Przejdź do treści

Być zwyczajną mamą dla siedmiorga dzieci SOS. Wioska Dziecięca w Siedlcach

Przyjeżdżam do Wioski w samo południe słonecznego dnia. Odnoszę wrażenie, że już kiedyś tu byłam. Szeregi jednakowych domków, starannie wypielęgnowane trawniki, ogródki przydomowe, na niektórych podjazdach samochody, w głębi plac zabaw i boisko do koszykówki, droga główna przez całe osiedle…

Otóż to, trafiam na zwyczajne osiedle domków jednorodzinnych, na jakim mieszka wielu z nas. W pierwszym budynku zorganizowano dział administracji, w innym – świetlicę i sale do zajęć terapeutycznych, kolejne to domy rodzin SOS. Wita mnie Dyrektor SOS Wioski, Jarosław Świerczewski. Drzwi jego gabinetu stoją otworem, dla wszystkich i o każdej porze, to mały pokoik, przytulny, tętniący pracą. W rozmowie o SOS Wioskach i roli dyrektora pada wiele słów, ale wszystkie podszyte są troską o to, żeby każdy mieszkaniec był otoczony taką opieką, jakiej potrzebuje. To klucz do udanego funkcjonowanie społeczności wioskowej – zapewnić wsparcie,  fachowy personel, budżet, a jednocześnie nie ingerować w życie poszczególnych rodzin, pozwolić im na działanie według własnych zasad. Być blisko, a jednocześnie nie narzucać się. Ogólne ramy funkcjonowania rodzin w ramach wspólnoty wioskowej są jasno określone i jednolite dla wszystkich, a jednak odwiedzając poszczególne domy, w każdym z nich czuję się inaczej.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obiad u sąsiadki

Ruszamy do pierwszej rodziny. „Dzień dobry Mikołaj, już po szkole?” – rzuca dyrektor do chłopca siedzącego na płotku. „Cześć Marek, co u Ciebie?” – pozdrawia innego chłopca. To takie zwyczajne, naturalne wśród lubiących się sąsiadów. Pukamy do drzwi jednego z domków. Otwiera nam Wiola, mama ośmiorga dzieci. Z uśmiechem karci nas za spóźnienie na obiad. Rozglądam się po mieszkaniu, widzę rysunki dzieci na lodówce, czuć matczyne ciepło. Rozmawiamy o przepisie na rybę, motywacjach, codzienności, ale i tak za każdym razem kończy się na opowiadaniu o dzieciach. O jej skarbach, jak sama mówi. Mieszka tutaj z biologiczną córką (16 lat) i siódemką dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Doskonale zna ich mocne strony, chwali się sukcesami. Nie ukrywa trudności i wyzwań, z jakimi się boryka. Obydwie wiemy, czym są deficyty emocjonalne u dzieci „po przejściach”, a przecież każdy podopieczny ma za sobą trudną przeszłość.

Dzieciaki wracają ze szkoły, pierwszy wbiega Dominik, rzuca się w ramiona mamy SOS i tonie w całusach. „Skarbuś mój, co tam w szkole?” – pyta z ciepłem w głosie Wiola. Dom zaczyna tętnić życiem, coraz więcej osób kręci się po domu, gównie w okolicy kuchni. Wiedzą, że mama jak zwykle przygotowała coś pysznego.

Idziemy odwiedzić rodzinę Joanny. Drzwi otwiera nam dorosła biologiczna córka, która przyszła w odwiedziny do mamy. Właśnie wychodzi na spacer z psem i zabiera najmłodszego Dominika, żeby mama mogła ze mną spokojnie porozmawiać. Ale zanim ją poznaję, zderzam się z wielkim psem. „To przytulanka moich dzieciaków, najmłodszy wkłada mu rękę do pyska,  a zwierzak nawet oka nie otwiera, gdy śpi” – mówi Joanna. Jej dzieci zaraz przyjdą ze szkoły, trójka z nich chodzi do 6. klasy, tak jak moja córka. Rozmowa szybko schodzi więc na tematy macierzyńskie, jak to jest z dziewczynkami w tym wieku, ich nastrojami i dojrzewaniem. Joanna i jej mąż są rodzicami SOS o najkrótszym stażu, dopiero zaczynają budować swoją rodzinę SOS. On pracuje poza wioską (taki jest warunek formalny), wyjeżdża rano i wraca późnym popołudniem. 

Dalszą część reportażu przeczytasz w 6 numerze magazynu

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka
fot. Fotolia

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie regulacji odnoszących się do rozwiązania stosunku adopcji. Rzecznik jest zdania, że postępowania nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja powoduje powstanie takie samego stosunku prawnego jak w przypadku biologicznych rodziców i ich potomstwa. Zdarza się jednak, że ta więź prawna zostaje przerwana. O rozwiązaniu stosunku przysposobienia w szczególnych sytuacjach decyduje sąd. Jednocześnie sąd może też orzec o obowiązku alimentacyjnym.

Zobacz także: Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą

Rozwiązanie stosunku adopcji – jak to wygląda w praktyce?

Sprawie rozwiązania stosunku adopcji postanowił się przyjrzeć Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Przeanalizował 507 akt spraw sądowych, które dotyczyły postępowań o rozwiązanie adopcji w latach 2010 – 2017. W 280 przypadkach sąd zdecydował o rozwiązaniu stosunku adopcji, w 207 sprawach powództwo oddalono, a pozostałe 20 postępowania są w toku.

RPD zauważył, że w tego typu sprawach sądy nie korzystają z alternatywnego sposobu rozwiązania sporu, jakim są mediacje. Wśród 507 przejrzanych spraw, tylko w jednym przypadku sąd skierował rodzinę na mediację. Ta zakończyła się ugodą.

– Choć każda z badanych spraw miała swoją specyfikę, analiza akt pozwoliła dostrzec, że postępowania o rozwiązanie stosunku adopcji nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra małoletniego adoptowanego – napisał Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak w liście do ministra Ziobry.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Inne grzechy polskich sądów

Ponadto, tylko w 24 proc. przypadków małoletniemu przydzielono kuratora. Tymczasem sąd opiekuńczy powinien ustanowić kuratora dla każdego małoletniego w procesie o rozwiązanie adopcji, ponieważ występuje on jako strona (powód lub pozwany). Rodzic w tym przypadku nie ma prawa reprezentować dziecka.

Marek Michalak zauważył również, że wysłuchanie dziecka nie jest w sądach brane pod uwagę. Na 248 spraw, tylko w 60 przypadkach sąd wysłuchał małoletniego.

Michalak zarzuca również sądom brak należytej staranności w gromadzeniu i przeprowadzaniu dowodów, małą aktywność prokuratorów, czy brak rozstrzygnięcia w sprawie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował.
fot. Facebook - Marc Hadden

Czyn tego strażaka stał się w ostatnich dniach tematem szeroko komentowanym przez media na całym świecie. Strażak uratował dziewczynkę. Potem po raz drugi podarował jej życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pochodzący z Karoliny Południowej strażak Marc Hadden uratował już dziesiątki ludzkich istnień. Jednak ta akcja w jego karierze była wyjątkowa i całkowicie odmieniła jego życie.

Początek historii miał miejsce 14. listopada 2011 roku. Marc Hadden był właśnie w trakcie obiadu, kiedy otrzymał zgłoszenie na numer alarmowy. Pomocy potrzebowała kobieta skarżąca się na silny ból brzucha.

Zobacz także: Policjant adoptował dziecko bezdomnej narkomanki

Strażak pomógł rodzącej

Na miejscu okazało się, że kobieta była w zaawansowanej ciąży, z czego nie zawała sobie sprawy. Tym sposobem Marc przyjął pierwszy w swoim życiu poród.

– To było niesamowite słyszeć płacz dziecka – wspomina strażak. Nie spodziewał się, że dwie doby później będzie już ojcem uratowanej dziewczynki…

Zobacz także: Dał jej życie dwa razy – najpierw adoptował, później oddał część wątroby

Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Następnego dnia żona Marca – Beth udała się do szpitala, żeby sprawdzić stan zdrowia świeżo upieczonej mamy i jej dziecka. Okazało się, że kobieta nie czuła się na siłach, aby wychować córeczkę. Podjęła decyzję o przekazaniu dziecka do adopcji.

Marc i Beth mieli już dwoje synów, jednak od dawna marzyli o trzecim dziecku. Ze względu na komplikacje związane z dwiema pierwszymi ciążami, jedynym wyjściem dla małżeństwa była adopcja. Para podjęła decyzję w jednej chwili.

– Modliłam się o adopcję od lat – opowiada Beth. – Wtedy w szpitalu ta kobieta popatrzyła na mnie i powiedziała: „chcę, abyś adoptowała moje dziecko”. Zadzwoniłam do Marca i poznajmiłam: „chyba będziemy mieli dziecko”.

Po 48 godzinach dziewczynka o imieniu Rebecca Grace była już w domu małżeństwa. – Zawsze marzyłem o córeczce. To wspaniałe – przyznaje Hadden.

Dziewczynka ma już sześć lat i zna swoją historię. Jak śmieje się Marc, Rebecca opowiada nawet ludziom o tym, jak tatuś pomógł jej przyjść na świat.

Marc Hadden z rodziną // fot. Facebook – Marc Hadden

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: people.com, independent.co.uk

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

otwarta adopcja
fot. Pixabay

Kiedy miała 18 lat niespodziewanie zaszła w ciążę. Dwa miesiące później jej partner i ojciec nienarodzonego dziecka zmarł. Młoda kobieta stanęła przed ogromnym dylematem: co zrobić, by zapewnić dziecku godną przyszłość?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Hannah Mongie z Utah w Stanach Zjednoczonych była zwykłą nastolatką. Kiedy miała 18 lat poznała misjonarza Kadena Whitneya, z którym postanowiła dzielić przyszłość.

Po 8 tygodniach związku Hannah odkryła, że jest w ciąży. Po szczerej rozmowie przyszli rodzice stwierdzili, że nie będą w stanie zapewnić dziecku godnej przyszłości i zdecydowali, że ich synek trafi do rodziny adopcyjnej.

Niestety, dwa miesiące po tej rozmowie wydarzyła się tragedia. Partner nastolatki zmarł we śnie. Dziewczyna została sama i choć śmierć partnera totalnie ją załamała, musiała przetrwać ten trudny czas dla synka, który niebawem miał przyjść na świat.

Zobacz także: Ta akcja odmieniła jego życie! Strażak uratował dziewczynkę, później ją adoptował

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko

Aby złagodzić ból po śmierci ukochanego, postanowiła nagrać filmik z dedykacją dla swojego dziecka Nagranie w przyszłości miało trafić do chłopca.

Odkąd twój tatuś zmarł, jest mi bardzo ciężko – mówiła do synka na nagraniu.

Po porodzie Hannah miała 48 godzin na spędzenie czasu ze swoim synkiem Taggartem. Wykorzystała ten czas na nakręcenie kolejnego emocjonalnego nagrania, w którym tłumaczyła powód swojej decyzji.

W 9-minutowym filmiku Hanna wyjaśnia z płaczem:

Jeśli bym cię nie kochała, nie poznałbyś tej wspaniałej rodziny. Dam ci tyle całusów ile zdołam przed przekazaniem cię Bradowi i Emily. Kocham cię Taggarcie Cayden Marsh. Mój mały chłopczyku. Mój synku. Tak bardzo cię kocham.

Następnie kobieta przekazała noworodka rodzicom adopcyjnym – Emily i Bradowi.

Zobacz także: „Otwarta adopcja” – czyli co? 

Moment, w którym Hannah przekazuje synka nowej rodzinie // fot. Instagram Hannah Mongie

Otwarta adopcja

Hannah nie straciła jednak kontaktu ze swoim dzieckiem. Rodziny zgodziły się bowiem na otwartą adopcję. Dzięki temu kobieta regularnie widuje się i zajmuje chłopczykiem.

– Zawsze chciałam być mamą, jednak stało się to w bardzo nieodpowiednim czasie – tłumaczy Hannah.

Taggart ma już niemal dwa lata i jest wesołym, rezolutnym maluchem. Hannah często spędza czas z synkiem i jego dwoma adopcyjnymi braćmi Carterem Lucasem.

Hanna z synkiem Taggartem // fot. Instagram Hannah Mongie

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Maily Dail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.