Przejdź do treści

„Decyzja o ograniczeniu adopcji zagranicznych jest zupełnie nieracjonalna” – ta rozmowa wiele wyjaśnia!

Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się kontrowersje wokół adopcji zagranicznych. Postanowiliśmy zapytać u źródeł – jak wygląda sytuacja, rozwiązania prawne, jakie ośrodki mogą się tego typu adopcją zajmować. Okazuje się, że w ostatnim czasie zachodzi wiele zmian i co ważne – nie zawsze są to „dobre zmiany”!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tematem adopcji zagranicznych zajmują się nie tylko eksperci pracujący z nim na co dzień, ale też politycy, od których to wiele rozwiązań zależy. W sieci pojawia się też wiele zarzutów wobec adopcji, nieraz jest ona w całej rozciągłości demonizowana – nie tylko ta zagraniczna, ale też krajowa, o czym pisaliśmy więcej w naszym portalu [TUTAJ].

Szerszą perspektywę problemu, ale też zmiany zachodzące w ostatnich dniach, przedstawiła nam Izabela Rutkowska, Dyrektor Krajowego Ośrodka Adopcyjnego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Rozmowa trudna, ale niezwykle ważna kontekście toczących się dyskusji.

Czy odczuwa Pani w ostatnim czasie większe zainteresowanie, także w negatywnym kontekście, tematem zagranicznych adopcji?

Izabela Rutkowska: Zauważam, głównie w mediach, że buduje się bardzo negatywny obraz adopcji zagranicznej, z czym nie mogę się zgodzić. Adopcją zagraniczną zajmuję się od 11 lat i wiem, jakie dzieci znajdują swoich rodziców za granicą.

Domyślam się, że głównym pojawiającym się zarzutem jest brak kontroli nad późniejszym losem dzieci. Czy jest to słuszny zarzut?

Zarzut nie jest słuszny, aczkolwiek rzeczywiście w polskim prawie nie ma instrumentów, które pozwalałyby władzom kontrolować sytuację dzieci po adopcji. Jednak ośrodki adopcyjne, które zajmują się tym od co najmniej kilkunastu lat – a nasz ośrodek od 27 – doceniając znaczenie monitorowania sytuacji dzieci po adopcji , miały na to pewien pomysł. Rozwiązały to w ten sposób, że z każdą zagraniczną organizacją, z którą pracują – swoim odpowiednikiem za granicą – mają podpisaną umowę o współpracy. Tak jest w naszym ośrodku, Krajowym Ośrodku Adopcyjnym TPD, że z każdą organizacją mamy zawartą umowę.

Mamy tam zawarty bardzo ważny punkt 9-ty mówiący o tym, że oczekujemy na raporty postadopcyjne. Chociaż zaznaczam, że nie mamy do tego żadnego prawa. Nie ma przewidzianej takiej formy uzyskiwania informacji po adopcji, jaką jest konieczność sporządzania raportów postadopcyjnych. Taka sytuacja dotyczy zarówno rodzin polskich, które nie muszą „spowiadać się” ośrodkom adopcyjnym, co się dzieje z adoptowanymi dziećmi, jak również dotyczy to adopcji zagranicznych. Jednak w naszej umowie taki punkt się znalazł.

Oczekujemy i otrzymujemy raporty postadopcyjne o sytuacji naszych dzieci, które wyjechały za granicę. Pierwszy raport otrzymujemy po roku, drugi po dwóch, a trzeci po trzech latach. Później spodziewamy się otrzymywać raporty co trzy lata, aż do pełnoletniości dziecka. Monitorujemy sytuacje dzieci, mamy świadomość jak się rozwijają i to jest najprzyjemniejsza część naszej pracy. Mamy wtedy pewność, że dzieci trafiły w dobre ręce, rozwijają się bardzo dobrze, uczą się języka. Niektóre nasze dzieci są już dorosłe, mamy już nawet swoje adopcyjne wnuki.

A czy zdarzały się takie sytuacje, że rzeczywiście tych raportów nie było?

