Przejdź do treści

Depresja poporodowa

Badania pokazują, że depresja poporodowa występuje u kobiet niezależnie od szerokości geograficznej i zagraża dobru matki, ale również ma wpływ na rozwój dziecka.

Bardzo niewiele kobiet będących w ciąży lub planujących dziecko spodziewa się rozmiaru zmian, jakie dokonują się po jego narodzinach. Dość typowe jest oczekiwanie, że kobieta po porodzie odczuwa przede wszystkim radość, dumę oraz spełnienie wynikające z faktu urodzenia dziecka. Dane statystyczne pokazują jednak inną rzeczywistość, w której do 30% kobiet doświadcza jakiejś formy poporodowych zaburzeń nastroju. Najpowszechniejsze są tak zwany baby blues oraz depresja poporodowa, znacznie rzadziej występuje psychoza poporodowa, niezwykle niebezpieczna dla matki oraz dziecka.
 
Objawy i przyczyny

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niektórzy badacze uważają, że depresja poporodowa jest formą depresja jako takiej, różni się jedynie momentem pojawienia się. Wyróżnia ją jednak to, że ściśle wiąże się z obecnością dziecka oraz relacją z nim. Do typowych objawów należą obniżony nastrój, zwiększony lub zmniejszony apetyty, zaburzenia snu, zauważalny wyraźnie spadek zainteresowań, nieumiejętność odczuwania przyjemności, ograniczenie ważnych dotąd form aktywności, zmęczenie, brak energii, poczucie winy, wstydu, nieadekwatności. Być może najważniejszym jednak wskaźnikiem jest to, co matka czuje wobec swojego dziecka i co o nim myśli.

Kobiety doświadczające depresji poporodowej często mówią o tym, że czują się złymi, nieadekwatnymi matkami, inne odczuwają nadmierny i nieuzasadniony niepokój o dziecko, martwią się stanem jego zdrowia, co skutkuje licznymi wizytami u lekarzy. Mogą również odmawiać zostania same z dzieckiem w domu, niepewne swoich umiejętności lub też w obawie o jego dobro.

Obawy i wątpliwości młodych matek są całkowicie zrozumiałe i uzasadnione. Wiele matek może odczuwać część z wymienionych dolegliwości, które wynikają z fizycznego zmęczenia związanego z opieką nad niemowlęciem, braku wsparcia i doświadczenia. Różnica wydaje się jednak leżeć w natężeniu objawów oraz zdolności matki do krytycznej oceny sytuacji.

Współczesne badania przekonują, że źródła depresji poporodowej są zróżnicowane i wielopoziomowe. Wśród społecznych i psychologicznych czynników ryzyka wymienia się wcześniejszą chorobę psychiczną, wysoki poziom stresu w ciąży, niską samoocena, trudności w radzeniu sobie ze stresem, temperament dziecka, poczucie izolacji i brak wsparcia, ciążę nieplanowaną lub niechcianą.

Własny wkład w rozumienie pochodzenia depresji poporodowej maja psychoterapeuci pracujący psychodynamicznie oraz psychoanalitycznie. Historie pacjentek spotykanych w gabinetach pokazują, że zwykle nie doświadczyły wystarczająco dobrej opieki macierzyńskiej. W przeżyciu pacjentek ich matki nie były wystarczająco wrażliwe i troskliwe, nie dawały też wystarczającego wsparcia swoim córkom. Często też w tle matek przechodzących depresję poporodowa jest doświadczenie porzucenia – faktycznego lub emocjonalnego. Dla kobiet, które mają taką historię, wczesne macierzyństwo może więc ożywiać dawno zapomnianą, nigdy nie omówioną traumę.
 
Związek pomiędzy leczeniem niepłodności a depresją poporodową
 
Badania pokazują, że nie ma statystycznie istotnych różnić, jeśli chodzi o zapadalność na depresje poporodową pomiędzy kobietami, które poczęły dziecko naturalnie oraz sztucznie. Wydaje się więc, że leczenie niepłodności nie zwiększa ryzyka pojawienia zaburzeń nastroju po porodzie. Wiadomo jednak również, że czynnikiem, który chroni młode matki przed wystąpieniem depresji poporodowej jest zdolność do tolerowania różnych uczuć wobec dziecka i samej siebie, w tym złości oraz umiejętność szukania pomocy.

Kobiety, które zostały matkami często po latach starań, mogą mieć ogromnę trudność w przyznaniu się przed samymi sobą, że pierwsze dni czy tygodnie macierzyństwa są dla nich doświadczeniem trudnym. W obawie przed niezrozumieniem, a często potępieniem ze strony otoczenia, nie dzielą się swoimi obawami.

Z doświadczeniem niepłodności, z latami starań i pragnień mogą wiązać się również często nierealistyczne wyobrażenia o tym, jak prawdziwe macierzyństwo wygląda. Kobiety po takich przejściach mogą mieć silne pragnienia bycia matkami idealnymi, które potrafią bezbłędnie odczytać potrzeby dziecka, zaspokoić je, a przy tym pogodzić życie rodzinne z zawodowym bez uszczerbku dla kogokolwiek.

Osoby będące w trakcie leczenia niepłodności często przyjmują postawę zadaniową, co z kolei wiąże się z nadmierną samodyscypliną, skrywaniem emocji i odcięciem się od przygnębienia, smutku czy złości. Są to również czynniki sprzyjające ujawnieniu się depresji poporodowej.

Depresja poporodowa dotykająca kobiety bardzo długo starające się o dziecko jest trudnym tematem, a nierzadko też wstydliwym. Okres poporodowy jest z zasady trudny i wymaga sporej elastyczności i poczucia realizmu ze strony rodziców. Osoby, które zostały rodzicami na skutek sztucznego zapłodnienia mogą mieć przekonanie, że nie powinny pozwalać sobie na słabość, przeżywanie trudności i wątpliwości. To z kolei uruchamiania błędne koło negatywnych myśli na temat dziecka oraz siebie i wynikającego stąd poczucia winy.
 
Depresja matki i depresja niemowlęcia

Matka cierpiąca na depresję poporodową może mieć trudności w odzwierciedlaniu uczuć i stanów emocjonalnych dziecka. Niemowlę, patrząc na matkę, napotyka na ten sam wyraz twarzy, jej głos jest mniej zróżnicowany, nie reaguje ona równie spontanicznie i adekwatnie w porównaniu z matką nie-depresyjną. Niemowlę ma więc ograniczone szanse dowiedzieć się od matki, co się z nim dzieje, jakich uczuć i emocji doświadcza. Badania pokazują również, że dzieci matek depresyjnych mają większą trudność w nawiązywaniu stabilnej i bezpiecznej relacji z matkami Znacznie częściej obserwuje się u nich różnego rodzaju, utrzymujące się również w przyszłości deficyty, zwłaszcza w obszarze emocjonalnym, behawioralnym i poznawczym.
 
Jak sobie pomóc
 
Depresja poporodowa jest bardzo trudnym doświadczeniem. Bywa, że w pewnym natężeniu, niebezpiecznym dla matki i dziecka, ponieważ wiąże się z ryzykiem samobójstwa. Nie jest jednak wyrokiem. Dostępne źródła przekonują, że terapia lub terapia połączona z farmakoterapią prowadzą do wyleczenia. Jeśli matka otrzyma odpowiednią pomoc, również ryzyko związane z trudnościami rozwojowymi dziecka mogą zostać zminimalizowane. Okres okołoporodowy jest niezwykłym czasem z życiu rodziny; niełatwym i wymagającym dokonania wielu niespodziewanych zmian, ale też fascynującym i bogatym w doświadczenie. Bywa, że towarzyszy mu depresja poporodowa. Być może, jeśli młode matki uwierzą, że można być wystarczającą, a nie idealną matką, szukanie pomocy stanie się łatwiejsze.

 
————————————————–

Katrzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

 

Bibliografia: 
Born, L., Zinga, D., Steinem, M. (2004). Challenges in identifying and diagnosing postpartum disorders.Primary Psychiatry; 11; 29–36.
Gotlib, I.H., Whiffen, V.E., Wallace, P.M., Mount, J.H.(1991).  A prospective investigation of postpartum depression: Factors involved in onset and recovery. Journal of  Abnormal Psychology, 1991; 100; 122–132.
McMahon, C., Barnett, B.; Kowalenko, N.,, Tennant, C. (2005). Psychological factors associated with persistent postnatal depression: Past and current relationship. Journal of Affective. Disorders 84: 15–24.
Nylen, K., Moran, T., Franklin, C., O’Hara, M.(2006).  Maternal depression: A review of relevant treatment approaches for mothers and infants. Infant Mental Health Journal; 27: 327–343.
http://www.postpartumprogress.com/postpartum-depression-after-infertility
http://womensmentalhealth.org/posts/increased-risk-of-depression-during-pregnancy-and-postpartum-following-successful-ivf/
Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czym jest rodzicielska miłość?

