Przejdź do treści

Czym zasłużyłam sobie na niepłodność?

dlaczego jestem niepłodna?
fot Fotolia

Czyli pytanie, które zadaje sobie codziennie…

Dwa lata po tym, jak założyliśmy obrączki na palce, przysięgając sobie dozgonną miłość, nagle znaleźliśmy się w nowym, zupełnie dla nas obcym miejscu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W miejscu, w którym nigdy nie chciałam być. Nerwowo kręcąc kciukami, rozebrana do pasa, leżąc na fotelu wyłożonym cienkim papierem. Pomyślałam najpierw, że to początek mojej rodziny, że jest dobrze. Nie było.

To był początek leczenia niepłodności. Opuściliśmy klinikę dwadzieścia minut później. Od tamtej pory wszelkie plany musieliśmy dostosowywać do naszych starań o dziecko…

Choć wyszliśmy z gabinetu z dokładnym planem, co robić, żebyśmy zostali rodzicami, to oboje z mężem płakaliśmy. Okazało się, że jesteśmy jedną z tych par – jedną na pięć, która doświadczyła niepłodności. To gigantyczne obciążenie. Głowę wierciła mi myśl; czym sobie na to zasłużyłam.

Zobacz także:Jak zachować równowagę emocjonalną w czasie starań? 

Pytania

Analizowałam wszystko wiele razy. Przecież nie popełniłam żadnego błędu. Dobrze zarabialiśmy, mieliśmy piękny dom, spłaciliśmy kredyty studenckie. Dlaczego więc akurat nas to spotkało?

Mój smutek zamienił się we frustrację, kiedy pojechaliśmy do apteki po moje zastrzyki. Setki złotych zaklętych w strzykawkach… Dlaczego ja?
Powoli odzyskiwaliśmy siłę, gdy trafiliśmy do najlepszego specjalisty leczenia niepłodności w Polsce. Odbudowywaliśmy w sobie nadzieję i wiarę, że może być lepiej. Jednak, jak wszystkie niepłodne pary, nie wiedzieliśmy, co nas czeka za najbliższym rogiem.
Miesiąc po miesiącu zmagaliśmy się z  naszymi finansami, naszymi emocjami i moim ciałem. Mimo to wciąż nam się nie udawało. Kolejne zabiegi wypełniały nasze serca pustą nadzieją. Na żadnym z kilkudziesięciu testów ciążowych nie mogliśmy dopatrzeć się drugiej kreski. Witaminy, suplementy, akupunktura – nic nie pomagało. Niepłodność bolała coraz bardziej.

Żałoba

Poświęciliśmy cały rok na opłakiwanie naszego biologicznego dziecka, które nigdy się nie narodziło. Byliśmy smutni, źli i zazdrośni o cudze życia, które zdawały się być doskonałe – były w nich dzieci. Straciliśmy nadzieję.
Wiedzieliśmy, że istnieje wiele sposobów, aby zbudować rodzinę. Niektórzy ludzie decydują się na kolejne próby in vitro, inni korzystają z pomocy dawcy spermy, inni szukają dawczyni komórek jajowych. Jeszcze inni decydują się na adopcje lub bezdzietność.
Zobacz także: Adopcja a niepłodność

Decyzja

A my? Poczuliśmy, że nasze serca gotowe są na przyjęcie dziecka. Adoptowaliśmy je.
Droga, którą musieliśmy przejść, nie była łatwa. Pełna bólu, załamań, smutku. Ale dziś wiem, było warto! Dziś, trzy lata później, patrzę wstecz i jestem wdzięczna za wszystko, co się wydarzyło.
Niepłodność nauczyła mnie jeszcze bardziej doceniać macierzyństwo. Jednak przede wszystkim, jestem wdzięczna za trzy małe dziewczynki, które dziś są częścią naszej rodziny.
Dziś zadajemy sobie to samo pytanie – czym zasłużyliśmy sobie na to wielkie szczęście? Dlaczego akurat my mamy ten zaszczyt i przywilej wychowywania trzech najwspanialszych dzieci?

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.