Przejdź do treści

Dr Mikołaj Karmowski o endometriozie. „Będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę jej przyczynę”

Dr Mikołaj Karmowski endometrioza
fot. Pixabay

Jak sam o sobie mówi, prowadzi samotną krucjatę przeciwko endometriozie, a dużą część swojego życia poświęcił walce z tą przebiegłą i okrutną chorobą. O tym, dlaczego obrał taką ścieżkę i do czego dąży w swojej pracy opowiedział nam dr Mikołaj Karmowski.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Doktor Karmowski o endometriozie może opowiadać godzinami. Jest jednym z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce. Jego pasją jest laparoskopia ginekologiczna, zajmuje się leczeniem najtrudniejszych i najbardziej zaawansowanych przypadków endometriozy głęboko naciekającej. Działa tam, gdzie inni lekarze nie widzą już rozwiązania. W sobotę 17 marca o swojej osamotnionej walce z tą kobiecą chorobą będzie opowiadał w TVN 36’6. Specjalnie na życzenie czytelniczek portalu Chcemy Być Rodzicami, ekspert udzielił obszernego wywiadu na temat endometriozy.

Panie doktorze, napisał pan, że prowadzi samotną krucjatę przeciwko endometriozie. Dlaczego?

Dr Mikołaj Karmowski:

Chcę aby kobiety dotknięte endometriozą nie czuły się pozostawione same sobie. My lekarze specjaliści, ginekolodzy, którzy zajmują się leczeniem endometriozy też czujemy się osamotnieni wśród samych kolegów ginekologów. Tematem endometriozy niestety zajmuje się garstka ludzi. W Polsce znam tylko kilka osób, które potrafią profesjonalnie zoperować endometriozę.

Niestety większość ginekologów położników, którzy zajmują się prowadzeniem ciąży, perinatologią, ultrasonografią, czy nawet ginekologią w podstawowym wymiarze, nie jest w stanie ani diagnozować, ani leczyć endometriozy.

Nasza grupa specjalistów do walki z endometriozą jest bardzo osamotniona. Zwykły ginekolog siedzący w przychodni nie ma zazwyczaj o tej chorobie pojęcia. On nie jest w stanie ani rozpoznać, ani leczyć endometriozy. Stąd my, niestety, walczymy też z systemem. To, że te pacjentki trafiają w tak zaawansowanych stadiach do nas, to jest też wynikiem tego, że bardzo późno jest ta choroba rozpoznawana. Zazwyczaj jest to siedem do dziesięciu lat od jej rozpoczęcia, a nawet często i później.

Jak endometrioza wpływa na płodność?

Endometrioza jest jedną z głównych przyczyn niepłodności. Musimy tu podzielić sobie endometriozę na głęboko naciekającą- tę niszczącą jelita, moczowody oraz na endometriozę samego narządu rodnego. Jeżeli endometrioza dotyczy jajników, czy jajowodów, jest przyczyną niepłodności. Jajnik nie owuluje, bo jest niszczony przez guz.

Nieleczona endometrioza prowadzi do dramatu i cierpienia. Moja misja polega na tym, aby leczyć radykalnie i przywracać radość życia. Dodajmy też, że niepłodność jest tylko jednym z dramatów, który niesie za sobą endometrioza. To choroba, która okalecza. Ona nie jest nowotworem histopatologicznym, ale klinicznie zachowuje się jeszcze gorzej. Jest klinicznie złośliwa, niszczy organy, powoduje ich dysfunkcję, unieruchamia, poniekąd „zjada”, powodując perforację jelit, niszczenie moczowodów, obumieranie nerek, dysfunkcję pęcherza moczowego.

Zobacz także: Lekarze opowiadają o endometriozie w „Pytaniu na Śniadanie” 

Kobiety chore często pytają, jak rozmawiać z lekarzem, żeby potraktował je poważnie. Skąd to niezrozumienie?

My walczymy z pewnym schematem i systemem. Pracowałem jako adiunkt Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ale zrezygnowałem i odszedłem z kliniki dlatego, że opór środowiska, niezrozumienie kolegów, niechęć do rozwoju i diagnostyki endometriozy doprowadzała do tego, że ja wśród swoich znajomych słyszałem: „tak ma być, przecież tak zawsze było”.

Skończmy wreszcie z tą szowinistyczną patologią mówienia, że kobieta ma cierpieć. To jest okropne! Sam ten sposób myślenia jest tragiczny. Skoro to tkwi w mentalności ginekologów mających tytuły lekarzy, doktorów,  profesorów, no to coś jest nie tak. Ja walcząc przez lata i operując endometriozę, miałem ciekawą obserwację. Musimy się w pierś uderzyć sami. My ginekolodzy.

