Przejdź do treści

Dofinansowanie in vitro w Pile – radni za

In vitro
Fot. Wikipedia Commons, autor: Ekem

Dofinansowanie in vitro w Pile stanie się faktem. W trakcie ostatniej sesji Rady Powiatu Pilskiego, radni zdecydowali o przystąpieniu do pracy nad projektem programu z dofinansowaniem samorządu. W ramach tego planu będzie również walka z niepłodnością metodą naprotechnologii. Program ma być gotowy za kilka miesięcy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dofinansowanie in vitro – petycja

Petycja w sprawie dofinansowania programu in vitro została złożona w maju tego roku przez grupę kobiet, a pod wnioskiem zebrano wówczas kilkaset podpisów. 31 sierpnia 2017 roku radni dali zielone światło projektowi i w jego ramach chętni z powiatu pilskiego będą mogli otrzymać dofinansowanie na zabiegi in vitro i leczenie z wykorzystaniem naprotechnologii. Metoda ta pozwala monitorować dni płodne kobiety i wykryć ewentualne wady powodujące niepłodność.

Podjęcie tej jakże ważnej uchwały daje nam realną możliwość współfinansowania w stosunkowo niedalekiej przyszłości zarówno zabiegów in vitro, jak i naprotechnologii, które pomagają osobom pragnącym mieć dzieci, spełnić swoje marzenie. Wolą rady powiatu jest zapewnienie wszechstronnej pomocy mieszkańcom powiatu, którzy zmagają się z problemem bezpłodności – informuje Eligiusz Komarowski, starosta pilski.

Jak podkreśla, program powiatowy ma zastąpić program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, który został zakończony w czerwcu ubiegłego roku

Przeciwko głosowali radni PiS

W głosowaniu wzięło udział 22 radnych. 17 z nich opowiedziało się za, od głosu wstrzymały się dwie osoby. Przeciwko projektowi głosowało trzech radnych Prawa i Sprawiedliwości – Stanowisko z przyczyn moralno-etycznych jest przeciwne, nie jest to program in vitro, jak zapewniał nas starosta. Jest to wyłącznie uchwała intencyjna – tłumaczy Janusz Kubiak, radny powiatowi PiS.

Powiat na wsparcie programu in vitro planuje przeznaczyć kilkanaście tysięcy złotych.

Zobacz także:

Sukces programu in vitro w Łodzi. Wyniki przekroczyły oczekiwania

Kolejne miasto dofinansuje leczenie niepłodności metodą in vitro. Zobacz, które…

In vitro w Poznaniu na ostatniej prostej. Wojewoda zaakceptował trzy kliniki

Źródło: asta24, pila.naszemiasto.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mieszkańcy Gdyni chcą dofinansowania in vitro

Gdynia chce dofinansowania in vitro
Pod projektem podpisało się 700 mieszkańców / fot. Pixabay

We wtorek w gdyńskiej radzie miasta złożono projekt uchwały o leczeniu niepłodności metodą in vitro. Podobną próbę podjęto już wcześniej, jednak w sierpniu decyzją radnych Samorządności i PiS obywatelski projekt finansowania zabiegów in vitro zdjęto z porządku obrad.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

2 października działaczom ponownie udało się zarejestrować projekt pt. „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – In vitro dla mieszkańców Gdyni w latach 2018-2020”.  Tym razem z wymaganymi poprawkami. Wcześniej radcy prawni rady miejskiej zwrócili uwagę na błędy formalne, przez które projekt odrzucono.

Teraz prezydent Gdyni Wojciech Szczurek jest zobowiązany wystąpić o opinię do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Od jej decyzji zależy przyszłość gdyńskiego programu.

Zobacz także: Problemy z gdańskim programem in vitro

Gdynia chce dofinansowania in vitro

Pod projektem zebrano 700 głosów, czyli o 200 więcej niż wymaganych pół tysiąca. Zbierali je przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, Inicjatywy Polskiej, Komitetu Obrony Demokracji i inicjatywy Kobiet w Czerni. Pomysł ten cieszy się dużą przychylnością mieszkańców. Na 10 mieszkańców, którzy zostali poproszeni o podpis pod projektem, siedem osób zrobiło to od razu – podkreśla przedstawiciel gdyńskiej Nowoczesnej, Paweł Filar.

