Przejdź do treści

Dlaczego badanie zarodków jest ważne

Badanie zarodków

Naukowcom udało się podtrzymać rozwój zarodka poza organizmem kobiety na czas dwóch tygodni. „To osiągnięcie na skalę światową, może nawet na miarę Nobla” – mówi prof. Kuczyński.

Zarodki, wykorzystywane podczas procedury in vitro, zwykle w piątej dobie od zapłodnienia podawane są do jamy macicy. Do tej pory uważano, że to optymalny czas, w którym są największe szanse na implementację.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie zarodków pomocne w walce z poronieniami

Wtedy zarodek wykluwa się z własnej osłony i zagnieżdża się w błonie śluzowej macicy. Przełomem są badania naukowców z Rockefeller University pod kierunkiem Alego H. Brivanlou, którym udało się stworzyć sztuczne warunki, umożliwiające zarodkom normalny rozwój do 14. doby poza macicą, bez konieczności sterowania jakimikolwiek substancjami.

Badania mają szczególne znaczenie w kwestii zapobiegania wczesnym poronieniom, wadom rozwojowym, tak samo jak w przypadku medycznych zastosowań komórek macierzystych.
Poznaliśmy dokładny sposób różnicowania komórek zarodkowych, samoorganizację tych komórek, wytwarzanie listków zarodkowych, czyli wczesne etapy rozwoju człowieka, co jest istotne dla diagnostyki przedimplantacyjnej. Te badania rzuciły nowe światło na rolę endometrium (czyli błony śluzowej wnętrza macicy), czy wpływ macicy na implantację. Są bardzo interesujące również z punktu widzenia przyszłych terapii i możliwości leczenia wielu chorób za pomocą ludzkich komórek macierzystych – tłumaczy prof. Waldemar Kuczyński w wywiadzie dla Gazety Wyborczej.

Szansa na kontynuację badań

Jest duża szansa, że badania będą kontynuowane. „Jeżeli jakiś kierunek badań jest rzeczywiście obiecujący, a ich koszty w każdym aspekcie – etycznym, moralnym, poznawczym i finansowym – równoważą wymierne zyski, to Amerykanie się na to godzą” – przekonuje prof. Kuczyński.

Przepisy obowiązujące w USA ograniczają czas obserwacji rozwoju ludzkiego zarodka w warunkach in vitro do 14 dni rozwoju zarodka i wymagają specjalnych zezwoleń komisji bioetycznych. Po tym czasie niektóre grupy komórek tworzące zawiązki listków zarodkowych, zostają przeznaczone do innych badań.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Zobacz także:

Nie ma in vitro bez mrożenia zarodków!

Gen naprawiony w ludzkim zarodku. Czy to przełom w leczeniu, czy może początek ery modyfikowanych dzieci?

Świeży czy mrożony?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

In vitro – Terapia a nie fanaberia – felieton męskim okiem

In vitro
In vitro

Irytuje mnie, gdy słyszę wypowiedzi niektórych osób, które przekonują, że in vitro to nie jest  żadną terapią, bowiem nie rozwiązuje problemu jakim jest niepłodność. O dyskryminacji osób korzystających z in vitro w naprawdę mocnych słowach.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przecież nie jest to jedyna procedura medyczna, która działa właśnie na takiej zasadzie, czyli osiąga efekt terapeutyczny, ale nie likwiduje pierwotnego problemu. Nie trzeba szukać daleko aby przytoczyć inne przykłady powszechnie uznawanych procedur medycznych, które działają dokładnie tak samo, jak in vitro.

Na przykład zastrzyki z insuliny stosowane w leczeniu cukrzycy nie wyleczą przecież trzustki, ale wyręczą ją w wypełnianiu zadań, a co za tym idzie efekt terapeutyczny zostanie osiągnięty. Podobnie proteza nogi nie sprawi, że utracona noga nagle odrośnie, ale umożliwi w miarę normalne funkcjonowanie i poprawi komfort życia. Jakoś nie słychać głosów, że należy zaprzestać stosowania protez czy insuliny gdyż są przeciwko naturze.  Uznawanie jedynie procedury in vitro jako jedynej będącej przeciw naturze jest niesprawiedliwe i krzywdzące.

In vitro: procedura medyczna lecząca niepłodność

In vitro to przecież nic innego jak jednak z procedur medycznych, której celem jest osiąganie efektu terapeutycznego głównie w stosunku do osób borykającą się z problemem niepłodności. A niepłodność jest oczywiście chorobą, która jak każda inna znalazła swoje miejsce w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Jako N97 oznaczona jest niepłodność kobiet a jako N46 mężczyzn. Dla odmiany cukrzyca insulinozależna to E11. Dlaczego zatem twierdzić, że leczenie jednej z chorób jest właściwe i zgodne z naturą i godnością człowieka, a innej już nie? Kto i dlaczego ma prawo podejmować takie decyzje?!

Czytaj też: Ostatnia szansa na vitro. Czy rząd zniszczy ich marzenia? 

In vitro: kto płaci za tę chorobę?

Moim zdaniem kluczowe jest, aby zacząć patrzeć na in vitro jako na metodę terapeutyczną, a  niepłodność zacząć postrzegać jak jedną z wielu chorób. Wystarczy już, że zapłodnienie in vitro nie jest refinansowane ze środków publicznych.

Przecież osoby borykające się z problemem niepłodności płacą normalne składki na NFZ, a jednak za leczenie swojej przypadłości muszą dodatkowo płacić ogromne pieniądze. Być może osoby takie wolałby aby NFZ przestał refundować operacje bariatryczne (odchudzające) a zaczął refundować kosztowne leczenie niepłodności.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że problem niepłodności pomijając oczywistą konsekwencję niemożliwości posiadania potomstwa, wiąże się z szeregiem problemów natury psychicznej jak depresja oraz może utrudniać normalną egzystencje w społeczeństwie. Dokładnie tak, jak paraliż nóg utrudnia egzystencję w społeczeństwie osobie bez wózka inwalidzkiego. Nikt jednak nie krzyknie, że wózek inwalidzki jest wbrew naturze!

In vitro a protesty obrońców życia

O społecznej ignorancji dla problemu in vitro świadczą niewątpliwie protesty tak zwanych obrońców prawa do życia, którzy demonstrują z plakatami zamrożonych kilku miesięcznych płodów. Przecież zarodek jaki bierze udział w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wygląda diametralnie inaczej.

To tylko kilka komórek, z której może lecz nie musi niestety powstać nowe życie. Osoby leczące się w klinikach in vitro byłby wielokrotnie bardziej szczęśliwe, gdyby transferowane zarodki wyglądały tak jak na plakatach przeciwników in vitro bowiem zapewne szansa  na ciąże z takich zarodków byłaby zdecydowanie większa. Tak jednak nie jest, a podany zarodek wcale nie musi zagnieździć się w macicy przyszłej matki… Dokładnie jak przeszczep narządu może, ale nie musi się przyjąć…

Złote rady o adopcji zamiast in vitro

Fatalnym jest gdy osoby borykające się z problemem niepłodności słyszą od innych osób „złote rady” , że mogą adoptować sobie dziecko.  Szkoda tylko, że osoby dające takie rady same nie adoptują dziecka. Domy dziecka wtedy nie byłyby tak przepełnione, bowiem wiele jest osób dających takie wspaniałe rady. Przecież adopcja to bardzo skomplikowana sprawa, o wiele bardziej złożona w porównaniu z posiadaniem biologicznego dziecka. Po pierwsze nie każdy jest gotowy aby zdecydować się na adopcje. Po drugie dzieci adoptowane często mają różne problemy zdrowotne, a nie każdy jest gotów wziąć na wychowanie chore dziecko. Decyzja o ewentualnej adopcji jest sprawą indywidualną każdego człowieka, i na pewno nie należy dawać rad tego typu osobom mającym problemy z płodnością. Dokładnie tak samo jak obrońcy życia walczą o zakaz aborcji chorych płodów, ale jednak sami nie ustawiają się w kolejce, aby adoptować chore dzieci. Najłatwiej zawsze decyduje się za innych czy ocenia postępowanie innych osób…

