Przejdź do treści

Czy adopcja powinna być zakazana?

adopcja zagraniczna zakaz

Wokoło adopcji co i rusz pojawiają się nowe kontrowersje. Jest to temat, który wymaga zgłębienia w bardzo wielu kwestiach, bardzo wiele z nich jest trudna – zarówno emocjonalnie, jak i prawnie. Ciągle należałoby też szukać jak najlepszych dróg i nie zadowalać się tylko „wystarczającymi” rozwiązaniami. Pytanie tylko, czy demonizowanie adopcji jest najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i rodzicom – tym adopcyjnym i tym biologicznym. A taki wydaje się być wydźwięk ostatnich słów padających w kontekście adopcji zagranicznych.

Zakazać adopcji?

W sieci pojawiły się artykuły, które mówią o całkowitym zakazie adopcji, bowiem ma być ona „okrucieństwem” wobec dzieci. Wiąże się to głównie z rozdzielaniem rodzeństw i argumentem odrywania dzieci od ich korzeni. Krytykowane są sądy i instytucje zajmujące się adopcją, jako te, które utrudniają zarówno odkrywanie własnej historii, ale przede wszystkim kontakt z biologiczną rodziną. Urzędnicy mają kierować się przede wszystkim chęcią zysku, a ich działanie nazywane jest „samowolą”, co ma stawać się ścieżką do handlu dziećmi.

Idąc dalej, przekłada się to także na adopcje zagraniczne. W Stanach Zjednoczonych dzieci z Europy mają być przekazywane poprzez aukcje internetowe. Bez żadnej pieczy prawników i udziału organów państwa. Wystarczyć ma tylko oświadczenie obu rodzin, a dziecko może przejść „z rąk do rąk”. Podawane są liczne przypadki, gdzie najmłodsi trafiają tym sposobem w ręce pedofilów, są ofiarami przemocy, a nawet morderstw.

Trudne doświadczenia

Zagrożone jest też ich bezpieczeństwo psychiczne – odrywane są od korzeni, często nie znają języka, trafiają do obcych ludzi bez żadnego wsparcia i przygotowania. Co więcej, można odnieść wrażenie, że traktowane są jak „towar z poświadczeniem gwarancji”, konkretniej – oświadczeniem o stanie zdrowia.

Według przytaczanych danych, Polska jest jednym z krajów Unii, skąd najwięcej dzieci oddawanych jest właśnie do adopcji zagranicznych. Przyczyniać ma się do tego między innymi prawo, które swego czasu wymagało od ośrodków adopcyjnych przeprowadzania minimum 20 adopcji rocznie [o trudnej sytuacji ośrodków pisaliśmy w naszym portalu TUTAJ]. Co więcej, los dzieci po tego typu adopcjach ma być całkowicie poza kontrolą, nie da się sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Artykuły przytaczają także historie o dramatycznym poszukiwaniu korzeni i traumie, którą przeżywa dziecko dowiadujące się o tym, że jest adoptowane – szczególnie jeśli dochodzi do tego w późniejszym wieku.

Ulepszyć, czy zakazać?

Wszystko to świadczyć ma o bezpodstawności adopcji w ogóle. Przy czym nie chodzi tu o pozostawienie dzieci samych sobie, w domach dziecka, bez wsparcia instytucji. Przeciwnie – pomoc jak najbardziej, ale w ramach rodzin wspierających. Podstawą powinien być jednak stały kontakt z rodziną biologiczną i staranie o wzmocnienie z nią więzi. Nie sposób nie zgodzić się z taką ideą, pytanie tylko, czy nazywając przy tym adopcji „okrucieństwem” nie wyrządza się większej krzywdy. Wydaje się, że nie chodzi bowiem o samą adopcję, ale o to, jakie pojawiają się wokół niej rozwiązania i w jaki sposób są realizowane. Zastanówmy się nad tym, jak ulepszyć wszelkie procedury i zapewnić dzieciom najwyższe bezpieczeństwo. Zdecydowanie da się to zrobić nie demonizując przy tym adopcji, która w wielu wypadkach jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem.

Co więcej, dramatyczne historie związane z przeogromną przemocą zdarzają się wszędzie. Bardzo łatwo znaleźć jest takie przypadki i oprzeć na nich swoje hipotezy. Dlaczego nie podajemy przy tym historii, które skończyły się „happy end’em”? Adopcja, jak każde działanie związane z kontaktem międzyludzkim, wiąże się z ryzykiem. Czynnik ludzki ma to do siebie, że nieraz nie da się go w stu procentach zneutralizować, walczmy więc o to, aby mieć nad nim jak największą kontrolę, ale nie nazywajmy od razu w całej rozciągłości złem.