Teraz urzędnicy weryfikują podpisy. Najbliższa sesja rady miasta przewidziana jest na 22 listopada.

Po decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości o przerwaniu rządowego programu leczenia niepłodności metodą in vitro, wiele miast zdecydowało się na sfinansowanie zabiegów z własnej kasy. Wśród tych miast jest np. Gdańsk, Częstochowa, czy Łódź.

Zobacz także:

In vitro – obawy pacjentów

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Wyborcza

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

In vitro
In vitro

Irytuje mnie, gdy słyszę wypowiedzi niektórych osób, które przekonują, że in vitro to nie jest  żadną terapią, bowiem nie rozwiązuje problemu jakim jest niepłodność. O dyskryminacji osób korzystających z in vitro w naprawdę mocnych słowach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przecież nie jest to jedyna procedura medyczna, która działa właśnie na takiej zasadzie, czyli osiąga efekt terapeutyczny, ale nie likwiduje pierwotnego problemu. Nie trzeba szukać daleko aby przytoczyć inne przykłady powszechnie uznawanych procedur medycznych, które działają dokładnie tak samo, jak in vitro.

Na przykład zastrzyki z insuliny stosowane w leczeniu cukrzycy nie wyleczą przecież trzustki, ale wyręczą ją w wypełnianiu zadań, a co za tym idzie efekt terapeutyczny zostanie osiągnięty. Podobnie proteza nogi nie sprawi, że utracona noga nagle odrośnie, ale umożliwi w miarę normalne funkcjonowanie i poprawi komfort życia. Jakoś nie słychać głosów, że należy zaprzestać stosowania protez czy insuliny gdyż są przeciwko naturze.  Uznawanie jedynie procedury in vitro jako jedynej będącej przeciw naturze jest niesprawiedliwe i krzywdzące.

In vitro: procedura medyczna lecząca niepłodność

In vitro to przecież nic innego jak jednak z procedur medycznych, której celem jest osiąganie efektu terapeutycznego głównie w stosunku do osób borykającą się z problemem niepłodności. A niepłodność jest oczywiście chorobą, która jak każda inna znalazła swoje miejsce w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Jako N97 oznaczona jest niepłodność kobiet a jako N46 mężczyzn. Dla odmiany cukrzyca insulinozależna to E11. Dlaczego zatem twierdzić, że leczenie jednej z chorób jest właściwe i zgodne z naturą i godnością człowieka, a innej już nie? Kto i dlaczego ma prawo podejmować takie decyzje?!

Czytaj też: Ostatnia szansa na vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia? 

In vitro: kto płaci za tę chorobę?

Moim zdaniem kluczowe jest, aby zacząć patrzeć na in vitro jako na metodę terapeutyczną, a  niepłodność zacząć postrzegać jak jedną z wielu chorób. Wystarczy już, że zapłodnienie in vitro nie jest refinansowane ze środków publicznych.

Przecież osoby borykające się z problemem niepłodności płacą normalne składki na NFZ, a jednak za leczenie swojej przypadłości muszą dodatkowo płacić ogromne pieniądze. Być może osoby takie wolałby aby NFZ przestał refundować operacje bariatryczne (odchudzające) a zaczął refundować kosztowne leczenie niepłodności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że problem niepłodności pomijając oczywistą konsekwencję niemożliwości posiadania potomstwa, wiąże się z szeregiem problemów natury psychicznej jak depresja oraz może utrudniać normalną egzystencje w społeczeństwie. Dokładnie tak, jak paraliż nóg utrudnia egzystencję w społeczeństwie osobie bez wózka inwalidzkiego. Nikt jednak nie krzyknie, że wózek inwalidzki jest wbrew naturze!

In vitro a protesty obrońców życia

O społecznej ignorancji dla problemu in vitro świadczą niewątpliwie protesty tak zwanych obrońców prawa do życia, którzy demonstrują z plakatami zamrożonych kilku miesięcznych płodów. Przecież zarodek jaki bierze udział w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wygląda diametralnie inaczej.