rodzicielska miłość
fot. Pixabay

To, czego nie brakuje w każdym niemal rodzicielstwie to miłość. Kochamy swoje dzieci bardziej niż możemy to wyrazić słowami, chcemy dla nich jak najlepiej, staramy się, poświęcamy. Jak więc to się dzieje, że tak wielu dorosłych ma poczucie, że nie byli kochani w dzieciństwie?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Być może wiąże się to z faktem, że choć miłość do dzieci jest niezaprzeczalna, to równie silne są inne aspekty rodzicielstwa: zmęczenie, frustracja, samotność, zmartwienia. I chyba głównie to dzieci odczuwają i to właśnie widzą. Miłość wówczas nie znika, ale rzeczywiście bardzo trudno ją okazać i poczuć.

Rodzicielska miłość – czego brakuje?

Psycholodzy zauważają, że to, czego brakuje dziś dzieciom, to poczucie, że są dla rodziców źródłem radości. Bo rzeczywiście, gdyby się zastanowić, to jak często czujemy autentyczną przyjemność z przebywania z własnym dzieckiem? A jeśli rodzic nie czuje wiele więcej niż to, że ma dziecko nakarmić, ubrać i zadbać o jego bezpieczeństwo – wszystkie te sprawy są bardzo ważne – to również dziecko tego nie poczuje.

W codzienności, kiedy musimy pogodzić wiele spraw, kiedy trzeba pracować, zarabiać, dbać o dom, bardzo trudno zatrzymać się i pobyć z dzieckiem. A jeszcze trudniej odczuwać przy tym autentyczną przyjemność. Mamy jednak szereg możliwości, żeby nawiązać więź z dzieckiem, w której poczuje, że jest ważne, a bycie z nim może dawać drugiej osobie prawdziwą radość. I możemy to robić od pierwszych dni życia dziecka.

Zobacz także: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed 

Przyjemność płynąca z czynności pielęgnacyjnych? Czemu nie!

Magda Gerber, która pracowała z najmłodszymi dziećmi,  zwracała uwagę na funkcję czynności pielęgnacyjnych. Dziecko ma zmienianą pieluszkę tysiące razy w ciągu pierwszych lat życia. „Dlaczego nie miałaby to być czynność przyjemna dla obu stron?”, pytała Gerber.

Możemy się spieszyć, odwracać uwagę dziecka, w taki czy inny sposób przymusić je do współpracy. Ale możemy też zwolnić i z dużą uwagą, rozmawiając z dzieckiem, zwracając uwagę na sygnały od niego płynące, zmieniać mu pieluszkę, myć, karmić, czy też dokonywać innych czynności pielęgnacyjnych.

Magda Gerber nie bez racji uważała, że jest to szczególny czas, kiedy możemy dziecku okazać szacunek, ale również pokazać, jak wiele radości sprawia nam przebywanie z nim. Uważała również, że jest to moment, kiedy dziecko „ładuje akumulatory” emocjonalne.

Dzieje się tak dlatego, że przez te kilka czy też kilkanaście minut dziecko ma naszą pełną uwagę. Co też jest dla niego znacznie bardziej korzystne niż godziny, które z nim spędzamy jednocześnie czytając książkę, sprawdzając coś w Internecie lub rozmawiając przez telefon.

Inny sposób na czerpanie radości z bycia z dzieckiem zaproponowała Patty Wipfler, założycielska Hand in hand parenting, kalifornijskiej organizacji non profit. Wipfler opracowała metodę Special Time, Wyjątkowy Czas, choć pewnie każdy rodzic i dziecko mogą znaleźć własną nazwę. Pomysł stojący za Wyjątkowym Czasem jest dość prosty, a jednocześnie mocno niedoceniany.

Zobacz także: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Rodzicielska miłość – znajdź kilka minut wyłącznie dla dziecka

Znajdź w ciągu dnia, każdego dnia, 10 lub 15 minut – mówi Wipfler – tyle ile możesz na początek i przeznacz ten czas dziecku. Niech ono zdecyduje, co będziecie robić. Niech to będzie wyłącznie jego decyzja, niech ono zaproponuje zabawę.

To bardzo ważne, żeby w tym czasie rodzic nie robił nic innego, nawet z pozoru błahych rzeczy, nie odpływał myślami do innych spraw. Warto wyłączyć telefon, radio, telewizor, nie zaglądać do Internetu. Skupić się na dziecku, zobaczyć i doświadczyć tego, co ono nam mówi. Przyjrzeć się zabawie i być w niej. Śmiać się.

Pewnie niejeden rodzic uważa, że przecież w ciągu dnia spędza w ten sposób z dzieckiem nie 15 minut, ale całe godziny. Na pewno tak jest. Przecież wszyscy w którymś momencie wracamy z pracy, szkoły, przedszkola. Jesteśmy razem, ale czasem bardziej mieszkamy we wspólnym pomieszczeniu niż jesteśmy razem. Rozpraszaczy uwagi jest mnóstwo. Poczucie bycia ważnym, ważniejszym niż telefon czy pranie, rozmywa się.

Zobacz także: Brak dostrojenia między matką a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Zaskakujące rezultaty Wyjątkowego Czasu

Jedna z mam, która zdecydowała się sięgnąć po ten sposób nawiązywania więzi ze swoimi dziećmi opisała dość niezwykłe wydarzenie.  Postanowiła zabrać swoich synów, 5 i 7-letniego do parku rozrywki. Wyprawa miała im zabrać cały dzień. Po powrocie dzieci musiałyby od razu pójść spać. To oznaczałoby, że tego dnia nie mieliby specjalnego czasu z mamą.

Chłopcy po krótkiej naradzie zdecydowali, że wolą wyjechać z parku rozrywki dwie godziny wcześniej i mieć swoje Special Time. Było to dla niej niemałym zaskoczeniem. Mieli przecież stracić zaledwie jeden dzień i to na rzecz innych, bardzo przyjemnych aktywności.

Można sobie wyobrazić, że nie jest to historia przesadzona. Dzieci od pierwszych minut życia dążą do relacji. Kiedyś uważano, że najważniejszym i najbardziej pierwotnym instynktem człowieka jest zaspokojenie głodu. Dziś wiemy, że jest to potrzeba bycia w relacji. Nie doceniamy tego. Bagatelizujemy. A może nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby być naprawdę blisko, autentycznie cenić dziecko – najważniejszą dla nas osobę.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Noworoczne postanowienia i ich skutki uboczne

noworoczne postanowienia
fot. Pixabay

Szanse na to, że podejmiesz jakieś noworoczne postanowienia są spore (aż 41 proc. Amerykanów je robi). Szanse, że obietnica zostanie utrzymana to już całkiem inna historia. Dlaczego tak się dzieje i co zrobić, by zrealizować swoje założenia?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jeśli jesteś osobą w drugiej lub trzeciej dekadzie życia, masz większe szanse na powodzenie niż jeśli masz lat na przykład pięćdziesiąt. Być może wynika to z częstszego i bardziej swobodnego sięgania po media społecznościowe przez osoby młodsze. Trudno się wycofać z obietnicy, jeśli zalajkowało ją trzydzieści osób.

Ale globalnie szanse na to, że noworoczne zobowiązanie rzeczywiście zostanie wypełnione są mizerne. Niemal jedna trzecia z nich przestanie istnieć już na początku stycznia, a do połowy rok ponad połowa zniknie w mrokach niepamięci.

Badania pokazują też, że kobiety mają większą trudność w wypełnieniu noworocznych zobowiązań niż mężczyźni. Kobiety też skupiają się głównie na celach w obszarze zdrowia, fitnessu oraz podróży. Można się więc zastanawiać, dlaczego tak łatwo odpuszczamy tak ciekawe wydawałoby się cele. Czy może chodzić o to, że ich realizacja wiązałaby się zajęciem się sobą, być może kosztem czasu spędzanego z rodziną?

Zobacz także: 3 PORADY – jak dobrze rozpocząć Nowy Rok w staraniach

Noworoczne postanowienia – dlaczego je robimy?

Skąd więc pomysł, żeby w ogóle robić zobowiązania, skoro rokrocznie ponosimy sromotną porażkę? Historycznie i kulturowo wiąże się to z faktem przełomu i nowości. Babilończycy na początku każdego nowego roku składali obietnice bogom, że spłacą długi i oddadzą pożyczone przedmioty. Podobne zobowiązania mieli również starożytni Rzymianie. Początek nowego roku to również religijnie ważny czas – refleksji, rozmyślań, też czas wyciszenia i skupienia. Stad już bardzo blisko do wprowadzania ulepszeń.

Australijczycy prześledzili noworoczne cele i zauważyli, że na szczycie listy rzeczy, które chcemy zmienić lub poprawić jest zdrowie oraz fitness (58 proc.), dalej znajdują się pieniądze (15 proc.), związki (8 proc.), biznes oraz kariera (7 proc.), podróże (6 proc.), a peleton zamyka edukacja. Zwykle też na początku nowego roku zobowiązujemy się zrzucić zbędne kilogramy.

Dlaczego więc pomimo szczerych chęci i nawet zaangażowania (przynajmniej początkowego) jednak większość noworocznych zobowiązań umiera młodo? Wynika to między innymi z tego, że nie przywykliśmy do składania regularnych zobowiązań.

Te zobowiązania z kolei składane są czasem pod wpływem chwili, emocji lub innych osób. Nie mają więc umocowania w wewnętrznych potrzebach, nie uwzględniają też indywidualnych możliwości. Bywają nierealistyczne lub zwyczajnie pozostają w konflikcie z naszymi innymi potrzebami.

Zobacz także: 3 proste poświąteczne przepisy oczyszczające

Noworoczne postanowienia – zobacz, jak je spełnić

Jeśli więc pomimo wszystko podejmujesz noworoczne postanowienia, warto pamiętać o kilku zasadach. Wówczas szanse na sukces wzrosną.

  • Trudność nie polega na złożeniu obietnicy, ale na jej realizacji. Niech więc cel będzie realistyczny i najlepiej jeden. Jeśli na horyzoncie pojawia się kilka celów, dobrze jest wybrać najważniejszy albo chociaż najbardziej realistyczny. Dobre doświadczenie z jego realizacją pomoże osiągnąć kolejne.
  • Stare nawyki są stare, ponieważ są z nami długo. I trzymają się mocno. Zanim więc trwale wprowadzimy jakiekolwiek zmiany, potrzeba czasu. Wielu prób i błędów, czasami modyfikacji oryginalnego planu. Na realizację celu potrzebujemy więc czasu.
  • Jeśli chcesz w Nowym Roku na przykład schudnąć, określ ile i w jakim czasie, uwzględniając swoje realia. Brak ograniczeń, zbyt duże oczekiwania wobec siebie i brak realizmu ma spore szanse skończyć się niepowodzeniem. Natomiast kolejne sukcesy w realizacji celu będą motywujące.
  • Określenie czasu, w jakim chce się dany cel osiągnąć jest równie ważne. Ustalenie, że coś ma zostać zrealizowane „w tym roku” nie jest najlepszym pomysłem. Jeśli cel jest rozległy, warto to podzielić na mniejsze i cieszyć się osiągnięciem kolejnych etapów. Wyraźniej wówczas widać, co się udaje, a co wymaga naprawy.
  • Zaplanowanie działań to kolejny krok na drodze realizacji noworocznych postanowień. Niech to, czego pragniesz nie jest dziełem przypadku, ale twoich starań i pracy. Oczywiście, będzie to znacznie bardziej motywujące.
  • Dziel się swoimi planami z innymi. Znacznie trudniej wycofać się z zamierzenia, kiedy wiedza o nim znajomi z Fecebooka, Insta czy koleżanki z pracy. Nie jest to szczególnie wyrafinowany mechanizm psychologiczny, ale za to skuteczny.
  • Ciesz się. Każdy sukcesem zakończony etap warto celebrować, warto się docenić, nadać znaczenie swojej pracy i wysiłkowi. Zatrzymaj się przy tym, co się udało, dostrzeż to. Nie biegnij do kolejnego etapu czy celu. Tu i teraz jest ważniejsze.

A poza tym… noworoczne zobowiązanie może udać się zrealizować, może się nie udać. Prawdziwie ważne sprawy realizujemy zwykle nieco inaczej lub w innym czasie. Nowy Rok to jednak moment przełomowy, kolejna porcja nadziei, kolejny początek. I to jest najważniejsze.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

6 rzeczy, których nie wiesz o kobietach zmagających się z niepłodnością

Smutna kobieta
Fot. fotolia

Dzięki temu, że kobiety coraz otwarciej dzielą się ważnymi, choć intymnymi sprawami, również niepłodność powoli zadomawia się w społecznej świadomości. A że jest to doświadczenie trudne, czasami skrajnie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Równie trudnym doświadczeniem jest leczenie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jakie są kobiety z niepłodnością i jak sobie radzą z tym trudnym doświadczeniem?

Oto kilka mniej znanych faktów  (nie do końca poważnie, bo i na niepłodność czasem trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka).

Są mistrzyniami mistyfikacji i białych kłamstw

Wytrawne oszustki, znawczynie kłamstwa. Bo ileż razy można unikać odpowiedzi na to samo pytanie: To kiedy dzieci? I po odpowiadać? Komu? Zamiast więc rozpłakać się, bo przecież robi się wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby zostać rodzicem, a dzieci nadal nie ma, można sięgnąć po łagodne oszustwo: Chcemy najpierw kupić mieszkanie./ Chcielibyśmy zwiedzić trochę świata, zanim zakopiemy się w pieluchach./ Lubimy spać do południa./ Nasz pies nie zaakceptowałby konkurencji.

Wszystko wydaje się być lepsze niż bolesna szczerość. Jeśli kobieta nie chce ujawnić, że się leczy lub na jakim etapie leczenia jest, musi sięgnąć po jakąś formę dezinformacji. Nie mogę wziąć udziału w firmowej imprezie, ponieważ muszę zająć się chorą ciocią/ Wyjeżdżam./Złapałam okropne przeziębienie.

Jeśli nie chcesz, żeby wszyscy wokół znali szczegóły Twojego cyklu miesięcznego albo parametry nasienia Twojego męża, będziesz mówić nieprawdę.

Świetnie znają statystyki

Pomiędzy bajki można włożyć teorie, że kobiety niepłodne są niezorientowane w swojej sytuacji, zdane na los i łaskę personelu medycznego albo losu. Nie jest też tak, że zaprzeczają faktom i karmią się fantazjami. Każdy, kto potrafi czytać, może bez trudności dotrzeć do statystyk dotyczących leczenia niepłodności. Wiedza ta jest szczególnie ważna dla osób, które z własnej kieszeni płacą za bardzo drogie procedury medyczne. Osoby decydujące się rozpocząć leczenie niepłodności zwykle wiedzą, że mają około 20% szans na sukces, jeśli podejdą do IVF. Jeśli zdecydują się na IUI, jeszcze mniej. A mimo to decydują się. Nie dlatego, że matematyka i niepłodność nieszczególnie się lubią, ale dlatego, że tylko tą drogą mogą zostać rodzicami. Wolą więc 20% szans niż zero. Nie ma więc powodu,  by im współczuć czy je edukować.

Nie stronią od wiedzy na temat reprodukcji

Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że kobiety zmagające się z niepłodnością to chodzące encyklopedie zdrowia. Obudzone w środku nocy potrafią opisać przebieg cyklu miesięcznego, objawy owulacji czy implantacji, mają zapisany numer telefonu do najlepszego lekarza i akupunkturzystki.

Nie zawsze są racjonalne

Dlatego nawet jeśli wiedzą, że nie ma solidnych dowodów na szkodliwość glutenu na proces zapłodnienia, odmawiają go sobie. Nie piją alkoholu w drugiej fazie cyklu, bo przecież mogą być w ciąży (nawet jeśli sześćset razy słyszały, że tylko in vitro pomoże). Biorą witaminy i suplementy, poddają się zabiegom akupunktury, biorezonansowi, robią testy na nietolerancje pokarmowe, choć wiedzą, że to nie pomoże. Ale daje nadzieję. Pomaga poczuć, że jednak coś się robi, nie czeka bezczynnie. Że ma się jakąś kontrolę nad swoim życiem i ciałem. I to jest ważne i potrzebne.

Uwielbiają rozmawiać o nieudanym in vitro

Ale tylko czasem. I tylko z niektórymi osobami. Niekoniecznie jest to temat do omówienia z koleżankami w pracy podczas półgodzinnej przerwy obiadowej. Nie koniecznie jest to też temat, który trzeba z kimś omówić w tramwaju. Ale z osobą bliską, wrażliwą lub taką, która sama przeszła tę drogę- tak. To bardzo ważne, żeby mieć kogoś takiego podczas zbyt długich starań o dziecko. Po to, żeby powiedzieć, jak podle się czujemy albo po raz milion pięćdziesiąty omówić poziom hormonów, albo w środku nocy zapytać, czy ból brzucha po transferze oznacza porażkę. Żeby usłyszeć, że to normalne, że się boimy albo żebyśmy się wzięły w garść. Cokolwiek jest pomocne.

Są silniejsze niż się może wydawać

Wiemy z licznych badań, rozmów z pacjentami i obserwacji, że niepłodność bywa najpoważniejszym kryzysem w dorosłym życiu. Doświadczeniem, które wysadza w powietrze poczucie własnej wartości, sprawstwa, kontroli, skutkuje poczuciem wstydu, nieadekwatności i samotności. Nie wiadomo, jak się ten kryzys zakończy. Nie ma pewności, że dzieci się pojawią. Ale kryzysy i zmiany to również rozwój. Niepłodność może więc być rozwojowa. Zmusza do zatrzymania, przeformułowania, a pokonanie piętrzących się trudności może wzmacniać poczucie, że jednak ma się w sobie wiele siły i odwagi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Niepłodność idiopatyczna, czyli wyjaśnić niewyjaśnione

niepłodność idiopatyczna, skąd się bierze
fot. Fotolia – smutna kobieta, kobieta smutek, depresja,

Niepłodność idiopatyczna jest źródłem prawdziwej udręki dla zmagających się z nią osób. Jest diagnozowana wówczas, kiedy wszystkie dostępne badania i testy nie wskazują żadnej konkretnej przyczyny niepowodzeń, pozostawiając lekarzy w poczuciu, że niewiele mogą zrobić dla danego pacjenta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amerykańskie badania mówią o tym, że nawet 15 proc. par zmaga się z tego typu niepłodnością, ale można też spotkać dane mówiące, że liczba ta jest znacząco wyższa.

Sytuacja wydaje się bardzo trudna, ponieważ z jednej strony wiadomo, że coś jest nie porządku. Że jest jakaś przyczyna niepowodzeń. Można podejrzewać, że gdzieś ukryła się jakaś choroba albo dysfunkcja, ale nie można jej zlokalizować.

Osoba zmagająca się z niepłodnością idiopatyczną jest pacjentem i jednocześnie nim nie jest, ponieważ nie wiadomo, co jej jest. Filozoficznym wydaje się pytanie, czy na pewno chorobę można diagnozować tylko po jej skutkach. I jakiego rodzaju jest to wówczas choroba – ciała czy umysłu. I wreszcie trzeba się leczyć, ale co?

Zobacz także: Niepłodność idiopatyczna – co warto o niej wiedzieć?

Niepłodność idiopatyczna a choroby

Osoby z diagnozą niepłodności idiopatycznej są w trudnej, ale nie beznadziejnej sytuacji. Przede wszystkim współczesne badania, choć bardzo dokładne i innowacyjne, mają swoje ograniczenia. To, że coś mieści się w normie nie znaczy, że jest całkiem zdrowe lub poprawnie funkcjonuje.

Nasze organizmy działają w unikalny sposób i niestety nie wiedzą, że mamy określone normy i oczekiwania wobec nich. Co więcej, trudności w zajściu w ciążę wcale nie muszą wynikać z tego, co może zbadać ginekolog. Organizm jest przecież zbiorem różnych układów, które muszą współdziałać.

Ostatnio coraz częściej pojawiają się doniesienia, że niepłodność może być spowodowana na przykład nietolerancją glutenu, czyli celiakią. Ile jeszcze jest takich nieodkrytych chorób? Ile jeszcze nie wiemy o funkcjonowaniu organizmu, ilu zaburzeń nie łączymy jeszcze z niepłodnością?

Beznadziejności sytuacji przeczą dostępne metody leczenia. Bo nawet jeśli nie wiadomo, co jest przyczyną niepłodności, nadal można poddać się leczeniu, z niezłym skutkiem jak się okazuje. Niepłodność idiopatyczna nie wyklucza zapłodnienia pozaustrojowego czy inseminacji.

Zmagając się z niepłodnością idiopatyczną warto również myśleć o sobie jak o osobie zdrowej, która potrzebuje wsparcia i odpowiedniej dbałości o siebie. Specjaliści zalecają więc zaprzestanie palenie, ograniczenie spożywania alkoholu, dobrze zbilansowaną dietę, aktywność fizyczną oraz zadbanie o odpowiednie BMI. Czyli to wszystko, co każda osoba starająca się o dziecko robić powinna.

Zobacz także: Płodność a celiakia

Niepłodność idiopatyczna a aspekt emocjonalny

Problem z niepłodnością idiopatyczną jest również taki, że wydaje się ona być bardzo pojemnym workiem, do którego można wrzucić wszystkie „może”, „wydaje się”, „prawdopodobnie”. I znowu – jest to bardzo irytujące i jednocześnie otwierające nowe drogi rozumienia problemu. Niepłodność idiopatyczna jest zagadnieniem szczególnie interesującycm z perspektywy emocjonalnej oraz wewnątrzpsychicznych konfliktów.

Nie ma w tej chwili dowodów na to, że ma podłoże psychiczne, ale też jest rzeczą oczywistą, że skoro psychika jest częścią organizmu, stanowi również część składową procesu zapłodnienia (lub trudności w tym obszarze).

Celem jednych z badań było stwierdzenie, czy pary diagnozowane jako cierpiące na niepłodność idiopatyczną mają jakieś szczególne cechy, a więc czy da się określić, czy jakieś cechy czy to jednostki, czy też pary szczególnie predysponują ją do tego typu niepłodności. Nie znaleziono takich cech, ale jednocześnie badacze zauważyli, że niepłodność była źródłem traumy dla pary. Nie dziwią te wnioski. Niewiele jednak osób rozumie, jak rozległa jest tego typu trauma.

Zobacz także: Chcę wiedzieć „dlaczego”, czyli niepłodność idiopatyczna

Niepłodność idiopatyczna – skąd się bierze?

Niepłodność idiopatyczna pozostaje zagadką, tak dla środowiska medycznego, jak i psychologów i psychoterapeutów. Niewiele wiadomo na temat emocjonalnych źródeł niepłodności w ogóle, nie jest też ona oficjalnie uznawana za chorobę psychosomatyczną.

A wiemy, że niektóre choroby, choć manifestują się fizjologicznie, mają podłoże psychiczne, jak choćby zespół drażliwego jelita. Jednocześnie kolejne badania potwierdzają, że większe szanse na ciąże mają kobiety, które zmagały się z niepłodnością relatywnie krótko. Być może wiązało się to z krótszą ekspozycją na stres.

Być może towarzyszące niepłodności rany takie jak niska samoocena, nieadekwatność, osamotnienie, wstyd nie zdążyły stać się trwałą częścią przekonań o sobie samym. A może wreszcie nie zdążyła się rozwinąć depresja, która bardzo często towarzyszy niepłodności.

Być może wreszcie sam termin „niepłodność idiopatyczna” wziął się z potrzeby nazwania tego, co z natury swej nie ma nazwy. Niepłodność idiopatyczna może stać się workiem, do którego można wrzucić wszystkie wątpliwości, niewiedzę, ale też sugestie, że to „chora głowa” nie dopuszcza do zapłodnienia. A to z kolei zamyka osobom niepłodnym drogę do skorzystania z pomocy psychoterapeuty.

Warto być otwartym na różne możliwości. Być może rzeczywiście medycyna nie jest dość rozwinięta, żeby określić przyczyny trudności. Być może lekarz nie jest dość uważny, a może rzeczywiście jakieś aspekty psychologiczne odgrywają niemałą rolę.

Są badania potwierdzające tę tezę. Warto wreszcie otoczyć się wsparciem, do którego ma prawo osoba cierpiąca z powodu problemów z endometrium, częstych poronień, złych parametrów nasienia czy niepłodności niewyjaśnionej.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: National Center for Biotechnology Information

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami