Przejdź do treści

Dofinansowanie in vitro w Grudziądzu – radni przyjęli program

Dofinansowanie in vitro w Grudziądzu
fot. Pixabay

Dofinansowanie in vitro w Grudziądzu stanie się faktem. W środę radni przyjęli program finansowania zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego z budżetu miasta.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To już drugie podejście do refundacji w Grudziądzu. Obywatelski projekt uchwały finansowania in vitro w tym mieście przygotowali jako pierwsi działacze Nowoczesnej.

Pod projektem zebrali wówczas 400 podpisów, jednak w styczniu ubiegłego roku przewodniczący rady miejskiej odrzucił projekt z przyczyn formalnych.

Zobacz także: Jest szansa na dofinansowanie in vitro w Grudziądzu. Projekt trafi pod obrady

Dofinansowanie in vitro w Grudziądzu

Niedawno temat powrócił jako wspólna inicjatywa Nowoczesnej, KOD-u, Forum Kobiet oraz SLD. Obywatelski projekt uchwały przegłosowano większością głosów (13 za, 6 przeciw).

Przeciwni byli radni PiS. Ważność uchwały musi jeszcze stwierdzić wojewoda. Dokument uzyskał pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Bydgoszcz.tvp.pl, Gazeta Pomorska, Polskie Radio Pik

 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

Smartfon w męskiej dłoni, na nim: logowanie na Twittera. /Ilustracja do tekstu: Ksiądz przestrzega przed Jackiem Jaśkowiakiem
Fot.: freestocks.org/Unsplash.com

Rzymskokatolicki ksiądz przestrzegł na Twitterze przed popieraniem poznańskiego prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Napomniał mieszkańców, że jeśli Poznań nie zejdzie z obranej drogi, czeka go to samo, co… Sodomę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wpis księdza Daniela Wachowiaka pojawił się na Twitterze w poniedziałek. Czytamy w nim:

„Katolikom z Poznania uważającym się za wierzących, a chcącym głosować na tego człowieka [prezydenta Jaśkowiaka – przyp. red.] nie może być to obojętne. Poznaniu, Poznaniu… bo gorzej na sądzie Bożym będzie z tobą niż z Sodomą”.

Postowi towarzyszył link do artykułu zamieszczonego na stronie Radia Maryja. Przedstawiono w nim pomysł prezydenta, by otworzyć w Poznaniu całodobowy gabinet ginekologiczny, w którym możliwe byłoby bezpłatne uzyskanie m.in. recepty na antykoncepcję (w tym awaryjną) oraz porady dotyczącej procedury in vitro. W ten sposób Jacek Jaśkowiak, który w nadchodzącym wyborach samorządowych ponownie zawalczy o fotel prezydenta, sprzeciwił się przedkładaniu światopoglądu lekarzy nad dobro pacjentek.

„Poznaniankom, które z niego [gabinetu – przyp. red.] skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy” – napisał prezydent Poznania na Facebooku.

ZOBACZ TEŻ: Radny PO: Poznań podąża za Europą, dlatego popiera in vitro

Ksiądz kontra lud. „Czemu tylko in vitro uważa się za zastępowanie Boga?”

Wpis ks. Daniela Wachowiaka, w którym piętnował on działania Jacka Jaśkowiaka, wzbudził wiele emocji. Choć udostępniło go 119 osób, a polubiło 361, jego treść nie wszystkim się spodobała.

„Jest pan ostatnią osobą, która może pouczać o moralności. Sodomą jest cała instytucja Kościoła, od Watykanu po najmniejszą parafię… Od ponad dwóch tysięcy lat staczacie się w otchłań obłudy i hipokryzji!” – zaznaczyła jedna z użytkowniczek Twittera.

Inny komentujący zapytał o kontrowersje związane z procedurą in vitro.

„Czemu jako zastępowanie Boga uważa się tylko in vitro? Co z pozostałą medycyną? Chirurgia nie jest takim zastępowaniem? Przeszczepy? Przyjmowanie leków? To wszystko jest nienaturalne” – napisał. „Proszę powiedzieć rodzicom, dziadkom, wujkom i ciociom tych dzieci, że zostały poczęte w wyniku sodomii, panie Wachowiak”  – dodała kolejna użytkowniczka.

Nie brakowało jednak i głosów popierających stanowisko ks. Wachowiaka.

„Brawo dla księdza. Księża powinni wychodzić do ludzi – tym się różnią od zakonników. Potrzeba nam aktywnych księży mówiących, dlaczego jakiś kandydat to osoba, na którą katolik głosować nie może”  – czytamy pod wpisem.

