Przejdź do treści

Dieta dla płodności, czyli wszystko co przyszły rodzic powinien wiedzieć

dieta dla płodności

Badania prowadzone przez różne instytuty naukowe na całym świecie potwierdzają, że określone składniki diety są potrzebne dla płodu, zanim kobieta zajdzie w ciążę, a ich odpowiednia ilość może zmniejszyć ryzyko powikłań w ciąży oraz wystąpienia w przyszłości chorób u dziecka. Nie wszystkie przyszłe matki (i ojcowie!) wiedzą, a jeśli nawet – nie przywiązują należytej wagi do tego, że to, co jedzą dziś, wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników za kilka miesięcy.

Dieta dla płodności autorstwa Sylwii Leszczyńskiej to niezbędnik dla kobiet i mężczyzn, którzy zmagają się z obniżoną płodnością i niepłodnością i chcą odżywiać się zdrowo w okresie przygotowania do ciąży. To kompendium wiedzy na temat wpływu diety na płodność oraz zdrowie przyszłego dziecka.

Wiem, co jem

Szacuje się, że co piąta para w Polsce w wieku rozrodczym ma problem z poczęciem dziecka (około 20% par, w sumie 1,5 mln kobiet i mężczyzn; niektóre statystyki mówią nawet o 3 mln niepłodnych Polaków). To problem nasilający się z każdym rokiem. Uważa się, że problem niepłodności obecnie w 40% jest zależny od kobiety i w 40% od mężczyzny, w 20% dotyczy obojga partnerów. Dieta propłodnościowa to właściwe przygotowanie do ciąży, zmniejszenie ryzyka poronień oraz wzmocnienie płodności. Przestawienie się na nią jest jedną z lepszych zmian dla zdrowia rodziców i ich przyszłego dziecka. Dowodzą tego liczne badania. Odżywianie wpływa na zdrowie organizmu i układu rozrodczego.

Sylwia Leszczyńska, dietetyk kliniczny, specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności stworzyła swoiste kompendium wiedzy dla przyszłych rodziców.

Dieta dla płodności odpowiada na pytania:
  • co wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników?
  • jakie składniki diety są potrzebne do wydzielania przez organizm hormonów i ich działania?
  • dlaczego dieta ma kluczowe znaczenie w staraniach o dziecko?
  • które produkty wpływają pozytywnie, a które mogą szkodzić?

Jedzenie zgodnie ze wskazówkami w trakcie planowania dziecka i zgodnie z dietą propłodnościową jest czymś, co może zrobić każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, płodności czy aktualnych jej zaburzeń, wieku, czasu i pieniędzy. Wszyscy jemy, więc czemu jedzenia nie wykorzystać do poprawy samopoczucia, wpłynąć na lepsze zdrowie swoje i przyszłego dziecka, prawidłowy przebieg ciąży czy zwiększenie płodności?

Prawidłowa dieta ma zasadniczy wpływ na nasze zdrowie. W ostatnich latach poczyniono wiele obserwacji wskazujących na wpływ dobrze zbilansowanej diety na płodność i rozwój płodu.
Książka, która trzymacie Państwo w ręku nie tylko wyjaśni mechanizmy działania prawidłowej diety, ale zawiera również praktyczne wskazówki jak dobierać spożywane posiłki, aby zwiększyć szansę na zajście w ciążę i poprawić zdrowie nienarodzonego jeszcze dziecka. Polecam tę książkę wszystkim parom chcącym przygotować swoje organizmy przed planowaną ciążą, mającym problemy z zajściem w ciążę, jak również tym, którym na sercu leży zdrowie przyszłego potomstwa.

prof. CMKP dr hab. n. med. Romuald Dębski

Dieta dla płodności to program dietetyczny wspomagający organizm i układ rozrodczy. To dieta bogata w kluczowe dla płodności składniki, potrzebne do produkcji i działania hormonów, tworzenia komórki jajowej i plemników, zachowania regularnych owulacji, rozwoju płodu i podstawa do zachowania zdrowia dziecka w przyszłości. To dieta, która skupia się na tym, aby dać rodzicom i ich przyszłemu dziecku jak najlepszy start.