Czytaj też: Adopcja a niepłodność

In vitro: dyskryminowane społecznie

Jak już wcześniej pisałem in vitro wiąże się z ogromnymi kosztami, a nie jest refundowane przez Państwo. W związku z powyższym nie każdego stać na taką droga terapię. Niektórzy decydują się spróbować zebrać środki w internecie w ramach finansowania społecznościowego, które tak doskonale sprawdza się w przypadku innych chorób. Niestety, przeważnie napotykają na ogromne niezrozumienie i wiele negatywnych uwag. Często słyszy się, że skoro nie stać ich na in vitro to jak ma być ich stać na utrzymanie dziecka i że w związku z tym nie powinni go mieć. Czy na pewno tak jest, że utrzymanie dziecka kosztuje 60 tys rocznie czyli 5 tysięcy miesięcznie? Skąd taka kwota? Tyle bowiem potrafią kosztować dwa cykle terapii in vitro połączone z zaawansowaną diagnostyką. Takie dwie terapie z powodzeniem można odbyć w ciągu jednego roku. Czy zatem na pewno porównanie kosztów terapii in vitro do utrzymania dziecka jest zasadne? Poza tym niezrozumiałym wydaje się być, że finansowanie społecznościowe sprawdza się do zbierania środków na chore dzieci, a nie sprawdza się gdy ktoś chce zebrać środki na to aby mieć zdrowe dziecko dzięki in vitro, a co za tym idzie nie musieć zbierać pieniędzy na jego leczenie.. Czy na pewno nie lepiej zapobiegać niż leczyć ? Nie ma też niestety żadnych fundacji które umożliwiłyby zbieranie 1% podatku na leczenie niepłodności. Dlaczego tak choroba jest tak bardzo dyskryminowana społecznie?

In vitro: nie tylko na niepłodność

Kończąc należy podkreślić, że in vitro nie jest tylko i wyłącznie dedykowane osobom borykającą się z problemem niepłodności rozumianej jako niemożliwość zajścia w ciążę. In vitro umożliwia badanie genetyczne już na etapie blastocysty umożliwia wczesne wykrycie chorób przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu można sprawić, że dziecko narodzone będzie pozbawione ciężkiej choroby a co za tym idzie cierpienia, bólu czy nawet  przedwczesnej śmierci. Przecież żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko cierpiało czy spędzało życie w szpitalu zamiast na placu zabaw. Dlaczego zatem nie miałby uchronić go od tego dzięki analizie genetycznej w stadium blastocysty? Obrońcy życia pewnie stwierdzą, że efektem takiej analizy jest to, że chore zarodki pozostają zamrożone w klinikach leczenia niepłodności co jest nieludzkie. Żaden problem, mogą przecież zgłosić się sami do takiej kliniki i adoptować taki zamrożony zarodek, a potem patrzyć jak cierpi po narodzeniu. Ale nie.. przecież osoby podnoszące takie argumenty mają przeważnie swoje cudowne bezproblemowe życie i gromadkę zdrowych dzieci. Dzięki temu mają czas aby oceniać pod względem moralno-etycznym postępowania innych…  Przecież gdyby siedzieli 24 godziny na dobę w szpitalu z chorym dzieckiem nawet przez głowę by im nie przyszło, że mogą stanąć na ulicy z absurdalnym transparentem pokazującym zamrożone kilkumiesięczne dzieci… Ale zdecydowanie prościej ocenia się innych, gdy samemu nie ma się pojęcia o tym co to znaczy mieć chore dziecko czy wyprawić swojemu dzieciątku pogrzeb zamiast imprezę na pierwsze urodziny…

In vitro pozwala uniknąć cierpienia zarówno dziecka jak i rodzica, cierpienia zarówno psychicznego oraz fizycznego i tak należy na nie patrzyć. Nie można też zastąpić go naprotechnologią, bowiem problemy które może rozwiązać zapłodnienie pozaustrojowe są zupełnie innego kalibru, niż te na które może pomóc obserwacja ciała kobiety….

Mam nadzieję, że społeczne postrzeganie in vitro w końcu się zmieni a osoby skazane na tą terapię dostaną należne społeczne wsparcie a nie potępienie..

Autor: Kacper K. bloger, który pisze o staraniach właśnie z in vitro z PGD po stracie dwóch córek http://facet-o-invitro.pl/

POLECAMY:

Rokowania w leczeniu niepłodności – najnowsze badania ESHRE

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

5 faktów o testach owulacyjnych – sprawdź, co mówi lekarz!

testy owulacyjne

Starania o ciążę mogą wiązać się z licznymi wizytami u specjalistów, badaniami, monitoringiem cyklu. Jednym z elementów diagnostyki, jak i samych starań właśnie, są m.in. testy owulacyjne. Postanowiliśmy przyjrzeć się im bliżej – czy ich wykonywanie jest konieczne? Co tak naprawdę pokazują i komu są polecane? 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Co wskazują?

Testy owulacyjne badają poziom hormonu luteinizującego (LH). Wykonuje się je na kilka dni przed owulacją, by określić tzw. pik LH, czyli nagły wzrost stężenia opisywanego tu hormonu. Wyznaczenie momentu pęknięcia pęcherzyka Graafa i uwolnienia się dojrzałej komórki jajowej, zwiększa szanse na ciążę. W momencie, gdy jedna z próbek jest dodatnia i tzw. pik LH został złapany, zakładamy, iż w przeciągu 12-24 godzin powinna wystąpić owulacja.

2. Jak należy je wykonywać?

Test powinno wykonywać się dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Co ważne, poranny test musu być wykonany dopiero z kolejnej porcji moczu (nie z moczu nocnego). „Warto pamiętać, że wykonywanie testu raz dziennie – np. tylko rano lub tylko wieczorem – nie ma sensu. Przede wszystkim, poranny test nie powinien być wykonywany z moczu nocnego, który zbiera się w organizmie po nieraz nawet kilkunastu godzinach” – mówi w rozmowie z nami mówi dr Robert Gizler, specjalista ginekolog-położnik z kliniki InviMed we Wrocławiu.

 3. Testy owulacyjne nie są podstawą

Interpretacja wyników jest utrudniona, gdy cykle kobiet są nieregularne. Często nie wiadomo wtedy nawet, kiedy należy zacząć owe testy wykonywać (jeżeli nie wiemy kiedy w ogóle może wystąpić owulacja). Stąd tak ważne jest by traktować testy owulacyjne jako wspomaganie leczenia, a nie jego podstawę. Powinny być one połączone z klasycznym monitorowaniem i wykonywane po konsultacji z lekarzem.

Testy owulacyjne to element wspomagający diagnostykę. Nie powinno się jednak na nich bazować i określać je jako główny element, na którym będzie opierać się ewentualne leczenie. Do tego służą konkretne badania hormonalne i konkretny sposób monitorowania cyklu. Dopiero połączenie jednego z drugim da nam sposób na to, by ocenić cykl kobiety” – słyszymy od eksperta.

4. Mogą budzić wątpliwości

Wyniki mogą być fałszywie pozytywne lub fałszywie negatywne, szczególnie w przypadku ewentualnych zaburzeń. Ponownie – należy oprzeć się tutaj przede wszystkim na wskazaniach lekarza. „Części przypadków PCOS towarzyszy nadmierne wydzielanie hormonu LH i nieraz jest on obecny w moczu właściwie przez cały czas. W takim wypadku testy owulacyjne są np. cały czas dodatnie lub cały czas słabo dodatnie. Może to wywoływać tylko niepotrzebne, dodatkowe frustracje i tak naprawdę nie przekazywać nam żadnych informacji” – zaznacza dr Gizler.

5. Uważaj na dodatkowy, niepotrzebny stres!

Przyjrzyj się także swoim emocjom, które pojawiają się w czasie starań o dziecko. „Nawet z medycznego punktu widzenia nadmierne wykonywanie testów może przeszkadzać. W niektórych przypadkach może budować swego rodzaju fałszywe przekonanie, że owulacji nie ma, lub cykl jest nieprawidłowy, podczas gdy dziewczyna ma np. bardzo regularne miesiączki, co jest zupełnie niecharakterystyczne dla cykli bezowulacyjnych. Ona zaś zacznie frustrować się negatywnymi wynikami testów, a być może po prostu ominęła pik LH” – opiniuje ginekolog-położnik. Jeżeli zauważysz, że wykonywanie testów zaczyna wiązać się ze zbyt dużą frustracją, zastanów się, dlaczego tak się dzieje. Być może specjalista będzie miał inny pomysł na śledzenie twojego cyklu? Dla własnego dobra, warto byłoby to skonsultować.

Zobacz też:

Najczęstsze objawy owulacji. O niektórych mogłaś nie wiedzieć

4 składniki, które warto suplementować w czasie starań – poznaj porady lekarza

Za niski i za wysoki poziom ESTROGENÓW – co warto wiedzieć?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

co to jest naprotechnologia
/ fot. Fotolia

Niektórzy w nią nie wierzą, inni właśnie ze względu na wiarę przy planowaniu dziecka polegają głównie na niej. Warszawa chwali się, że dzięki realizacji projektu opartego na tej metodzie już trzy rodziny spodziewają się potomstwa. Mowa o naprotechnologii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest naprotechnologia?

Naprotechnologia to metoda diagnozowania i leczenia niepłodności, jej nazwa pochodzi od słów Natural Procreative Technology (Metoda Naturalnej Prokreacji). Korzysta się w niej z osiągnięć ginekologii, chirurgii i endokrynologii. Jest to całkowicie naturalna metoda opracowana przez profesora Thomasa Hilgersa pod koniec lat 80′ XX wieku.

Polega na monitorowaniu i utrzymaniu zdrowia rozrodczego i opiera się głównie na naturalnych sposobach planowania rodziny, akceptowalnych przez Kościół Katolicki. Skupia się m.in. na obserwacji cyklu, śluzu, temperatury, samopoczucia kobiety, dzięki czemu można wyznaczyć dni płodne i wykryć ewentualne zaburzenia. Metoda ta maksymalizuje dobre okoliczności do zajścia w ciążę, ale sama w sobie nie leczy niepłodności.

Co ciekawe, nazwa naprotechnologia jest zastrzeżona znakiem towarowym. Z tego względu osoby nieupoważnione nie mogą posługiwać się tą nazwą, ani przeprowadzać badań na ten temat. Jedynymi recenzentami badań są również praktycy naprotechnologii.

– Hilgers nie praktykuje 21-wiecznej, zachodniej i opartej na faktach medycyny – twierdzi dr Richard Paulson z University of Southern California Keck School of Medicine.

Jednocześnie zwraca uwagę na często powtarzany mit na temat niskiej, w porównaniu do in vitro, ceny za kurację. A ceną często jest tu czas. Jeżeli pacjentka bezskutecznie korzysta z naprotechnologii przez 10 lat, jej szanse na ciążę drastycznie maleją.

Należy też zaznaczyć, że ceny w placówkach korzystających z metody naprotechnologii do tanich nie należą. Za jedną konsultację w poznańskiej klinice zapłacimy 300 zł. Do tego trzeba doliczyć jeszcze diagnostykę – koszty wizyty u alergologa, dietetyka.

Statystyki kontra rzeczywistość

To prawda, że in vitro nie gwarantuje cudownego uleczenia niepłodności. Tylko 30 proc. kobiet po pierwszym podejściu do zabiegu udaje się urodzić dziecko. Dla kobiet powyżej 30. i 40. roku życia współczynnik ten jest jeszcze niższy. W Polsce skuteczność in vitro mieści się w granicach 36 proc., w niektórych klinikach odnotowuje się nawet 41 proc. udanych zabiegów.

Często przytacza się argument, że przy zastosowaniu metod naprotechnoogii skuteczność wynosi do 60 proc. O takich liczbach mówi prof. Włodzimierz Sawicki, kierownik Katedry i Kliniki Położnictwa Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej II WL Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Warto przy tym zaznaczyć, że ze względu na wcześniej wspomniany zastrzeżony znak towarowy, osoby nieupoważnione nie mogą prowadzić badań nad skutecznością metody. W żadnej szanowanej bazie medycznej nie ma też obiektywnych badań oceniających skuteczność naprotechnologii.

Zobacz także: In vitro – objawy pacjentów

Alternatywa dla in vitro?

Naprotechnologia często na równi stawiana jest z in vitro. Nic bardziej mylnego! W pewnych przypadkach naprotechnologia nigdy nie pomoże w staraniach o dziecko. Takiego zdania jest m.in. prof. Marian Szamatowicz, „ojciec polskiego in vitro”. –

Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro! To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze biorą za to niemałe pieniądze – mówi profesor, który jako pierwszy w Polsce w 1987 roku dokonał udanego zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego.

Należy nadmienić, że nie każdy rodzaj niepłodności leczy się w ten sam sposób. W klasycznej medycynie, gdy zawiodą wszystkie metody leczenia objawowego, pozostaje in vitro. Natomiast przy naprotechnologii pacjent może albo pogodzić się z bezdzietnością, albo adoptować dziecko.

– Termin naprotechnologia jest nieporozumieniem, to przecież zwykłe postępowanie diagnostyczno-terapeutyczne, które my, lekarze zajmujący się leczeniem niepłodności, stosujemy u par chcących zajść w ciążę. […] Nazywanie powszechnie dostępnych metod stosowanych od kilkudziesięciu lat rewolucyjną metodą leczenia niepłodności to hipokryzja – twierdzi prof. Jerzy Radwan.

Zobacz także: Przyczyny o objawy niepłodności

Po objęciu rządów przez Prawo i Sprawiedliwość wygaszono rządowy projekt leczenia niepłodności metodą in vitro. Wygląda na to, że władza chce jeszcze bardziej utrudnić sprawę. Samorządy, które same wykładają pieniądze na lokalne projekty in vitro, od niedawna o zgodę na rozpoczęcie programu muszą pytać podległą ministrowi zdrowia Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT).

W Warszawie, która również z własnej kasy dofinansowuje zabiegi in vitro, od tego roku działa pilotażowy program leczenia niepłodności metodą naprotechnologii. Na lata 2017-2019 na ten cel miasto przeznaczy 300 tys. zł.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: motherjones.com, proinvitro.pl, Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Nie będzie dofinansowania in vitro w Płocku

Nie będzie dofinansowania d in vitro w Płocku
Projekt dofinansowania in vitro przegrał z inicjatywą "Mobilna oświata" / fot. Fotolia

Nie będzie programu leczenia niepłodności metodą in vitro w Płocku. Projekt ten odpadł w głosowaniu w ramach budżetu obywatelskiego Płocka. Największym poparciem cieszyła się natomiast inicjatywa „Mobilna oświata”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ramach obecnej edycji budżetu obywatelskiego mieszkańcy Płocka wybierali po jednym projekcie z dwóch kategorii. Do tegorocznej, szóstej już edycji budżetu zgłoszono 80 projektów, 22 z nich oceniono negatywnie pod względem formalno-prawnym.

Płock bez dofinansowania na in vitro

Projekt dofinansowania in vitro otrzymał jedynie 337 głosów. Z 1200 głosami zwyciężyła inicjatywa „Mobilna oświata”, która zakłada zakupu trzech aut dla szkół. Poparciem cieszył się również projekt budowy przystani cumowniczej w stanicy klubu motorowodnego, pomysł zakupu statku ratowniczego oraz zakup łodzi dla płockich wioślarzy.

Na projekty ogólnomiejskie miasto przeznaczy blisko 2 mln zł., natomiast na inicjatywy osiedlowe, gdzie wyłoniono 12 projektów, Płock da niemal 3 mln zł.

Co zakładał projekt?

Zgodnie z założeniem autora, projekt leczenia niepłodności metodą in vitro miałby potrwać dwa lata do 2019 roku i obejmowałby dofinansowanie do 60 zabiegów. Miasto dopłacałoby maksymalnie pięć tys. złotych do jednego zabiegu. Z projektu mogłyby skorzystać pary z Płocka pozostające zarówno w formalnych, jak i nieformalnych związkach.

Jak zauważył prezydent miasta Andrzej Nowakowski, choć często poruszany, temat in vitro nie okazał się aż tak istotny dla mieszkańców Płocka. Już w marcu br. radni odrzucili obywatelski projekt dofinansowania procedury in vitro. Projekt zgłosił Komitet Obywatelski „Nowoczesny Płock dla Rodziny”. Przeciwko opowiedzieli się wówczas radni PiS i dwóch radnych PO.

Zobacz także:

Dzieci z in vitro tyją szybciej niż rówieśnicy – twierdzą naukowcy z ESHRE

Ile kosztuje in vitro w Polsce? Cennik vs rzeczywistość

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: samorzad.pap.pl, portalsamorzadowy.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.