ZOBACZ TEŻ: Poznań: pierwsze dzieci z programu in vitro są już na świecie. I to z ciąży mnogiej!

Jacek Jaśkowiak: „Polecam czytać Pismo Święte ze zrozumieniem”

Po lawinie komentarzy i zainteresowaniu mediów ks. Wachowiak postanowił wydać oświadczenie, w którym szerzej przedstawił swój punkt widzenia.

„Katolicka Nauka Społeczna precyzuje, że chrześcijanin w swych wyborach powinien kierować się tym, czy jego kandydat reprezentuje naukę sprzeczną czy zgodną z Ewangelią” – wyjaśniał duchowny w wystosowanym komunikacie.

W dalszej części swojego stanowiska przytoczył fragment oświadczenia Zarządu Krajowego Instytutu Akcji Katolickiej:

„Głosując na kandydata reprezentującego inne wartości, a tym bardziej stojące w sprzeczności z chrześcijańskim systemem wartości, człowiek wierzący wchodziłby w konflikt z właściwie uformowanym sumieniem i zaprzeczałby w pewnym stopniu tożsamości swojej wiary”.

A jak do kontrowersyjnego wpisu odniósł się sam Jacek Jaśkowiak? Przypomniał księdzu cytat z Pisma Świętego: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”.

– Jeśli go nie zna, to polecam Ewangelię wg św. Mateusza. Warto poczytać Pismo Święte ze zrozumieniem –  powiedział prezydent Poznania w rozmowie z Onet.pl.

POLECAMY TEŻ: Trudna rozmowa z Bogiem. O in vitro przy konfesjonale

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Prawniczka: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu

Noworodek w otulaczu /Ilustracja do tekstu: Kamila Ferenc: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu
Fot.: Tim Bish/Unsplash.com

– To znamienne, że manipulacje i nienaukowe rozbudzanie strachu dominują w dyskusji nad in vitro, a nie np. rozważania, czy nas na to stać – uważa Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz współzałożycielka kancelarii społecznie zaangażowanej „Prawo do Prawa”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W artykule opublikowanym na portalu wyborcza.pl prawniczka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny zwróciła uwagę, ze w ostatnim czasie można zaobserwować istotną zmianę retoryki w kwestiach, które dotyczą prywatnych wyborów obywateli.

– Przeciwnicy wyboru mniej ujawniają obiekcje światopoglądowe, a częściej próbują je przykryć argumentami o charakterze medycznym czy naukowym – zaznaczyła Kamila Ferenc.

ZOBACZ TEŻ: Nie będzie in vitro dla Krakowa. Franczyk: to selekcja zarodków i nazistowskie praktyki

Dyskusja o in vitro, czyli pozorna merytoryczność

Aktywistka dodała, że podobną tendencję zauważyła już przed dwoma laty socjolożka Elżbieta Korolczuk, prowadząc badania nad dyskursem społecznym dotyczącym aborcji.

 – Środowiska anti-choice przejęły „język prawno-człowieczy”, a uzasadnienia moralne zostały zastąpione jedynie pozornie merytorycznymi. Pozornie, bo pobrzmiewa to choćby w wypowiedziach na temat in vitro opartych na nieprawdziwych lub niesprawdzonych informacjach i niemających oparcia w badaniach naukowych. Na gruncie polskich regulacji zarodki nie są niszczone, ale zamrażane, a sam proces mrożenia nie ma wpływu na ich jakość czy dobrostan. Selekcja nie ma charakteru arbitralnej decyzji, który zarodek jest silniejszy lub atrakcyjniejszy. Do dawstwa przeznacza się natomiast te, które zdołały przetrwać pierwsze fazy podziału i dojrzeć – podkreśliła Kamila Ferenc w artykule opublikowanym na portalu wyborcza.pl.

Prawniczka zauważyła, że również w przypadku poczęcia drogą naturalną nie wszystkie zapłodnione komórki mają potencjał do zagnieżdżenia się w macicy i zapoczątkowania ciąży. Zgodnie z danymi przedstawionymi przez „British Medical Journal”, na dziesięć zapłodnień rodzi się zaledwie 3-4 dzieci.

To znamienne, że manipulacje i nienaukowe rozbudzanie strachu dominują w dyskusji nad in vitro, a nie np. rozważania, czy nas na to stać – zauważyła Kamila Ferenc.

CZYTAJ TEŻ: Patryk Jaki chce wesprzeć in vitro. Odważna deklaracja czy polityczna gra?

PiS zaciąga hamulec

Kamila Ferenc przypomniała też ubiegłotygodniowe obrady rady miasta Krakowa, podczas których odrzucono projekt dofinansowania in vitro ze środków samorządowych. Zwróciła uwagę, że to kolejna sytuacja, gdy prawicowi politycy zdecydowali się nie wspierać par zmagających się z niepłodnością.

