Przejdź do treści

CrossFit czyli nowy sposób na bycie fit

233.jpg

Wiosna to czas zmian i postanowień. Przeprowadzamy zmiany w szafach, wystroju wnętrz, diecie, a także pragniemy zrzucić zbędne, zimowe kilogramy. Coraz częściej odwiedzamy siłownię, basen czy tez chodzimy na dłuższe spacery, ciesząc się pierwszymi promieniami słońca. Przyjrzyjmy się nowemu rodzajowi fitnessu – crossfit.

Crossfit jest układem ćwiczeń wytrzymałościowo – siłowych, złożonych z komponentów różnych sportów, takich jak podnoszenie ciężarów, trening metaboliczny, wioślarstwo oraz gimnastyka sportowa. Jego głównym założeniem jest trening funkcjonalny o bardzo wysokiej intensywności z wieloma zmieniającymi się elementami. Rozwija on każdy aspekt sprawności fizycznej: wytrzymałość krążeniowo-oddechową, sprawność metaboliczną, siłę, elastyczność, moc, szybkość, zwinność, równowagę, koordynację i celność. Modeluje on wszystkie partie ciała, a także w połączniu ze zbilansowaną dietą, spala tkankę tłuszczową w krótkim czasie.

„Trening crossfit odbywa się na siłowni, na specjalnych przyrządach zwanych obwodami. Polega na powtarzaniu serii ćwiczeń złożonych przez jakiś czas lub w danej liczbie obwodów. Można go praktykować indywidualnie, z trenerem lub w kilkunastoosobowej grupie” – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Paweł Lato, trener personalny z siłowni Energy Fitness. 

Najważniejsze w treningu jest czas i tempo, co jest jednak częstym powodem kontuzji.

„Ze względu na nieodpowiednio dobrane obciążenie, szybkość wykonywanych ruchów i dużą liczbę obwodów powtarzanych aż do utraty tchu, crossfit jest bardzo kontuzjogenny. Cierpią na tym zwłaszcza stawy. Wypełniająca je chrząstka ściera się znacznie szybciej niż podczas klasycznych ćwiczeń siłowych” – mówi trener. Zaleca on dobranie doświadczonego trenera, dzięki któremu możemy uniknąć kontuzji, a także pamiętać o umiarze i regularności podczas treningu.

Crossfit powstał w latach 90. w Ameryce, a dokładniej w Kalifornii. W Stanach Zjednoczonych cieszy się szczególną popularnością wśród żołnierzy. W związku z coraz większą popularnością zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, wiele klubów fitness i siłowni wprowadza go do swojej oferty.

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Regularny wysiłek fizyczny zmniejsza ryzyko rozwoju raka piersi

238.jpg

Analizy przeprowadzone przez The European CanCer Organisation (ECCO) sugerują, że wysiłek fizyczny zmniejsza ryzyko rozwoju raka piersi, niezależnie od wieku oraz wagi.

Podczas 9th European Breast Cancer Conference (EBCC-9) ECCO zaprezentowało wyniki analiz wskazujące na to, że uprawienie sportu przez ponad godzinę dziennie może obniżyć ryzyko zachorowania na raka piersi aż o 12%.

Naukowcy wykonali metaanalizę 37 badań, skupiających się na tym zagadnieniu. Eksperymenty zostały przeprowadzone między 1987 a 2013 rokiem. Łącznie przebadano ponad 4 mln kobiet. Oprócz powyższego wniosku, okazało się także że stosowanie hormoterapii może niwelować pozytywny wpływ ćwiczeń na zahamowanie choroby.

Kolejne badania będą miały na celu odkrycie mechanizmów, odpowiadających za zmniejszenie ryzyka rozwoju raka piersi poprzez wysiłek fizyczny. 

 

Źródło: http://www.eonkologia.pl/

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Magia wina

235.jpg

Z Romanem Myśliwcem, hodowcą winorośli, prezesem i założycielem Polskiego Instytutu Winorośli i Wina, prezesem Stowarzyszenia Winiarzy Podkarpacia, rozmawia Joanna Rawik.

 

Bardzo zmieniła się w Polsce kultura picia wina w ostatnich latach. Jak Pan to ocenia?

To prawda, w ostatnich latach zaszły bardzo pozytywne zmiany. Wino zaczęto traktować jak pokarm, a nie tylko jak alkohol. Towarzyszą temu zmiany kulturowe, zmiany stylu życia. Obecnie mnóstwo ludzi wyjeżdża za granicę zarówno turystycznie, jak i do pracy. Wielu z nich ląduje w winnicach, gdzie uczą się kultury wina i te zwyczaje przenoszą do Polski. W ostatnim czasie zapanowała wręcz moda na wino, mamy do czynienia z pozytywnym snobizmem: na spotkaniach, zwłaszcza w wielkich miastach, wypada napić się wina. Jeszcze spotykam się co prawda z takimi sytuacjami, że dla oka jest wino, a potem spod stołu wyciąga się wódkę. Jednak teraz wino pojawiło się też na weselach – co kiedyś było nie do pomyślenia. Teraz bierze się pod uwagę, że są osoby, które chętnie się napiją wina, ale nie mają przyjemności w piciu alkoholu wysokoprocentowego, który nie ma żadnych walorów smakowych. Alkohol zawarty w winie działa o wiele łagodniej. Coraz częściej w sklepie można spotkać młodych ludzi wybierających wino. Tak właśnie odbywa się budowanie kultury wina. Jego spożywanie łączy się z kulturą dnia codziennego: przejawia się w sposobie podawania, picia.

Co takiego wyjątkowego jest w winie, że tyle wokół niego zamieszania?

Wino to bardzo zróżnicowany produkt: są kiepskie, tanie wina i takie, które kosztują po kilka tysięcy złotych za butelkę. Winu przypisujemy szczególne znaczenie. Wino staje się coraz popularniejsze i winnice zajmują coraz nowsze tereny, zwłaszcza na północy. Ale mamy też wina z Nowego Świata, czyli australijskie i nowozelandzkie, są nawet wina z Chin. Uważa się, że wino ma charakter prozdrowotny. Jest ono najzdrowszym napojem alkoholowym. Udowodniono jego dobroczynny charakter na organizm ludzki.

Jak wybrać dobre wino? Dobrze byłoby nie kierować się tylko wyglądem butelki czy etykiety.

Kilka powszechnie znanych osób medialnie zajmuje się mówieniem i pisaniem na ten temat, co robi bardzo dobrą robotę. Są czasopisma: „Magazyn Wino” w Warszawie, „Czas Wina” w Krakowie, w pismach tych można znaleźć poradniki konsumenta, opisywane są poszczególne gatunki wina, przedstawiana jest relacja jakości do ceny. Podobną wiedzę można zdobyć na portalach internetowych. Jest ich sporo.

Można też wybrać się na szkolenie.

Wiedza na temat wina to bardzo skomplikowana sprawa i rzeczywiście, jeśli chce się na ten temat wiedzieć więcej, warto wybrać się na kurs prowadzony przez profesjonalistę. Organizowana jest też tzw. enoturystyka, a więc turystyka winna, wyjazdy do winnic. To jest bardzo fajny sposób na zachęcenie ludzi do tego, aby zaczęli zdobywać wiedzę na temat wina. Odwiedzenie winnicy to doświadczenie nie do przecenienia. Można zobaczyć, jak powstaje trunek, przekonać się, że to nie jest zwykły napój, który tworzy się mechanicznie czy komponuje fabrycznie. Po takiej wizycie ci, którzy w nim uczestniczyli, mówią, że przejrzeli na oczy, że wiedzą dużo więcej. Choć niektórzy twierdzą, że to pułapka: przed wyjazdem mogli się zadowolić winem za 15 zł z marketu, a po nim – kiedy już potrafią rozróżnić dobre wino od kiepskiego – byle co ich nie zadowala.

A co sądzi Pan o winach domowej roboty?

Wielu ludzi uprawia winorośl na działkach, czy w przydomowych ogródkach i wytwarza wino na własne potrzeby. To świetna zabawa, przyjemność, relaks, zdrowie. Takie domowe winiarnie stały się w ostatnim czasie bardzo popularne. Powstaje też coraz więcej maleńkich winnic, jest natomiast już spora grupa winiarzy, którzy przekroczyli próg uprawy profesjonalnej i sprzedają swoje wina. To ma bardzo duże znaczenie w budowie kultury wina w Polsce.

Jak polskie wino ma się do zagranicznych?

Dobrze zrobione polskie wino to dziś już średnia klasa europejska, czyli wcale nie takie średniactwo, biorąc pod uwagę, że blisko połowa win jest poniżej średniej. Natomiast jeżeli chodzi o konkurencję w ilości produkowanego wina, to oczywiście nie ma tu o czym mówić. Nie będziemy konkurować z żadnym krajem winiarskim, nawet nie ze względów klimatycznych, a ekonomicznych. Na świecie mamy nadprodukcję wina, więc nie ma sensu sadzić tysięcy hektarów winnic. Wino jest bardzo wyjątkowym produktem, związanym z regionem geograficznym. Dla wielu świadomych konsumentów kosztowanie win pochodzących z różnych stron świata to ciekawe doświadczenie. Polskie wina ciekawią tych, którzy naprawdę się na tym znają. Od kilku lat biorę udział w pracach komisji sędziowskich różnych konkursów winiarskich i zawsze namawiam polskich producentów, żeby zgłaszali tam także rodzime wina. Pierwszy raz srebrny medal nasze wina zdobyły kilka lat temu w konkursie organizowanym na Słowacji. Teraz w sumie mamy już kilkadziesiąt medali. Gorzej przebijają się wina czerwone, bo rynek wymaga nieco innych win, bardziej południowych, wygrzanych, łagodniejszych. Tymczasem nasze wina są inne, ze specyfiką naszego klimatu – jest w nich mniej słońca, mają nieco wyższą kwasowość, co nie za bardzo odpowiada początkującym konsumentom. Ale już zaawansowanym i szukającym nowości – owszem. Jeśli chodzi o polskie wina, bardziej cenione są białe, a najlepsze oceny zbierają wina wzmacniane, produkowane metodą porto. Te wina zyskują uznanie praktycznie na każdym konkursie. Jeśli chodzi o jakość polskich win, to jest ona różnie oceniana w zależności od przyjętych kryteriów. Np. Czechom czy Słowakom nie będzie ono za bardzo smakowało, bo oni wolą łagodniejsze wina. Ludzie z różnych krajów mają różne spojrzenie. Zależy więc, kto będzie ich kosztował.

A czy w Polsce można już mówić o czymś takim jak enoturystyka?

Coś zaczyna się dziać. Kiepsko jest jeszcze z ofertą, bo ona powinna dotyczyć nie tylko wina, lecz także zapewnić miejsca na nocleg, czy wyżywienie. Na sprzedaży wina bezpośrednio w winnicy można znacznie więcej zarobić niż oddając go gdzieś do hurtowni. Ale to jest przyszłość. Bo wino jest specjalnym produktem, ściśle związanym z regionem. Najważniejszym powodem, z jakiego w Polsce zaczęto zajmować się winem na większą skalę, wcale nie jest ocieplenie klimatu, jak uważają niektórzy, ale pojawienie się nowych odmian w uprawie. W instytutach naukowych wyhodowano nowe odmiany pasujące do naszego klimatu – i tak to się zaczęło. Drugi czynnik to zmiany kulturowe – z kultury gorzałki przeszliśmy do europejskiej kultury wina. Staliśmy się Europejczykami także w aspekcie winiarskim.

 

 

Powyższa rozmowa została opublikowana w 2 numerze Magazynu Chcemy Być Rodzicami, w dziale Pasja życia i jest częścią większego tekstu dotyczącego wina.

Joanna Rawik