Przejdź do treści

Czy negatywne emocje pomagają parom niepłodnym?

Smutna para /Ilustracja do tekstu: jak zabezpieczyć materiał po poronieniu
Fot. fotolia

Niepłodni często słyszą – nawet w gabinetach lekarskich, że wiele zależy od ich nastawienia, więc trzeba myśleć pozytywnie. Ale czy na pewno? Psycholog pokaże, że trudne emocje też mogą być pomocne w procesie leczenia niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O niepłodności i jej leczeniu zwykło się myśleć jako o doświadczeniu wywołującym liczne, skrajne i często negatywne emocje. To przekonanie stało się też częścią narracji, z którą pacjenci spotykają się w gabinetach lekarskich. Słyszą, że skuteczność leczenia zależna jest w znacznej mierze od ich nastawienia. Nie powinni więc poddawać się złym lub negatywnym emocjom. Trzeba myśleć pozytywnie.

Negatywne emocje w procesie leczenia niepłodności

Problemów z tym przekonaniem jest jednak kilka. Po pierwsze, zarówno niepłodność jak i metody jej leczenia mogą być źródłem traumy, w obliczu której trudno pozostać spokojnym i opanowanym, nie mówiąc o zachowaniu optymistycznej postawy. Druga sprawa to właściwie rozumienie, czym są i jaką w gruncie rzeczy rolę pełnią tak zwane negatywne emocje w procesie radzenia sobie z niepłodnością.

Ci pacjenci, którzy mówią o uczuciach takich jak desperacja czy złość mogą czuć się marginalizowani, a nawet napiętnowani. Dostają mniej lub bardziej wprost wyrażoną opinię, że to nie czas na tego typu stany emocjonalne. Jednak czy słusznie?

Bezradność, lęk, złość… jakie uczucia towarzyszą niepłodnym

Depresja i lęk nie należą do stanów twórczych. Ale też w gruncie rzeczy pacjenci leczący się z powodu niepłodności doświadczają znacznie bardziej złożonych emocji takich jak bezradność, desperacja i złość. A to znacznie zmienia postać rzeczy. Dlatego też, zanim zaczniemy namawiać pacjentów na przyjęcie jedynie słusznej postawy podczas leczenia, warto się przyjrzeć temu, z czym w gruncie rzeczy się zmagamy? Jeśli przyjrzymy się „negatywnym” emocjom pojawiającym się podczas leczenia niepłodności może się okazać, że niosą one ze sobą spory potencjał.

Bycie na krawędzi… napędza, czy blokuje niepłodnych?

Pacjenci będący w trakcie leczenia niepłodności często mówią o poczuciu balansowania na krawędzi. Można by więc spodziewać się, że osoby te zmagają się z rozchwianiem emocjonalnym, zagubieniem i trudnościami w podejmowaniu decyzji. Ale przecież, kiedy myślimy o pacjencie leczącym niepłodność, jego obraz jest zasadniczo inny. Częściej pozostaje on pod wpływem licznych emocji, twórczego pobudzenia niż klinicznej depresji.

Tak zwane toksyczne emocje w gruncie rzeczy odgrywają pozytywną rolę, ponieważ desperacja i gniew motywują do działania, poszukiwania optymalnych rozwiązań, zmuszają do podejmowania decyzji przemyślanych i świadomych.

Desperacja siłą napędową w długich staraniach o dziecko

Rozumienie desperacji jest bardzo szerokie, zaczynając od sytuacji, w której ktoś decyduje się na każde rozwiązanie, byle tylko zakończyć nieprzyjemną dla niego sytuację. Jednak osoby leczące się z powodu niepłodności, choć opisują swoje doświadczenie jako totalne, podporządkowujące sobie niemal wszystkie inne aspekty życia, wywołujące poczucie pustki i bezradności, mówią jednocześnie, że te właśnie uczucia ich motywują. Nie polegają na przypadkowych rozwiązaniach, niesprawdzonych metodach oraz miejscach. Badania pokazują, że pacjenci, którzy sami o sobie definiują jako zmagających się z desperacją, to również pacjenci, których cechuje szczególnie silna motywacja, ambicja i realizm.

Jakie uczucia znane przy niepłodności…gniew… znacie to?

Kolejna nielubiana emocja, nie pasująca w powszechnym przekonaniu zwłaszcza do kobiet to gniew.