Czasami się takie sytuacje zdarzają, ponieważ, tak jak podkreślam, jest to umowa między nami, a organizacją adopcyjną.

Czyli działa to na zasadzie „dobrej woli” i chęci współpracy?

Na zasadzie dobrej woli. Jeżeli rodzina nie chciałaby takiego raportu nikomu przesłać, to go nie przesyła. Wtedy jednak staramy się do takich rodzin dotrzeć. Prosimy też organizację, która tę rodzinę przygotowywała i rekomendowała, żeby jednak mimo wszystko postarała się taki raport uzyskać. Jednak, tak jak podkreślam, to wszystko jest wyłącznie wynikiem naszych umów z partnerami zagranicznymi. Nie mamy do tego żadnego tytułu prawnego. Nie możemy się tego domagać.

A czy jest jakaś szansa, że to się zmieni?

O to trzeba zapytać Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ponieważ to jest resort, który pełni funkcję centralnego organu w zakresie adopcji zagranicznej i każda procedura przysposobienia wymaga jego zgody. Ośrodki adopcyjne prowadzące adopcje zagraniczne wielokrotnie w rozmowach z ministerstwem zgłaszały, że istnieje pewna luka w polskiej procedurze.

Proszę jednak zwrócić uwagę, że byłoby nierównością wprowadzenie obowiązku raportów postadopcyjnych tylko dla zagranicznych rodzin, a nie wymaganie ich od rodzin polskich. Sprawa dotyczy przecież wszystkich dzieci umieszczonych w rodzinach adopcyjnych – wszyscy są równi wobec prawa.

Moim zdaniem byłoby to bardzo korzystne, jeżeli także polska rodzina po adopcji pozostawałaby przez pewien czas pod nadzorem ośrodka. Rozumiem to nie tyle jako kontrolę, ale raczej jako wsparcie. Wydaje mi się, że jeżeli rodziny miałyby odpowiednie wsparcie ze strony ośrodka, dałoby się uratować część adopcji, które są rozwiązywane. Ośrodek jednak nie może udzielać wsparcia z własnej inicjatywy. Rodzina sama musi się do niego zwrócić, by takie wsparcie otrzymać. Jeżeli byłby obowiązkowy okres monitorowania adopcji, może udałoby się przynajmniej część tych adopcji, które są w Polsce rozwiązywane, uratować.

Wracając do adopcji zagranicznych – są trzy ośrodki w Polsce, które się tym zajmują.

Taka była sytuacja do 17-ego stycznia 2017 roku. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jako centralny organ w zakresie adopcji zagranicznej, mające prawo wyznaczać ośrodki do prowadzenia adopcji międzynarodowych, nagle wydało nowe obwieszczenie (podpisane w piątek, 13 stycznia, ogłoszone w Monitorze Polskim i obowiązujące od 17 stycznia). Mówi ono, iż od tej pory adopcjami zagranicznymi mogą zajmować jedynie dwa ośrodki – dwa katolickie ośrodki. Ośrodek Katolicki w Warszawie i Ośrodek Diecezjalny w Sosnowcu.

Co zatem dzieje się z Ośrodkiem TPD?

Nasz ośrodek, podobnie jak Wojewódzki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie, nie został w tym obwieszczeniu wymieniony, co de facto oznacza, że nie możemy adopcji zagranicznych dalej prowadzić. Zajmowałyśmy się tym 27 lat. Procedura adopcji międzynarodowych swój obecny kształt zyskała dzięki pomysłowi Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, które stworzyło pierwszy  bank danych o dzieciach oczekujących na adopcję. Warto jeszcze pamiętać, że adopcja zagraniczna jest ostatnią szansą dla dziecka na posiadanie rodziców. Poszukiwania zagranicznych kandydatów na rodziców dla dziecka można rozpocząć dopiero wtedy, jeśli w kraju nie znajdzie się żadna rodzina gotowa je przysposobić.

A czy byliście państwo w trakcie procesów, które trzeba w związku z tym przerwać?

Jesteśmy ośrodkiem, który zawsze przeprowadzał takich adopcji najwięcej i to chyba okazało się być źle widziane przez obecne władze, które twierdzą, że liczbę adopcji zagranicznych trzeba ograniczyć. Oczywiście, że mamy dużo spraw w trakcie. Ośrodek pracuje przez cały rok. Mamy kilkadziesiąt spraw w toku: są rodziny, które oczekują na orzeczenie sądu o adopcji, inne są w trakcie nawiązywania relacji i więzi z dziećmi, mamy też rodziny, których dokumenty właśnie do nas dotarły i oczekują na decyzję o ewentualnym połączeniu z dziećmi. Te wszystkie sprawy zostały nam odebrane. Decyzją Ministerstwa sprawy te przejąć ma warszawski Ośrodek Katolicki. Część spraw przejmuje Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Sosnowcu. Chciałabym jednak zaznaczyć, że nie ma on żadnego doświadczenia w prowadzeniu adopcji zagranicznych. Nigdy ich nie prowadził. Ministerstwo nie wyjaśniło swojej decyzji o powodach wskazania tego właśnie ośrodka jako upoważnionego do realizacji adopcji zagranicznych.

Rozumiem, że z zachodzącymi zmianami pojawia się wiele nowych problemów.

Przede wszystkim niepokoi mnie jeszcze coś innego. Ministerstwo ma pomysł, żeby do adopcji zagranicznej mogły trafiać tylko dzieci, które umieszczone są w instytucji, czyli w domu dziecka. Dzieci przebywające w rodzinach zastępczych, a takich dzieci jest coraz więcej, mają nie być kierowane do adopcji zagranicznej, gdyż mówiąc w pewnym uproszczeniu „polskie dzieci powinna wychowywać polska rodzina”. Wysocy rangą urzędnicy ministerstwa twierdzą, że wskutek adopcji zagranicznej Polska TRACI rocznie ok. 300 obywateli, którzy nie podtrzymują polskiego języka ani kultury (choć ZYSKUJĄ rodziców). W mojej opinii prawo do tożsamości kulturowej i  zachowania języka jest jednak wtórne wobec najważniejszego prawa dziecka do wychowania w rodzinie. W rodzinie, która zagwarantuje dziecku stabilność wychowania, bezpieczeństwo oraz wyposaży go we wszelkie umiejętności potrzebne w dorosłym życiu. Takie zadania jest w stanie wypełnić jedynie rodzina adopcyjna, jako najbardziej trwała z form rodzicielstwa, poza rodzicielstwem biologicznym.

Rodzina zastępcza jest bowiem z definicji czasową formą opieki, która powinna trwać do momentu powrotu dziecka do rodziny naturalnej, lub – jeśli nie jest to możliwe – do momentu umieszczenia dziecka w rodzinie adopcyjnej. W sytuacji „zakazu” adopcji zagranicznej dziecka z rodziny zastępczej, zostanie mu odebrana szansa na „własnych” rodziców. Zawsze bowiem będą dzieci, których polscy kandydaci nie zaakceptują, a rodziny z zagranicy, mimo gotowości, nie będą mogły adoptować. I co się stanie z takimi dziećmi?  Bardzo mnie to martwi, ponieważ w Polsce zawsze były, są i będą dzieci, które nie mają szansy na adopcje krajową. Są zdrowotnie lub genetycznie obciążone, są duże, są w licznej grupie rodzeństwa – takie właśnie dzieci powierzamy za granicę. Nie będą mogły jednak być tam kierowane, ponieważ są w rodzinie zastępczej.

Dla mnie decyzja o ograniczeniu adopcji zagranicznych jest zupełnie nieracjonalna, w ogóle nie licząca się z potrzebami dzieci, które w takiej pieczy są. Liczba dzieci w pieczy wskutek ograniczenia adopcji zagranicznych będzie wzrastać, kandydaci na rodziców zastępczych nie zgłaszają się masowo – wszak to ciężka praca – czy czeka nas powrót do otwierania na nowo domów dziecka?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

centralny rejestr pieczy zastępczej
fot. Pixabay

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje wprowadzenie centralnego rejestru pieczy zastępczej. Będzie z niego można uzyskać informacje o rodzinach zastępczych i kandydatach zakwalifikowanych do pełnienia tej funkcji oraz o domach dziecka i osobach usamodzielniających się.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powstanie rejestru przewiduje projekt nowelizacji ustawy z 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.

Projekt ten trafił właśnie do konsultacji społecznych, a jego celem jest lepsza praca z rodziną, rozwój rodzinnej pieczy zastępczej i mniejsza liczba adopcji zagranicznych.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Centralny rejestr pieczy zastępczej – co się w nim znajdzie?

Projekt zawiera regulacje dotyczące utworzenia centralnego rejestru. Będzie się on składał z siedmiu wykazów zawierających informacje o dzieciach umieszczonych w pieczy, osobach z pozytywną, wstępną kwalifikacja oraz osobach już zakwalifikowanych do pełnienia roli opiekunów, jak również o rodzinnych domach dziecka i rodzinach zastępczych.

W rejestrze będzie można także znaleźć informacje o placówkach opiekuńczo-wychowawczych i osobach zaczynających samodzielne życie po opuszczeniu pieczy.

Dzięki tej inicjatywie poszukiwane dla dzieci miejsc w domach zastępczych ma być łatwiejsze.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita, Gazeta Prawna

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

oszustwo adopcyjne
fot. Pixabay

Para była niezwykle szczęśliwa, kiedy dziewczynka z Ugandy zamieszkała z nimi. Gdy po sześciu miesiącach małżeństwo poznało historię dziecka, było w szoku. Zdecydowali się odesłać dziewczynkę do jej ojczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jessica i Adam Davis z amerykańskiego stanu Ohio mieli czworo dzieci. Pragnęli jednak przyjąć do swojego domu jeszcze jedno dziecko.

Rozpoczęli procedurę adopcyjną za pośrednictwem instytucji European Adoption  Consultants (EAC), starając się o przysposobienie dziewczynki z małej wioski w Ugandzie. Za usługę zapłacili EAC 15 tys. dolarów.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Pierwsze spotkanie i podróż do Ameryki

Organizacja poinformowała małżeństwo, że ojciec dziecka zmarł, a matka zaniedbywała swoje rodzicielskie obowiązki. Nic nie stało zatem na przeszkodzie do adopcji.

W kwietniu 2015 roku para przyleciała do Ugandy, aby spotkać się z 5-letnią Matą. – Przebywała w sierocińcu, nie było tam żadnych zabawek, a w oknach zamontowane były kraty – wspomina Jessica. Po spotkaniu dziewczynka wyruszyła z Davisami do nowego domu w Stanach Zjednoczonych.

Mata rozpoczęła naukę języka angielskiego i po sześciu miesiącach była już w stanie opowiedzieć rodzicom swoją historię. Nie mogli uwierzyć w to, co usłyszeli.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Oszustwo adopcyjne

Zgodnie ze słowami Maty, wszystkie informacje podane przez EAC były fałszywe. Dziewczynka zapewniała, że w ojczystym kraju miała troskliwą matkę i nigdy nie była maltretowana.

Jessica i Adam prześledzili historię Maty i zdali sobie sprawę, że padli ofiarą adopcyjnego oszustwa. Choć ta decyzja nie była łatwa, Davisowie postanowili odwieźć dziewczynkę do biologicznej mamy.

Na miejscu Jessica i Adam dowiedzieli się, że matka dziewczynki również została oszukana. Ośrodek poinformował kobietę, że jej dziecko wyjeżdża tylko na kilka lat do Ameryki, gdzie Davisowie będą sponsorować jej edukację. Matka Maty nie zdawała sobie sprawy, że podpisując dokumenty, zrzeka się praw rodzicielskich.

Historia Maty to nie jedyny przypadek oszustwa adopcyjnego. Co roku wiele rodzin pada ofiarą tego typu oszustw, a dzieci odbierane są niczego nieświadomym rodzicom.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.ntd.tv

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.