Przejdź do treści

Czerwone mięso a rak piersi

388.jpg

Istnieje wiele znanych czynników ryzyka, które mogą zwiększyć prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi – w tym płeć, wiek, historia rodziny, otyłość i konsumpcja alkoholu.

Nowe badania opublikowane w British Medical Journal wykazały, że wyższe spożycie czerwonego mięsa w okresie wczesnej dorosłości może również być jednym z czynników ryzyka.

Istnieją dwa rodzaje raka piersi: nieinwazyjny, który pozostaje na miejscu, w tkance sutka oraz inwazyjny, który rozprzestrzenia się do innych części ciała. Rak piersi jest najczęstszym inwazyjnym nowotworem wśród kobiet na całym świecie.

American Cancer Society (ACS) twierdzi, że rak piersi jest drugą najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów u kobiet.

Badania

Nowe badanie skupiło się na ustaleniu związku pomiędzy źródłami białka w diecie człowieka w okresie wczesnej dorosłości a ryzykiem zachorowania na raka piersi.

W kwestionariuszu na temat diety, który wypełniały uczestniczki badania, wymieniono różne rodzaje żywności, które oceniano w kategoriach częstotliwości spożywania, od „nigdy lub rzadziej niż raz na miesiąc” do „sześć lub więcej razy dziennie”.

Badanie wykazało, że wyższe spożycie produktów zawierających czerwone mięso, w okresie wczesnej dorosłości wiązało się z większym o 22% ryzykiem zachorowania na raka sutka.

Odwrotnie, wyższe spożycie drobiu podczas wczesnej dorosłości, było związane z mniejszą częstością występowania raka sutka u kobiet po menopauzie.

Zastąpienie jednej porcji mięsa czerwonego dziennie porcją innej żywności wysokobiałkowej, takiej jak rośliny strączkowe, drób, ryby i orzechy, wiązało się z o 14% mniejszym ryzykiem raka piersi w ogóle, oraz przedmenopauzalnego raka sutka.

 

Źródło: http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Przełomowa procedura – czy umożliwi kobietom z uszkodzonymi chemioterapią jajnikami zajście w ciążę?

ciąża po chemioterapii

Zdarza się, że choroby nowotworowe i sposoby ich leczenia wiążą się ze szkodliwymi skutkami ubocznymi. Chemioterapia może uszkadzać między innymi jajniki, co wpływa na zdolność kobiety do posiadania potomstwa. Pojawiła się jednak nadzieja – oto innowacyjna procedura.

Innowacje ku zdrowiu

Jeden z nowojorskich lekarzy, który zajmuje się płodnością, opracował procedurę umożliwiającą kobietom po leczeniu nowotworów zajście w ciążę w naturalny sposób. Procedura porównywana jest do przeszczepu skóry. Lekarze pobierają, po czym przechowują i zamrażają kawałek kobiecej tkanki jajnika, która zawiera w sobie jajeczka. Pobierana jest przed rozpoczęciem chemioterapii. Po wyleczeniu tkanka jest ponownie przeszczepiana do jajnika. Zdaniem lekarza kierującego projektem, jej funkcje reprodukcyjne zostają przywrócone, a kobieta nie musi ograniczać się tylko do ewentualnej perspektywy in vitro, o czym donosi „Daily Mail”.

Ekspert podaje, że zapotrzebowanie na tego typu formę leczenia jest ogromne i pracuje nad stworzeniem specjalistycznej placówki, która będzie się w podobnych zabiegach specjalizować.

Coraz częściej pojawiają się doniesienia łączące informacje na temat chemioterapii i rozrodu. Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o odkryciu szkockich naukowców, którzy dowiedli, że „metoda chemioterapii zwykle stosowana do walki z chłoniakiem Hodgkina stymuluje kobiecy organizm do wytwarzania nowych komórek jajowych„.

Według założeń naukowców leczenie onkologiczne nie dość, że nie wyklucza szansy na urodzenia dziecka to może nawet zwiększyć płodność pacjentek” – pisaliśmy >>KLIK<<.

Biorąc pod uwagę błyskawiczny rozwój medycyny, ale też ogromną liczbę zachorowań na nowotwory, są to niezwykle ważne doniesienia. Każde kolejne innowacyjne badania dają nadzieję i nowe szanse.

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Celebruj piękne momenty dzieciństwa – konkurs fotograficzny SEN DZIECKA

konkurs sen dziecka

Sen zapewnia dziecku przede wszystkim zdrowy rozwój, ale jest to także czas kiedy można zrobić maluszkowi przepiękne fotografie pełne miłości i czułości. Sabina Pajdowska, właścicielka Samiboo i mama pięcioletniego chłopca wyszła z inicjatywą konkursu w którym każdy kto przedstawi swój punkt widzenia snu dziecka może zgarnąć fenomenalne nagrody.

Konkurs i jego pierwsza edycja wystartowała pod nazwą SEN DZIECKA i polega na kreacji fotograficznej snu maluszka. Jury w składzie m.in.: Paulina Sykut Jeżyna, Monika Mrozowska, Odeta Moro, Katarzyna Kowrygo ( fotograf dziecięcy) to także mamy, które dokładnie wiedzą jakim idealnym momentem do zdjęć jest sen dziecka. Identyfikują się z założeniami konkursu bowiem same fotografowały i fotografują te piękne chwile dzieciństwa.

„Pomyśleliśmy także o rodzicach, którzy nie chcieliby upubliczniać wizerunku swojego malucha i oczywiście na zdjęciach mogą być także różne rzeczy, aranżacje artystyczne tego, co wiąże się ze senem. Ja osobiście takich zdjęć mojemu dziecku zrobiłam setki i są to zdjęcia, które przeglądamy z mężem z olbrzymim sentymentem.” mówi Sabina Pajdowska.

Organizatorzy przewidzieli bardzo atrakcyjne nagrody dla najlepszych kreacji, przesłanych w dwóch kategoriach:

1) kategoria SEN DZIECKA

I miejsce:

  • voucher 1000 złotych do wykorzystania w sklepie Samiboo
  • komoda trzydrzwiowa z kolekcji I’GA ufundowana przez markę Pinio
  • sesja zdjęciowa dla maluszka od fotowyprawka.pl

 

2)  kategoria SEN DZIECKA Z SAMIBOO

I miejsce:

– voucher 1500 złotych do wykorzystania w sklepie Samiboo

                – łóżeczko dziecięce I’GA ufundowane przez markę Pinio

  • – sesja zdjęciowa dla maluszka od fotowyprawka.pl

 

Za zajęcie II i III miejsca przyznawane są także vouchery w wysokości 500 zł i 300 zł, które można wykorzystać w sklepie organizatora.

 

zgłoszenia można przesyłać do 14 kwietnia 2017 roku do godz. 12:00

regulamin konkursu dostępny na www.konkurs- samiboo.com lub www.samiboo.com

 

partnerzy: PINIO, fotowyprawka.pl

media patroni: Chcemy Być Rodzicami, Dobra Mama, Kochana Mama, Świadoma Mama

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Krakowskie drogi do in vitro – jak radna Jantos chce doprowadzić do finansowania in vitro z kasy miasta

Kraków in vitro

Nazywam się Małgorzata Jantos, jestem radną krakowską, ale przy tym, co jest ważne, jestem bioetykiem. Pracuję w Collegium Medicum, nie jestem lekarzem, jestem tym człowiekiem, który przygotowuje studentów do rozmów dotyczących in vitro, eutanazji, aborcji itd. W związku z tym ten temat jest mi bliski. Poprzedni rząd wprowadził dofinansowanie zabiegów in vitro – bo są to zabiegi drogie i skomplikowane. Rząd obecny, ja nie stosuję tu żadnej ideologii, polityki, ja tutaj mówię o faktach – tego nie robi.  Zostało dofinansowanie wycofane, za to rząd zadeklarował, że za 80 mln będzie wspomagał naprotechnologię. Wszyscy wiemy doskonale, że taka decyzja to jest to sprawa raczej kwestii ideologicznych niż kwestii medycznych. Wiele dużych miast w Polsce usiłowało pomóc tym parom, które wcześniej rozpoczęły procedurę. Wyobraźcie sobie, że niektóre procedury zostały przerwane . Pary, które przeszły przez jakiś etap wstępny lub posunęły się dalej, nagle dostały od władz informację: no niestety, nie będzie dalszego ciągu.
I wiele miast chciało dokończyć to co poprzedni rząd zaczął a ten przerwał.