A przecież pacjenci zmagający się z niepłodnością mają bardzo wiele powodów do złości i gniewu: utratę kontroli nad własnym ciałem, konieczność dostosowania swojego życia, potrzeb i możliwości do licznych wizyt w klinice, nierzadko niekompetencje lub nawet nieuczciwość „specjalistów” spotykanych po drodze. Mogą się też złościć na los, Boga, członków rodziny czy przypadkowo spotkane kobiety w ciąży. Mogą się wreszcie złościć na rzeczywistość, w której 40-letnia celebrytka bez problemu zdawałoby się zachodzi w ciążę bliźniaczą, a sąsiadką, która nie chce mieć dzieci ani nie ma ku temu warunków rodzi kolejne.

Złoszczą się na realność i własne fantazje. I nic w tym dziwnego ani nienaturalnego. Złość może być bardzo pomocna w testowaniu rzeczywistości, w konfrontowaniu tego, co słuszne i konstruktywne, w odsiewaniu faktów od pragnień bez poparcia. Bez złości, bez rozczarowania pacjentka, która przeszła w danej klinice trzy nieudane próby in vitro pewnie by w niej została. Bez wściekłości i poczucia rozczarowania być może nie zaczęłaby szukać innych miejsc, metod, specjalistów. Być może nie odważyłaby się opowiedzieć o swoim doświadczeniu i tkwiłaby w samotności. Gdyby nie złość i rozczarowanie łatwiej byłoby zatrzymać się na etapie niewiedzy i ślepego zaufania.

Złość może więc być twórcza i rozwojowa

Jak zauważają badacze złość, poczucie bezradności i winy współwystępują z nadzieją, wdzięcznością i optymizmem. Dlatego też warto pamiętać, jak ważną rolę odgrywają emocje w naszym życiu. Wszystkie emocje, również te tradycyjnie (i niesłusznie, warto dodać) nazywane negatywnymi.

Oczywiście, gdyby zanurzyć się jedynie w poczuciu rozpaczy czy depresji, zapewne będzie to oznaczać koniec leczenia niepłodności.

Ale pacjenci dotknięci tym schorzeniem są dość specyficzną  grupą społeczną – choć nie cierpią na chorobę zagrażającą życiu, cechuje ich niezwykła aktywność w poszukiwaniu metod leczenia, często są bardzo dobrze wykształceni, zarabiają powyżej „średniej”, żeby móc opłacić bardzo kosztowne i nierefundowane leczenie, są też niestrudzeni w podnoszeniu się z porażek.

Tak więc warto dać sobie prawo do przeżywania różnych emocji i stanów.

POLECAMY:

6 rzeczy, o których wiedzą tylko niepłodni

Puści, uszkodzeni, popsuci… tak czują się niepłodni?

Tu dostępny najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Zniszczone zarodki i próba zatuszowania wypadku. Skandal w szpitalu

zniszczone zarodki
fot. Fotolia

W jednym z europejskich szpitali doszło do awarii zamrażarki, w której trzymano ludzkie embriony – donosi na Twitterze polski naukowiec i ekspert ds. stosunków międzynarodowych Adam Gwiazda. Dyrekcja szpitala miała zatuszować sprawę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do wypadku doszło 1-2 lipca 2017 roku w Walencji (Hiszpania). Awaria zamrażarki w szpitalu Blasco Ibanez w Walencji spowodowała zniszczenie wszystkich embrionów przeznaczonych do procedury in vitro.

Dodatkowo, usterka elektryczna uniemożliwiła uruchomienie alarmu, który poinformowałby personel szpitala o awarii.

Aby sprawa nie ujrzała światła dziennego, dyrekcja placówki opłaciła jednej z pielęgniarek kurację w prywatnej klinice. Miało to kosztować władze szpitala 20 tys. euro.

fot. Twitter – Adam Gwiazda

Zobacz także: Zniszczone jajeczka i embriony w klinice leczenia niepłodności

Zniszczone zarodki – to nie jedyny taki przypadek

W marcu 2018 roku doszło do podobnego wypadku w klinice leczenia niepłodności w amerykańskim stanie Ohio.

W chłodni, w której znajdowały się cztery tysiące jajeczek i embrionów, temperatura podniosła się do niebezpiecznego poziomu.