To tylko kilka komórek, z której może lecz nie musi niestety powstać nowe życie. Osoby leczące się w klinikach in vitro byłby wielokrotnie bardziej szczęśliwe, gdyby transferowane zarodki wyglądały tak jak na plakatach przeciwników in vitro bowiem zapewne szansa  na ciąże z takich zarodków byłaby zdecydowanie większa. Tak jednak nie jest, a podany zarodek wcale nie musi zagnieździć się w macicy przyszłej matki… Dokładnie jak przeszczep narządu może, ale nie musi się przyjąć…

Złote rady o adopcji zamiast in vitro

Fatalnym jest gdy osoby borykające się z problemem niepłodności słyszą od innych osób „złote rady” , że mogą adoptować sobie dziecko.  Szkoda tylko, że osoby dające takie rady same nie adoptują dziecka. Domy dziecka wtedy nie byłyby tak przepełnione, bowiem wiele jest osób dających takie wspaniałe rady. Przecież adopcja to bardzo skomplikowana sprawa, o wiele bardziej złożona w porównaniu z posiadaniem biologicznego dziecka. Po pierwsze nie każdy jest gotowy aby zdecydować się na adopcje. Po drugie dzieci adoptowane często mają różne problemy zdrowotne, a nie każdy jest gotów wziąć na wychowanie chore dziecko. Decyzja o ewentualnej adopcji jest sprawą indywidualną każdego człowieka, i na pewno nie należy dawać rad tego typu osobom mającym problemy z płodnością. Dokładnie tak samo jak obrońcy życia walczą o zakaz aborcji chorych płodów, ale jednak sami nie ustawiają się w kolejce, aby adoptować chore dzieci. Najłatwiej zawsze decyduje się za innych czy ocenia postępowanie innych osób…

Czytaj też: Adopcja a niepłodność

In vitro: dyskryminowane społecznie

Jak już wcześniej pisałem in vitro wiąże się z ogromnymi kosztami, a nie jest refundowane przez Państwo. W związku z powyższym nie każdego stać na taką droga terapię. Niektórzy decydują się spróbować zebrać środki w internecie w ramach finansowania społecznościowego, które tak doskonale sprawdza się w przypadku innych chorób. Niestety, przeważnie napotykają na ogromne niezrozumienie i wiele negatywnych uwag. Często słyszy się, że skoro nie stać ich na in vitro to jak ma być ich stać na utrzymanie dziecka i że w związku z tym nie powinni go mieć. Czy na pewno tak jest, że utrzymanie dziecka kosztuje 60 tys rocznie czyli 5 tysięcy miesięcznie? Skąd taka kwota? Tyle bowiem potrafią kosztować dwa cykle terapii in vitro połączone z zaawansowaną diagnostyką. Takie dwie terapie z powodzeniem można odbyć w ciągu jednego roku. Czy zatem na pewno porównanie kosztów terapii in vitro do utrzymania dziecka jest zasadne? Poza tym niezrozumiałym wydaje się być, że finansowanie społecznościowe sprawdza się do zbierania środków na chore dzieci, a nie sprawdza się gdy ktoś chce zebrać środki na to aby mieć zdrowe dziecko dzięki in vitro, a co za tym idzie nie musieć zbierać pieniędzy na jego leczenie.. Czy na pewno nie lepiej zapobiegać niż leczyć ? Nie ma też niestety żadnych fundacji które umożliwiłyby zbieranie 1% podatku na leczenie niepłodności. Dlaczego tak choroba jest tak bardzo dyskryminowana społecznie?

In vitro: nie tylko na niepłodność

Kończąc należy podkreślić, że in vitro nie jest tylko i wyłącznie dedykowane osobom borykającą się z problemem niepłodności rozumianej jako niemożliwość zajścia w ciążę. In vitro umożliwia badanie genetyczne już na etapie blastocysty umożliwia wczesne wykrycie chorób przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu można sprawić, że dziecko narodzone będzie pozbawione ciężkiej choroby a co za tym idzie cierpienia, bólu czy nawet  przedwczesnej śmierci. Przecież żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko cierpiało czy spędzało życie w szpitalu zamiast na placu zabaw. Dlaczego zatem nie miałby uchronić go od tego dzięki analizie genetycznej w stadium blastocysty? Obrońcy życia pewnie stwierdzą, że efektem takiej analizy jest to, że chore zarodki pozostają zamrożone w klinikach leczenia niepłodności co jest nieludzkie. Żaden problem, mogą przecież zgłosić się sami do takiej kliniki i adoptować taki zamrożony zarodek, a potem patrzyć jak cierpi po narodzeniu. Ale nie.. przecież osoby podnoszące takie argumenty mają przeważnie swoje cudowne bezproblemowe życie i gromadkę zdrowych dzieci. Dzięki temu mają czas aby oceniać pod względem moralno-etycznym postępowania innych…  Przecież gdyby siedzieli 24 godziny na dobę w szpitalu z chorym dzieckiem nawet przez głowę by im nie przyszło, że mogą stanąć na ulicy z absurdalnym transparentem pokazującym zamrożone kilkumiesięczne dzieci… Ale zdecydowanie prościej ocenia się innych, gdy samemu nie ma się pojęcia o tym co to znaczy mieć chore dziecko czy wyprawić swojemu dzieciątku pogrzeb zamiast imprezę na pierwsze urodziny…

In vitro pozwala uniknąć cierpienia zarówno dziecka jak i rodzica, cierpienia zarówno psychicznego oraz fizycznego i tak należy na nie patrzyć. Nie można też zastąpić go naprotechnologią, bowiem problemy które może rozwiązać zapłodnienie pozaustrojowe są zupełnie innego kalibru, niż te na które może pomóc obserwacja ciała kobiety….

Mam nadzieję, że społeczne postrzeganie in vitro w końcu się zmieni a osoby skazane na tą terapię dostaną należne społeczne wsparcie a nie potępienie..

Autor: Kacper K. bloger, który pisze o staraniach właśnie z in vitro z PGD po stracie dwóch córek http://facet-o-invitro.pl/

POLECAMY:

Rokowania w leczeniu niepłodności – najnowsze badania ESHRE

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

PO i Nowoczesna chcą dofinansowania in vitro w Kaliszu

dofinansowanie in vitro w Kaliszu
Miasto chce przeznaczyć na dofinansowanie in vitro 35 tys. zł rocznie / fot. Pixabay

Radni Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej z Kalisza przygotowali projekt uchwały dotyczący dofinansowania leczenia niepłodności metodą in vitro. W poniedziałek radny Dariusz Grodziński oficjalnie złożył dokument w kancelarii miasta.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według założenia kaliski program ma potrwać do 2017 do 2019 roku. Dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł obejmowałoby maksymalnie trzy próby. Miasto chce rocznie przeznaczyć na ten cel 35 tys. zł.

Dofinansowanie in vitro w Kaliszu

Autorem programu jest prof. dr hab. n.med. Wiesław Szymański z Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy i członkowie Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Według szacunków w Kaliszu problem niepłodności może dotyczyć nawet 3,5 tys. par. Rocznie w tym mieście do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego kwalifikuje się 70 z nich.

Zobacz także: Ile kosztuje in vitro w Polsce?

Prezydent przeciwny inicjatywie

Prezydent Kalisza Grzegorz Sapiński jest jednak przeciwny finansowaniu in vitro z kasy miasta. Jego zdaniem finansowanie powinno się odbywać na poziomie rządu, a nie samorządów.

O tym, czy w Kaliszu będzie refundacja zdecydują jednak radni. Przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Plichta ma teraz trzy miesiące na skierowanie projektu pod obrady.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Centrum, Fakty Kaliskie, Nasze Miasto Kalisz

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Medycyna prokreacyjna zapobiega, diagnozuje, leczy i pomaga spełniać marzenia

dr Katarzyna Kozioł, Medycyna prokreacyjna

Współczesny świat coraz silniej konfrontuje nas z problemami związanymi z płodnością. Dlatego tak ważne jest, by wszyscy zainteresowani medycyną prokreacyjną mieli rzetelne wsparcie oraz przestrzeń do dzielenia się doświadczeniem. Między innymi takie właśnie funkcje spełnia Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

PTMRiE powstało w 2008 roku, stając się organizacją interdyscyplinarną, ponieważ medycyna prokreacyjna, zwana inaczej medycyną rozrodu, budzi zainteresowanie specjalistów z różnych dziedzin. Niepłodność to problem bardzo złożony i dlatego tak istotna jest wymiana umiejętności, szerzenie oraz doskonalenie wiedzy lekarskiej, czego wynikiem jest rozwój nauki w Polsce oraz podnoszenie poziomu medycznej opieki nad pacjentem.

Katarzyna Kozioł – ginekolog położnik, starszy embriolog kliniczny ESHRE i PTMRiE, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii 

PTMRiE istnieje już niemal 10 lat. Czy zmieniła się w tym czasie wizja medycyny prokreacyjnej w Polsce? 

Dr Katarzyna Kozioł: Przez ostatnich 10 lat zmieniła się medycyna rozrodu na całym świecie, więc również i w naszym kraju. Jakość leczenia oferowana przez polskie ośrodki nie odbiega od standardów światowych. Ewentualne bariery wynikają z braku publicznego finansowania leczenia oraz z przepisów prawa, które narzuciły pewne ograniczenia w stosowaniu niektórych procedur leczenia dostępnych w innych krajach. Coraz nowocześniejsza staje się aparatura, leki, systemy nadzorowania procedur leczenia, a przede wszystkim rozwija się wiedza. Co ważne, dzieci urodzonych po zapłodnieniu pozaustrojowym mamy na świecie już ok. 7 milionów. Część z nich ma już własne dzieci, więc jest to ogromny materiał badawczy. To wszystko powoduje, że leczymy i będziemy leczyć coraz skuteczniej.

Czy pojawiły się w tym czasie nowe problemy? A może medycyna rozrodu odnosi w naszym kraju same sukcesy?

Jednym z najważniejszych osiągnięć ostatnich lat jest uchwalenie w 2015 roku ustawy o leczeniu niepłodności. Po wielu latach braku regulacji prawnych nastąpiło zalegalizowanie wszystkich uznanych na świecie metod leczenia niepłodności z zabiegami in vitro włącznie.

Kolejnym milowy krokiem było finansowanie leczenia w ramach ministerialnego programu w latach 2013–2016, dzięki któremu urodziło się już 7 947 dzieci, a kolejne przyjdą jeszcze na świat z zarodków, które są przechowywane w klinikach. Niestety, program się zakończył. Poza lokalnymi programami finansowania pacjenci pozostawieni są sami sobie i zdani wyłącznie na usługi komercyjne.

Jednak problem niepłodności narasta. Należy więc zaufać specjalistom, w których to ręce się oddajemy. Czy obserwuje Pani wzrost, czy może spadek owego zaufania? 

Narastający problem niepłodności wynika z warunków, w jakich żyjemy, zanieczyszczenia środowiska, sztucznych dodatków do żywności, ale też zmian społecznych, m.in. coraz później podejmowanej decyzji o rodzicielstwie. Zmienia się także struktura społeczna, a wraz z tym oczekiwania pacjentów wobec lekarzy wszystkich specjalności, w tym również specjalistów leczenia niepłodności. Pacjenci z jednej strony chcieliby mieć pełne zaufanie do lekarzy, z drugiej zaś trudno im zrezygnować z kontroli procesów leczenia. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o te relacje, jesteśmy w okresie przejściowym wzajemnego dopasowywania się. Pacjent ma prawo oczekiwać wiedzy i jasnych komunikatów ze strony lekarza, ma prawo do pełnej informacji na temat swojego zdrowia i najskuteczniejszych w jego przypadku metod leczenia. Jest jednocześnie zobowiązany do przestrzegania zaleceń specjalisty, przede wszystkich w kwestii przyjmowania leków, ale też innych wskazówek dotyczących np. stylu życia, używek, wagi. Pacjent jest współodpowiedzialny za proces leczenia.

Co istotne, pacjenci są bardzo często dobrze wyedukowani medycznie. Ich wiedza niejednokrotnie zaskakuje i czyni równoprawnymi partnerami w dyskusji o problemie medycznym. To powoduje, że lekarz musi mieć nie tylko aktualną wiedzę, ale powinien również umieć uzasadniać swoje decyzje, aby uzyskać pełną akceptację proponowanego sposobu postępowania.

W tak rozumianej relacji zaufanie pacjentów do lekarzy rośnie. Często jest dodatkowo wzmocnione szczególną więzią, która łączy lekarzy i pacjentów w walce o wspólny cel. Wszak każde urodzone dziecko to spełnienie marzeń pacjentów, ale też wspólny sukces i wspólna radość.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.