Przejdź do treści

Co dobrego zrobił Nasz Bocian i dlaczego warto mu przekazać swój 1% podatku

nasz bocian %

Zbliża się rozliczenie roczne podatku. Każdy z nas 1% swojego podatku, zamiast oddawać do Skarbu Państwa, może przeznaczyć na cele, które są bliskie jego sercu. Od kilkunastu lat codzienne wsparcie dla osób starających się o dziecko zapewnia Stowarzyszenie Nasz Bocian. Z jego Prezeską – Martą Górną rozmawiamy o tym, na co są wykorzystywane zdobywane w ten sposób środki.

Co roku, jako OPP zbieracie 1% – na co go przeznaczacie?

1% to najważniejsze źródło finansowania naszych działań. Zebrane fundusze przeznaczamy na działalność statutową – przede wszystkim na organizację kampanii społecznych oraz na utrzymanie forum i portalu nasz-bocian.pp

Z jakich akcji jesteście najbardziej dumni w 2016 roku?

Zeszły rok był wyjątkowo intensywny. Najpierw przyszło nam się zmierzyć z zamknięciem programu finansowania zabiegów in vitro, następnie walczyć z irracjonalnym projektem nowelizacji ustawy o leczeniu niepłodności. Co udało nam się zrobić?

Zorganizowaliśmy pierwszy w Polsce Tydzień Świadomości Niepłodności, byliśmy inicjatorami bardzo wymownego marszu „pustych wózków”, przygotowaliśmy ogólnopolską kampanię społeczną „1na5”, pokazującą skalę problemu, jakim jest niepłodność.

Napisaliśmy również kilkadziesiąt programów zdrowotnych, dzięki którym samorządy będą mogły wspierać swoich mieszkańców w walce o wymarzone dziecko, poprzez dofinansowanie leczenia metodą in-vitro. Ku naszej ogromnej radości kilka z tych programów już funkcjonuje, stanowiąc ogromne, realne wsparcie dla pacjentów.

Co budzi obecnie Wasz, jako jedynej organizacji pacjenckiej wspierającej osoby niepłodne, największy niepokój?

Pierwszą rzeczą jest brak finansowania leczenia. Mówimy o chorobie, która dotyka co piątą parę w Polsce. W sumie niemal 1,5 mln ludzi, do których państwo odwraca się plecami. To ogromnie nieuczciwe i zupełnie niezrozumiałe.

Odczuwamy również duży niepokój związany z ewentualnymi, kolejnymi próbami manipulowania przy ustawie regulującej kwestie leczenia niepłodności. Poprzednie próby jej zmiany były tak naprawdę zamachem na procedurzę in vitro – planowane zmiany obniżyłyby skuteczność leczenia tą metodą tak bardzo, że zabieg przestałby być wykonywany (ogromne koszty finansowe przy minimalnej skuteczności).

Jakie działania propacjenckie podejmujecie obecnie i na co przeznaczycie 1% w roku 2017.

Z początkiem roku wydaliśmy kolejny, trzeci już kalendarz „Naszego Bociana” [którego magazyn Chcemy Być Rodzicami był patronem i można go było wygrać w konkursie na naszym IG – przyp. red]. Tegoroczna edycja pokazała, że niepłodność dotyka nie tylko przyszłych rodziców, ale również dziadków, wujków, przyjaciół rodziny. To 13 przepięknych kadrów pokazujących wyjątkową miłość i niesamowitą siłę rodziny.

Aktualnie przygotowujemy się do szóstej edycji kampanii „Tata. Najważniejsze słowo dla mężczyzny” oraz do drugiego Tygodnia Świadomości Niepłodności, który w tym roku – podobnie jak w innych krajach europejskich – odbędzie się w listopadzie.

Ogromną energię pochłaniają również kolejne, przygotowywane przez nas samorządowe programy dofinansowania leczenia metodą in vitro.

Aktywizujemy się również  w zakresie rodzicielstwa adopcyjnego i zastępczego. Obecnie wraz z innymi organizacjami i Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej współtworzymy standardy adopcyjne.

Czy wraz z problemami wokół niepłodności (brak refundacji, finansowanie naprotechnologii) wspiera Was finansowo więcej osób? 

Tak, rzeczywiście tak jest. I chyba powinno nas to cieszyć, bo im trudniejsza jest sytuacja pacjentów, tym więcej pracy dla organizacji pacjenckiej takiej jak „Nasz Bocian”. A przecież wszystko co robimy wymaga konkretnych nakładów finansowych. Kiedy dzieje się dobrze pracy jest znacznie mniej.

Swoją drogą… kiedy już dopniemy swego, doczekamy się finansowanego, kompleksowego leczenia a prawa pacjentów staną się nienaruszalne przyjdzie nam – jak przystało na prawdziwego bociana – odlecieć do ciepłych krajów na zasłużony urlop 🙂

Jak oprócz 1% można wesprzeć Wasze Stowarzyszenie?

Można przekazać nam darowiznę bezpośrednio na nasze konto lub przez platformę Siepomaga.pl

Można również – zupełnie bezkosztowo – wesprzeć nasze działania robiąc zakupy w ulubionym sklepie internetowym poprzez platformę faniMani.pl

Wreszcie – można dołączyć do stowarzyszenia, zostać jego członkiem lub wolontariuszem. Każda głowa i para rąk są na wagę złota 🙂

nr konta dla darowizn: Bank PKO BP SA IX o/Warszawa
42 1020 1097 0000 7002 0088 0286
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
Koniecznie z dopiskiem: NA CELE STOWARZYSZENIA
siepomaga: https://www.siepomaga.pl/organizacje/nasz-bocian/koszyk/dodaj

faniMani: https://fanimani.pl/stowarzyszenie-na-rzecz-leczenia-nieplodnosci-i-wspierania-adopcji-nasz-bocian/

nasz bocian

INSTRUKCJA

Jak przekazać 1% podatku?

Sama procedura przekazania 1% podatku jest wyjątkowo prosta – podatnik nie musi sam dokonywać wpłaty na rachunek wybranej OPP. Wystarczy, że w składanym zeznaniu rocznym wskaże po prostu organizację, którą chce wesprzeć, a 1% podatku przekazuje naczelnik urzędu skarbowego. Co ważne, ma na to 3 miesiące, na przekazane przez Was pieniądze Stowarzyszenie będzie musiało poczekać.

To oznacza, że przekazując 1% z własnego PIT, podatnik nie traci ani złotówki – rozdysponowuje jedynie kwotę, którą i tak musiałby przekazać na rzecz Skarbu Państwa.

Warto dodać, że w zeznaniu podatkowym nie trzeba wpisywać nazwy organizacji, której chcemy oddać swój 1%. Należy tylko wpisać w konkretnej rubryce numer KRS oraz kwotę, jaką przekazujemy danej fundacji. Wypełniając PIT-37 będzie to pole numer 124 i 125.

Każda Organizacja Pożytku Publicznego jest zobowiązana do składania sprawozdania ze swojej działalności, dlatego Twoje pieniądze nie pójdą na marne – zostaną dokładnie sprawdzone czy zostały przekazane na cele statutowe.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

jak rozmawiać z dzieckiem

Chłopiec nie chce iść z mamą za rękę. Co chwila się wyrywa. Mama z dzieckiem idą chodnikiem obok ruchliwej ulicy. Matka jest coraz bardziej zniecierpliwiona, próbuje opanować dziecko, tłumaczy, ale niewiele to daje. Chłopiec nadal nie słucha. Matka więc, widząc po drugiej stronie ulicy policjanta mówi do syna, że jeśli ten się nie uspokoi, policjant go zabierze.

Albo inna historia: dziecko trafia na pediatryczną izbę przyjęć. Dziecko spaceruje po gabinecie, dotyka sprzętu, bierze do ręki leżący na biurku stetoskop. W odpowiedzi lekarz mówi do dziecka, że jeśli nie będzie grzeczne, pobierze mu krew.

Dzieci słyszą różne rzeczy. Rodzice i opiekunowie sięgają po najróżniejsze argumenty, żeby osiągnąć cel, z bezsilności, złości, rozczarowania. Co jednak z jawnym kłamstwem wypowiadanym do dziecka? Policjant, oczywiście, nie zabierze dziecka, a pielęgniarka i tak pobierze krew do badania.

Tak trudno mówić

Czasami może się wydawać, że kłamstwo ochroni dziecko przed cierpieniem. Na przykład w sytuacji zbliżającego się rozwodu rodzice, sami zaskoczeni lub przygnębieni sytuacji, sięgają po różne półprawdy i kłamstwa. Mówią na przykład, że tata wyjeżdża do pracy za granicę na jakiś czas, podczas kiedy w rzeczywistości się wyprowadza. Albo że pan, który spędza w domu coraz więcej czasu przychodzi, żeby naprawić cieknący kran.

W każdej rodzinie zdarzają się też sytuacje, o których nie wiadomo jak rozmawiać z dziećmi – ktoś pada ofiarą przestępstwa, zapada na ciężką lub wstydliwa chorobę, popełnia samobójstwo. Nie wiemy nie tylko, jak rozmawiać z dziećmi, ale czy w ogóle poruszać pewne tematy.

Nie wiemy też, jak rozmawiać z dziećmi o własnych uczuciach, o tym, co czujemy w związku z ich zachowaniem. A przecież reagujemy, nierzadko gwałtownie, bardzo często – kiedy dziecko pociągnie za włosy, ugryzie podczas karmienia, uderzy młodszą siostrę lub z jakiegoś powodu cierpi.

Czy powinniśmy mówić dzieciom, co czujemy? Jakie są granice szczerości? Czy kłamstwo wypowiedziane do dziecka jest innym kłamstwem niż to wypowiedziane do osoby dorosłej?

Niemal każdy rodzic chce mieć ze swoim dzieckiem szczerą, uczciwą i otwartą relację. Większość rodziców zdaje sobie sprawę, że jest to rzetelny i trwały fundament, na którym można budować relację z dzieckiem. Z drugiej strony jest obawa, że szczerość wobec dzieci, zwłaszcza dzielenie się z nim tym, jak czuje się rodzic, może być dla dziecka zbyt obciążające. Ostatecznie dzieci potrzebują silnych rodziców.

Dzieci wiedzą

Nie wiadomo skąd, ale żywa jest w umysłach wielu dorosłych myśl, że dzieci średnio rozumieją rzeczywistość wokół nich. Zwłaszcza małe dzieci, a już na pewno niemowlęta. Mówimy: „ono i tak nie rozumie, nie zapamięta, dzieci są silniejsze niż nam się wydaje”.

A przecież nawet bardzo małe dzieci mają czują świat wokół nich, jedynie nie potrafią o tym opowiedzieć. Eksperyment, w którym matka przestaje reagować na dziecko, ma niemy, pozbawiony emocji wyraz twarzy, jest jednym z najtrudniejszych, jakie można zobaczyć[1]. Dziecko jest przerażone, zdezorientowane. Wiemy również z licznych badań, że dzieci matek dotkniętych depresją same często zapadają na tę chorobę. I wcale nie ujawnia się ona w dorosłości, niestety.

Nie mówiąc nic, pozostawiamy więc dziecko w jego strachu i dezorientacji. To nie znaczy, że każde własne uczucie mamy wyjaśniać w detalach. Ważna jest relacja i reakcja na dziecko.

Tajemnice i zmartwienia

Jeśli więc dzieci odczuwają nasze emocje, jaki ma to na nie wpływ? Dzieci „czytają” rodziców z ich słów, zachowań, czynów. Jeśli rodzic nie mówi, a jednocześnie widać, że jest czymś poruszony, dziecko może czuć się zagubione. Co więcej, może pomyśleć, że skoro rodzic – najważniejszy dla niego człowiek – nie porusza pewnego tematu, to jest to temat, o którym nie należy w ogóle rozmawiać.

Z powodu doskonałej umiejętności odczytywania uczuć opiekunów dzieci przestają współpracować na przykład wówczas, kiedy rodzic bardzo się spieszy i próbuje na przykład zmienić dziecku pieluchę lub je ubrać. Lepiej wówczas powiedzieć: „Przepraszam, że tak bardzo się spieszę i cię popędzam. Za godzinę mamy wizytę u lekarza i musimy być na czas.”. Rodzic ma czas na wyciszenie i konieczne zwolnienie. To może zasadniczo zmienić przebieg sytuacji.

Wybuchy

Jedna z największych, nieuniknionych porażek rodziców to krzyk i niekontrolowanie swoich reakcji. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje ograniczenia, bywamy zmęczeni (czasem bardzo!), niewyspani (równie mocno), trudno wówczas pomieścić w sobie różne emocje i zachowania dziecka. Ale wybuch czy krzyk rodzica nie musi być niszczący dla dziecka. Może pokazywać, że rodzic jest właśnie niedoskonałym człowiekiem. To z kolei w umyśle dziecka stwarza przestrzeń do niedoskonałości i ludzkich przywar.

Z drugiej strony dziecko, całkowicie zależne od dorosłego, ma prawo czuć się zaniepokojone wybuchem rodzica, a nawet czuć winne. Dlatego zwykłe „przepraszam, „nie powinnam”, „to nie twoja wina” może całkowicie zmienić przebieg wydarzeń, a na pewno uspokoić dziecko.

Warto traktować dzieci uczciwie, uwzględniając ich możliwości poznawcze i emocjonalne. Im będą starsze, tym łatwiej będzie podjąć decyzję, co i kiedy mówić.

[1] http://www.regardingbaby.org/2011/05/03/myth-busting-babies-and-depression/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

10 par czeka na dziecko dzięki prywatnej firmie

prywatna firma finansuje in vitro

Jak podaje radio TOK FM, prywatna firma sfinansowała zabieg in vitro dziesięciu parom. Pieniądze przekazano anonimowo.

Pomocna dłoń

– Zgłosił się do nas darczyńca, który przekazał określoną kwotę na leczenie niepłodnych par – opowiada Tomasz Dworniak z kliniki leczenia niepłodności InviMed. – Dzięki temu wsparciu udało nam się pomóc dziesięciu parom w zakresie organizacji i realizacji programu leczenia pozaustrojowego – dodaje.

O wyborze par zdecydowały brak kwalifikacji do rządowego programu leczenia niepłodności w ostatniej chwili i kwestie natury ekonomicznej. – Procedura in vitro jest droga, dlatego właśnie kierowaliśmy się również sytuacją finansową danej pary – wyjaśnia lekarz, który podkreśla, że wybrane pary nie wiedzą, kim był darczyńca. Ten woli pozostać anonimowy.

Źródło: TOK FM

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Oto dowód, że warto walczyć – tęczowe in vitro ma moc! [FOTO]

Fot. Screen Facebook PopSugar Moms
Fot. Screen Facebook PopSugar Moms

Droga do rodzicielstwa może być naprawdę skomplikowana i pełna zakrętów. Taką właśnie przebyli Jennie i John. Przeszli razem pięć poronień, gdy okazało się, że kobieta cierpi na rzadką chorobę chromosomów i w związku z tym szanse na kolejną utratę ciąży wynoszą 95 proc.

Trudna walka

Nie poddawali się jednak i skorzystali z pomocy specjalistów. Okazało się, że in vitro wciąż może być dla nich realną opcją. – IVF dało nam dar nadziei, siły i odwagi. Wchodząc w to, wiedzieliśmy, że Bóg ma naszą przyszłość w swoich rękach i to właśnie tam znaleźliśmy spokój podczas całego procesu – słowa Jennie cytuje „Popsugar”.

Para zaczęła pisać o swoich doświadczeniach i dzielić się przeżyciami: – Poprzez nasze własne załamania nauczyłam się, że wiele osób zmaga się z mówieniem o swoich stratach, niektórym wydaje się, że nie mają gdzie się z tym zwrócić. Co więcej, są też ludzie, którzy boją się, że inni spojrzą na nich z góry – dodała Jannie. Ona i jej mąż zdecydowali się mówić głośno o swoim doświadczeniu i usilnie podkreślają, jak „cud nauki może być niesamowity”. Swoim świadectwem chcą dawać innym nadzieję.

Niewątpliwie podobną funkcję pełni też umieszczone przez nich w sieci zdjęcie. Para zachowała większość igieł wykorzystanych podczas procesu in vitro. Kiedy okazało się, że oczekują małej Harper Grace na świecie, postanowili wykorzystać je do ogłoszenia radosnej nowiny.

Tęczowe dziecko jest symbolem tęczy, która przychodzi po burzy. Po wszystkich stratach i załamaniach nasza tęcza w końcu wzeszła! Niektóre rzeczy są warte czekania (i pracy nad nimi) – podsumowała Jannie.

Jest nadzieja!

Tak wzruszające i mocne w swoim przekazie zdjęcia coraz częściej pojawiają się sieci. Niewątpliwie rzucają nowe światło na doświadczenie walki z niepłodnością i in vitro. Prezentowaliśmy niedawno w naszym portalu fotografie dwóch śpioszków w otoczeniu kilkuset igieł. Przyszli rodzice oczekują dziś bliźniaków, ale wysłanym w świat zdjęciem dali sygnał, jak długą drogę do tego momentu musieli przejść: „452 igły, tysiące wylanych łez, operację, próby leczenia hormonalnego, dwa cykle in vitro, trzy nieudane transfery” [Zobacz: TUTAJ].

Fot. mommyish.com

Fot. mommyish.com

Źródło: „Popsugar”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Krakowskie drogi do in vitro – jak radna Jantos chce doprowadzić do finansowania in vitro z kasy miasta

Kraków in vitro

Nazywam się Małgorzata Jantos, jestem radną krakowską, ale przy tym, co jest ważne, jestem bioetykiem. Pracuję w Collegium Medicum, nie jestem lekarzem, jestem tym człowiekiem, który przygotowuje studentów do rozmów dotyczących in vitro, eutanazji, aborcji itd. W związku z tym ten temat jest mi bliski. Poprzedni rząd wprowadził dofinansowanie zabiegów in vitro – bo są to zabiegi drogie i skomplikowane. Rząd obecny, ja nie stosuję tu żadnej ideologii, polityki, ja tutaj mówię o faktach – tego nie robi.  Zostało dofinansowanie wycofane, za to rząd zadeklarował, że za 80 mln będzie wspomagał naprotechnologię. Wszyscy wiemy doskonale, że taka decyzja to jest to sprawa raczej kwestii ideologicznych niż kwestii medycznych. Wiele dużych miast w Polsce usiłowało pomóc tym parom, które wcześniej rozpoczęły procedurę. Wyobraźcie sobie, że niektóre procedury zostały przerwane . Pary, które przeszły przez jakiś etap wstępny lub posunęły się dalej, nagle dostały od władz informację: no niestety, nie będzie dalszego ciągu.
I wiele miast chciało dokończyć to co poprzedni rząd zaczął a ten przerwał.

Interpelacja

Napisałam więc interpelację, tzw. uchwałę kierunkową, prosząc aby Kraków również wszedł w tę akcję. Jestem nauczycielem akademickim, więc zapytam: jak myślicie jaki jest budżet Krakowa? Ile mamy pieniędzy do dyspozycji?  Otóż: 4,5 mld zł. Ponieważ pan prezydent Majchrowski zapowiedział, że nie będzie to budżet proinwestycyjny, ale prospołeczny to aplikowałam, aby w tym budżecie przeznaczył milion złotych na działania prospołeczne. Jesteśmy drugim po Warszawie budżetem w Polsce. W lipcu zeszłego roku Łódź zadeklarowała milion złotych na wsparcie dla par, które potrzebują leczenia in vitro. Rozmawiałam z panią prezydent Łodzi – Zdanowska, która powiedziała, że łódzka akcja bardzo pięknie się rozwija. Zauważcie też, że w momencie, kiedy daje się na to pieniądze, to mówi się o problemie – więc korzyści jest więcej niż tylko dla zainteresowanych osób .

W Krakowie to nie wyszło. To znaczy był taki moment , w którym dzięki moim kolegom o in vitro w Krakowie mówiło się w całej Polsce. [TUTAJ] Weszłam wtedy i przedstawiłam sprawę, i później poprosiłam pana doktora Chrostowskiego, żeby zrobił bardzo krótki wykład czego sprawa dotyczy, żeby poruszył najważniejsze kwestie. Pan doktor czekał 8 godzin jak potępieniec, ciagle przesuwano nasz moment wystapienia na konferencji. Ponieważ sprawa dotyczyła budżetu, musiała zagłosować rada. I zagłosowała ..no cóż.. [zabrakło dwóch głosów – przyp. Redakcji]. Każdy ma swoje zdanie, niektórzy mają nakazy moralne, niektórzy mają wolność wyznania.

Co teraz

I teraz jest sytuacja taka: zabrakło mi dwóch głosów, żeby w mieście królewskim sprawa in vitro przeszła. Chodzi przede wszystkim o dofinansowanie procedur chociaż w znikomym stopniu. Pani prezydent Zdanowska chwaliła się, jak to wygląda w Łodzi, była bardzo zadowolona, nam się niestety nie udało. W międzyczasie zaczął finansować zabiegi in vitro m.in. Sosnowiec. [TUTAJ].

Sytuacja wygląda w tej chwili tak, że już nie będę po raz kolejny ja jako radna przekazywała tej sprawy na radę miasta bo wymyśliliśmy inny sposób. Potrzebne jest 4 tys. podpisów z całego Krakowa i spróbujemy pokazać że to społeczeństwo sie domaga… I ta sprawa jeszcze raz wejdzie na radę miasta, mam nadzieję, że z lepszym skutkiem. 

Dla tych którzy chcą poprzeć projekt -możecie pobrać listę o tutaj —> Krakow-lista poparcia dla refundacji in vitro

Lista wygląda tak (jesli jest jakikolwiek problem z wydrukowaniem – piszcie na FB – wyślemy druk. Można też skorzystać i pobrać listę, która czeka TUTAJ  radna lista2Trzeba ją wydrukować, uzupełnić ją, podpisać i dostarczyć do radnej: Malgorzata.Jantos@rmk.krakow.pl

Można też je składać w biurze Nowoczesnej w Krakowie przy ul. św Marka 7-9/1. Od poniedziałku do piątku w godz 10:00-13:00 i 15:00 – 18:00

Początek zbierania podpisów – jutro.

Wszystkie informacje o działaniach w Krakowie –> wchodźcie na FP na facebooku – In Vitro dla Krakowian  

 

Małgorzata Krystyna Jantos-Birczyńska – radna miasta Krakowa nieprzerwanie od 2002, bioetyczka.

Dr Małgorzaty Jantos w dniu 18 marca 2017 roku w Krakowie wysłuchała Magdalena Modlibowska.
Dr Jantos była gościem warsztatów „Niepłodność i co dalej” organizowanego przez klinikę Artvimed i Chcemy Być Rodzicami.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.