Przejdź do treści

Dlaczego rodzi się coraz więcej bliźniaków i trojaczków? Co mówią eksperci?

Baby Twin Boy and Girl Floating on Swim Rings

Jak pokazują dane statystyczne w Polsce kobiety częściej niż kiedyś rodzą więcej niż jedno dziecko. Tylko w 2016 roku w województwie pomorskim urodziło się aż 730 bliźniaków lub trojaczków, z czego np. w samym Gdańsku urodziło się 36 par bliźniąt. Trafiły się też trzy przypadki narodzin trojaczków. Jakie są główne przyczyny zwiększanie liczby ciąż mnogich?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy tylko genetyka?

Uwarunkowania genetyczne to pierwsza przyczyna. Jeśli przyszła mama pochodzi z rodziny, w której ciąże wielopłodowe występowały, wówczas szansa na urodzenie bliźniaków rośnie.

Prawdopodobieństwo ciąży mnogiej wzrasta też podczas sztucznego wspomagania procesu zapłodnienia. Szczególnie dużo bliźniaków rodzi się parom, które zdecydowały się na in vitro. Dużą rolę odgrywa też wiek kobiety.

Jeszcze 30 lat temu widok 40-latki na porodówce był wydarzeniem. W tej chwili to norma. O wiele trudniej natomiast spotkać rodzącą 20-latkę. Wraz z wiekiem rośnie szansa na ciążę mnogą, co nas – pracowników porodówek – wcale nie cieszy. U kobiet z wiekiem rośnie odsetek wad płodu i ciąża w późniejszym wieku zawsze będzie obarczona większym ryzykiem – wyjaśnia prof. Krzysztof Preis, kierownik Kliniki Położnictwa Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, cytuje portal trojmiasto.pl

Ta tendencja wykracza znacznie poza znane nam od 50-lecia metody obliczania szans na zajście w ciążę wielopłodową – dodaje prof. Preis.

Jak mówi ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego ze Szpitala Św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku, Jerzy Zabul

w przypadku ciąż mnogich mamy też częściej do czynienia z przedwczesnym porodem. Jest to zwykle ciąża wysokiego ryzyka”.

Pracownicy szpitala przywykli już do porodów bliźniaczych. W zeszłym roku padł tu także rekord liczby urodzeń.

Na pytanie, co uważa za najważniejszy powód rosnącej liczby porodów bliźniaków i trojaczków, odpowiada:

Zwiększoną liczbę takich ciąż wiązałbym przede wszystkich z wyższym przyrostem naturalnym. Im więcej ciąż, tym większa szansa na to, że na świat przyjdą kolejne bliźniaki czy trojaczki. I są to zarówno ciąże mnogie naturalne, jak i te, które są konsekwencję ciąż wspomaganych, np. przez in vitro.

Źródło: www.trojmiasto.pl

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

28 września – Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji

Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji
Wikipedia -Victor byckttor

28 września obchodzony jest Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji, z kolei w Polsce 24 września kobiety demonstrowały pod Sejmem przeciwko próbom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. O co walczyły?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W 1993 roku po objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton zniósł zakaz finansowania klinik dokonujących aborcję (Bush przywrócił go w roku 2001, a ponownie w 2009 r. zniósł Obama). Clinton mówił wówczas, że aborcja ma być legalna, bezpieczna i rzadka. O podobne sprawy walczy obecnie Międzynarodowa Kampania na rzecz Prawa Kobiet do Bezpiecznej Aborcji, która w tamtym roku wystosowała list m.in. do sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona, aby dzień 28 września ustanowić dniem bezpiecznej aborcji.

Grupa zrzesza prawie 1800 organizacji oraz pojedynczych aktywistów ze 115 krajów. Ich głównym celem jest zagwarantowanie kobietom ich fundamentalnego prawa oraz zmniejszenie odsetka zgonów kobiet przy nieprofesjonalnie przeprowadzonych aborcjach. „Aborcja jest jedną z najbezpieczniejszych procedur medycznych. Jednakże połowa wszystkich aborcji na świecie nadal jest niebezpieczna, co powoduje potrzebę podjęcia natychmiastowych działań. Kobiety nadal cierpią i umierają z powodu komplikacji po niebezpiecznych aborcjach. W skali globu liczba śmierci z powodu niebezpiecznych aborcji szacowana jest na 43 684 w 2013 r., co stanowi 14,9 proc. wszystkich śmierci w połogu” – pisali autorzy listu.