Razem, czy osobno

Pisaliśmy już w naszym portalu o rozdzielaniu rodzeństw. Pojawia się wiele głosów, które chcą całkowitej jawności adopcji, co także może budzić pewne wątpliwości. „Zastanówmy się nad przykładową sytuacją. Rodzeństwo trafia do dwóch różnych rodzin. Ośrodki Adopcyjne musiałyby wtedy ujawnić dane osobowe jednej rodziny drugiej i odwrotnie. Po pierwsze, są to sobie całkowicie obcy ludzie, którzy nagle mieliby zacząć „jakoś” wspólnie funkcjonować. Oczywiście adopcja wiąże się z ogromnym bagażem, który bardziej lub mniej świadomie ludzie na siebie biorą. Czy jednak adoptując dziecko adoptują też całą jego rodzinę i inne rodziny adopcyjne, które ewentualnie w danym kręgu są?” – pisałam. Dodatkowo pojawia się pytanie, czy w wielu wypadkach zerwanie kontaktu z biologiczną rodziną nie jest sytuacją zdrowszą dla dziecka. Nie chodzi o oderwanie go od korzeni, ale o ograniczenie zagrożeń i jego ochronę. Oczywiście są przypadki potwierdzające, jak i negujące takie podejście – i o tę skalę chyba w tej całej dyskusji chodzi.

Warto też pamiętać, że zmagania z traumą i praca na całe życie, która wynika z doświadczenia adopcji, jest nie tylko udziałem rodzin dokonujących adopcji zagranicznej. W każdym kontekście jest to trudne. Tak, jak najbardziej sytuacja zmiany kraju, kontakt z nową społecznością, być może inną kulturą, jest dodatkowym stresorem. Czy jednak zawsze złym? Czy aż tak nie mamy do ludzi zaufania? Czy aż tak nie wierzymy w możliwości stworzenia skutecznego systemu, że ośmielamy się mówić o adopcji „okrutna”?

„Nie dla każdego” nie oznacza „dla nikogo”

Zdecydowanie adopcja nie jest dla wszystkich rodzin. Nie każdy rodzic poradzi sobie z takim zobowiązaniem, odpowiedzialnością, ale i własnymi lękami. Nie każde też dziecko zapewne będzie potrafiło takie problemy przezwyciężyć i przepracować. Co więcej, nie każdy osoba pracująca  w ośrodkach, sądach, czy też innych instytucjach związanych z adopcją, powinna wykonywać swój zawód. Jednak, jak pisała w naszym portalu Magdalena Modlibowska, szefowa działu Adopcja: „Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji (…) z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA” – czytamy. I tego należałoby się przede wszystkim trzymać.

magda-modlibowska.jpg

 

 

Magdalena Modlibowska: Dokładnie wiem o jakie artykuły chodzi i o jaką organizację, która je publikuje. Nie podam tych informacji, ponieważ nie chcę wspierać rozszerzania takich wiadomości, które nie są wystarczająco wiarygodne. Smutne jest jedynie to, że osoba reprezentująca organizację, która te opinie upowszechnia, jest politykiem, kandydowała do wyborów parlamentarnych i była gotowa reprezentować nas, również rodziców adopcyjnych. Oczywiście, że adopcja nie jest idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o dobro dziecka jako takie. Bezapelacyjnie rodzina biologiczna powinna być jedynym miejscem w którym rodzi, rozwija się i dojrzewa dziecko. Jednak życie pokazuje, że wielokrotnie rodzina biologiczna nie jest w stanie zapewnić dziecku choćby minimum opieki, a nawet bezpieczeństwa. Jestem pewna również, że mogą znaleźć się przypadki, w których adopcja nie była najlepszym wyjściem. W których rodziny biologiczne mogły być pokrzywdzone, ale wyraźnie zaznaczam, że nie znam osobiście, ani nawet z wiarygodnych źródeł, na które mogłabym się powołać, takich przypadków. Bardziej wnioskuję o tym z obycia się z różnymi trudnymi do jednoznacznego określenia, co jest najlepsze dla dziecka, sytuacjami. Nie wiem jak to jest być sędzią, psychologiem, czy dyrektorem w ośrodku adopcyjnym, czy wychowawcą w domu dziecka, czy nawet rodzicem zastępczym. Mogę tylko wyobrażać sobie jak trudne musi być decydowanie o losie dziecka, de facto o całym jego życiu, gdy jest się tylko na pewien czas zaproszonym do jego historii i nie sposób jednoznacznie i bez najmniejszych wątpliwości zadecydować, co jest dla niego najlepsze.