Interpelacja

Napisałam więc interpelację, tzw. uchwałę kierunkową, prosząc aby Kraków również wszedł w tę akcję. Jestem nauczycielem akademickim, więc zapytam: jak myślicie jaki jest budżet Krakowa? Ile mamy pieniędzy do dyspozycji?  Otóż: 4,5 mld zł. Ponieważ pan prezydent Majchrowski zapowiedział, że nie będzie to budżet proinwestycyjny, ale prospołeczny to aplikowałam, aby w tym budżecie przeznaczył milion złotych na działania prospołeczne. Jesteśmy drugim po Warszawie budżetem w Polsce. W lipcu zeszłego roku Łódź zadeklarowała milion złotych na wsparcie dla par, które potrzebują leczenia in vitro. Rozmawiałam z panią prezydent Łodzi – Zdanowska, która powiedziała, że łódzka akcja bardzo pięknie się rozwija. Zauważcie też, że w momencie, kiedy daje się na to pieniądze, to mówi się o problemie – więc korzyści jest więcej niż tylko dla zainteresowanych osób .

W Krakowie to nie wyszło. To znaczy był taki moment , w którym dzięki moim kolegom o in vitro w Krakowie mówiło się w całej Polsce. [TUTAJ] Weszłam wtedy i przedstawiłam sprawę, i później poprosiłam pana doktora Chrostowskiego, żeby zrobił bardzo krótki wykład czego sprawa dotyczy, żeby poruszył najważniejsze kwestie. Pan doktor czekał 8 godzin jak potępieniec, ciagle przesuwano nasz moment wystapienia na konferencji. Ponieważ sprawa dotyczyła budżetu, musiała zagłosować rada. I zagłosowała ..no cóż.. [zabrakło dwóch głosów – przyp. Redakcji]. Każdy ma swoje zdanie, niektórzy mają nakazy moralne, niektórzy mają wolność wyznania.

Co teraz

I teraz jest sytuacja taka: zabrakło mi dwóch głosów, żeby w mieście królewskim sprawa in vitro przeszła. Chodzi przede wszystkim o dofinansowanie procedur chociaż w znikomym stopniu. Pani prezydent Zdanowska chwaliła się, jak to wygląda w Łodzi, była bardzo zadowolona, nam się niestety nie udało. W międzyczasie zaczął finansować zabiegi in vitro m.in. Sosnowiec. [TUTAJ].

Sytuacja wygląda w tej chwili tak, że już nie będę po raz kolejny ja jako radna przekazywała tej sprawy na radę miasta bo wymyśliliśmy inny sposób. Potrzebne jest 4 tys. podpisów z całego Krakowa i spróbujemy pokazać że to społeczeństwo sie domaga… I ta sprawa jeszcze raz wejdzie na radę miasta, mam nadzieję, że z lepszym skutkiem. 

Dla tych którzy chcą poprzeć projekt -możecie pobrać listę o tutaj —> Krakow-lista poparcia dla refundacji in vitro

Lista wygląda tak (jesli jest jakikolwiek problem z wydrukowaniem – piszcie na FB – wyślemy druk. Można też skorzystać i pobrać listę, która czeka TUTAJ  radna lista2Trzeba ją wydrukować, uzupełnić ją, podpisać i dostarczyć do radnej: Malgorzata.Jantos@rmk.krakow.pl

Można też je składać w biurze Nowoczesnej w Krakowie przy ul. św Marka 7-9/1. Od poniedziałku do piątku w godz 10:00-13:00 i 15:00 – 18:00

Początek zbierania podpisów – jutro.

Wszystkie informacje o działaniach w Krakowie –> wchodźcie na FP na facebooku – In Vitro dla Krakowian  

 

Małgorzata Krystyna Jantos-Birczyńska – radna miasta Krakowa nieprzerwanie od 2002, bioetyczka.

