Przejdź do treści

„Decyzja o ograniczeniu adopcji zagranicznych jest zupełnie nieracjonalna” – ta rozmowa wiele wyjaśnia!

adopcja zagraniczna Izabela Rutkowska TPD

Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się kontrowersje wokół adopcji zagranicznych. Postanowiliśmy zapytać u źródeł – jak wygląda sytuacja, rozwiązania prawne, jakie ośrodki mogą się tego typu adopcją zajmować. Okazuje się, że w ostatnim czasie zachodzi wiele zmian i co ważne – nie zawsze są to „dobre zmiany”!

Tematem adopcji zagranicznych zajmują się nie tylko eksperci pracujący z nim na co dzień, ale też politycy, od których to wiele rozwiązań zależy. W sieci pojawia się też wiele zarzutów wobec adopcji, nieraz jest ona w całej rozciągłości demonizowana – nie tylko ta zagraniczna, ale też krajowa, o czym pisaliśmy więcej w naszym portalu [TUTAJ].

Szerszą perspektywę problemu, ale też zmiany zachodzące w ostatnich dniach, przedstawiła nam Izabela Rutkowska, Dyrektor Krajowego Ośrodka Adopcyjnego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Rozmowa trudna, ale niezwykle ważna kontekście toczących się dyskusji.

Czy odczuwa Pani w ostatnim czasie większe zainteresowanie, także w negatywnym kontekście, tematem zagranicznych adopcji?

Izabela Rutkowska: Zauważam, głównie w mediach, że buduje się bardzo negatywny obraz adopcji zagranicznej, z czym nie mogę się zgodzić. Adopcją zagraniczną zajmuję się od 11 lat i wiem, jakie dzieci znajdują swoich rodziców za granicą.

Domyślam się, że głównym pojawiającym się zarzutem jest brak kontroli nad późniejszym losem dzieci. Czy jest to słuszny zarzut?

Zarzut nie jest słuszny, aczkolwiek rzeczywiście w polskim prawie nie ma instrumentów, które pozwalałyby władzom kontrolować sytuację dzieci po adopcji. Jednak ośrodki adopcyjne, które zajmują się tym od co najmniej kilkunastu lat – a nasz ośrodek od 27 – doceniając znaczenie monitorowania sytuacji dzieci po adopcji , miały na to pewien pomysł. Rozwiązały to w ten sposób, że z każdą zagraniczną organizacją, z którą pracują – swoim odpowiednikiem za granicą – mają podpisaną umowę o współpracy. Tak jest w naszym ośrodku, Krajowym Ośrodku Adopcyjnym TPD, że z każdą organizacją mamy zawartą umowę.

Mamy tam zawarty bardzo ważny punkt 9-ty mówiący o tym, że oczekujemy na raporty postadopcyjne. Chociaż zaznaczam, że nie mamy do tego żadnego prawa. Nie ma przewidzianej takiej formy uzyskiwania informacji po adopcji, jaką jest konieczność sporządzania raportów postadopcyjnych. Taka sytuacja dotyczy zarówno rodzin polskich, które nie muszą „spowiadać się” ośrodkom adopcyjnym, co się dzieje z adoptowanymi dziećmi, jak również dotyczy to adopcji zagranicznych. Jednak w naszej umowie taki punkt się znalazł.

Oczekujemy i otrzymujemy raporty postadopcyjne o sytuacji naszych dzieci, które wyjechały za granicę. Pierwszy raport otrzymujemy po roku, drugi po dwóch, a trzeci po trzech latach. Później spodziewamy się otrzymywać raporty co trzy lata, aż do pełnoletniości dziecka. Monitorujemy sytuacje dzieci, mamy świadomość jak się rozwijają i to jest najprzyjemniejsza część naszej pracy. Mamy wtedy pewność, że dzieci trafiły w dobre ręce, rozwijają się bardzo dobrze, uczą się języka. Niektóre nasze dzieci są już dorosłe, mamy już nawet swoje adopcyjne wnuki.

A czy zdarzały się takie sytuacje, że rzeczywiście tych raportów nie było?

Czasami się takie sytuacje zdarzają, ponieważ, tak jak podkreślam, jest to umowa między nami, a organizacją adopcyjną.

Czyli działa to na zasadzie „dobrej woli” i chęci współpracy?

Na zasadzie dobrej woli. Jeżeli rodzina nie chciałaby takiego raportu nikomu przesłać, to go nie przesyła. Wtedy jednak staramy się do takich rodzin dotrzeć. Prosimy też organizację, która tę rodzinę przygotowywała i rekomendowała, żeby jednak mimo wszystko postarała się taki raport uzyskać. Jednak, tak jak podkreślam, to wszystko jest wyłącznie wynikiem naszych umów z partnerami zagranicznymi. Nie mamy do tego żadnego tytułu prawnego. Nie możemy się tego domagać.

A czy jest jakaś szansa, że to się zmieni?

O to trzeba zapytać Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ponieważ to jest resort, który pełni funkcję centralnego organu w zakresie adopcji zagranicznej i każda procedura przysposobienia wymaga jego zgody. Ośrodki adopcyjne prowadzące adopcje zagraniczne wielokrotnie w rozmowach z ministerstwem zgłaszały, że istnieje pewna luka w polskiej procedurze.

Proszę jednak zwrócić uwagę, że byłoby nierównością wprowadzenie obowiązku raportów postadopcyjnych tylko dla zagranicznych rodzin, a nie wymaganie ich od rodzin polskich. Sprawa dotyczy przecież wszystkich dzieci umieszczonych w rodzinach adopcyjnych – wszyscy są równi wobec prawa.

Moim zdaniem byłoby to bardzo korzystne, jeżeli także polska rodzina po adopcji pozostawałaby przez pewien czas pod nadzorem ośrodka. Rozumiem to nie tyle jako kontrolę, ale raczej jako wsparcie. Wydaje mi się, że jeżeli rodziny miałyby odpowiednie wsparcie ze strony ośrodka, dałoby się uratować część adopcji, które są rozwiązywane. Ośrodek jednak nie może udzielać wsparcia z własnej inicjatywy. Rodzina sama musi się do niego zwrócić, by takie wsparcie otrzymać. Jeżeli byłby obowiązkowy okres monitorowania adopcji, może udałoby się przynajmniej część tych adopcji, które są w Polsce rozwiązywane, uratować.

Wracając do adopcji zagranicznych – są trzy ośrodki w Polsce, które się tym zajmują.

Taka była sytuacja do 17-ego stycznia 2017 roku. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jako centralny organ w zakresie adopcji zagranicznej, mające prawo wyznaczać ośrodki do prowadzenia adopcji międzynarodowych, nagle wydało nowe obwieszczenie (podpisane w piątek, 13 stycznia, ogłoszone w Monitorze Polskim i obowiązujące od 17 stycznia). Mówi ono, iż od tej pory adopcjami zagranicznymi mogą zajmować jedynie dwa ośrodki – dwa katolickie ośrodki. Ośrodek Katolicki w Warszawie i Ośrodek Diecezjalny w Sosnowcu.

Co zatem dzieje się z Ośrodkiem TPD?

Nasz ośrodek, podobnie jak Wojewódzki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie, nie został w tym obwieszczeniu wymieniony, co de facto oznacza, że nie możemy adopcji zagranicznych dalej prowadzić. Zajmowałyśmy się tym 27 lat. Procedura adopcji międzynarodowych swój obecny kształt zyskała dzięki pomysłowi Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, które stworzyło pierwszy  bank danych o dzieciach oczekujących na adopcję. Warto jeszcze pamiętać, że adopcja zagraniczna jest ostatnią szansą dla dziecka na posiadanie rodziców. Poszukiwania zagranicznych kandydatów na rodziców dla dziecka można rozpocząć dopiero wtedy, jeśli w kraju nie znajdzie się żadna rodzina gotowa je przysposobić.

A czy byliście państwo w trakcie procesów, które trzeba w związku z tym przerwać?

Jesteśmy ośrodkiem, który zawsze przeprowadzał takich adopcji najwięcej i to chyba okazało się być źle widziane przez obecne władze, które twierdzą, że liczbę adopcji zagranicznych trzeba ograniczyć. Oczywiście, że mamy dużo spraw w trakcie. Ośrodek pracuje przez cały rok. Mamy kilkadziesiąt spraw w toku: są rodziny, które oczekują na orzeczenie sądu o adopcji, inne są w trakcie nawiązywania relacji i więzi z dziećmi, mamy też rodziny, których dokumenty właśnie do nas dotarły i oczekują na decyzję o ewentualnym połączeniu z dziećmi. Te wszystkie sprawy zostały nam odebrane. Decyzją Ministerstwa sprawy te przejąć ma warszawski Ośrodek Katolicki. Część spraw przejmuje Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Sosnowcu. Chciałabym jednak zaznaczyć, że nie ma on żadnego doświadczenia w prowadzeniu adopcji zagranicznych. Nigdy ich nie prowadził. Ministerstwo nie wyjaśniło swojej decyzji o powodach wskazania tego właśnie ośrodka jako upoważnionego do realizacji adopcji zagranicznych.

Rozumiem, że z zachodzącymi zmianami pojawia się wiele nowych problemów.

Przede wszystkim niepokoi mnie jeszcze coś innego. Ministerstwo ma pomysł, żeby do adopcji zagranicznej mogły trafiać tylko dzieci, które umieszczone są w instytucji, czyli w domu dziecka. Dzieci przebywające w rodzinach zastępczych, a takich dzieci jest coraz więcej, mają nie być kierowane do adopcji zagranicznej, gdyż mówiąc w pewnym uproszczeniu „polskie dzieci powinna wychowywać polska rodzina”. Wysocy rangą urzędnicy ministerstwa twierdzą, że wskutek adopcji zagranicznej Polska TRACI rocznie ok. 300 obywateli, którzy nie podtrzymują polskiego języka ani kultury (choć ZYSKUJĄ rodziców). W mojej opinii prawo do tożsamości kulturowej i  zachowania języka jest jednak wtórne wobec najważniejszego prawa dziecka do wychowania w rodzinie. W rodzinie, która zagwarantuje dziecku stabilność wychowania, bezpieczeństwo oraz wyposaży go we wszelkie umiejętności potrzebne w dorosłym życiu. Takie zadania jest w stanie wypełnić jedynie rodzina adopcyjna, jako najbardziej trwała z form rodzicielstwa, poza rodzicielstwem biologicznym.

Rodzina zastępcza jest bowiem z definicji czasową formą opieki, która powinna trwać do momentu powrotu dziecka do rodziny naturalnej, lub – jeśli nie jest to możliwe – do momentu umieszczenia dziecka w rodzinie adopcyjnej. W sytuacji „zakazu” adopcji zagranicznej dziecka z rodziny zastępczej, zostanie mu odebrana szansa na „własnych” rodziców. Zawsze bowiem będą dzieci, których polscy kandydaci nie zaakceptują, a rodziny z zagranicy, mimo gotowości, nie będą mogły adoptować. I co się stanie z takimi dziećmi?  Bardzo mnie to martwi, ponieważ w Polsce zawsze były, są i będą dzieci, które nie mają szansy na adopcje krajową. Są zdrowotnie lub genetycznie obciążone, są duże, są w licznej grupie rodzeństwa – takie właśnie dzieci powierzamy za granicę. Nie będą mogły jednak być tam kierowane, ponieważ są w rodzinie zastępczej.

Dla mnie decyzja o ograniczeniu adopcji zagranicznych jest zupełnie nieracjonalna, w ogóle nie licząca się z potrzebami dzieci, które w takiej pieczy są. Liczba dzieci w pieczy wskutek ograniczenia adopcji zagranicznych będzie wzrastać, kandydaci na rodziców zastępczych nie zgłaszają się masowo – wszak to ciężka praca – czy czeka nas powrót do otwierania na nowo domów dziecka?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Sprawdź czy dieta owocowo-warzywna dr Ewy Dąbrowskiej lekarstwem na niepłodność

dieta dr Ewy Dąbrowskiej

Twoje życie jest takie, jakie są twoje myśli. Prawda? Podobnie rzecz ma się z jedzeniem. Nie można zaprzeczyć, że ogólna kondycja naszego organizmu jest związana z codzienną dietą. A jeśli nie ma w niej wartości odżywczych, za to kochamy tłuszcze i cukier, sami się zatruwamy. Jednak jedzenie możemy też nam pomóc, nawet w niepłodności. Sprawdź jak może Ci pomóc dieta dr Ewy Dąbrowskiej.

Nie przypadkiem problem niepłodności dotyka pary głównie z krajów rozwiniętych. Poza spożywaniem – zwykle w biegu – wysoko przetworzonych pokarmów, jesteśmy stale przemęczeni i zestresowani. Może pora się zatrzymać i zacząć od zmiany przyzwyczajeń żywieniowych?

Zła dieta a niepłodność

Czy wiesz, że nadmiar cukru rafinowanego w diecie może wywoływać problemy z płodnością? Jak zauważa dr Ewa Dąbrowska dieta bogato cukrowa powoduje występowanie drożdżycy Candida albicans. Pod jej wpływem z kolei może dojść do „przeciekających jelit”, czyli nieszczelności nabłonków jelitowych i przedostawania się do krwi antygenów, którymi są niestrawione cząsteczki białek pokarmowych (nietolerancje pokarmowe), a ponieważ takie białka są rozpoznawane jako obce, łączą się z przeciwciałami do postaci kompleksów immunologicznych, które są dla organizmu toksyną. Te kompleksy mogą zaburzać główne systemy regulacyjne: układ hormonalny, immunologiczny i nerwowy. Ponadto pod wpływem nadmiernego spożycia cukru dochodzi do wzrostu insuliny, która wywołuje otyłość, zwłaszcza trzewną; w takim przypadku tłuszcz trzewny staje się producentem szeregu hormonów i przekaźników zwanych adipokinami, które mają związek nie tylko z cukrzycą i opornością na insulinę, ale również z powstawaniem zaburzeń hormonalnych wywołujących m.in. zespół policystycznych jajników, torbiele jajników i wiele innych schorzeń.

Toksyny Candida mogą wywoływać szereg zaburzeń hormonalnych a w konsekwencji niepłodność i poronienia:
  • – niedobór progesteronu, który zaburza równowagę z estrogenami
  • – niedobór hormonów tarczycy
  • – nadmiar prolaktyny
„Podstawowym paliwem dla mózgu jest glukoza, a jej zapasy w organizmie są niewielkie. Występuje głównie jako glikogen w wątrobie i wystarcza zaledwie na jeden dzień głodówki. Ponieważ glukoza jest niezbędna dla mózgu, dlatego też w czasie diety dochodzi do zamiany na glukozę wszelkich złogów białkowych tj. uszkodzonych, zwyrodniałych lub martwych komórek, tkanek, zakrzepów, guzów, ropni, blizn itp. Ten rodzaj przemian nazywa się „odżywianiem wewnętrznym”.

 

A teraz zasady

Dieta może potrwać od kilku dni do 6 tygodni w zależności od wskazań lekarza. Oparta jest na warzywach niskoskrobiowych:

  • korzeniowych (marchew, buraki, seler, pietruszka, rzodkiew),
  • kapustnych (kapusta, kalafior, brokuł),
  • cebulowatych (cebula, por, czosnek),
  • dyniowatych (dynia, kabaczek, ogórki), psiankowate (pomidor, papryka), liściaste (sałata, natka pietruszki, zioła).

Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód.

Szczególnie cenne są soki z zielonych pędów roślin (natka pietruszki, seler naciowy, botwina, mniszek, pokrzywa, szczaw, szpinak, brokuł, kapusta, sałata, kiełki lucerny, trawa z pszenicy). Posiadają chlorofil, którego budowa chemiczna jest podobna do hemoglobiny, mają aktywne enzymy, które oczyszczają, odtruwają, odnawiają krew, ułatwiają trawienie, alkalizują, dostarczają tlenu, energii, witamin i minerałów w najlepiej przyswajalnej postaci.

Warzywa i owoce można jeść na surowo, w postaci surówek, zup warzywnych przyprawianych ziołami, warzyw duszonych, pieczonych.

Pijemy wodę, soki warzywne i owocowe, herbaty owocowe lub ziołowe, kompoty bez cukru, wywary z warzyw.

W czasie kuracji nie spożywamy żadnych innych pokarmów. Nie pijemy kawy, mocnej herbaty, alkoholu i oczywiście nie palimy papierosów.

Na początku kuracji, w miarę odtruwania organizmu, mogą pojawiać się krótkotrwałe „kryzysy ozdrowieńcze” np. osłabienie, bóle głowy, nudności, wymioty, biegunka, stany podgorączkowe. To wyraz uwolnienia toksyn z tkanek i przeniknięcia ich do krwi.

Na zakończenie słów kilka o profilaktyce. Dietę dr Dąbrowskiej warto zastosować także zanim rozpoczniecie starania o dziecko, by oczyścić organizm z toksyn i stworzyć doskonałe środowisko dla rozwoju maluszka.

Na podstawie artykułu dr Ewy Dąbrowskiej – „Nowa koncepcja leczenia bezpłodności dietą warzywno-owocową.” oraz strony www.ewadabrowska.pl

od redakcji: zwracamy uwagę na tytuł publikacji dr Dąbrowskiej. Bezpłodność jest stanem trwałym i nieuleczalnym. Pani doktor miała zapewne na myśli leczenie niepłodności.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego

Witamina D ma moc – jedne z ważniejszych kobiecych narządów mogą być jej wdzięczne!

witamina D

Najnowsze badania wykazały, że dieta bogata w witaminę D – posiadają ją między innymi tłuste ryby i jajka – zmniejsza ryzyko wystąpienia wcześniejszej menopauzy nawet o 17 proc. Okazuje się, że spowalnia proces starzenia się jajników. Dobry wpływ na kobiece ciało ma także żywność bogata w wapń.

Siła witamin

Są to ważne badania, biorąc pod uwagę fakt, że około 10 proc. kobiet przechodzi menopauzę już przed 45. rokiem życia. Może zwiększać to ryzyko osteoporozy i chorób serca. Zmniejsza też szanse na poczęcie dziecka.

Eksperci przez niemal dwie dekady zbadali 116,430 kobiet. Wypełniały one w tym okresie m.in. kwestionariusze dotyczące diety. 2041 uczestniczek, w czasie trwania badania, weszło w okres menopauzy. Okazało się, że osoby spożywające najwięcej witaminy D wykazywały ryzyko wystąpienia wczesnej menopauzy o 17 proc. niższe. Wysokie spożycie wapnia zmniejszało zaś opisywane tu ryzyko o 13 proc. Uważa się, że wiąże się to z faktem, iż krowie mleko zawiera w sobie hormony płciowe opóźniające właśnie menopauzę. Są to wyniki, które opisano już po wykluczeniu innych czynników ryzyka, takich jak waga, czy historia związana z karmieniem piersią.

Płodność na celowniku

Główna autorka badań powiedziała: „Wczesna menopauza związana jest nie tylko z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, demencji i osteoporozy, ale może mieć wpływ także wiele lat wcześniej na poczęcie dziecka” – słowa Alexandry Purdue-Smithe, z University of Massachusetts, cytuje „Daily Mail”.

Przykładowo, kobieta, która będzie mieć menopauzę w wieku 43 lat, już mając 33 lata może mierzyć się z problemami związanymi z zajściem w ciążę” – dodaje ekspertka. Okazuje się, że dowody laboratoryjne na pozytywny wpływ witaminy D są naprawdę silne. „Zwiększa produkcję hormonów spowalniających starzenie się jajników i spowalnia tempo, w którym kobieta traci jajeczka. Jest to ważne, bowiem menopauza przychodzi właśnie wtedy, gdy kobieta jajeczek już nie ma” – podkreśla Purdue-Smithe.

Warto zadbać o dostarczenie opisywanej tu witaminy do swojego organizmu. Jak pisaliśmy już w naszym portalu, jest to królowa płodności: „Okazało się, że witamina D ma swoją rolę nie tylko w metabolizmie kostnym, ale również wpływa na endometrium, komórki ziarniste w jądrach, plemniki i przysadkę mózgową” – mówili w rozmowie z nami lekarze. A czy twoja dieta jest wystarczająco w nią bogata?

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

III Śląska Konferencja Seksuologiczna w Katowicach zakończona sukcesem

20170506_135458

Właśnie zakończyła się III Śląska Konferencja Seksuologiczna zorganizowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny IFMSA – Poland Oddział Śląsk oraz Studenckie Koło Naukowe przy Klinice Ginekologii i Położnictwa WLK SUM.

Jako że seksuologia jest zdecydowanie niedocenioną dziedziną medycyny, co znajduje swoje odzwierciedlenie w programach nauczania, gdzie brak jest podstawowych informacji dotyczących seksualności człowieka, organizatorzy postanowili to zmienić – przełamać tabu i zacząć na ten temat rozmawiać.

Konferencja okazała się wielkim sukcesem – przybyło około 300 gości, nie zabrakło także doskonałych prelegentów:

Krajowy Konsultant do Spraw Seksuologii prof. dr hab. n. med. Zbigniew Lew-Starowicz, który przybliżył uczestnikom pojęcie seksualności kobiet w ciąży a także po 60 roku życia.

Dr hab. n. med. Dariusz Kałka opowiedział o problemach z potencją u mężczyzn cierpiących na schorzenia kardiologiczne.

Dr hab. n. med. Krzysztof Nowosielski, którego wykład dotyczył ryzykownych zachowań seksualnych – z czego wynikają, a także jakie mogą być ich konsekwencje medyczne.

Dr Marlena Banasik poprowadziła wykład dotyczący seksualności psychopatów.

Członek Zarządu Fundacji Trans-Fuzja, Julia Kata omówiła szczegółowo temat seksualności osób transpłciowych, dotykając także innych zagadnień, między innymi tego, na jakie trudności i przeszkody napotykają oni nie tylko w Polsce, ale także na świecie.

O naszej seksualności mówimy mało albo wcale. Dzięki takim konferencjom możemy skutecznie walczyć z odwiecznymi stereotypami. A wszystko to przy dobrej kawie i we wspaniałej atmosferze.

Czekamy z niecierpliwością na kolejne wydarzenie!

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

3 naturalne składniki, które pozytywnie wpływają na jakość nasienia – wiedzieliście?

jakość nasienia

Płodność to zawsze sprawa obu stron – zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Panowie zdają się jednak być mniej zainteresowani tematem, a szkoda. Mogą bowiem dzięki naturalnym składnikom diety wpłynąć na jakość swojego nasienia.

Często pierwszym krokiem jest sięgnięcie po suplementy, które nieraz polecają sami lekarze. Warto jednak wprowadzić do swojego życia także inne składniki, które poprzez swoje działanie mogą poprawić męską płodność. Oto 3 składniki, które starający się o dziecko mężczyzna, powinien mieć w swojej diecie:

1. Korzeń maca

Maca to roślina peruwiańskiego pochodzenia. Najbardziej ceniony jest jej korzeń, który wpływa między innymi właśnie na płodność – szczególnie na produkcję spermy i ruchliwość plemników. A wszystko to dzięki bogactwu aminokwasów, witamin i minerałów.

Energii dodają zawarte w macy węglowodany, które stanowią większość składu rośliny. Są one wysokiej jakości składnikami odżywczymi. Jeśli zaś chodzi o białko, jest one łatwo przyswajalne i stanowi ponad 10 proc. składu macy. Roślina jest też bogata w błonnik, co pomaga w pracy układu trawiennego.

Wracając jednak do aminokwasów, to właśnie niektóre z nich wpływają korzystnie na płodność. Jest to między innymi arginina, kwas asparaginowy, kwas glutaminowy, czy też glicyna. Dodatkowo pomocne są witaminy, szczególnie te z grupy B oraz wysoka zawartość selenu. Oba te składniki są odpowiedzialne za produkcję zdrowej spermy.

2. Buzdyganek

Jest to roślina, która szczególnie na dalekim Wschodzie, stosowana jest jako wsparcie w leczeniu niepłodności u mężczyzn. Wszystko ponoć dlatego, że zwiększa poziom hormonów, np. testosteronu. Ma podnosić libido, polepszać potencję, wspomagać erekcję, ale też wpływać na przyrost mięśni.

Nie potwierdzają tego jednak żadne znaczące badania, a działanie buzdyganka niektórzy tłumaczą efektem placebo.

3. Selen

Jest to składnik, o którym w tematyce płodności wiele już napisano. Jest on jednym z częstszych składników suplementów. Warto jednak postawić na jego naturalne źródła, które każdy mężczyzna może mieć w swojej diecie.

Selen odpowiada między innymi za liczbę oraz ruchliwość plemników. Bierze on bowiem udział w procesie tworzenia przeciwutleniaczy, wpływa też na produkcję testosteronu.

Znakomitymi źródłami są: orzechy brazylijskie, łosoś, tuńczyk. Pisaliśmy też w naszym portalu między innymi o czosnku i jajkach, jako produktach, które warto mieć w swojej diecie, jeśli dbamy o poziom selenu.

Jak wspomóc dietę mężczyzny w staraniach o dziecko? SPRAWDŹ:
Coś dla panów – 5 produktów, które zwiększą ilość plemników
Co jeść, aby poprawić swoją płodność?
Niepłodność, czyli męsko-damski problem, któremu można zapobiec

 

* Pamiętajmy jednak, że wprowadzanie do swojej diety nowych składników nie zawsze musi być dla nas korzystne. Warto wszystkie tego typu zmiany przedyskutować z lekarzem i dopytać o szczegóły ich oddziaływania.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.