Stworzyłem trzy grzechy ginekologów. Pierwszy z nich to jest niewiedza na temat endometriozy. Drugi to jest niedouczenie. A trzeci to ignorancja medyczna. Dlaczego tak się dzieje? Bo cały system szkolenia ginekologii jest niestety w Polsce niedopracowany. Dziś na świecie są ośrodki wysoko specjalistyczne do diagnostyki leczenia tylko endometriozy.

Dopiero w marcu profesor Szyłło urządza pierwszy kongres endometriozy. Dopiero w 2018 roku. Jest to zatrważające. Kiedyś mówiono, że co ósma, co dziesiąta z pacjentek choruje na endometriozę. Dzisiaj my mówimy, że to jest co piąta kobieta w wieku rozrodczym! To nie jest milion kobiet w Polsce, to są dwa do trzech milionów.

W jakim wieku kobiety najczęściej chorują na endometriozę?

Dziś dostrzegam, że statystyka jest głęboko zakłamana. Badania, teorie, to wszystko są głębokie lata 80’. Proszę też pamiętać, że my operujemy dziewczynki. Moja najmłodsza pacjentka miała 11 lat. Dziecko, które zaczęło miesiączkować w 10. roku życia i w wieku 11 lat miało guza endometrialnego jajnika. Tam towarzyszyła wada rozwojowa macicy, ale taki był tego efekt, że dziecko z ciężkimi bólami trafiło do kliniki i miało guza wielkości 10 cm.

Najstarsza kobieta z kolei miała około siedemdziesiątki, więc endometrioza pojawiła się postmenopauzalnie. Więc gdy słyszę, gdy czasem lekarz mówi, że choroba ulega samoistnemu wyleczeniu, to jest kompletne niedouczenie. Jakiemu wyleczeniu? Ta choroba może przejść w rak endometrialny miednicy mniejszej. Ta choroba nie ulega samoistnemu wyleczeniu.

Skąd bierze się endometrioza?

Ta choroba jest oczywiście zależna immunologicznie. Dzisiaj też się mówi o genetyce. Operowałem mnóstwo sióstr, które trafiały w bardzo zaawansowanym stanie i przyprowadzały później młodsze siostry, którym można było lepiej pomóc, bo to stadium choroby nie było jeszcze tak zaawansowane Matki, córki siostry, to jest nagminne. Oprócz genetyki, immunologia. Dziś wiemy, że to jest defektywny układ immunologiczny.

Wszystkie teorie powstania endometriozy trzeba złożyć w jedną całość. To jest jak układanie puzzli. Do tego dodamy defektywny układ immunologiczny, na przykład apoptozę (naturalną śmierć komórki). Komórki stare są przez układ immunologiczny niszczone po to, żeby nie ulegały nowotworzeniu, czyli powstawaniu nowotworów.

Udowodniono, że u kobiet z endometriozą ten układ immunologiczny jest defektywny. Te komórki nie zostają zabijane, ta apoptoza nie funkcjonuje. Komórki endometrialne przeżywają i układ immunologiczny stymuluje je do rozrostu endometrium.

Zobacz także: Endometrioza a dieta. Co jeść, a czego unikać?

Czy dieta ma znaczenie u kobiet chorych na endometriozę?

Dzisiaj wiemy też, że dieta jak najbardziej ma znaczenie. To nie jest oczywiście tak, że dietą wyleczymy pacjentkę. Broń Boże! Musimy ją profesjonalnie zoperować, zastosować dobraną farmakoterapię i zastosować immunologiczną dietę (antyoksydacyjną), dobraną do pacjentki po testach pokarmowych.

Nie ulegajmy jednak szamaństwu. Dzisiaj są mody. Ludzie nie jedzą glutenu, laktozy, to jest paranoja! Trzeba sobie zrobić testy pokarmowe, wyeliminować to, co powoduje stany zapalne w krezkach jelitowych. Około roku temu Amerykanie odkryli, że krezki jelitowe są osobnym organem dokrewnym. Dzisiaj wiemy, że to, co się dzieje w jelitach, ma odzwierciedlenie w całym organizmie. Źle funkcjonujące jelita równa się źle funkcjonujący człowiek.

Słyszał pan wypowiedź dr Marzeny Dębskiej na temat diety i endometriozy w DDTV?  Pani Dębska powiedziała, że im lepsza dieta, tym choroba lepiej się rozwija

Sprostuję to trochę, żeby obronić Marzenę Dębską. Dieta jest bardzo istotna. Jest uzupełnieniem operacji wykonanej przez eksperta do leczenia endometriozy. Czyli najpierw operacja, potem farmakoterapia dobrana do pacjentki, do jej wieku i potrzeb i na końcu dieta immunologiczna  dobrana po testach pokarmowych do pacjentki. To wszystko, jeśli prowadzimy taką holistykę, działa.

To była przypadkowość ginekologa w rozmowie na temat endometriozy. Pani Marzena Dębska jest przeuroczym człowiekiem, pełnym profesjonalizmu ginekologiem położnikiem zajmującym się perinatologią. Jest wspaniałym człowiekiem i mądrą kobietą, ale nie leczy endometriozy.

Nie ma takiej możliwości, żeby lekarz zajmujący się profesjonalnie leczeniem endometriozy miał czas na cokolwiek innego. Ja wstaję o 6 rano, jestem w klinice o godzinie 7,  wchodzę na salę i operuję do godziny 18-20. Wracam do domu około północy. Codziennie. Jeśli ktoś chce się profesjonalnie zająć endometriozą, nie ma możliwości, żeby prowadzić ciążę, przyjmować porody. Stąd wiedza jest nieaktualna. Podejrzewam, że to pytanie zaskoczyło panią doktor. Każdy na temat endometriozy chce się wypowiedzieć, każdego pytano, a w Polskie jest garstka ludzi, która się tym zajmuje.

Zobacz także: Czy endometrioza uprawnia do otrzymania renty lub orzeczenia o niepełnosprawności?

Jak wygląda sytuacja chorych na endometriozę?

Wie pani co ja kiedyś usłyszałem? Przyjechała do mnie pacjentka ciężko chora i usłyszałem , że trafiła na chirurgię, bo miała mieć usuwane kamienie z woreczka żółciowego. Chirurg oczywiście wypytał przed zabiegiem o choroby. Powiedziała, że choruje na endometriozę. A chirurg do niej mówi coś takiego: to pani prywatna sprawa. No ręce opadają. To nie jest choroba, której się należy wstydzić! To jest straszna choroba, z którą należy walczyć!

Nie jest ona nierefundowana przez NFZ, które nie ma zielone pojęcia o refundacji. Jak może być normalnie w Polsce, skoro operacja warta powiedzmy 20 tys. zł, jest refundowana przez NFZ w koszcie dwóch tys. zł, gdzie nawet nierefundowane są koszty sali operacyjnej? Kto to ustalał?

Kiedyś pacjentka zapytała mnie: „to jakie ja mam szanse, żeby trafić na profesjonalnego ginekologa”? Prędzej panią różowy tramwaj potrąci, niż pani trafi na specjalistę od leczenia endometriozy – odpowiedziałem.

Należy jeszcze powiedzieć też o jednym powszechnym micie. Pacjentka przychodzi i mówi: „ale ja już miałam laparoskopię”. Laparoskopia nie leczy endometriozy. To jest tylko technika chirurgiczna, nowoczesna, mało inwazyjna, dziesięć razy bardziej precyzyjna. Ale kto ją zastosuje i co potrafi zrobić, to jest klucz.

Mam pacjentki po dziesięciu laparotomiach, otwarciach brzucha, gdzie są otwierane i zamykane. To nie jest walizka, którą można otwierać i zamykać. Każda operacja powoduje zrosty. Proszę pamiętać, że nie usuwamy zrostów jako choroby, my usuwamy endometriozę, czyli guzy endmetrialne, które wtórnie powodują zrosty. Żeby usunąć tę chorobę, trzeba usunąć radykalnie makroskopowo ogniska endometriozy, precyzyjnie, nie uszkadzając moczowodów, jelit.

Pacjentki często się pytają, kiedy to nawraca. To nie nawraca, jeśli się profesjonalnie usunie z jelita, to tam już nic nie powstanie. Może powstać na nowo gdzie indziej, jeśli nie będzie farmakoterapii, odpowiedniej diety.

Czy endometrioza jest dziedziczna?

Tak, genetyka ma tu ogromne znaczenie. Powiem szczerze, dziś już mam całe pokolenia pacjentek. Operowałem babcię, mamę i 17-letnią córkę. Straszne też jest to, nie ma pacjentki, która nie miałaby i hashimoto i endometriozy. Nie wiemy, czy Hashimoto stymuluje powstanie endometriozy, czy to endometrioza od pokwitania przez autoimmunologię i defektywność układu immunologicznego powoduje dysfunkcję tarczycy.

Jaka jest pana misja?

Mam dobrego nauczyciela, mój ojciec jest profesorem ginekologii. Powiedział mi kiedyś taką rzecz: „jeśli lubisz ludzi, to będziesz chciał im pomóc”. A ja ludzi bardzo lubię. Lekarz nie może być ignorantem. To, że ktoś operuje gorzej, czy lepiej, to jest kwestia treningu.  Powtarzam to ciągle moim uczniom, rezydentem. 70 procent tkwi w naszym umyśle.

Wchodzę na salę operacyjną, gdzie mam wykonać profesjonalnie swoją operację i pomóc kobiecie usunąć chorobę. Ale też trzeba być człowiekiem. To, co napisałem na mojej stronie i wysłałem moim pacjentkom, to jest obietnica, że ja ich nie zostawię, że ja będę tak długo walczył z tą chorobą, aż znajdę przyczynę.

Moja babcia, mama mojej mamy chorowała na endometriozę. Przez powikłania umarła. Była sfrustrowana, miała depresję, w tamtych czasach nie wiadomo było, co jej jest. Dopiero sekcja zwłok i biopsja wykazały endometriozę. Wtedy sobie poprzysiągłem, że się tym zajmę, bo będę mógł przynieść ulgę szeregowi kobiet. Nie można mówić człowiekowi, który cierpi, że to jest naturalne. To jest okrutne.

Zobacz także: Stan psychiczny w endometriozie

Jedna z naszych czytelniczek zastanawia się, czy kuracja lekami typu Ketonal może zablokować endometriozę?

Żeby było jasne- dziś nie możemy mówić o wyleczeniu endometriozy, skoro nie znamy jej przyczyny. Leki typu ketoprofen są lekami przeciwzapalnymi. Ale Ketonal nie wyleczy skutku, bo nie wyleczy guza, tylko złagodzi objawy.

Nie możemy pacjentce zlecić terapii Ketonalem, bo wykończymy jej wątrobę. Ketonal można sobie brać doraźnie do czasu operacji, jeśli pacjentka cierpi.

Co pan sądzi o protokole LDN?

Szczerze mówiąc nie mam w tym doświadczenia. Większość teoretyków i lekarzy ginekologów,  którzy nie operują, próbuje leczyć zachowawczo endometriozę. Chirurgia nie jest stuprocentowym, idealnym leczeniem.

Idealnym leczeniem będzie terapia genowa i leczenie immunologiczne. Czyli podniesiemy aktywność układu immunologicznego i ta endometrioza przestanie się tworzyć, ale musimy znaleźć jej przyczynę.

Leczenie naltreksonem to jest troszeczkę rodzaj biologicznego leczenia, czyli ma na celu „przeleczenie” układu immunologicznego. Ja się szczerze mówiąc takimi rzeczami nie zajmuję, ponieważ w tym nie siedzę, zajmuję się chirurgią laparoskopową.

Niebawem pojawi się pan w telewizji, prawda?

17 marca zrobiliśmy program z Ewą Drzyzgą w TVN. Myślę, że to jest mocne uderzenie, pewnie powycinają momenty, w których ostrzej pojechałem (śmiech). Starałem się jednak pokazać prawdziwe oblicze tej choroby, pokazać, co ona potrafi zrobić z człowiekiem.

Zrobiliśmy operację w trójwymiarze ciężko chorej dziewczyny. Nie ma w tym żadnej w ściemy, że tak powiem młodzieżowo. Ja nie idę na żadne sztuczności, które często w programach są spotykane, to wszystko jest naprawdę.

Myślę, że pacjentki zobaczą prawdę i ten program jest takim trailerem do I Ogólnopolskiego Kongresu Endometriozy, który organizuje w Warszawie profesor Szyłło. Zapraszam też wszystkie pacjentki na ten kongres.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ból uniemożliwiał jej funkcjonowanie. W wieku 22 lat podjęła decyzję o wywołaniu menopauzy

sztuczna menopauza przy endometriozie
fot. Facebook - Katy Johnston

Chociaż ma niewiele ponad 20 lat, przeszła już menopauzę. Była to świadoma decyzja, ponieważ nie istniało już chyba nic gorszego, niż comiesięczny ból, który dosłownie zwalał z nóg. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katy Johnston to 22-letnia studentka ze Szkocji. Pomimo młodego wieku dziewczyna nie może żyć tak, jak większość jej rówieśników. Wszystko przez endometriozę, która została u niej zdiagnozowana w styczniu tego roku, czyli po 10 latach cierpienia.

Zobacz także: „Jest pani przypadkiem jeden na milion”. Endometrioza i farmakologiczna menopauza nie przekreśliły jej marzeń

Przez ból nie mogła wstać z łóżka

Ból był tak silny, że Katy musiała zamontować specjalny uchwyt przy łóżku, aby podeprzeć się w razie napadu bólu. W najgorszych momentach Katy nie była w stanie ruszyć się przez tydzień.

– Co miesiąc przechodziłam najgorsze PMS w życiu – ujawnia dziewczyna. – Kiedy miałam okres musiałam jechać do szpitala, ponieważ potrzebowałam morfiny. Na przełomie listopada i grudnia straciłam nagle ponad 15 kg – dodaje. To wtedy zdecydowała się na wizytę u lekarza.

Diagnoza brzmiała: ednometrioza. Na jajnikach Katy pojawiły się cztery cysty, a prawy jajowód spuchł do rozmiarów macicy.

Zobacz także: Endometrioza zniszczyła modelce życie. Dziewczyna przestrzega teraz inne kobiety

Sztuczna menopauza przy endometriozie

Na początku tego roku studentka przeszła operację i obecnie, co trzy miesiące przyjmuje zastrzyki, które mają powstrzymać owulację.

I choć to posunięcie miało złagodzić cierpienie Katy, młoda kobieta doświadcza teraz typowych dla menopauzy objawów: uderzeń gorąca, wahań nastroju i zawrotów głowy. Jak przyznaje, do wyboru miała niewyobrażalny ból albo menopauzę.

Wybrała drugą opcję. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne. – Po zastrzykach mam zawroty głowy, uderzenia gorąca, a moje miesiączki nie ustały do końca – żali się dziewczyna. – Problem polega na tym, że zarówno podczas okresu, jak i czasie menopauzy hormony kompletnie szaleją – dodaje.

Zobacz także: Dwieście razy lądowała w szpitalu. Lekarze nie rozpoznali endometriozy

Endometrioza dała jej sił do walki

Katy marzy, aby w przyszłości zostać mamą.  – Zanim weszłam na salę operacyjną powiedziałam lekarzom, że chcę zachować wszystkie organy rozrodcze, ponieważ chcę założyć rodzinę – ujawnia studentka.
– Nie chciałam w wieku 22 lat mierzyć się z bezpłodnością. W maju, tuż po operacji, zdecydowałam się na zastrzyki z analogami GnRH – dodaje.

To nie koniec walki Katy z endometriozą. Dziewczyna stworzyła w mediach społecznościowych kampanię pt. „Endo Silence Scotland”, której celem jest wymiana doświadczeń, dyskusja i pomoc innym cierpiącym kobietom.

– Wspaniale jest tworzyć przestrzeń, w której ludzie mogą otwarcie porozmawiać o czymś, co niestety nadal uważane jest za tabu. Cieszę się, że mogę pomówić z innymi kobietami, które są w takiej samej, jak ja, sytuacji – mówi Katy.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Gwiazda pop po raz pierwszy tak szczerze o poronieniu i endometriozie

Haley; zdjęcie promujące singiel Alone /Ilustracja do tekstu: Halsey o endometriozie i poronieniu /Ilustracja
Fot.: mat. prasowe

Jest zdolna, bystra, wrażliwa i mimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele muzycznych sukcesów. Podbiła światowe listy przebojów i serca tysięcy słuchaczy, zdobyła nagrodę Grammy, a do tego zaliczyła duet z bożyszczem nastolatek – Justinem Bieberem. Już samo to wystarczyłoby na scenariusz kasowego filmu biograficznego. Ale historia Halsey jest też pełna dramatycznych zwrotów akcji…

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ashley Frangipane, która kryje się pod pseudonimem Halsey, to utalentowana 23-letnia gwiazda amerykańskiego pop-rocka. Choć niemal od początku kariery muzycznej żyje w blasku sławy, w jej życiu nie brakowało i cieni. Podczas szczerego występu telewizyjnego opowiedziała niedawno o trudach życia z endometriozą i traumatycznym doświadczeniu, którego przed trzema laty doznała tuż przed występem w Chicago.

Halsey o poronieniu na scenie

– Byłam w trakcie trasy koncertowej, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Zanim zdążyłam się zastanowić, co to znaczy dla mnie, mojej przyszłości i mojego związku, tuż przed rozpoczęciem show doświadczyłam poronienia – wyznała artystka w kwietniowym odcinku popularnego talk-show „The Doctors”, emitowanego przez stację CBS.

Z uwagi na duże nadzieje, które łączono z planowanym koncertem, menedżerowie 20-letniej wówczas wokalistki odradzili jej odwołanie występu. Ashley Frangipane poprosiła asystentkę o zakup jednorazowej bielizny i środków przeciwbólowych i – mimo gwałtownych uczuć, które nią targały – zdecydowała się wyjść na scenę.

– To był występ pełen gniewu. Najbardziej gniewny w moim życiu. Pomyślałam wtedy, że nie czuję się człowiekiem. (…) Zeszłam ze sceny, poszłam na parking i zaczęłam wymiotować – wyznała w innym wywiadzie.

ZOBACZ TEŻ: Młoda artystka o poronieniu. 22-letnia Halsey: Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop

Młoda gwiazda uważa, że za utratą ciąży stały wówczas dwie ważne przyczyny: przepracowanie i endometrioza.

– [To bardzo trudne], gdy widzisz przed sobą setki nastolatków i wiesz, że właśnie wykrwawiasz się w bieliznę, a mimo to nie możesz przerwać występu… Nie chciałam więcej musieć decydować, czy dalej robić to, co kocham, czy zrezygnować z powodu choroby. Postanowiłam postawić na swoim i rozpoczęłam poszukiwania skutecznej terapii. Przed rokiem przeszłam operację; teraz czuję się znacznie lepiej – podkreśliła w „The Doctors”.

Halsey o endometriozie: to rozdzierająco bolesne doświadczenie

Halsey po raz pierwszy o endometriozie opowiedziała publicznie w styczniu 2016 r. We wpisie zamieszczonym w serwisie Twitter przyznała wówczas, że zmaga się z „rozdzierająco bolesnymi” dolegliwościami. – Niedawno, po latach cierpień i uginania się z bólu w samym środku swoich występów, zostałam w końcu zdiagnozowana – napisała wtedy fanom.

– Problem z endometriozą jest taki, że lekarze często umniejszają kobiece doświadczenie. Przez całe  życie matka powtarzała mi: „W naszej rodzinie kobiety po prostu mają bardzo bolesne miesiączki”. Była przekonana, że jest to coś, z czym musi się mierzyć i z czym muszę mierzyć się i ja – wyjaśniła z kolei w talk-show „The Doctors”.

Autorka hitu „Bad at love” przyznała, że z tym problemem boryka się od wejścia w okres dojrzałości. Gdy zaczęła koncertować, jej dolegliwości jeszcze się nasiliły.

– Cały czas mdlałam. Jako przyczynę mylnie wskazywano chroniczne zmęczenie i nerwicę – mówiła w programie.

Gdy w końcu udało jej się trafić do ginekolożki, która prawidłowo rozpoznała przyczynę jej problemów zdrowotnych, diagnoza ta była dla niej zarówno ulgą, jak i przekleństwem. Dała gwieździe niezbity dowód na to, że jej dolegliwości są realne, nie wynikają z nadwrażliwości i że to wszystko nie dzieje się w jej głowie. – Ale uświadomienie sobie, że będę z tym żyć już zawsze, było naprawdę trudne – wyjawiła.

Młoda wokalistka w rozmowie z prowadzącymi talk-show „The Doctors” dodała, że endometrioza wpłynęła nie tylko na jej zdrowie reprodukcyjne, ale również psychiczne.

– [Choroba ta] sprawia, że czujesz się mniej kobietą. Są dni, gdy możesz tylko siedzieć w domu z okropnym samopoczuciem. Czujesz się chora, nieatrakcyjna, nie masz poczucia nadziei – przyznała, nawiązując do swoich doświadczeń.

CZYTAJ TEŻ: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Halsey nakręci film. Ma być jak „8 mila”

Dziś, gdy po wielu traumach wychodzi na prostą, chce spróbować swoich sił w nowej roli – w świecie filmu. Prawa do produkcji luźno inspirowanej biografią Halsey wykupiła już wytwórnia Sony Pictures.

Jak donosi portal Deadline, film ma nadać rozpędu karierze 23-latki – tak, jak niegdyś „8 mila” przyczyniła się do sukcesu rapera Eminema.

Przypomnijmy, że Halsey wydała dotąd dwa albumy: „Badlands” i „Hopeless Fountain Kingdom”. Oba znalazły się w zestawieniu 20 najgorętszych płyt w Wielkiej Brytanii i zostały pozytywnie przyjęte przez krytykę. Wokalistka ma na swoim koncie liczne nagrody (w tym Grammy). Angażuje się też w działalność społeczną – na rzecz praw społeczności LGBT, praw reprodukcyjnych kobiet i zwiększenia świadomości na temat chorób i zaburzeń zdrowia psychicznego.

Źródło: independent.co.uk, nme.com, pinknews.com, mtv.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków? Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Jest pani przypadkiem jeden na milion”. Endometrioza i farmakologiczna menopauza nie przekreśliły jej marzeń

endometrioza a ciąża
fot. unspash.com - Andrew Seaman

Karolina to prawdziwa wojowniczka. Chociaż cierpi na endometriozę, choroba nie przekreśliła jej największych pasji, czyli malowania i pisania. Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie- stała się dla Karoliny inspiracją. Poznaj historię naszej bohaterki i dowiedz się, w jaki sposób pomimo endometriozy i wprowadzenia w stan farmakologicznej menopauzy udało jej się naturalnie zajść w ciążę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W maju 2008 roku po wielu miesiącach kuracji hormonalnej okazało się, że mam dwie duże torbiele na obu jajnikach. Szybko trafiłam na stół. Kiedyś nie było takich problemów jak teraz, gdzie czytam, że dziewczyny czekają miesiącami na zabieg. Ja czekałam niespełna miesiąc.

W szpitalu usunięto mi obie torbiele. Podczas laparoskopii okazało się „przy okazji”, że ogniska endometrium mam rozsiane po całej jamie otrzewnej. Były w zatoce Douglasa i w miednicy mniejszej. Na obchodzie po zabiegu, dowiedziałam się, że udrożniono mi przy okazji jajowody, choć nie było o tym nawet najmniejszej wzmianki na wypisie.

Ordynator nie miał dla mnie dobrych wieści. Powiedział mi, że, tu cytuję: „u pani bez in vitro się nie obejdzie”. Pamiętam jego słowa doskonale, bo długo wbijały mi się jak szpilki w umysł i serce. Do domu wróciłam po kilku dniach.

Zobacz także: Z endometriozą w gabinecie. Prawdziwe historie pacjentek

Farmakologiczna menopauza pozostawała jedynym rozwiązaniem

Po dwóch tygodniach od zabiegu trafiłam do mojego ginekologa, który mnie uspokoił, mówiąc, że mimo iż moje jajniki to w konkursie piękności nie mogą startować, to je mam. Mam też macicę i drożne jajowody, więc prawie wszystko, co jest potrzebne do zajścia w ciążę.

Wiadomo, bez pierwiastka męskiego nic się nie da zrobić, dlatego mówię, że prawie wszystko. Po kolejnych dwóch tygodniach miałam jeszcze jedną kontrolę. Nim zdążyłam zejść z leżanki już miałam łzy w oczach.

Torbiele odrastały. Upłynął dopiero miesiąc od zabiegu, a już pojawiły się nowe. Nie były takie okazałe jak te, które mi operowano (6,5 i 5,8 cm) ale ewidentnie odrastały. Mój, widać było, że zmartwiony lekarz postanowił wprowadzić mnie w stan farmakologicznej menopauzy.

Jak to miało wyglądać? Tu też pozwolę sobie wpleść fragment mojej książki:

Miałam w aptece zakupić 3 zastrzyki. Każdy kosztował 500 zł i każdy miał sprawić, żebym z ginekologicznego punktu widzenia stała się babcią. Każdy zastrzyk miałam przyjmować co miesiąc. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy miałam zacząć, ale pamiętam doskonale, że jeździłam do pielęgniarki, bo sama nie umiałam się ukłuć. Wywoływało to we mnie bardzo nieprzyjemne uczucie. Trochę odrazy, trochę strachu, trochę – O matko! Ja tego nie zrobię!

Po pierwszym zastrzyku miałam nie mieć miesiączki. W końcu menopauza, to menopauza. Jak mocno się zdziwiłam, kiedy jednak się pojawiła. Skończyło się badaniem, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości.

Zobacz także: Ciąża po menopauzie jest niemożliwa? Jej przypadek temu przeczy!

Zaskoczeń ciąg dalszy

Tak się ponoć nie dzieje. Jak widać moja przysadka miała inne zdanie na temat odbywanej menopauzy niż było przewidziane. Przyjęłam to do wiadomości. Grunt, że torbieli nie było.

Dowiedziałam się za to, że po drugim zastrzyku, to już okresu na pewno mieć nie będę. Czyżby? Był. O czasie, co do dnia. Znów badanie i brak wyjaśnienia. Mi już było wszystko jedno. Byle ten szajs na moich jajnikach się nie pojawiał.

Niestety farmakologiczna menopauza wiązała się z całym hormonalnym bajzlem opisywanym wówczas przez moja mamę, która to akurat przechodziła ją naturalnie. Czyli raz było mi gorąco, za chwilę zimno. Płakałam bez powodu, po czym śmiałam się jak wariatka z głupot. Czułam się okropnie rozchwiana i miałam lęki. Czułam się słabo, albo jakby rozpierała mnie energia. Coś okropnego.

W końcu przyszła pora na trzeci i ostatni zastrzyk. Tu, uwaga! Uwaga! „Pani Karolino, po ostatnim zastrzyku proszę już spokojnie czekać na miesiączkę”.

Zobacz także: Dr Jan Olek odpowiada czytelniczkom, jak leczyć endometriozę. „Czasem można oszukać przeznaczenie”

Endometrioza a ciąża. Czy to w ogóle możliwe?

Torbieli nadal nie było. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy takowa miesiączka się nie pojawiła. Po kilku dniach od „terminu”, zadzwoniłam ponownie do lekarza. Ponownie trafiłam na kozetkę. I szok!