Dr Małgorzaty Jantos w dniu 18 marca 2017 roku w Krakowie wysłuchała Magdalena Modlibowska.
Dr Jantos była gościem warsztatów „Niepłodność i co dalej” organizowanego przez klinikę Artvimed i Chcemy Być Rodzicami.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Siła zrealizowanych marzeń – dr Magdaleną Langner o medycynie, pasji i specjalizacji w Niemczech

Magdalena Langner

O pasji, zaangażowaniu, dużych emocjach i międzynarodowym doświadczeniu z dr Magdaleną Langner, specjalistką w zakresie położnictwa i ginekologii, rozmawiała Katarzyna Miłkowska.

Czy od zawsze chciała być Pani lekarzem?

Szczerze mówiąc, nie wiem, skąd wzięła się u mnie medycyna. Mój dziadek był lekarzem, jednak nie miałam szansy go poznać, ponieważ zmarł jeszcze przed moimi narodzinami. Natomiast rodzice lekarzami nie są. Pamiętam, że na pewnym etapie podstawówki po prostu zaczęłam mówić, że chcę iść właśnie na medycynę i konsekwentnie do tego dążyłam. Na piątym roku medycyny nie miałam żadnych wątpliwości, że mój kierunek to ginekologia, a szczególnie medycyna rozrodu. Moje marzenia się zrealizowały, zajmuję się leczeniem niepłodności w klinice o najlepszych wynikach i tradycjach w tym zakresie.

Rozumiem, że praca jest Pani pasją. Jest jednak bardzo wymagająca, czy znajduje Pani miejsce na jakieś inne zainteresowania?

Niestety tej przestrzeni jest bardzo mało. Staram się jednak wyrwać chwilę dla siebie, rodziny i przyjaciół. Jestem instruktorem narciarstwa, fanką żeglarstwa, gram też w tenisa – sport jest dla mnie ważny. Staram się zarażać dziecko swoimi pasjami, przede wszystkim właśnie sportem. Daje nam to możliwość rodzinnego spędzania czasu.

Pani rodzice nie byli lekarzami, ale czy obserwując swoje środowisko, może Pani powiedzieć, że ułatwia to rozumienie i wejście w świat medycyny?

Być może w rodzinach lekarskich wyrasta się w określonym porządku życia. Od dziecka poznaje się, z czym wiąże się medycyna, z jakimi wyrzeczeniami w życiu osobistym. Moja rodzina – choć niezwiązana z medycyną – bardzo mnie wspiera. Prawda jest taka, że gdyby nie oni, pewnie nie mogłabym wykonywać tego zawodu z takim zaangażowaniem, z jakim to robię.

Domyślam się, że dotyczy to nie tylko kwestii obciążenia fizycznego, lecz także psychicznego.

Zdecydowanie tak. Leczenie ludzi, sukcesy, a czasem niestety i porażki, czekanie na efekty terapii powodują duże emocje. Zwłaszcza że zajmuję się dziedziną związaną z powstawaniem nowego życia, narodzinami dzieci – to często najważniejsze momenty w życiu moich pacjentów, a ja im w tym towarzyszę. To duża odpowiedzialność i w takiej sytuacji trudno jest się całkowicie wyłączyć po wyjściu z gabinetu. Siłą rzeczy niektóre emocje przynosi się do domu.

Ma Pani doświadczenie związane z pracą zarówno w placówkach prywatnych, jak i w szpitalach. Czy na tej płaszczyźnie są jakieś różnice?

Szpital to żywioł, często nieprzewidywalny. Na pewno dodaje adrenaliny, która jednym jest potrzebna, innym nie. Mnie akurat jest. Lubię to życie, lubię, kiedy coś się dzieje, nawet jeśli jest trudno. Gabinet prywatny to zupełnie inna praca. Moim zdaniem często bardziej wymagająca.

Pracuję sam na sam z pacjentką, a każda z nich wymaga pełnego zaangażowania.

W szpitalu pracuje się zespołowo, gdy człowiek jest już kompletnie padnięty, ktoś z zespołu może go zastąpić. W gabinecie tak się nie da.

Wydaje się, że w Polsce niewiele mówi się o wypaleniu zawodowym lekarzy i o tym, że oni też powinni o siebie zadbać.

