Przejdź do treści

Cicho sza wokół poronienia – czy naprawdę warto milczeć?

endometrioza

O wczesnej ciąży się nie mówi, o wczesnej ciąży lepiej nie myśleć za wiele, bo wiadomo- jedna na cztery kończy się przedwcześnie. Lepiej poczekać do drugiego trymetru, zwłaszcza jeśli wcześniej miała miejsce strata. Wiele kobiet ma takie podejście, ale też nawet te, które chciałyby móc cieszyć się swoją sytuacją, słyszą że powinny być ostrożne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powstrzymywanie się od informowania kogokolwiek o ciąży, trzymanie jej w tajemnicy, jest bardzo trudne. Ciąża jest poważnym wydarzeniem w życiu kobiety, zwłaszcza ciąża wyczekiwana, z zasady związana jest z wieloma emocjami. Co ważne, niekoniecznie wyłącznie pozytywnymi. Kobieta staje się więc mieszanką radości, obaw – o dziecko, o własną przyszłość, niepewności o to, jak będzie przebiegała ciąża, jak będzie wyglądała przyszłość. Milczenie nie jest pomocne w radzeniu sobie z wątpliwościami i pytaniami pojawiającymi się w pierwszych tygodniach ciąży.

Możliwości jest kilka: mówić o ciąży od początku aż do jej szczęśliwego zakończenia. Mówić o ciąży od początku i w razie niepowodzenia skorzystać z obecności i pomocy bliskich. Nie mówić o ciąży, która zakończy się zbyt szybko i zostać samemu.

Jest jeszcze inna możliwość – nie mówić o ciąży, która kończy się poronieniem, bo i tak nie ma nikogo, kto mógłby wesprzeć w trudnych tygodniach i miesiącach. Ten scenariusz rozgrywa się w głowach wielu kobiet.

I wreszcie ostatnia opcja – nie mówić o wczesnej ciąży, żeby nie kusić losu, „nie zapeszyć”.

Powodów, dla których nie mówimy o ciąży jest wiele. Jednak stałym motywem będącym w tle wszystkich chyba powodów jest wstyd. Kiedy kobieta traci ciążę, niezależnie od jej etapu, doświadcza jakiegoś rodzaju wstydu.

Co ze mnie za kobieta, skoro nie donosiłam ciąży

Kulturowo zwykliśmy łączyć kobiecość i macierzyństwo. Słusznie lub nie, ale istnieje przekonanie, że ostatecznym potwierdzeniem kobiecości jest urodzenie dziecka. Jeśli się to nie udaje, kobieta może czuć się zagubiona, niespełniona i osamotniona. Bo przecież „wszystkie kobiety rodzą”. Kobieta, która nie może urodzić wyłamuje się też z tradycji rodzinnej, co może pogłębiać poczucie izolacji  i bycia odmienną.

Wstyd, żal, smutek, poczucie porażki, ból. Te uczucia mogą z kobieta pozostać na wiele lat. Zwłaszcza, jeśli są to uczucia zachowane w tajemnicy, nie omówione, nie opracowane, obrosłe dodatkowo poczuciem winy. Kobieta, która nie mówi, nie uzyskuje też potwierdzenia prawdziwości swoich przeżyć. Trudniej wtedy się z nimi pogodzić.

Wielu terapeutów i lekarzy słyszy od swoich pacjentek, że coś musi być z nimi nie tak, skoro nie potrafią osiągnąć tego, co innych kobiet jest naturalne. Wtedy też łatwo zapomnieć, że co trzecia kobieta doświadczyła poronienia i że jest to problem znacznie bardziej rozprzestrzeniony niż jesteśmy w stanie to przyznać.

Moje ciało mnie zawiodło

Poronienie jest ostatecznym dowodem na to, jak niewielki mamy wpływ na nasze ciała i jak bardzo są one poza naszą kontrolą. I być może, co gorsza, poza czyjąkolwiek kontrolą. Czasami nie jest ważne, jakie leki się bierze, jak bardzo kobieta o siebie, jak wytrwale leży i odpoczywa. Ciąża albo się utrzyma, albo nie.