Alarm, który miał powiadamiać o niebezpiecznej sytuacji, nie zadziałał. Zniszczeniu uległy wszystkie embriony i jajeczka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Twitter, genethique.org

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Manuela Gretkowska o duchowym leku po poronieniu. „Kościół wie lepiej, co ci jest i na co cierpisz – chociażby na in vitro”

Manuela Gretkowska o duchowym leku po poronieniu
fot. Facebook - Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska w ostrych słowach skomentowała pomysł Kościoła katolickiego na „duchowy lek” łagodzący ból po poronieniu i utracie dziecka. „Kościół wie lepiej co ci jest i na co cierpisz – chociażby na in vitro. Consolatyna też temu zaradzi, serio” pisze feministka na swoim profilu na Facebooku.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

2 lipca sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny dyskutuje nad projektem ustawy zakazującym aborcji w przypadku nieuleczalnych wad płodu. W odniesieniu do tych wydarzeń pisarka i feministka Manuela Gretkowska poruszyła na Facebooku sprawę praw kobiet, aborcji i in vitro.

W swoim wpisie Gretkowska odniosła się do kontrowersyjnego pomysłu Kościoła katolickiego na uśmierzenie bólu po poronieniu. Chodzi o produkt o nazwie „Consolatyna”, czyli „zestaw antydepresyjny po utracie dziecka”.

W niewielkim pudełeczku imitującym opakowanie leku, znajdziemy ikonę Matki Boskiej, modlitewnik, pojednianie z Bogiem, sobą i utraconym dzieckiem. Jak zapewnia producent, wyrób przeznaczony jest do codziennego użytkowania „o dowolnej porze dnia i nocy”, a przedawkowanie jest niemożliwe.

Wskazaniami do stosowania Consolatyny jest utrata dziecka, poronienie naturalne, poczucie winy, lęki i stany depresyjne po utracie dziecka, przerwanie ciąży, syndrom poaborcyjny oraz… in vitro. Lek duchowny wydawany jest bez recepty i kosztuje 9,90 zł.

Zobacz także: Poroniłaś? Kup modlitwę

Manuela Gretkowska o duchowym leku po poronieniu

Jesteś kobietą, weź Consolatynę wydawaną bez recepty. Działa na wszystkie lęki, depresje, nieszczęścia nawet te o których nie masz pojęcia, jak w przypadku 1/3 ciąż naturalnie przerwanych przez organizm. Kościół wie lepiej co ci jest i na co cierpisz – chociażby na in vitro. Consolatyna też temu zaradzi, serio. Jeśli umrze Ci dziecko, obojętnie w jakim wieku, albo masz poczucie winy po przerwaniu ciąży – podsumowuje z gorzko Manuela Gretkowska.

Gretkowska pisze dalej: „Skład Consolatyny to selfi Matki Boskiej, Modlitewnik – 1 szt. i „Pojednanie z Bogiem, sobą i utraconym dzieckiem – 1 szt”. A co jeśli były bliźnięta? Tertulian powiedział „Wierzę bo to absurdalne”, ty kup absurd. Gadżet produkuje wydawnictwo Świętego Stanisława, cena 9, 90 zł. Tanio w porównaniu z piekłem cierpienia.

Kościół już dawno zamienił się w gadżet wiary. Podsuwanie kobietom boskiego dowcipu Conoslatyny wygląda jak częstowanie miętuskiem skazaną na stos. Gdyby Kościół robił sobie jaja kosztem katoliczek, ich wolna wola. Ale już jutro, w poniedziałek Sejm znowu zajmie się ustawką ze wszystkimi Polkami. Wróci do komisji projekt ustawy antyaborcyjnej firmowany przez Kaję Godek. Opłacana przez spółkę państwową uważa, że jej prywatną sprawą są zarobione tam pieniądze. Natomiast publiczną sumienia kobiet.”

Jak uważasz?

Czy zgadzasz się z tym, co napisała Manuela Gretkowska?

Tak, zgadzam się z jej słowami w 100 procentach.
Nie, moim zdaniem przesadziła.

 

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Onet, Facebook- Manuela Gretkowska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Miał zastąpić dofinansowanie in vitro, okazał się fiaskiem. Wszystko tylko przez długie procedury

Smutna para w łóżku; kobieta trzyma w dłoni test ciążowy /Ilustracja do tekstu: Program prokreacyjny okazał się fiaskiem. wszystko przez procedury?
Fot.: Fotolia.pl

Program prokreacyjny, który w 2016 roku zastąpił rządowe dofinansowanie in vitro, zapowiadany był jako pierwszy projekt, który zapewni kompleksowe i skuteczne wsparcie dla wielu par, które zmagają się z niepłodnością. Dziś już wiadomo, że jego założenia były nierealne – do tej pory udało się bowiem pomóc tylko garstce pacjentów.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wynika z przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli analizy realizacji budżetu Ministerstwa Zdrowia za 2017 r., w ubiegłym roku z programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego skorzystało zaledwie… 107 par. To blisko 10 razy mniej, niż zakładał rząd. Na diagnostykę przeznaczono zaś w badanym okresie 1,7 proc. ogółu zaplanowanych środków, podczas gdy na inne cele – 58,4 proc. – donosi „Rzeczpospolita”.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Program prokreacyjny nie dla wszystkich. Kto nie skorzysta z leczenia niepłodności?

Program prokreacyjny: cele nie do zrealizowania?

Warto przypomnieć, że program prokreacyjny zastąpił zakończony w czerwcu 2016 r. rządowy program refundacji in vitro. Ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który był pomysłodawcą zmian, wskazywał przed dwoma laty, że nie ma potrzeby wydawania ponad 90 mln zł rocznie na in vitro, które „budzi bardzo zasadnicze opory etyczne dużej części społeczeństwa„.

Program prokreacyjny  przewidywał inny rodzaj wsparcia: bogatą diagnostykę i szereg zabiegów inwazyjnych, takich jak histeroskopia czy laparoskopia, z wyłączeniem in vitro. W latach 2016-2020 roku na ten rodzaj pomocy dla niepłodnych par miało zostać wykorzystane ponad 100 mln zł.

Choć pacjentki i pacjenci liczyli na wiele, ich nadzieje okazały się płonne. W momencie ogłoszenia nowego projektu nie zakończono jeszcze procedur, które umożliwiałyby przyjmowanie pacjentów w nowo otwartych ośrodkach. Pierwsze pary zakwalifikowane do programu prokreacyjnego rozpoczęły diagnostykę dopiero w ostatnim kwartale 2017 roku.

Problem z dostępnością leczenia i diagnostyki w ramach programu prokreacyjnego wynika też z innych przyczyn. Jak zauważa Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”, do programu mogą zakwalifikować się tylko pary wcześniej niezdiagnozowane.

– To tak, jakby stworzyć program leczenia raka, ale zabronić udziału tym, którzy już wiedzą, że są chorzy – uważa.

Źródło: rp.pl, onet.pl, rynekzdrowia.pl

POLECAMY TEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka

Technik w laboratorium. W ręku trzyma próbkę /Ilustracja do tekstu: Przełomowe odkrycia w embriologii. Stoi za nimi Polka
Fot.: Ani Kolleshi /Unsplash.com

Dlaczego na wczesnym etapie ciąży zdarza się tak wiele poronień? Skąd poszczególne komórki wiedzą, kiedy i jak mają się różnicować, i w jaki sposób ograniczyć ryzyko ich nieprawidłowego podziału? Nad rozwikłaniem tych i innych zagadek od lat pracuje w Cambridge prof. Magdalena Żernicka-Goetz. Jej pionierskie odkrycia przyczyniły się do rozwoju światowej embriologii.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Magdalena Żernicka-Goetz jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką programu START z 1994 r. Zachęcona prestiżowym wyróżnieniem, tuż po doktoracie (1995 r.) rozpoczęła pracę na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie od 20 lat rozwija karierę naukową. Do współpracy zaprosił ją sam Martin Evans – laureat nagrody Nobla za badania nad komórkami macierzystymi.

Już na początku swojej zagranicznej kariery naukowej wspólnie z zespołem dokonała pionierskiego odkrycia, które podważyło dotychczasowe tezy embriologiczne. Jak twierdzi – udało jej się to przypadkowo.

– Badałam wtedy plastyczność zarodków i zupełnie przez przypadek odkryłam, że komórki zarodka zaczynają się różnicować już w stadium czterokomórkowym, to jest przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy. Czyli dużo wcześniej, niż się spodziewaliśmy i niż opisywano w naukowych podręcznikach. Długo nie byłam w stanie w to uwierzyć i przez kilka lat potwierdzałam wyniki naszych badań. Było nam też ciężko przekonać środowisko naukowe, że naprawdę tak się dzieje – wspomina prof. Żernicka-Goetz.

ZOBACZ TAKŻE: Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci zakażonego! Przełomowe badanie naukowców

Prof. Żernicka-Goetz na tropie przyczyn wczesnych poronień

Kolejny sukces przyszedł kilka lat później – już w nowym modelu badawczym. Do zmiany ścieżki naukowej skłoniła ją ciekawość, która narodziła po analizie własnych badań prenatalnych. Wynikało z nich, że ok. 30% komórek, które pobrano z jej łożyska, ma silną wadę rozwojową: trisomię drugiego z największych chromosomów. Mimo to aberracji chromosomalnych nie wykryto w rozwijającym się płodzie – chłopiec, który urodził się w wyniku tej ciąży, był w pełni zdrowy.

Rozpoczęte z tej inspiracji badania zespołu prof. Żernickiej-Goetz wykazały, że taka sytuacja wynika z procesu towarzyszącemu początkowej fazie rozwoju zarodka.

– Zarodek na początku jego rozwoju można sobie wyobrazić jako piłkę. Niektóre piłki mają tylko białe płaty. Inne piłki mają czarne i białe płaty. Czarne to komórki nieprawidłowe, zaś białe – normalne. W tym momencie ten zarodek nie ma jeszcze łożyska. Odkryliśmy, że zdrowe komórki wygrywają współzawodnictwo z tymi nieprawidłowymi i że to one tworzą tkanki dziecka, a komórki nieprawidłowe wchodzą w skład łożyska – wyjaśnia prof. Żernicka-Goetz w rozmowie Karoliną Duszczyk z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Jeśli jednak komórki nieprawidłowe zamiast znajdą się wewnątrz zarodka, dochodzi wtedy najczęściej do wczesnego poronienia. Nie wiadomo jeszcze, czy obumarcie tych komórek jest samoistne, czy współuczestniczą w tym inne komórki.

– Jeszcze w tej chwili pracujemy nad tym odkryciem – mówi embriolożka.

CZYTAJ TEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Obserwacja rozwoju zarodków również po 7. dniu życia

To jednak nie wszystkie osiągnięcia naukowe prof. Żernickiej-Goetz. Wybitna embriolożka przeprowadziła także – wraz ze swoim zespołem – pierwszą na świecie obserwację naukową rozwoju zarodka ludzkiego w laboratorium. W swoich analizach wykorzystała nadliczbowe zarodki pozyskane od pacjentów brytyjskich klinik in vitro, a także zarodki mysie.

– Musimy odnieść naszą wiedzę do rozwoju człowieka w przypadku, kiedy jest to wiedza medycznie ważna. W Anglii możemy badać zarodki do 14. dnia ich życia. Ale na zarodkach ludzkich nie dokonuje się odkryć naukowych. Zarodków ludzkich nie wolno tworzyć na potrzeby badań. Możemy obserwować te zarodki, które przekazują nam pacjenci klinik leczenia niepłodności. Są to dodatkowe, często nieprawidłowe zarodki, których lekarze nie mogli umieścić w ciele matki. Zamiast je niszczyć, rodzice postanawiają poświęcić je nauce.

Do czasu przełomowych analiz zespołu pod kierownictwem prof. Magdaleny Żernickiej-Goetz naukowcy mogli obserwować zarodki jedynie do fazy blastocysty.

– Przez ostatnie 3 lata opracowaliśmy taką technologię, która pozwala na obserwację starszych zarodków (do 13. dnia życia – przyp. red.). Będziemy próbowali jej użyć, żeby zobaczyć do jakiego stopnia „złe” komórki będą nadal eliminowane w momencie, gdy dziecko zaczyna się tworzyć – zapowiada polska badaczka.

Co ciekawe, nowoczesna technologia nie jest chroniona patentem.

– Każdy może z niej korzystać. Podobnie jak większość moich przyjaciół naukowców, nie chcę nikomu ograniczać dostępu do ważnych odkryć – podkreśla embriolożka.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Niezwykłe badania nad ludzkim zarodkiem pod okiem polskiego naukowca

Wesprzyj młodych naukowców. Trwa zbiórka na stypendia START

Sylwetkę polskiej naukowczyni przypomniała Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w ramach trwającej kampanii „Start 2018”. Akcji towarzyszy zbiórka środków na stypendia dla najzdolniejszych młodych naukowców, by mogli osiągać sukcesy na miarę Nobla.

Więcej na stronie zbiórki: start.fnp.org.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przełomowy eksperyment. Zarodki z komórek macierzystych pomogą w opracowaniu skutecznych terapii niepłodności

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.