Specjalizację robiłam w Niemczech, gdzie pracowałam przez 10 lat. Kładzie się tam duży nacisk właśnie na to, aby lekarz umiał odpowiednio zadbać o swoją formę. Obowiązkowe warsztaty psychologiczne, podczas których uczymy się, jak to robić, przechodzi się przed egzaminem specjalizacyjnym. Z tego, co wiem, w Polsce czegoś takiego nie ma.

Co jeszcze daje doświadczenie zagranicznej praktyki?

Język niemiecki znam od trzeciego roku życia, bo tata pracował w Niemczech. Na etapie przedszkola były momenty, gdy lepiej mówiłam po niemiecku niż po polsku. Chociaż miałam taką możliwość, nie zdecydowałam się na studia medyczne w Niemczech. Kiedy jednak poznałam system dopuszczania do specjalizacji w naszym kraju, stwierdziłam, że może warto spróbować. To była dobra decyzja. Doświadczenie zawodowe zdobyte w innych realiach jest bardzo cenne, poszerza horyzonty, intensywnie kształci. W Niemczech np. przykłada się dużą wagę do kontaktu lekarza z pacjentem i dla mnie jakość tego kontaktu też jest bardzo ważna, ułatwia komunikację i pozytywnie wpływa na efekt leczenia.

Odmienna perspektywa pozwala odnieść się do tego, co widzi Pani na co dzień w Polsce?

Status społeczny lekarza w Niemczech jest wyższy, a współpraca między lekarzami zdecydowanie lepsza. Gdy do szpitala trafia tam młody pracownik, bardzo angażuje się go w pracę zespołu. Wszyscy koledzy chcą mu jak najwięcej przekazać, by szybko dołączył do ich grona i pomagał im w pracy. To daje bardzo dobre efekty w zakresie tempa i jakości kształcenia. U nas o taką współpracę trudniej, chociaż powoli zaczyna się to zmieniać. Myślę, że na lepsze.

 więcej ciekawych tekstów w numerze 4/2017

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Przeczytaj również

Eksperci zalecają aby na stołach było kolorowo, bo tylko różnorodność składników gwarantuje, że dieta będzie dostarczała wszystkich niezbędnych witamin i substancji odżywczych.

Różnorodnie, kolorowo i regularnie – tak w trzech słowach można ująć najważniejsze wnioski i zalecenia ekspertów po debacie pt. „5 porcji zdrowia”, dotyczącej prawidłowego odżywiania dzieci i młodzieży. Ale niestety jak pokazują badania odżywianie młodszego pokolenia ciągle odbiega od tych zaleceń. Szczególnie trudno przekonać i zachęcić młodych ludzi aby w ich diecie regularnie pojawiały się warzywa, owoce oraz soki. O 5 porcjach zdrowia oraz o roli warzyw, owoców i soków w prawidłowym odżywianiu dziecka, dyskutowali eksperci.

Nowa piramida żywieniowa a ciąża

Jedną z najważniejszych wytycznych nowej piramidy żywieniowej jest aktywność fizyczna oraz dieta wzbogacona w tłuszcze roślinne. Jak nowe zalecenia WHO wpływają na staranie się o dziecko? Jakie oleje są najzdrowsze oraz co to są tłuszcze trans? Co i jak powinniśmy jeść przygotowując się do ciąży wyjaśnia dietetyk Kinga Twaróg oraz przedstawiciele firm medycznych.

Dlaczego polskie dzieci nie jedzą warzyw i owoców?

Ponad 80% mam ma świadomość, że w prawidłowej diecie dziecka powinny znaleźć się owoce i warzywa, ale tylko co trzecia z nich (31%) wie, że dobra dieta to pięć porcji warzyw i owoców dziennie. Niestety, według badań GUS dorośli Polacy spożywają dziennie jedynie ok. 250g warzyw i owoców, zamiast rekomendowanych 400g. Co więcej, wartość ta zamiast stale rosnąć, maleje. Dlaczego w naszej diecie wciąż jest za mało produktów, od których zależy nasze zdrowie i jakie kroki należy podjąć, by choć trochę zbliżyć się do zaleceń ekspertów? Jak kształtować prawidłowe nawyki żywieniowe już od najmłodszych lat?