Zgadzam się, że procedury adopcji zagranicznych nie są w Polsce jednolite, ani idealne pod kątem oswajania dziecka z tak dużą zmianą. Cały proces adopcji mógłby być jeszcze doskonalszy. Na szczęście w Polsce jest wielu zaangażowanych ludzi, którzy chcą usprawniać ten proces. Rzecznik Praw Dziecka wraz ze swoim zespołem niedawno opracował standardy procesu adopcyjnego. Już za kilka dni osobiście będę z nim rozmawiać o dalszym optymalizowaniu tych standardów i procedur, a w najbliższym czasie wraz z Koalicją Rodzin Zastępczych chcemy zając się procedurami adopcji zagranicznych. Dzisiaj (17 stycznia) Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało oświadczenie o ograniczeniu adopcji zagranicznych. Jestem daleka od tego, żeby oceniać, co jest dobre, a co złe, do momentu, w którym nie wysłucham wszystkich stron, nie sprawdzę faktów, statystyk i innych szczegółów. Nie wiem czy wtedy też będę mogła oceniać w kategoriach dobre i złe. Jednak z całą pewnością będzie można znaleźć obszary do usprawniania. Będę wracała do moich czytelników, rodziców adopcyjnych i kandydatów z najnowszymi informacjami co w naszej „trawie” piszczy.

Wracając do tego, że adopcja została sprowadzona do oszustwa i okrucieństwa. Mówiąc wprost szlag mnie trafia i mam ochotę powtórzyć po raz kolejny „ręce precz od adopcji„!!!!. Przestańcie politycy, działacze i wszyscy orędownicy „dobra dziecka” w teorii, oceniać życie moje i tysięcy adopcyjnych rodzin w tak prostacki i brutalny sposób. Pojedyncze przypadki, którymi bezapelacyjnie należy się zająć, na pewno byłyby szybciej rozwiązane, gdyby cała energia wykorzystywana teraz na sianie negatywizmu skierowana była na formułowanie konkretnych rozwiązań i wdrażanie ich w życie. Pomysł na ograniczenie adopcji zagranicznych, nad którym rozpoczęło pracę Ministerstwo Rodziny, może być pierwszym krokiem do dalszego unieszczęśliwienia tych dzieci, których nie chcą ani rodziny biologiczne, ani polskie rodziny adopcyjne. Pomysł, aby adopcjami zagranicznymi zajmował się tylko jeden ośrodek w Polsce sprawi, że adopcje będą się odbywać jeszcze wolniej. A chore dzieci raczej w tym czasie nie wyzdrowieją. Ciekawa jestem również bardzo, jak minister Rafalska „z determinacją będzie dążyć do tego, by dzieci, które mają być adoptowane, znajdowały rodziców tu, na miejscu” – tzn. co? Będzie z ośrodka adopcyjnego szła informacja, że albo rodzice wezmą dziecko chore, albo nie dostaną innego? Czy może – oby! – rodzice adoptujący dziecko chore, wymagające rehabilitacji, będą otrzymywać od polskiego państwa pomoc systemową (jednorazowe np. 4 tys. złotych na pewno nie wystarczy).

Wkładanie każdego przypadku adopcji do tego samego worka z nieudanymi, jednak statystycznie nielicznymi przypadkami, jest nie tylko krzywdzące, lecz po prostu bezpodstawne. Mam dużo pracy nad tym, co dzieje się w mojej rodzinie, która jest silna i zbudowana na silnych fundamentach wzajemnego szacunku, a ktoś sprowadza moją rodzinę do oszustwa i okrucieństwa. Zastanawiam się ile statystycznie w biologicznych rodzinach jest oszustwa i okrucieństwa?

Źródła: wolne społeczeństwo, RMF. FM

Współpraca: JD

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook
Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Ciało, kobiecość, seksualność i macierzyństwo – tematy, które są ze sobą nierozerwalnie związane. Często niestety stoją ze sobą w sprzeczności. Nie jest wcale łatwo zachować idealne ciało, urodzić dziecko i wciąż być w stanie sprostać społecznym standardom piękna. Te zdjęcia pokazują, że bycie mamą to powód do dumy, także ze swojego ciała!

Jestem mamą!

Seria zdjęć wykonanych przez Mikaelę Shannon, kanadyjską fotografkę, w niezwykle szczery sposób pokazuje, jak wygląda kobiece ciało po porodzie. U wielu kobiet zmienia się brzuch, pojawiają się dodatkowe krągłości, czy rozstępy. Paradoksalnie – do przyjętych kanonów – może to być powód do dumy i powinien być! „Chciałabym, by mamy nigdy nie czuły, że ich ciało nie jest już równie piękne, jak było kiedyś” – powiedziała fotografka.

Shannon postanowiła stworzyć swój projekt, po tym, gdy wiele matek wyraziło zainteresowanie udziałem w poporodowych sesjach. „Love Your Postpartum” (w wolnym tłumaczeniu „Kochaj swoje poporodowe ciało”), bo taką nazwę nosi seria fotografii, pokazuje kobietom, że warto darzyć swoje ciało pozytywnymi emocjami i szanować je. Nawet jeśli zmieniło się po ciąży, nawet jeśli nie wpisuje się w wykreowane przez społeczeństwo wizje – to wciąż jest ono nasze. Pozwala kobietom być matkami, pozwala wyrażać swoją ekspresję, pozwala realizować siebie. Każda kobieta jest kimś znacznie więcej, niż swoim ciałem. Jest sumą doświadczeń, przeżyć, piękna, które w sobie niesie.

Gdzie jest piękno?

W dzisiejszym świecie jest to bardzo trudne i nieraz natrafić można na sprzeczne komunikaty. Z jednej strony, bądź matką, bo to gwarantuje poczucie kobiecości. Z drugiej, ciąża może zniszczyć twoje ciało, a to ono jest swego rodzaju wizytówką człowieczeństwa. Czy oby na pewno?

Grunt to mieć odpowiedni dystans i silne poczucie, że wokół nas jest coś znacznie ważniejszego, niż tylko ładny obrazek. Oczywiście szalenie istotne jest dobre samopoczucie związane z byciem we własnej skórze, akceptacja i samozadowolenie. Tylko, czy jest to głównym celem? A może tylko środkiem do realizacji innych potrzeb? Projekt Shannon jest kolejną serią zdjęć, która porusza ten jakże ważny i trudny problem. Pokazywaliśmy niedawno na naszym portalu inne fotografie – „The Honest Body Project” – piękno nie zawsze jest perfekcyjne! >>KLIK<<

Źródło: „Daily Mail”

Foto: Mikaela Shannon Photography & Graphic Design Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

III Śląska Konferencja Seksuologiczna w Katowicach zakończona sukcesem

20170506_135458

Właśnie zakończyła się III Śląska Konferencja Seksuologiczna zorganizowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny IFMSA – Poland Oddział Śląsk oraz Studenckie Koło Naukowe przy Klinice Ginekologii i Położnictwa WLK SUM.

Jako że seksuologia jest zdecydowanie niedocenioną dziedziną medycyny, co znajduje swoje odzwierciedlenie w programach nauczania, gdzie brak jest podstawowych informacji dotyczących seksualności człowieka, organizatorzy postanowili to zmienić – przełamać tabu i zacząć na ten temat rozmawiać.

Konferencja okazała się wielkim sukcesem – przybyło około 300 gości, nie zabrakło także doskonałych prelegentów:

Krajowy Konsultant do Spraw Seksuologii prof. dr hab. n. med. Zbigniew Lew-Starowicz, który przybliżył uczestnikom pojęcie seksualności kobiet w ciąży a także po 60 roku życia.

Dr hab. n. med. Dariusz Kałka opowiedział o problemach z potencją u mężczyzn cierpiących na schorzenia kardiologiczne.

Dr hab. n. med. Krzysztof Nowosielski, którego wykład dotyczył ryzykownych zachowań seksualnych – z czego wynikają, a także jakie mogą być ich konsekwencje medyczne.

Dr Marlena Banasik poprowadziła wykład dotyczący seksualności psychopatów.

Członek Zarządu Fundacji Trans-Fuzja, Julia Kata omówiła szczegółowo temat seksualności osób transpłciowych, dotykając także innych zagadnień, między innymi tego, na jakie trudności i przeszkody napotykają oni nie tylko w Polsce, ale także na świecie.

O naszej seksualności mówimy mało albo wcale. Dzięki takim konferencjom możemy skutecznie walczyć z odwiecznymi stereotypami. A wszystko to przy dobrej kawie i we wspaniałej atmosferze.

Czekamy z niecierpliwością na kolejne wydarzenie!

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Przeżyła 16 poronień, dziś jest mamą – prawdziwie szczęśliwe zakończenie!

Foto: Screen "Daily Mail” Facebook / pexels.com
Foto: Screen "Daily Mail” Facebook / pexels.com

Ogromny ból straty, jaki pojawia się po poronieniu, jest dla wielu kobiet nie do zniesienia. Ona musiała sobie z tym radzić aż 16 razy! 26-letnia Kayleigh Wood po niemal dziesięciu latach starań została matką. Jej historia daje siłę i nadzieję!

Łzy i strata

Kayleigh Wood po piętnastym poronieniu myślała, że nigdy nie uda jej się zostać matką. Po wielu nieudanych wyprawach do lekarzy straciła już niemal całą nadzieję. W końcu jednak jeden ze specjalistów znalazł przyczynę jej nieszczęścia – nadmierne blizny w brzuchu. Przeszła operację ich usunięcia, po czym zaszła w jeszcze jedną niedonoszoną ciążę. Kolejna okazała się być już jednak jej synkiem Reggie’m. Urodził się w październiku i jak podkreśla szczęśliwa mama, wszystkie przeżycia były warte doczekania się tego malca.

Cały czas płakałam z powodu wszystkich straconych przeze mnie dzieci. Kiedy jednak wzięłam Reggie’go w ramiona, było to najbardziej niesamowite uczucie – pomogło mi poradzić sobie ze wszystkimi wcześniejszymi stratami” – słowa Kayleigh Wood cytuje „Daily Mail”.

Kobieta jest mamą na pełen etat. Po raz pierwszy zaszła w ciążę ze swoim partnerem w wieku 16 lat. „Byłam w szoku, gdy zaszłam w ciążę, ale doświadczenie poronienia po kilku tygodniach mnie zdewastowało. Nie pomyślałam wtedy, że tyle razy będę jeszcze zachodzić w ciążę i ją tracić” – opowiada.

Szczęśliwe zakończenie

Kobieta walczyła o dziecko, ale nikt nie umiał pomóc jej w znalezieniu przyczyny. Wszystkie ciąże traciła zaś jeszcze przed ósmym tygodniem. W końcu trafiła do szpitala, w którym odkryto jej blizny. Dalej nie wiedziano, czy to właśnie one są konkretnym powodem poronień, ale usunięto je. Wood przeżyła jeszcze jedno poronienie, by finalnie w lutym 2016 roku zajść w ciążę dającą jej upragnionego malucha. Siłą rzeczy ciąża była dla niej trudnym doświadczeniem – pełnym lęku i obaw. Jak sama mówi, nie wierzyła, że zakończy się sukcesem: „Byłam przerażona, że po tych wszystkich przeżyciach, koniec końców stracę i jego. Martwiłam się każdego kolejnego dnia ciąży”.

Jest to kolejna historia ze szczęśliwym zakończeniem, która pokazuje, że warto walczyć. Nigdy nie wiemy, co czeka nas za rogiem! Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o doświadczeniach Lauren i Garyta. Starali się o dziecko przez niemal trzy lata, przeszli przez liczne procedury, co upamiętnili zdjęciem śpioszków w otoczeniu 452 strzykawek zużytych w czasie walki z niepłodnością. W ich wypadku też było warto – zostaną rodzicami bliźniaków!

Źródło: „Daily Mail”

DARMOWY dodatek „PORONIENIE” na e.chbr.pl . Zaloguj się a w publikacjach z 2016 roku znajdziesz gratisową publikację

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Singielka nie ma prawa do in vitro. Dlaczego jest traktowana gorzej niż przy adopcji?

singielka in vitro

Wiele z nas wybiera życie w pojedynkę, to już nikogo nie zaskakuje, coraz rzadziej jesteśmy postrzegane jako stare panny, na które patrzy się z politowaniem. Tak zdecydowałyśmy, to nasze prawo. Zdarza się nam przyznawać, że kochamy Kasię, Olę czy Magdę. Może nie chcemy o tym krzyczeć, ale nie tkwimy przez całe życie w zakłamaniu, w związku z facetem, bo tak jest poprawnie. Dlaczego więc nie możemy być matkami? I to dobrymi matkami, które kochają swoje dzieci, bo pragną ich ponad wszystko?

