Przejdź do treści

Przełomowa decyzja sądu ws. drastycznych billboardów. Mamy precedens!

Billboard pro-life o in vitro/ Ilustracja do tekstu: Drastyczne billboardy będą karane?
Jeden z billboardów "Pro - Prawo do życia"

Krakowski Sąd Rejonowy wydał precedensowy wyrok w sprawie billboardu ze zdjęciami rozszarpanego płodu, który 2 lata temu zawisł na jednej z kamienic. Chociaż sąd nie wymierzył oskarżonemu kary, uzasadnienie wyroku było przełomowe. To precedens – komentują miejscy aktywiści.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sprawa, która toczyła się przed krakowskim sądem, dotyczyła antyaborcyjnego billboardu, który w 2016 r. pojawił się na budynku przy ul. Monte Cassino w Krakowie. Nielegalnie zawiesił go wówczas przedstawiciel fundacji Pro – Prawo do Życia.

Wielkoformatowe fotografie martwego, porozrywanego płodu wywołały oburzenie mieszkańców, którzy domagali się natychmiastowego ich usunięcia. Po doniesieniu złożonym przez członkinie małopolskich struktur Razem sprawą zajął się Sąd Rejonowy w Krakowie, który postanowił sprawdzić, czy nie doszło do złamania przepisów art. 51 kodeksu wykroczeń.

– W całej sprawie nie chodzi o temat, jaki treść billboardu porusza, ale o środki przekazu, jakie wykorzystuje, i granice dyskursu publicznego – argumentował mecenas reprezentujący pokrzywdzonych.

Drastyczne billboardy są zagrożeniem dla dzieci

13 marca br. sprawa została rozstrzygnięta. Krakowski sąd wprawdzie zdecydował o uniewinnieniu mężczyzny, ale uzasadniając wyrok, zaznaczył, że działania oskarżonego wyczerpują znamiona przedmiotowe wybryku. Zdaniem sądu, ekspozycja billboardu przekroczyła powszechnie przyjęte normy społeczne, a treści, które się na nim znalazły, były zbyt drastyczne w stosunku do celu zakładanego przez obwinionego.

– We współczesnym świecie istnieje wiele obrazów o drastycznych treściach, ale dostęp do nich jest ograniczony – podkreślił sąd.

W uzasadnieniu dodano, że plakat był “nachalną próbą forsowania światopoglądu”. Naraził też dzieci, których dobrostan rzekomo miał być przedmiotem ochrony.

Będą konsekwencje za kolejne billboardy dot. aborcji i in vitro?

Krakowski sąd wyjaśnił, że wyrok uniewinniający wynika z faktu, że oskarżony miał przeświadczenie, że jego działania są zgodne z prawem. Opierało się ono ma wielu zbliżonych sprawach z przeszłości. Przedstawiciel fundacji został jednak pouczony, że w poprzednich sprawach nie skupiono się głęboko na skutkach psychicznych, jakie może wywołać ekspozycja dzieci na podobne treści.

– Obwiniony w przyszłości będzie musiał brać pod uwagę, że ocena tego czynu może być inna niż przedstawiona w wyrokach, na których się opierał – zaznaczył sąd.

Pouczenie sądu jest przełomowe. Oznacza, że kolejne osoby, które zdecydują się na ekspozycje tak drastycznych treści, będą surowiej karane za swoje czyny.

— Z nadzieją oczekujemy na kolejne wyroki sądów oparte o dzisiejsze (z 13 marca br. – przyp. red.) uzasadnienie — mówiła Monika Szymańska, która wraz z Joanną Grzymałą-Moszczyńską pełniła funkcję oskarżycielki posiłkowej.

Fundacja Pro – Prawo do Życia prezentuje podobne plakaty w przestrzeni publicznej całego kraju. Nie oszczędza również dzieci z in vitro. Na drastycznym billboardzie, który zawisł m.in. w Kielcach, widniały zdjęcia zakrwawionego noworodka i treści sugerujące, że dzieci poczęte drogą in vitro „mrozi się w beczkach” i „porzuca chore” oraz że tylko „5% z nich ma szansę na życie”. Wielu mieszkańców złożyło w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Marcowy wyrok daje nadzieję na ostrzejsze karanie sprawców tych bulwersujących wykroczeń.

Źródło: Razem Małopolska

POLECAMY TEŻ: Skandal z bilbordem o dzieciach z in vitro z finałem w sądzie. Uwaga! Drastyczne zdjęcia!

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Soczysty ananas na płodność. Sprawdź, jak wspiera organizm w uzyskaniu ciąży!

Półnaga kobieta z ananasem w ręku /Ilustracja do tekstu: Ananas na płodność. Sprawdź, jak wspomaga zajście w ciążę
Fot.: Marvin Meyer /Unsplash.com

Lato to pora roku, która zapewnia nam nie tylko piękna pogodę, ale też dostęp do świeżych owoców i warzyw. Warto wówczas sięgać po to, co sezonowe, ale tez pozwolić sobie na egzotyczne owoce, np. ananasy. Poznaj kilka faktów związanych z tymi zdrowymi smakołykami i dowiedz się, jak zrobić letni koktajl wspierający płodność!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Banany, pomarańcze czy ananasy rosną w krajach o ciepłym klimacie i pomagają miejscowej ludności w chłodzeniu organizmu podczas wysokich temperatur. Teraz, gdy lato trwa i w naszej szerokości geograficznej, nie musimy obawiać się nadmiernego wychłodzenia. Warto to wykorzystać i wzbogacić codzienne menu.

ZOBACZ TEŻ: Te rzeczy zaburzają twoją płodność. Sięgasz po nie codziennie!

Ananas: soczysty suplement letniej diety

Ananasy to prawdziwa bomba witaminowo-mineralna. Zawierają m.in. breomelinę – mieszaninę enzymów, które wykazują szereg prozdrowotnych działań na organizm ludzki. Bromelina łagodzi stany zapalne w organizmie i działa przeciwbólowo. Wspiera stawy, układ kostny, przyspiesza gojenie ran, wspomaga układ pokarmowy i trawienie. Wykazuje też pozytywne działanie na układ oddechowy, odpornościowy, obniża ciśnienie krwi i działa przeciwzakrzepowo.

Ponadto ananas zawiera liczne minerały i witaminy: żelazo, wapń, fosfor, magnez, sód, cynk, potas, witaminę C, K, A, E, kwas foliowy, witaminy z grupy B.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przypinka z ananasami: ozdoba, za którą stoi mocny komunikat

Ananas na płodność

Po ananasy warto również sięgać również przy problemach z zajściem w ciążę. Udowodniono bowiem, że bromelina pomaga w implantacji zarodka. Nie należy jednak przesadzać z nadmierną ilością ananasa, gdyż ma on dość wysoki indeks glikemiczny – 59. To zaś może prowadzić do wywołania skurczów. Wystarczająca dawka dzienna tego owocu to 2-3 plastry.

Jeśli nie przepadamy za intensywnym smakiem ananasa, zamiast spożywać go jako samodzielną przekąskę, można dodać go do potraw lub zastosować w koktajlach owocowych. Ananas sprawdzi się też latem jako dodatek do dań z grilla.

Potrzebujesz inspiracji? Poznaj przepis na egzotyczny koktajl owocowy z ananasem.

Składniki na 1-2 porcje:

  • 1-2 plastry ananasa,
  • 1 banan,
  • 1 brzoskwinia lub nektarynka,
  • 1 jabłko,
  • woda,
  • cynamon,
  • łyżeczka dobrego tłuszczu – wszelkie oleje tłoczone na zimno będą idealne.

Wrzucamy wszystko do wysokiego naczynia, blendujemy, przekładamy do szklanki – i gotowe. Na zdrowie!

POLECAMY TAKŻE: Zielono mi, czyli bób na wsparcie płodności. Smaczne przepisy od dietetyczki

Anna Bajkowska - Suchecka

autorka strony i bloga Żona z ADHD, pedagożka, nauczycielka, propaguje zdrowy styl i tryb życia, zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia.

Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

uśmiechnięta lekarka kładzie dłoń na ręku pacjentki; w tle wynik badania macicy /Ilustracja do tekstu: Innowacyjne leczenie endometriozy
Fot. fotolia

W starożytnym Egipcie uważano, że macica jest żywym zwierzęciem, które wędruje po ciele i atakując poszczególne organy, powoduje dotkliwe dolegliwości. XX wiek zmienił życie kobiet chorych na endometriozę, wprowadzono bowiem wówczas leczenie przeciwbólowe i hormonalne. Mimo to terapia endometriozy nadal nie jest łatwa.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stopień zaawansowania leczenia operacyjnego porównuje się do leczenia onkologicznego, a niejednokrotnie je przewyższa. Szpitale często wyposażone są jeszcze w podstawowe narzędzia, zdarza się, że podczas operacji brakuje obecności chirurga i/lub urologa.

Po pierwsze: diagnostyka

Skuteczne leczenie poprzedza odpowiednia diagnostyka. Kobiety cierpiące na endometriozę czekają na postawienie diagnozy średnio 10 lat. Dlaczego tak długo? Ponieważ jedynym pewnym sposobem jest wykonanie laparoskopii, która jest inwazyjna, pozostawia blizny, wymaga narkozy. Dlatego też jest często odkładana w czasie zarówno przez młode kobiety, jak i lekarzy. Wprowadzenie laparoskopii przezpochwowej bardzo zmieniło jakość diagnostyki endometriozy. Laparoskopia przezpochwowa nie tylko jest mniej inwazyjna, ale umożliwia także pełną diagnostykę kobiet z niepłodnością i poronieniami nawracającymi, które tak często towarzyszą kobietom cierpiącym na endometriozę.

Badanie rozpoczyna się od histeroskopii, czyli oglądania macicy od środka kamerką o średnicy 2,9 mm. Jeśli obecne są jakieś zmiany, takie jak polipy, zrosty, mięśniaki, możne je jednocześnie usunąć.

Po histeroskopii wykonywana jest laparoskopia, czyli oglądanie brzucha i miednicy od środka. Odbywa się to nie przez powłoki brzucha, tylko przez pochwę, a dokładniej przez tylne sklepienie pochwy, które tylko kilkumilimetrową warstwą dzieli pochwę od jamy brzucha. Brzuch ogląda się pod dużym powiększeniem w środowisku wodnym. Duże powiększenie umożliwia dostrzeżenie najmniejszych zmian. Środowisko wodne z kolei zmniejsza bóle pooperacyjne oraz ryzyko zrostów

Przy minimalnej inwazyjności metoda ta nie pozostaje jedynie narzędziem diagnostycznym. Laparoskop posiada kanał roboczy, przez który można wprowadzić włókno laseru i precyzyjnie odparować ogniska endometrialne do II stadium endometriozy.

PRZECZYTAJ TEŻ: Naukowcy są pewni: czerwone mięso zwiększa ryzyko zachorowania na endometriozę

Na kłopoty: plazma

Jeżeli chodzi o leczenie operacyjne, krokiem milowym w leczeniu endometriozy okazało się wprowadzenie chirurgii plazmowej. Plazma to gaz zawierający naładowane jony i elektrony. Ma on bardzo dużą energię, ale niewielką głębokość rażenia (0,1 mm). Takie właściwości okazały się doskonałe w leczeniu endometriozy. Dlaczego? Badania dotyczące często stosowanej koagulacji pokazują, że w skoagulowanej, a następnie wyciętej tkance endometrialnej znajdowały się nienaruszone gruczoły endometrialne. Takie gruczoły mogą spowodować szybki odrost endometriozy po operacji. Koagulacja ma mniejszą moc od plazmy, a większą głębokość rażenia.

Jak to wygląda w praktyce? Nóż plazmowy umożliwia skuteczną waporyzację ognisk, nie uszkadzając tkanek leżących pod spodem oraz w najbliższym sąsiedztwie. Znajduje zastosowanie szczególnie przy zmianach na pęcherzu moczowym, moczowodach, macicy czy jajnikach, zwiększając szansę na zachowanie rezerwy jajnikowej. Zmiany rozsiane po miednicy do tej pory pozostawiano albo częściowo koagulowano. Leczenie takich zmian plazmą zwiększa skuteczność, zmniejsza utratę krwi, minimalizuje ryzyko uszkodzenia narządów oraz powstawania zrostów pooperacyjnych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dr Jan Olek odpowiada czytelniczkom, jak leczyć endometriozę. „Czasem można oszukać przeznaczenie”

Leczenie endometriozy. Rada na zrosty

Zrosty są prawdziwą zmorą w leczeniu endometriozy. Nie dość, że sama endometrioza generuje je poprzez comiesięczne krwawienia i tworzenie ran, to jeszcze potęguje je każda ingerencja chirurgiczna. Prowadzi to do postępującego zarastania miednicy, dolegliwości bólowych (niejednokrotnie przewlekłych) oraz zwiększonego ryzyka każdej kolejnej operacji.

Czy można temu zapobiec? Do niedawna możliwości były ograniczone. Na rynku dostępne są wchłanialne żele i proszki, które warto stosować przy endometriozie w I-III stadium. Ich skuteczność w przypadku bardziej zaawansowanego schorzenia jest niestety ograniczona. W takich przypadkach obiecującym rozwiązaniem może się okazać zastosowanie specjalnych membran z goretexu. Zabezpieczenie rany pooperacyjnej poprzez wyłożenie macicy, jajników i jelita membranami daje szanse na niemalże bezzrostowe rekonstrukcyjne leczenie operacyjne endometriozy.

Ograniczeniem tej metody jest jeszcze cena i konieczność zdjęcia membran kilka tygodni po operacji. Koszty te jednak relatywizują koszty oraz ryzyko ewentualnych kolejnych operacji w przypadku wznowy przy nasilonych zrostach pooperacyjnych.

Leczenie endometriozy stale ewoluuje. Myślę, że znajdujący coraz większe uznanie koncept holistycznej opieki, obejmujący multidyscyplinarne leczenie operacyjne w połączeniu z leczeniem żywieniowym i hormonalnym, pozwoli kobietom dotkniętym endometriozą na zachowanie płodności i życie bez bólu.

POLECAMY TAKŻE: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Dr Jan Olek endometrioza

Ekspert

Dr Jan Olek

Zastępca ordyna­tora w Szpi­talu św. Józefa w Dort­mun­dzie. Założyciel Centrum Endometriozy w Dortmundzie oraz współzałożyciel Kliniki Miracolo.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Przywiązywanie do łóżka, groźby i wyzwiska. Ujawniono szokujące nadużycia na polskich porodówkach

Czarni białe zdjęcie z sali porodowej: lekarze i noworodek w chwili narodzin /Ilustracja do tekstu: Przemoc, wyzwiska. Szokujący raport z oddziałów położniczych
Fot.: Patricia Prudente /Unsplash.com

„Nie drzyj się jak zwierzę”, „zamknij się”, „zrobić to miał kto, ale urodzić tez trzeba” – to tylko nieliczne komentarze, jakie można usłyszeć za zamkniętymi drzwiami polskich porodówek. Wyniki raportu przygotowanego przez Fundację Rodzić po Ludzku pokazują skandalicznie szeroki zakres nadużyć w opiece okołoporodowej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedstawiciele Fundacji Rodzić po Ludzku, autorzy raportu z monitoringu oddziałów położniczych, zapytali 10 tys. kobiet o ich opinie na temat opieki okołoporodowej, którą otrzymały w Polsce. Eksperci organizacji skupili się przede wszystkim na relacji personel medyczny – kobieta. Diagnoza, postanowiona na podstawie uzyskanych głosów, nie pozostawia złudzeń: na polskich oddziałach szpitalnych zdarzają się sytuacje niezgodne z obowiązującymi przepisami, nadużycia, a nawet przemoc: fizyczna, psychiczna i słowna.

Prawo do intymności – nie dla każdego

Jednym z podstawowych praw pacjentki, która korzysta z opieki okołoporodowej, jest prawo do szacunku, godnego traktowania i intymności. Tymczasem blisko 20% respondentek wskazało, że wiele czynności szpitalnych wykonywano bez dbałości o prywatność czy intymność badanych. Ponad 70% z tych kobiet przyznała, że rozmowy z lekarzem czy badania były wykonywane w obecności innych kobiet w sali. Czasem zdarzało się to w obecności odwiedzających (12% przypadków).

Standardy opieki okołoporodowej w Polsce wymagają również, by personel szpitala każdorazowo pytał pacjentkę o zgodę na wszelkie planowane zabiegi i badania. Okazuje się, że wymóg ten nie zawsze jest realizowany. Spośród kobiet, które miały w szpitalu założone wkłucie do żyły obwodowej, tylko 58% zostało poproszonych o zgodę na wykonanie tej czynności. Aż 41% takiego pytania nie usłyszało.

Z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika też, że u 16% kobiet, które objęto analizą, na sali porodowej obecni byli studenci medycyny lub położnictwa. Blisko połowa z tych pacjentek (46%) nie została zapytana przez personel, czy wyraża na to zgodę.

„Leżałam na stole operacyjnym, byłam przyszykowywana do cięcia cesarskiego. Przed położeniem się kazano mi się rozebrać do naga w obecności około 10 osób, w tym mężczyzn, studentów. Widziałam, jak po cichu mnie obgadują i naśmiewają się. Było to bardzo poniżające” – pisała jedna z respondentek.

Wśród badanych znalazły się także osoby (3,6% ankietowanych), które deklarowały, że już na izbie przyjęć miała miejsce sytuacja, na którą nie wyraziły zgody lub która naruszyła ich poczucie bezpieczeństwa. Wynikało to ze sposobu, w jaki pacjentki były traktowane przez lekarzy, stosowanej formy komunikacji bądź niedopełnienia procedur.

CZYTAJ TEŻ: Eksperci przyjrzeli się nowym standardom opieki okołoporodowej. Co do poprawy?

Brak wyczucia, dyskryminacja, nadużycia – patologie za zamkniętymi drzwiami porodówek

Rodzące zwracały również uwagę na to, że nie zawsze traktowano je z dostateczną empatią. Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu (31%) skarżyła się na niewystarczającą delikatność personelu. Najwięcej pań z tej grupy deklarowało, że brak wyczucia przydarzył się podczas badania wewnętrznego (72% przypadków) oraz szycia krocza (ok. 25%). Niewiele mniej (20%) wskazywało na sytuację przystawiania dziecka do piersi.

Co szczególnie alarmujące, w badanej próbie znalazły się kobiety, które zwróciły uwagę na przemoc fizyczną w szpitalu. 3% respondentek twierdziło, że w drugim okresie porodu personel medyczny na siłę rozkładał im nogi, a u 66 badanych zdecydowano się na przywiązanie nóg do łóżka porodowego. Część pacjentek była też poszturchiwana.

To jednak nie wszystkie nieprawidłowości, które wykryto na polskich porodówkach. Część ankietowanych spotkała się też z dyskryminacją. Gorsze traktowane miało wynikać z powodu wieku i stanu zdrowia (18% przypadków) lub masy ciała (14%):

„Ile pani przytyła podczas ciąży? 17 kg? A wygląda jak 27”.

„Pani nie jest opuchnięta, tylko gruba”.

W tym wieku nie urodzisz normalnie”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Przemoc, która zaczyna się w języku

Nierzadką praktyką jest również poufałe bądź infantylne zwracanie się do kobiet oraz stosowanie zwrotów w trzeciej osobie lub w formie bezokolicznikowej. Pacjentki zwracały uwagę, że w stosunku do nich używano takich określeń, jak: „kochaniutka”, „dziewczyno”, „słoneczko”, a nawet „lalko”.

Zdarzały się jednak znacznie mniej delikatne określenia, a nawet jawne nadużycia i przemoc słowna:

„Podczas pierwszej fazy przyszła doktor sprawdzić rozwarcie i zrobić mi masaż szyjki, który robiła na siłę i bez mojej zgody. Gdy krzyczałam z bólu, to usłyszałam, żebym się nie darła, bo nie jestem  bydłem/zwierzęciem… I dopóki nie przestanę krzyczeć, to mnie nie zbada. Gdyby nie mój mąż, nie  miałabym się jak obronić, bo tylko płakałam z bólu” – opisywała jedna z badanych.

Jak wskazywały respondentki, personel szpitala, wbrew standardom opieki okołoporodowej, niejednokrotnie nie stosował się też do założeń planu porodu lub wręcz lekceważył życzenia pacjentki. Respondentki słyszały m.in. takie niewybredne uwagi:

„A Ty, dziecino, w ogóle czytałaś to, co nam przyniosłaś?”.

„Nie wyraziła zgody na poród siłami natury? A co to za powód: brak zgody? Gówno, nie powód”.

Inna pacjentka wspomniała, że w planie porodu zapisała brak zgody na nacięcie krocza. Gdy usłyszał o tym ordynator, powiedział pacjentce, że to nie ona o tym decyduje.

„Zaczął się naśmiewać z mojej „wiedzy z internetu” i powiedział, że mam usunąć ten zapis z planu porodu albo szukać sobie innego szpitala – napisała jedna z respondentek.

POLECAMY TEŻ: Kampania „Za zamkniętymi drzwiami”. Razem przeciw przemocy

Łagodzenie bólu  i pozycja podczas porodu – nie zawsze zgodnie z wytycznymi

W raporcie skupiono się także na kwestii łagodzenia bólu porodowego. Z odpowiedzi respondentek wynika, że znieczulenie zewnątrzoponowe podano 24% badanych, które rodziły naturalnie lub miały nieplanowane cesarskie cięcie. Ale 13% kobiet, które zadeklarowały chęć skorzystania z niego, nie miało w swoim szpitalu takiej możliwości.