– PiS stanowi hamulec w podejmowaniu decyzji o refundacji in vitro na szczeblu lokalnym. Nie jest to jednak regułą. Już teraz proces jest dofinansowany z budżetów takich miast, jak Warszawa, Bydgoszcz, Poznań, Gdańsk, Częstochowa, Sosnowiec i Łódź.

Współzałożycielka kancelarii Prawo do Prawa odwołała się także do danych, które przed trzema laty pojawiły się w opracowaniu przygotowanym przez Biuro Analiz i Dokumentacji Senatu. Zgodnie z nimi, koszt procedury in vitro w większości państw europejskich pokrywany jest z pieniędzy publicznych.

Pełny tekst Kamili Ferenc można przeczytać na wyborcza.pl/osiemdziewiec.

POLECAMY TEŻ: Kamila Ferenc: Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

W sądzie za drastyczne billboardy. Organizatorka twierdzi, że była „motywowana głęboko moralnie”

Billboard pro-life o in vitro/ Ilustracja do tekstu: Drastyczne billboardy będą karane?
Jeden z billboardów "Pro - Prawo do życia"

Sprawa skandalicznych billboardów przeciwko in vitro i aborcji, które wywiesiła przed jednym z kieleckich kościołów Fundacja „Pro – Prawo do życia”, znalazła swój finał w sądzie. – Organizując wystawę, uważałam, że chroni mnie wolność słowa i wypowiedzi – zeznała Ewa K., przedstawicielka organizacji.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Plakaty, na których znalazły się m.in. zakrwawione płody zestawione z Adolfem Hitlerem oraz hasła sugerujące, że dzieci z in vitro „mrozi się w beczkach”, „porzuca chore” i „zabija te, u których wykryto wady”, pojawiła się pod koniec ub. r. na terenie parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w centrum Kielc.

Kontrowersyjna wystawa oburzyła wielu mieszkańców miasta. Zgłoszenie na policję w tej sprawie złożył restaurator Maksymilian Materna, ta zaś skierowała do sądu wniosek o ukaranie organizatorki ekspozycji, Ewy K. z Fundacji „Pro – Prawo do życia”. Oskarżycielką posiłkową została Małgorzata Marenin, lokalna działaczka feministyczna, która podkreślała, że drastyczne billboardy budzą „oburzenie, niesmak i obrzydzenie”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Skandal z bilbordem o in vitro – sprawę bada policja. Uwaga drastyczne zdjęcia!

Drastyczne billboardy pro-life miały „ochronić dzieci poczęte”

Do tych zarzutów oskarżona Ewa K. musiała odnieść się podczas rozprawy, która odbyła się 28 maja br. w sądzie rejonowym w Kielcach. Zapowiedziała jednak, że w trakcie procesu będzie odpowiadała wyłącznie na pytania obrońcy.

– Organizując wystawę, uważałam, że chroni mnie wolność słowa i wypowiedzi. Jestem motywowana głęboko moralnie – mówiła przed sądem. – Chciałabym ochronić dzieci poczęte i te kobiety, które stoją na granicy przerwania ciąży, ponieważ wiele z nich po dokonaniu aborcji wpada w rozpacz. Bardzo tego żałują – przekonywała.

Gdy sąd zapytał, czy Fundacja „Pro – Prawo do życia” podejmuje inne działania na rzecz kobiet i dzieci, Ewa K. powiedziała, że działacze organizacji… zbierali podpisy za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej oraz dzwonili do posłów z pytaniem, jak zamierzają głosować w tej sprawie. Z wyjaśnień składanych przez oskarżoną wynikało, że treść wystawy była konsultowana z proboszczem kościoła.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kościół walczy z in vitro, ale katolicy je popierają

Skandaliczne treści mógł zobaczyć każdy. „Nigdy nie spotkałem się z tak drastycznymi zdjęciami w przestrzeni publicznej”

Świadkowie wskazywali, że billboardy były wystawione na widok publiczny i każdy – nawet wbrew swojej woli – mógł je zobaczyć z ulicy. Obrońca Ewy K., powołując się na dyrektywę unijną i przykłady zdjęć na paczkach papierosów, odpowiedział, że w przestrzeni publicznej nie brakuje innych drastycznych treści.

Marenin wskazała wówczas, że zgodnie z przepisami, „dostęp do papierosów mają osoby pełnoletnie, a na teren kościoła może wejść każdy”. Dodała też, że na papierosach nie widzi „krwi czy cierpień, tylko zaniedbania zdrowotne”.

W podobnym tonie na rozprawie wypowiadał się Maksymilian Materna, który przyznał, że nigdy wcześniej nie spotkał się z tak drastycznymi treściami w przestrzeni publicznej. Również przedstawicielka policji, która przyjechała na miejsce zgłoszenia, mówiła że zdjęcia, które tam zobaczyła, były „dość drastyczne”.

Ponieważ Ewa K. nie chciała odpowiadać na pytania oskarżycieli, na wniosek Małgorzaty Marenin powołany ma zostać kolejny świadek: proboszcz parafii pw. św. Franciszka z Asyżu.

Źródło: Gazeta Wyborcza

POLECAMY RÓWNIEŻ: Adopcja płodu przez telefon? Aplikacja „Adoptuj Życie” nowością w kręgach pro-life

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Kontrowersyjna „akcja społeczna”. Kto stoi za obroną prof. Chazana?

Kontrowersyjna "akcja społeczna" w obronie prof. Chazana na akcjespoleczne.pl

Apel o utrzymanie prof. Bogdana Chazana – jako „wybitnego specjalisty” – na stanowisku świętokrzyskiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa pojawił się przed miesiącem na stronie akcjespoleczne.pl. Choć adres serwisu może sugerować, że jest to akcja zainicjowana przez pacjentów, w rzeczywistości stoi za nią organizacja odpowiedzialna za drastyczne billboardy przeciwko aborcji oraz in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak czytamy na stronie akcjespoleczne.pl, petycja w sprawie prof. Chazana została stworzona w odpowiedzi na krytykę lekarza wyrażaną przez „skrajną lewicę”. Złożenie podpisu pod apelem ma dać wojewodzie świętokrzyskiej sygnał, że pacjenci chcą, by profesor pozostał na swoim stanowisku. Niżej widnieje informacja, że serwis, na którym znajduje się apel, zajmuje się organizacją ważnych przedsięwzięć o charakterze społecznym, „które zmieniają rzeczywistość”. Poparcie działań to zaś oddanie głosu „tym, którzy nie mogą bronić się sami”.

ZOBACZ TEŻ: Kontrowersyjne stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej ws. aborcji terapeutycznej. Co oznacza dla pacjentek?

„Prawo do życia”, ale dla kogo?

Choć strona główna, która bezpośrednio kieruje do zbiórki podpisów, kojarzy się z popularnymi serwisami umożliwiającymi tworzenie petycji obywatelskich, w rzeczywistości za obroną prof. Chazana stoją nie pacjenci, ale Fundacja „Pro – Prawo do życia”. Ta sama, która ma na swoim koncie dziesiątki  wystaw prezentujących zakrwawione płody (również na terenie szpitali) oraz sugeruje, że dzieci z in vitro „porzuca się chore” i „mrozi w beczkach”.

W komunikacie umieszczonym na akcjespoleczne.pl Fundacja wskazuje jednak, że jej celem jest walka „o poszanowanie godności niepełnosprawnych”, co ma wynikać z wiary, że „każdy człowiek ma prawo do szczęścia, bezpieczeństwa i poszanowania jego godności”.

„Coraz częściej słyszymy w przestrzeni publicznej wypowiedzi, w których odmawia się osobom niepełnosprawnym ich podstawowych praw i dyskryminuje się ich z powodu choroby. Środowiska, które podnoszą tego typu głosy, są coraz bardziej aktywne. Jednocześnie podejmuje się również działania o charakterze politycznym i prawnym, których celem jest ograniczenie praw osób niepełnosprawnych” – piszą przedstawiciele Fundacji „Pro – Prawo do życia” [zachowano oryginalną pisownię – przyp. red.].

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Protest opiekunów osób niepełnosprawnych trwa. Gdzie jesteśmy w nim my, współobywatele?

Aktywne działania, ale nie na rzecz osób z niepełnosprawnością

Problem w tym, że działania Fundacji na rzecz osób z niepełnosprawnością zdają się ograniczać do piętnowania aborcji – również w trzech dopuszczalnych prawem przypadkach – oraz lobbowania na rzecz zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Niestety, Fundacja „Pro – Prawo do życia” równie aktywnie nie działała w czasie wielotygodniowego protestu opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie. Zamiast wsparcia postulatów zgłaszanych przez protestujących, Fundacja zabiegała o „przebudzenie ludzkich sumień”, organizując w wielu miastach Polski pikiety różańcowe w obronie „życia poczętego” i kolejne drastyczne wystawy. Złożyła też zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa pomocnictwa w aborcji. Wniosek w tej sprawie skierowano przeciwko moderatorkom forum Kobiety w sieci.

POLECAMY: Prawniczka: dyskusja o in vitro opiera się na rozbudzaniu strachu

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.