Przejdź do treści

Chemioterapia, która przywraca szanse na dziecko. Jeden lek na niepłodność i nowotwór?

Szkoccy naukowcy dokonali szokującego odkrycia. Metoda chemioterapii zwykle stosowana do walki z chłoniakiem Hodgkina stymuluje kobiecy organizm do wytwarzania nowych komórek jajowych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy z Uniwersytetu Edynburskiego dowiedli, że jajniki mogą zacząć produkować nowe komórki jajowe. Do tej wydawało się to niemożliwe.

Przełom

Każda kobieta rodzi się z określoną liczbą komórek jajowych, co miesiąc, przez całe jej życie kilkanaście z nich dojrzewa. Wraz z wiekiem również kobiece komórki jajowe się starzeją. Kobieta w żaden sposób  nie jest w stanie sama z siebie wyprodukować nowych komórek jajowych, dlatego też z wiekiem coraz trudniej zajść w ciążę.

Zdaniem szkockich badaczy chemioterapia przy użyciu kombinacji czterech leków ABVD pacjentki onkologiczne z chłoniakiem Hodgkina miał nawet o 10 razy więcej komórek jajowych niż zdrowe kobiety.

Według założeń naukowców leczenie onkologiczne nie dość, że nie wyklucza szansy na urodzenia dziecka to może nawet zwiększyć płodność pacjentek. Badacze uważają, że szok powodowany chemioterapią może stymulować komórki macierzyste w jajnikach do wytwarzania nowych pęcherzyków, w których to dojrzewają komórki jajowe.

Szok

– Ze zdumieniem obserwowaliśmy co dzieje się z tkanką jajników. Przypominała tkankę, jaką widuje się u dziewcząt wchodzących w wiek pokwitania. Takie zagęszczenie pęcherzyków nie występuje u dorosłych kobiet. – tłumaczy kierownik badań, prof. Evelyn Telfer ze Szkoły Nauk Biologicznych przy Uniwersytecie Edynburskim.

Naukowcy już wcześniej wiedzieli, że chemioterapia ABVD nie obniża płodności, jak inne leki przeciwnowotworowe, jednak odkrycie, że może ona wspomóc wytwarzanie nowych komórek jajowych w dużych ilościach było dla nich szokiem.

– Wygląda na to, że ten schemat leczenia aktywuje jakiś proces w obrębie linii germinalnej lub w komórkach macierzystych. Teraz musimy dowiedzieć się co to za mechanizm. Możliwe, że ostra terapia wywołuje coś w rodzaju szoku, czy zaburzenia, które stymuluje komórki macierzyste do wytwarzania nowych komórek jajowych. – mówi prof. Evelyn Telfer.

– Uważam, że to ważne odkrycie. Po raz pierwszy zaobserwowaliśmy powstanie nowych pęcherzyków w jajnikach. Co prawda w badaniu uczestniczyła niewielka liczba kobiet, ale istotne jest to, że u wszystkich zauważyliśmy ten sam efekt po zastosowaniu leczenia schematem ABVD. Wyniki naszego badania mogą przynieść przełom. – dodaje badaczka.

Badanie zostało wykonane na próbkach tkanki jajników pobranych od 14 kobiet po chemioterapii oraz próbkach pochodzących o innych 12 zdrowych kobiet. Aż osiem pacjentek po leczeniu lekami ABVD miały wyższą liczbę komórek jajowych niż u zdrowych kobiet. Tkanki jajników były w podobnym stanie do tkanki jajników młodych kobiet.

Nowe komórki jajowe są jeszcze niedojrzałe, ale naukowcy już szukają odpowiedzi – jak doszło do ich produkcji oraz co zrobić, żeby dojrzały. Na razie nie wiadomo, czy w obecnej formie komórki jajowe  będą odpowiednio funkcjonować.

– To małe, ale niesłychanie ważne badanie – zapewnia prof. Charles Kingsland, ekspert ds. płodności ze Szpitala Kobiecego w Liverpoolu. – Na razie jesteśmy dopiero na początku, ale być może dowiemy się jak to możliwe, by jajniki wytwarzały nowe komórki jajowe, co do tej pory wydawało się niemożliwe.

Źródło: kobieta.onet.pl

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby. Czy można pokochać bardziej?

Każda droga do miłości jest inna. Także ta prowadząca do miłości rodzicielskiej. Peter McKay jest dziś dumnym adopcyjnym ojcem 4-latki, który połączył się ze swoim dzieckiem nie tylko emocjonalnie. Dwa lata temu oddał jej część wątroby i tym samym uratował życie. Czy można być bliżej swego dziecka?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Można by rzec, że Peter uratował życie swojego dziecka dwa razy. Najpierw postanowił dać małej Darcy dom, poczucie bezpieczeństwa i miłość. Później pomógł ocalić także jej zdrowie, bowiem dziewczynka borykała się z chorobą zagrażającą bezpośrednio jej życiu. Postępująca rodzinna cholestaza wewnątrzwątrobowa typu 2 powoduje m.in. zastój żółci w organizmie. Dziś, dzięki przeszczepowi wątroby, czterolatka ma przed sobą przyszłość!

Więcej niż słowa

Ta niezwykle wzruszająca decyzja została uwieczniona na zdjęciu, które wykonano w szpitalu zaraz po operacji. Odbyła się ona w 2015 roku, gdy dziewczynka miała zaledwie dwa lata. Poruszony ojciec siedzący przy łóżku swojej pociechy to znakomite podsumowanie przeżyć, które stały za całą rodziną, bowiem przewlekła choroba zawsze wiąże się z cierpieniem. U małej Darcy objawiała się ona swędzeniem skóry i powodowała zmianę jej koloru na żółty: „Bycie świadkiem tego wszystkiego było bolesne. Złamało to nasze serce” – mówi ojciec i dodaje: „Chcieliśmy by nasze dziecko eksplorowało świat i ciężko było patrzeć jak jej piękna, żywa i towarzyska osobowość jest skrępowana przez te warunki” – jego słowa cytuje „Daily Mail”. Co ważne, lekarze rzeczywiście zapowiadali, że mała może potrzebować na pewnym etapie swojego życia przeszczepu. Gdy jednak jej stan zaczął się gwałtownie pogarszać, sprawy znacząco przyspieszyły.

Siła rodziny

Rodzice adopcyjni – Peter i jego partner Chris – nie czekali na dawcę. Sami poddali się odpowiednim badaniom i nie sposób nie ulec wrażeniu, że szczęśliwy los maczał w tym palce! Obaj mogli podarować córce zdrowie, bowiem testy wykazały zgodność zarówno z jednym, jak i drugim mężczyzną.Zmierzenie się z realną możliwością śmierci naszego dziecka było dewastujące i zamierzaliśmy zrobić absolutnie wszystko, by jej pomóc – mówi Peter. Podczas kilkugodzinnej operacji usunięto 15 proc. jego wątroby, którą to następnie przeszczepiono Darcy. Organ ten ma ogromną zdolność regeneracji, dzięki czemu stan obojga pacjentów jest już znakomity. Co więcej, miało to duże znaczenie także na poziomie emocjonalnym: „Posiadanie kawałka biologii, który łączy teraz Darcy i mnie, bardzo wiele dla mnie znaczy. Magia i nauka idą tu ramię w ramię” – podkreślił dumny tata.

Fot. Peter McKay i Darcy „Daily Mail”

Jest to niesamowite podsumowanie wielkiej miłości, która w tej rodzinie tylko rośnie w siłę. Peter i Chris adoptowali Darcy w 2013 roku. Miało to miejsce w trzy lata po ich ślubie, który odbył się w czerwcu 2010 roku. Panowie byli na sali porodowej, gdy ich córka przychodziła na świat, a wcześniej przez okres ciąży mieli stały kontakt z matką biologiczną dziewczynki. Ojcowie zauważyli, że z małą dzieje się coś niedobrego, gdy miała ona dwa miesiące.

Dziś, dzięki operacji, dziewczynka znakomicie się rozwija, a jej życie będzie prawdopodobnie wyglądało tak samo, jak jej zdrowych rówieśników. Na szczęście zdrowy jest też jej roczny brat Sebastian, który także został adoptowany przez Petera i Chrisa.

Jest to kolejna historia wzruszającej adopcji pokazująca, że pomimo ogromu trudności, można starać się budować szczęśliwą rodzinę. Opisywaliśmy na naszym portalu m.in. doświadczenia trzylatka o imieniu Michael. „Po 832 dniach pobytu w rodzinie zastępczej został adoptowany – jego reakcja jest bezcenna!” – pisaliśmy i pokazywaliśmy zdjęcia, które w sieci umieściła starsza siostra chłopca >>KLIK<<. Wzruszenie to chyba najczęściej pojawiająca się w tym kontekście emocja. Co jednak istotniejsze, wcale nie są to łatwe i zawsze szczęśliwe historie, ale czy to nie one nadają rzeczywistości prawdziwego sensu?

Źródło: „Daily Mail”

 

Zobacz też:

Przekroczone granice zagranicznych adopcji – myśleć, widzieć, czuć

10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

„Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jej zdrowie w jego rękach – Krystian Wieczorek: „Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie”

Wszyscy znamy go jako aktora i przede wszystkim przez taki też pryzmat oceniamy. Jak zatem odnieść się do tego, że wraz z żoną Marią, stał się ambasadorem Kampanii Diagnostyka Jajnika? Tutaj jest mężem, partnerem i mężczyzną – świadomym mężczyzną. „Dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Świadomość spadła na nas w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy” – mówi w rozmowie z nami Krystian Wieczorek.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Miłkowska: Zapewne często słyszysz ostatnio pytanie: „Co mężczyzna może wiedzieć o zdrowiu kobiety?”.

Krystian Wieczorek: Mężczyzna, jeśli tylko chce w zdrowiu kobiety uczestniczyć, może wiedzieć tyle samo co ona, albo i więcej. Zauważ, że już samo to pytanie bardzo określa, gdzie w naszych głowach rola mężczyzny jest. I dzieje się to niezależnie od tego, czy mówimy o partnerze, mężu, synu. Dlaczego jednak niektórzy faceci nie chcą tego uczestnictwa? Myślę, że jest to kwestia niezwykle złożona. Z jednej strony pojawia się lenistwo i ignorancja. Z drugiej, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego kulturowo, chociaż niesprawiedliwe byłoby wrzucanie wszystkich mężczyzn do jednego wora.

Dlaczego, przecież kampanie raczej nie są kierowane do mężczyzn świadomych?

Myślę, że do nich jak najbardziej też. Podobnie jak i do samych kobiet. Jeśli chodzi o raka jajnika, jest to tzw. „cichy zabójca”, który potrafi niezwykle dobrze się maskować. Bardzo ciężko jest rozpoznać, czy jakiś rodzaj objawów już wykracza poza normę, czy jeszcze się w niej mieści. Co więcej, nie ma jednego badania, które może w stu procentach zdiagnozować tę chorobę, albo jej brak.

Mówisz o tym z dużą wiedzą. To skutek udziału w Kampanii Kwiatu Kobiecości?

Oczywiście, że tak. Nie będę kreował się tutaj na jakiegoś guru od medycyny, bo tak nie jest. Przede wszystkim, wzięliśmy wspólnie z żoną udział w Kampanii, ponieważ sami zmieniliśmy swoje życie.

Wiem jednak, że dochodzenie do świadomości jest procesem. Nie obudziłem się nagle z wgranym programem pod tytułem: „Świadomy”.

Stąd tak bardzo zależy mi skupieniu się na profilaktyce. I nie mam tu na myśli wizyt u lekarza w momencie kiedy czuję, że coś mnie boli. Zastanawiam się raczej, jak nie dopuścić do tego, by bolało – czego nie jeść, jak ważny jest sen, jak stres wpływa na zdrowie. Przede wszystkim jednak badania. Niezależnie od tego, czy coś się dzieje, robię je co roku. Mam wtedy przynajmniej jakąkolwiek szansę by coś zdziałać. Szczególnie w przypadku raka jajnika. Często gdy go zdiagnozujemy, jest już po zawodach.

Silnie tutaj widać rolę partnera. Mam wrażenie, że zastanawiając się nad swoim zdrowiem, nieraz traktujemy je w jakimś sensie „egoistycznie” – dotyczy tylko mnie, a cierpienie będzie tylko moje. Nie, to będzie cierpienie całego otoczenia.

Wydaje się to oczywiste, a wcale nie jest. Ciężko mi z tym dyskutować. Nie chcę powiedzieć, że kobiety są same sobie winne, bo do niesienia całego ciężaru na swoich barkach zostały po prostu przyzwyczajone.

Weszlibyśmy wtedy ponownie w te same kalki.

Dokładnie, bo przecież skoro przyzwyczaiły się dźwigać ten ciężar same, to faceci mogą się śmiało odseparować. Ty masz swoje sprawy, ja mam swoje. Twój ból jest twoim bólem, a mnie to nie obchodzi. Myślę, że nie tak wygląda partnerstwo, przy czym unikam tutaj podziałów płciowych. To powinna działać w dwie strony, bo i faceci są narażeni np. na raka prostaty, którego to nie mają kobiety. Świadomości powinniśmy uczyć się wzajemnie.

Ponownie mówimy tu o wzorcach kulturowych.

Które niestety są jakie są. Dlatego tak ważne jest współuczestniczenie w przeróżnych akcjach, nie tylko dotyczących zdrowia. Wspólną sprawą jest uświadamianie sobie, rodzinie, innym ludziom, jak wiele zależy od nas samych.

Często nie zdajemy sobie sprawy, na ile tak naprawdę to my tworzymy ten świat.

Tworzymy jak cholera, tylko nasza ignorancja powoduje poczucie, że na nic nie mamy wpływu. Głośna jest teraz kampania #metoo [red. kampania dotycząca molestowania seksualnego]. Czytam wpisy tych wszystkich kobiet i widzę jak jest to ważne. W tym wypadku mówimy o stereotypie, schemacie, wykorzystywaniu władzy, ale możemy śmiało przełożyć to na każdą inną sferę. W grupie jest ogromna siła. Z jednej strony współdziałanie pozwala usłyszeć, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami. Z drugiej, pozwala pozbyć się nieraz ogromnego ciężaru. Idealnie odzwierciedla to słynny test z włosem. Jeden przerwiesz, ale z warkoczem już tego nie zrobisz. Dlatego jak najbardziej jestem za wszelkimi tego typu kampaniami. Nawet jeśli uratuje się jedna osoba, to będzie mało? Tego nie da się zmierzyć.

DCZ_8745

Zawsze z pomocą przyjdą statystyki.

No tak, ale co to jest w statystykach 2,5 tysiąca kobiet rocznie umierających w Polsce na raka jajnika? Na cyfry można sobie popatrzeć, bo dotyczą one „jakichś” kobiet. Kiedy jednak zderzymy się z tym, że jest to realne zagrożenie życia i przełożymy je na bliską nam osobę, rozmowa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Co by było, gdyby ciebie nagle zabrakło? Odpowiedź nie jest już wtedy tylko cyfrą. Lubię też takie porównania, które pozwalają nam dostrzec skalę. W tym wypadku te 2,5 tysiąca mogłoby być małym miasteczkiem. Wyobraźmy sobie, że nagle jednego roku giną w nim wszystkie kobiety – to jest właśnie to. Rak jajnika, który zmiata miasteczko. Jaki to jest wtedy obraz?! Tak trzeba myśleć, bo to nie są żarty. To jest ogrom.

Przerażająca wizja.

Bo ona taka jest, a mam wrażenie, że większość informacji jest trywializowana i nie robi już na nas większego znaczenia. Wydaje się, że bierzemy jakiegoś aktora, robimy kampanię i miło opowiadamy o zdrowiu.

Dziwisz się takiemu odbiorowi? Widzimy przecież ładne, kolorowe obrazki.

Masz rację, nie ma tam trupiej czaszki. Może gdyby dać przekaz, że jak nie pójdziesz ze swoją żoną do lekarza, to będzie tam czaszka, to by zadziałało… Zawsze uważałem jednak, że strach nie jest najlepszym środkiem do poszukiwania świadomości. Chociaż faktycznie, nie przejmujemy się wieloma informacjami, dopóki nie dotkną one nas samych.

Na otwarciu Kampanii byli zresztą ludzie z różnych dziecin nauki m.in. socjologii, którzy bardzo szeroko i ciekawie analizowali zjawisko zdrowia. Przez to, że mieli naprawdę różne specjalizacje, uzmysłowili mi jak jest to trudny temat. Jednak pytaniem, które najbardziej w tym wszystkim mnie nurtuje, jest po prostu: „Jak żyć?. Nie wiem czy znasz książkę David’a Servan’a-Schreiber’a „Antyrak”. Lekarz, który chorował na nowotwór, po wyzdrowieniu udał się do swoich kolegów onkologów i zapytał: Co teraz?. Dostał odpowiedź: „Nic. Żyj, przychodź na badania kontrolne i tyle. Nie miał jednak na to zgody, chciał by ludzie dowiedzieli się, jaka jest profilaktyka raka i jak zminimalizować szanse na zachorowanie. Dlatego zaczął badać jedzenie, tryb życia etc. Odkrył jakie sytuacje są rakogenne. A dlaczego zmarł? Jeździł po świecie promując książkę, źle sypiał, źle jadł i koniec końców miał nawroty. Jest to przykre, ale na własnym przykładzie udowodnił, że jakość życia ma kolosalny wpływ na prawdopodobieństwo zachorowania.

Podkreśliłeś, że dochodzenie do takich wniosków jest procesem. W twoim przypadku też tak było?

Przez to, że mam zawód, w którym co jakiś czas moje życie jest „uporządkowane do góry nogami”, nie jest łatwo. Jedno to fakt, że zawsze zajmowałem się sportem, obecnie trenuję narciarstwo biegowe. Z drugiej strony wiem, że sport to nie wszystko. Bez dobrego jedzenia, unikania alkoholu i innych używek, ale przede wszystkim bez dyscypliny, trudno byłoby utrzymać spokój i zdrowie. Jej brak powoduje, że jesteśmy rozchwiani w pilnowaniu siebie.

Czyli predyspozycje, ale też ciężka praca nad sobą?

Nieustanna praca nad świadomością jest bardzo ważna. Jednak jak powiedziałem wcześniej, dopóki coś nas bezpośrednio nie dotknie, wydaje nam się, że „jakoś to będzie”. U nas tym momentem była choroba mojej żony. Borelioza okazała się być bardzo poważnym, przewlekłym stanem. Nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek będziemy mogli mieć dzieci ani czy Maria wyzdrowieje, bo dookoła jest cała masa mitów i teorii dotyczących tej choroby. Co ciekawe, pierwsze, co powiedział nam lekarz, to zero cukru, alkoholu, pszenicy, wysypianie się i unikanie stresu. Potrzebowaliśmy do tego bardzo dużo silnej woli. Wiem, że moja Marysia w życiu by sobie z tym nie poradziła, gdybym obok niej jadł na potęgę hamburgery.

Weszliście w to razem.

Nie było innej opcji.

Od razu tak pomyślałeś?

Tak, bo jest to bardzo trudna choroba. Przedefiniowała ona nasz tryb życia. Biję się jednak w pierś, bo dopiero stanięcie pod ścianą pokazało nam, że ze zdrowiem nie ma żartów. Teraz, jak już poradziliśmy sobie z tą chorobą, uznajemy to za lekcję. Świadomość spadła na nas chyba faktycznie w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy. Z drugiej strony, jak mają mówić o świadomości ludzie, którzy muszę przeżyć do pierwszego? Jeśli przykładowo człowiek ma wybrać wydanie 30 zł na chleb i pierś z kurczaka, a na badania kontrolne, to wiadomo co zrobi. Dlaczego o tym mówię? Bo pokazuje to złożoność problemu. Dodatkowo codzienny pęd powoduje, że wiele osób woli sięgnąć po tabliczkę czekolady, czy trzy browary i zapomnieć.

Tym razem mówisz o swego rodzaju odcięciu się od świadomości, do której to ciągle wracamy.

Tak, ale Kampania to właśnie świadomość. Nawet jeżeli jest tylko początkiem jakiejś drogi, to już wiele.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki o tym wszystkim mówisz. Pokazuje, że jesteś człowiekiem, który bierze sprawy w swoje ręce i działa.

Taki jest mój temperament. Co i rusz próbuję się jednak przywoływać do porządku i nie patrzeć na innych przez swój własny pryzmat. Zastanawia się wtedy: „Dobra, ktoś inny tak nie ma. Ktoś inny jest introwertykiem, bardziej dusi w sobie emocje, nie rozmawia o problemach. Jak w takim razie dotrzeć do kogoś takiego?”. To właśnie wtedy pojawia się problem. Dlatego, jeśli tylko widzę podobne trudności, staram się rozmawiać. Nie chciałbym jednak, żeby dyskusja dotycząca zdrowia była zero-jedynkowa. Wolałbym unikać skrajnych przykładów, bo one tworzą patologie w postrzeganiu świata, a często media w ten właśnie sposób starają się ją kreować. Ci noszą białe kapelusze, ci czarne – zupełnie jak w westernie.

Jeśli chodzi o swego rodzaju odpowiedzialność, to myślę, że leży ona zarówno po twojej stronie, po stronie mediów, ale i po stronie odbiorcy.

Odbiorcy w jakim sensie?

Jako odbiorca staram się krytycznie patrzeć na to, co dostaję. I to jest moja odpowiedzialność.

Zgadzam się. Myślę, że krytyczne podejście i zasadę ograniczonego zaufania na drodze, każdy z nas powinien mieć wręcz wytatuowane, by móc ciągle sobie o nich przypominać. To właśnie za tym idzie m.in. sprawdzanie dodatkowych źródeł. Jeśli nam coś dolega, dobrze jest iść do innego lekarza, a badania czasami warto powtórzyć w kolejnym laboratorium.

Co w takim razie, gdy w kolejnym laboratorium wynik pokaże, że wszystko z nami w porządku, a my wciąż mamy przeczucie, że dzieje się coś złego? Może wtedy warto wierzyć właśnie własnej intuicji?

Myślę, że równowaga jest gdzieś po środku. Często w sytuacjach stresogennych intuicja bardzo zawodzi. Wracam tutaj do partnerstwa i współuczestnictwa mężczyzny w chwili, gdy kobieta dowiaduje się o chorobie. Ona wtedy już nic nie słyszy. Dotarło do niej tylko to, że ma raka. I koniec. Facet będący obok niej usłyszy jeszcze, co można teraz zrobić, gdzie, kiedy.

Ściągnie ją na ziemię.

Zawsze tak jest, że druga osoba pomaga trzeźwo patrzeć. W samolocie też zakłada się maski najpierw sobie, potem dzieciom. Współuczestnictwo jest w trudnych sytuacjach niezwykle istotne i nie mówię tu tylko o raku, ale o każdej sytuacji pt.: „O matko, to co teraz?!”.

Siła partnerstwa zdaje się być jedną z twoich głównych motywacji do udziału w Kampanii.

Myślę, że warto mówić w tym kontekście zarówno o partnerstwie, jak i o podkreślanej już przeze mnie świadomości.

Myślmy o tym, jak możemy na co dzień obniżyć ryzyko zachorowania, bo mamy do tego ogrom narzędzi. Zastanówmy się, czy faktycznie pieniądze, które wydajemy na samochody i gadżety są tego warte? Może lepiej byłoby pojechać na targ i w zamian kupić lepsze jedzenie?

Szczególnie adresowane jest to do społeczeństw konsumpcyjnych, które mają możliwość mierzenia się z takimi dylematami. Dalajlama mówił, że człowiek zachodu najpierw dochodzi całe życie do tego, by osiągnąć pewien status. Kiedy ma już pieniądze, to nie ma czasu na korzystanie z nich. Za to gdy pojawia się czas, to owe pieniądze wydaje już tylko na leczenie. Według mnie jest to w pigułce ocena tego, jak żyje zachód. Jeśli mogę przy tym zawalczyć o zdrowie swoje i swoich bliskich, to świadomie chcę to robić.

poziom-logosy-RGB_EDIT

 

Zobacz też:

„Rak jajnika jest śmiercionośnym nowotworem”. Możesz wykryć go wcześniej!

„All you need is love” – różne formy miłości. Masz je w swoim życiu?

33 proc. związków prezentuje taki typ relacji – twój też?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Testy, które pozwolą wykryć ryzyko poronień i przedwczesnych porodów

testy, które wykryją ryzyko poronień
Wyniki badań są obiecujące / fot. Pixabay

Naukowcy z San Francisco opracowali nowy sposób na wykrycie w pierwszych miesiącach ciąży ryzyka poronienia lub przedwczesnego porodu. Ta przełomowa technika da lekarzom szansę na wykrycie komplikacji ciąży z dużym wyprzedzeniem– zaznaczają pomysłodawcy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nowa metoda została stworzona przez specjalistów z Laboratory for Reproductive Medicine and Immunology w San Francisco. Opracowany przez naukowców test pozwala na wykrycie cząsteczki mikroRNA w komórkach krwi i łożysku w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży. Obecność tych cząsteczek wiąże się ze zwiększonym ryzykiem poronienia, przedwczesnego porodu i stanu przedrzucawkowego.

Zobacz także: 18 razy straciła ciążę, dziś jest szczęśliwą mamą

Wyniki badań są obiecujące

Testy objęły dotąd 160 kobiet w ciąży. W tych badaniach poronienia i stan przedrzucawkowy udało się wykryć w dokładnością 90 proc., a przedwczesny poród (przed 34 tygodniem ciąży) w dokładnością 89 proc.

Profesor Daniel Brison z Universiy of Manchester mówi, że badania amerykańskich naukowców „wyglądają ekscytująco”. Brison podchodzi jednak ostrożnie do sprawy. – Potrzebujemy szerzej zakrojonych studiów, aby przekonać się, czy rezultaty są prawidłowe.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Telegraph, Med Express, Novafm, Rynek Zdrowia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Biorę, piję, palę i… chcę być rodzicem! „Niestety niejednokrotnie decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona”

Alkohol, narkotyki, leki, papierosy – uzależnienie niejedno ma imię. Każde jest jednak trudne i każde może nieść ze sobą cierpienie. Cierpienie zarówno osoby uzależnionej, jak i jej bliskich. Jak w tym wszystkim odnaleźć  pragnienie zostania rodzicem? Jak walczyć nie tylko z nałogiem, ale i z idącymi za nim skutkami? „Pracując w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tematami związanymi z płodnością. Niestety niejednokrotnie zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona” – mówi w rozmowie z nami dr Sandra Błędek-Andrzejak, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym tak naprawdę jest uzależnienie?

dr Sandra Błędek-Andrzejak: Od ponad 100 lat trwają próby zdefiniowania tego problemu i jakie są mechanizmy jego powstawania. Jedna ze współczesnych koncepcji określa uzależnienie jako „kompleks zjawisk fizjologicznych, behawioralnych i poznawczych, wśród których przyjmowanie substancji lub grupy substancji dominuje nad innymi zachowaniami, które miały uprzednio dla pacjenta większą wartość” *.

Z kolei inna definicja głosi, że: „uzależnienie jest przymusem używania substancji zbędnej z medycznego punktu widzenia, która prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia lub upośledzenia funkcjonowania społecznego” **.

Należy zaznaczyć jednak, iż powyższe definicje dotyczą uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Zaliczamy do nich alkohol, narkotyki, leki i nikotynę. Istotny jest też fakt, iż współcześnie problem uzależnienia traktuje się szeroko, a jego mechanizmy rozpatruje się zarówno w kontekście fizycznym, psychicznym, jak i społecznym.

Jaki specjalista może zatem postawić taką właśnie diagnozę?

W Polsce stawia ją lekarz, zazwyczaj jest to lekarz psychiatra. Oczywiście również terapeuci uzależnień i psycholodzy mogą podejrzewać tego typu problem, a oceniają go na bazie kryteriów diagnostycznych. Należą do nich m.in. kryterium czasowe, kryterium tolerancji dawki, występowanie zespołów abstynencyjnych, czy też utrata kontroli nad przyjmowaniem substancji.

Z jednej strony pojawia się więc kwestia psychiki, a z drugiej biologii. Który komponent ma większe znaczenie?

W rozwoju uzależnienia rolę odgrywa zarówno komponent psychiczny, jaki biologiczny. To, który z nich jest silniejszy, zależy od indywidualnych predyspozycji, rodzaju substancji psychoaktywnej, a także czasu jej używania. Ciężko jest więc jednoznacznie stwierdzić, której składowej jest więcej u danego pacjenta.

Wiemy przykładowo, że do substancji silnie uzależniających – zarówno psychicznie jak i fizycznie – które wystarczy przyjąć zaledwie kilka razy by rozwinęły się mechanizmy uzależnienia, należą opiaty  (m.in. morfina, heroina, kodeina). Z drugiej strony, niektóre z substancji, m.in.. alkohol, pacjenci traktują jako formę „samoleczenia”. Dwie lampki wina codziennie wieczorem, by zmniejszyć napięcie po ciężkim dniu pracy, bądź poprawić sobie humor. Wówczas, jak łatwo sobie wyobrazić, szybko pojawia się psychiczny element uzależnienia – alkohol traktujemy jak „lek na niepowodzenia”, „odskocznię od stresu”, „coś bez czego trudno nam sobie wyobrazić relaks”, a komponent fizyczny podstępnie dołącza się po jakimś czasie.

A czy temat płodności jest w ogóle poruszany w gabinecie lekarza psychiatry pracującymi z osobami uzależnionymi?

Rzeczywiście w Poradni Leczenia Uzależnień coraz częściej spotykam się z tego typu tematami. Moi pacjenci to bardzo często stojący dopiero u progu dorosłości młodzi ludzie. Niektórzy planują założyć rodziny i wówczas często poruszana jest właśnie kwestia posiadania dzieci. Niestety niejednokrotnie  zdarza się, że decyzja o założeniu rodziny musi zostać odroczona. Powodem odroczenia mogą być szeroko rozumiane przyczyny społeczne wynikające bezpośrednio z uzależnienia: brak pieniędzy związany często z zadłużeniem, konflikty z prawem i grożąca kara pozbawienia wolności. Są to także zniszczone więzi rodzinne i brak wsparcia najbliższych, czy przerwana edukacja i trudności w znalezieniu stałej pracy. Zdarza się, że jest to również problem bezdomności.

Mówimy zatem na razie o warstwie społecznej problemu, a jak wygląda to od strony zdrowia somatycznego? Jak wskazują badania, palenie marihuany może powodować u kobiet przedwczesny poród. U mężczyzn regularny kontakt z tą właśnie substancją wpływa na obniżenie nie tylko ilości plemników, ale też na ich morfologię.

Owszem, zdarza się również, że powodem odroczenia decyzji o rodzicielstwie są skutki somatyczne uzależnienia. Nie sposób jest wymienić wszystkich negatywnych działań substancji psychoaktywnych na zdrowie fizyczne pacjentów.

W  skrajnych przypadkach (które wcale nie są jednak rzadkie) mamy do czynienia z wyniszczeniem organizmu, niedożywieniem, marskością wątroby, przewlekłym zapaleniem trzustki i wieloma innymi zaburzeniami. Często prowadzi to do rozregulowania się pracy układu wydzielania dokrewnego, a to z kolei znacząco obniża płodność.

Często również spotykam się z chorobami zakaźnymi u pacjentów – zakażeniami wirusami HCV, HIV, HBV, a także chorobami wenerycznymi (kiła, rzeżączka). Zakażenia wirusowe, wbrew obiegowej opinii, nie są tylko problemem osób uzależnionych przyjmujących narkotyki dożylnie. Często zdarza się bowiem, że przyjmowanie substancji sprzyja ryzykownym zachowaniom seksualnym, które również prowadzą do zakażenia. Nieleczone choroby weneryczne mogą bezpośrednio prowadzić do bezpłodności, a  choroby wirusowe jak HIV, HCV grożą ryzykiem przeniesienia wirusa na niezakażonego partnera.

A co z paleniem? Dane wskazują, że nawet bierne palenie może wpływać u kobiet na wcześniejszą menopauzę, za czym stoi spadek poziomu estrogenów. Zaś w czasie ciąży, może nawet uszkadzać wątrobę płodu.

Wpływ palenia papierosów na płodność człowieka (zarówno kobiety, jak i mężczyzny) jest zdecydowanie tematem wartym poruszenia. Jest to niezwykle powszechny problem. Prowadzi on do zaburzenia funkcjonowania układu dokrewnego i w związku z tym do zaburzeń hormonalnych utrudniających zajście w ciążę. U palących mężczyzn pogarsza się znacząco jakość nasienia.

Często omawianą substancją szkodzącą płodności jest także alkohol.

W tym wypadku warto zwrócić uwagę nie tylko na samą płodność, ale i późniejsze konsekwencje. Dzieci, których matki używały alkoholu podczas ciąży, mogą cierpieć na alkoholowy zespół płodowy (FAS). Jest to zespół zaburzeń fizycznych i umysłowych, na które składają się m.in. specyficzne anomalie w budowie twarzy dziecka, spowolniony rozwój fizyczny i umysłowy dziecka. FAS jest nieuleczalny i rzutuje na całe przyszłe życie dziecka.

Należy pamiętać, że każda substancja psychoaktywna zażyta przez matkę trafia też do organizmu płodu. Dziecko jest więc „uzależnione mimo woli”. U dzieci matek uzależnionych mogą więc występować bezpośrednio po porodzie zespoły abstynencyjne. Niejednokrotnie przebiegają one w sposób dramatyczny, często są stanem zagrożenia życia noworodka i wymagające specjalistycznego leczenia.

Odchodząc nieco w stronę „psyche” – uzależnienia często wiążą się też z innymi konsekwencjami psychicznymi. Obniżony nastrój, czy lęk nie wpływają korzystnie na płodność. Jakie są jeszcze koszty, które pojawiają się w związku z uzależnieniami?

Niewątpliwie nie można zapomnieć, że używanie substancji psychoaktywnych zwiększa ryzyko występowania psychoz, depresji, czy też zaburzeń lękowych. Bardzo często wymagają one długotrwałego leczenia farmakologicznego. Przy próbie odstawienia leków często dochodzi zaś do nawrotu objawów, niejednokrotnie gwałtownego i wymagającego hospitalizacji. Leki psychiatryczne często prowadzą do obniżenia libido, anorgazmii u mężczyzn, mogą także prowadzić do przejściowego obniżenia jakości nasienia. Nie wszystkie leki psychiatryczne można też bezpiecznie stosować w okresie ciąży. Idąc tym tropem, nieraz decyzja o macierzyństwie jest przez kobiety odkładana do zakończenia leczenia.

Automatycznie nasuwa się więc pytanie dotyczące terapii właśnie. Czy każde uzależnienie leczy się w takim sam sposób? Czy raczej jest to opieka lekarska, czy może psychoterapia?

Niejednokrotnie zdarza się, że terapię uzależnienia od środków psychoaktywnych poprzedza detoksykacja, np. w warunkach szpitalnych. Później leczenie farmakologiczne zwykle jest tylko leczeniem wspomagającym terapię, bądź uzupełniającym w przypadku współwystępowania zaburzeń psychicznych (jak zaburzenia depresyjne, lękowe, psychozy, zaburzenia snu). Podstawą leczenia każdego uzależnienia jest jednak długotrwała psychoterapia – to właśnie głównie na jej bazie pacjenci mogą budować swoje zdrowie. Swoje i być może swoich przyszłych dzieci.

*definicja za ICD-10

**definicja za DSM

 

dr Sandra Błędek-Andrzejak – lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii. Na co dzień pracuje w Oddziale Psychiatrycznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie, a także w Poradni Leczenia Uzależnień.

Zobacz też:

Palenie w ciąży a reakcje stresowe noworodków

Jak palenie w ciąży wpływa na jakość nasienia u syna?

Alkohol w diecie przyszłych ojców wpływa na płód

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.