Przejdź do treści

Brak macicy to nie wyrok

472.jpg

Z dr Lizą Johannesson z University of Guthenburg o MRKH i przeszczepach macicy rozmawia Jolanta Drzewakowska

Co to jest MRKH?

Zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera, w skrócie nazywany zespołem Rokitansky’ego lub zespołem MRKH, to zespół wad rozwojowych, obejmujący wrodzony brak lub znacznego stopnia niedorozwój macicy i pochwy. Wada ta dotyka jedną na cztery do pięciu tysięcy kobiet, nie jest to więc niezwykle rzadkie schorzenie. Wykrywa się je zazwyczaj dopiero w wieku nastoletnim, gdy dziewczynka nie dostaje miesiączki. W takiej sytuacji jednym z przeprowadzanych badań jest USG, podczas którego okazuje się, że pacjentka nie ma macicy. Zazwyczaj jajniki zbudowane są normalnie, funkcjonuje również wydzielanie hormonów, więc nie ma zauważalnych różnic w wyglądzie.

Jak MRKH wpływa na życie seksualne?

Cechą charakterystyczną tego zespołu jest bardzo skrócona pochwa, czasami jej brak. W miejscu, w którym powinna się znajdować pochwa, jest tylko fałd skóry. Jednym ze sposobów naprawy tej sytuacji jest rozszerzenie tego fałdu, tak by kobieta mogła prowadzić normalne życie płciowe.Można to robić samodzielnie – podczas stosunków seksualnych pochwa się rozciąga – ale można także poddać się zabiegowi operacyjnemu.

Czyli są wszystkie zewnętrzne cechy płciowe: wargi sromowe, łechtaczka?

Tak, tylko pochwa jest mniejsza. W momencie, gdy pochwa zaistnieje w pełnym rozmiarze, stosunki seksualne przestają odbiegać od normy.

Czy z brakiem macicy mamy do czynienia tylko w przypadku MRKH, czy mogą być też inne przyczyny?

Gdy dzieje się tak z innych przyczyn, zazwyczaj istnieje jakiś zalążek macicy, choć może być on źle ukształtowany. Mówimy o przypadkach, gdy brak macicy jest wrodzony, bo przecież można stracić ten narząd z różnych przyczyn, np. w związku z rakiem szyjki macicy czy rakiem macicy. Czasami podczas porodu dochodzi do nadmiernego krwawienia, które również może skutkować operacyjnym usunięciem macicy. Zdarza się też, że wyściółka macicy nie jest odpowiednio uformowana, co uniemożliwia donoszenie ciąży.

Czy brak macicy jest chorobą?

Kobieta bez macicy jest całkowicie zdrowa, natomiast jednostką chorobową jest bezpłodność/niepłodność, które można leczyć.

Jaki jest cel przeszczepu macicy?

Jedynym powodem jest chęć donoszenia zdrowej ciąży i urodzenia zdrowego dziecka.

W jaki sposób pacjentki są kwalifikowane do takiego zabiegu?

Do tej pory w Szwecji mieliśmy tylko dziewięć takich przypadków [poza Szwecją – tylko dwa: w Arabii Saudyjskiej oraz Turcji – przyp. red], na razie jest to więc mała grupa pacjentek. Podstawowym powodem, który skłania do przeprowadzenia takiego zabiegu jest bezpłodność wynikająca z braku macicy.

Kobieta powinna mieć świadomość istnienia alternatywnych rozwiązań macierzyństwa: adopcji lub surogacji, urodzenia dziecka przez matkę zastępczą, co jest dopuszczalne w niektórych krajach. Dopiero wówczas można rozpocząć dyskusję na temat przeszczepu macicy.

Pacjentka, u której rozpatrujemy takie rozwiązanie, musi być zdrowa, nie może mieć żadnych schorzeń, które mogłyby narazić ją na komplikacje podczas zabiegu. Nie jest wymagane, aby miała stałego partnera, ale musi mieć zamrożone zarodki z własnych komórek jajowych, aby po pomyślnym przeszczepie możliwe było dokonanie zapłodnienia metodą pozaustrojową.

Jak wygląda operacja?

Jest bardzo długa. Dawczynie są żyjące, więc wszystko odbywa się dwutorowo. Najpierw przeprowadzana jest operacja dawczyni, a zaraz potem – pacjentki przyjmującej organ. Operacja dawczyni trwa ok. 10–12 godzin. Dokonujemy nacięcia pośrodku powłok brzusznych i wyjmujemy macicę wraz ze wszystkimi długimi naczyniami krwionośnymi po obu stronach. Trzeba to zrobić bardzo ostrożnie, bo wszystkie struktury, wszystkie tkanki muszą pozostać nienaruszone. Wyjmujemy macicę, przygotowujemy naczynia krwionośne i w rękach lub w małej miseczce przenosimy do drugiej sali operacyjnej, gdzie dokonujemy wszczepienia. Musimy połączyć wszystkie naczynia krwionośne z naczyniami u pacjentki przyjmującej organ – trochę jak hydraulicy. Po pomyślnie przeprowadzonym zabiegu podczas badania ginekologicznego nie widać, że macica jest przeszczepiona.

Dlaczego zdecydowaliście się na żywe dawczynie?

W Turcji podczas przeszczepu skorzystano z organu nieżyjącej dawczyni, natomiast w Arabii Saudyjskiej – z żyjącej. My przed podjęciem decyzji przeprowadziliśmy badania. Podstawowym założeniem jest to, że nie może być żadnego zagrożenia dla dawczyni. Staraliśmy się określić stopień ryzyka i z badań wynikało, że jest ono bardzo małe. Ważne jest również to, że Szwecja jest niewielkim krajem, więc potencjalna podaż dawczyń macic jest niewielka. Nie mieliśmy możliwości skorzystania z narządów nieżyjących dawczyń. Poza tym w przypadku przeszczepu macicy chcemy wiedzieć, kim jest dawczyni, jaki jest stan jej zdrowia. Korzystanie z macic od żyjących dawczyń ma również tę dodatkową korzyść, że operację można dokładnie zaplanować. W momencie, gdy dawczyni i biorczyni znajdują się w tym samym miejscu, nie trzeba jechać po organ, który podczas transportu mógłby stracić swą przydatność.

Jako pierwsi na świecie przeszczepiliście macicę matki do córki.

Tak, w sumie pięć dawczyń to były matki, teściowa, jedna starsza siostra i przyjaciółka rodziny.

To dla mnie duże zaskoczenie, że przeszczepia się stary organ młodej osobie.

Tak naprawdę macica to tylko pojemnik, mięsień, a hormony ciążowe pochodzą z jajników należących do młodej dziewczyny. Około 50. roku życia zaczyna się menopauza, ale mieliśmy też dawczynie po menopauzie. Próbowaliśmy stymulować ich macice, aby zobaczyć, czy da się je ponownie „obudzić” i czy pod wpływem hormonów kobiety zaczną ponownie miesiączkować. I to się udało.

Czy przeszczepienie macicy od spokrewnionego dawcy zwiększa szanse powodzenia?

Zasada ta dotyczy wszystkich przeszczepów, ponieważ pomiędzy spokrewnionymi osobami istnieje podobieństwo immunologiczne. Taki organ przypomina nasze własne narządy. Niebezpieczeństwo odrzucenia przez organizm jest nieco mniejsze, nie ma więc konieczności stosowania immunosupresji w tak dużym natężeniu.

Czy były jakieś nieudane przeszczepy?

Tak. Zrobiliśmy dziewięć transplantacji i w dwóch przypadkach trzeba było usunąć macicę.

Po jakim czasie od operacji można podać zarodki?

Zaleca się, by odczekać przynajmniej rok, ponieważ to podczas pierwszych dwunastu miesięcy organizm najczęściej odrzuca przeszczepiony organ. Nie należy więc wprowadzać czynników, które mogłyby zaburzać jego działanie.

Czy zapłodnienie odbywa się za pomocą procedury in vitro?

Tak. Procedurę w zasadzie przeprowadza się przed przeszczepem, pobiera się komórki jajowe, powstaje zarodek, który podaje się po upływie roku. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, nie przeszczepiamy jajników, więc wszczepiona macica nie komunikuje się z nimi w naturalny sposób i komórki jajowe nie mogłyby zejść. Po drugie, nawet w przypadku normalnej metody zachodzenia w ciążę trzeba na to trochę poczekać. A my nie możemy czekać, nie chcemy, aby ten przeszczepiony organ kobieta nosiła zbyt długo. Należy go usunąć jak najszybciej po spełnieniu swojej funkcji.

Czy po przeszczepie macicy kobieta musi zażywać lek immunosupresyjne? Jaki to ma wpływ na utrzymanie ciąży oraz urodzenie zdrowego dziecka?

Po przeszczepie macicy pacjentki muszą być poddawane immunosupresji, jak po każdym innym przeszczepie, ale wiemy już sporo na temat skutków przyjmowania tego typu leków, ponieważ przeszczepy wykonuje się już od lat 50. XX wieku. Wiele kobiet po przeszczepach innych organów rodziło dzieci. Być może niektóre z nich rodzą się trochę wcześniej, niektóre są trochę mniejsze, ale nie ma to wpływu na stan ich zdrowia.

Pani kolega z zespołu, dr Maty Brännström, powiedział: „Myślę, że najlepszą nagrodą – efektem naszej pracy – będą narodziny żywego i zdrowego dziecka jednej z naszych pacjentek”. Czy jesteście blisko takiej nagrody?

Tak, nie możemy jednak ujawnić szczegółów ze względu na dobro pacjentek. Zapewniam, że gdy tylko urodzi się żywe i zdrowe dziecko, będziemy o tym informować.

Czy te kobiety mogą normalnie funkcjonować, czy też muszą całą ciążę spędzić w szpitalu?

Funkcjonują normalnie. Były w szpitalu przez cztery dni po przeszczepie, a teraz pracują, kochają się, uprawiają sport – żyją pełnią życia, tak jak przed zabiegiem. 

Czy po urodzeniu dziecka przeszczepiona macica będzie usuwana, czy może „poczekać” na kolejne dziecko?

Początkowo mieliśmy zamiar usuwać macicę zaraz urodzeniu pierwszego dziecka, ale teraz zaczynamy się wahać. Zdecydowaliśmy, że możliwe będzie zostawienie tego organu na drugą ciążę, jeśli kobieta będzie tego chciała. Natomiast ciąże te muszą nastąpić dosyć szybko po sobie.

Czy takie zabiegi mają medyczny sens? Przecież wspominała Pani, że te kobiety są zdrowe, a bez macicy można prowadzić wartościowe życie…

Często spotykamy się z pytaniem: dlaczego przeprowadzać takie zabiegi, skoro można np. adoptować dziecko. Myślę, że nie należy tego przeciwstawiać. Kobiety powinny mieć wybór. Nie uważam, że kobieta powinna być skazana tylko na jedną opcję. Coś, co jest dobrym rozwiązaniem dla jednej osoby, może być nieodpowiednie dla drugiej. Naszym celem jest to, aby zabieg był jak najbardziej bezpieczny, i nasze doświadczenie pokazuje, że jest to możliwe.

Co skłoniło Panią do zajęcia się akurat tą grupą pacjentek?

Na początku byłam sceptyczna. Kiedy jednak spotkałam się z kobietami, które tak desperacko pragnęły mieć własne dziecko i donosić własne ciąże zrozumiałam, jak silna i ludzka jest to potrzeba. Trudno im było odmówić. Dostrzeganie sukcesów takiego przedsięwzięcia jest naprawdę niesamowite. Jedna z pacjentek powiedziała: „Przez całe życie czułam się jak odmieniec, nareszcie mam nadzieję i szansę, by być jak inni ludzie”. 

 

Jedynego w Polsce wywiadu Liza Johannesson udzieliła nam w trakcie 1st International Meeting on MRKH w Warszawie, podczas którego  była gościem specjalnym. Rozmowa została opublikowana w 5 numerze pierwszego poradnikowego pisma dla osób starających się o dziecko „Chcemy Być Rodzicami”. Magazyn nadal do kupienia w dobrych salonikach prasowych.

zdjęcia: Peter Beym

 

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Drodzy panowie – wczesne chodzenie spać może pomóc wam zostać tatą!

jakość spermy

Na jakość spermy wpływ ma bardzie wiele czynników. Dieta, wysiłek fizyczny, brak używek, a także… sen! O tym, że jest on niezwykle ważny dla naszego zdrowia w ogóle, wiedzą chyba wszyscy. Teraz okazuje się, że ma także wpływ na męskie nasienie.