Protest kobiet w Polsce

Cztery dni wcześniej, 24 września kobiety w Polsce protestowały przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. W 2016 roku wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) opowiedziało się za całkowitym zakazem przerywania ciąży. Projekt został jednak odrzucony pod naciskiem Czarnego Protestu. Obecnie komitet „Zatrzymaj aborcję” zbiera podpisy pod mniej restrykcyjnym projektem, a w akcję włączył się również Kościół.

Innym powodem niezadowolenia Polek jest podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawa, która przywraca obowiązkowe recepty na pigułkę „dzień po”. Ponadto w 2016 r. rząd wycofał dofinansowanie na procedurę na in vitro. W ostatnich dniach pojawiła się natomiast informacja, że PiS wprowadza przepisy, które pozwolą karać samorządy za finansowanie in vitro.

Co dziesięć minut umiera jedna kobieta

Według danych opublikowanych przez portal womenhelp.org, około 215 mln kobiet na całym świecie nie ma dostępu do antykoncepcji, a co roku wykonuje się ok. 56 mln aborcji. 20 mln spośród nich wykonywana jest w niebezpiecznych warunkach lub niezgodnie z prawem. Aborcje wykonywane w niebezpiecznych warunkach są jedną z głównych przyczyn śmiertelności matek. Szacuje się, że 22,500 – 44,000 kobiet umiera każdego roku z powodu niebezpiecznej aborcji, co stanowi około 13% zgonów -jedna kobieta umiera co 10 minut! 5 mln kobiet rocznie jest hospitalizowanych z powodu powikłań wynikających z przeprowadzenia aborcji w niebezpiecznych warunkach. Niemal wszystkie zgony związane z aborcją występują w krajach rozwijających się: w Afryce, w Azji i Ameryce Łacińskiej.

Zobacz także:

PIS będzie karał miasta za dofinansowanie in vitro?

Michał Piróg o adopcji dziecka: fajnie jest mieć rodzinę

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: The New York Times, Gazeta Prawna, Telewizja Republika, safeabortionwomensright.org, OKO Press

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

9 lat starań i DWA szczęśliwe zakończenia – WASZE HISTORIE

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

Moc, z jaką można walczyć o swoje marzenia, jest ogromna. Niewątpliwie prawdziwą siłaczką jest w tej kwestii Dorota. 9 lat starań o dziecko, inseminacje, in vitro – ilość i skala przeżytych w tym czasie emocji są aż trudne do wyobrażenia. „Gdybym miała przystąpić do wszystkiego od nowa, to mimo wszystko powiedziałabym: TAK, TAK, TAK!”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czas start!

Stojąc na ślubnym kobiercu nie myślałam kiedy i ile chcę mieć dzieci” – zaczyna swoją opowieść Dorota. Miała wtedy 23 lata, a jej świeżo poślubiony mąż 25. Po roku małżeństwa postanowili, że może warto duet zamienić na tercet. „Podzieliłam się podjętą decyzją z przyjaciółką, która też wtedy rozpoczęła starania o malucha. Byłam przeszczęśliwa, że będziemy miały dzieci w tym samym wieku!” – wspomina. I o ile koleżanka po dwóch miesiącach okazała się być w ciąży, w kolejnym miesiącu następna znajoma, po upływie 2 miesięcy też siostra cioteczna, o tyle u Doroty było bez zmian. Ciągle nic.

Młodzi żyli jednak aktywnie. Wiele podróżowali, spędzili trochę czasu m.in. w Stanach Zjednoczonych. Zwiedzali, poznawali tamtejszą kulturę, ale i pracowali. 2008 rok był czasem, gdy na stałe postanowili zapuścić korzenie w Polsce. Wtedy też rozpoczęły się wizyty u specjalistów. Pierwsze wyniki badań hormonalnych i badań nasienia nie były najgorsze. Na początek pojawiły się więc leki stymulujące i monitoring – nic. Konsultacje u specjalistów w innym mieście – nic. Naprawdę nie było się do czego przyczepić! Zaproponowano więc inseminację. „Mieliśmy dwie. Niestety bez skutku” – mówi Dorota.

