Przejdź do treści

Czy adopcja powinna być zakazana?

adopcja zagraniczna zakaz

Wokoło adopcji co i rusz pojawiają się nowe kontrowersje. Jest to temat, który wymaga zgłębienia w bardzo wielu kwestiach, bardzo wiele z nich jest trudna – zarówno emocjonalnie, jak i prawnie. Ciągle należałoby też szukać jak najlepszych dróg i nie zadowalać się tylko „wystarczającymi” rozwiązaniami. Pytanie tylko, czy demonizowanie adopcji jest najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i rodzicom – tym adopcyjnym i tym biologicznym. A taki wydaje się być wydźwięk ostatnich słów padających w kontekście adopcji zagranicznych.

Zakazać adopcji?

W sieci pojawiły się artykuły, które mówią o całkowitym zakazie adopcji, bowiem ma być ona „okrucieństwem” wobec dzieci. Wiąże się to głównie z rozdzielaniem rodzeństw i argumentem odrywania dzieci od ich korzeni. Krytykowane są sądy i instytucje zajmujące się adopcją, jako te, które utrudniają zarówno odkrywanie własnej historii, ale przede wszystkim kontakt z biologiczną rodziną. Urzędnicy mają kierować się przede wszystkim chęcią zysku, a ich działanie nazywane jest „samowolą”, co ma stawać się ścieżką do handlu dziećmi.

Idąc dalej, przekłada się to także na adopcje zagraniczne. W Stanach Zjednoczonych dzieci z Europy mają być przekazywane poprzez aukcje internetowe. Bez żadnej pieczy prawników i udziału organów państwa. Wystarczyć ma tylko oświadczenie obu rodzin, a dziecko może przejść „z rąk do rąk”. Podawane są liczne przypadki, gdzie najmłodsi trafiają tym sposobem w ręce pedofilów, są ofiarami przemocy, a nawet morderstw.

Trudne doświadczenia

Zagrożone jest też ich bezpieczeństwo psychiczne – odrywane są od korzeni, często nie znają języka, trafiają do obcych ludzi bez żadnego wsparcia i przygotowania. Co więcej, można odnieść wrażenie, że traktowane są jak „towar z poświadczeniem gwarancji”, konkretniej – oświadczeniem o stanie zdrowia.

Według przytaczanych danych, Polska jest jednym z krajów Unii, skąd najwięcej dzieci oddawanych jest właśnie do adopcji zagranicznych. Przyczyniać ma się do tego między innymi prawo, które swego czasu wymagało od ośrodków adopcyjnych przeprowadzania minimum 20 adopcji rocznie [o trudnej sytuacji ośrodków pisaliśmy w naszym portalu TUTAJ]. Co więcej, los dzieci po tego typu adopcjach ma być całkowicie poza kontrolą, nie da się sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Artykuły przytaczają także historie o dramatycznym poszukiwaniu korzeni i traumie, którą przeżywa dziecko dowiadujące się o tym, że jest adoptowane – szczególnie jeśli dochodzi do tego w późniejszym wieku.

Ulepszyć, czy zakazać?

Wszystko to świadczyć ma o bezpodstawności adopcji w ogóle. Przy czym nie chodzi tu o pozostawienie dzieci samych sobie, w domach dziecka, bez wsparcia instytucji. Przeciwnie – pomoc jak najbardziej, ale w ramach rodzin wspierających. Podstawą powinien być jednak stały kontakt z rodziną biologiczną i staranie o wzmocnienie z nią więzi. Nie sposób nie zgodzić się z taką ideą, pytanie tylko, czy nazywając przy tym adopcji „okrucieństwem” nie wyrządza się większej krzywdy. Wydaje się, że nie chodzi bowiem o samą adopcję, ale o to, jakie pojawiają się wokół niej rozwiązania i w jaki sposób są realizowane. Zastanówmy się nad tym, jak ulepszyć wszelkie procedury i zapewnić dzieciom najwyższe bezpieczeństwo. Zdecydowanie da się to zrobić nie demonizując przy tym adopcji, która w wielu wypadkach jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem.

Co więcej, dramatyczne historie związane z przeogromną przemocą zdarzają się wszędzie. Bardzo łatwo znaleźć jest takie przypadki i oprzeć na nich swoje hipotezy. Dlaczego nie podajemy przy tym historii, które skończyły się „happy end’em”? Adopcja, jak każde działanie związane z kontaktem międzyludzkim, wiąże się z ryzykiem. Czynnik ludzki ma to do siebie, że nieraz nie da się go w stu procentach zneutralizować, walczmy więc o to, aby mieć nad nim jak największą kontrolę, ale nie nazywajmy od razu w całej rozciągłości złem.

Razem, czy osobno

Pisaliśmy już w naszym portalu o rozdzielaniu rodzeństw. Pojawia się wiele głosów, które chcą całkowitej jawności adopcji, co także może budzić pewne wątpliwości. „Zastanówmy się nad przykładową sytuacją. Rodzeństwo trafia do dwóch różnych rodzin. Ośrodki Adopcyjne musiałyby wtedy ujawnić dane osobowe jednej rodziny drugiej i odwrotnie. Po pierwsze, są to sobie całkowicie obcy ludzie, którzy nagle mieliby zacząć „jakoś” wspólnie funkcjonować. Oczywiście adopcja wiąże się z ogromnym bagażem, który bardziej lub mniej świadomie ludzie na siebie biorą. Czy jednak adoptując dziecko adoptują też całą jego rodzinę i inne rodziny adopcyjne, które ewentualnie w danym kręgu są?” – pisałam. Dodatkowo pojawia się pytanie, czy w wielu wypadkach zerwanie kontaktu z biologiczną rodziną nie jest sytuacją zdrowszą dla dziecka. Nie chodzi o oderwanie go od korzeni, ale o ograniczenie zagrożeń i jego ochronę. Oczywiście są przypadki potwierdzające, jak i negujące takie podejście – i o tę skalę chyba w tej całej dyskusji chodzi.

Warto też pamiętać, że zmagania z traumą i praca na całe życie, która wynika z doświadczenia adopcji, jest nie tylko udziałem rodzin dokonujących adopcji zagranicznej. W każdym kontekście jest to trudne. Tak, jak najbardziej sytuacja zmiany kraju, kontakt z nową społecznością, być może inną kulturą, jest dodatkowym stresorem. Czy jednak zawsze złym? Czy aż tak nie mamy do ludzi zaufania? Czy aż tak nie wierzymy w możliwości stworzenia skutecznego systemu, że ośmielamy się mówić o adopcji „okrutna”?

„Nie dla każdego” nie oznacza „dla nikogo”

Zdecydowanie adopcja nie jest dla wszystkich rodzin. Nie każdy rodzic poradzi sobie z takim zobowiązaniem, odpowiedzialnością, ale i własnymi lękami. Nie każde też dziecko zapewne będzie potrafiło takie problemy przezwyciężyć i przepracować. Co więcej, nie każdy osoba pracująca  w ośrodkach, sądach, czy też innych instytucjach związanych z adopcją, powinna wykonywać swój zawód. Jednak, jak pisała w naszym portalu Magdalena Modlibowska, szefowa działu Adopcja: „Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji (…) z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA” – czytamy. I tego należałoby się przede wszystkim trzymać.

magda-modlibowska.jpg

 

 

Magdalena Modlibowska: Dokładnie wiem o jakie artykuły chodzi i o jaką organizację, która je publikuje. Nie podam tych informacji, ponieważ nie chcę wspierać rozszerzania takich wiadomości, które nie są wystarczająco wiarygodne. Smutne jest jedynie to, że osoba reprezentująca organizację, która te opinie upowszechnia, jest politykiem, kandydowała do wyborów parlamentarnych i była gotowa reprezentować nas, również rodziców adopcyjnych. Oczywiście, że adopcja nie jest idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o dobro dziecka jako takie. Bezapelacyjnie rodzina biologiczna powinna być jedynym miejscem w którym rodzi, rozwija się i dojrzewa dziecko. Jednak życie pokazuje, że wielokrotnie rodzina biologiczna nie jest w stanie zapewnić dziecku choćby minimum opieki, a nawet bezpieczeństwa. Jestem pewna również, że mogą znaleźć się przypadki, w których adopcja nie była najlepszym wyjściem. W których rodziny biologiczne mogły być pokrzywdzone, ale wyraźnie zaznaczam, że nie znam osobiście, ani nawet z wiarygodnych źródeł, na które mogłabym się powołać, takich przypadków. Bardziej wnioskuję o tym z obycia się z różnymi trudnymi do jednoznacznego określenia, co jest najlepsze dla dziecka, sytuacjami. Nie wiem jak to jest być sędzią, psychologiem, czy dyrektorem w ośrodku adopcyjnym, czy wychowawcą w domu dziecka, czy nawet rodzicem zastępczym. Mogę tylko wyobrażać sobie jak trudne musi być decydowanie o losie dziecka, de facto o całym jego życiu, gdy jest się tylko na pewien czas zaproszonym do jego historii i nie sposób jednoznacznie i bez najmniejszych wątpliwości zadecydować, co jest dla niego najlepsze.

Zgadzam się, że procedury adopcji zagranicznych nie są w Polsce jednolite, ani idealne pod kątem oswajania dziecka z tak dużą zmianą. Cały proces adopcji mógłby być jeszcze doskonalszy. Na szczęście w Polsce jest wielu zaangażowanych ludzi, którzy chcą usprawniać ten proces. Rzecznik Praw Dziecka wraz ze swoim zespołem niedawno opracował standardy procesu adopcyjnego. Już za kilka dni osobiście będę z nim rozmawiać o dalszym optymalizowaniu tych standardów i procedur, a w najbliższym czasie wraz z Koalicją Rodzin Zastępczych chcemy zając się procedurami adopcji zagranicznych. Dzisiaj (17 stycznia) Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało oświadczenie o ograniczeniu adopcji zagranicznych. Jestem daleka od tego, żeby oceniać, co jest dobre, a co złe, do momentu, w którym nie wysłucham wszystkich stron, nie sprawdzę faktów, statystyk i innych szczegółów. Nie wiem czy wtedy też będę mogła oceniać w kategoriach dobre i złe. Jednak z całą pewnością będzie można znaleźć obszary do usprawniania. Będę wracała do moich czytelników, rodziców adopcyjnych i kandydatów z najnowszymi informacjami co w naszej „trawie” piszczy.

Wracając do tego, że adopcja została sprowadzona do oszustwa i okrucieństwa. Mówiąc wprost szlag mnie trafia i mam ochotę powtórzyć po raz kolejny „ręce precz od adopcji„!!!!. Przestańcie politycy, działacze i wszyscy orędownicy „dobra dziecka” w teorii, oceniać życie moje i tysięcy adopcyjnych rodzin w tak prostacki i brutalny sposób. Pojedyncze przypadki, którymi bezapelacyjnie należy się zająć, na pewno byłyby szybciej rozwiązane, gdyby cała energia wykorzystywana teraz na sianie negatywizmu skierowana była na formułowanie konkretnych rozwiązań i wdrażanie ich w życie. Pomysł na ograniczenie adopcji zagranicznych, nad którym rozpoczęło pracę Ministerstwo Rodziny, może być pierwszym krokiem do dalszego unieszczęśliwienia tych dzieci, których nie chcą ani rodziny biologiczne, ani polskie rodziny adopcyjne. Pomysł, aby adopcjami zagranicznymi zajmował się tylko jeden ośrodek w Polsce sprawi, że adopcje będą się odbywać jeszcze wolniej. A chore dzieci raczej w tym czasie nie wyzdrowieją. Ciekawa jestem również bardzo, jak minister Rafalska „z determinacją będzie dążyć do tego, by dzieci, które mają być adoptowane, znajdowały rodziców tu, na miejscu” – tzn. co? Będzie z ośrodka adopcyjnego szła informacja, że albo rodzice wezmą dziecko chore, albo nie dostaną innego? Czy może – oby! – rodzice adoptujący dziecko chore, wymagające rehabilitacji, będą otrzymywać od polskiego państwa pomoc systemową (jednorazowe np. 4 tys. złotych na pewno nie wystarczy).

Wkładanie każdego przypadku adopcji do tego samego worka z nieudanymi, jednak statystycznie nielicznymi przypadkami, jest nie tylko krzywdzące, lecz po prostu bezpodstawne. Mam dużo pracy nad tym, co dzieje się w mojej rodzinie, która jest silna i zbudowana na silnych fundamentach wzajemnego szacunku, a ktoś sprowadza moją rodzinę do oszustwa i okrucieństwa. Zastanawiam się ile statystycznie w biologicznych rodzinach jest oszustwa i okrucieństwa?

Źródła: wolne społeczeństwo, RMF. FM

Współpraca: JD

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Suplementy w ciąży, które mają zwiększyć IQ dziecka? Sprawdź, co mówią eksperci

suplementy w ciąży

Każda mama chce by jej dziecko było wyjątkowe. Wyjątkowo ładne, wyjątkowo inteligentne, wyjątkowo grzeczne – i takie też dla niej zapewne jest. Często jednak przyszłe matki zwiększają szansę na realizację owych potrzeb suplementami. Czy ma to jakikolwiek sens?

Drogo i bez gwarancji

Suplementy brane w ciąży, które mają na celu zwiększenie IQ dziecka, są stratą pieniędzy. Tak twierdzą naukowcy, którzy przeprowadzili siedmioletnie badanie. Brały w nim udział 543 matki i ich maluchy. Stwierdzono, że ich umiejętności językowe i rozwojowe nie różnią się od dzieci, których matki nie zażywały w czasie ciąży podobnych suplementów. Czemu dokładnie przyglądali się eksperci? Były to suplementy zawierające między innymi kwasy tłuszczowe omega-3, które naturalnie znajdziemy chociażby w rybach.

W Wielkiej Brytanii na podobne preparaty kobiety wydają w czasie 9-ciu miesięcy ciąży nawet 135 funtów (ponad 650 złotych). Miesięcznie popularne multiwitaminy kosztują je od 12 do 15 funtów, jednak jest „niewiele dowodów na płynące z nich korzyści”.

Co ciekawe, w przytoczonym tu badaniu, matki przyjmujące suplementację częściej zgłaszały niegrzeczne zachowanie dzieci, niż matki z grupy kontrolnej – przyjmującej w czasie ciąży placebo.

Dieta bogata w składniki odżywcze i aktywność fizyczna, przynoszą w czasie ciąży korzyści zarówno matkom, jak i ich dzieciom” – słowa dr Virginii Beckett przytacza „Daily Mail”.

Podczas gdy większość witamin i minerałów pochodzi z naszej diety, powszechny jest w Wielkiej Brytanii niski poziom witaminy D i kwasu foliowego, które są niezwykle istotne w czasie ciąży” – mówi ekspertka, której słowa możemy również przenieść na polskie społeczeństwo. „Zgadzamy się z autorami badania w tym, że dla większości kobiet zdrowa dieta, przyjmowanie kwasu foliowego przed poczęciem dziecka i w trakcie pierwszych 12 tygodni ciąży oraz suplementacja witaminy D w czasie całego przebiegu ciąży, a także w okresie karmienia piersią, są wystarczające by dać ich dzieciom jak najlepszy start w życie” – dodała.

Pamiętajmy jednak, że podstawą jest przede wszystkim zbilansowany sposób żywienia. Kwasy omega-3 są niezmiernie istotne, ale możemy dostarczyć je z odpowiednich produktów. Więcej pisaliśmy o nich w naszym portalu: Czy tłuszcz może być zdrowy, czyli kwasy omega w pigułce.

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

hCG – co to za hormon i jaki powinien być jego poziom?

poziom hCG

Starając się o dziecko dobrze jest mieć konkretną wiedzę o tym, jak funkcjonuje nasz organizm. Niezwykle istotna jest znajomość ważnych hormonów, ich działania oraz tego, jaki powinny mieć w danym momencie poziom. hCG to jeden z hormonów, bez którego ciąży po prostu nie ma – co o nim wiesz?

hCG – human chorionic gonadotropin – ludzka gonadotropina kosmówkowa

hCG to hormon, który w trakcie ciąży produkowany jest przez wyspecjalizowane komórki łożyska (syncytiotrofoblast). Łożysko to organ łączący płód z matką powstające w czasie implantacji blastocysty w jamie macicy.

Początkowo jego poziom bada się z krwi, nawet po 10 dniach od zapłodnienia. Po 12-14 dniach można wykryć jego obecność w moczu za pomocą dostępnych na rynku testów ciążowych. Zazwyczaj poziom hCG będzie podwajał się co 72 godziny i osiągnie swój szczyt w ciągu pierwszych 8-11 tygodni ciąży. Następnie nieznacznie spadnie i do końca ciąży będzie już wyrównany.

Poziom hCG oznacza się jednostkami mIU/ml. Niższy niż 5mIU/ml świadczy o braku ciąży, powyżej 25mIU/ml uważa się za pozytywny, tj. potwierdza ciążę. Niezwykle rzadko zdarza się otrzymać pozytywny wynik pomimo braku ciąży. Zdarza się to na przykład w sytuacjach pewnego rodzaju nowotworów, zatrzymanego poronienia, farmakoterapii lekami zawierającymi hCG, czy też działania niektórych przeciwciał.

Jednak tak jak to bywa w sprawach ludzkiego organizmu, należy zachować ostrożność przy interpretowaniu pojawiających się liczb. Prawidłowa ciąża może objawiać się niskim poziomem hCG i może przynieść na świat perfekcyjnie zdrowe dziecko. Zdecydowanie dokładniejsze wyniki daje wykonane 5-6 tygodni po zapłodnieniu badanie USG.

Poziom hCG w czasie ciąży

* Należy pamiętać, że są to wyniki orientacyjnie. U każdej kobiety mogą one wzrastać inaczej. Niekoniecznie więc sam poziom ma znaczenie, ale przede wszystkim pojawiające się w nim zmiany. Poniżej przykładowe normy, ale wynik zawsze należy porównywać z normami określonymi przez laboratorium w którym wykonano badanie.

  • 3 tydzień: 5 – 50 mIU/ml
  • 4 tydzień: 5 – 426 mIU/ml
  • 5 tydzień: 18 – 7,340 mIU/ml
  • 6 tydzień: 1,080 – 56,500 mIU/ml
  • 7 – 8 tydzień: 7, 650 – 229,000 mIU/ml
  • 9 – 12 tydzień: 25,700 – 288,000 mIU/ml
  • 13 – 16 tydzień: 13,300 – 254,000 mIU/ml
  • 17 – 24 tydzień: 4,060 – 165,400 mIU/ml
  • 25 – 40 tydzień: 3,640 – 117,000 mIU/ml
SŁOWNICZEK starających się o dziecko >>> sprawdź

Źródło: americanpregnancy.org

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Chcemy Być Rodzicami – marzec 2017

Chcemy Być Rodzicami 32017 okładka

Początek marca to już oczekiwanie na wiosnę. Odliczamy dni do jej rozpoczęcia i wyglądamy dłuższych dni, które sprawią, że będziemy wychodzić z pracy, gdy jest jeszcze jasno. To wszystko napawa optymizmem i budzi nadzieje na nowe życie. Bo do życia budzi się wszystko, całe nasze otoczenie. W nas też wstępują nowe siły, podejmujemy działania i decyzje, których nie chcieliśmy rozważać w mrokach zimy.

Dużo miejsca w tym numerze poświęciliśmy kwestii in vitro. Dla tych, którzy chcieliby poznać przebieg tej medycznej procedury, przygotowałam tekst wyjaśniający wszystko w możliwie najprostszy sposób (str. 22). Choć opis jest prosty, inaczej jest z decyzją o zabiegu i samym zabiegiem. Przy jej podejmowaniu decydująca może być wartość AMH (ekspercki tekst na ten temat na str.). Warto też wiedzieć, że in vitro swoja nazwą obejmuje wiele zabiegów (klasyczne in vitro, ICSI, IMSI), a także że cały czas się rozwija i sprawdzane są nowe metody, których celem jest zwiększenie skuteczności dla różnych grup pacjentek (o pionierskim in vitro activation czytajcie na str. 33).

W numerze też ważny raport – świadoma bezdzietność. Można nie mieć dzieci i żyć szczęśliwie. W niektórych momentach drogi po dziecko takie rozwiązanie wydaje się niemożliwe do udźwignięcia. Można jednak poczytać, dlaczego są ludzie, którzy decydują się na życie bez dzieci.

Wierzymy, że swoje decyzje życiowe warto podejmować świadomie, dlatego oprócz bezdzietności piszemy również o świadomej adopcji. Na co zwrócić uwagę, żeby faktycznie wybrać adopcję, która nie powinna być lekiem na niepłodność (str. 42)

W numerze także zupełnie nowy dział – Insulinooporność (str. 50). To choroba, która nie zawsze jest prawidłowo diagnozowana przez lekarzy i często bywa mylona z cukrzycą, a może być sporą przeszkodą w zajściu w ciążę. Dział ten prowadzi dla Was Dominika Musiałowska, od lat zwiększająca świadomość tej choroby. Po raz kolejny spotkacie się z Anną Mazur-Gajo, która nie tylko wprowadza nas w tajniki diety odżywiającej płodność, lecz także podaje przepisy do zastosowania od razu. Tym razem rozpracuje dla Was avocado (str. 20).

Życzę Wam, by wiosna i nadzieja na nowe życie przyszła do Was szybciej niż w kalendarzu.

 

Wstępniak do nr 3/2017 magazynu Chcemy Być Rodzicami

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Choruję na Hashimoto – czy muszę być na diecie bezglutenowej?

hashimoto

Wiele pacjentek chorujących na Hashimoto dostaje zalecenie przejścia na dietę bezglutenową. Część z nich zauważa niemal natychmiastowe efekty, inne nie dostrzegają żadnej różnicy w funkcjonowaniu. Dlaczego?

Wspólny problem

Hashimoto to choroba autoimmunologiczna. Jeśli zmagasz się z takim rodzajem choroby wzrasta prawdopodobieństwo, że rozwiniesz kolejną również o podłożu autoimmunologicznym, o czym pisze dr Westin Childs. W przypadku Hashimoto i celiakii jest to o tyle skomplikowane, że cierpiące na nie osoby mają wspólne genetyczne predyspozycje – allel DQ2.

Jaka jest szansa dwóch chorób jednocześnie? Niektóre badania wskazują, że przypadki pacjentów z Hashimoto, którzy równocześnie cierpią na celiakie, sięgają 4-10 proc. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę, że jest to tylko 1 na 10 pacjentów, czy zatem każdy powinien przejść na dietę bezglutenową? Dr Childs wskazuje, że zarówno z jego perspektywy, jak i innych lekarzy, niemal 80 proc. pacjentów z Hashimoto, którzy odstawiają gluten, zauważa niemal natychmiastową redukcję objawów choroby.

Oprócz celiakii, której potwierdzeniem są wyniki badań krwi i obecność odpowiednich przeciwciał, część pacjentów może zmagać się z nadwrażliwością na gluten (non-coeliac gluten sensitivity – NCGS). W takich przypadkach diagnoza wykluczyła celiakie oraz alergię na pszenicę, a pomimo to pojawiają się niepożądane objawy związane ze spożyciem glutenu właśnie. Nawet jeśli więc nie stwierdzono u ciebie choroby, zmiany w diecie mogą być naprawdę korzystne. NCGS może wiązać się bowiem między innymi ze wzdęciami, złym samopoczuciem, zmęczeniem, bólami głowy etc.

Innym ważnym elementem jest fakt, że często przejście na dietę bezglutenową wiąże się z usunięciem znaczącej liczby produktów przetworzonych oraz takich, które powodują stany zapalane. Nic więc dziwnego, że wraz z pełnowartościowym pożywieniem pojawia się poprawa. Co więcej, odstawienie glutenu może pomóc w leczeniu innych problemów żołądkowo-jelitowych, których można nie być świadomym.

Obserwuj siebie

Pamiętać należy także, że celiakia jest problemem, który w społeczeństwie narasta i co ważne, może pojawić się z wiekiem. To, że w wieku 20-30 lat mamy wyniki w normie, wcale nie oznacza, że mając lat 40-50 nie pojawi się u nas znacząca nietolerancja glutenu. Jeśli więc zobaczymy w naszym funkcjonowaniu niepokojące zmiany, warto to sprawdzić.

Co zatem z pacjentami z Hashimoto? Dr Childs uważa, że większość z nich zauważy korzystne zmiany po przejściu na bezglutenową dietę i poleca spróbować zastosować ją przez próbny okres 3 miesięcy. W tym czasie należy bacznie się sobie przyglądać. Co jednak ważniejsze, poleca osobom chorującym na Hashimoto zrobić badania właśnie pod kątem celiakii i obecności związanych z nią przeciwciał. Nawet jeśli bowiem nie czujesz symptomów, a okaże się, że masz tendencję do rozwinięcia choroby, łatwiej będzie o siebie zadbać i zadziałać prewencyjnie.

Więcej o diecie wspomagającej walkę z Hashimoto pisaliśmy już w naszym portalu >>KLIK<<. Warto postawić w niej przede wszystkim na bogactwo warzyw, chude mięso i zdrowe tłuszcze.

Sprawdź też:
5 wskazówek, jak naturalnie walczyć z Hashimoto

 

Źródło: restartmed.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.