Od 1 listopada 2015 roku kobiety samotne i żyjące w związkach homoseksualnych nie mogą korzystać z zapłodnienia in vitro. W dodatku, w przypadku tej ustawy prawo zadziałało wstecz – nawet jeśli miały zamrożone komórki jajowe czy zarodki, nikt nie zdecyduje się na wykonanie zabiegu, chyba że znajdą jakiegoś uczynnego pana – tatę, niby-partnera albo szybko wyjdą za mąż. Ustawa, jak widać, dzieli kobiety na lepsze i gorsze, te żyjące poprawnie i te poza marginesem. Niedawno byliśmy nowoczesnym, wzbudzającym podziw państwem europejskim. Teraz mamy oddawać nasze zarodki do adopcji, niech skorzystają ci spełniający warunki. A ty singielko natomiast, jeśli już koniecznie chcesz zostać matką (mogłabyś to przecież jeszcze przemyśleć) musisz być albo sprytna, albo zamożna, a najlepiej jedno i drugie. Tak upragnione macierzyństwo nie może być przecież dla każdego, lepiej by było luksusem, na który trzeba zasłużyć. Kobiety, przekorne na szczęście ze swej natury, szukają rozwiązań.

Turystyka reprodukcyjna

Zgodnie z nowym prawem, kliniki mają obowiązek przechowywać komórki jajowe oraz zarodki przez 20 lat. Dopiero po upływie tego czasu będzie można je przekazać do adopcji. Coraz więcej kobiet nie dopuszcza jednak takiego rozwiązania i decyduje się na zabieg in vitro za granicą. W Europie jest kilka krajów, do których samotne Polki mogą się udać. Wybierając klinikę, warto wziąć pod uwagę dwa czynniki. Przede wszystkim jakość oferowanych usług, w drugiej kolejności (co także ważne) cenę – konkurencja jest na tyle duża, że można sporo zaoszczędzić, zwłaszcza, że zabieg in vitro niekoniecznie już za pierwszym razem musi zakończyć się sukcesem. Wiele kobiet decyduje się na skorzystanie z usług klinik w Hiszpanii, Danii, Wielkiej Brytanii. W krajach tych nie występują zakazy wykonywania in vitro samotnym pacjentkom lub pozostającym w związkach homoseksualnych. A jakość świadczonych usług spełnia wszelkie oczekiwania.

Romans – metoda na zapłodnienie

Nie mogąc skorzystać z nasienia anonimowego dawcy, kobiety decydują się na przelotny związek tylko po to, by zajść w ciążę. Najlepiej oczywiście, jeśli mężczyzna jest żonaty, ma dzieci i nie zamierza nic zmieniać w swoim życiu. Przecież nie ma być mężem, partnerem, ale ojcem, a właściwie dawcą nasienia. To dobitnie pokazuje, do jakich sytuacji doprowadza nieprzemyślana i krzywdząca ustawa, która zabiera prawo do macierzyństwa zdrowej, samotnej 30-latce, a daje je zamężnej 60-latce. Na forach internetowych wciąż pojawiają się głosy kobiet okradanych z praw i godności, nie brak niestety także komentarzy w rodzaju: prześpij się z facetem i miej dziecko za darmo; nie umiesz zrobić sobie dziecka? Ja ci pomogę.

A może zostaniesz tatą na niby?

Poproszenie przyjaciela czy kolegi o to, by został ojcem dla potrzeb in vitro, również jest jakimś rozwiązaniem. Taką decyzję należy jednak przemyśleć. Nie jest to dawca anonimowy – zna matkę, być może pozna także dziecko, które się urodzi. To tworzy często relację emocjonalną i prawną. Mówiąc wprost, może przysporzyć wiele problemów w przyszłości.

Poczekaj

Nieraz zapewne słyszysz: poczekaj, zmieni się prawo. Ale nie każda z nas czekać może. Zegar biologiczny tyka, a my nie chcemy wciąż odkładać naszych marzeń na półkę w nadziei, że coś się wydarzy, odejdą jedni starsi panowie, by mogli przyjść inni, którzy być może łaskawiej potraktują nasze potrzeby. Jesteśmy świadome i zdeterminowane. I to jest nasza przewaga. To daje nam szansę na macierzyństwo.  To, że singielka za wszelką cenę zostanie matką, jest tak samo prawdopodobne, jak to, że wyjedzie do Czech, Niemiec czy Austrii, by tego uniknąć. Po co więc ta hipokryzja? Bo przecież nie chodzi o to, że samotna kobieta nie jest w stanie wychować dziecka, skoro prawo umożliwia jej staranie się o adopcję. Motywy działania ustawodawcy są zupełnie inne.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego