Przejdź do treści

Chlamydioza może prowadzić do niepłodności. Jak wykryć chorobę?

Zmartwioa kobieta siedzi na brzegu łóżka. Ilustracja do tekstu: Chlamydioza: objawy i powikłania

Chlamydioza, wywołana chlamydia trachomatis, to jedna z najczęstszych chorób przenoszonych drogą płciową. U około 75% kobiet i 50% zakażonych mężczyzn nie występują widoczne objawy, ale stanowią oni źródło zakażenia i mogą zarażać przez wiele lat. Kto zatem powinien wykonać badania w kierunku chlamydii?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badania epidemiologiczne wskazują, że na świecie zakażonych jest około 70% mieszkańców, a rocznie obserwuje się 50 mln nowych zachorowań. Do zakażenia dochodzi poprzez kontakty seksualne, ale może też dojść do zakażenia dziecka podczas porodu od chorej matki. Objawy infekcji pojawiają się zwykle po 2-4 tygodniach, ale czasami później, nawet po 8 tygodniach.

Badania na chlamydiozę: kto powinien je wykonać?

Ze względu na częsty przebieg bezobjawowy zakażenia zaleca się wykonanie badania:

  • raz w roku – u wszystkich aktywnych seksualnie kobiet w wieku poniżej 20 lat,
  • u kobiet w wieku 20 lat oraz starszych wykazujących zachowania seksualne dużego ryzyka (częste zmiany partnerów, kontakty z wieloma partnerami, nieużywanie prezerwatyw),
  • u wszystkich kobiet w ciąży,
  • u wszystkich kobiet z zakażeniem szyjki macicy .

Zakażenie chlamydiami jest rozpowszechnione głównie wśród młodych ludzi i najczęściej dotyczy kobiet pomiędzy 19. a 25. rokiem życia. Występuje 4 razy częściej niż rzeżączka i 6 razy częściej niż opryszczka. Choroba ta jest łatwo wyleczalna, a nieleczona może prowadzić do ciężkich problemów zdrowotnych i rozrodczych.

Chlamydioza a inne infekcje ginekologiczne

Chlamydia trachomatis jest czynnikiem etiologicznym wielu zespołów klinicznych, w tym znane jest 15 serotypów wywołujących choroby manifestujące się różnymi objawami klinicznymi:

  • serotypy A, B, Ba, C wywołują endemiczną jaglicę (główna przyczyna ślepoty na świecie),
  • serotypy D-K – niegonokokowe zapalenie cewki moczowej (40% wszystkich zakażeń), śluzowo-ropne zapalenie szyjki macicy (20% kobiet), zapalenie spojówek i płuc u noworodków,
  • serotypy L1, L2, L3 – ziarnica weneryczna.

Chlamydioza – objawy i powikłania

Zachorowanie nie daje przyszłej odporności na zakażenie. Powikłaniem może być zapalenie okołowątrobowe lub zespół Reitera (zapalenie cewki moczowej, stawów i spojówek; częściej u mężczyzn niż kobiet). Może też być przyczyną niepłodności u kobiet i mężczyzn, dlatego badanie w kierunku Chlamydia trachomatis jest rekomendowane jako badanie przesiewowe u obojga partnerów przed planowaną ciążą.

U mężczyzn zakażonych chlamydia trachomatis podczas oddawania moczu może wystąpić uczucie pieczenia i swędzenia – to objaw zapalenia cewki moczowej. W pewnych przypadkach z cewki może sączyć się też wydzielina. Czasem pojawia się ból jąder, stan zapalny odbytnicy, obrzęk jąder lub ból stawów.

U kobiet objawy zakażenia chlamydia są mało specyficzne. Występują nietypowe upławy oraz ból lub pieczenie podczas oddawania moczu, a także krwawienie po stosunku, ból w okolicy podbrzusza, stany zapalne spojówek oraz bolesność stawów, krwawienia z pochwy.

Badania na chlamydiozę: przeciwciała IgM, antygen i badanie molekularne

W badaniach laboratoryjnych oznacza się miano przeciwciał, antygen lub DNA bakterii.

Przeciwciała IgM, wskazujące na wczesną (ostrą) fazę choroby, pojawiają się po 3 tygodniach od zakażenia. Wzrost przeciwciał IgG następuje po 3-5 tygodniach przy zakażeniu pierwszorazowym, a przy reinfekcji IgG narastają znacznie szybciej, bo już po 1-2 tygodniach, ale również może nie nastąpić ich wzrost, a obserwuje się niewielkie narastanie poziomu IgM.

W rozpoznawaniu zakażenia zaleca się obserwowanie dynamiki narastania miana przeciwciał w czasie. Jeżeli pierwsze oznaczenie wykonano po 2-3 tygodniach od zakażenia, to drugie zwykle można wykonać po 6 tygodniach. Rozpoznanie po jednorazowym oznaczeniu jest dopuszczalne, jeżeli przeciwciała występują w bardzo wysokim mianie.

Antygen Chlamydia  trachomatis wykrywany jest w wymazie z szyjki macicy, wymazie z cewki moczowej lub w moczu.

Badanie molekularne na obecność DNA chlamydia trachomatis jest obecnie powszechnie stosowanym standardem. Stosowane obecnie  techniki amplifikacji kwasów nukleinowych NAAT charakteryzują się czułością do 100%, swoistością do 99%. Materiałem do badania u mężczyzn jest próbka porannej porcji moczu, u kobiet – mocz lub wymaz z szyjki macicy.


Logo Synevo

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Naukowcy odkryli przyczynę PCOS. Szykuje się radykalna zmiana w podejściu do terapii!

Strapiona kobieta z rękami założonymi na głowę /Ilustracja do: Przyczyna PCOS to nie geny? Naukowcu rozwiązali zagadkę i opracowują terapię
Fot.: Unsplash.com

Nieregularne cykle miesiączkowe, insulinooporność, nadmierny przyrost masy ciała, trądzik czy hirsutyzm – to częste objawy zespołu policystycznych jajników (PCOS). Zaburzenie to dotyka co piątą kobietę na świecie, a 3/4 chorych zmaga się z tego powodu z niepłodnością. Do tej pory przyczyny rozwoju PCOS nie były do końca znane. Francuscy naukowcy twierdzą, że po latach badań udało im się wreszcie je wskazać.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze względu na częste występowanie PCOS u osób blisko spokrewnionych, przyczyna tego zaburzenia była często upatrywana w genach. Mimo szeregu prowadzonych badań, nie udało się jednak jednoznacznie potwierdzić tej tezy. Okazuje się, ze powód PCOS może być zupełnie inny – i należy go szukać już w życiu płodowym przyszłej chorej.

Przyczyna PCOS: jeśli nie geny, to co?

Badania Francuskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Badań Medycznych wykazały, że zespół policystycznych jajników rozwija się w wyniku nadmiernej ekspozycji żeńskiego płodu na hormon anty-Müllerowski (AMH). Nim naukowcy zaprezentowali ten wniosek, poddali obserwacji grupę ciężarnych. W wyniku tych analiz stwierdzono, że u kobiet w ciąży, które cierpiały na PCOS, poziom AMH był znacznie wyższy niż w grupie kontrolnej – wykraczał ponad normę o 30%.

Następstwem tych odkryć było rozpoczęcie testów na zwierzętach. Francuscy badacze pod kierownictwem Paolo Giacobiniego podali myszom laboratoryjnym, które spodziewały się potomstwa, dodatkową dawkę hormonu AMH. 

Podczas dalszych badań zaobserwowali, że ta nadwyżka hormonu anty-Mullerowskiego w życiu płodowym żeńskich osobników prowadziła w wieku dorosłym do rozwoju objawów typowych dla PCOS (w tym niepłodności). Naukowcy uważają, że wynika to z nadmiernej stymulacji komórek mózgowych odpowiedzialnych za wydzielanie testosteronu, do której dochodzi w okresie prenatalnym.

Wnioski te zdają się też wyjaśniać, dlaczego kobiety zmagające się z PCOS mają większą szansę na ciążę po 30. roku życia, gdy poziom AMH ulega obniżeniu.

ZOBACZ TEŻ: Rezerwa jajnikowa. Po co robić test płodności AMH i FSH?

Lek stosowany w in vitro pomoże w walce z PCOS

Na tym wcale nie koniec przełomowych odkryć. Badacze zdołali również wyeliminować objawy PCOS, podając myszom lek stosowany w stymulacji jajników – cetroreliks (antagonista hormonu uwalniającego hormon luteinizujący LHRH). Zdobyta dzięki temu eksperymentowi wiedza może już wkrótce pomóc w opracowaniu skutecznej terapii dla kobiet zmagających się z zespołem policystycznych jajników.

Radykalna zmiana w podejściu do zespołu policystycznych jajników otwiera szereg nowych możliwości badawczych – przyznał prof. Robert Norman z australijskiego Uniwersytetu Adelaide.

Próby kliniczne, w ramach których ochotniczki zastosują terapię PCOS z wykorzystaniem cetroreliksu, rozpoczną się prawdopodobnie pod koniec tego roku.

– Może to być ciekawa strategia terapeutyczna, która pomoże w przywróceniu owulacji, a w konsekwencji zwiększy wskaźnik uzyskanych ciąż – podkreślił prof. Giacobini.

Źródło: thenewscientist.com, nature.com, pulsmedycyny.pl

POLECAMY: Myo-inozytol – sprzymierzeniec w walce z PCOS

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Eksperci alarmują: wyszczepialność jest zbyt niska, by gwarantować odporność. Grozi nam epidemia?

Chłopiec badany stetoskopem przez lekarza /Ilustracja do tekstu: Gruźlica: groźna dla płodności, a nawet życia
Fot.: Pixabay.com

Choroba, którą prawie udało się wyeliminować, w ostatnich latach znów o sobie przypomina. Okazuje się, że zagrożenie dotyczy również Polski. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny poinformował, że w 2017 r. wyszczepialność przeciwko odrze spadła poniżej bezpiecznego progu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze wstępnymi danymi Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) za 2017 rok, wyszczepialność przeciwko odrze wynosi w Polsce obecnie mniej niż 95 proc. Oznacza to, że liczba osób zaszczepionych spadła poniżej dolnej granicy gwarantującej odporność populacyjną – wyjaśniła dr Iwona Paradowska-Stankiewicz, konsultant krajowy ds. epidemiologii, podczas niedawnej konferencji zorganizowanej z okazji Europejskiego Tygodnia Szczepień. Celem wydarzenia było podkreślanie roli szczepień w profilaktyce zdrowotnej dzieci i dorosłych.

Niska wyszczepialność przeciwko odrze to powód do obaw

Eksperci wyjaśnili, że w ubiegłym roku odsetek osób zaszczepionych jedną dawką skojarzonej szczepionki MMR (przeciwko odrze, śwince i różyczce) wynosił 94 proc., a dwiema dawkami – 93 proc. I choć sytuacja w Polsce jest wciąż lepsza niż w innych krajach europejskich, obniżający się poziom wyszczepialności populacji jest powodem do niepokoju. Szczególnie, że na świecie rośnie liczba zachorowań na odrę.

Odra niesie śmiertelne zagrożenie

W 2017 r. w Europie odnotowano ponad 21 tysięcy przypadków odry, a 37 osób z jej powodu zmarło. Wśród tych chorych odsetek osób niezaszczepionych wahał się od 72% (w grupie wiekowej 25-29 lat) do 96% (w grupie dzieci do 1. roku życia, które są zbyt małe, aby mogły zostać poddane szczepieniom przeciwko odrze).

W Polsce ryzyko wzrostu zachorowań na odrę wynika z napływu ludności z krajów, w których programy szczepień ochronnych nie są realizowane w pełni (chodzi głównie o Ukrainę). Rosną też w siłę ruchy antyszczepionkowe; liczba rodziców, którzy unikają szczepienia dzieci, stale się zwiększa.

ZOBACZ TEŻ: Szczepienie przeciwko odrze pomaga dzieciom bardziej, niż sądzono

Groźne konsekwencje braku szczepień przeciwko odrze

Tymczasem odra jest chorobą, która często powoduje istotny uszczerbek na zdrowiu. Aż 25% chorych wymaga hospitalizacji. Ci, którzy doświadczają łagodnego przebiegu choroby, niejednokrotnie mierzą się z późniejszymi groźnymi powikłaniami. Wirus odry uszkadza bowiem nabłonek dróg oddechowych, a to sprzyja ciężkim nadkażeniom bakteryjnym, których następstwami mogą być m.in. zapalenie płuc, zapalenie krtani i tchawicy lub zapalenie ucha środkowego. Zdarza się również uszkodzenie rogówki oka, a u jednej na 1000 zakażonych osób rozwija się groźne zapalenie mózgu, które może doprowadzić do dysfunkcji narządu słuchu lub niepełnosprawności intelektualnej.

Obecny na konferencji prof. Leszek Szenborn, specjalista chorób zakaźnych z Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, podkreślił, że w Polsce jest wciąż wiele do zrobienia w kwestii profilaktyki epidemii odry. Przypomniał, że gdy przed kilkoma laty na odrę zachorowało kilkudziesięciu Amerykanów, głos w tej sprawie zabrał Barack Obama. Prezydent USA wyraził wówczas zdecydowane poparcie dla stanowiska lekarzy i autorytetów naukowych w kwestii szczepień.

– Co powiedział amerykański prezydent? „Rozumiem, że niektórzy rodzice mogą mieć różne obawy, ale nauka jest niepodważalna”. Co mówią polscy politycy? Że rozumieją obawy – zauważył.

Główny Inspektor Sanitarny Marek Posobkiewicz przypomniał z kolei, że w latach powojennych na odrę chorowało ponad 100 tys. osób rocznie, a 100-200 z nich umierało z powodu powikłań.

– Kiedy w 1975 roku wprowadzono obowiązkowe szczepienia, w ciągu kilkunastu lat liczba zachorowań zmniejszyła się do kilkudziesięciu przypadków rocznie – podkreślił.

CZYTAJ TEŻ: Ważny wyrok ws. odmowy wykonania szczepień. Wpłynie na ruch antyszczepionkowy?

Bezpieczni w kokonie

Eksperci przypomnieli, że szczepienia przeciwko odrze są naszym zbiorowym obowiązkiem – jako społeczności, która powinna chronić zdrowie zarówno swoje, jak i osób z mniejszą odpornością.

– Nie powinniśmy obserwować przypadków choroby, na którą istnieje skuteczna szczepionka. Dziś ważne jest to, aby szczepić wszystkie zdrowe dzieci. Żeby te, które z przyczyn medycznych nie mogą być zaszczepione, też były bezpieczne poprzez tzw. kokon, otoczkę dookoła zaszczepionych osób – podkreślała.

Źródło: zczepienia.pzh.gov.pl, mp.pl

Więcej na temat odry i jej profilaktyki przeczytasz TUTAJ.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Twój partner cierpi na depresję? To może istotnie wpłynąć na wasze starania!

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Dane epidemiologiczne wskazują, że na depresję cierpi dziś 350 mln ludzi, z czego w Polsce aż 1,5 mln. Problem ten dotyczy też wielu mężczyzn, choć na specjalistyczne leczenie wciąż decydują się tylko nieliczni. Tymczasem depresja wpływa nie tylko na jakość życia i funkcjonowanie w społeczeństwie, ale również na płodność przyszłych ojców – wynika z najnowszych badań.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy z Narodowego Instytutu Zdrowia w USA przeanalizowali ponownie dane z dwóch dotychczasowych badań, którymi objęto 1650 kobiet i 1608 mężczyzn zmagających się z niepłodnością. Celem pierwszej z analiz było określenie skuteczności dwóch leków wywołujących owulację u kobiet z PCOS. W drugim badaniu sprawdzono, jak leki te wpływają na możliwość uzyskania ciąży wśród par, u których przyczyna trudności z zajściem w ciążę nie było do końca poznana.

Uczestnicy obu tych badań wypełniali też kwestionariusz służący ocenie ryzyka depresji. Jak się okazało, blisko 6% kobiet i 2,3% mężczyzn z tych grup cierpiało na depresję ciężką. Naukowcy wrócili do wyników obu tych badań, by sprawdzić, jak choroba ta (oraz jej leczenie) przekładała się na procentowe szanse na uzyskanie i prawidłowy przebieg ciąży. W analizie nie uwzględniono osób, które zdecydowały się na procedurę in vitro.

CZYTAJ TEŻ: Depresja w ciąży dotyka co piątą kobietę. Nowe standardy opieki okołoporodowej pozwolą dostrzec problem

Antydepresanty a ryzyko poronienia: jest związek, ale tylko w przypadku niektórych leków

Po szczegółowym opracowaniu uzyskanych danych okazało się, że kobiety, które przyjmowały leki antydepresyjne niebędące selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI),  były ok. 3,5 razy bardziej narażone na utratę ciąży w pierwszym trymestrze w porównaniu do kobiet, które nie stosowały takich środków.

Natomiast przyjmowanie leków z grupy SSRI, a także sama depresja przyszłej mamy nie wiązały się z ryzykiem poronienia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Niepłodność i utrata ciąży. Dlaczego są tematem tabu?

Depresja a niepłodność męska: nie lekceważ zagrożenia!

Silny wpływ na wynik starań wykazano jednak w przypadku mężczyzn. Wśród niepłodnych par, w których partner kobiety cierpiał na ciężką depresję, szansa na poczęcie dziecka i uzyskanie tzw. żywego urodzenia spadała aż o 60% w stosunku do par, w których mężczyzna nie zmagał się z depresją.

Warto zauważyć, że we współczesnej kulturze depresja mężczyzn jest wciąż tematem tabu. Wielu chorych określa ją jako „niemęską”. Tymczasem depresja to poważna choroba, która – tak jak inne zaburzenia zdrowotne – wymaga podjęcia odpowiedniego leczenia.

– Często spotykam się z osobami niezwiązanymi z medycyną, w tym również z pacjentami, którzy uważają, że depresja to pewien sposób myślenia, z którym można poradzić sobie samemu. Czyli „wziąć się w garść”. Otóż tak nie jest – podkreśla dr n. med. Maciej Klimarczyk, psychiatra i seksuolog. – Depresja nie jest chwilowym smutkiem, chandrą, lenistwem czy reakcją na przykre, krótkotrwałe wydarzenia – zaznacza.

Problem jest bardziej powszechny, niż może się wydawać. Według dotychczasowych badań depresja dotyka 40% niepłodnych kobiet i co drugiego mężczyznę, który z uwagi na zaburzenia płodności zdecydował się na leczenie za pomocą procedury in vitro. Wykazano również, że choroba ta częściej występuje u osób, które zmagają się z cukrzycą, niedoczynnością tarczycy czy PCOS. A wszystkie te schorzenia mają istotny wpływ na płodność.

Źródło: nih.gov


Jeśli podejrzewasz, że depresja mogła dotknąć ciebie lub twojego partnera, nie zwlekaj z podjęciem leczenia. Więcej na temat objawów depresji oraz jej związku z niepłodnością znajdziesz m.in. tutaj.

 

 

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Do endokrynologa marsz, czyli o wpływie hormonów na płodność

Kobieta w ciąży; przy brzuchu trzyma dziecięce buciki / Program dofinansowania in vitro w Sosnowcu zrealizuje Klinika Bocian

Często zgłaszają się do mnie pacjentki, które nie mogą zajść w ciążę. Zasięgają porad w klinikach leczenia niepłodności, stosują przeróżne terapie, przechodzą procedury medyczne. Problem dotyczy oczywiście pary – dysfunkcja może leżeć po obu stronach, jednak diagnostykę zaczyna się zazwyczaj od płci pięknej. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się, że pacjentki z takim problemem powinny zgłosić się raczej do ginekologa. Owszem, ale nie tylko. Ginekolog oceni owulację, cykl miesiączkowy, pobierze cytologię, skontroluje obraz narządu rodnego przy pomocy USG, ewentualnie oceni drożność jajników, doradzi, jak dalej postępować, by maksymalnie zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Niestety czasem to nie wystarczy. Zdarza się, że pomimo tego, że ginekolog nie stwierdzi żadnych nieprawidłowości, ciąży nadal nie ma. Wówczas do akcji wkracza endokrynolog. Wyróżniamy niemało schorzeń układu wydzielania wewnętrznego, które mogą utrudniać zajście w ciążę.

Wpływ hormonów na płodność

Diagnostykę rozpoczynamy od tarczycy. Patologie tego narządu to najczęstsza endokrynologiczna przyczyna wspomnianych kłopotów. Mam tu na myśli nie tylko tak rozpowszechnioną ostatnio niedoczynność spowodowaną chorobą Hashimoto, lecz także nadczynność tego narządu. Niewyrównana, nieleczona choroba tarczycy faktycznie może pogarszać płodność.

Co więcej, ciąża przy nieprawidłowych poziomach hormonów może być ryzykowna dla dziecka. Płód nie ma od razu wykształconej, w pełni funkcjonalnej tarczycy, dlatego musi bazować na mamie. Jeśli ona nie produkuje odpowiednich ilości hormonów, dziecko może nie rozwijać się prawidłowo. Z tego powodu od kilku lat na pierwszej wizycie położniczej zleca się badanie TSH. Najlepiej jednak jest skontrolować wszystko, jeszcze zanim kobieta zajdzie w ciążę. I tu, poza TSH, sugerowałabym także pozostałe parametry – FT3, FT4, ATPO, ATG. Nie zawsze wynik TSH, nawet gdy wydaje nam się prawidłowy, wyklucza patologię tarczycy. Zwłaszcza że normy dla kobiet planujących ciążę są zdecydowanie ostrzejsze.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Globulina SHBG – kiedy sprawdzić jej poziom i jakie są normy?

Kortyzol

Kortyzol to hormon produkowany przez nadnercza. Jeśli jest go za dużo, powoduje zaburzenia miesiączkowania i także upośledza możliwość zajścia w ciążę. Patologicznie wysokie stężenia kortyzolu wywołują zespół Cushinga. Na szczęście samoistnie występuje rzadko. Najczęściej jest idiopatyczny, czyli dochodzi do niego wskutek nadmiernego przyjmowania kortykosteroidów z powodu różnych schorzeń. Leki sterydowe działają niestety równie negatywnie co zwiększone wydzielanie własnych hormonów.

Androgeny

Androgeny to inaczej hormony męskie – testosteron, androstendion oraz DHEAS. Produkują je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, jednak u płci pięknej nadmiar tychże nie będzie mile widziany – szczególnie w kontekście ewentualnego macierzyństwa. Ich nieprawidłowy poziom powoduje zaburzenia miesiączkowania i owulacji. Gdy są powyżej normy, koniecznie należy rozszerzyć diagnostykę. Mogą być elementem zespołu jajników policystycznych (PCOS) albo wrodzonego przerostu kory nadnerczy (WPN).

Insulina

Insulinę wytwarza trzustka, teoretycznie tylko po to, by regulować metabolizm spożywanych węglowodanów, tłuszczów i białek. Tymczasem zaburzenia jej wydzielania mają wpływ na działanie całego ciała. Obecnie coraz częściej mamy do czynienia z insulinoopornością i innymi związanymi z nią zaburzeniami metabolicznymi. Poprzez szereg powiązanych ze sobą mechanizmów oraz ich skutków potrafią upośledzać homeostazę organizmu. Częstą konsekwencją tego stanu jest właśnie pogorszenie zdolności rozrodczych.

CZYTAJ TEŻ: Insulinooporność: zdrowa dieta i zdrowe życie. Rozmowa z Dominiką Musiałowską

Prolaktyna

Prolaktyna to istotny w procesie rozrodczym hormon produkowany przez przysadkę mózgową. Ten, jeśli wydzielany jest w nadmiarze, będzie negatywnie wpływać na płodność, w tym cykl miesiączkowy, owulację. Hiperprolaktynemia, podobnie jak insulinooporność, może towarzyszyć zespołowi jajników policystycznych (PCOS).

Estrogeny i progesteron

Na koniec wspomnę jeszcze o żeńskich hormonach płciowych, czyli estrogenach oraz progesteronie. To od nich bezpośrednio zależy nasza płodność, występowanie owulacji, zagnieżdżenie zarodka i prawidłowy rozwój ciąży. Niewłaściwe wahania ich poziomów i zaburzenia wzajemnych korelacji mają diametralne znaczenie.

Warto się diagnozować!

Jak widać, istnieje wiele substancji endogennych mających wpływ na rozmnażanie. Układ endokrynny to skomplikowany i ważny mechanizm regulujący większość funkcji organizmu. Zaburzenia hormonalne mogące upośledzać płodność to obszerne zagadnienie,  wymagające oceny doświadczonego specjalisty.

Dlatego właśnie kobiety zgłaszają się do endokrynologa. Jeśli minął rok prób, a upragniona ciąża się nie pojawia, należy koniecznie zrobić badania! Być może przyczyna jest błaha i łatwa do uregulowania. Albo niełatwa, ale również uleczalna. Warto się diagnozować. Nawet jeśli teoretycznie wydaje się, że nie ma żadnych uchwytnych dolegliwości. A co i jak zbadać? W tym rola endokrynologa, by po przeprowadzeniu pełnego wywiadu i przejrzeniu dokumentacji zalecił właściwe postępowanie.

 


 

Magdalena Jagiełło: autorka tekstu: Marsz do endokrynologa, czyli wpływ hormonów na płodnośćAutor: lek. med. Magdalena Jagiełło, specjalistka endokrynologii oraz chorób wewnętrznych, posiadająca kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w lecznictwie szpitalnym (Klinika Endokrynologii i Diabetologii MSW w Warszawie) oraz ambulatoryjnym. Jej praktyka zawodowa obejmuje przede wszystkim choroby tarczycy, ze szczególnym uwzględnieniem choroby Hashimoto. Ponadto zajmuje się zaburzeniami metabolicznymi, w tym insulinoopornością. Swoją wiedzą dzieli się, prowadząc szkolenia oraz pisząc bloga dla pacjentów: doktormagda.blogspot.com.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Niepłodność a statystyka. Te liczby mogą budzić niepokój

 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.