Zmiany, zmiany, zmiany

Z dziewczyny ważącej zaledwie 60 kg urosłam do 70kg. Hormony zrobiły swoje… Puchłam i miałam wilczy apetyt, którego niczym nie byłam w stanie zahamować. Stałam się nerwowa i wszczynałam awantury  – o nic! Być może chciałam w ten sposób wykrzyczeć swój ból i bezradność… Zawsze byłam i dalej jestem uśmiechnięta i mimo niepowodzeń starałam się być dobra dla innych. Owszem, jestem też szczera do bólu, co może nie ułatwia przyjaźni ze mną, ale zależy mi przede wszystkim na zaufanych ludziach – na jakości przyjaźni, a nie ilości. Leczenie jednak sprawiło, że się zmieniłam” – dodaje.

Wtedy też pojawił się pomysł o przerwie. „Dalej walczyliśmy, ale po cichu, sami w domu. Skupiliśmy się na sobie, na pracy. Wciąż wierzyłam wtedy, że nadejdzie w końcu dzień, gdy zobaczę te cholerne dwie kreski!” – mówi w dużych emocjach Dorota. „Tak, to była frustracja. Wszyscy dookoła widzieli, jak bardzo mnie to przygnębia. Co roku w Sylwestra słyszałam życzenia, że ‘w tym roku wam się uda’. Doprowadzały mnie one do szału! Wreszcie przyszedł czas, że życzenia były już tylko uściskami… bez słów” – dodaje.

Nowe rozdanie

Szczególnie ważne było w tym momencie wsparcie, jakie Dorota znajdowała w mężu. To on zaproponował by pojechać do innej kliniki i znaleźć nowych lekarzy. Tym sposobem trafili do jednej z warszawskich placówek. „Lekarz nas zbadał, przejrzał wyniki dotychczasowych badań i powiedział, że w naszym wypadku widzi dwie opcje: albo jeszcze jedna inseminacja, albo decydujemy się na in vitro. Wychodząc od niego poczułam się chora. Skoro nasze badania są dobre, to po co in vitro?!” – zastanawiała się Dorota. Przez kolejny rok biła się z myślami. Cierpiała w tym czasie nie tylko ona, ale i związek, a seks stał się mechaniczną czynnością pod tytułem: „idziemy do łóżka, bo nadchodzi jajeczkowanie”. Trwało to już około 6 lat… Na początku 2012 roku decyzja zapadła.

Wykonaliśmy mnóstwo badań, lekarz zlecił mi tabletki hormonalne na wyciszenie jajników, później ruszyliśmy z zastrzykami  na wzrost pęcherzyków. Stres, który przeżywałam podczas zastrzyków, był niemiłosierny. Później była punkcja. W 7. rocznicę ślubu odbył się transfer dwóch zarodków” – opisuje. Wiązało się to z olbrzymią radością, ale i ogromem oczekiwań. „Po około 15-stu dniach zrobiłam HCG. Byłam w ciąży! Pierwszy raz po tylu latach starań byłam w ciąży!” – mówi w wielkich emocjach Dorota. Niestety radość nie trwała długo.

W pewien sobotni wieczór zobaczyłam krew. Rozpacz i strach, jakie się wtedy pojawiły, są nie do opisania. Ból, nawet nie fizyczny, a psychiczny, wiązał się ze stratą czegoś więcej, niż ‘tylko’ dziecka. Oprócz niego straciłam siebie. Świat przestał istnieć. To był 12. tydzień ciąży” – w słowach Doroty wciąż czuć trud, z jakim musiała się wtedy mierzyć. „W szpitalu doszedł również ból fizyczny, ale był niczym w porównaniu z tym, co działo się we mnie. Kolejne dni były puste. Nie pamiętam z nich nic” – dodaje.

