Przejdź do treści

Czego dowiedziałaś się po diagnozie „niepłodność”?

niepłodnośc po diagnozie

Na co niepłodność otwiera oczy? Specjalnie dla Was publikujemy najciekawsze wypowiedzi internautów.

Diagnoza „niepłodność” wywraca życie do góry nogami. Nagle perspektywa zmienia się o 180 stopni. Wszystko, co uznawałaś za pewnik – ludzie, którym wierzyłaś, priorytety, plany i marzenia – w jednej chwili całkowicie się zmieniają.

Najważniejsze nauki

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1. Jak nieświadomie ludzie mogą ranić innych. Wystarczy chwilę pomyśleć, zanim powie się coś, co może skrzywdzić drugiego człowieka.

2. Jak słabo rozwinęła się nauka na przestrzeni ostatnich lat. W dostępie do leczenia i diagnostyce między bogatymi, a mniej zamożnymi osobami jest wielka przepaść.

3. Rodzina i przyjaciele nigdy nie zrozumieją, jak się czuję. Niepłodność w naszym społeczeństwie jest owiana tajemnicą, jest tabu.

4. Jak naprawdę działa kobiecy układ rozrodczy. Od lat nam się wmawia, że do zajścia w ciążę wystarczy uprawiać seks bez zabezpieczeń. To bzdura! Dobrze byłoby nieco więcej nauczyć młode kobiety. Damskie ciało jest skomplikowane, nie wystarczy wiedzieć, gdzie jest macica, a gdzie łechtaczka.

5. Chociaż mam wielu przyjaciół, to czuję się wyizolowana. Ciężko jest być jedyną bezdzietną kobietą wśród wszystkich znajomych.

6. Żadne badania, rozmowy ze lekarzami i psychologami nie są w stanie przygotować człowieka na podróż, jaką jest walka z niepłodnością.

7. Niektórzy zdają się mieć amnezję. Rodzi im się dziecko i zapominają, jaką batalię musieli przejść.

8. Nie ma żadnego wsparcia. Poronienie czy niepłodność traktowane są jak haniebny sekret. Tymczasem każda kobieta po poronieniu, czy para starająca się o dziecko powinna mieć swobodny dostęp do psychologa.

9. Zdajesz sobie sprawę, że nie możesz zapanować nad własnym ciałem. Jesteś bezsilna.

10. Smutek niepłodności jest nie do opisania. Potrzeba czasu na swego rodzaju żałobę, żeby nauczyć się z nim żyć.

11. Jak trudne jest leczenie PCOS. Większość lekarzy nie ma o nim pojęcia, powtarzają jak mantrę – „schudnij i zacznij ćwiczyć”.

12. Jakie są skutki uboczne leczenia…

13. Jak ciężko bywa. Jestem dzielną kobietą, ale niepłodności nie życzę najgorszemu wrogowi.

14. Stałam się o wiele bardziej wrażliwa na przemoc wobec dzieci, a przede wszystkim przemoc rodziców wobec własnych dzieci.

15. Jak łatwo jest się załamać. Ale musisz przez to przejść!

16. Wszyscy mogą zajść w ciążę, chyba nawet mój brat…

17. Współczucie – towar deficytowy.

18. Ilu mam prawdziwych przyjaciół. Ci, którzy byli ze mną przez cały okres leczenia, będą ze mną już na zawsze.

19. Dziecko cię nie definiuje! Bez niego nadal możesz być wartościową i spełnioną osobą.

20. Nagle liczba kobiet ciężarnych wokół mnie wzrosła

21. Jak potrafi zranić najbliższa rodzina.

22. Ile osób jest gównianymi rodzicami.

23. Nie ma nic pewnego… Ani, że zostaniesz rodzicem, ani że nie masz szans nim zostać.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj! Wraz z darmowymi poradnikiem na temat poronień oraz adopcyjnym.

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Lepiej dawać czy dostawać? Naukowcy nie mają wątpliwości

lepiej dawać czy dostawać?
fot. Pixabay

Okres świąteczny to w różnych kręgach kulturowych i religijnych czas obdarowywania. Lepiej prezenty dawać czy dostawać? Zobacz, co mówi nauka!

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Korzyści z dawania jest wiele. Obdarowując pokazujemy, że nam zależy na innych, ale również zapewniamy sobie ich przychylność. Badania niezmiennie pokazują, że ludzie, którzy są w trwałych i głębokich relacjach i mogą liczyć na wsparcie społeczne są zdrowsi, szczęśliwsi i dłużej żyją.

I nawet jeśli, świąteczne zwłaszcza, obdarowywanie zostało silnie skomercjalizowane, wiele wskazuje na to, że obdarowywanie ma na nas dobry wpływ. Można się jednak, czy rzeczywiście lepiej jest dawać niż otrzymywać? Sprawa wcale nie jest oczywista.

Zobacz także:  Co dawać, żeby uszczęśliwić?

Lepiej dawać czy dostawać? Naukowcy znają odpowiedź

Badania przeprowadzone na uniwersytecie Bristish Columbia pokazały, że ci, którzy kupowali prezenty byli bardziej szczęśliwi niż ci, którzy pieniądze wydali na siebie. Używając kwestionariuszy przebadano 600 Amerykanów.

W innych badaniach wręczono studentom 5 dolarów, które mieli wydać na własne potrzeby lub kogoś obdarować. I znowu, ci którzy wydali pieniądze na prezenty dla innych ludzi czuli się szczęśliwsi niż ci, którzy wydali je na siebie. Trend ten jest obserwowany u wszystkich, niezależnie od ich dochodów.

Jednak badacze doszli do bardzo ciekawych wniosków. Kiedy inną grupę studentów zapytano, która grupa osób będzie bardziej zadowolona – ci, którzy obdarowują, czy też może ci, którzy wydają pieniądze na własne potrzeby. Okazuje się, że zdaniem badanych szczęśliwsi mieli być ci, którzy myślą o własnych potrzebach.

Dlaczego lepiej dawać niż dostawać?

Uniwersalny przekaz największych religii jest taki, że należy dawać. W dawaniu ma się wyrażać nasze człowieczeństwo, wrażliwość na potrzeby innych, ale też jest to jedna z dróg do nagrody w życiu pośmiertnym.

Dalai Lama mówi: szczęście człowieka zależy od szczęścia innych. Podkreśla, że szczęście jest niezależne od dóbr materialnych, ale właśnie od szczerego i głębokiego zainteresowania sprawami innych ludzi.

Mahatma Gandhi z kolei uczy, że: najlepszym sposobem, by się odnaleźć jest zatracenie się w służbie innym.

To ważne głosy ważnych ludzi. Osób, do których zwracamy się w chwilach wątpliwości, które wyznaczają drogi postępowania. Psychologicznie pełnią funkcje rodzicielskie. Na poziomie globalnym można o każdym z nich myśleć jak o ojcu, który uczy dziecko, co jest dobre, a co złe.

Dokładnie to samo dzieje się w rodzinach. Tutaj uczymy się świata, relacji międzyludzkich, etyki i moralności wreszcie. W rodzinie również uczymy się posłuszeństwa– rodzicowi się nie należy się sprzeciwiać.

Być może to jest też jeden z powodów, dla których nie zastanawiamy się często, czy lepiej jest dawać, czy brać. Nawet jeśli z obdarowywaniem, zwłaszcza przekraczającym nasze możliwości, mamy kłopot.

Zobacz także: Self-care, czyli co rodzic robić musi

Altruizm – co to takiego?

Altruizm w rozumieniu psychologicznym jest aktem dawania kosztem własnych potrzeb lub możliwości. Jest też najwyższą formą dawania. Altruizmu uczą wszystkie wielkie religie, dlatego też nie podważamy ani kwestionujemy jego zasadności. Jednak czym właściwie jest altruizm i jak wiele ma wspólnego z autentycznym, nieobciążonym oczekiwaniami dawaniem?

