Przejdź do treści

Dudziak: „Antykoncepcja to niegodziwość”. Czyli czego Jaś się na WDŻ nie nauczy… czy naprawdę musi tak być?!

Dudziak antykoncepcja

Zmiany w edukacji to ostatnimi czasy temat na topie. I nic dziwnego. Po pierwsze, idą w zawrotnym tempie. Po drugie, dotykają bardzo kontrowersyjnych spraw. Najnowszym doniesieniem jest zapowiedź podstawy programowej do popularnego WDŻ-tu, którą opracować ma teolog dr hab. Urszula Dudziak.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wykładowczyni Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego to także publicystka Telewizji Trwam. Przede wszystkim jednak uwagę przyciągają wygłaszane przez nią opinie: „Antykoncepcja to niegodziwość, bo przeciwdziała płodności”, czy też „Następstwem antykoncepcji są zdrady i rozwody”. Są to wypowiedzi, które dr Dudziak przekazuje na konferencjach i wykładach, co przytacza „WP”.

Twórczyni nowego programu WDŻ przyjrzała się dokładniej „Polityka”: „Marzył jej się podręcznik totalny. W stu procentach katolicki, z poradami na temat naturalnego planowania rodziny. Próbowała go przeforsować, ale wciąż trafiała na opór MEN. Frustrowało ją to. Odżyła, kiedy PiS doszło do władzy i minister Anna Zalewska zaproponowała jej opracowanie nowej podstawy programowej” – czytamy wypowiedź jednego z byłych doktorantów Urszuli Dudziak.

Opinie, poglądy, wnioski

Warto wspomnieć, że ekspertka między innymi mocno zaznacza różnice pomiędzy chłopcami i dziewczynkami, nawet w takich zachowaniach jak rozpalanie i gaszenie zapałki. Jeśli dziewczynka gasi ją nie zdmuchnięciem, ale poprzez pomachanie w powietrzu (jak to mają w zwyczaju robić chłopcy), może być uznana za „schłopiałą pannę”. Przestrzega także przed seksem przedmałżeńskim, którego konsekwencjami mogą być dręczące do końca życia wyrzuty sumienia.

Wracając jednak do wspomnianej już antykoncepcji, okazuje się, że może być ona oznaką swego rodzaju rozwiązłości, bowiem: „Permisywne są przede wszystkim kobiety, które, zamiast śledzić swój cykl, wybierają środki antykoncepcyjne, w odróżnieniu do NPR [Naturalnego planowania rodziny – red.] łatwe i wygodne” – słowa przytacza „tok.fm”.

Co więcej, autorka artykułu – Elżbieta Turlej, w innym swoim tekście opisującym wykład dr Dudziak, przytacza twierdzenia mówiące o tym, że antykoncepcja wiąże się z „uprzedmiotowieniem człowieka” i „odarciem z godności”. „Jak przekonuje dr Dudziak, stosując antykoncepcję, zamiast myśleć o więzi, małżonkowie zastanawiają się, co nałożyć i czym posmarować” – czytamy we wcześniejszym artykule „Polityki”.

Brak przestrzeni

Biorąc pod uwagę powyższe przekonania, łatwo możemy wyobrazić sobie kształt najnowszych podręczników do Wychowania do życia w rodzinie. Nijak będą się one zapewne miały do doniesień fachowców zajmujących się płodnością.

„Adam Balen, przewodniczący Fertility Society uznaje, że 3 i 4–latki powinny wiedzieć, jak zostały sprowadzone na ten świat” – pisaliśmy w naszym portalu.

Wydaje się, że jeżeli wyżej opisane informacje dostają osoby dorosłe, w jakiś sposób potrafią je ewentualnie zweryfikować. Trudno wyobrazić sobie, jak zareagują dzieci i młodzież, którzy często nie mają pojęcia nie tylko o antykoncepcji, ale także o tym, jak wygląda i funkcjonuje ich ciało. Nie mówiąc już o świadomości, jak ważna w życiu człowieka jest seksualność. Odbija się to w późniejszych latach, na co najlepszym dowodem są opisywane przez nas badania. Mówiły one, że 33 proc. Polek ma problem z prawidłowym wskazaniem, gdzie znajduje się pochwa, a największą niewiedzę obserwuje się wśród par w wieku 26-36 lat [TUTAJ].

Ciało, emocje, relacje

Warto pamiętać, że wiedza ta odbija się na wielu sferach życia. Idealną wizją jest dom, w którym można o wszystkim porozmawiać. Nie każdy ma jednak taki komfort i wtedy na ratunek powinny iść merytoryczne informacje przekazywane właśnie przez szkołę, która z założenia jest światopoglądowo neutralna. Brak obiektywizmu i dystansu ograniczają nas, jako ludzi, już na samym starcie szukania siebie. W końcu jako wolne jednostki sami możemy decydować, czy w naszej opinii seks przed ślubem jest nieodpowiedni, albo czy chcę stosować antykoncepcję. Jeśli jednak od początku będzie płynąć do nas przekaz, że tylko jedna wizja świata, kobiecości i męskości, seksu, rodziny jest prawidłowa, to jakim cudem możemy później żyć świadomie i takie też relacje budować?

Nic więc dziwnego, że jako dorośli musimy nadrabiać braki wiedzy, które powinny być przyswajane naturalnie w toku rozwoju. Nagle okazuje się, jak mało wiemy o sobie samych. Nie mówiąc już o możliwościach medycznych. Co więcej, jeśli tak bardzo oceniający przekaz zostanie w nas głęboko zakorzeniony, nieraz możemy mieć poczucie winy. Skoro antykoncepcja jest zła, a ja ją stosuję, to kim w tym wszystkim jestem? Jak mam zatem o sobie myśleć? Wielu osobom mogą się to wydawać wnioski idące zbyt daleko, ale czyż tak daleko nie sięga właśnie nasza seksualność – nie tylko do ciała, ale też do psychiki.

Rolę bezpośredniej rozmowy na temat miłości, intymności i seksu porusza najnowsza kampania „Kochanie to sztuka”. Nawiązuje ona do zapoczątkowanej przez Michalinę Wisłocką idei otwartości na siebie i partnera. Porozmawiajmy!

Źródła: „Polityka” / „WP”„TOK.fm” Cytat na grafice za WP.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Badania prenatalne – o czym świadczy wynik?

Ciązowy brzuch, na nim - dłonie ułożone w serce /Ilustracja do tekstu: Centrum Troski o Płodność w Bydgoszczy
fot. Fotolia

Badania prenatalne służą rozpoznawaniu wad wrodzonych i chorób genetycznych płodu już we wczesnym okresie ciąży. Właściwa i wczesna diagnoza ma ogromne znaczenie dla losów ciąży.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki badaniom prenatalnym na obecnym poziomie rozwoju medycyny można podjąć leczenie dziecka w łonie matki i podać prognozę dotyczącą terapii i rehabilitacji dziecka po urodzeniu. Lekarze – wiedząc, że dziecko może urodzić się chore – mają czas, aby lepiej przygotować się do porodu i szybko udzielić noworodkowi fachowej pomocy.

Badania prenatalne: nieinwazyjne i nieinwazyjne

Badania prenatalne dzielimy na nieinwazyjne i inwazyjne. Nieinwazyjne badania prenatalne są bezpieczne dla dziecka rozwijającego się w łonie matki. Pozwalają ocenić ryzyko wystąpienia wady, nie generując przy tym zagrożenia dla płodu. Najpowszechniejsze badania tego typu to ultrasonografia (USG) i badania wykonywane z krwi matki. Badania nieinwazyjne nie wskazują na konkretną chorobę genetyczną u dziecka, ale stanowią podstawę do podjęcia decyzji o wykonaniu badań inwazyjnych.

Inwazyjne badania prenatalne wykonywane są tylko wtedy, gdy istnieje realne ryzyko wystąpienia wady genetycznej płodu. Polegają one na pobraniu płynu owodniowego (to tzw. amniopunkcja) lub tkanki genetycznej płodu na drodze zabiegowej. Badania te niosą ze sobą ryzyko wystąpienia powikłań, wynoszące 1–2%.

Badania prenatalne: wskazania

Wśród wskazań do wykonania badań prenatalnych znajdują się m.in. takie czynniki, jak:

  • wiek matki powyżej 35 lat;
  • występowanie chorób genetycznych w rodzinie ciężarnej lub jej partnera;
  • urodzenie wcześniej dziecka z wadą genetyczną (np. z zespołem Downa), wadą ośrodkowego układu nerwowego (np. wodogłowiem, przepukliną mózgowo-rdzeniową) lub z chorobą metaboliczną (m.in. mukowiscydozą);
  • nieprawidłowy wyniku badania USG lub badań biochemicznych, wskazujących na zwiększone ryzyko aberracji chromosomowej lub wady płodu.

Test Panorama

W ostatnich latach pojawiły nowe badania prenatalne o bardzo dużej czułości, wykonywane z krwi matki, w tym m.in. testy Panorama.

Panorama to nieinwazyjny test DNA dostarczający ważnych informacji na temat ciąży już w jej dziewiątym tygodniu. Jest jedynym nieinwazyjnym testem prenatalnym odróżniającym pozakomórkowe DNA płodu od DNA matki przy pomocy sekwencjonowania polimorfizmu pojedynczego nukleotydu (SNP) i algorytmu stworzonego przez firmę Natera. Przy wykorzystaniu zaawansowanych technik bioinformatycznych oceniane jest ryzyko wystąpienia licznych anomalii chromosomowych – takich, jak:

nieprawidłowości chromosomowe:
  • trisomia chromosomu 21 (zespół Downa)
  • trisomia chromosomu 18 (zespół Edwardsa)
  • trisomia chromosomu 13 (zespół Pataua)
  • triploidia
nieprawidłowości chromosomów płciowych:
  • monosomia chromosomu X (zespół Turnera)
  • zespół Klinefeltera
  • trisomia chromosomu X
  • zespół XYY
mikrodelecje:
  • zespół delecji 22q11.2
  • zespół delecji 1p36
  • zespół Pradera-Williego
  • zespół Angelmana
  • zespół kociego krzyku
  • płeć dziecka (opcjonalnie)

Według Międzynarodowego Towarzystwa Badań Prenatalnych (International Society for Prenatal Diagnosis – ISPD) nieinwazyjne testy prenatalne, takie jak Panorama, są wstępnymi testami przesiewowymi odpowiednimi dla wszystkich kobiet w ciąży niezależnie od wieku. Zespół Downa i niektóre inne zaburzenia chromosomowe występują częściej u dzieci matek powyżej 35. roku życia. Inne anomalie, takie jak zespoły mikrodelecji, występują u dzieci z tą samą częstotliwością, niezależnie od wieku matki.

Test Panorama nie może być stosowany w czasie ciąży:

  • do której wykorzystano komórkę jajową dawcy,
  • noszonej przez surogatkę,
  • u kobiet, które otrzymały przeszczep szpiku kostnego.

Autor: Dr Iwona Kozak-Michałowska, dyrektor ds. nauki i rozwoju Synevo

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

coraz mniej męskich ginekologów
fot. Pixabay

Jeszcze w latach 70’ XX wieku kobiety stanowiły tylko 7 proc. ginekologów. Teraz ten wskaźnik wynosi aż 59 proc. Jednocześnie zauważa się coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letni dr Jerome Chelliah został ginekologiem, ponieważ chciał poznać nie tylko medyczne problemy pacjentek, ale również je same. Lekarze tej specjalizacji często zajmują się jedną kobietą przez wiele lat- doradzają metody antykoncepcji, prowadzą ciążę, a potem pomagają pacjentce przejść przez menopauzę.

Dr Chelliah wiele razy doświadczył jednak dyskryminacji. – Chciałabym, aby zbadała mnie kobieta – słyszał często. Chelliah uważa, że choć jest mężczyzną, jest empatycznym i delikatnym ginekologiem. Zazwyczaj jednak nie ma wyboru i musi zastosować się do prośby pacjentek.

Przypadek dr Chelliaha nie jest odosobniony. Niektórzy lekarze obawiają się wręcz wykluczenia z zawodu.

Zobacz także: Czy twój lekarz od niepłodności to Anioł? Kiedy warto zmienić ginekologa?

Coraz mniej męskich ginekologów

Studenci medycyny często mówią, że pacjentki na oddziale ginekologicznym proszą o mężczyzn o opuszczenie pokoju badań. Podczas gdy studentki mają okazję pomagać przy pierwszym w swoim życiu porodzie, męską część wydziału może to ominąć.

– To okropne przesłanie dla mężczyzn zainteresowanych ginekologią – twierdzi dr Carl Smith, szef oddziału ginekologicznego przy University of Nebraska Medical Center.

Obecnie liczba męskich ginekologów jest niższa niż kiedykolwiek. Tylko 17 proc. lekarzy rezydentów ginekologii to panowie. – Jeżeli wykluczysz 50 procent ludzi z robienia czegoś, pomyśl, ile możesz stracić – zauważa dr Saketh Guntupalli. – Przez to można utracić osobę, która być może wynajdzie lekarstwo na raka – dodaje.

Zobacz także: 7 specjalistów, u których znajdziesz pomoc w leczeniu niepłodności

Kobiety wiodą prym

Obecnie 83 proc. rezydentów ginekologii to panie. Szacuje się, że w 2025 roku na całym świecie kobiety będą stanowić dwie trzecie wszystkich ginekologów.

Skąd ta zależność? 34-letnia pacjentka Conchita Ceronilla uważa, że ginekolog, który zajmował się nią podczas zabiegu, nie był w stanie zrozumieć jej bólu. – Miałam ochotę uderzyć go w twarz – zdradza kobieta.

– Wszystkie mamy skurcze, wszystkie przechodzimy menstruację – mówi inna pacjentka, Berenica z San Francisco. – Kobiety, nawet jeśli nie mają dzieci, przechodzą przez podobne cierpienie – dodaje.

Według pacjentek to właśnie główny powód dla którego wolą, aby badały je kobiety.

Zobacz także: Lekarz zapładniał pacjentki własną spermą

Kluczem jest empatia

24-letni dziś lekarz Tanmaya Sambare na pierwszym roku studiów zapisał się na zajęcia o nazwie „Mamy i Dzieci”. Wkrótce zaczął jednak myśleć, że nigdy nie będzie w stanie utożsamić się z ciężarnymi pacjentkami. – Niezależnie od tego, jak bardzo się starałem, miałem ograniczone możliwości, ponieważ… nie miałem macicy. To nie jest moja wina. To niczyja wina – wyjaśnia Sambare.

Jednak część pacjentek – 8 proc. – preferuje ginekologów mężczyzn. Twierdzą, że panowie wykazują się większą delikatnością, są lepszymi słuchaczami i biorą problemy pacjentek bardziej na poważnie.

Z kolei 41 proc. pań nie ma preferencji dotyczących płci swojego lekarz. – Po pierwsze i najważniejsze, kobiety chcą mieć dobrego lekarza – uważa dr Guntupalli z University of Colorado.

Z tą opinią zgadza się również lekarka dr Alison Jacoby. – Nigdy nie miałam dzieci, więc co ja mogę wiedzieć na temat bólów porodowych? Chodzi głównie o komunikację i empatię, a mniej o płeć – twierdzi dr Jacoby.

A wy macie preferencje dotyczące płci lekarza ginekologa?

Jak uważasz?

Kto lepiej sprawdza się w roli lekarza ginekologa?

Kobieta.
Mężczyzna.
Płeć jest nieważna. Ważne, by lekarz wykazywał się wiedzą i zrozumieniem.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Los Angeles Time

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Aletra lecznicza na płodność. Będziesz zaskoczona, co potrafi ta roślina!

aletra lecznicza na płodność
fot. Fotolia

Działa zbawiennie na płodność, reguluje cykl miesiączkowy i łagodzi bóle menstruacyjne. Niektórzy eksperci ostrzegają wręcz, aby nie stosować tego zioła, jeżeli nie planujesz dziecka! Aletra lecznicza na płodność – zobacz, jak działa!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aletra lecznicza (Aletris Farinosa) pochodzi ze wschodu Ameryki Północnej. Jej lecznicze właściwości docenili już Indianie północnoamerykańscy, używając tej roślin jako środka wzmacniającego macicę i poprawiającego płodność mężczyzn i kobiet. Aletrę stosowano również jako ośrodek zapobiegający poronieniom, do leczenia impotencji u mężczyzn, czy łagodzenia obfitych miesiączek.

Zobacz także: Majeranek na płodność. Zobacz, jak działa!

Aletra lecznicza na płodność – zbawienne właściwości

Do dziś aletrę w połączeniu z innymi ziołami stosuje się w homeopatii. Używa się jej do złagodzenia bólów podczas miesiączki, zaburzeń menstruacyjnych, objawów menopauzy i leczenia cyst na jajnikach.

Aletra lecznicza to zioło sprzyjające płodności. Roślina ta zawiera saponiny, które mają działanie lecznicze. Dzięki tym związkom chemicznym dobroczynnie wpływa na układ hormonalny i reguluje cykle menstruacyjne – wyjaśnia mistrz naturopata i znawczyni ziół Violetta Gdańska.

Działanie rośliny doceniają staraczki. „Po tygodniu brania poprawił mi endometrium. Jest bez recepty i w zależności od apteki kosztuje  6 zł” – pisze internautka.

„Witam, nie wiem czy to za sprawą aletry, czy wiary w nią, ale w 3. miesiącu stosowania pojawiła się fasolka i została ze mną do tej pory” – informuje inna.

Zobacz także: Niepokalanek pospolity na płodność. Poznaj niezwykłe właściwości tej rośliny!

Aletra lecznicza na płodność – na co jeszcze pomaga?

Używana jest przy niepłodności związanej z nieprawidłowym wzrostem pęcherzyków Graafa. Zażywanie aletry zmniejsza ból owulacyjny i suchość w pochwie. Pomaga również kobietom chorującym na endometriozę i borykającym się z problemami hormonalnymi.

Choć w przeszłości Indianie używali aletry leczniczej, aby zapobiegać poronieniom, współcześnie odradza się stosowanie tej rośliny u kobiet w ciąży. – Stosowanie jej należy konsultować ze specjalistami, zażywanie dużych ilości preparatów z tą rośliną może prowadzić do wystąpienia objawów niepożądanych – ostrzega Violetta Gdańska.

Korzeń aletry może również powodować podrażnienia przewodu pokarmowego. Spożywany w dużych ilościach może wywoływać mdłości i wymioty.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.biomedical.pl, www.mamo-tato.pl, www.natural-fertility-info.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Bydgoszcz ponownie zawalczy o in vitro. Wszystko w rękach prezydenta

Kobieta z brzuchem ciążowym
fot. Pixabay

18 bydgoskich radnych PO i SLD postanowiło ponownie zawalczyć o wprowadzenie uchwały o dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta. Złożyli już do prezydenta Rafała Bruskiego wniosek z prośbą, by zlecił on prace nad nowym projektem w tej sprawie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że Bydgoszcz stara się o wprowadzenie miejskiego programu dofinansowania in vitro już od dwóch lat. Projekt refundacji procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta powstał w 2016 r. z inicjatywy posłów Nowoczesnej. Zbiórką podpisów pod nim oraz koordynacją dalszych działań zajmował się Michał Stasiński (wówczas poseł Nowoczesnej, obecnie PO).

Wymaganą liczbę podpisów udało się zebrać, a projekt – po burzliwych obradach – został przyjęty przez radę miasta. Wkrótce uchylił go jednak wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bodganowicz (PiS), wskazując na błędy proceduralne. Do jego opinii przychylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny. Szansę na dofinansowanie in vitro straciło wówczas ok. 50 par z Bydgoszczy.

Potrzebny nowy projekt ws. dofinansowania

Choć benedyktyńska praca radnych poszła na marne, nie dają za wygraną. Z dalszymi działaniami wstrzymywali się jednak kilka miesięcy – w tym czasie sprawdzali wszystkie dostępne rozwiązania.

– Chcieliśmy się wspomóc wcześniejszym projektem autorstwa fundacji „Nasz Bocian”. Okazało się jednak, że ta nie może nam przekazać do niego praw. Trzeba więc przygotować zupełnie nowy projekt, a jedyną możliwością, by to zrobić, jest skorzystanie ze wsparcia prezydenta Bruskiego – mówiła Expressowi Bydgoskiemu radna Monika Matowska (PO).

In vitro w Bydgoszczy, czyli kość niezgody

Działacze SLD i PO nie tracą nadziei, że projekt dofinansowania in vitro w Bydgoszczy uda się tym razem wprowadzić. Mają jednak obawy, że na drodze do wprowadzenia programu może znów stanąć wojewoda. Warto przypomnieć, że niedawno stwierdził on nieważność uchwały grudziądzkiej rady miasta w sprawie realizacji programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro dla mieszkańców Grudziądza na lata 2018-2019”. Z oferowanego wsparcia miało skorzystać 60 par z tego miasta.

CZYTAJ TEŻ: Radny PiS obraża mieszkańców Grudziądza. „To dzieci z probówki in vitro i potomkowie komuny”

Niechęci dla projektu nie kryją też oponenci polityczni. Zdaniem Bogdana Dzakanowskiego, gorliwego przeciwnika in vitro z Bydgoskiej Bramy Porozumienia, refundacja in vitro w Bydgoszczy nie jest zadaniem własnym gminy. Ma ona – według niego – „ważniejsze sprawy”.

– Na najbliższej sesji rady miasta będę chciał wrócić do petycji przeciwko finansowaniu in vitro z budżetu miasta, którą swego czasu podpisało ponad 2 tysiące bydgoszczan – mówi.

Jego zdaniem, ponowna próba wprowadzenia uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Bydgoszczy jest tylko ruchem politycznym przez zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Ale dla mieszkańców Bydgoszczy ruch ten jest bardzo ważny. Ze wsparcia w ramach dofinansowania in vitro z budżetu miasta mogłoby skorzystać wiele par zmagających się z niepłodnością.

Źródło: Express Bydgoski

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Słupsku rusza od lipca

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.