzia dla Europejek.

Źródło: Medianet.com.au

Polecamy również: Ciągły monitoring zarodków zwiększa szanse in vitro o 25%

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.