W czasie drugiego okresu porodu 65% respondentek rodziła w pozycji półsiedzącej, a 36% kobiet – płasko na plecach. Co trzecia badana (37%) nie mogła wybrać pozycji, w jakiej urodzi dziecko – zadecydował o tym personel w sali porodowej. Samodzielną decyzję w tej kwestii mogło podjąć tylko 9,3% kobiet (większość współdecydowała o tym w porozumieniu z lekarzem lub położną).

Parcie ściśle według wskazań. Standardy sobie, a życie sobie

Mimo zawartego w standardach opieki okołoporodowej obowiązku, by zachęcać kobietę do kierowania się własną potrzebą parcia, ponad połowa respondentek deklarowała, że personel kazał im nabrać powietrza, zatrzymać je na dłużej i mocno przeć (64%), przyginać głowę do klatki piersiowej (55%) lub przyginać nogi do brzucha (41%). W praktyce do kierowania się własną potrzebą parcia zachęcano niespełna połowę badanych (42%).

Raport wykazał, że u części kobiet mógł zostać zastosowany tzw. chwyt Kristellera. 15,5% badanych deklarowało, że w czasie porodu personel naciskał na ich brzuch, a aż 90% pań z tej grupy wskazało, że ugniatanie brzucha odbywało się w drugim okresie porodu. Na brzuch naciskano najczęściej dłonią (58%) lub łokciem (39%). U 18% kobiet z tej grupy osoba z personelu szpitalnego napierała na brzuch całym ciałem.

Prawie uduszono mnie i dziecko podczas bardzo brutalnego chwytu Kristellera w drugiej fazie porodu. Położne i lekarz nie dowierzały mi, że nie mam już siły przeć. Lekarz prawie leżał na mnie i wyciskał dziecko, które urodziło się sine. Potem dziecko zabrano ode mnie, a ja zostałam sama w brei poporodowej, której nie miał kto wytrzeć. Żałowałam, że nie umarłam” – pisała jedna z ankietowanych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tato, wspieraj mamę! O roli ojca podczas ciąży i po porodzie

Nacięcie krocza wciąż powszechne, ale rzadsze niż przed laty

Ponad połowa badanych (55%), które rodziły siłami natury, wskazała, że w czasie porodu wykonano im nacięcie krocza.

Odsetek ten, choć wciąż wysoki, zmniejszył się na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze 12 lat temu tę interwencję medyczną wykonywano w 80% przypadków.

Opieka nad noworodkiem – jest lepiej, ale wciąż potrzebne poprawki

Nieco lepiej przedstawia się obraz opieki poporodowej. Kontakt „skóra do skóry” miało po narodzinach dziecka 93% respondentek. Ten jednak rzadko trwał tyle, ile wymagają standardy opieki okołoporodowej. Tylko 38,5% badanych, które miały zapewniony taki kontakt, deklarowało, że spędziło z dzieckiem rekomendowane dwie godziny. Najczęściej dzieci zabierano wcześniej, powołując się na konieczność ich zmierzenia i zważenia.

Na oddziale położniczym prawie wszystkie kobiety (93,5%) mogły przebywać razem z dzieckiem bez ograniczeń. Nie wszystkie mamy mogły jednak w wystarczająco często pielęgnować swoje dzieci. Prawie połowa badanych (47%) twierdziła, że wszystkie te czynności wykonywane były przez personel, a co trzecia respondentka w nich nawet nie uczestniczyła.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Wsparcie w karmieniu piersią. Raport z monitoringu oddziałów położniczych wykrył rażące nadużycia

Ogólna ocena wsparcia w karmieniu piersią w szpitalach jest nie jest satysfakcjonująca. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie, 66,5% kobiet, które rodziły siłami natury, uzyskała pomoc personelu w pierwszym przystawieniu dziecka do piersi w sali porodowej. Spośród pacjentek, które potrzebowały w tym zakresie pomocy, 44% zadeklarowało, że personel pomagał im z własnej inicjatywy, a 40% musiało o to poprosić. Blisko 18% kobiet nie otrzymało takiego wsparcia mimo zaistnienia takiej potrzeby.

Co więcej, część z nich spotkała się z niewybrednymi komentarzami.

„Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu! Wszystkie matki mają wystarczająca ilość pokarmu, a pani pewnie odciągać się nie chce” – relacjonowała jedna z respondentek.

„Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Przecież każda matka to wie. To nie jest nic skomplikowanego! Każdy ssak to potrafi” – napisała inna.

„Jedna z pań bez zgody ścisnęła mi piersi i z wyrzutem się zapytała, czym chce karmić, skoro tu nic nie ma” – wyznała kolejna kobieta.

Wsparcie doradcy laktacyjnego było z kolei zależne od szpitala. Średnio co trzecia badana nie miała w swoim ośrodku możliwości skorzystania z takich usług.

„Położna mająca dyżur na oddziale położnictwa wyśmiała mnie za używanie laktatora. Powiedziała, że zamiast używać laktatora, powinnam 24 godziny na dobę leżeć z dzieckiem na cycku” – opowiedziała jedna z badanych.

Raport Fundacji Rodzić po Ludzku pokazuje, jak wiele jest jeszcze do poprawy w opiece okołoporodowej – przede wszystkim na polu zwykłej empatii i respektowania podstawowych praw człowieka. Każda kobieta ma bowiem prawo do jak najlepszej troski o swój stan zdrowia. Dotyczy to „zarówno godnej, pełnej szacunku opieki zdrowotnej podczas całej ciąży i porodu, jak i prawa do bycia wolnym od przemocy i dyskryminacji” – czytamy w podsumowaniu raportu z monitoringu oddziałów położniczych.

Pełny raport można pobrać pod tym adresem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowe stowarzyszenie zawalczy o politykę zdrowotną opartą na nauce.  Chce zacząć od odwołania prof. Chazana

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Amniopunkcja – co to za badanie i w którym tygodniu ciąży się je wykonuje?

Amniopunkcja
fot. Materiały Prasowe

Słowo amniopunkcja często budzi lęk u przyszłych mam. Większości kojarzy się z obawami o wady płodu, bólem i czekaniem na werdykt. Te mity warto obalać. To inwazyjne badanie prenatalne ma przede wszystkim dać rodzicom spokój i poczucie bezpieczeństwa, a także – jeśli trzeba – pomóc im zadbać lepiej o zdrowie dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amniopunkcja (amniocenteza) to metoda diagnostyczna, którą proponuje się ciężarnym, aby zweryfikować wynik wcześniejszych badań (z krwi, USG) i ewentualnie wykluczyć wady genetyczne u płodu. Ze względu na najmniejsze ryzyko powikłań, jest to jedno z najczęściej wykonywanych badań prenatalnych o charakterze inwazyjnym.

Korzyści z jego wykonania są ogromne. W przypadku wykrycia nieprawidłowości na wczesnym etapie ciąży, badanie umożliwia postawienie właściwej diagnozy i zaplanowanie leczenia po porodzie, a  w niektórych przypadkach – interwencję jeszcze w łonie matki.

Zobacz także: Badania prenatalne – wczesna diagnoza ma znaczenie dla losów ciąży

Amniopunkcja – dla kogo badanie?

Według statystyk, wskazania do amniopunkcji dotyczą ok. 10 proc kobiet w ciąży. W Polsce, Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach badań prenatalnych zaleca jej wykonanie u ciężarnych powyżej 35. roku życia oraz u pań z grupy ryzyka.

Wskazaniami są: choroby genetyczne w rodzinie ciężarnej lub jej męża, wada genetyczna występująca u wcześniejszego potomstwa, nieprawidłowy wynik badań prenatalnych nieinwazyjnych, podejrzenie wystąpienia u płodu chorób lub wiek ojciec dziecka powyżej 55 lat.  Badanie najlepiej wykonać pomiędzy 15-17 tygodniem ciąży. Takie ramy czasowe umożliwiają z jednej strony wczesne, a z drugiej – bezpieczne wykonanie diagnostyki.

Zabieg trwa kilka minut

Jak wyjaśnia dr Joanna Krzemieniewska, ginekolog-położnik z Kliniki INVCITA we Wrocławiu, amniopunkcję wykonuje się w gabinecie ginekologicznym pod kontrolą USG, która umożliwia stałe obserwowanie ułożenia płodu.

– Doświadczony lekarz wykonuje zabieg w ok. 15 minut. W tym czasie cienką igłą nakłuwa się powłoki brzuszne i pobiera ok. 20 ml płynu owodniowego. Warto dodać, że zwykle zabieg wykonuje się dłużej u pacjentek otyłych, ze względu na grubszą tkankę brzuszną – tłumaczy doktor.

Jak dodaje dr Krzemieniewska, zabieg zazwyczaj jest tylko nieco bardziej bolesny niż pobieranie krwi.
– Jeśli pacjentka ma niski próg bólowy lub ze względu na jej komfort psychiczny, można stosować miejscowe żele znieczulające – mówi.

Po zabiegu można normalnie funkcjonować, lekarze zazwyczaj jednak zalecają przez kilka dni prowadzić oszczędny tryb życia, unikać dużego wysiłku i współżycia.

Przeciwwskazaniem do wykonania amniopunkcji jest infekcja ciężarnej czy objawy poronienia zagrażającego np. krwawienie z dróg płciowych. Z ginekologiem należy również skonsultować przyjmowanie niektórych leków np. przeciwkrzepliwych. Zaleca się odstawić lek Acard 5 dni przed zabiegiem.

Zobacz także: Dlaczego diagnostyka prenatalna jest tak ważna? Kiedy powinnaś się jej poddać?

Badanie kariotypu

Żadne inne badanie nie jest w stanie ocenić pełnego kariotypu płodu i tym samym wykryć kilkadziesiąt różnych zespołów genetycznych. Z pobranego materiału możliwe jest wykonanie badań genetycznych, przeprowadzenie hodowli komórkowej, wykonanie preparatów do analizy cytogenetycznej (techniki prążkowe), analizy mikroskopowej chromosomów, analizy FISH, analizy DNA w przypadku chorób monogenowych czy cytogenetycznego badania molekularnego. Wynik jest najczęściej dostępny po ok. 21 dniach.

Amniopunkcja – znikome ryzyko powikłań

– Wbrew krążącym opiniom, amniopunkcja jest obarczona znikomym ryzykiem powikłań. Oczywiście, informujemy, że podobnie jak w przypadku wszystkich zabiegów, zawsze może zdarzyć się jakaś nieprzewidziana sytuacja. W tym przypadku są to np. krwawienie po badaniu, infekcja lub uszkodzenie płodu, czy odejście wód płodowych – wyjaśnia dr Krzemieniewska.

Nie ma jednak powodów do nadmiernego niepokoju. Powikłania zdarzają się wyjątkowo rzadko. Według statystyk, ryzyko wystąpienia skutku ubocznego zabiegu wynosi 0,5%-1%.

Z kolei ryzyko poronienia zdrowej ciąży po amniopunkcji wynosi ok. 0,11%, czyli statystycznie może się przydarzyć w 1 na 1000 ciąż. Aby uniknąć niepotrzebnego stresu najlepiej wybrać się na badanie do doświadczonego lekarza i sprawdzonej kliniki, która zwiększą szansę na sprawny i bezpieczny przebieg zabiegu.

Zobacz także: Czy badania prenatalne są konieczne i czego możemy się z nich dowiedzieć? Odpowiada lekarz

Badanie, które przynosi ulgę

Choć sama myśl o badaniu może być stresująca, to wiedza o stanie dziecka przed jego urodzeniem może być bezcenna. Im więcej informacji rodzice mają przed urodzeniem potomka, tym lepszą opiekę mogą mu zapewnić po porodzie. W ten sposób zyskuje się czas, który pozwoli zaplanować ewentualne leczenie czy oswojenie się z sytuacją.

– Jeśli pacjentka dostanie skierowanie na amniopunkcję, to naprawdę nie powinna denerwować się na zapas. Zawsze powtarzam, że lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć. Ze swojej praktyki, wiem, że noworodki chore przychodzą na świat rzadko i w większości przypadków badanie, choć przysparza przyszłej mamie nieco stresu, potwierdza, że dziecko jest całkowicie zdrowe – tłumaczy doktor.

Według danych Laboratorium INVICTA, które wykonało już kilkadziesiąt tysięcy takich badań, w 91% przypadkach wykonanej amniopunkcji, kariotyp płodu jest prawidłowy lub ze zmianami nie wpływającymi na jego fenotyp. Oznacza to, że badanie przyniosło rodzicom ulgę, a ciężarnej niezbędny w dalszych etapach ciąży spokój.

W Klinice INVICTA we Wrocławiu, Gdańsku i Warszawie możliwe jest wykonanie bezpłatnie wszystkich badań prenatalnych, łącznie z amniopunkcją w ramach programu profilaktycznego NFZ. Warunkiem jest spełnienie kryteriów włączenia do programu i skierowanie od lekarza. Więcej informacji można uzyskać, kontaktując się z konsultantami placówki pod numerem 58 58 58 800.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.