Przejdź do treści

Dlaczego nie dotrzymujemy obietnic

pinky-promise.jpg

Bycie wiernym danemu słowu jest w naszej kulturze istotnym wskaźnikiem uczciwości i prawdomówności. Obiecujemy w różnych formach i sytuacjach, składamy przyrzeczenia formalne i drobne obietnice. Różną mają dla nas wartość i nie zawsze podchodzimy do nich z tą samą rzetelnością. Jednak niedotrzymania słowa zwykle skutkuje poczuciem porażki lub nieuczciwości. Czasem tak dotkliwym, że bywa przykrywane żartem lub próbą trywializacji: „Przecież to nie było na poważnie. Nie sądziłeś chyba, że to było na serio?”.

Dlaczego tak trudno dotrzymać danego słowa?
Obietnica jest świadomą formą zobowiązania dotyczącą zarówno życia osobistego jak i zawodowego. Obiecujemy współmałżonkowi, że zostaniemy z nim na resztę życia, obiecujemy również wywiązywać się z obowiązków w pracy. Obiecujemy wreszcie sobie, zwłaszcza na początku roku, zrzucić zbędne kilogramy, zacząć biegać czy rzucić palenie. Obietnica jest więc deklaracją opartą na świadomych planach i pragnieniach. Składając przysięgę małżeńską zwykle szczerze wierzymy, że zostaniemy w wierności i uczciwości z dana osobą do końca życia. A mimo to wielu z nas się to nie udaje.
W powszechnym odczuciu obietnice można złamać z wielu przyczyn. Jednym z częstszych „powodów” jest zmiana okoliczności zewnętrznych – choroba, utrata pracy, przeprowadzka, narodziny dziecka; można sobie wyobrazić, że w nieprzewidzianej, stresującej sytuacji, nawet mając bardzo silne postanowienie, trudno nie zapalić papierosa. Jeżeli mamy poczucie, że szef nas źle traktuje, znajdujemy wytłumaczenie dla złamania obietnicy o dobrym wykonywaniu obowiązków zawodowych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Może się więc wydawać, że obietnice są kruche z natury, skoro w tak dużym stopniu podlegają wpływom okoliczności zewnętrznych. Jednak za ich niedotrzymywaniem stoją inne, znacznie mniej oczywiste przyczyny.

 

Wewnętrzny konflikt
 
Nasza psychika skonstruowana jest tak, żeby w naturalny sposób bronić się przed przeciążeniem oraz napięciem. Dwa wykluczające się pragnienia lub uczucia wywołują w nas tak zwany dysonans poznawczy, czyli właśnie wrażenie zagubienia oraz rozdrażnienia. Najprostszym sposobem pozbycia się tego uczucia jest skupienie na jednym bodźcu i zlekceważenie drugiego. Jeden z elementów rzeczywistości zostaje więc wzmocniony, a drugi usunięty do nieświadomości.

Bardzo podobne zjawisko zachodzi, kiedy składamy obietnicę – wybieramy pewien fragment rzeczywistości, dostępny naszym świadomym pragnieniom lub potrzebom i na nim się skupiamy. Jednocześnie jednak inny fragment naszego świata zostaje nierozpoznany. W psychoanalizie mówi się o konflikcie wewnętrznym, a więc doświadczeniu kiedy dwa sprzeczne pragnienia, często nawet niedostępne świadomości, stają naprzeciw siebie.

Wróćmy do sytuacji małżeństwa, jednej z najważniejszych obietnic, jaką dajemy drugiemu człowiekowi. Nie chcemy doświadczać nieprzyjemnych lub bolesnych emocji; to kolejny mechanizm obronny. Na początku związku może więc rozegrać się sytuacja, w której skupimy się na „dobrych” stronach partnera, wady uznając za urocze przywary, które pewnie znikną z czasem.

W niektórych środowiskach obietnica małżeńska jest traktowana nadzwyczaj poważnie. Może więc zdarzyć się, że pragnąc jej dochować i nie narażać się na ostracyzm ze strony swojego środowiska, przymykamy oko na coraz poważniejsze trudności w związku.