Jaki? Największy, jaki w życiu przeżyłam, wliczając wszystko co spotkało mnie do dnia dzisiejszego! Byłam w ciąży!!! Lekarz, naprawdę dobry lekarz, który swego czasu był ordynatorem ginekologii w szpitalu, którego praktyka lekarska grubo przekraczała 20 lat, był tak zdziwiony, że przez chwilę odebrało mu mowę. Dopiero po pewnym czasie, który wydawał się dla mnie przysłowiową wiecznością, wycedził:

Jest pani, jak jeden przypadek na milion.

Pamiętam, że się trzęsłam. Do dziś widzę, jak na monitorze USG pokazuje mi palcem pęcherzyk. Nie był on tam, gdzie powinien, ale był. Nie pytaj mnie gdzie był, nie pamiętam. Wiem tylko tyle, że nie był zagnieżdżony w macicy.

Badanie trwało długo. Za długo, jak na fale emocji, które mnie zalewały. Pytania wdzierały mi się go głowy jedno za drugim. Nic nie mówiłam. Tylko słuchałam. Słuchałam tego, co mówi lekarz i tego, co krzyczy moja głowa. Co z tego pozostało mi w pamięci?

„Ciąża?!!! Jak to możliwe?! Jeden na milion?! Ale jak to możliwe?! Przecież ja nie mogę mieć dzieci bez in vitro?! W sumie, jak to on mówił? Ma pani dwa jajniki, drożne jajowody i macicę, więc szansa jest…”

Tylko, że teraz jeszcze miałam tą całą menopauzę. O co tu chodzi? Czy jajeczko dotrze tam, gdzie jego miejsce? Co będzie, jeśli nie? Wtedy będzie trzeba usunąć?”

I jeszcze wiele, wiele innych pytań, które zalewały mój umysł prawdziwym tsunami. Odczuwane emocje były skrajne!

Zobacz także: Rola diety w terapii i profilaktyce endometriozy – wykład dietetyk Joanny Gizy

Niesamowite zakończenie niesamowitej historii

W tamtym okresie zmieniłam pracę na nową, gdzie po 3 miesiącach mnie zwolnili. Było o tej „akcji głośno w całym Trójmieście. Najpierw w dwa miesiące firma zatrudniła około pięćdziesięciu nowych pracowników, tylko po to, (to czysto moja złośliwa opinia) żeby po trzech kolejnych miesiącach zwolnić niemal setkę ludzi. Byłam wśród tych zwolnionych.

Szybko znalazłam inną pracę. Zostałam asystentką dyrektora w firmie zajmującej się ubezpieczeniami. Tylko, że po miesiącu dowiedziałam się, że mam być i asystentką i tą, co sprzedaje ubezpieczenia. Ja nie z tych, co potrafią sprzedawać. Ja potrafię malować, trochę projektować, dobrze piszę, ale sprzedawanie nie jest w żaden sposób wpisane w zestaw moich umiejętności.

Zwolniłam się za porozumieniem stron. Zdążyłam się zarejestrować w Urzędzie Pracy i dokładnie tydzień później usłyszałam te słowa: „jest pani w ciąży”.

Tak, teraz jak o tym piszę, wszystkie ówczesne emocje zalewają mnie na nowo: Strach! Panika!  Co będzie jeśli jajeczko powędruje do innego endometrium, niż to w macicy? Znowu zabieg? Jeśli można to tak nazwać! Co jeśli jednak zagnieździ się, gdzie powinno? Przecież nie mam pracy!

M. zarabia średnio, więc jak my się utrzymamy? Jeszcze moje studia! Jak ja je skończę? Mam wzięty kredyt, żeby je kontynuować, który spłacałam do tej pory regularnie. Niby nie jakiś strasznie wielki, bo było to około 450 zł miesięcznie, ale teraz nie mam przecież pensji!

Czy my w ogóle jesteśmy gotowi na rodzicielstwo? M. dopiero się do mnie wprowadził. Pamiętam, że jego mama trochę popłakiwała, bo dziecko z domu wyfrunęło. A teraz, dosłownie miesiąc później mamy jej przekazać kolejne „rewelacje”?

Szok! – To ja w końcu jednak mogę mieć dzieci?! Radość! – To ja naprawdę jednak mogę mieć dzieci?!!! Oczywiście jajeczko zawędrowało tam, gdzie powinno i w czerwcu 2009 roku zostałam mamą.


endometrioza a ciąża

fot. Karolina Staszak

Karolina jest mamą, malarką i aktywną pisarką. Jej najnowsza książka nosi tytuł Co teraz? Moja ukochana została matką!”. W planach ma również wydanie publikacji na temat swojej choroby: „Dziennik endometriozy. Nadzieja”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.