Kosmiczna siła

Następne miesiące miały być odpoczynkiem, regeneracją i nabieraniem sił. Po 4 miesiącach kolejne podejście i podanie dwóch zarodków. Był to grudzień, ale niestety bez prezentu gwiazdkowego. Upragnionych dwóch kresek tym razem nie było. Para nie odpuszczała jednak. W lutym 2013 roku zabrali ostatnie dwa zarodki – test wyszedł pozytywny! „Pojawiła się we mnie wielka radość i pewność, że teraz nic się złego nie stanie. Niestety już po tygodniu zaczęłam mocno krwawić. Straciłam ostatnią nadzieję…” – znów słychać z słowach Doroty ból. W zasadzie to sama już nie wiem co straciłam. Chyba nawet nie była to nadzieja, bo trwałam w swego rodzaju nicości. Nie miałam nic – mówi. Lekarze próbowali w tym czasie odnaleźć przyczynę poronień, ale z badań niczego się nie dowiedzieli. Wyniki były idealne. „Niby jestem zdrowa, a nie dość, że nie mogę zajść w ciążę, to jeszcze nie umiem jej utrzymać… kolejne ciosy…” – opisuje Dorota.

To niesamowite jak wiele sił musiała wtedy mieć – ona i jej mąż. Pomimo strat próbowali dalej, szukali nowych rozwiązań. Zmienili w tym czasie lekarza i podjęli decyzję o kolejnej próbie in vitro. Tym razem uzyskali 9 zarodków, z czego wspólnie z embriologiem wybrali dwa. Testy pokazały, że Dorota jest w ciąży! Znów wielka radość, ale i coraz więcej obaw, czy tym razem się uda?

Dwa tygodnie później okazało się, że oba zarodki się zagnieździły i noszę pod sercem dwoje dzieci. Strach był jeszcze większy! Robiłam badania, chodziłam co dwa tygodnie do lekarza i podpatrywałam jak rosną. Brzuszek rósł, a chłopcy – tak, synowie! – mieli się dobrze. Ciąża przebiegała bez problemów, a my w tym czasie remontowaliśmy nowe, większe mieszkanie, w którym widziałam już biegające dzieci” – gdy Dorota opowiada o tym czasie, nie ukrywa szczęścia.

Szczęście na wyciągnięcie ręki

Pomimo obaw wszystko szło dobrze. Całą trójkę konsultował profesor, który miał za sobą niejeden bliźniaczy poród i zapewnił im profesjonalną opiekę. Podczas rutynowej wizyty u prof. u  jednego z bliźniąt wystąpiły złe przepływy.  „Zostałam skierowana do szpitala, a maluchom trzeba było dać dwa zastrzyki na płucka, na wypadek gdyby trzeba było przeprowadzić wcześniejsze cesarskie cięcie. Dotrwałam jednak do 39. tygodnia ciąży” – opisuje Dorota.

Poród zaplanowany był na 18. lutego o godzinie 9:00. „Nigdy nie czułam aż tak ogromnego stresu. Kochana pani Ania, pielęgniarka, zawiozła mnie na cesarskie cięcie na wózku, bo nogi miałam jak z waty, w uszach mi świstało i nie mogłam zebrać myśli. Trzęsłam się jak galareta” – opisuje Dorota. „Wreszcie nadszedł moment, gdy profesor powiedział: ‘Zaczynamy’. Nastąpiła cisza. Nawet gdyby miał wtedy miejsce jakiś wybuch, to nie wiem czy bym go usłyszałam. Czekałam już tylko na usłyszenie płaczu moich dzieci. Jest pierwsze. Zaraz potem drugie. Pokazali mi synów. Wreszcie są na świecie. Nasze dzieci! Nasze dzieci! Nasze dzieci!”.

Juliusz i Franciszek urodzili się dokładnie 18. lutego 2014 roku o godzinie 9:02 i 9:03. Po dziewięciu latach starań rodziców, w końcu są. Chłopcy mają dziś 3 lata i 8 miesięcy. „Okropne łobuziaki! Nie da się nad nimi zapanować” – mówi ze śmiechem dumna mama i dodaje: „Są naszym całym światem!”.

Teraz Dorota ma już za sobą największy żal i frustrację związaną z tymi wszystkimi latami. Jednak jak mówi, mogło się to udać tylko dzięki miłości. „Wsparcie męża było ogromne, wspierali mnie też rodzice. Są to najważniejsze osoby w moim życiu i zawdzięczam im wszystko” – podsumowuje. Gdy zastanawia się, czy dziś poszłaby tą samą drogą, nie ma wątpliwości. Jedyne co mogłoby być inne, to krótsze zwlekanie z decyzją o in vitro. „Niepłodność idiopatyczna to chyba w tym temacie najgorsza przypadłość. Nie wiesz nawet co możesz leczyć, jakich działań powinnaś się podjąć. Mnie z niemożności zajścia w ciążę wyleczyło in vitro. Moje dzieci, które urodziły się dzięki tej metodzie, są najpiękniejszymi i najmądrzejszymi dzieciakami. Kocham ich” – czy są lepsze słowa by podsumować Happy End?

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

PiS zwalnia prezesa AOTMiT. Czy to krok ku całkowitemu zablokowaniu in vitro w Polsce?

PiS zwalnia prezesa AOTMiT
Jedną z pierwszych decyzji ministra zdrowia było wygaszenie rządowego programu in vitro / fot. Twitter - Ministerstwo Zdrowia

Najpierw minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zdecydował o zakończeniu rządowego programu in vitro, później rząd Prawa i Sprawiedliwości przeforsował nowe prawo utrudniające samorządom dofinansowanie do in vitro. Teraz PiS postanowił dodatkowo wymienić prezesa AOTMiT, czyli agencji, która daje samorządom pozwolenie na działanie lokalnych programu in vitro.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według najnowszych zmian w prawie, zgoda Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji jest niezbędna do rozpoczęcia samorządowych programów leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Uruchomienie programu bez pozytywnej opinii AOTMiT poskutkuje karami pieniężnymi. Teraz okazało się, że PiS zwolnił prezesa tejże Agencji.

PiS zwalnia prezesa AOTMiT

Na stronie Ministerstwa Zdrowia pojawiło się ogłoszenie o pracę, MZ poszukuje osoby na miejsce prezesa AOTMiT. Do tej pory tę funkcję pełnił Wojciech Matusiewicz, dr n. med., specjalista od chorób wewnętrznych i farmakologii klinicznej.

Praca w AOTMiT

Nabór na prezesa AOTMiT / fot. www.aotm.gov.pl

Już wcześniej pojawiały się głosy, że PiS dąży do całkowitego zablokowania in vitro w Polsce. Takie zdanie ma m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska i Ewy Kopacz.

Mówiłem? Mówiłem. Najpierw zmiana ustawy, że samorządy muszą pytać czy mogą robić in vitro a teraz zmiana prezesa AOTM – napisał na Twitterze Arłukowicz.

Twitter - Bartosz Arłukowicz

Twitter – Bartosz Arłukowicz

Bartosz Arłukowicz od początku bojkotował pomysł wprowadzenia w życie nowego prawa.  – Panie Marszałku, Wysoka Izbo, ta ustawa jest skandaliczna, dlatego złożyliśmy wniosek o jej odrzucenie. To jest kolejny etap waszej walki, po pierwsze z samorządami, a po drugie z kobietami – mówił 29 września podczas sejmowej debaty.

– Dzisiaj wprowadzacie ustawę, która będzie stwarzała możliwość ukarania samorządów, który postępują inaczej niż myślicie – dodał.

Zobacz także:

Ostatnia szansa na in vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia?

Kontrowersyjna ustawa przegłosowana. Czy to koniec lokalnych programów in vitro?

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Na Temat

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Malarka i niedoszła matka. Wystawa obrazów Fridy Kahlo w Polsce

Frida Kahlo
fridakahlo.org

Frida Kahlo – swój ból przelewała na płótno, temat poronienia był częstym tematem jej prac, ponieważ w wyniku wypadku sama nie mogła zostać matką. W czwartek w Poznaniu rusza pierwsza w Polsce wystawa jej prac, w Warszawie można natomiast podziwiać zbiór fotografii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Meksykańska artystka słynąca z jaskrawych autoportretów, fanka sztuki Diego Rivery i gorąca zwolenniczka rewolucji. Frida przyszła na świat w Coyoacan (Meksyk) 6 lipca 1907 roku. Sama jednak za datę swojego urodzenia podawała rok 1910. W ten sposób Frida chciała zaakcentować uwielbienie dla meksykańskiej rewolucji, która wybuchła właśnie w 1910 roku.

Frida Kahlo – choroby i wypadek

Życie nie oszczędzało Fridy. W wieku sześciu lat zachorowała na polio, co spowodowało, że jej prawa noga była chudsza od lewej. Możliwe, że cierpiała też na rozszczep kręgosłupa. Fizyczne defekty wynagradzał jej jednak lotny umysł i ponadprzeciętna inteligencja. Frida była utalentowaną uczennicą, uczęszczała do jednej z najlepszych szkół w Meksyku. Dzięki swojej charyzmie i naturalnemu wdziękowi z łatwością nawiązywała kontakty.

We wrześniu 1925 roku Frida miała wypadek. W wyniku zderzenia autobusu z tramwajem artystka została ranna- złamała kręgosłup i obojczyk, miała połamane żebra, miednicę, 11 złamań prawej nogi, zwichnięcia prawej stopy i ramienia. Na domiar złego, stalowy uchwyt poręczy przebił jej podbrzusze i macicę, przez co już nigdy nie mogła zostać matką. Co prawda później Frida trzy razy była w ciąży, jednak nigdy nie udało jej się urodzić dziecka. Przyszła artystka kilka miesięcy spędziła unieruchomiona w łóżku, w tym czasie wiele czytała i zaczęła przygodę z malarstwem. Porzuciła wtedy marzenia o studiowaniu medycyny. Przez całe życie dokuczały jej różne bóle

Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych w roku 1932 Frida doświadczyła jednego z najbardziej traumatycznych momentów w jej życiu- straciła ciążę. Emocje towarzyszące poronieniu uwieczniła na swoim obrazie zatytułowanym „Henry Ford Hospital”. Namalowała siebie leżącą nago na szpitalnym, zakrwawionym łóżku. Wokół łóżka unoszą się elementy nawiązujące do poronienia. Są one przywiązane czerwonym włóknem, które malarka trzyma na brzuchu niczym pępowinę. Główny element to męski płód, mały „Dieguito”- synek, którego tak bardzo pragnęła. Dostrzec można również kwiat orchidei, prezent od Diego, ślimaka będącego nawiązaniem do powolnego i bolesnego poronienia oraz maszynę, która symbolizuje „mechaniczną część procesu”. Miednica na obrazie to nawiązanie do fizycznego bólu, natomiast kobiecy tułów to zobrazowanie wnętrza kobiety.

Frida Kahlo – kontrowersyjna i postępowa artystka

Frida była wielką fanką sztuki malarza Diego Rivery. Poznali się w 1927 roku i zakochali w sobie, a ich znajomość obfitowała w skandale i zdrady. Nie mogli jednak bez siebie żyć, po każdym rozstaniu zawsze do siebie wracali.

Najbardziej charakterystycznym elementem sztuki Fridy Kahlo są jej wyraziste i jaskrawe autoportrety. „Maluję siebie ponieważ najczęściej przebywam w odosobnieniu i znam dobrze obiekt, który uwieczniam” – mawiała. Obrazy artystki nacechowane są tragiczną i osobistą symboliką. Odnaleźć tam można również wiele odniesień do anatomii i ludowej sztuki meksykańskiej. Frida Kahlo doceniana jest również przez feministki. Jej sztuka jest bowiem często utożsamiana z protestem przeciwko uprzedmiotowieniu kobiety.

Wystawa obrazów Fridy Kahlo w Polsce

Do najbardziej znanych prac Fridy Kahlo należą obrazy „Dwie Fridy”, „Strzaskana Kolumna”, czy „Autoportret z cierniowym naszyjnikiem i kolibrem”.

Wystawa „Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst” zostanie otwarta w czwartek w poznańskim CK Zamek. Będzie tam można podziwiać 40 prac Fridy i Diego. Oprócz tego, będzie można również zobaczyć prace Berenice Kolko, fotografki polskiego pochodzenia, która przyjaźniła się z Fridą w ostatnich latach jej życia.

12 września w Warszawie w Bibliotece na Koszykowej odbył się wernisaż „Frida i Diego. Niech żyje życie!”. Zbiór fotografii można oglądać do 15 października 2017 roku. Wystawa jest dostępna w godzinach pracy biblioteki, wstęp jest darmowy.

Historia życia artystki została przedstawiona w filmie „Frida”, w którym tytułową role zagrała aktorka meksykańskiego pochodzenia – Salma Hayek. Ona również doprowadziła do powstania tego filmu.

Zobacz także:

8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Wyborczakoszykowa.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.