Wydaje się, że próbujemy przynajmniej zachowywać się altruistycznie, ponieważ zostaliśmy tego nauczeni. Tak też jest z dawaniem – takie jest oczekiwanie starszych i potężniejszych od nas osób.

Altruizm nie jest jednak typowy jedynie dla gatunku ludzkiego. Istnieją dowody na to, że w świecie zwierząt a nawet roślin można zaobserwować różne formy wzajemnej pomocy.

Zobacz także: Sekret rodzicielstwa

Rodzicielstwo formą altruizmu

Wśród ludzi najbardziej oczywistą formą altruizmu wydaje się rodzicielstwo. Rzeczywiście jest tak, że przynajmniej przez kilka lat rodzic przede wszystkim daje, nie mogąc liczyć na żaden zwrot.

Ale też wiadomo, że zostając rodzicami jednocześnie przekazujemy swoje geny, historię rodzinną, wartości. W jakimś sensie nie całkiem umieramy, zostawiając cząstkę siebie w dzieciach. Czy więc nadal jest to altruizm?

Korzyści wynikające z obdarowywania

Korzyści z obdarowywania są różnorodne. Obdarowując, zapewniamy sobie dobre samopoczucie, poprawiamy samoocenę i poczucie własnej wartości. Jeśli obdarowujemy bliskich – przyjaciół, partnera czy dzieci, odczuwamy przypływ dopaminy, znanej również jako hormon szczęścia.

„Robiąc dobro” obniżamy również poziom hormonu stresu, czyli kortyzolu. Mniej stresu oznacza szczęśliwsze i bardziej satysfakcjonujące życie. To również zaleta dawania. Być może natura wyposażyła nas w ten mechanizm, żebyśmy mogli przetrwać.

Jednak niezależnie od tego, jak wiele jest zalet obdarowywania i jak silnie zakorzeniona jest w nas ta idea, ma ono swoje ograniczenia. Prędzej czy później dotrzemy do własnej granicy. Być może fizycznie nie będzie już czego dać, albo też poczujemy, że obdarowywanie w jakiś sposób nas narusza. Dlatego, że wynika z obowiązku, oczekiwania lub wychowania.

Żeby obdarowywanie rzeczywiście dawało nam satysfakcję i poczucie szczęścia, muszą być spełnione dwa warunki: musi wynikać z własnej woli, musimy również być przekonani, że efekt naszych działań będzie miał pozytywne skutki.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Resort zdrowia walczy z in vitro? „To ostateczność”

in vitro, inseminacja
fot. Fotolia

Trzy publiczne kliniki leczenia niepłodności muszą pisemnie zapewnić Ministerstwo Zdrowia, że nie używają sprzętu medycznego do zabiegów in vitro. Wynika to z podejrzenia nieprawidłowości w realizacji programu prokreacyjnego – informuje TOK FM.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ubiegłym roku Ministerstwo Zdrowia wybrało 16 ośrodków, w których do 2020 roku realizowany będzie rządowy program prokreacyjny. Znalazły się wśród nich trzy podmioty, które wcześniej otrzymały zgodę na prowadzenie procedur in vitro. Resort nie życzy sobie jednak, by sprzęt, który sfinansował, był obecnie wykorzystywany do zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego.

– Założenie procedury konkursowej było takie, że ten sprzęt i środki mają być wykorzystane wyłącznie w diagnostyce w ramach programu prokreacyjnego (…). Mamy obowiązek dopilnować, aby sprzęt i publiczne środki finansowe, które są przekazywane do realizatorów poszczególnych programów, były wykorzystywane zgodnie z umowami – mówiła w rozmowie z TOK FM Józefa Szczurek-Żelazko, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

In vitro na cenzurowanym?

Minister zapytana, dlaczego resort widzi problem w użytkowaniu sprzętu również w zabiegach in vitro, tłumaczyła to odmiennymi celami programu prokreacyjnego. Uwzględniały one promowanie zdrowia prokreacyjnego, wczesną diagnostykę problemów związanych z płodnością i „kompleksowe traktowanie pary, a nie tylko stosowanie procedur wobec kobiety”.

– Procedura in vitro jest ostatecznością, która nie do końca jest skuteczna. Mamy wiele dowodów na to, że te procedury kończą się niepowodzeniami. Wiele problemów z płodnością związanych jest z nieprawidłowym stylem życia, używkami, problemami zdrowotnymi. Zdiagnozowanie tych problemów prowadzi do sukcesu. Ingerowanie na takim wczesnym, niezdiagnozowanym etapie z in vitro, jest nieskuteczne – mówiła Szczurek-Żelazko w TOK FM.

Pismo od Ministerstwa Zdrowia otrzymało m.in. Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka w Warszawie. Sposób wykorzystywania dotacji ma zostać skontrolowany przez resort.

Źródło: tok.fm

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro i kebaby na nowej liście grzechów Kościoła katolickiego

In vitro i kebaby na nowej liście grzechów Kościoła katolickiego
fot. Pixabay

Kościół katolicki idzie z duchem czasu. Przynajmniej jeżeli chodzi o troskę o cnotliwe życie wspólnoty. Właśnie ukazała się zaktualizowana lista grzechów, która jako występek przeciwko Bogu uznaje m.in. produkcję kebabów i korzystanie z in vitro. Co jeszcze się na niej znalazło?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W Kościele katolickim trwa właśnie adwent, czyli okres poprzedzający Boże Narodzenie. Oprócz radosnego oczekiwana na narodzenie Jezusa jest to również czas refleksji i pokuty, a wierni masowo się spowiadają.

Zobacz także: „Wobec in vitro”. Kontrowersyjny podkręcznik przeciwników zapłodnienia pozaustrojowego

In vitro i kebaby na nowej liście grzechów Kościoła katolickiego

Od niedawna lista grzechów powiększyła się, ponieważ Kościół wziął pod lupę m.in. uczynki użytkowników Internetu. Podczas spowiedzi wierni muszą zatem pamiętać, że grzechem jest:

  • oglądanie filmów pornograficznych, w tym pornografii dziecięcej
  • pedofilia
  • seks ze zwierzętami
  • genetyczne eksperymenty
  • wyścig szczurów
  • produkcja niezdrowej żywności (hot dogi, kebaby itp.)
  • nadmierne bogacenie się
  • seks z użyciem przedmiotów, takich jak np. wibrator czy dmuchana lalka
  • sprzedawanie przez Internet swojej cnoty
  • hejtowanie w internecie (obrażanie innych internautów, wyzwiska, oczernianie, dręczenie)
  • przekręty finansowe
  • oszustwa przez Internet i telefon
  • apostazja
  • neopogaństwo
  • zanieczyszczanie środowiska
  • mobbing
  • antykoncepcja hormonalna
  • używanie antykoncepcyjnych wkładek domacicznych
  • in vitro
  • zażywanie i handel narkotykami
  • seks pozamałżeński z osobami tej samej płci

Jak uważasz?

Czy korzystanie z in vitro powinno być postrzegane jako grzech?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: eskarock.pl, radiozet.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przez 10 lat czekali na cud. Dzięki in vitro w ich życiu pojawił się Jaś!

Niemowlę /Ilustracja do tekstu: Mają dziecko dzięki in vitro
Fot. Pixabay.com

Długie lata starań o dziecko, dziesiątki wizyt u specjalistów, setki testów ciążowych i powoli niknąca nadzieja. Po wielu dotkliwych porażkach zły los się odwrócił – Anna i Krzysztof ze Szczytna zostali rodzicami dzięki in vitro.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Anna i Krzysztof ze Szczytna są małżeństwem od 14 lat. Oboje marzyli o dużej rodzinie, dlatego niedługo po ślubie rozpoczęli starania o dziecko. Gdy kolejne próby nie dawały rezultatu, postanowili poszukać przyczyny u specjalistów.

Bolesna cisza pod sercem

Powtarzające się wizyty u lekarzy i diagnostów oraz długotrwałe leczenie niepłodności nie przynosiły jednak spodziewanych efektów. Mimo nieustannych starań, wiadomość o upragnionej ciąży wciąż nie nadchodziła.

— Bolesna była ta cisza pod sercem — opowiada p. Anna. — Co kilka dni kupowałam testy ciążowe, wokół widziałam tylko wózki z niemowlakami. Nie da się opisać, co czuje kobieta, która pragnie być matką — tłumaczy w rozmowie z Gazetą Olsztyńską.

Po blisko 10 latach leczenia niepłodności lekarz oznajmił małżonkom, że najprawdopodobniej nie uda im się począć dziecka w sposób naturalny. Ostatnią nadzieją dla nich było zapłodnienie in vitro.

— Przez rok rozpaczałam, zaglądałam do wszystkich wózków, przystawałam, patrząc na bawiące się dzieci. Podjęłam decyzję, że spróbujemy in vitro; jeśli się nie uda, zaczniemy starać się o adopcję — przywołuje wspomnienia p. Anna.

Upragnione dziecko dzięki in vitro

Choć decyzja o poddaniu się procedurze in vitro nie należała do łatwych, małżonkowie ze Szczytna postanowili znów zgłosić się do kliniki leczenia niepłodności i rozpocząć przygotowania do zabiegu. Od pary pobrano komórki do zapłodnienia pozaustrojowego, a dwa uzyskane w ten sposób zarodki przetransferowano do macicy p. Anny.

Następne 10 dni wypełniło nerwowe oczekiwanie na badanie stężenia hormonu hCG. Obawiając się kolejnej porażki i konieczności ponownego zmierzenia się z trudem przygotowań do zabiegu, para zdecydowała, że będzie to ich jedyna próba. Na szczęście kolejne nie były potrzebne – pierwszy cykl zakończył się sukcesem!

Gdy lekarz oznajmił im radosną nowinę o ciąży, nie mogli powstrzymać łez wzruszenia, które popłynęły im po policzkach.

— Z tej radości nie potrafiłem nic powiedzieć. Patrzyłem na żonę — płakała, ja też nie mogłem powstrzymać łez. I dziś, gdy patrzę na synka, to wiem, że wszystko, przez co przeszliśmy, pozwala nam docenić, jakim cudem jest nasze dziecko — mówi wzruszony Krzysztof.

Szansa na rodzicielstwo

Ciąża przebiegła prawidłowo. Mały Jaś przyszedł na świat w zimowy poranek i z miejsca rozkochał w sobie całą rodzinę. Dzięki szczęśliwemu finałowi Anna i Krzysztof przekonali się, jak wielką szansą dla niepłodnych par jest procedura in vitro. Kontrowersje, które w wielu środowiskach budzi ta metoda poczęcia dziecka, nie są dla nich zrozumiałe.

— Z in vitro problem mają ludzie, którzy albo nigdy nie chcieli mieć dzieci, albo mają dzieci bez żadnych trudności — uważają małżonkowie. — Nie wiemy, dlaczego ludziom odbiera się szansę na rodzicielstwo. Nikt na tym nie cierpi, nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie jest zmuszony, żeby stosować in vitro — podkreślają Anna i Krzysztof.

Młodzi rodzice są wdzięczni za każdą chwilę, którą mogą spędzić z Jasiem. Zastanawiają się nawet, czy nie rozpocząć starań o rodzeństwo dla synka.

— Tylko ten, kto przeszedł ciężką drogę w staraniach o dziecko, wie, jakim szczęściem jest posiadanie potomstwa. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać nad kolejnym dzieckiem – mówią radośnie.

Parze życzymy kolejnych dobrych wiadomości!

Źródło: szczytno.wm.pl

Polecamy również: 14 symptomów, które mogą świadczyć o zaburzeniach hormonalnych

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.