Przejdź do treści

Czy niepłodność może mieć dobre strony? Odpowiadają blogerki

Czy niepłodność może mieć dobre strony
fot. Pixabay

Ciężko pogodzić się faktem, że pomimo wielu lat starań na świecie wciąż nie pojawia się upragnione dziecko. Rodzi się w nas bunt, w głowie pojawiają się setki, a serce wypełnia żal. Warto jednak wierzyć, że z każdej sytuacji można wyciągnąć cenną lekcję i dostrzec jej pozytywne aspekty. Czy niepłodność może mieć dobre strony? Zobaczcie, co sądzą o tym blogerki piszące o niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Czemu to spotkało akurat mnie” – pyta zapewne każda staraczka, która co miesiąc widzi jedną kreskę na teście ciążowym. Jest to ciężkie emocjonalnie przeżycie, ciągnące się niekiedy przez wiele lat. Co zrobić, by ułatwić sobie trudny czas oczekiwania i nie zwariować? Choć to niezwykle trudne, warto z każdej sytuacji wyciągnąć jak najwięcej pozytywów. No właśnie, tylko czy tak się da?

Czy niepłodność może mieć dobre strony? Agnieszka Mans

„Tak, choć dopiero z perspektywy czasu. Teraz potrafię docenić niektóre aspekty tego doświadczenia, aczkolwiek gdy „tkwi się w tym po uszy” trudno jest znaleźć choćby namiastkę czegoś pozytywnego”.

Agnieszka Mans jest autorką książki „Samotność w Niepłodności”. Książkę możecie zakupić tu.

Zobacz także: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Czy niepłodność może mieć dobre strony? Nasze Szczęście

„Niepłodność ma swoje dobre strony. Uważam, że pary zmagające się z niepłodnością są silne. Przede wszystkim niepłodność  zbliża, tak jest u nas. Walka z niepłodnością kosztuje– każda wizyta, każde badanie, tabletki. Tak naprawdę nie stać nas na przyjemności.

Dlatego nauczyliśmy się czerpać przyjemności z małych rzeczy, tych niedocenionych. Robimy romantyczne kolacje na podłodze, tańczymy, latem jeździmy w niedziele na pikniki.

Wtedy zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jestem w najpiękniejszych zakątkach świata. Kto nam tego zabroni? Kto nam to odbierze? Nikt! To jest cząstka nas. Nasza ucieczka. I życzę wszystkim tego, abyście cieszyli się z małych rzeczy i doceniali to co niewidoczne”.

Daria to autorka bloga „Nasze Szczęście” 

Czy niepłodność może mieć dobre strony? – Waiting4

„Można.

Dzięki niepłodności stałam się mądrzejsza i bardziej dojrzała. Zdecydowanie lepiej znam swoje ciało. Poznałam mnóstwo fantastycznych osób. Zyskałam zaufanego lekarza – ginekologa. Stałam się też bardziej cierpliwa.

Już teraz wiem, że życia nie da się przewidzieć i nie wszystko w nim da się zaplanować. Oprócz wielu wylanych łez i negatywnych emocji, problemy z płodnością dały mi bardzo dużo nowych doświadczeń. A przede wszystkim trudności z zajściem w ciążę dały mi bloga i wiele pozytywnych emocji z nim związanych”.

Blog Waiting4 możecie poczytać tu

Zobacz także: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Czy w niepłodności można doszukać się dobrych stron? – Wiewiórkowo

„Od jakiegoś czasu staram się znaleźć właśnie te dobre strony i zaakceptować, że ten czas, był „po coś”. Po co mógł być w moim przypadku? Zaczęłam w pełni doceniać mojego męża, przy dziecku na pewno ta sprawa zeszłaby na drugi plan, dopiero teraz widzę, jak bardzo potrzebował mojego wsparcia i jak dużo sam mi go dał.

Zaczął się zmieniać mój perfekcyjny charakter, wiem już, że nie mam na wszystko wpływu i przestałam się z tego powodu buntować. Przestałam narzucać sobie coraz to nowe obowiązki i ciągle od siebie czegoś wymagać.

Niepłodność pokazała mi też, jak silne jest nasze małżeństwo. Mówią, że słaby związek podczas takiej próby się rozpadnie, a mocny będzie jeszcze silniejszy. Jestem szczęściarą! I to jest właśnie najważniejsze, co dała mi niepłodność”.

Blog Wiewiórkowo znajdziecie tu

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Polski wynalazek, który może pomóc tysiącom mężczyzn. Co potrafi CoolMen?

chłodzenie jąder CoolMen
fot. CoolMen

Polacy stworzyli właśnie niesamowity wynalazek, który ma zwiększyć płodność mężczyzny. Gadżet jest prosty w obsłudze, dyskretny i, jak zapewnia producent, w krótkim czasie poprawia parametry nasienia. Mowa o urządzeniu CoolMen.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak pokazują statystyki, obecnie co piąta, a według niektórych danych, nawet co czwarta para ma problemy z płodnością.

Współczesny tryb życia związany z pracą w pozycji siedzącej, niedoborem aktywności, ubogą dietą i częstym użytkowaniem urządzeń elektrycznych sprawia, że temperatura jąder odbiega od normy.

Tymczasem nadmiar ciepła w tym miejscu w połączeniu ze stresem, czy złym odżywianiem, jest jednym z głównych czynników obniżających parametry nasienia. Okazuje się, że podwyższenie temperatury jąder o zaledwie 1 ° C prowadzi do zaburzeń produkcji plemników.

Zobacz także: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

Temperatura niszczy plemniki! Pomóc może chłodzenie jąder

– Podwyższona temperatura ciała, moszny, BEZWZGLĘDNIE ma wpływ na kondycję plemników, które w warunkach naturalnych muszą płynąć ruchem postępowym (do przodu) – wyjaśnia dr. n. biol. Wojciech Sierka, embriolog w Klinice Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej GYNCENTRUM w Katowicach.

– DNA w główce plemnika jest bardzo wrażliwe na ciepło. Pod wpływem temperatury ulega ono fragmentacji. DNA budując chromosomy odpowiada za dziedziczenie cech, więc uszkodzone DNA to uszkodzone chromosomy, a w konsekwencji obniżona płodność lub jej zupełny brak. Badania naukowe wskazują na duże problemy rozrodcze mężczyzn wykonujących zawody takie jak spawacz, górnik, maszynista, czy kolejarz – dodaje ekspert.

Sposób na to znaleźli naukowcy z Politechniki Warszawskiej oraz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Polacy opracowali właśnie urządzenie, które w znacznym stopniu ma poprawić jakość nasienia.

CoolMen to innowacyjne urządzenie stabilizujące temperaturę jąder w optymalnym zakresie. W krótkim czasie CoolMen istotnie poprawia parametry męskiego nasienia, przyczyniając się do zwiększenia płodności pary – zapewnia na swojej stronie internetowej producent.

CoolMen to urządzenie chłodzące jądra, które zamocowane jest na specjalnym pasie. Urządzenie jest całkowicie niewidoczne pod ubraniem i zapewnia całkowitą dyskrecję podczas użytkowania. Ciekawą funkcją urządzenia jest możliwość monitorowania temperatury jąder w ciągu dnia i bezprzewodowe przesyłanie danych do aplikacji w telefonie.

Wynalazek został wykonany z atestowanych materiałów o działaniu antybakteryjnym i jak obiecują twórcy, jego stosowanie często pozwala uniknąć leczenia chirurgicznego żylaków powrózka nasiennego.

Zobacz także: Polski wynalazek pomoże mężczyznom przywrócić prawidłowe parametry nasienia

CoolMen – prostota i bezpieczeństwo

Jak działa? – Urządzenia jest wyposażone w czujnik temperatury. Temperatura chłodzenia jest automatycznie regulowana tak, by uzyskać optymalny efekt. Nie ma odczucia chłodu czy zimna. Obecnie trwają badania przez lekarzy andrologów, które mają określić optymalny zakres temperatury chłodzenia – wyjaśnił nam Łukasz Konarski z COOLTEC.

Ładowanie CoolMena jest dziecinnie proste. Urządzenie jest zakończone wtykiem USB, zatem może być zasilane z powerbanku, laptopa, czy nawet gniazdka zapalniczki samochodowej.

Co z bezpieczeństwem? Czy podczas użytkowania możliwe jest zwarcie, które skończyłoby się przykrymi dla zdrowia konsekwencjami? Jak zapewnia producent, nie ma takiej możliwości.

Nie ma możliwość zwarcia. Urządzenia jest hermetyczne (w obudowie silikonowej). Można je myć pod bieżącą wodą – powiedział Konarski.

Zobacz także: Żylaki powrózka nasiennego a niepłodność

Na co pomoże CoolMen?

Wynalazcy podkreślają, że urządzenie sprawdzi się u panów, którzy zmagają się z

  • żylakami powrózka nasiennego,
  • idiopatycznym zespołem OAT,
  • oligoteratozoospermią,
  • asthenoteratozoospermią,
  • oligoasthenozoospermią,
  • oligozoospermią,
  • asthenozoospermią,
  • teratozoospermią,
  • azoospermią,
  • nekrozoospermią

Zanim CoolMen trafi do sprzedaży, musi przejść jeszcze badana kliniczne. – W chwili obecnej otrzymaliśmy grant Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, który pozwala nam na wdrożenie produkcji tego urządzenia i przeprowadzenie – być może nawet w tym roku – badań klinicznych – wyjaśnił dr n. med. Radosław Maksym, androlog kliniczny, specjalista położnictwa i ginekologii z Zakładu Zdrowia Prokreacyjnego w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.

Zobacz także: Jak poprawić parametry nasienia? Przeczytaj, co radzi ekspert

Dlaczego chłodzenie jąder jest tak ważne?

Tymczasem eksperci zapewniają, że nawet domowe sposoby na chłodzenie jąder w znacznym stopniu mogą pomóc panom, którzy mają niepoprawne parametry nasienia.  – Ochładzanie jąder zimną wodą pomaga, nawet jeśli do okładów użyjemy zwykłej butelki plastikowej wypełnionej wodą czy plastrów chłodzących – tłumaczy dr Sierka.

– Warto pamiętać, że oziębianie konieczne jest tak długo, jak długo powstają plemniki, czyli dłużej niż 70 dni. W tym czasie WSZELKI wysiłek fizyczny rozgrzewający ciało przy próbach prokreacji jest niewskazany, szczególnie u mężczyzn po 35 roku życia. Należy całkowicie zrezygnować z wizyt w saunie. Kondycję plemników można poprawić również dietą bogatą w antyutleniacze, witaminę C w ilościach gramowych na dobę, które usuwają wolne rodniki uszkadzające DNA plemnika – dodaje ekspert.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przełomowy eksperyment. Zarodki z komórek macierzystych pomogą w opracowaniu skutecznych terapii niepłodności

Specjalista ds. embriologii przy mikroskopie /Ilustracja do tekstu: Zarodki z komórek macierzystych
fot. Fotolia

Holenderscy naukowcy dokonali pionierskiego eksperymentu. Udało im się wykorzystać komórki macierzyste do stworzenia struktury przypominającej blastocystę, nie używając do tego celu komórek rozrodczych, i z powodzeniem umieścić ją w macicy myszy. Czy te badania przyczynią się do opracowania nowych metod leczenia niepłodności i zapobiegania poronieniom?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W dotychczasowych badaniach wykazano, że komórki macierzyste potrafią różnicować się w wiele różnych typów komórek organizmu – zarówno na wczesnych etapach rozwoju, jak i w późniejszej fazie wzrostu. Od niedawna wiemy, że komórki te mają również zdolność do rozwinięcia się w embrion.

Ale na tym jednak wcale nie koniec przełomowych odkryć. Przed kilkoma dniami naukowcy z uniwersytetu Maastricht (Holandia) zdołali stworzyć w ten sposób strukturę podobną do blastocysty, czyli wczesnego zarodka, i z powodzeniem wprowadzić ją do macicy myszy. Eksperyment miał pomóc badaczom uzyskać odpowiedź na pytanie, dlaczego w wielu przypadkach zarodek nie ulega implantacji i w związku z tym nie udaje się zapoczątkować ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Zarodki z komórek macierzystych – nadzieja na nowe terapie niepłodności

Aby utworzyć strukturę pełniącą rolę mysiego zarodka, holenderski zespół pod kierownictwem dr inż. Nicolasa Rivrona połączył dwa typy komórek macierzystych: embrionalne, które uczestniczą w formowaniu zarodka, i trofoblastowe, z których może powstać łożysko utrzymujące zarodek przy ścianie macicy.

Dalsze badania w tym zakresie pomogą m.in. w opracowywaniu skuteczniejszych terapii niepłodności, zapobieganiu poronieniom i leczeniu chorób przewlekłych.

–  Możemy w ten sposób tworzyć dużą liczbę embrionów i systematyczne testować nowe techniki medyczne i leki. To znacznie ograniczy potrzebę prowadzenia eksperymentów na zwierzętach – zaznacza Clemens van Blitterswijk, uczestniczący w holenderskich badaniach.

Czy to oznacza, że zbliża się moment, gdy będziemy mogli uzyskać ludzkie zarodki z komórek macierzystych? Naukowcy z Holandii dystansują się od takich prognoz. Podkreślają, że ich badania skupiają się na tym, by lepiej poznać proces rozwoju embrionu. Odkryli m.in., że to komórki embrionalne mają zdolność instruowania komórek łożyska, w jaki sposób powinny się organizować i wszczepiać w macicę.

PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ NA: INVITROONLINE.PL

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Bydgoszcz ponownie zawalczy o in vitro. Wszystko w rękach prezydenta

Kobieta z brzuchem ciążowym
fot. Pixabay

18 bydgoskich radnych PO i SLD postanowiło ponownie zawalczyć o wprowadzenie uchwały o dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta. Złożyli już do prezydenta Rafała Bruskiego wniosek z prośbą, by zlecił on prace nad nowym projektem w tej sprawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że Bydgoszcz stara się o wprowadzenie miejskiego programu dofinansowania in vitro już od dwóch lat. Projekt refundacji procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta powstał w 2016 r. z inicjatywy posłów Nowoczesnej. Zbiórką podpisów pod nim oraz koordynacją dalszych działań zajmował się Michał Stasiński (wówczas poseł Nowoczesnej, obecnie PO).

Wymaganą liczbę podpisów udało się zebrać, a projekt – po burzliwych obradach – został przyjęty przez radę miasta. Wkrótce uchylił go jednak wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bodganowicz (PiS), wskazując na błędy proceduralne. Do jego opinii przychylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Szansę na dofinansowanie in vitro straciło wówczas ok. 50 par z Bydgoszczy.

Potrzebny nowy projekt ws. dofinansowania

Choć benedyktyńska praca radnych poszła na marne, nie dają za wygraną. Z dalszymi działaniami wstrzymywali się jednak kilka miesięcy – w tym czasie sprawdzali wszystkie dostępne rozwiązania.

– Chcieliśmy się wspomóc wcześniejszym projektem autorstwa fundacji „Nasz Bocian”. Okazało się jednak, że ta nie może nam przekazać do niego praw. Trzeba więc przygotować zupełnie nowy projekt, a jedyną możliwością, by to zrobić, jest skorzystanie ze wsparcia prezydenta Bruskiego – mówiła Expressowi Bydgoskiemu radna Monika Matowska (PO).

In vitro w Bydgoszczy, czyli kość niezgody

Działacze SLD i PO nie tracą nadziei, że projekt dofinansowania in vitro w Bydgoszczy uda się tym razem wprowadzić. Mają jednak obawy, że na drodze do wprowadzenia programu może znów stanąć wojewoda. Warto przypomnieć, że niedawno stwierdził on nieważność uchwały grudziądzkiej rady miasta w sprawie realizacji programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro dla mieszkańców Grudziądza na lata 2018-2019”. Z oferowanego wsparcia miało skorzystać 60 par z tego miasta.

CZYTAJ TEŻ: Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Niechęci dla projektu nie kryją też oponenci polityczni. Zdaniem Bogdana Dzakanowskiego, gorliwego przeciwnika in vitro z Bydgoskiej Bramy Porozumienia, refundacja in vitro w Bydgoszczy nie jest zadaniem własnym gminy. Ma ona – według niego – „ważniejsze sprawy”.

– Na najbliższej sesji rady miasta będę chciał wrócić do petycji przeciwko finansowaniu in vitro z budżetu miasta, którą swego czasu podpisało ponad 2 tysiące bydgoszczan – mówi.

Jego zdaniem, ponowna próba wprowadzenia uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Bydgoszczy jest tylko ruchem politycznym przez zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Ale dla mieszkańców Bydgoszczy ruch ten jest bardzo ważny. Ze wsparcia w ramach dofinansowania in vitro z budżetu miasta mogłoby skorzystać wiele par zmagających się z niepłodnością.

Źródło: Express Bydgoski

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Słupsku rusza od lipca

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie pozaustrojowe często postrzegane jest jako ostateczność – krok przed którym, z różnych względów, bardzo długo się wzbraniamy. A jeżeli już się na niego zdecydujemy, oczekujemy prostej (mimo swej biologicznej złożoności) procedury, z gwarancją efektu. Z Martą Sikorą–Polaczek, embriologiem w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, kierownikiem laboratorium IVF  rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiając się nad efektywnością zapłodnienia pozaustrojowego, warto najpierw zadać sobie pytanie, jaki jest główny cel tej metody, co możemy osiągnąć, stosując in vitro? Ujmując w kilku zdaniach obowiązujące rekomendacje i aktualne standardy – zapłodnienie pozaustrojowe ma: 

  • ominąć bariery, które spotykają na swojej drodze plemniki, czyli obejść problem niedrożnych jajowodów, niskiej koncentracji i ruchliwości plemników czy nieprawidłowej interakcji plemników z komórką jajową. Pomaga parom, które bez tej techniki nie mają szans na biologiczne potomstwo. 
  • „skoncentrować” siły reprodukcyjne w jednym, perfekcyjnie kontrolowanym cyklu – czyli ratować czas reprodukcyjny, zwiększyć szanse rozwoju i implantacji prawidłowego zarodka, gdy wiek lub jakiekolwiek inne przyczyny te szanse ograniczają. Pomaga parom, które mogą inaczej nie zdążyć mieć własnego potomstwa. Stosując zapłodnienie pozaustrojowe, nie modyfikujemy właściwości komórek rozrodczych, nie ingerujemy w genom zarodka czy wreszcie (wbrew przerażającym pseudonaukowym publikacjom) nie tworzymy „nadmiaru” istnień ludzkich, wybierając te najsilniejsze. 

Jakie są w związku z tym najistotniejsze czynniki, które wpływają na efektywność zapłodnienia pozaustrojowego? 

Takim czynnikiem jest potencjał komórek rozrodczych. Oczywiście dzięki osiągnięciom nauki wiemy coraz więcej o tym, jak ten potencjał mierzyć (badając np. poziom rezerwy jajnikowej czy analizując parametry nasienia) oraz jak najefektywniej i najbezpieczniej (stosując odpowiednie protokoły stymulacyjne) go wydobyć. Nie potrafimy jednak ciągle na niego wpłynąć – to prawdziwe wyzwanie dla medycyny! 

Które czynniki wpływające na skuteczność zapłodnienia zależą od pary starającej się o dziecko?

Mimo że nie możemy modyfikować naszego potencjału rozrodczego, to możemy jednak o niego zadbać. Możemy zadbać o komórki rozrodcze tak jak o wszystkie inne komórki naszego organizmu. Publikowane są ciągle (lepiej lub gorzej udokumentowane) doniesienia o niższej efektywności zapłodnienia pozaustrojowego u kobiet z wysokim BMI, u palaczy, u osób przewlekle zestresowanych. 

W jaki sposób praca w laboratorium kliniki leczenia niepłodności i podejmowane tam decyzje od momentu pobrania komórki jajowej i nasienia mają wpływ na skuteczność przeprowadzonego in vitro? 

Praca embriologa rozpoczyna się w momencie przekazania do laboratorium komórek rozrodczych. Nasza rola to efektywne przeprowadzenie połączenia komórek – tutaj liczą się umiejętności i doświadczenie embriologa. Komórkom i rozwijającym się zarodkom trzeba zapewnić optymalne warunki – składniki odżywcze, temperaturę, pH, stężenie tlenu – tu ma znaczenie zarówno praca zespołu, jak i wyposażenie laboratorium, stosowane pożywki hodowlane, jakość powietrza, kontrola warunków laboratoryjnych. 

Czytaj też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda: wyjaśnia embriolog

Niezwykle ważna dla pary jest decyzja dotycząca liczby zapładnianych komórek jajowych, podejmowana wspólnie z lekarzem. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce zapładniamy maksymalnie 6 komórek jajowych u kobiet poniżej 35. roku życia, jeśli nie ma innych okoliczności obniżających efektywność (2 nieudane procedury w przeszłości lub choroba współistniejąca). Daje nam to realne statystycznie szanse na uzyskanie 2 prawidłowo rozwiniętych zarodków, a więc jeden/dwa transfery, każdy z około 40%-ową szansą na ciążę. Możemy zmniejszyć liczbę zapładnianych komórek, ale doniesienia literaturowe są nieubłagane – im więcej komórek zapłodnimy, tym większe są szanse na ciążę z tego cyklu stymulacji. Warto jednocześnie pamiętać, że zarodek jest w Polsce prawnie chroniony – nie może zostać zniszczony lub przekazany na cele badawcze. Wszystkie utworzone i prawidłowo rozwijające się zarodki tra ą do rodziców – biologicznych lub adopcyjnych. 

Połączenie komórek rozrodczych podczas procedury in vitro nie wystarcza, by doszło do zapłodnienia. Duża liczba komórek jajowych nie rozwija się i nie staje się zarodkami. Dlaczego tak jest? 

Jedna komórka – jeden zarodek – pojedyncza ciąża to efekt, jaki niewątpliwie chcielibyśmy osiągnąć. Wiemy jednak, że aby zarodek rozwijał się prawidłowo, musi być prawidłowy genetycznie – a więc dostać właściwe „pakiety” genetyczne od komórek rozrodczych i nie wygenerować błędów podczas podziałów. A ogromna liczba zarodków niesie w sobie duże nieprawidłowości. Liczne aneuploidie (nieprawidłowe liczby chromosomów) są letalne – takie zarodki nie mają szansy na dalszy rozwój. Ich obumieranie można uznać za naturalny biologiczny mechanizm. Niezbędna jest też „gotowość” cytoplazmatyczna komórki jajowej – wykazano, że niektóre zarodki zatrzymują się w rozwoju, mimo że są genetycznie prawidłowe. 

Co świadczy o prawidłowym rozwoju zarodka? 

Zgodnie z przyjętymi standardami pracy zarodek rozwija się prawidłowo, jeżeli:
– dzieli się zgodnie z przyjętym czasem – zarodek dwudniowy powinien być 2- lub 4-komórkowy, zarodek 5-dniowy to już kilkadziesiąt komórek,
– ma struktury charakterystyczne dla swojego stadium rozwojowego – blastocysta musi mieć np. węzeł zarodkowy, czyli grupę komórek, z których rozwinie się płód,
– jego komórki nie degenerują. 

Musimy jednak pamiętać, że prawidłowo wyglądający zarodek to nie wszystko. O udanym transferze zarodka decydują kompetencja (morfologiczna i genetyczna) zarodka i gotowość macicy do jego przyjęcia. Tutaj dotykamy odrębnej, wychodzącej poza laboratorium, a bardzo złożonej kwestii receptywności endometrium macicy. 

Jak wygląda skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego w statystykach? Jak jest mierzona i liczona efektywność in vitro? 

Każdy ośrodek powinien mierzyć swoją efektywność w wielu punktach – istnieją wskaźniki obliczone na dużych populacjach i pozwalające określić, czy wszystko, zarówno na poziomie laboratorium, jak i lekarskim, działa prawidłowo (np. współczynnik zapłodnienia, rozwoju zarodkowego, efekty poszczególnych lekarzy i embriologów). 

To, co ośrodki podają do informacji pacjentów, to jedynie ułamek tej wiedzy, jednocześnie najbardziej istotny – informacja o uzyskanych ciążach. Przeglądając statystyki, warto zwrócić uwagę, jaka grupa wyjściowa była analizowana: czy podawane są ciąże w przeliczeniu na wykonany transfer, na rozpoczętą stymulację, czy kumulatywne – na jeden cykl stymulacji ze wszystkimi wykonanymi transferami lub wręcz na kilka cykli. Warto dopytać o to, jakich grup wiekowych dotyczą dane. I wreszcie porozmawiać z lekarzem lub embriologiem o procedurach stosowanych w danym ośrodku. Na przykład – jeśli ośrodek wykonuje tylko transfery blastocyst, jego wskaźniki „na transfer” mogą być bardzo wysokie, ale „umkną” z nich wszystkie cykle, w których trzeba było przerwać leczenie, nie udało się uzyskać komórek lub zarodki przestały się rozwijać na wcześniejszym etapie. 

Niezależnie od tego, które statystyki zdecydujemy się jako ośrodek opublikować – stosując świadomie metodę zapłodnienia pozaustrojowego, umożliwiamy posiadanie biologicznego potomstwa ogromnej grupie tych, dla których inne metody leczenia nie mają szans powodzenia lub grożą bezpowrotną utratą czasu reprodukcyjnego. Z zaprezentowanych na konferencji Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii statystyk Ministerstwa Zdrowia dotyczących refundowanych cykli leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2013–2016 w Polsce wynika, że udało się pomóc 80% par uczestniczących w programie. 

POLECAMY: Pobranie męskich i żeńskich komórek rozrodczych przed in vitro? Na czym polega – wyjaśnia embriolog

Gość wywiadu: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia skończyła na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowywała w Zakładzie Genetyki UJ Krakowie, we współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.