Dotrzymywanie obietnicy za wszelką cenę znajduje się na przeciwległym biegunie tego samego problemu. W tym jednak przypadku ignorowane są uczucia związane z niezadowoleniem, samotnością, nadużyciem ze strony współmałżonka. Te uczucia mogą realnie zagrażać innym naszym potrzebom – przynależności, bezpieczeństwa i wsparcia rozumianych w określony sposób, wygody wspólnego życia. Ignorujemy więc to, co boli i skupiamy się na „pozytywach”.

Podobnie można myśleć o obietnicach związanych z pracą zawodową. Deadline należy do rzeczywistości pracowniczej wielu z nas. Świadomie deklarujemy, że dany projekt będzie gotowy na określony dzień. W momencie składania tej deklaracji nie mamy wątpliwości, że tak właśnie się stanie, a jednak dotrzymanie terminu często okazuje się niemożliwe. Można ten stan rzeczy tłumaczyć nadmiarem obowiązków, nierealistycznymi oczekiwaniami szefostwa, poziomem skomplikowania zadania. Może być jednak również tak, że na nieświadomym poziomie wcale nie mamy ochoty dokończyć zadania; dzieje się tak, ponieważ nie lubimy swojej pracy lub szefa lub zadanie jest ponad nasze siły, do czego nie można się było przyznać nawet sobą samym. Zadanie nie zostaje ukończone zgodnie z umową, ponieważ część nas samych na to nie pozwala.
 
Czy warto składać obietnice?
 

Składanie obietnic jest procesem złożonym i trudnym, tak jak złożona jest psychika każdego z nas. Świadome nieustannie mierzy się z nieświadomym, jedno pragnienie bierze priorytet nad innym. Składamy obietnice – sobie i innym – a potem często się z nich nie wywiązujemy.

Mimo wszystko jednak warto przykładać starań, żeby dotrzymać danego słowa. Obietnice pełnią ważną rolę w relacjach społecznych, są niezwykle istotne również na gruncie doświadczeń rodzinnych. Rzecz nie w tym, żeby być doskonałym, ale żeby próbować i poprawiać się. Możemy nie być w stanie zawsze wywiązać się z obietnicy, ale możemy postarać się dowiedzieć, jakie motywy nami rządzą, również te nieświadome. Mając tę wiedzę oraz pokorę wobec złożoności psychiki, łatwiej będzie składać mądre obietnice.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————————————
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dlaczego nie można mówić „Jesteście młodzi, macie jeszcze czas”? Niepłodność to nie jest problem zegarka!

jak sobie radzić z niepłodnością

Często walka z niepłodnością zdaje się być równocześnie walką z otaczającym światem – z systemem, z ludźmi, z ich komentarzami. Te ostatnie nieraz potrafią być niezwykle bolesne, a zamiast tak bardzo potrzebnego wsparcia, po raz kolejny zderzają nas ze ścianą. Jednym z przykładów jest standardowe już: „Jesteście bardzo młodzi, macie jeszcze czas”  – znasz to?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letnia Mary Horsley w swoim emocjonalnym felietonie pisze do osób, które właśnie wiek wykorzystują jako argument mający… no właśnie – mający zbagatelizować problem niepłodności? A może umniejszyć jej cierpienie? „Dla ciebie bycie młodym oznacza dużo czasu, by móc próbować. Jak myślisz, co zatem robiliśmy przez ostatnie cztery lata? Nie wykonywałam tych wszystkich badań USG dlatego, że jestem młoda lub dlatego, że je lubię” – komentuje w odważnych i bezpośrednich słowach kobieta. I trudno dziwić się jej odczuciom, bowiem jak sama zaznaczyła: Pary takie jak nasza nie zmagają się z problemem wieku – my zmagamy się z problemem medycznym, który ma słabe rokowania od lekarzy. Zanim więc stwierdzisz ‘Och, jesteście wciąż młodzi’, pomyśl proszę o czteroletnich zmaganiach, które ta „młoda” osoba już zniosła. Pomyśl proszę o latach, które przed tą „młodą” osobą wciąż jeszcze są – podsumowała niespełna 30-letnia kobieta w swoim artykule dla „The Mighty”. Dała tym samym wyraz ogromnej frustracji, z którą na co dzień borykają się miliony niepłodnych par na całym świecie.

Głową w mur słów

Niewątpliwie ma to ogromny wpływ na kondycję psychiczną zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Warto bowiem wciąż podkreślać, że niepłodność to problem dotyczący pary. Owszem, każdego z partnerów z osobna, ale dotyka on także ich związku. Często w trudnych sytuacjach, w których muszą zderzyć się z mało wrażliwymi komentarzami, są oni obecni razem. Szczególnie gdy są to młodzi ludzie, mogą słyszeć słowa podobne do tych, które spotyka na swojej drodze Mary. „Macie jeszcze czas. Nie ma się czym przejmować”. Jakie emocje może to wywołać?

Niepłodność nie ma swojego PESELU. Para, która pragnie dziecka i stara się o nie dłuższy czas, ma prawo czuć się sfrustrowana, zła, smutna i niespokojna o przyszłość. Dzieje się to niezależnie od wieku, w jakim są partnerzy. Otoczenie często nie ma wystarczających danych o sytuacji pary. Nie wie, że pomimo młodego wieku kobieta ma np. niską rezerwę jajnikową, a więc jej nastrój i obawy o to, czy uda jej się zajść w ciążę, mają uzasadnienie. Dlatego tego typu pocieszenia nie przynoszą poprawy samopoczucia. Często wywołują za to właśnie złość oraz poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Przecież nikt z nas nie może obiecać niepłodnej parze, że ponieważ są młodzi, z pewnością zajdą w ciążę i urodzą zdrowe dziecko. Niepłodni wiedzą o tym i tym bardziej czują się w takich sytuacjach raczej tanio pocieszani, niż prawdziwie rozumiani i akceptowani ze swoimi uczuciami i cierpieniem” – mówi w rozmowie z nami psycholog Dorota Gawlikowska, która w klinice leczenia niepłodności InviMed na co dzień wspiera osoby zmagające się z podobnymi problemami.

Kto, z kim, do kogo, o czym…

Warto w takiej sytuacji wziąć jednak pod uwagę fakt, że za padającymi słowami może stać bardzo różna motywacja. Z jednej strony może być to wyraz wsparcia i pocieszenia. Z drugiej, może być to przejaw bagatelizowania i niezrozumienia problemu. Czy owa motywacja ma jakieś znaczenie? „Oczywiście motywacja i rodzaj relacji łączącej nas z osobami, które starają się nas w ten sposób wspierać, ma duże znaczenie” – mówi psycholog.

Jeśli para czuje, że osoba, która mówi o młodym wieku jest oddana, obecna w ich życiu i stara się ich zrozumieć, zapewne przyjmie jej słowa bardziej jako wyraz wsparcia, niż chociażby właśnie bagatelizowania problemu. Jeśli jednak jest to ktoś, kto wyraźnie unika kontaktu, nie stara się wniknąć i zaangażować w ich sytuację, mogą poczuć się zlekceważeni i niezrozumiani. Bliskim, empatycznym i emocjonalnie wspierającym nas ludziom wybaczamy więcej i chętniej wierzymy w ich dobre intencje, bo wiemy, że chcą i starają się nam pomóc. Mamy też w pamięci to, ile już dla nas zrobili” – słyszymy.

Nie sposób się z tym nie zgodzić, bowiem często nie tylko sama para jest zaangażowana w zmagania z niepłodnością. Zdarza się, że wpływa to na relację także z dalszą częścią rodziny, czy znajomymi. Bardzo ważne jest wtedy ich wsparcie. Nawet jeśli nie zawsze jest trafione, może dać poczucie jakże potrzebnej wtedy bliskości. Nikt bowiem nie powinien być w tak trudnym momencie sam.

Co robić?

Jeśli jednak zastanowimy się nad emocjami, które pojawiają się w związku z trudnymi opiniami, może warto byłoby się na nie przygotować? Ważne jest by odważnie dbać o swoją przestrzeń. Jak najbardziej mamy prawo do ochrony siebie! „Najważniejsze w radzeniu sobie z raniącymi komentarzami jest nasze przekonanie, że potrafimy się bronić i stawiać granice tam, gdzie ludzie je przekraczają. Niezależnie nawet od tego, jakie mają intencje” – podkreśla ekspertka.

Sposób, w jaki będziemy je stawiać jest już mniej ważny i zależy w dużej mierze od tego, z czym czujemy się dobrze w relacjach z innymi, a co uznajemy za niedopuszczalne. Zależy także od naszych dotychczasowych doświadczeń. Tam, gdzie wcześniej mieliśmy poczucie, że nie chroniliśmy się dostatecznie, czasem mamy później chęć wyraźniejszego zaznaczenia swoich granic. Inaczej robimy to także wobec osób bliskich, rodziny i przyjaciół, inaczej wobec dalszych znajomych czy wścibskich sąsiadów, a jeszcze inaczej wobec osób, od których jesteśmy zależni, na przykład przełożonych w pracy. Są jednak trzy formy reagowania na przykre komentarze i raniące pytania. Warto zastanowić się, który z nich najbardziej nam odpowiada w konkretnej relacji:

– Zakończenie kontaktu, czyli oddalenie się lub skończenie rozmowy.

– Zmiana tematu, czyli przekierowanie uwagi pytającego na inny, interesujący go obszar.

– Jasne zaznaczenie, że dana uwaga jest przez nas odbierana jako naruszające nasze granice, prywatność, intymność i nie chcemy na ten temat rozmawiać.

Wybór reakcji może z początku wydawać się trudny, dlatego warto skonsultować się z psychologiem. Pomoże nam on podjąć decyzję, która z opcji będzie dla nas najodpowiedniejsza w danej sytuacji” – podsumowuje psycholog Dorota Gawlikowska. A czy ty bronisz swoich granic? Czy nie dajesz się dodatkowo obciążyć raniącymi cię komentarzami? A może to właśnie tobie zdarza się powiedzieć o dwa słowa za dużo? Dobrze jest poddać refleksji słowa, które nas otaczają, bowiem słowa to często emocje. W czasie przedłużających się starań ich kaliber jest i tak wystarczająco duży, po co dodatkowo dokładać sobie kolejny balast?

 

Zobacz też:

6 sposobów na przetrwanie niepłodności – rady psychologa

Tęczowi ojcowie: „Bycie rodzicem po stracie to obciążenie, zwłaszcza jeśli temat został zduszony i ukryty”

Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

5 sposobów, którymi niepłodność niszczy twoje małżeństwo – gdzie się podziała MIŁOŚĆ?

jak uratować małżeństwo

„Dzieci zmieniają wszystko” – to jedno z częściej wypowiadanych przez rodziców zdań. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Niesamowite jest jednak to, że owe „wszystko” zmienia się nawet jeszcze zanim dzieci pojawią się na świecie. Co więcej, zanim w ogóle uda się zajść w ciążę.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oto jeden z przykładów doświadczeń, z których warto wyciągnąć dla siebie wnioski. Matt Appling i jego żona Cheri przez kilka lat starali się o dzieci. Słowa mężczyzny pokazują, jak trudny był to czas. Jeśli właśnie jesteś na etapie zmagań i boisz się nie tylko o to, czy uda wam się zostać rodzicami, ale także o kondycję waszego związku i miłości, warto byś przeczytała jego wskazówki.

Przez pięć lat, moja żona Cheri i ja, staraliśmy się zostać rodzicami. Cieszyliśmy się zdrowym, romantycznym, radosnym małżeństwem. Jednak pięć lat leczenia niepłodności czegoś nas nauczyło: dzieci nie muszą się nawet urodzić, by przejąć cały związek.

Presja kulturowa sprawiająca, że mamy i tatusiowie ignorują swój związek, oddziałuje już tak samo mocno na tych z nas, którzy tylko „starają” się mieć dzieci. Presja ta ciążyła na nas przez lata niepłodności. Przy okazji stworzyła 5 nawyków, które gdyby były przez nas nieuświadomione, zniszczyłyby nasze małżeństwo.

Matt Appling „Crosswalk”

1. Nie robić nic, by siebie chronić

Wspólny front to podstawa we wzajemnym wspieraniu się w związku. Tak też jest z niepłodnością, która „jest jak nieproszony gość”. Gdy zostaje się rodzicami, niemal wszystkie komentarze są pozytywne. Gdy jednak to niepłodność staje się waszym udziałem, musicie przygotować się na wiele trudnych i nieraz nieprzyjemnych pytań oraz opinii, co podkreśla Appling.

Dość szybko nauczyliśmy się, że poradzenie sobie z niepłodnością i utrzymanie naszego małżeństwa w jednym kawałku, wiąże się ze zbudowaniem pewnej strategii. Jak będziemy odpowiadać na krępujące pytania padające z ust przyszłych dziadków? Jak będziemy odpierać niewrażliwe komentarze nieznajomych? Dzięki ochronie siebie, zauważaniu raniących opinii i temu, w jaki sposób możemy sobie wzajemnie pomóc, możemy wciąż pozostać po tej samej stronie.

2. Pozwolić wedrzeć się desperacji

Świadomość, że istnieje wiele rozwiązań i wiele “szczęśliwych” zakończeń, pozwoli wam poczuć większą swobodę. Nie zamknie was w klatce „jednego, słusznego rozwiązania”, do którego będziecie szli niemalże z klapkami na oczach. Życie składa się także z codzienności. Jeśli zaś umyka ona pod sztandarem celu, którego nie wszystkie składowe da się przewidzieć i skontrolować, nic dziwnego, że pojawia się frustracja. Co dzieje się z twoją codziennością? Jak ona wygląda? Czy potrafisz się mimo wszystko nią cieszyć?

Do zniszczenia szczęśliwego małżeństwa nie ma nic lepszego niż desperacja. Jeśli chcesz narazić swój związek na poważne niebezpieczeństwo, postaw wszystkie swoje nadzieje, wszelkie wysiłki, cały swój czas i uwagę na osiągnięcie celu, który jest poza twoją kontrolą.

3. Nie myśleć o niczym innym

Kiedy to dzieci i starania o bycie rodzicami zaprzątają wszelkie wasze myśli oraz rozmowy, pora przyjrzeć się temu, co się  między wami dzieje. „Warto pamiętać o tym, że oprócz leczenia, są też inne sprawy w życiu: wakacje, odpoczynek, praca, zainteresowania i ludzie” – pisała w naszym portalu psychoterapeutka Katarzyna Mirecka >>KLIK<<. Oderwanie się od problemów daje przestrzeń na znalezienie dodatkowych sił i nowych rozwiązań. Warto złapać czasami głęboki oddech – także ten emocjonalny. Przecież bez oddychania nie da się żyć, prawda?

Innymi słowy, przestaliśmy się bawić. Pewnie, niepłodność może być niechcianym gościem. Nikt jednak nie powinien czuć się winny korzystania z możliwości, na które pozwala brak dzieci. Skorzystajcie i wyjedźcie w podróż, którą planowaliście. Chodźcie na randki. Bawcie się. Jeśli jest coś, czego dzieci nie potrzebują, to są to rodzice, którzy już lata temu zapomnieli, jak to jest się dobrze ze sobą bawić.

4. Przestać być romantycznym

Gdy w drzwiach staje niepłodność, romantyzm zostaje za nie wyrzucony. Co więcej, nieraz wyrzucony jest z hukiem! Seks staje się mechanicznym obowiązkiem, który trzeba odbębnić o określonej godzinie, określonego dnia. Dodatkowo może wzbudzać poczucie winy, bo skoro nie prowadzi do upragnionego celu to znaczy, że jest beznadziejny! Zadbanie o romantyzm to przede wszystkim zadbanie o swoje zdrowie psychiczne i waszą relację. Bliskość jest niezwykle ważna, szczególnie w trudnych chwilach.

Jeśli zaś potrzebujecie dowodów naukowych na to, że przyjemność płynąca z seksu jest ważna, sprawdźcie doniesienia ekspertów: Najnowsze badania wskazują, że osiągnięcie przez kobietę orgazmu zwiększa szanse na zajście w ciążę nawet o 15 proc.” – pisaliśmy w naszym portalu >>KLIK<<. Ciało i psychika stanowią całość, dobrze jest dbać o obie sfery równocześnie.

5. Zamknąć się na komunikację

Dodając to wszystko do siebie – desperację, brak romantyczności i stres leczenia – łatwo jest parze zamknąć się na siebie. Może mąż wycofa się do takiej sfery swojego życia, w której czuje większą kontrolę. Może żona nie odczuwa, że może być w pełni szczera. (…)

Żona nie może przejść przez niepłodność ze zrezygnowanym mężem mówiącym: „Jak uważasz”. Mąż nie może przejść przez niepłodność z zamkniętą emocjonalnie żoną.

Żaden z tych nawyków nie musi przejąć kontroli nad twoim małżeństwem. W rzeczywistości, niepłodność może je zbudować, jeśli na to pozwolimy. Nam udało się przejść przez niepłodność, a nasze małżeństwo okazało się na końcu silne i szczęśliwe.

A co pojawia się w twoim związku? Jak wy radzicie sobie z niepłodnością? Szukacie wsparcia w sobie wzajemnie? Czy je tam znajdujecie? Warto zadać sobie czasami trudne pytania. Nie zawsze znajdą się na nie odpowiedzi, ale samo szukanie może sprawić, że poczujecie czego być może wam brakuje. Jakie są wasze potrzeby, do czego tak naprawdę dążycie i jakimi ścieżkami chcecie się wspólnie realizować.

Źródło: „Crosswalk”

 

POLECAMY:
5 zdań, których NIGDY nie powinniśmy mówić ludziom przechodzącym przez in vitro
Po diagnozie, czyli najtrudniejsze decyzje i jak do nich dojść 
Najnowszy magazyn Chcemy być rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Niepłodni często słyszą – nawet w gabinetach lekarskich, że wiele zależy od ich nastawienia, więc trzeba myśleć pozytywnie. Ale czy na pewno? Psycholog pokaże, że trudne emocje też mogą być pomocne w procesie leczenia niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O niepłodności i jej leczeniu zwykło się myśleć jako o doświadczeniu wywołującym liczne, skrajne i często negatywne emocje. To przekonanie stało się też częścią narracji, z którą pacjenci spotykają się w gabinetach lekarskich. Słyszą, że skuteczność leczenia zależna jest w znacznej mierze od ich nastawienia. Nie powinni więc poddawać się złym lub negatywnym emocjom. Trzeba myśleć pozytywnie.

Negatywne emocje w procesie leczenia niepłodności

Problemów z tym przekonaniem jest jednak kilka. Po pierwsze, zarówno niepłodność jak i metody jej leczenia mogą być źródłem traumy, w obliczu której trudno pozostać spokojnym i opanowanym, nie mówiąc o zachowaniu optymistycznej postawy. Druga sprawa to właściwie rozumienie, czym są i jaką w gruncie rzeczy rolę pełnią tak zwane negatywne emocje w procesie radzenia sobie z niepłodnością.

Ci pacjenci, którzy mówią o uczuciach takich jak desperacja czy złość mogą czuć się marginalizowani, a nawet napiętnowani. Dostają mniej lub bardziej wprost wyrażoną opinię, że to nie czas na tego typu stany emocjonalne. Jednak czy słusznie?

Bezradność, lęk, złość… jakie uczucia towarzyszą niepłodnym

Depresja i lęk nie należą do stanów twórczych. Ale też w gruncie rzeczy pacjenci leczący się z powodu niepłodności doświadczają znacznie bardziej złożonych emocji takich jak bezradność, desperacja i złość. A to znacznie zmienia postać rzeczy. Dlatego też, zanim zaczniemy namawiać pacjentów na przyjęcie jedynie słusznej postawy podczas leczenia, warto się przyjrzeć temu, z czym w gruncie rzeczy się zmagamy? Jeśli przyjrzymy się „negatywnym” emocjom pojawiającym się podczas leczenia niepłodności może się okazać, że niosą one ze sobą spory potencjał.

Bycie na krawędzi… napędza, czy blokuje niepłodnych?

Pacjenci będący w trakcie leczenia niepłodności często mówią o poczuciu balansowania na krawędzi. Można by więc spodziewać się, że osoby te zmagają się z rozchwianiem emocjonalnym, zagubieniem i trudnościami w podejmowaniu decyzji. Ale przecież, kiedy myślimy o pacjencie leczącym niepłodność, jego obraz jest zasadniczo inny. Częściej pozostaje on pod wpływem licznych emocji, twórczego pobudzenia niż klinicznej depresji.

Tak zwane toksyczne emocje w gruncie rzeczy odgrywają pozytywną rolę, ponieważ desperacja i gniew motywują do działania, poszukiwania optymalnych rozwiązań, zmuszają do podejmowania decyzji przemyślanych i świadomych.

Desperacja siłą napędową w długich staraniach o dziecko

Rozumienie desperacji jest bardzo szerokie, zaczynając od sytuacji, w której ktoś decyduje się na każde rozwiązanie, byle tylko zakończyć nieprzyjemną dla niego sytuację. Jednak osoby leczące się z powodu niepłodności, choć opisują swoje doświadczenie jako totalne, podporządkowujące sobie niemal wszystkie inne aspekty życia, wywołujące poczucie pustki i bezradności, mówią jednocześnie, że te właśnie uczucia ich motywują. Nie polegają na przypadkowych rozwiązaniach, niesprawdzonych metodach oraz miejscach. Badania pokazują, że pacjenci, którzy sami o sobie definiują jako zmagających się z desperacją, to również pacjenci, których cechuje szczególnie silna motywacja, ambicja i realizm.

Jakie uczucia znane przy niepłodności…gniew… znacie to?

Kolejna nielubiana emocja, nie pasująca w powszechnym przekonaniu zwłaszcza do kobiet to gniew.

A przecież pacjenci zmagający się z niepłodnością mają bardzo wiele powodów do złości i gniewu: utratę kontroli nad własnym ciałem, konieczność dostosowania swojego życia, potrzeb i możliwości do licznych wizyt w klinice, nierzadko niekompetencje lub nawet nieuczciwość „specjalistów” spotykanych po drodze. Mogą się też złościć na los, Boga, członków rodziny czy przypadkowo spotkane kobiety w ciąży. Mogą się wreszcie złościć na rzeczywistość, w której 40-letnia celebrytka bez problemu zdawałoby się zachodzi w ciążę bliźniaczą, a sąsiadką, która nie chce mieć dzieci ani nie ma ku temu warunków rodzi kolejne.

Złoszczą się na realność i własne fantazje. I nic w tym dziwnego ani nienaturalnego. Złość może być bardzo pomocna w testowaniu rzeczywistości, w konfrontowaniu tego, co słuszne i konstruktywne, w odsiewaniu faktów od pragnień bez poparcia. Bez złości, bez rozczarowania pacjentka, która przeszła w danej klinice trzy nieudane próby in vitro pewnie by w niej została. Bez wściekłości i poczucia rozczarowania być może nie zaczęłaby szukać innych miejsc, metod, specjalistów. Być może nie odważyłaby się opowiedzieć o swoim doświadczeniu i tkwiłaby w samotności. Gdyby nie złość i rozczarowanie łatwiej byłoby zatrzymać się na etapie niewiedzy i ślepego zaufania.

Złość może więc być twórcza i rozwojowa

Jak zauważają badacze złość, poczucie bezradności i winy współwystępują z nadzieją, wdzięcznością i optymizmem. Dlatego też warto pamiętać, jak ważną rolę odgrywają emocje w naszym życiu. Wszystkie emocje, również te tradycyjnie (i niesłusznie, warto dodać) nazywane negatywnymi.

Oczywiście, gdyby zanurzyć się jedynie w poczuciu rozpaczy czy depresji, zapewne będzie to oznaczać koniec leczenia niepłodności.

Ale pacjenci dotknięci tym schorzeniem są dość specyficzną  grupą społeczną – choć nie cierpią na chorobę zagrażającą życiu, cechuje ich niezwykła aktywność w poszukiwaniu metod leczenia, często są bardzo dobrze wykształceni, zarabiają powyżej „średniej”, żeby móc opłacić bardzo kosztowne i nierefundowane leczenie, są też niestrudzeni w podnoszeniu się z porażek.

Tak więc warto dać sobie prawo do przeżywania różnych emocji i stanów.

POLECAMY:

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

Puści, uszkodzeni, popsuci… tak czują się niepłodni?

Tu dostępny najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

A co jeśli wakacje nie pomogły?

A co jeśli wakacje nie pomogły?
Pixabay

Często pary starające się o dziecko jako pierwszą wskazówkę słyszą: „wrzućcie na luz”. A co jeśli wakacje nie pomogły, lato i czas pełen relaksu za nami, a efektów ciągle brak? Dlaczego może być to złudna porada i jak można uchronić się przed dodatkowym stresem?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Emocje i stan psychiczny mają duże znaczenie w trakcie starań o dziecko. Są jednak przyczyny niepłodności, które nie miną nawet na najpiękniejszych wakacjach. Niepłodność to choroba. Czy w przypadku innych chorób znajomi również mówią „wrzućcie na luz”? Raczej nie. Bez właściwej diagnostyki czas bezowocnych zmagań może powodować frustrację i ostatecznie wydłużyć czas starań o dziecko” –  mówi dr Hanna Starosławska z warszawskiej Przychodni Novum.

Jest to tym ważniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że upływający czas zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem płodności: „O tym czy i o ile możemy przedłużyć naturalne starania, można zdecydować po badaniach oceniających potencjał rozrodczy pary. Wiek kobiety – głównie ten biologiczny, a nie metrykalny – zawsze ma znaczenie. Czasami metrykalnie kobieta jest w najlepszym okresie rozrodczym, lecz jej komórki jajowe są dużo „starsze” (obniżona rezerwa jajnikowa). Jest ich coraz mniej,  mogą mieć obniżoną zdolność do zapłodnienia i prawidłowego rozwoju, mimo, że dochodzi do owulacji. Wtedy nawet jeśli wiek nie jest zaawansowany naprawdę trzeba szybko rozpocząć specjalistyczną diagnostykę i nie odwlekać leczenia” – podkreśla nasza ekspertka.

Tak – potrzebujemy specjalisty!

Niepłodność, podobnie jak inne choroby, najskuteczniej diagnozuje się i leczy się w ośrodkach specjalistycznych. Dlatego, nawet jeśli do tej pory korzystałyśmy z pomocy „swojego” zaprzyjaźnionego ginekologa, warto wybrać się do takiej kliniki, chociażby na konsultacje. Jednoczesna ocena płodności kobiety i mężczyzny, specjalistyczne badania i ocena wyników przez zespół lekarzy zajmujących się płodnością, pomoże w ustaleniu na jakim etapie jest para, czy już potrzebna jest interwencja medycyny i w jakim stopniu.

Zdarza się słyszeć opinie i obawy, że skorzystanie z pomocy kliniki leczenia niepłodności jest równoznaczne z in vitro. Czy często specjaliści spotykają się z tego typu obawami? „Przede wszystkim, dla wielu par przekroczenie progu kliniki leczenia niepłodności jest swego rodzaju postawieniem kropki nad „i”, zmierzeniem się z trudnym faktem: jesteśmy niepłodni.

Jednak w specjalistycznym ośrodku wszyscy pacjenci w poczekalni są z tego samego powodu; nikt  nikogo nie ocenia a personel stara się pomóc. W klinice, która zatrudnia zespół specjalistów związanych z medycyną rozrodu i w której dostępne są wszystkie metody leczenia niepłodności, rodzaj terapii dopasowywany jest do potrzeb pary, a nie ograniczany możliwościami ośrodka.

In vitro to najbardziej zaawansowana technika leczenia, która proponowana jest tylko w uzasadnionych przypadkach i ze wskazań medycznych” – mówi dr Starosławska i uspokaja zaniepokojonych: „Rzeczywiście wykonujemy w nOvum bardzo dużo zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego. Wynika to z faktu, że nasze efekty i ponad 20-letnie doświadczenie powodują, że  zgłaszają się do nas pacjenci, którym tylko ta metoda leczenia może pomóc. Jednak droga od progu ośrodka z całą pewnością nie wiedzie prosto do in vitro!”.

Wakacje i postanowienia

Podejmując decyzję o rozpoczęciu diagnostyki i leczenia niepłodności warto zastanowić się jakie są kluczowe argumenty przemawiające za wyborem specjalistycznej kliniki. Czy korzystny dla nas będzie dostęp do wielu specjalistów jednocześnie, a co za tym idzie skrócenie czasu diagnostyki? Czy może też holistyczne podejście do problemu?

Specjalistyczny ośrodek to przede wszystkim zespół współpracujących ze sobą lekarzy, embriologów i diagnostów. Przyspiesza to diagnostykę, a po konsultacjach z ekspertami różnych specjalizacji,  pozwala wybrać najwłaściwszą metodę leczenia. Wszystko dzieje się szybciej i często korzystniej finansowo, niż rozłożone w czasie kolejne i kolejne badania.

No i najważniejsze: klinika to miejsce, gdzie wiedza, doświadczenie i sprzęt pozwalają na zastosowanie odpowiedniego leczenia na każdym etapie niepłodności. W tym kontekście decyzja o przekroczeniu progu specjalistycznego ośrodka wydaje się być bardziej konkretną propozycją, niż „wrzucenie na luz”. Szkoda tracić czas, warto o siebie skutecznie zadbać!

Zobacz także:

Dla kogo zapłodnienie in vitro jest właściwą metoda leczenia

A tak poza tym…wakacje, czyli urlop od niepłodności

Plusy i minusy lata – czy przed i po transferze można się opalać?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.