Przejdź do treści

Czy adopcja powinna być zakazana?

adopcja zagraniczna zakaz

Wokoło adopcji co i rusz pojawiają się nowe kontrowersje. Jest to temat, który wymaga zgłębienia w bardzo wielu kwestiach, bardzo wiele z nich jest trudna – zarówno emocjonalnie, jak i prawnie. Ciągle należałoby też szukać jak najlepszych dróg i nie zadowalać się tylko „wystarczającymi” rozwiązaniami. Pytanie tylko, czy demonizowanie adopcji jest najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i rodzicom – tym adopcyjnym i tym biologicznym. A taki wydaje się być wydźwięk ostatnich słów padających w kontekście adopcji zagranicznych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zakazać adopcji?

W sieci pojawiły się artykuły, które mówią o całkowitym zakazie adopcji, bowiem ma być ona „okrucieństwem” wobec dzieci. Wiąże się to głównie z rozdzielaniem rodzeństw i argumentem odrywania dzieci od ich korzeni. Krytykowane są sądy i instytucje zajmujące się adopcją, jako te, które utrudniają zarówno odkrywanie własnej historii, ale przede wszystkim kontakt z biologiczną rodziną. Urzędnicy mają kierować się przede wszystkim chęcią zysku, a ich działanie nazywane jest „samowolą”, co ma stawać się ścieżką do handlu dziećmi.

Idąc dalej, przekłada się to także na adopcje zagraniczne. W Stanach Zjednoczonych dzieci z Europy mają być przekazywane poprzez aukcje internetowe. Bez żadnej pieczy prawników i udziału organów państwa. Wystarczyć ma tylko oświadczenie obu rodzin, a dziecko może przejść „z rąk do rąk”. Podawane są liczne przypadki, gdzie najmłodsi trafiają tym sposobem w ręce pedofilów, są ofiarami przemocy, a nawet morderstw.

Trudne doświadczenia

Zagrożone jest też ich bezpieczeństwo psychiczne – odrywane są od korzeni, często nie znają języka, trafiają do obcych ludzi bez żadnego wsparcia i przygotowania. Co więcej, można odnieść wrażenie, że traktowane są jak „towar z poświadczeniem gwarancji”, konkretniej – oświadczeniem o stanie zdrowia.

Według przytaczanych danych, Polska jest jednym z krajów Unii, skąd najwięcej dzieci oddawanych jest właśnie do adopcji zagranicznych. Przyczyniać ma się do tego między innymi prawo, które swego czasu wymagało od ośrodków adopcyjnych przeprowadzania minimum 20 adopcji rocznie [o trudnej sytuacji ośrodków pisaliśmy w naszym portalu TUTAJ]. Co więcej, los dzieci po tego typu adopcjach ma być całkowicie poza kontrolą, nie da się sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Artykuły przytaczają także historie o dramatycznym poszukiwaniu korzeni i traumie, którą przeżywa dziecko dowiadujące się o tym, że jest adoptowane – szczególnie jeśli dochodzi do tego w późniejszym wieku.

Ulepszyć, czy zakazać?

Wszystko to świadczyć ma o bezpodstawności adopcji w ogóle. Przy czym nie chodzi tu o pozostawienie dzieci samych sobie, w domach dziecka, bez wsparcia instytucji. Przeciwnie – pomoc jak najbardziej, ale w ramach rodzin wspierających. Podstawą powinien być jednak stały kontakt z rodziną biologiczną i staranie o wzmocnienie z nią więzi. Nie sposób nie zgodzić się z taką ideą, pytanie tylko, czy nazywając przy tym adopcji „okrucieństwem” nie wyrządza się większej krzywdy. Wydaje się, że nie chodzi bowiem o samą adopcję, ale o to, jakie pojawiają się wokół niej rozwiązania i w jaki sposób są realizowane. Zastanówmy się nad tym, jak ulepszyć wszelkie procedury i zapewnić dzieciom najwyższe bezpieczeństwo. Zdecydowanie da się to zrobić nie demonizując przy tym adopcji, która w wielu wypadkach jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem.

Co więcej, dramatyczne historie związane z przeogromną przemocą zdarzają się wszędzie. Bardzo łatwo znaleźć jest takie przypadki i oprzeć na nich swoje hipotezy. Dlaczego nie podajemy przy tym historii, które skończyły się „happy end’em”? Adopcja, jak każde działanie związane z kontaktem międzyludzkim, wiąże się z ryzykiem. Czynnik ludzki ma to do siebie, że nieraz nie da się go w stu procentach zneutralizować, walczmy więc o to, aby mieć nad nim jak największą kontrolę, ale nie nazywajmy od razu w całej rozciągłości złem.

Razem, czy osobno

Pisaliśmy już w naszym portalu o rozdzielaniu rodzeństw. Pojawia się wiele głosów, które chcą całkowitej jawności adopcji, co także może budzić pewne wątpliwości. „Zastanówmy się nad przykładową sytuacją. Rodzeństwo trafia do dwóch różnych rodzin. Ośrodki Adopcyjne musiałyby wtedy ujawnić dane osobowe jednej rodziny drugiej i odwrotnie. Po pierwsze, są to sobie całkowicie obcy ludzie, którzy nagle mieliby zacząć „jakoś” wspólnie funkcjonować. Oczywiście adopcja wiąże się z ogromnym bagażem, który bardziej lub mniej świadomie ludzie na siebie biorą. Czy jednak adoptując dziecko adoptują też całą jego rodzinę i inne rodziny adopcyjne, które ewentualnie w danym kręgu są?” – pisałam. Dodatkowo pojawia się pytanie, czy w wielu wypadkach zerwanie kontaktu z biologiczną rodziną nie jest sytuacją zdrowszą dla dziecka. Nie chodzi o oderwanie go od korzeni, ale o ograniczenie zagrożeń i jego ochronę. Oczywiście są przypadki potwierdzające, jak i negujące takie podejście – i o tę skalę chyba w tej całej dyskusji chodzi.

Warto też pamiętać, że zmagania z traumą i praca na całe życie, która wynika z doświadczenia adopcji, jest nie tylko udziałem rodzin dokonujących adopcji zagranicznej. W każdym kontekście jest to trudne. Tak, jak najbardziej sytuacja zmiany kraju, kontakt z nową społecznością, być może inną kulturą, jest dodatkowym stresorem. Czy jednak zawsze złym? Czy aż tak nie mamy do ludzi zaufania? Czy aż tak nie wierzymy w możliwości stworzenia skutecznego systemu, że ośmielamy się mówić o adopcji „okrutna”?

„Nie dla każdego” nie oznacza „dla nikogo”

Zdecydowanie adopcja nie jest dla wszystkich rodzin. Nie każdy rodzic poradzi sobie z takim zobowiązaniem, odpowiedzialnością, ale i własnymi lękami. Nie każde też dziecko zapewne będzie potrafiło takie problemy przezwyciężyć i przepracować. Co więcej, nie każdy osoba pracująca  w ośrodkach, sądach, czy też innych instytucjach związanych z adopcją, powinna wykonywać swój zawód. Jednak, jak pisała w naszym portalu Magdalena Modlibowska, szefowa działu Adopcja: „Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji (…) z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA” – czytamy. I tego należałoby się przede wszystkim trzymać.

magda-modlibowska.jpg

 

 

Magdalena Modlibowska: Dokładnie wiem o jakie artykuły chodzi i o jaką organizację, która je publikuje. Nie podam tych informacji, ponieważ nie chcę wspierać rozszerzania takich wiadomości, które nie są wystarczająco wiarygodne. Smutne jest jedynie to, że osoba reprezentująca organizację, która te opinie upowszechnia, jest politykiem, kandydowała do wyborów parlamentarnych i była gotowa reprezentować nas, również rodziców adopcyjnych. Oczywiście, że adopcja nie jest idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o dobro dziecka jako takie. Bezapelacyjnie rodzina biologiczna powinna być jedynym miejscem w którym rodzi, rozwija się i dojrzewa dziecko. Jednak życie pokazuje, że wielokrotnie rodzina biologiczna nie jest w stanie zapewnić dziecku choćby minimum opieki, a nawet bezpieczeństwa. Jestem pewna również, że mogą znaleźć się przypadki, w których adopcja nie była najlepszym wyjściem. W których rodziny biologiczne mogły być pokrzywdzone, ale wyraźnie zaznaczam, że nie znam osobiście, ani nawet z wiarygodnych źródeł, na które mogłabym się powołać, takich przypadków. Bardziej wnioskuję o tym z obycia się z różnymi trudnymi do jednoznacznego określenia, co jest najlepsze dla dziecka, sytuacjami. Nie wiem jak to jest być sędzią, psychologiem, czy dyrektorem w ośrodku adopcyjnym, czy wychowawcą w domu dziecka, czy nawet rodzicem zastępczym. Mogę tylko wyobrażać sobie jak trudne musi być decydowanie o losie dziecka, de facto o całym jego życiu, gdy jest się tylko na pewien czas zaproszonym do jego historii i nie sposób jednoznacznie i bez najmniejszych wątpliwości zadecydować, co jest dla niego najlepsze.

Zgadzam się, że procedury adopcji zagranicznych nie są w Polsce jednolite, ani idealne pod kątem oswajania dziecka z tak dużą zmianą. Cały proces adopcji mógłby być jeszcze doskonalszy. Na szczęście w Polsce jest wielu zaangażowanych ludzi, którzy chcą usprawniać ten proces. Rzecznik Praw Dziecka wraz ze swoim zespołem niedawno opracował standardy procesu adopcyjnego. Już za kilka dni osobiście będę z nim rozmawiać o dalszym optymalizowaniu tych standardów i procedur, a w najbliższym czasie wraz z Koalicją Rodzin Zastępczych chcemy zając się procedurami adopcji zagranicznych. Dzisiaj (17 stycznia) Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało oświadczenie o ograniczeniu adopcji zagranicznych. Jestem daleka od tego, żeby oceniać, co jest dobre, a co złe, do momentu, w którym nie wysłucham wszystkich stron, nie sprawdzę faktów, statystyk i innych szczegółów. Nie wiem czy wtedy też będę mogła oceniać w kategoriach dobre i złe. Jednak z całą pewnością będzie można znaleźć obszary do usprawniania. Będę wracała do moich czytelników, rodziców adopcyjnych i kandydatów z najnowszymi informacjami co w naszej „trawie” piszczy.

Wracając do tego, że adopcja została sprowadzona do oszustwa i okrucieństwa. Mówiąc wprost szlag mnie trafia i mam ochotę powtórzyć po raz kolejny „ręce precz od adopcji„!!!!. Przestańcie politycy, działacze i wszyscy orędownicy „dobra dziecka” w teorii, oceniać życie moje i tysięcy adopcyjnych rodzin w tak prostacki i brutalny sposób. Pojedyncze przypadki, którymi bezapelacyjnie należy się zająć, na pewno byłyby szybciej rozwiązane, gdyby cała energia wykorzystywana teraz na sianie negatywizmu skierowana była na formułowanie konkretnych rozwiązań i wdrażanie ich w życie. Pomysł na ograniczenie adopcji zagranicznych, nad którym rozpoczęło pracę Ministerstwo Rodziny, może być pierwszym krokiem do dalszego unieszczęśliwienia tych dzieci, których nie chcą ani rodziny biologiczne, ani polskie rodziny adopcyjne. Pomysł, aby adopcjami zagranicznymi zajmował się tylko jeden ośrodek w Polsce sprawi, że adopcje będą się odbywać jeszcze wolniej. A chore dzieci raczej w tym czasie nie wyzdrowieją. Ciekawa jestem również bardzo, jak minister Rafalska „z determinacją będzie dążyć do tego, by dzieci, które mają być adoptowane, znajdowały rodziców tu, na miejscu” – tzn. co? Będzie z ośrodka adopcyjnego szła informacja, że albo rodzice wezmą dziecko chore, albo nie dostaną innego? Czy może – oby! – rodzice adoptujący dziecko chore, wymagające rehabilitacji, będą otrzymywać od polskiego państwa pomoc systemową (jednorazowe np. 4 tys. złotych na pewno nie wystarczy).

Wkładanie każdego przypadku adopcji do tego samego worka z nieudanymi, jednak statystycznie nielicznymi przypadkami, jest nie tylko krzywdzące, lecz po prostu bezpodstawne. Mam dużo pracy nad tym, co dzieje się w mojej rodzinie, która jest silna i zbudowana na silnych fundamentach wzajemnego szacunku, a ktoś sprowadza moją rodzinę do oszustwa i okrucieństwa. Zastanawiam się ile statystycznie w biologicznych rodzinach jest oszustwa i okrucieństwa?

Źródła: wolne społeczeństwo, RMF. FM

Współpraca: JD

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?
fot. Pixabay

W Polsce spada liczba adopcji – donosi „Gazeta Prawna”. Jest to między innymi skutek pomocy oferowanej przez państwo rodzinom biologicznym.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W 2017 roku w Polsce 2886 dzieci zostało adoptowanych. To aż o 400 mniej w porównaniu z rokiem poprzedzającym. Spadek ten zauważalny jest zwłaszcza w przypadku adopcji blankietowych czyli takich, w których rodzice dobrowolnie zrzekają się praw rodzicielskich (ale nie wskazują rodziców adopcyjnych). Jak sugeruje „Gazeta Prawna”, jest to efekt wprowadzenia programu 500 plus.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Samorządy już od kilku lat obserwują spadek liczby adopcji. W ostatnim czasie szczególny nacisk kładzie się na wzmacnianie i wspieranie rodzin biologicznych, a odebranie im praw jest ostatecznością – zauważa Bożena Puszkiewicz, dyrektor  Warmińsko-Mazurskiego Ośrodka Adopcyjnego.

Jeżeli dziecko trafi do rodziny zastępczej, taki pobyt ma być krótkotrwały i powinien zakończyć się powrotem do biologicznej rodziny, a nie adopcją. Poza tym procedury związane z pozbawieniem praw rodzicielskich zostały wydłużone.

Jak mówi Izabela Ratyńska z Fundacji Rodzin Adopcyjnych, na adopcję blankietową najczęściej decydowały się dotychczas matki, które nie miały wystarczających środków na utrzymanie dziecka. Dzięki programowi 500 plus sytuacja materialna rodzin uległa poprawie i właśnie ten fakt wydaje się być bezpośrednią przyczyną obecnej sytuacji adopcyjnej – podkreśla Ratyńska.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Co z adopcjami zagranicznymi?

W roku 2017 odnotowano również znaczy spadek adopcji zagranicznych. W ubiegłym roku 137 dzieci znalazło dom u rodziców spoza granic Polski. W roku 2016 takich dzieci było aż 286, a w roku 2015 – 279.

Jest to prawdopodobnie efekt wprowadzenia przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ograniczeń w przeprowadzeniu takich przysposobień. Od roku 2017 tylko jeden ośrodek w Polsce może realizować procedury związane z adopcjami zagranicznymi.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: „Gazeta Prawna”

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Dziecko na pomoście z misiem
Fot. Pixabay.com

Po wielu latach bezskutecznych starań o dziecko nadzieja na biologiczne potomstwo powoli wygasa. Często pojawia się wtedy myśl: „A może by wybrać inny sposób i adoptować dziecko?”. Zanim zdecydujesz się wkroczyć na tę drogę do rodzicielstwa, musisz wiedzieć, że bywa ona długa i najeżona przeszkodami. Z części z nich prawdopodobnie nie zdajesz sobie nawet sprawy.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest więcej chętnych niż dzieci

W polskich ośrodkach adopcyjno-opiekuńczych i rodzinnej pieczy zastępczej przebywa kilkadziesiąt tysięcy dzieci. Niestety, wielu z nich nie można adoptować lub zainteresowanie ich adopcją jest bardzo małe.

Zgodnie z polskim prawem przysposobić można jedynie małoletnie dzieci, których biologiczni rodzice nie żyją, zostali pozbawieni praw rodzicielskich bądź samodzielnie się ich zrzekli. Nieuregulowana sytuacja prawna uniemożliwia adopcję nawet połowy wychowanków takich placówek. Wśród pozostałych dzieci zaś są takie, które mają znacznie mniejsze szanse na adopcję: z powodu poważnych problemów zdrowotnych i rozwojowych (m.in. chorób serca, obciążeń genetycznych, niepełnosprawności) lub starszego wieku (powyżej 7 lat). To wszystko sprawia, że rocznie w Polsce zawiązuje się niewiele ponad 3 tys. adopcji. A chętnych, by przysposobić dziecko, jest znacznie więcej.

Wspólna adopcja tylko dla małżeństw

Chociaż procedury adopcyjne nie są zamknięte dla osób żyjących samotnie, to – zgodnie z art. 115 §1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego – dziecka nie mogą wspólnie przysposobić pary żyjące w konkubinacie. Możliwość ta zarezerwowana jest wyłącznie dla par małżeńskich. Nierzadko trzeba też wykazać się długoletnim stażem – wynoszącym minimum 5 lat.

Ośrodki katolickie – nie dla ateistów

Wśród placówek adopcyjnych są nie tylko ośrodki świeckie, ale też kościelne. Jednym z kryteriów wyboru rodziny adopcyjnej, które przyjmują takie miejsca, jest wyznawanie przez parę małżeńską określonych wartości. Preferowane są zgłoszenia od rodzin chrześcijańskich, które zawarły małżeństwo sakramentalne i planują wychować przysposobione potomstwo w wierze. Słowna deklaracja nie wystarczy – do kompletu dokumentów nierzadko należy dołączyć opinię księdza proboszcza oraz wziąć udział w tzw. dialogach małżeńskich. Samym wizytom w katolickich ośrodkach adopcyjnych czasem towarzyszy modlitwa.

Masz ponad 40 lat? Nie adoptujesz niemowlęcia

Chociaż polskie prawo nie określa górnej granicy wieku dla rodziców adopcyjnych, przyjmuje się, że przysposabiającego i przysposabianego powinno dzielić jedno pokolenie. Zgodnie z praktyką ośrodków adopcyjnych największa różnica wieku pomiędzy dzieckiem a starszym rodzicem adopcyjnym wynosi mniej niż 40 lat. Oznacza to, że jeśli choć jedno z was jest starsze, wasze szanse na adopcję niemowlęcia znacznie maleją.

Możesz poczuć się jak petent

Wiele osób spodziewa się, ze ośrodki adopcyjne czekają na chętnych z otwartymi ramionami. Rzeczywistość jednak może przynieść rozczarowanie – pierwsza wizyta w ośrodku adopcyjnym nie zawsze jest przyjemnym doświadczeniem. Wynika to nie tylko z faktu, że chętnych na adopcję jest więcej niż dzieci, które czekają na dom. To też sprawdzian dla ciebie i twojego partnera, czy jesteście wystarczająco zdeterminowani, by zostać rodzicami adopcyjnymi i nie zniechęcą was pierwsze niepowodzenia.

Przeczytaj również: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko. Co stanęło jej na przeszkodzie?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko
fot. Instagram @joannaracewicz

Joanna Racewicz pojawiła się w ostatni weekend na Noworocznym Obiedzie z Gwiazdami, zorganizowanym dla podopiecznych domów dziecka. Podczas spotkania z dziennikarzami Racewicz wyznała, że kilka lat temu planowała adoptować dziecko.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W sobotę 3 lutego w restauracji JEFF’S  odbyła się 13. edycja Noworocznego Obiadu z Gwiazdami. Na wydarzenie właścicielka lokalu i pomysłodawczyni akcji Verena Jarczyńska zaprosiła 300 dzieci z domów dziecka.

Wydarzenie swoją obecnością uświetniły gwiazdy. Wśród tego grona znalazła się również Joanna Racewicz – znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna, a prywatnie mama 9-letniego Igora.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Joanna Racewicz chciała adoptować dziecko

W rozmowie z dziennikarzami Plejady gwiazda wyznała, że kiedyś chciała adoptować dziecko. Kiedy Racewicz przygotowywała materiał reporterski o domach małego dziecka spotkała wyjątkowego chłopczyka.

– Maleństwo 2,5, może niespełna 3-letnie, chłopczyk, nie zapomnę go nigdy. Siedział mi na kolanach i nie pozwolił swojej opiekunce zabrać się po tym – cytuje słowa dziennikarki portal Plejada.

Niestety do adopcji nie doszło, ponieważ dziecko nie miało unormowanej sytuacji prawnej.

– Pamiętałam tę twarz bardzo długo. Chodziła mi po głowie adopcja, ale okazało się, że to dziecko nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. Ani mama, ani tata nie zrzekli się praw rodzicielskich – ujawniła Racewicz.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Plejada

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.