Otrzymacie ponadto istotne w kontekście płodności porady innych specjalistów, z którymi autorka współpracuje na co dzień: dr n med. Jakuba Rzepki, spec. ginekologii i położnictwa; Małgorzaty Jolanty Kaczyńskiej, psychologa; dr n med. Piotra Miśkiewicza, spec. endokrynologii i chorób wewnętrznych; Natalii Wawszczyk, fizjoterapeutki, spec. uroginekologii i położnictwa; lek. dent. Elizy Ganczarskiej-Kaliszuk. W książce znajdziecie także zbilansowane menu w oparciu o przepisy Mateusza Gesslera.

Sylwia Leszczyńska – dietetyk kliniczny, psychodietetyczka. Specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności. Absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Prowadzi Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita”.

06 Sylwia Leszczyńska cz-b_4
Książka dostępna na stronie www.ksiegarnia.zwierciadlo.pl i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski. Obszerne fragmenty można będzie wkrótce pobrać bezpłatnie w serwisie www.przeczytam.pl

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Diagnostyka mężczyzny w walce z niepłodnością – czego można się spodziewać?

diagnostyka mężczyzny

U podstaw leczenia niepłodności leży prawidłowa i szeroka diagnostyka. Dotyczy ona też panów, bowiem jak wskazują dane około, w około 35 proc. przypadków, to czynnik męski jest przyczyną niepowodzeń w staraniach o dziecko. Czego może spodziewać się mężczyzna podczas diagnostyki niepłodności?

Przede wszystkim ważne jest by diagnostyka była wykonana możliwie szybko – czas nie działa na korzyść płodności. Na pewno inaczej wygląda to u par, które ledwie przekroczyły 20 rok życia, a inaczej u tych po 35-tce. Często spotkać się można jednak z mitem, że wiek to problem dotyczący tylko płodności kobiet. Owszem, to one są bardziej narażone na upływ czasu, ale nie tylko: „U mężczyzn, w przeciwieństwie do kobiet, nie ma gwałtownego spadku płodności, ale dochodzi do stopniowego, delikatnego zmniejszania się koncentracji plemników objętości nasienia, a to powoduje, że np. 40 letni mężczyzna potrzebuje więcej czasu, żeby zapłodnić taką samą partnerkę niż 25 latek” – mówił w rozmowie z nami androlog [TUTAJ].

Istotne jest także wykonanie badań w wyspecjalizowanej placówce, w której pracują eksperci zajmujący się tym właśnie problemem. Najlepiej by było to szerokie grono specjalistów – androlog, urolog etc.

Czas start!

Wizyta u androloga rozpocząć powinna się od wywiadu – pytań dotyczących stylu życia, diety, używek, przebytych chorób, zaburzeń danego mężczyzny. Kolejny etap to sprawdzenie ogólnego stanu zdrowia, ale też badanie narządów płciowych. Lekarz może zlecić przy tym dodatkowe badania, takie jak morfologia, czy analiza nasienia.

Sprawdź opis przebiegu wizyty u androloga >>KLIK<<

Podstawowym badaniem nasienia jest seminogram. Pozwala ono sprawdzić koncentrację, ruchliwość, żywotności i budowę plemników, a także ocenę płynu nasiennego. Przed badaniem należy zachować wstrzemięźliwość płciową przez 2-7 dni.

Wykonany może zostać także posiew nasienia w kierunku bakterii i grzybów. Jeśli okaże się, że w danej próbce pojawiają się bakterie, których to ilość może spowodować stany zapalne, wykonywana jest dalsza diagnostyka. Ma ona na celu sprawdzenie, które grupy antybiotyków będą koniecznie do leczenia danego pacjenta.

Badaniem, które może także pojawić się w pracy z mężczyzną, jest między innymi biopsja. „Jeśli gruczoł krokowy jest powiększony, lekarz może zlecić także USG lub biopsję prostaty, badania markerów nowotworowych narządów płciowych (prostaty, jąder, nadnerczy): PSA, fl-HCG, AFP, CEA” – pisaliśmy w naszym portalu.

Należy pamiętać jednak, że każdy przypadek jest indywidualny. Warto zaufać w tym kontekście specjalistom – to oni mają największą wiedzę. Jeśli pojawiają się w nas jakiekolwiek pytania, zadajmy je lekarzowi. Także pytania odnośnie właśnie niezbędnych badań i testów. Należy też pamiętać, że nie zawsze wizyta u androloga powinna wiązać się z chęcią posiadania dzieci. Dobrze jest weryfikować swoją płodność już wcześniej: „To, że wyglądamy jak mężczyzna, mamy sprawne stosunki, dobrą jakość życia seksualnego, wcale nie oznacza, że jesteśmy płodni. To nie jest tożsame” – mówił podczas spotkania w ramach kampanii „Niepłodności nie widać”, androlog dr n. med. Jan Karol Wolski.

Drodzy Panowie, dbajcie o siebie!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dieta a starania o dziecko – co jeść aby zwiększyć szansę na dziecko. Rozmowa z autorką książki „Dieta dla płodności”

dieta dla płodności

W ostatnim czasie przeprowadzono wiele badań wskazujących, że określone zmiany wprowadzone do diety poprawiają płodność, jakość nasienia, komórek jajowych, zmniejszają ryzyko poronień. Planujesz ciążę, a może już jesteś w trakcie starań? Przeczytaj koniecznie wskazówki Sylwii Leszczyńskiej, autorki książki „Dieta dla płodności”. Śledź także uważnie nasze konto na Instagramie i FB – książkę można wygrać w jednym z konkursów!

Dlaczego dieta ma tak duże znaczenie w staraniach o dziecko?

Składniki, które dostarczasz z dietą, potrzebne są do budowy oraz działania hormonów, w tym hormonów płciowych. Odpowiadają one za pobudzanie dojrzewania pęcherzyków jajnikowych i ich pękanie, czyli owulację. Znaczna część przypadków niepłodności związana jest z zaburzeniami lub brakiem owulacji, co możemy przywrócić dzięki diecie.

To, co jesz dziś, wpływa na zdrowie komórek jajowych i plemników za 90 dni.

System rozrodczy angażuje nie tylko kobiece narządy płciowe (jajniki, jajowody, macicę), ale także twój mózg (podwzgórze, przysadkę mózgową), tarczycę, korę nadnerczy, trzustkę oraz komórki tłuszczowe. Ich funkcje zależą od naszej diety i stanu odżywienia. Przykładowo nadmiar komórek tłuszczowych powoduje większe wydzielanie cytokin prozapalnych, nasilających reakcję zapalną w organizmie i ograniczających płodność. Jest to szczególnie istotne w PCOS, insulinooporności, ma wpływ na jakość nasienia.

Nie każdy z naszych czytelników miał już okazję kupić książkę „Dieta dla płodności”. Czy możemy w kilku słowach opowiedzieć, co trzeba jeść, a co należy z diety bezwzględnie wyeliminować?

Dla kobiet szczególnie ważne jest utrzymanie stabilnego stężenia glukozy we krwi. Dlatego w codziennej diecie niezbędne są produkty z pełnego ziarna, kasze gruboziarniste, polecam szczególnie płatki gryczane i amarantusowe, umieszczone w książce na liście superfoods dla płodności. Obfitują w żelazo, którego właściwe stężenie zmniejsza ryzyko poronienia, i w witaminy z grupy B – korzystnie działające szczególnie w zaburzeniach owulacji. Polecam migdały bogate w witaminę E i orzechy włoskie – 7 sztuk pokryje 100% dziennego zapotrzebowania na kwasy omega-3, poprawiające regularność cykli, ukrwienie macicy, jakość śluzu płodnego. Warto jeść fasole i warzywa strączkowe – większa ilość białka roślinnego zamiast zwierzęcego poprawia płodność kobiet i mężczyzn. Mężczyznom polecam bogate w selen soczewicę oraz orzechy brazylijskie. Selen oraz cynk – garść pestek dyni dostarczy 30% dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek – potrzebne są do produkcji nasienia. Takich składników jest więcej, w książce zamieszczam je na liście superfoods oraz w gotowych przepisach w rozdziale „Menu propłodnościowe”.

Tak jak są składniki w diecie, które mogą stymulować płodność, istnieją też produkty, które mogą negatywnie działać na układ rozrodczy. Na pewno zaliczamy do nich kwasy tłuszczowe trans, które znajdziemy w fast-foodach, chipsach, słodkich bułkach wypiekanych na bazie utwardzanych margaryn. Słodzone napoje, alkohol, nadmiar kofeiny również nie działają korzystnie.

Jakie składniki odżywcze są szczególnie potrzebne do wydzielania przez organizm hormonów i ich prawidłowego działania?

W codziennej diecie powinny się znaleźć pomarańczowe i żółte warzywa, owoce bogate w beta-karoten. Pozwoli to zapewnić właściwy poziom witaminy A koniecznej do produkcji żeńskich hormonów płciowych. Tłuszcze w ilości zgodnej z zapotrzebowaniem. Szczególnie ważne są kwasy z grupy omega-3, dostarczają ich m.in. siemię lniane, nasiona chia, ryby. Odpowiednia ilość witaminy B6 (otręby, zarodki pszenne, ciecierzyca) razem z cynkiem niezbędna jest do produkcji żeńskich hormonów płciowych oraz właściwego działania progesteronu i estrogenu. To przykłady. Całą kompozycję składników niezbędnych do działania określonych hormonów i zachowania równowagi hormonalnej zamieszczam w książce.

Jak ważna w staraniach o dziecko jest dieta mężczyzny?

Mówiąc o zaburzeniach płodności w 40% przypadków mamy do czynienia z czynnikiem kobiecym, w 40% z męskim, w 20% problem dotyczy obojga partnerów. U mężczyzn płodność mogą zaburzać nadwaga, kłopoty z erekcją, niska jakość nasienia. Dieta przepełniona prozapalnymi czynnikami ma niekorzystny wpływ na komórki i tkanki rozrodcze, w tym na bardzo wrażliwe komórki, jakimi są plemniki. Z kolei poprawa diety wpływa na budowę i odbudowę hormonów, ochronę komórek, jakość plemników, ich ruchliwość i ilość. Właściwy sposób odżywiania decyduje również o masie ciała. Badania wykazały, że nadwaga i otyłość wiążą się często z występowaniem oligozoospermii lub azoospermii. Udokumentowano również, że spadek masy ciała związany był z poprawą gospodarki hormonalnej, zwiększeniem ilości testosteronu i liczby całkowitej plemników w ejakulacie.

Przeczytałam w pani książce, że dieta powinna być uzależniona od przyczyn niepłodności. Co to oznacza w praktyce?

[…]

okładka_3d_jpg

Sylwia Leszczyńska – dietetyk kliniczny, psychodietetyczka. Specjalistka w zakresie leczenia dietą niepłodności i obniżonej płodności oraz chorób dietozależnych. Prowadzi Instytut Zdrowego Żywienia i Dietetyki Klinicznej „Sanvita”. Redaktor czasopisma „Współczesna dietetyka”. Autorka książki „Dieta dla płodności”. Mama Poli i Igora.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Ojcowie i ich lęki

ojcowie i ich lęki

Każdego dnia na świecie około 350,000 mężczyzn zostaje ojcami. Biorą na ręce noworodki, witają pierwszego lub kolejnego syna lub córkę. Oczywiście, jeśli jest to kolejny raz, jest inaczej niż za pierwszym razem, ale powiedzenie, że jest łatwiej wydaje się być nieuprawnione.

Kiedy myślimy o ojcach, pojawiają się różne obrazy. Tata zabiera na rower, z tatą gra się w piłkę, bardzo dużo pracuje, częściej nie ma go w domu, ale można się z nim świetnie bawić. Tata to też zasady, proste reguły, konsekwencje, ale też ciepło, wsparcie, stabilizacja.

Mężczyźni inaczej przygotowują się do rodzicielstwa niż kobiety. Nie mają presji czasowej, nie karmią piersią, z tego (ale również innych, społecznych) powodów nie mają zwykle takiej przerwy w pracy zawodowej jak kobiety. Być może odczuwają pojawienie się dziecka z mniejszą intensywnością niż matki. Ale właśnie to, co niezmienne w życiu ojca, to co jest jego rolą i zadaniem, może mu spędzać sen z powiek. Czasem dosłownie.

Badania pokazują, że przyszli ojcowie bardzo intensywnie śnią o swoich nienarodzonych dzieciach oraz ich zmieniającej się sytuacji życiowej i osobistej. I co ciekawe, wcale nie są to sny przede wszystkim radosne, ujawniające ekscytację. Emocje doświadczane przez przyszłych ojców są dalekie od tego, co pokazują nam media. Sny ujawniają lęki związane z zależnością, są wstydliwe, budzą wstyd, gniew i przerażają.

Przerażające fantazje

Słowo „fantazje” jest często używane przez terapeutów, zwłaszcza zorientowanych psychoanalitycznie. Nieprzypadkowo. Odnosi się ono do wyobrażeń, wszystkich, nie tylko seksualnych. Fantazje to wyobrażenia, a więc nie fakty i zdarzenia. I rzeczywiście, ojcowie mają różne fantazje na temat swoich dzieci, czasem bardzo głębokie i przerażające, na poziomie którego nie można nawet zwerbalizować. Dlatego też ujawniają się w snach.

Psycholog, Chuck Schaeffer[1], wymienia kilka tego typu fantazji. Jeden z ojców na przykład śnił o tym, że zostanie porzucony przez partnerkę oraz mające się narodzić dziecko. Inny obsesyjnie obawiał się, że jego nienarodzona córeczka umrze na skutek śmierci łóżeczkowej. Jeszcze inny śnił o tym, jak podczas zmiany pieluszki łamie swojemu synowi rękę lub nogę, jak dziecko spada z przewijaka. Ale zdarzają się też sny – i one chyba szczególnie przerażają-  o tym, że ojciec mógłby nadużyć swoją córkę czy syna.

Schaeffer powołuje się na badania pokazujące, że aż 45% przyszłych ojców doświadcza przerażających fantazji i obsesyjnych myśli związanych z uduszeniem dziecka czy inna przyczyną jego śmierci, 25% fantazjuje o możliwości celowego skrzywdzenia dziecka, a 4% o możliwości nadużycia seksualnego.

Skąd biorą się fantazje?

Fantazje generalnie są naturalnym elementem życia psychicznego. Są swoistego rodzaju wentylem bezpieczeństwa i przejawem natury ludzkiej. Nie są więc zarezerwowane dla ojców. Wszyscy obawiamy się utraty kontroli, cierpienia, okrucieństwa (swojego i cudzego, bycia ofiarą i sprawcą), boimy się zależności i odpowiedzialności. Być może fantazje o naturze seksualnej wyrażają w ogóle potrzeby seksualne, niekoniecznie związane z ryzykiem nadużycia, ale z poczuciem, że samemu zostało się odrzuconym przez partnerkę.

Ale o fantazjach można też myśleć jako o przewidywaniu rzeczywistości. Martwimy się, wyobrażamy sobie najgorsze scenariusze i w konsekwencji przygotowujemy się na nie. Jest to rodzaj próby generalnej, szczególnie ważnej przed narodzinami dziecka. Na szczęście, ani obrazy, które pojawiają się w głowach ojców niezwykle rzadko spełnia się w rzeczywistości.

Reakcja otoczenia

Skoro fantazje same w sobie nie są niczym dziwnym ani nagannym, trudno też oczekiwać, że znikną. Czy też, że trzeba je jakoś specjalnie leczyć. Nie w fantazjach jest zagrożenie, ale w ich realizacji. Dlatego też bardzo ważne jest, żeby móc mówić o tym, co się myśli. Swobodnie, bez lęków o ocenę. To pomaga normalizować przerażające myśli, uspokoić lęki, urealnić obawy. Rozmowa o lękach czy przerażających snach pozwala też uznać, że również ojciec ma wrażliwą, słabszą stronę – na szczęście, dla niego i jego dzieci, ponieważ jest to potencjał, na którym można budować więź. Mężczyźni mają jednak trudności z przyznaniem się do jakiekolwiek słabości, zwłaszcza w obliczu tak ważnego wydarzenia, jak narodziny dziecka. Ale realność jest przecież taka, że noworodek zmienia wszystko dla obojga rodziców. Nie ma więc powodu, żeby ojciec nie był co najmniej przejęty nadchodzącym wyzwaniem.

Początek ojcostwa, już na etapie oczekiwania na dziecko, może ujawnić bardzo ważną i często niechcianą stronę mężczyzny. Może on się z nią zmagać w samotności, może jej nie akceptować, może jej zaprzeczać. I wtedy naraża się na narastający lęk lub też na wycofywanie się z niektórych form opieki nad dzieckiem. Jeśli rodzin obawia się, że je skrzywdzi, będzie unikał przebierania czy kąpieli. I nigdy nie dowie, co tak naprawdę oznacza lęk. Nie będzie miał szansy zrozumieć, że być może przemawia przez niego szczególna wrażliwość na delikatność dziecka, lęk przed odpowiedzialnością za nie, za jego stan psychiczny i fizyczny.

I nie dowie się, że inni ojcowie „też tak mają”. Albo miewają od czasu do czasu. Bo każdy z nas, ojcowie, matki, boi się, a jednocześnie jest pełen najlepszych chęci. Rozmowa może pomóc rozładować napięcie. Nie będzie już trzeba kurczowo trzymać granic, ponieważ okaże się, że granica jest zupełnie gdzie indziej, całkiem nieźle strzeżona.

[1] https://www.psychologytoday.com/blog/psychoanalysis-unplugged/201706/hey-new-dads-having-scary-thoughts-is-common

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dr Karina Sasin nominowana do nagrody „120 under 40” – „Chciałabym pomóc jak największej liczbie osób, których prawa są łamane” – GŁOSUJMY!

Karina Sasin

Młodzi ludzie wkraczający w świat nauki nie zawsze mają prostą drogę do przebycia. Tym bardziej jeśli tematyka, którą się zajmują, wzbudza wiele kontrowersji – zdrowie reprodukcyjne zdecydowanie taką dziedziną jest. Nasza redaktorka naukowa, dr Karina Sasin, nie boi się jednak otwarcie pisać zarówno o kwestiach medycznych, jak i społecznych aspektach tego właśnie tematu.

Dr Karina Sasin nominowana została do nagrody „120 under 40”, która jest międzynarodowym projektem mającym na celu wsparcie młodych działaczy i naukowców. Jej nominacja dotyczy kategorii media, a to właśnie redakcja „Chcemy Być Rodzicami” jest jedną z przestrzeni, w których publikowane są teksty Kariny Sasin. Więcej o samym konkursie pisaliśmy już na naszym portalu. Dlaczego? Bo wszystko zależy od naszych głosów! >>KLIK<<

O tym dlaczego właśnie to nauka skradła serce dr Sasin, dlaczego tak ważna jest dla niej dyskusja o zdrowiu seksualnym i co sądzi o samej nominacji? Oto rozmowa, która wiele wyjaśnia.

Jestem ciekawa, czy spodziewałaś się nominacji? Wcześniej miałaś już kontakt z tą nagrodą, czy może było to dla Ciebie zaskoczenie i coś zupełnie nowego?

Karina Sasin: O nagrodzie dowiedziałam się, gdy zostałam do niej nominowana. Było to dla mnie dużym, acz miłym, zaskoczeniem. Z samą Fundacją Bill’a i Melindy Gates’ów miałam do czynienia w trakcie praktyk studenckich w WHO, jednakże wtedy działalność Fundacji skupiała się głównie na zapewnieniu edukacji seksualnej i dostępu do antykoncepcji w najbiedniejszych krajach Afryki i Azji. Sam projekt „120 Under 40″ jest nową inicjatywą, pierwsza edycja miała miejsce dopiero rok temu.

Z Twoich tekstów wnioskuję, że ścieżka naukowa jest dla Ciebie nie tylko sposobem na rozwój osobisty, ale też widzisz w niej misję. Czy masz poczucie, że rzeczywiście nauka może być bliska codziennym problemom? Wiele osób uważa bowiem, że bardzo trudno jest ją pogodzić z realnym życiem.

Nie da się rozdzielić nauki od aspektów klinicznych, czy społecznych. W zakresie planowania rodziny, do którego WHO włącza również leczenie niepłodności, obecnie standardowe metody leczenia jak inseminacja, czy IVF nie byłyby możliwe bez badań laboratoryjnych na zwierzętach, a później walidacji poszczególnych metod leczenia w badaniach klinicznych i epidemiologicznych.

Gdyby nie badania biochemiczne nad hormonami płciowymi na początku XX wieku, nie byłoby antykoncepcji hormonalnej, a badania kliniczne od lat 60. pozwoliły wielokrotnie zmniejszyć dawkę estrogenu, czyli poprawić bezpieczeństwo i komfort stosowania, przy równie wysokiej skuteczności w zapobieganiu ciąży. Zaś dane epidemiologiczne pozwoliły nam wyodrębnić, które pacjentki nie powinny stosować tego typu antykoncepcji ze względu na ryzyko zakrzepicy.

Bliski memu sercu przykład na nierozłączność nauki i praktyki klinicznej to przeszczepy macicy. Zaczęło się od poznania grup krwi, zgodności tkankowej i odkrycia leków immunosupresyjnych. Później lata doświadczeń na zwierzętach, które doprowadziły do narodzin siedmiorga dzieci przez kobiety, którym nie dawano nawet najmniejszej szansy na macierzyństwo.

Chciałabym też dowiedzieć się, co aktualnie jest dla Ciebie ważniejsze – kwestie stricte medyczne, czy może aspekty społeczne? A może jest to dla Ciebie nierozerwalne?

Jak już wcześniej wspomniałam jest to mechanizm naczyń połączonych. Uważam, że nie byłabym dobrą aktywistką bez wiedzy naukowej dającej mi mocne argumenty w dyskusji nad prawami reprodukcyjnymi, jak również nie czułabym się spełnioną naukowczynią nie czyniąc pożytku z mojej wiedzy i umiejętności.

Zastanawiam się także, jakie masz teraz plany? Co jest aktualnym celem młodej, odważnej lekarki, aktywistki?

W moim zwariowanym życiu dzieje się tak wiele, że trudno jest mi wyodrębnić jeden główny cel. Staram się, by wszystkie moje działania zawodowe zwiększały świadomość społeczną na temat zdrowia reprodukcyjnego i związanych z nim trudności emocjonalnych, które są albo pomijane (w przypadku niepłodności lub nieprawidłowej opieki okołoporodowej) lub wyolbrzymiane (te związane z aborcją).

Moim drugim, równie ważnym, jest wspólny z moim partnerem projekt pt. „dzieciorobienie”, który z uwagi na to, że urodziłam się z zespołem MRKH (wrodzony brak macicy) jest bardzo trudny i wymagający. Jednakże mamy nadzieję, że dzięki doświadczeniu koleżanek i kolegów naukowców-lekarzy osiągniemy sukces, czyli mówiąc w skrócie, za rok lub dwa urodzę własne dziecko.

Na co dzień żyjesz w Szwecji. Dlaczego właśnie ten kraj – może wyniknęło to z poczucia, że nie mogłabyś na takim samym poziomie wykonywać pracy naukowej, medialnej i edukacyjnej tu, w Polsce?

Od zawsze byłam wprost zakochana w Szwecji, więc wybór kraju, w przeciwieństwie do samej decyzji o emigracji i jej przyczynach, był oczywisty. Nasz północny sąsiad zapewnia każdemu chcącemu kontynuować naukę, czy rozpocząć pracę, równy start: bezpłatny kurs szwedzkiego, naukę na uniwersytecie, darmową i bardzo dobrą opiekę zdrowotną oraz wsparcie na rynku pracy dla nowych emigrantów. Czy mogłabym robić to samo w Polsce? Pewnie tak, gdyż wyjechałam głównie z przyczyn osobistych, a nie zarobkowych, jednakże tutaj mam poczucie stabilności i wsparcia socjalnego na wypadek choroby, wypadku czy utraty pracy.

Również szeroko pojęta „normalność” bardzo ułatwia życie. Tu każdy zajmuje się sobą i swoim życiem, a politycy i kler nie ingerują w życie seksualne obywateli, jak to ma miejsce w Polsce. Ludzie wzajemnie szanują swoją autonomię i prawo do decydowania, a fakt, że ktoś poddał się aborcji, czy ma dziecko urodzone dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu nie wzbudza żadnych negatywnych emocji. W Polsce pod rządami PiS, czyli w państwie coraz bardziej totalitarnym, przeraża mnie cenzura oraz wzrost nastrojów antysemickich, dlatego nie widzę możliwości powrotu dopóki aroganccy „władcy macic” z jedynym słusznym katolickim sumieniem narzucają obywatelom swój światopogląd i wyznanie.

Czyli rozumiem pozostaje nam trzymać kciuki? Czy może bardziej sprawczo, jak na aktywistkę przystało, powiedziałabyś raczej: „wziąć sprawy w swoje ręce”?

Tak jak napisałam w felietonie do czerwcowego numeru magazynu, warto zastanowić się i rozważyć we własnym sumieniu, czy chcemy legitymizować naszymi podatkami działania obecnego rządu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma możliwość emigracji, jednak naszemu pokoleniu jest zdecydowanie łatwiej „strzelić focha” niż na przykład naszym rodzicom. Członkowstwo w Unii Europejskiej daje mam wprost nieograniczone możliwości realizacji planów i marzeń zawodowych w innych krajach UE. Od wyjazdów na Erasmus’a na studiach, poprzez staże i praktyki, skończywszy na uznawalności wykształcenia i uprawnień zawodowych.

Kolejnym dobrodziejstwem Unii, który Polki i Polacy mogą całkowicie legalnie użyć do sabotowania zindoktrynowanej opieki zdrowotnej jest możliwość leczenia za granicą na koszt NFZ. W tym zakresie wiele krajów oferuje bardzo dużą przychylność, np. Szwedzkie szpitale oferują możliwość korzystania z usług z zakresu zdrowia reprodukcyjnego (antykoncepcja, aborcja, poradnictwo, leczenie specjalistyczne) na podstawie karty EKUZ. Mam nadzieję, że niedługo takie postępowanie, na wzór sprzeciwu wobec „global gag rule” prezydenta Trumpa, stanie się standardem we wszystkich krajach wspólnoty jako wyraz solidarności z Polkami ciemiężonymi przez „władców macic” łamiących ich podstawowe prawa człowieka.

Słyszę o planach zarówno zawodowych, jak i prywatnych. A co w tym wszystkim może dać Ci doświadczenie bycia laureatką „120 under 40″. Czy otworzyłoby to przed Tobą nowe drzwi? Czy granty, które są tam do zdobycia, będą dla Ciebie rzeczywiście pomocne, masz już na nie jakiś plan?

Mini-grant przewidziany dla laureatów chciałabym przeznaczyć na stworzenie międzynarodowego think-tank’u działającego na rzecz realizacji prawa do zdrowia reprodukcyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem dostępu do refundowanego leczenia każdego rodzaju niepłodności. Uważam, że dobro (i zło też) wraca i należy otrzymaną pomoc przekazywać dalej. Ja na swojej drodze zawodowej i w życiu osobistym spotkałam wiele osób, które bardzo pomogły mi w realizacji moich planów i marzeń, więc chciałabym pomóc jak największej liczbie osób, których prawa są łamane. Oddolne inicjatywy pomagające konkretnym osobom są bardzo cenne, jednak ich zasięg jest mocno ograniczony, stąd plan na działania na szczeblu strategicznym: rządów, Komisji Europejskiej i organizacji międzynarodowych takich jak WHO.

bez-tytulukk

karinasas

Chcesz zagłosować? Kliknij >>TUTAJ<<

U góry strony  jest zielony przycisk „vote”, ktory przekieruje do utworzenia konta za pomoca adresu email i umozliwi zaglosowanie oraz opublikowanie linku na FB/Twitter. Dziękujemy za wsparcie dla Kariny ❤ udostępnijcie ten post by zwiększyć szansę Kariny na zwycięstwo ❤

Fot. dr Karina Sasin

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.