Poronienie to też fizjologia, często bardzo nieprzyjemna. Mnóstwo krwi, ból, skurcze. Podobnie jak w porodzie, o którym kobiety często opowiadają. Jednak różnica polega na tym, że oba te wydarzenia mają zupełnie inne zaskoczenia. W przypadku poronienia trudno mówić o tym, jak wiele się wycierpiało po to, żeby ostatecznie stracić dziecko.

Co się stało z moim dzieckiem?

Jeśli poronienie kończy się zabiegiem, rodzice mogą zorganizować pogrzeb, mają miejsce, która mogą odwiedzać i widoczny dowód na to, że dziecko było. Poronienie naturalne jest znacznie bardziej brutalne – kończy się w jakiejś toalecie, bez szans na pożegnanie. Dla niektórych kobiet to szczególnie trudne. Podejmują decyzję, żeby ronić naturalnie, chcąc zadbać o swoje zdrowie i nie opóźniać szans na kolejne ciąże. Ale też mogą jednocześnie zastanawiać się, co się stało z dzieckiem. Zmagać z poczuciem żalu, tęsknoty. Pogłębia się też poczucie izolacji. Bo przecież nie można opowiedzieć znajomym o tym, jak naprawdę wygląda poronienie. Trudno mówić o wątpliwościach, jakie się miało, o podjętych decyzjach.

Kobiety nie mówią o stratach chcąc zachować swoją prywatność. Nie chcą pustych słów pocieszenia ani współczujących spojrzeń. Często jednak nie udaje się uniknąć plotek. To również skutek uboczny stygmatyzacji poronień i roniących kobiet.

Kobieta ciężarna jest dobrem społecznym, centrum swojej rodziny, jest chroniona i hołubiona. Kim jest kobieta po stracie? Kim się staje się kobieta, która nie nosi już dziecka, ale żałobę? Nie jest już przewidywalna, jest zbiornikiem na skrajne emocje. Lepiej więc o tym nie mówić, lepiej nie zwracać uwagi na poronienia, zwłaszcza wczesne.

Kobiety powoli się budzą, zaczynają dostrzegać swoją rolę i siłę w zmaskulinizowanym społeczeństwie. Być może pojawi się też miejsce dla smutku i żałoby po poronieniu. Bo przecież śmierć też jest częścią życia.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Przez celiakię wielokrotnie poroniła. Lekarze nie umieli powiedzieć, co jej dolega

Przez celiakię wielokrotnie poroniła
fot. Pixabay

„Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale lekarze uspokajali, że wszystko jest ze mną w porządku”. Kobieta, nie wiedziała, że choruje na celiakię, dopiero po kilku poronieniach została prawidłowo zdiagnozowana.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Historia działa się w połowie lat 80’.  Alice Bast w wieku 26 lat zaczęła chorować. Bezustannie męczyły ją biegunki, chroniczne migreny, osłabienie, czy wzdęcia.

– Odwiedzałam lekarzy z powodu dolegliwości żołądkowych , jednak oni leczyli tylko objawy, a nie przyczynę choroby – opowiada kobieta. Leki, które dostawała, pomagały krótkoterminowo.

Zobacz także: Celiakia a niepłodność: sprawdź, co mają wspólnego!

Przez celiakię wielokrotnie poroniła

Kiedy Alice zaszła w ciążę, objawy wróciły ze zdwojoną siłą. Niestety, dla ciężarnej skończyło się to tragicznie – doszło do wewnątrzmacicznego zahamowania wzrostu płodu (IUGR). Przyczyn mgło być wiele- od infekcji po wysokie ciśnienie krwi – jednak w przypadku Alice nie było jasne, co spowodowało IUGR. W dziewiątym miesiącu ciąży kobieta straciła dziecko.

Chociaż było to niezwykle traumatyczne przeżycie, Alice zaczęła walczyć o dziecko. Trzy kolejne ciąże również poroniła. Ponownie, przyczyny nie udało się ustalić.

Po wielu nieudanych próbach największe marzenie Alice ziściło się i na świat przyszła jej długo wyczekiwana córeczka Linnea.

Bast potrzebowała jednak odpowiedzi. Chodziła od specjalisty do specjalisty, wykonała dziesiątki badań, jednak nikt nie potrafił jej pomóc. W sumie leczyła się u 23 lekarzy!

Zobacz także: Płodność a celiakia

Kobiecie pomógł weterynarz

Lekarze ignorowali stan zdrowia Alice. „Ludzie czasem mają biegunki” – usłyszała kiedyś w gabinecie lekarskim.

Zainteresowanie okazał dopiero…. dentysta. Specjalista zauważył, że coś jest nie tak – wystarczyło mu jedno spojrzenie w jamę ustną kobiety, żeby zauważyć problem. Jej zęby były kruche, a dziąsła krwawiły.

Kolejna wskazówka nadeszła od przyjaciela Bast, który był…. weterynarzem.

– Czasami zwierzęta mają problem ze spożywaniem zbóż. Zapytaj lekarza o badania związane z nietolerancją glutenu. Ta choroba to celiakia– powiedział Alice.

Przypuszczenia weterynarza okazały się prawdą. W 1994 roku wieku 34 lat u Alice Bast zdiagnozowano celiakię. W tamtych czasach trudno jednak było o produkty bezglutenowe, więc kobieta musiała je sprowadzać z Kanady.

Aby pomóc innym chorym, założyła fundację „Beyond Celiac”. Między innymi również dzięki staraniom Alice, produkty gluten-free stały się powszechnie dostępne.

Zobacz także: Dieta bezglutenowa na płodność

Co to jest celiakia?

Celiakia to choroba autoimmunologiczna, która powoduje trwałą nietolerancję glutenu. Spożycie tego białka (występującego w licznych zbożach) przez osobę chorą na celiakię sprawia, że jej organizm zaczyna zwalczać własne komórki. Dochodzi wtedy do niszczenia śluzówki jelit i zaniku kosmków jelitowych – te zaś odpowiadają za pobranie składników odżywczych z pożywienia.

Jak powszechnie wiadomo, niedobory żywieniowe (m.in. cynku, selenu i kwasu foliowego) mogą obniżyć jakość komórek jajowych i wywołać szereg trudności z zajściem w ciążę. To jednak niejedyna zależność pomiędzy celiakią a niepłodnością. Spożycie glutenu przez kobietę, która nie wie o swojej chorobie, prowadzi też do wielu zaburzeń hormonalnych, m.in. rozregulowania cyklu miesiączkowego i zatrzymania owulacji.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.delish.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poronienie. Zbadaj, co było nie tak

Dochodzi do poronienia – utraty marzeń, spotkania z wielkim bólem, nieraz sprawdzianu dla związku. Co może pomóc, zarówno w poradzeniu sobie z sytuacją tu i teraz, jak i w wyciągnięciu wniosków na przyszłość? Realne działanie, a takim jest między innymi badanie materiału z poronienia. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badania materiału pomagają w ustaleniu, czy przyczyną poronienia lub obumarcia ciąży była nieprawidłowość chromosomowa u zarodka bądź płodu.

Czym są takie badania?

Badania polegają na ustaleniu, czy przyczyną poronienia lub obumarcia ciąży była nieprawidłowość chromosomowa u zarodka bądź płodu. Do takich analiz pobierane są fragmenty kosmówki (jest to zewnętrzna błona płodowa, która osłania m.in. ciało zarodka), a nie samego zarodka.

Jedną z metod tego typu badań genetycznych jest metoda mikromacierzy CGH (aCGH) – pozwala wykryć nie tylko duże aberracje chromosomowe, ale też małe zmiany. Inną metodą jest QF PCR, wykrywające nieprawidłowości obserwowane u zarodków, które obumarły samoistnie. W ten sposób można zbadać również tzw. materiał archiwalny, czyli kostki parafinowe. Są one materiałem z badań histopatologicznych z wcześniejszych poronień (zgodnie z zaleceniami materiały takie powinny być przechowywany przez daną placówkę przez co najmniej 10 lat).

Czytaj też: 7 faktów, które musisz znać o poronieniu

Jak to wygląda?

Pobrana przez lekarza kosmówka umieszczana jest w jałowym pojemniku z solą fizjologiczną. Co ważne, jeśli do poronienia doszło w domu, badanie również może się udać. Należy wówczas umieścić utracony materiał biologiczny w pojemniku i – analogicznie do działań lekarzy – zalać go solą fizjologiczną. W ciągu 48 godzin powinien on trafić do badań. Ważne jest też, ny odpowiedzieć na pytania lekarza genetyka. Pomoże to w stworzeniu jak najbardziej profesjonalnego i dokładnego obrazu sytuacji, aby móc możliwie skutecznie, mądrze i świadomie działać w przyszłości.

Dlaczego warto zrobić badania genetyczne materiału z poronienia?

  • w wielu przypadkach pozwalają one na szybkie ustalenie przyczyny obumarcia ciąży i wskazują lekarzowi ginekologowi kierunek dalszych badań diagnostycznych;
  • mogą wskazać na konieczność poszerzenia diagnostyki genetycznej u partnerów;
  • ułatwiają określenie rokowań dotyczących szansy utrzymania następnej ciąży;
  • pozwalają na udzielenie właściwej porady genetycznej: niektóre nieprawidłowości chromosomowe wskazują na zwiększone ryzyko urodzenia dziecka z aberracją chromosomową, inne traktowane są jako całkowicie przypadkowe i nie niosą takiego zagrożenia;
  • mają bardzo duże znaczenie psychologiczne. W przypadku stwierdzenia, że przyczyną utraty ciąży były nieprawidłowości chromosomowe, łatwiej jest zaakceptować fakty i uspokoić świadomość – że niczego nie zaniedbano i nie można było nic zrobić, aby utrzymać ciążę;
  • badania genetyczne rekomendowane dla par, które planują dzieci lub doświadczyły utraty dziecka, można wykonać w Centrach Genetyki Medycznej Genesis: www.genesis.pl.

POLECAMY: 8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Poronienie w gdyńskim szpitalu nie było winą lekarzy? Jest opinia pomorskiego konsultanta ds. ginekologii

Kobieta na łóżku szpitalnym

Podczas udzielania pomocy pacjentce, która poroniła w Szpitalu im. PCK w Gdyni-Redłowie, nie doszło do nieprawidłowości – wynika z kontroli przeprowadzonej przez wojewódzkiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Równolegle sprawę badają gdyńska prokuratura i Rzecznik Praw Pacjenta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że sprawa dotyczy sytuacji, która na początku stycznia br. miała miejsce szpitalu na gdyńskim Redłowie. Zgłosiła się tam wówczas pacjentka w czwartym miesiącu ciąży, której zaczęły odchodzić wody płodowe. Jak relacjonował jej mąż, lekarze nie zajęli się nią jednak od razu – na ich pomoc musiała czekać aż dwie godziny. Mimo podjętej interwencji doszło do poronienia.  

– Ryzykowali życie nie tylko naszego dziecka, ale też mojej żony. Uważam, że to wina organizacji szpitala i przede wszystkim braku odpowiedniej liczby lekarzy – mówił Paweł Wasilewski, mąż pacjentki, który postanowił poinformować o tej sprawie media. Złożył tez zawiadomienie do prokuratury.

Poronienie w Gdyni-Redłowie nie wynikało z zaniedbań lekarzy?

W związku z podejrzeniem, że w szpitalu w Gdyni-Redłowie doszło do nieprawidłowości, kontrolę w placówce przeprowadził wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Nie stwierdził jednak błędów w opiece nad p. Miłosławą Wasilewską.

–  W opinii konsultanta zachowanie lekarzy nie miało wpływu na to, że pani Miłosława poroniła – wyjaśnił lekarz wojewódzki Jerzy Karpiński.

Podkreślił jednak, że konsultant nie miał możliwości zweryfikowania, czy pacjentka rzeczywiście oczekiwała na pomoc gdyńskich lekarzy tak długo, jak twierdzi jej mąż.

– Z zapewnień lekarzy wynika, że czas oczekiwania był zdecydowanie krótszy. Czy tak było rzeczywiście, wyjaśni prokuratura, między innymi na podstawie nagrań monitoringu – zaznaczył Karpiński w rozmowie z Radiem Gdańsk.

Prokuratura ma zbadać podczas śledztwa, czy w szpitalu im. PCK doszło do narażenia pacjenta na bezpośrednie ryzyko utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sprawą poronienia w Gdyni-Redłowie zajmuje się tez Rzecznik Praw Pacjenta.

Źródło: dziennikbaltycki.pl, radiogdansk.pl, fakt.pl

Polecamy też: Kontrowersje wokół kandydatury prof. Chazana na konsultanta ds. położnictwa. „To naplucie pacjentkom w twarz”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Żyła tylko 96 minut, ale miała zdążyć pomóc innym dzieciom. Finał tej historii łamie serce

Dziecięce buciki w dłoni
fot. Pixabay

Donoszenie ciąży w sytuacji, gdy płód ma poważną wadę letalną, to zawsze heroiczny wysiłek. Rodzice małej Avy-Joy zdecydowali się go podjąć, by z tej dramatycznej historii wynieść coś dobrego dla innych. Tego, co się wydarzyło, nie mogli się jednak spodziewać.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Świat Hayley i Scotta Martinów legł w gruzach, gdy podczas połówkowego badania USG dowiedzieli się od lekarza, że córeczka, której się spodziewają, ma rzadką wadę letalną. U dziecka zdiagnozowano agenezję nerek, która charakteryzuje się brakiem obu nerek. Dodatkowo – z powodu niedostatecznej ilości płynu owodniowego – deformacji uległy płuca kształtującego się płodu. Takie wady prowadzą zwykle do obumarcia płodu w łonie matki lub śmierci dziecka tuż po porodzie.

Ava-Joy „będzie żyła w kimś innym”

Mimo ogromnego ciężaru emocjonalnego, jaki wiązał się z tą decyzją, 30-letnia Hayley postanowiła donosić ciążę. Para zdecydowała, że choć małej Avie-Joy (bo tak nazwano dziewczynkę) nie będzie dane przeżyć, może pomóc innym dzieciom, przekazując swoje narządy do transplantacji. Ta myśl dodawała brytyjskiej parze otuchy.

Jakaś jej część pozostanie przy życiu, nie zniknie całkowicie. Będzie żyła w kimś innym – mówiła wówczas mama Avy-Joy.

W 37. tygodniu ciąży konieczne było wykonanie cesarskiego cięcia – z każdym dniem wzrastało bowiem ryzyko martwego urodzenia. Ava-Joy przyszła na świat 8 stycznia 2018 r. w szpitalu w angielskim mieście Hull. Rodzice, nie wiedząc, ile będzie im dane spędzić z małą córeczką, przygotowali dla niej wszystko, co mogłoby sobie wymarzyć dziecko: swoje pełne ciepła ramiona, tuzin miękkich pluszaków, piękne ubranko i prezent od babci: wisiorek w kształcie motyla. Mała córeczka, otoczona miłością i troską, przeżyła 96 minut.

Mimo że młodzi rodzice wiedzieli, że ich córeczka nie ma szans na przeżycie, nie potrafili przygotować się na rozstanie.

– Personel medyczny, w tym lekarze, mówili nam, że mieliśmy 20 tygodni, by się na to przygotować. Ale nic nie jest w stanie przygotować cię na śmierć własnego dziecka. Każdego dnia myślisz, że w końcu obudzisz się z tego koszmaru, ale to się nie dzieje – przyznała Hayley Martin.

O 55 g za mało

Niestety, śmierć dziecka nie była jedyną złą wiadomością, z którą musieli się zmierzyć. Okazało się, że Ava-Joy jest zbyt mała, by być dawczynią narządów. Dziewczynce zabrakło zaledwie 55 g wagi, by jej organy – zgodnie z procedurami – mogły zostać wykorzystane do przeszczepu.

Choć finał tej historii był druzgocący i przyniósł młodym rodzicom bardzo wiele cierpienia, oboje zgodnie deklarują, że drugi raz postąpiliby tak samo.

– To było najlepsze 96 minut naszego życia – mówiła Hayley w rozmowie z dziennikiem Daily Mail.

Chociaż Ava-Joy nie mogła pomóc innym dzieciom, Martinowie postanowili uczcić pamięć o niej w inny sposób. Swoją historię opowiedzieli mediom w ramach kampanii na rzecz poprawy opieki szpitalnej dla rodziców, którzy spodziewają się dziecka z wadą letalną. Planują także założyć organizację charytatywną Motyli Szlak Avy, która ma pomagać rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci pogodzić się ze stratą.

Źródło: Metro.co.uk, Dailymail.co.uk

Przeczytaj również: Przez celiakię wielokrotnie poroniła. Lekarze nie umieli powiedzieć, co jej dolega

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami