Przejdź do treści

Co mają szpilki do orgazmu?

357.jpg

Niższe i wyższe, kolorowe lub klasyczne czarne, z zaokrąglonym lub wydłużonym noskiem. Szpilki od dawna są uwielbiane przez kobiety, wzbudzając jednocześnie zachwyt u płci przeciwnej. Jak się okazuje, poza walorami estetycznymi, wysokie obcasy mają również wpływ na nasze życie seksualne.

Maria Cerutto z włoskiego uniwersytetu w Weronie przeprowadziła badanie, które udowadnia wpływ szpilek na życie erotyczne. W badaniu wzięło udział ponad 60 kobiet w wieku poniżej 50. roku życia, u których dr Cerutto sprawdzała aktywność elektryczną mięśni Kegla, współodpowiedzialnych za orgazm. Kobiety chodzące na szpilkach, u których stopa jest ustawiona zwykle pod kątem 15 stopni od podłoża, co odpowiada obcasowi o wysokości 5 – 7 cm, charakteryzowały się aktywnością mięśni mniejszą o 15% niż u kobiet chodzących na płaskim obcasie. Oznacza to, że mięśnie Kegla są bardziej rozluźnione, przez co ich możliwość kurczenia zwiększa się. W długoterminowej perspektywie skutkiem jest poprawa umięśnienia miednicy, przez co wzrasta podniecenie seksualne i intensywność orgazmu. Ponadto napinanie i rozluźnianie mięśni Kegla podczas stosunku jest dodatkową stymulacją dla partnera. Niestety wraz z wiekiem mięśnie Kegla rozluźniają się, podobny wpływ wywiera na nie ciąża i poród. Istnieją jednak ćwiczenia, które mogą pomóc w utrzymaniu ich sprawności (o których pisaliśmy w numerze 02 naszego Magazynu Chcemy Być Rodzicami).

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ortopedzi ostrzegają jednak przed niekorzystnym wpływem chodzenia w szpilkach na kręgosłup oraz stawy. Należy więc wybierać mądrze i pamiętać o umiarze podczas wyboru wysokości obcasa.

 

Źródło: www.focus.pl

Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Jak złagodzić ból endometriozy - 5 porad

Czy unieruchomienie kobiety na kwadrans po inseminacji zwiększa szanse na zapłodnienie? W klinikach raczej jej to stosowane. Jednak najnowsze wyniki badań ESHRE pokazują, że…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Leżeć po inseminacji, czy nie? – najnowsze badania naukowe

Dotychczas można było znaleźć fachowe publikację m.in w British Medical Journal, że dla pacjentek po inseminacji domacicznej IUI pozostanie w pozycji leżącej na wznak może zwiększyć szanse aż o 50 proc. na powodzenie zabiegu, czyli zajście w ciążę. Jednak najnowsze doniesienia ESHRE – Europejskie Towarzystwo Płodności Człowieka i Embriologii podaje zupełnie inny wniosek.

Przeprowadzono badania, które miały na celu potwierdzenie teorii, czy wstawanie, albo leżenie po inseminacji poprawia współczynnik ciąż.

Przebadano 498 par z niewyjaśnioną lub łagodną męską niepłodnością oraz wskazaniem do leczenia IUI, z czego 244 uczestników zostało przydzielonych do grupy, która ma 15 minut zostać unieruchomienia na wznak i 254 uczestników do natychmiastowej mobilizacji po zabiegu.

Wyniki badań rzuciły nowe światło na dotychczasową tezę, bowiem współczynnik ciąż nie okazał się lepszy w grupie unieruchomienia po zabiegu inseminacji, gdzie odnotowano 32,2 % ciąż aniżeli w grupie kobiet, które mogły wstać zaraz po IUI, gdzie uzyskano 40,0 % ciąży.

Europejskie Towarzystwo Płodności Człowieka i Embriologii udostępnia polskim lekarzom dostęp do publikacji wyników światowych badań klinicznych. Są one analizowane i raportowane przez europejskie kliniki.

Poleżeć po IUI, czy nie? – kobiety przed inseminacją dociekają

Na forum opinie w grupie staraczek są podzielone…

Miałam pierwszą inseminację, więc nie mam doświadczenia w tym zakresie, ale czytałam, że po zabiegu należy chwilę poleżeć dla „polepszenia wyniku”. Czy potwierdzacie?

Inne „staraczki” odpowiadają: jedne potwierdzają, że rzeczywiście od kilku do kilkudziesięciu minut leżały po zabiegu…

„Miałam 3 inseminacje i po każdej leżałam do 30 minut w tym ostatnia zakończona ciążą”

a inne, że lekarz kazał im od razu wstać, że to bez znaczenia…

„Mój lekarz zapytany o tę kwestię, stwierdził, że leżenie na nic się ma, bo nasienie jest podawane tak głęboko, i jeśli zabieg zakończy się sukcesem, to wpływ na to mają inne czynniki, niż leżenie w bezruchu”.

A co na to lekarze z klinik leczenia niepłodności?

Na stronie kliniki InviMed w opisie zabiegu inseminacji istnieje informacja, że „po zabiegu pacjentka odpoczywa od 5 do 15 minut w pozycji leżącej. Po tym krótkim czasie może opuścić klinikę.”

Jak wyjaśnia lekarz z kliniki InviMed zalecenia dotyczące konieczności leżenia po inseminacji pochodzą z czasów, kiedy nasienie preparowane było starszymi i mniej efektywnymi metodami.

Obecnie objętość podawanej do macicy zawiesiny plemników jest bardzo mała (miedzy 0,3 a 0,5 ml) – w poprzednich metodach przekraczała nierzadko 3 ml. Zmieniły się również narzędzia – stosowane do podawania nasienia cewniki są bardziej miękkie i atraumatyczne – wyjaśnia lek. med. Robert Gizler, specjalista ginekolog-położnik z Kliniki InviMed we Wrocławiu. –  Oba te czynniki eliminują ryzyko wystąpienia po zabiegu czynności skurczowej macicy, prowadzącej do wypchnięcia podanego nasienia z dróg rodnych.
Najnowsze badania wykazują, że dłuższe leżenie po zabiegu przeprowadzanym nowymi metodami nie zwiększa w żadnym stopniu jego efektywności, a pacjentka może zaraz po procedurze podjąć normalne czynności.

POLECAMY:

Domowa inseminacja

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Z owulacją na bakier – jak przywrócić ją do normy?

Fot. fotolia
Fot. fotolia
Wiele kobiet starających się o dziecko doświadcza zaburzeń owulacji. Mają one związek z wahaniami hormonalnymi. Często pojawia się wtedy diagnoza lub podejrzenie zespołu policystycznych jajników, przyczyną mogą być również stres, zaburzenia odżywiania czy też nieprawidłowa dieta. Niezależnie jednak od tego, co leży u ich podstaw, warto wiedzieć, jakie metody leczenia możemy wypróbować.

Owulacja, czyli inaczej jajeczkowanie, jest jednym z elementów kobiecego cyklu. Co ważne, nie zawsze przypada w jego 14. dniu, chociaż przy cyklu trwającym 28 dni rzeczywiście można tak założyć. W czasie starań o dziecko jest to niezwykle istotny czas, właśnie wtedy bowiem pęka pęcherzyk Graafa, a uwalniana komórka jajowa jest gotowa do zapłodnienia. Dlatego też wszelkie zaburzenia cyklu powinny być obserwowane i poddane konsultacji ze specjalistą.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co może pomóc w leczeniu zaburzeń owulacji?

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, co znajduje się na naszych talerzach. Jest to szczególnie ważne, gdy cierpimy na PCOS, czyli wspomniany już zespół policystycznych jajników. Dane wskazują, że może dotyczyć on nawet 15% wszystkich kobiet! Często wiąże się z nieprawidłowościami w poziomie insuliny, a niektóre badania mówią, że nawet 50–70% kobiet zmagających się z PCOS ma także insulinooporność.

W takim przypadku pomocne jest przede wszystkim odstawienie cukrów prostych. Dodatkowo poleca się spożywanie produktów, które są źródłem magnezu, kwasów omega-3 (pomagają one regulować cykl i zmniejszyć poziom androgenów) czy też chromu.  Ostatni z wymienionych tu składników jest niezbędnym dla nas minerałem, wspiera bowiem organizm w regulowaniu poziomu cukru we krwi.

Warto szukać go w małżach, orzechach, gruszkach oraz krewetkach.

Poza talerzem

Jak wskazują badania, stosowana dieta powinna być szczególnie bogata także w składnik zwany mio-inozytolem (MI). Jest on m.in. elementem błon komórkowych, bierze udział w syntezie lipidów oraz niektórych przekaźników hormonalnych takich jak TSH i insulina. Gdzie możemy go znaleźć?

W owocach cytrusowych, orzechach, roślinach strączkowych czy produktach pełnoziarnistych. To może okazać się jednak niewystarczające. Z pomocą przychodzą wtedy przygotowane przez ekspertów leki.

Zastosowano je właśnie w przywoływanych tu badaniach klinicznych, które z udziałem polskich pacjentek przeprowadzono w naszym kraju. Stosowały one przez 3 miesiące produkt (Inofem®, Establo Pharma), który podawano w dawce, jaką rekomenduje Polskie Towarzystwo Ginekologiczne właśnie dla leczenia PCOS – 4 000 mg mio-inozytolu i 400 μg kwasu foliowego dziennie. Okazało się, że u kobiet przyjmujących dany preparat udawało się przywrócić regularne miesiączki, występowanie prawidłowej owulacji czy też obniżyć poziom testosteronu. Co za tym idzie? Poprawa w zakresie nie tylko objawów PCOS, wyników parametrów diagnostycznych, ale i płodności. Potwierdzają to także inne badania, które przeprowadzono w Niemczech na grupie ponad 3 600 pacjentek z PCOS. Przyjmowanie MI oraz kwasu foliowego przez 2–3 miesiące spowodowało, że u 70% uczestniczek badania pojawiła się owulacja, a ok. 15% z nich zaszło w ciążę.

Mio-inozytol jest kolejnym z alternatywnych środków, którym przyglądają się eksperci, jeśli chodzi o walkę z zespołem policystycznych jajników. Najbardziej znana wydaje się metformina, która także poprawia wrażliwość na insulinę i stosowana jest w leczeniu cukrzycy. Ona również ma działanie obniżające poziom glukozy we krwi. W połączeniu z odpowiednią dietą działa korzystnie także na stężenie cholesterolu, wpływa na regulację cyklu oraz ogranicza nadmierne owłosienie, które może być jednym z symptomów PCOS.

Metoda prób i błędów

Warto pamiętać, że prawidłowa owulacja to składowa wielu elementów. Przede wszystkim należy rozpoznać przyczynę, dlaczego coś działa w naszym organizmie nieprawidłowo. Dlatego tak istotna jest specjalistyczna opieka i odpowiednia diagnostyka. Może się okazać, że niewielkie zmiany w diecie i stylu życia pomogą nam przywrócić równowagę. Jeśli jednak potrzebujemy wsparcia farmaceutyków, przytaczane wyżej badania wskazują, iż mamy przynajmniej kilka opcji. Nie bójmy się zasięgnąć wtedy porady lekarza. Jeśli w łatwy sposób możemy poprawić owulację – warto próbować!

POLECAMY:

Owulacja bez tajemnic 

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności: „Podchodzę do swojej pracy z pasją” – dr n.med. Jarosław Janeczko

dr n.med. Jarosław Janeczko

Założyciel i właściciel Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie. Stworzył największą w Europie sieć laboratoriów medycznych współpracujących w zakresie komputerowej analizy nasienia. Założyciel i współwłaściciel klinik GMW Embrio w Opolu oraz PARENS w Rzeszowie. Lekarz z wieloletnim doświadczeniem i znajomością najnowszych trendów w leczeniu niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to problem, który niewątpliwie narasta. Współczesny świat i jego tempo nie ułatwiają zadania. Czy z perspektywy lekarza widzi Pan, że rzeczywiście pacjentów przybywa?

dr n.med. Jarosław Janeczko: Ilość pacjentów rośnie, bo układ rozrodczy starzeje się w tempie naszego życia. Zbyt szybko. Wśród naszych pacjentów dominuje grupa wiekowa 30+. Często są to kobiety, które odkładają decyzję o macierzyństwie na później. Średni wiek naszych pacjentek to 34-35 lat. Coraz częściej zaczynają pojawiać się także pacjentki, które mają 25-27 lat. W tym samym wieku mamy coraz częściej również panów, z niestety bardzo słabymi parametrami nasienia.

Wydaje się, że współczesny świat, poza pozytywnymi aspektami rozwoju, niesie ze sobą bardzo szkodliwe i dramatyczne w skutkach konsekwencje. Czynniki środowiskowe, nieprawidłowe nawyki żywieniowe i styl życia, mają negatywny wpływ na zdrowie. Zawsze na początku zastanawiam się z moimi pacjentami, w jaki sposób te szkodliwe efekty można jeszcze cofnąć. Zaczynamy od rzucenia palenia. Jeśli para decyduje się na dziecko, powinna chcieć dla jego zdrowia wszystkiego, co najlepsze. Nie wyobrażam sobie, jak można dbać o dziecko w domu pełnym miłości i dymu papierosowego jednocześnie.

A jak jest ze świadomością pacjentów? Czy dlatego, że coraz głośniej mówi się o problemie niepłodności, to i coraz więcej osób zgłasza się po pomoc?

Rzeczywiście świadomość pacjentów się zmienia. Dzieje się to głównie dzięki mediom społecznościowym. Częściej to jednak kobieta szybciej czuje instynkt macierzyński i jej pragnienie posiadania dziecka sprawia, że szuka na ten temat informacji oraz zgłasza się do lekarza. Chociaż, muszę przyznać, widzę w ostatnim czasie również duże zainteresowanie mężczyzn – panowie z własnej inicjatywy chcą wykonać badania. Podobną tendencję zauważają nasi urolodzy. To bardzo dobry znak.

Czy zatem w pana ocenie, w Polsce wiedza o niepłodności i sposobach radzenia sobie z nią jest dostępna? Czy ma pan poczucie, że „przeciętny Kowalski” wie co ma robić, gdy okazuje się, że ma problem z płodnością właśnie?

Dostęp do informacji na temat problemów z zajściem w ciążę jest możliwy na jedno kliknięcie. Fora internetowe, mnóstwo artykułów, Facebook, opinie innych pacjentów klinik – to wszystko sprawia, że wiedza na temat niepłodności jest ogólnodostępna.

Mimo to, wizyta w klinice leczenia niepłodności jest stygmatyzującym wydarzeniem – ale czy przekroczenie jej progu to stwierdzenie „nie mogę mieć dziecka”? Nie. To tylko zwrócenie się do osób z doświadczeniem, o poradę, o pomoc.

To jak zapytać na ulicy o drogę. Z jedną różnicą – nie jest to zupełnie anonimowa osoba, bo lekarza można sobie wybrać. Można wejść na stronę internetową kliniki i zdecydować, który specjalista będzie dla nas odpowiedni. Jaki ma być? Rzeczowy, stanowczy, z doświadczeniem, miły, z poczuciem humoru, ludzki, pełen zrozumienia, oddany, dostępny, energiczny, uzdolniony? Żaden człowiek nie jest ideałem. Pacjent może jednak wybrać lekarza, który będzie dla niego odpowiedni i spełni jego oczekiwania.

Jak w Pana ocenie wypadamy na tle innych krajów? Ma Pan doświadczenie międzynarodowe – czy powinniśmy czerpać z wiedzy m.in. amerykańskich ekspertów, czy może to oni powinni uczyć się od naszych lekarzy?

Jeśli spojrzymy na Wyspy Brytyjskie, Niemcy, Czechy, Polskę, Ukrainę, czy USA, wiedza i umiejętności w dziedzinie leczenia niepłodności są na takim samym poziomie. Podobnie jest z dostępem do sprzętu medycznego i materiałów używanych w czasie hodowli zarodków. Pochodzą z całego świata – z Danii, Niemiec, USA, a nawet Australii. Różnice wynikają z aspektów prawnych w tych krajach. Natomiast nie ulega wątpliwości, że lekarz powinien nieustannie się uczyć, uczestniczyć w szkoleniach, warsztatach, kongresach.

Jest wiele organizacji zajmujących się niepłodnością, na przykład Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, Polskie Towarzystwo Andrologiczne, a za granicą European Society of Human Reproduction and Embryology, American Society for Reproductive Medicine. Co roku odbywają się konferencje każdego z tych towarzystw. Aby utrzymać wysoki poziom wiedzy, umiejętności i być na bieżąco z najnowszymi odkryciami, trzeba koniecznie brać w nich udział. Co ważne, bez względu na to, z jakiego kraju pochodzi lekarz, embriolog czy naukowiec, który przemawia na konferencji, wszyscy działamy w jednej wspólnej sprawie. Wszystkim nam zależy na jak najlepszej jakości i skuteczności naszej pracy.

Wracając do tempa współczesnego świata i możliwości, jakie on przynosi. Czy nieustanny rozwój oraz możliwości techniczne dają nadzieję coraz większej ilości pacjentów? A może na dzień dzisiejszy wszystkie opcje leczenia niepłodności są już wykorzystane i żadnych nowych technik nie widać na tzw. horyzoncie?

Każdego dnia setki naukowców na całym świecie pracują nad udoskonaleniem metod leczenia, sprzętu medycznego i leków, które w przyszłości będą mogły pomóc naszym pacjentom. Skuteczność leczenia nie wynosi 100% i raczej nigdy takiego poziomu nie osiągnie. Stwarza to dla naukowców ogromne możliwości i oznacza, że właściwie każdy etap wymaga jeszcze sporo pracy. Uczestnicząc w konferencjach, co roku dowiadujemy się czegoś nowego. Szczególnie dużo pozostało jeszcze do odkrycia w dziedzinie diagnostyki przedimplantacyjnej oraz ewentualnej terapii genowej zarodków. Są to trudne tematy, również ze względów etycznych. Jeśli jednak istnieje szansa na wyleczenie zarodka, czy nie jest to nadzieja dla wielu pacjentów obciążonych chorobami genetycznymi?

Idąc tym torem, zawód lekarza to nieustanny rozwój właśnie i inwestycja w wiedzę. Czy były to dla Pana ważne argumenty przy wyborze ścieżki zawodowej

Często spotykam się z określeniem, że niepłodność leczy się jak na taśmociągu, a na końcu zawsze jest in vitro. Takie oskarżenia słyszymy ze strony polityków i niejednokrotnie samych pacjentów. Tymczasem każdy pacjent jest inny. Każdy wymaga zdiagnozowania problemu, zastanowienia się nad kolejnym krokiem, sposobem poprawy parametrów nasienia, wyborem leków, stymulacji, obserwacji pęcherzyków jajnikowych, grubości endometrium, leczeniem mięśniaków, torbieli etc. Jest mnóstwo przeszkód, które trzeba pokonać. Lekarz, by potrafił się z tym zmierzyć, musi mieć szeroką wiedzę i ciągle doskonalić swoje umiejętności zawodowe. Dla mnie nie jest to jednak przykry obowiązek, tylko doskonała sposobność, żeby poznać ciekawych ludzi, nowe techniki leczenia. Podchodzę do tego z pasją, nie wyobrażam sobie siebie siedzącego za biurkiem i wypisującego do końca życia te same recepty. Podejmowanie nowych wyzwań, to część mojego charakteru.

Zastanawiam się nad emocjami jakie kryją się pod etykietą „lekarz”, bowiem mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest to trudna – także psychicznie – profesja. Czy w Pana specjalizacji każde nowo narodzone dziecko jest wystarczającą nagrodą?

Dróg jest wiele – różne metody leczenia, doskonalenie zawodowe, o którym już mówiłem, setki rozmów z pacjentami, często ich wątpliwości, rezygnacja, depresja. Ale na końcu cel zawsze pozostaje ten sam. Dziecko. Malarz chce, aby jego dzieła były podziwiane, piłkarz dąży do zdobycia jak największej ilości bramek, a pilot do postawienia samolotu bezpiecznie na pasie. Każdy sukces smakuje wspaniale, a jeśli walczymy o coś bardzo długo, może nawet i lepiej. Emocje? Różne – jak w życiu. Czasem złość, czasem zmęczenie. Oby coraz częściej radość z kolejnego narodzonego dziecka.

 

Zobacz też:

Poronienie z perspektywy lekarza – dr Estera Kłosowicz: „Potrzeba wiele czasu, rozmowy i wsparcia”

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak pokochać i zaakceptować siebie… niepłodną – felieton

samoakceptacja.r

Jak akceptować, lubić, kochać siebie, gdy pada diagnoza: niepłodność! – szczery do bólu i łez felieton. Ważne słowa o samoakceptacji przy niepłodności. Poznaj historię Ewy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Długo zbierałam się, by napisać te kilka słów. Jak akceptować, lubić, kochać siebie, życie, gdy pada diagnoza: NIEPŁODNOŚĆ. Ale wiem, że to ważne słowa, że chcę się tym z Wami podzielić.

Diagnoza: niepłodność =  śmierć upragnionych marzeń

Pamiętam, jak usłyszałam: diagnoza niepłodność. Poryczałam się przy pani doktor jak dziecko…. W głowie miałam tysiące myśli. Ja kobieta niepłodna? Przecież tak bardzo chce mieć dziecko!!!! Moje ciało i moja głowa tak bardzo się na to nie zgadzało. Jak to, ja żona nie dam mężowi upragnionego dziecka. Dręczyłam się pytaniami: Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Wtedy miałam mnóstwo myśli i pytań. Najgorsze było to, że czułam się niewartościowa. Czułam, się wybrakowaną kobietą. Z uszczerbkiem. Wadliwa. Winna.

Wszystko się w moim życiu zaczęło zmieniać…

Początki były ciężkie: wizyty badania leczenie i zero wiedzy na temat niepłodności. Z miesiąc na miesiąc czekałam czy mi się spóźni okres.
Spóźnił się to robiłam test. Potem beta i nic. Przyszedł okres i od nowa…
Seks… eh zauważyłam że się zmieniło z mojej strony wiele. Inicjowałam współżycie z mężem zazwyczaj tylko dni płodne. Moje libido spadało do zera. Traktowałam seks jak zadanie a może uda się zajść w ciążę. Widziałam jak zmienia się moje ciało: waga górę lub stoi w miejscu, trądzik, hirsutyzm, rozstępy, cellulit, brzuch….jedyny plus cycki większe 🙂 I te cykle nieregularne i długie…
Z czasem zdobywałam wiedzę. Pomocny był internet, magazyn dla niepłodnych, rozmowy z osobami co mają ten sam problem.

W końcu powiedziałam sobie: dość!

Przyszedł czas gdy powiedziałam dość! Ja sama siebie „niszczę”.
Muszę się ogarnąć, bo inaczej popadnę w paranoję lub depresję.
Wzięłam się w garść. Wzięłam się za siebie. Robiłam i robię to, co mnie interesuje i to, co lubię. Otaczam się tylko prawdziwymi i pozytywnymi ludźmi. Odcięłam się od toksycznych i fałszywych tzw. znajomych. Przede wszystkim zaczęłam mówić głośno o niepłodności szanując przy tym czyjeś zdanie. Nigdy nie pozwoliłam na to, by ktoś coś mi narzucał.
Moje życie, moje sprawy, moje kredki i to ja koloruję tak jak ja chcę.
Z seksu z powrotem zaczęłam czerpać radość, kiedy przyjdzie nam ochota, a nie wtedy, gdy „trzeba”.
Nic na siłę, bo nie o to chodzi.
Zaczęłam cieszyć się życiem i małymi rzeczami. I wiecie co? Poczułam wreszcie że jestem w 100% wartościową kobietą, pomimo tego, że nie ma dziecka. Zauważyłam też jak ten czas niepłodności zmienił mnie, moje spostrzeżenia i poglądy. Zmienił mnie… już nie jestem tą samą Ewą.

Samoakceptacja niepłodności

Dekalog staraczki Ewy:

  • Wiem jedno, że warto robić coś dla siebie, by być szczęśliwą.
  • Warto pomyśleć o sobie trochę w walce z niepłodnością.
  • Warto mieć nadzieję.
  • Nie warto się obwiniać. To nie ja, to natura zaszwankowała.
  • Warto rano spojrzeć w lustro i powiedzieć: dam radę, jestem silna.
  • Warto wstać po upadku i iść do przodu.
  • Warto uwierzyć w siebie.
  • Warto wierzyć w swoje marzenia.
  • Najważniejsze dla mnie to jest zrozumienie i wsparcie.
  • Żyje się raz. Życie jest zbyt piękne i trzeba się cieszyć każdym dniem i łapać garściami ile się da.

POLECAMY:

Felieton – Dziewczyna w windzie

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.