Naukowcy z Harbin Medical University w Chinch odkryli, że mężczyźni zasypiający w godzinach 20-22 mają najlepszą ruchliwość spermy, co zwiększa szansę na zapłodnienie. Monitorowali oni wzorce snu u 981 zdrowych mężczyzn. Jedna grupa dostała za zadanie zaśnięcie właśnie w powyższych godzinach. Druga musiała zaś zasnąć pomiędzy 22-24, a trzecia po północy. Uczestnicy badania byli poproszeni także o nastawienie budzików tak, by mogli spać sześć godzin lub mniej, siedem do ośmiu lub dziewięć godzin i dłużej. Naukowcy regularnie pobierali przy tym próbki nasienia w celu sprawdzenia liczebności plemników, ich kształtu i ruchliwości, o czym donosi „Daily Mail”.

Jakie były wyniki? Mężczyźni, którzy chodzili spać po północy, mieli niższą liczbę plemników, a czas ich życia być krótszy niż w innych grupach. Jeszcze gorsze parametry wykazywali jednak mężczyźni, którzy spali sześć godzin lub mniej. Podobnie wpływało spanie przez dziewięć godzin i dłużej.

Eksperci uważają, że niewłaściwy czas odpoczynku jest szkodliwy bowiem zwiększa poziom przeciwciał antyspermowych. Jest to typ białka wytwarzany przez układ odpornościowy, który może niszczyć zdrowe plemniki.

Chcesz wiedzieć więcej o męskich sprawach?

Sperma – czy ma płeć? Fakty i mity o męskim nasieniu

Plemniki – 9 zaskakujących faktów na temat męskich pływaków

7 interesujących faktów o spermie – warto wiedzieć!

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rola położnej środowiskowej – gdzie jej szukać i na co zwrócić uwagę przy jej wyborze?

materiał PR
materiał PR

Przyszłe mamy same mogą decydować o wyborze położnej i miejsca przygotowania się do porodu. Położna Anna Sapiejewska, ambasadorka kampanii „Położna na Medal” radzi jak wybrać dobrą położną środowiskową i na jakie kryteria zwrócić szczególną uwagę.

Kim jest położna środowiskowa?

Zawód położnej jest uznawany za jeden z najstarszych, a jego korzenie sięgają początków cywilizacji. Jest zawodem samodzielnym i chronionym ustawą z 2011 roku określającą zasady wykonywania zawodu położniczego. Do kompetencji położnej środowiskowej należy sprawowanie kompleksowej, pielęgnacyjnej opieki położniczej i ginekologicznej nad kobietami na każdym etapie ciąży oraz nad noworodkami do drugiego miesiąca życia. Oznacza to, że do położnej środowiskowej mogą zgłaszać się kobiety w różnym wieku z prośbą o poradę z zakresu edukacji okołoporodowej, planowania rodziny, opieki w czasie ciąży, połogu i porodu, opieki nad noworodkiem, a także pomoc w przypadku schorzeń ginekologicznych i onkologicznych.

Aby zostać położną środowiskową, należy ukończyć odpowiedni kurs kwalifikacyjny, który pozwala uzyskać położnej specjalistyczne kwalifikacje do udzielania opieki zdrowotnej. Sam kurs składa się z części teoretycznej i praktycznej, i zakończony jest egzaminem oraz wydaniem zaświadczenia, uprawniającego do pełnienia obowiązków położnej środowiskowej.

Wykonując swoją pracę, położna współpracuje z zespołem medycznym, zajmującym się wykonywaniem zadań z zakresu świadczeń pielęgnacyjnych, rehabilitacyjnych, promocji zdrowia, profilaktyki chorób, świadczeń diagnostycznych i zleconych przez lekarza.

Jak wybrać?

Położną środowiskową można wybrać zarówno z przychodni, do której się należy jak również z każdej innej przychodni, w której pracuje wybrana przez nas położna. Można również dokonać wyboru położnej, która prowadzi własną działalność gospodarczą z podpisanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia kontraktem o udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej.

Wyboru można dokonać bezpłatnie. Co ważne, nie częściej niż trzy razy w roku kalendarzowym. W tym celu należy złożyć deklarację wyboru położnej podstawowej opieki zdrowotnej. Usługi świadczone przez położne w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia realizowane są od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 18:00.

Przed dokonaniem wyboru położnej środowiskowej warto spotkać się z położną osobiście.

materiał PR

materiał PR

Rola położnej środowiskowej

Położna środowiskowa sprawuje opiekę pielęgnacyjną nad kobietami po operacji ginekologicznej lub onkologiczno-ginekologicznej w formie wizyt domowych. Wizyty realizowane są na podstawie skierowania od specjalisty i obejmują okres od momentu wyjścia ze szpitala do całkowitego zagojenia się rany pooperacyjnej.

W ramach opieki nad kobietami w ciąży, położna prowadzi spotkania edukacyjne przygotowujące do porodu i rodzicielstwa, finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Spotkania odbywają się od 21 tygodnia ciąży do porodu z częstotliwością:

– 1 raz w tygodniu w okresie od 21 do 31 tygodnia ciąży,

– 2 razy w tygodniu w okresie od 32 tygodnia ciąży do terminu rozwiązania.

Udział w spotkaniach edukacyjnych z położną jest dobrowolny i nikt nie nakłada na kobiety w ciąży obowiązku uczestnictwa w nich. Miejsca spotkań ustalane są indywidualnie –
w miejscu pracy położnej lub w domu podopiecznej. Zazwyczaj trwają około godziny. Podczas spotkania położna przygotowuje ciężarną do porodu i karmienia naturalnego piersią oraz rozwiewa wszelkie wątpliwości i zapewnia wsparcie emocjonalne.

Co dalej?

Po porodzie położna środowiskowa sprawuje opiekę nad matką i noworodkiem, realizując od czterech do sześciu wizyt patronażowych. Zgodnie z prawem, do końca szóstego tygodnia powinny odbyć się cztery takie wizyty. A pozostałe powinny być zrealizowane przed ukończeniem drugiego miesiąca życia dziecka.

Podczas takich spotkań położna sprawdza w jakiej kondycji jest matka i jej dziecko. Ocenia, czy potrzebna jest pomoc lekarska, ale także odpowiada na czasem bardzo specyficzne pytania i potrzeby matki. Jeśli zajdzie taka konieczność, pokazuje, jak pielęgnować dziecko oraz jak przystawiać do piersi podczas karmienia. W razie potrzeby służy również pomocą przy pierwszej kąpieli noworodka.

Kontakt z położną środowiskową w tym czasie jest bardzo ważny, w szczególności dla mam, które urodziły swoje pierwsze dziecko. Dlatego warto wybrać położną, której wiedzy i kompetencji jesteśmy pewni i będziemy mogli oczekiwać, że nauczy nas istotnych w danym momencie kwestii. Najważniejsze, to wybrać położną do której mamy pełne zaufanie i nie krępujemy się zadawać pytań, których odpowiedzi pomogą w mądrym wychowywaniu dziecka w przyszłości.

materiał PR

materiał PR

* Położna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Ojcowie i ich lęki

ojcowie i ich lęki

Każdego dnia na świecie około 350,000 mężczyzn zostaje ojcami. Biorą na ręce noworodki, witają pierwszego lub kolejnego syna lub córkę. Oczywiście, jeśli jest to kolejny raz, jest inaczej niż za pierwszym razem, ale powiedzenie, że jest łatwiej wydaje się być nieuprawnione.

Kiedy myślimy o ojcach, pojawiają się różne obrazy. Tata zabiera na rower, z tatą gra się w piłkę, bardzo dużo pracuje, częściej nie ma go w domu, ale można się z nim świetnie bawić. Tata to też zasady, proste reguły, konsekwencje, ale też ciepło, wsparcie, stabilizacja.

Mężczyźni inaczej przygotowują się do rodzicielstwa niż kobiety. Nie mają presji czasowej, nie karmią piersią, z tego (ale również innych, społecznych) powodów nie mają zwykle takiej przerwy w pracy zawodowej jak kobiety. Być może odczuwają pojawienie się dziecka z mniejszą intensywnością niż matki. Ale właśnie to, co niezmienne w życiu ojca, to co jest jego rolą i zadaniem, może mu spędzać sen z powiek. Czasem dosłownie.

Badania pokazują, że przyszli ojcowie bardzo intensywnie śnią o swoich nienarodzonych dzieciach oraz ich zmieniającej się sytuacji życiowej i osobistej. I co ciekawe, wcale nie są to sny przede wszystkim radosne, ujawniające ekscytację. Emocje doświadczane przez przyszłych ojców są dalekie od tego, co pokazują nam media. Sny ujawniają lęki związane z zależnością, są wstydliwe, budzą wstyd, gniew i przerażają.

Przerażające fantazje

Słowo „fantazje” jest często używane przez terapeutów, zwłaszcza zorientowanych psychoanalitycznie. Nieprzypadkowo. Odnosi się ono do wyobrażeń, wszystkich, nie tylko seksualnych. Fantazje to wyobrażenia, a więc nie fakty i zdarzenia. I rzeczywiście, ojcowie mają różne fantazje na temat swoich dzieci, czasem bardzo głębokie i przerażające, na poziomie którego nie można nawet zwerbalizować. Dlatego też ujawniają się w snach.

Psycholog, Chuck Schaeffer[1], wymienia kilka tego typu fantazji. Jeden z ojców na przykład śnił o tym, że zostanie porzucony przez partnerkę oraz mające się narodzić dziecko. Inny obsesyjnie obawiał się, że jego nienarodzona córeczka umrze na skutek śmierci łóżeczkowej. Jeszcze inny śnił o tym, jak podczas zmiany pieluszki łamie swojemu synowi rękę lub nogę, jak dziecko spada z przewijaka. Ale zdarzają się też sny – i one chyba szczególnie przerażają-  o tym, że ojciec mógłby nadużyć swoją córkę czy syna.

Schaeffer powołuje się na badania pokazujące, że aż 45% przyszłych ojców doświadcza przerażających fantazji i obsesyjnych myśli związanych z uduszeniem dziecka czy inna przyczyną jego śmierci, 25% fantazjuje o możliwości celowego skrzywdzenia dziecka, a 4% o możliwości nadużycia seksualnego.

Skąd biorą się fantazje?

Fantazje generalnie są naturalnym elementem życia psychicznego. Są swoistego rodzaju wentylem bezpieczeństwa i przejawem natury ludzkiej. Nie są więc zarezerwowane dla ojców. Wszyscy obawiamy się utraty kontroli, cierpienia, okrucieństwa (swojego i cudzego, bycia ofiarą i sprawcą), boimy się zależności i odpowiedzialności. Być może fantazje o naturze seksualnej wyrażają w ogóle potrzeby seksualne, niekoniecznie związane z ryzykiem nadużycia, ale z poczuciem, że samemu zostało się odrzuconym przez partnerkę.

Ale o fantazjach można też myśleć jako o przewidywaniu rzeczywistości. Martwimy się, wyobrażamy sobie najgorsze scenariusze i w konsekwencji przygotowujemy się na nie. Jest to rodzaj próby generalnej, szczególnie ważnej przed narodzinami dziecka. Na szczęście, ani obrazy, które pojawiają się w głowach ojców niezwykle rzadko spełnia się w rzeczywistości.

Reakcja otoczenia

Skoro fantazje same w sobie nie są niczym dziwnym ani nagannym, trudno też oczekiwać, że znikną. Czy też, że trzeba je jakoś specjalnie leczyć. Nie w fantazjach jest zagrożenie, ale w ich realizacji. Dlatego też bardzo ważne jest, żeby móc mówić o tym, co się myśli. Swobodnie, bez lęków o ocenę. To pomaga normalizować przerażające myśli, uspokoić lęki, urealnić obawy. Rozmowa o lękach czy przerażających snach pozwala też uznać, że również ojciec ma wrażliwą, słabszą stronę – na szczęście, dla niego i jego dzieci, ponieważ jest to potencjał, na którym można budować więź. Mężczyźni mają jednak trudności z przyznaniem się do jakiekolwiek słabości, zwłaszcza w obliczu tak ważnego wydarzenia, jak narodziny dziecka. Ale realność jest przecież taka, że noworodek zmienia wszystko dla obojga rodziców. Nie ma więc powodu, żeby ojciec nie był co najmniej przejęty nadchodzącym wyzwaniem.

Początek ojcostwa, już na etapie oczekiwania na dziecko, może ujawnić bardzo ważną i często niechcianą stronę mężczyzny. Może on się z nią zmagać w samotności, może jej nie akceptować, może jej zaprzeczać. I wtedy naraża się na narastający lęk lub też na wycofywanie się z niektórych form opieki nad dzieckiem. Jeśli rodzin obawia się, że je skrzywdzi, będzie unikał przebierania czy kąpieli. I nigdy nie dowie, co tak naprawdę oznacza lęk. Nie będzie miał szansy zrozumieć, że być może przemawia przez niego szczególna wrażliwość na delikatność dziecka, lęk przed odpowiedzialnością za nie, za jego stan psychiczny i fizyczny.

I nie dowie się, że inni ojcowie „też tak mają”. Albo miewają od czasu do czasu. Bo każdy z nas, ojcowie, matki, boi się, a jednocześnie jest pełen najlepszych chęci. Rozmowa może pomóc rozładować napięcie. Nie będzie już trzeba kurczowo trzymać granic, ponieważ okaże się, że granica jest zupełnie gdzie indziej, całkiem nieźle strzeżona.

[1] https://www.psychologytoday.com/blog/psychoanalysis-unplugged/201706/hey-new-dads-having-scary-thoughts-is-common

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Mindfulness receptą na „baby blues” i depresję poporodową – dlaczego warto być tu i teraz?

minfulness

Coraz więcej mówi się o mindfulness, jako znakomitej metodzie redukcji stresu. Odpowiednie treningi i warsztaty pomagają skupić się na byciu tu i teraz, na oderwaniu się od codziennego mętliku w głowie i znalezieniu balansu. Tego typu praktyki mogą być szczególnie korzystne dla kobiet w ciąży. Pomagają uniknąć popularnego „baby blues”.

Spokój nas uratuje!

Eksperci podkreślają, że nie chodzi tylko o wspomniany tu „baby blues”, ale nawet o depresję poporodową. Mindfulness pomaga bowiem zmniejszyć napięcie i lęk przed pojawieniem się dziecka. Ma także zmniejszać ryzyko konieczności porodu poprzez cesarskie cięcie.

Kobiety, które w czasie ciąży uczestniczyły w tego typu zajęciach, zgłaszały mniej objawów związanych z zaburzeniami nastroju po urodzeniu dziecka. Okazuje się też, że potrafią one otoczyć maluchy lepszą opieką. Kierowniczka badań Dr Larissa Duncan z University of Wisconsin-Madison uważa, że prezentowane tu wyniki badań można przełożyć także na funkcjonowanie mężczyzn. Uważność pozwala rodzicom lepiej radzić sobie między innymi z płaczem dziecka, co czytamy w „Daily Mail”.

Wdech-wydech

Badane kobiety brały udział w zajęciach, które koncentrowały się wokół technik oddechowych, medytacji i jogi. Uczone były skupiania się na chwili obecnej. Jest to niezwykle istotne, bowiem stres związany z pojawieniem się dziecka może być naprawdę ogromny. Według niektórych danych depresja poporodowa dotyka nawet jedną na siedem matek. Warto więc zadbać o siebie wcześniej.

Historię swoich zmagań z zaburzeniami nastroju i macierzyństwem pokazał światu między innymi Kathy DiVincenzo, o której pisaliśmy w naszym portalu. Zdjęcie jej codzienności, które zaprezentowała w sieci, daje silny sygnał, że nic nie jest czarno-białe. Smutek potrafi przykryć nawet szczęście bycia matką  >>KLIK<<

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.