Przejdź do treści

Boskie Matki

boskie-matki-1.jpg

Warszawa, 16 września 2015 r.: Fundacja Rak’n’Roll zainaugurowała Program opieki dla kobiet w ciąży chorych na raka „Boskie Matki”. To spełnienie marzenia założycielki Fundacji, Magdy Prokopowicz i mit założycielski organizacji. Dzięki konsekwencji Magdy usłyszeliśmy, że „z rakiem można żyć, a nawet dawać życie”.

„Zapewnienie profesjonalnej pomocy kobietom w ciąży chorym na raka jest spełnieniem marzenia założycielki Fundacji Rak’n’Roll – Magdy Prokopowicz. To Magda po raz pierwszy wprowadziła temat ciąży i raka do przestrzeni publicznej. Po własnych doświadczeniach, walce o możliwość leczenia onkologicznego i zachowania ciąży, głośno mówiła o tym, że „z rakiem można żyć, a nawet dawać życie”. W 2009 roku powstała idea Boskich Matek. Inicjatywa na cześć kobiet, które w imię miłości do swego dziecka mają odwagę rzucić wyzwanie systemowi, nakłaniającemu je do przerwania ciąży. W tak dramatycznej sytuacji, mają odwagę dokonać własnego wyboru. Są odważne, pełne miłości, wspaniałe, boskie. Dlatego też dzisiejsze wydarzenie ma dla nas, Rak’n’Rollowców, znaczenie szczególne” – takimi słowami rozpoczął konferencję prasową Jacek Maciejewski, który dla Magdy Prokopowicz tworzył wizerunek Fundacji. 

Celem przedsięwzięcia jest zapewnienie opieki kobietom w ciąży chorym onkologicznie, ale też budowanie świadomości, że ciąża i rak są do pogodzenia, że w ciąży można leczyć się i urodzić zdrowe dziecko. Wskazują na to zarówno badania naukowe, jak i doświadczenie onkologów leczących takie kobiety. „Ciąża nie jest przeciwwskazaniem do chemioterapii. Potwierdza to kilkudziesięcioletnie doświadczenie naszej kliniki. Potwierdza to również badanie, przedstawione w 2014 roku podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Onkologii Medycznej (ESMO)[1], w którego podsumowaniu możemy przeczytać, że rozpoznanie u kobiety w ciąży raka nie jest wskazaniem do przerwania ciąży ani wywoływania przedwczesnego porodu. Z własnej praktyki powiem więcej, ciężarne lepiej tolerują chemioterapię, zarówno pod względem medycznym – mają znacznie lepsze wyniki badań hematologicznych, nie mają nudności, ale także psycho-fizycznie czują się zdecydowanie lepiej. Tłumaczymy to naturalną mobilizacją organizmu kobiety, który walczy wtedy, i o matkę, i o dziecko. Można powiedzieć, że motywacja jest wtedy podwójna. Niestety, cały czas trafiają do nas kobiety, które usłyszały wcześniej, że powinny przerwać ciążę” – mówi dr Jerzy Giermek, Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie.

Z naszych danych wynika, że około ¾ kobiet w ciąży, u których zdiagnozowano nowotwór, proponuje się, czasem wielokrotnie, przerwanie ciąży. Zależy nam, żeby nie były stawiane przed tak dramatycznym wyborem: „życie moje czy dziecka?”, bo najczęściej nie ma takiej konieczności. W zamian, żeby mogły samodzielnie podejmować tak ważne życiowe decyzje w oparciu o konsultacje z doświadczonymi lekarzami. Jest jeszcze jeden istotny aspekt naszych działań. Liczba kobiet w ciąży chorujących onkologicznie rośnie z roku na rok. Wynika to ze wzrostu zachorowań na nowotwory wraz z wiekiem oraz coraz późniejszego macierzyństwa. Tym bardziej potrzebna jest edukacja i konkretna pomoc” – powiedziała Marta Ozimek-Kędzior, Inicjatorka Programu „Boskie Matki” z Fundacji Rak’n’Roll.

 
Program powstał na podstawie rozmów z Boskimi Matkami. To One wskazały nam, co w tych trudnych chwilach jest najważniejsze i jakie wsparcie pomoże najbardziej. Do udziału w Programie Fundacja zaprosiła doświadczonych i wyjątkowych Ekspertów. Współpracują z nami m.in.:

Katarzyna Borowicz – Psychoonkolog, Centrum Onkologii – Instytut, Fundacja Rak’n’Roll
– dr inż. Danuta Gajewska
– Prezes Polskiego Towarzystwa Dietetycznego
– dr n. med. Jerzy Giermek
– Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie;
– dr n med.
Mariola Kosowicz – Kierownik Poradni Psychoonkologii Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie
dr Hanna Tchórzewska-Korba – Kierownik Zakładu Rehabilitacji Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie
Jacek Paszkowski – fizjoterapeuta, nauczyciel Metody Fendelkraisa
Danuta Pogorzelska – Psycholog, położna, Szpital Specjalistyczny św. Zofii w Warszawie
prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś – Kierownik I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii WUM; Prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. 

W ramach programu kobiety, będące pod opieką Fundacji, otrzymają pomoc:
– onkologiczną,
– ginekologiczną,
– położniczą,
– psychologiczną,
dietetyczną,
– ruchową,
– i kobiecą.

Opieka oferowana w ramach Programu jest bezpłatna. Fundacja Rak’n’Roll na bieżąco zbiera fundusze na jego funkcjonowanie. Każdy może wesprzeć Program wpłacając środki na fundacyjne konto „Boskie Matki” nr : 57 1140 2017 0000 4902 1308 7103.

W tym roku Fundacja inauguruje także Dzień Boskich Matek – na znak solidarności z kobietami w ciąży, które chorują onkologicznie. Będzie to 6 października, dzień, w którym w 2009 roku zaczęła działać Fundacja Rak’n’Roll.

Problemy kobiet w ciąży chorych na raka zostały przedstawione w filmie inspirowanym życiem Magdy Prokopowicz – Chemia (reż. Bartek Prokopowicz, premiera 2.10.2015). Wierzymy, że dzięki temu filmowi więcej kobiet w ciąży chorych na raka odważy się szukać i zgłosi się do nas po pomoc.

Partnerzy Programu:
– Roche Polska
– Novartis Poland
– dystrybutor filmu „Chemia”
– Eurozet: Radio Zet i Chilli Zet
Specjalne podziękowania:
– agencja reklamowa Change
– dom produkcyjny D35
– agencja PR Edelman Poland
– restauracja Qchnia Artystyczna
– Joanna Rechnio, reżyserka
– Daniel Bloom, kompozytor, muzyk
 
Love&Peace&Rak’n’Roll … &BoskieMatki!
 
[1] Cancer, pregnancy and fertility. ESMO Clinical Practice Guidelines for diagnosis, treatment and follow-up.; F.A. Peccatori, H.A. Azim Jr., R. Orecchia, H.J. Hoekstra, N. Pavlidis, V. Kesic, G. Pentheroudakis on behalf of the ESMO Guidelines Working Group; Annals of Oncology, 2013; 24 (suplement 6): 160-170
Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Niewinne dziecko żywą tarczą – adopcja na wojnie. Historia, która dała nowe życie!

adopcja na wojnie
Foto: Ivor Prickett for The New York Times / Facebook The New York Times

Pomimo tego, że iracki rząd oficjalnie ogłosił w lipcu zwycięstwo nad Państwem Islamskim, trudno jest mówić o zakończeniu wojny. Przerażające doniesienia, chwytające za serce brutalne fotografie i historie ludzi, którzy pomimo wszystko starają się funkcjonować. Jednak ta historia: adopcja na wojnie chwyta za serce. 

Jedni nazwą to szczęściem w nieszczęściu, inni równowagą we wszechświecie, kolejnych uderzy za to kontrast – budowanie rodziny vs. brutalne niszczenie ludzkiej egzystencji. W jakkolwiek doniosłych słowach nie mówić o tej historii, trudno jest oddać towarzyszące jej emocje. Dlatego też najprościej wydaje się w tym przypadku najlepiej.

Nowy dom – nowe życie

The New York Times” opublikował zdjęcia i artykuł opisujące aktualny stan rzeczywistości panującej w Mosulu. Żołnierze wciąż ścierają się tam z bojownikami ISIS. Gdy jeden z mężczyzn przekroczył linię frontu, siły specjalne skierowały na niego swoją uwagę. Okazało się, że mężczyzna niósł przed sobą chłopca, który miał nie więcej niż 2 lata.

Dziecko ubrane było w zakrwawioną kamizelkę, brudne spodenki, nie miał butów. Niosący go człowiek nie wiedział kim jest malec. Jako, że od razu stał się podejrzanym o współpracę z Państwem Islamskim, dowódca przejął opiekę nad chłopcem. Niestety od razu zwątpił w to, że jego rodzice żyją. Postanowił więc, że chłopca adoptuje jeden z jego ludzi. Wiedział, że żołnierz i jego żona nie mogą mieć dzieci – powinni więc przyjąć chłopca.

Wciąż będąc na polu bitwy, wojskowi zdjęli z dziecka zakrwawione ubrania i umyli je. Maluch oczekiwał tam na przybycie oficera, który stworzy mu nowy dom i stanie się jego ojcem.

Jest to zapewne tylko jedna z tysięcy, jeśli nie milionów, tego typu historii, które dzieją się podczas przeróżnych wojen na całym świecie. Oby nowa rodzina okazała się de facto nowym życiem dla chłopca, który mając niespełna dwa lata przeżył tyle, ile nikt nie powinien zobaczyć nawet na filmach. Trudno jest wyobrazić sobie takie doświadczenia. Wydają się być one niezwykle odległe od naszej rzeczywistości. Z drugiej strony, cierpienie i okrucieństwo zdają się być uniwersalne. Dobrze jest więc dostrzegać nawet tak małe okruchy ciepła i miłości, które wyłaniają się spod wojennych gruzów.

 

Źródło:The New York Times

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie jest to misja!” – blaski i cienie bycia lekarzem

Fot. Magdalena Pachut Fotografia
Fot. Magdalena Pachut Fotografia

Chociaż profesjonalny kitel i ogromna wiedza mogą tworzyć dystans, lekarz to też człowiek! Z jednej strony jest praca, która niesie ze sobą wiele emocji. Z drugiej, normalne codzienne życie. Jak to wygląda po tej drugiej stronie medycyny? Do swojego świata zaprosił nas lek. med. Jakub Danilewicz, urolog z Centrum Leczenia Niepłodności PARENS.

Często początek drogi zawodowej determinuje dalszą pracę. Czy już na starcie wiedział pan, że będzie zajmował się płodnością?

Lek. med. Jakub Danilewicz: Na trzecim roku medycyny odbyłem praktyki z urologii dziecięcej, co rozpoczęło moją przygodę z tą właśnie specjalizacją. Przede wszystkim spotkałem się wtedy z dziećmi bardzo poszkodowanymi przez los. Były to maluchy, u których na przykład nie można było oznaczyć płci. Spotkałem się z cierpieniem rodziców i siłą, z jaką uderza to w ich życie.

Później, w trakcie studiów, zacząłem dowiadywać się, że są różne problemy zarówno z płciowością pacjentów, jak i z ich orientacją. W międzyczasie zainteresowałem się też genetyką kliniczną. Będąc już na szóstym roku, tuż przed uzyskaniem dyplomu, podjąłem decyzję, że będzie to właśnie urologia. Nie chciałem jednak zajmować się klasycznymi przypadkami, które kojarzą się z tą specjalizacją, takie jak onkologia urologiczna, czy kamica nerkowa. Chciałem pracować z zagadnieniami pokroju leczenia niepłodności, genetyki klinicznej, seksuologii, zaburzeń tożsamości płciowej, w tym również zmiany płci.

Zdaje się, że dosyć szybko wiedział pan, jaką chce iść drogą?

Myślę, że wręcz przeciwnie. Idąc na studia medyczne ma się już wyobrażenie, która ścieżka będzie dla nas odpowiednia. Są klasyczne specjalizacje, takie jak kardiologia – zawał serca towarzyszy nam od zawsze. Natomiast rozwój cywilizacji i postęp powodują powstawanie coraz to nowszych problemów, które wcześniej w medycynie były nieznane. Mało lekarzy i naukowców chce się takimi tematami zająć. Często wiążą się one także z problemami natury etycznej. W Polskim społeczeństwie, które jest mocno katolickie, tego typu praca spotyka się z niechęcią i negowaniem. Gdy mówię o tym, że zajmuję się leczeniem in vitro, czy pracą z osobami homoseksualnymi, zdarza mi się być odrzucanym. Nawet ,wydawałoby się osoby wykształcone, uważają to za niemoralne, nieetyczne i niegodne lekarza. Dla mnie jest to jednak misja.

Coś, co wydaje mi się w tym kontekście istotne, to fakt, że lekarz nie pracuje tylko z emocjami pacjenta, ale także ze swoimi własnymi. Jak pan sobie z tym radzi?

Miałem o tyle prostszą sytuację, że pochodzę z rodziny, w której kwestie wyznania były bardzo niejednorodne. Nikt z moich rodziców nie był katolikiem. Wychowano mnie w duchu ekumenizmu oraz zrozumienia odmienności drugiego człowieka i odmienności religijnej, co jest niezwykle ważne w naszym państwie. Oczywiście znakomicie jest być heteroseksualnym katolikiem, który ma trójkę dzieci, ale już mało kto zdaje sobie sprawę, jak bardzo cierpi człowiek, który dzieci mieć nie może. Otoczenie na każdym kroku naciska, pojawia się presja w pracy i na wszystkich uroczystościach rodzinnych. Nie jest im to odpuszczane. Nie można się wtedy dziwić, że psychika wysiada, a ludziom odechciewa się żyć.

Tak samo ciężko mają ludzie o orientacji homoseksualnej, czy osoby transseksualne. Mężczyzna, który biologicznie jest mężczyzną, ale genderowo ma inną płeć – lub odwrotnie – jest tym wszystkim wykończony. Nie twierdzę, że takie osoby od razu powinny się nad wyraz eksponować, czy mieć szczególne prawa, ale każdy z nas ma jednakowe prawo do życia. Jeżeli ci ludzie są częścią naszego społeczeństwa, pracują i płacą podatki, to muszą być lekarze, którzy zrozumieją ich problemy i im w tym wszystkim pomogą.

Proszę zauważyć, że nie ma takiej specjalizacji jak andrologia, czy specjalizacji stricte zajmującej się leczeniem niepłodności. Problemy osób niemogących mieć dzieci, kwestia leczenia in vitro, czy spór toczący się wokół gender, zamiatane są w naszym kraju pod dywan. Udaje się, że ich nie ma, a tymczasem one narastają. Ci wszyscy ludzie są między nami, są częścią naszego społeczeństwa i zasługują na pomoc.

Na pewno są to problemy, które powodują olbrzymie cierpienie.

Zdecydowanie, chociaż paradoksalnie łatwiej jest nam zrozumieć alkoholizm, czy wszelkie inne uzależnienia, niż właśnie ludzi niemogących mieć dzieci, osoby homoseksualne, czy  transseksualne. Nie potrafimy im tego wybaczyć.

Mówi pan z ogromną pasją o swojej pracy. Padło też słowo „misja”. Czy rzeczywiście ma pan takie poczucie?

Tak, praca jest moją pasją i misją. Uważam, że pomoc takim ludziom jest wręcz moim powołaniem.

A czy czuje pan, że kariera zawodowa daje panu także siłę i napęd w innych dziedzinach życia?

Życie zawodowe lekarza musi być połączone z jego stylem życia. Jeżeli lekarz nie będzie wkładał serca w swoich pacjentów, nie odniesie sukcesu. Nie chodzi tu tylko o sukces finansowy, ale również o sukces wewnętrzny. Moment, gdy przychodzi pacjent i mówi: „Panie doktorze, dzięki panu żyję. Zdiagnozował mi pan raka, dzięki panu nie popełniłem samobójstwa, zacząłem biegać, jestem szczęśliwym człowiekiem”, jest nie do przecenienia. Tego, co człowiek czuje wtedy w środku, nie da się nawet do końca opisać słowami.

Na pewno nie jest to też łatwy zawód do pogodzenia z życiem osobistym.

Nie jest, natomiast mam szczęście bycia ojcem trójki dzieci. Mam 6-letnią córeczkę Hanię, która od września pójdzie do pierwszej klasy. Mam 4,5-letnią córeczkę Asią, która chodzi o przedszkola i 7-tygodniowego synka Jasia. Staram się godzić obowiązki zawodowe z wychowaniem dzieci. Poświęcam im bardzo dużo czasu, który spędzamy aktywnie. Zimą jeżdżę z nimi na nartach, latem wyjeżdżamy zaś nad morze Bałtyckie, bo jestem patriotą. Kocham mój kraj i uważam, że w Polsce jest mnóstwo fantastycznych miejsc, które warto poznać. Posiadam między innymi patent żeglarza jachtowego i uwielbiam rejsy!

Czy taki sportowy akcent, to dla pana forma dbania o siebie?

Tak, sport jest bardzo ważnym elementem życia mojego i mojej rodziny. Kilka tygodni temu wróciłem  z Bieszczad, gdzie jeździliśmy z córkami konno. Na wyjazd zabrałem też miesięcznego syna. Wszyscy pukali się w głowę. Stwierdziłem jednak, że skoro 500 lat temu ludzie pakowali swoje małe dzieci na statki i przemierzali ocean, to dlaczego ja nie mogę samochodem pojechać z dziećmi w Bieszczady?!

Wydaje się, że nieustannie jest pan z ludźmi. Czy jest czas, który spędza pan samotnie?

Nie wyobrażam sobie tego! Każdą wolną chwilę, jaką tylko mam, poświęcam rodzinie. Nauczyłem córki jeździć na nartach, nauczyłem je pływać, jeździć na rowerze i konno. Planuję nauczyć je także strzelać, dlatego że jestem również członkiem sekcji strzeleckiej Wojskowego Klubu Sportowego „Wawel”.

Kolejna dziedzina! Rozumiem, że jest pan człowiekiem renesansu?

Kilka osób próbowało mnie tak nazwać, niestety mam jedną kluczową wadę… nie potrafię malować! Ludzie żyjący w tym okresie byli artystami, ja niestety nawet piszę tak, że sam nie potrafię siebie odczytać. Za to moja córka Hania pięknie rysuje i jest uzdolniona plastycznie. Jestem prawdziwie dumnym tatą!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Bezpłatne warsztaty psychologiczne w klinice VitroLive

klinika vitrolive

Klinika VitroLive ze Szczecina serdecznie zaprasza wszystkie osoby zainteresowane rozwojem osobistym na autorskie warsztaty psychologiczne pt. „Wakacje – czy to dobry czas na starania o dziecko?”.

Spotkanie prowadzone będzie przez doświadczonego specjalistę kliniki VitroLive – Darię Terlikowską. Warsztaty potrwają ok. 2 godzin i zawierać będą w sobie część merytoryczną oraz ćwiczeniową.

Warsztaty odbędą się 31 lipca w godzinach 10.30 – 12.30 w Klinice VitroLive przy al. Wojska Polskiego 103 w kameralnym gronie umożliwiającym indywidualny kontakt z prowadzącymi.

Uczestnictwo w spotkaniu jest bezpłatne, jednak obowiązuje na nie wcześniejsza rejestracja przez formularz dostępny TUTAJ . Nie trzeba być pacjentem kliniki, by wziąć udział w warsztatach. O uczestnictwie decyduje kolejność zgłoszeń.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dlaczego rodzi się coraz więcej bliźniaków i trojaczków? Co mówią eksperci?

Baby Twin Boy and Girl Floating on Swim Rings

Jak pokazują dane statystyczne w Polsce kobiety częściej niż kiedyś rodzą więcej niż jedno dziecko. Tylko w 2016 roku w województwie pomorskim urodziło się aż 730 bliźniaków lub trojaczków, z czego np. w samym Gdańsku urodziło się 36 par bliźniąt. Trafiły się też trzy przypadki narodzin trojaczków. Jakie są główne przyczyny zwiększanie liczby ciąż mnogich?

Czy tylko genetyka?

Uwarunkowania genetyczne to pierwsza przyczyna. Jeśli przyszła mama pochodzi z rodziny, w której ciąże wielopłodowe występowały, wówczas szansa na urodzenie bliźniaków rośnie.

Prawdopodobieństwo ciąży mnogiej wzrasta też podczas sztucznego wspomagania procesu zapłodnienia. Szczególnie dużo bliźniaków rodzi się parom, które zdecydowały się na in vitro. Dużą rolę odgrywa też wiek kobiety.

Jeszcze 30 lat temu widok 40-latki na porodówce był wydarzeniem. W tej chwili to norma. O wiele trudniej natomiast spotkać rodzącą 20-latkę. Wraz z wiekiem rośnie szansa na ciążę mnogą, co nas – pracowników porodówek – wcale nie cieszy. U kobiet z wiekiem rośnie odsetek wad płodu i ciąża w późniejszym wieku zawsze będzie obarczona większym ryzykiem – wyjaśnia prof. Krzysztof Preis, kierownik Kliniki Położnictwa Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, cytuje portal trojmiasto.pl

Ta tendencja wykracza znacznie poza znane nam od 50-lecia metody obliczania szans na zajście w ciążę wielopłodową – dodaje prof. Preis.

Jak mówi ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego ze Szpitala Św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku, Jerzy Zabul

w przypadku ciąż mnogich mamy też częściej do czynienia z przedwczesnym porodem. Jest to zwykle ciąża wysokiego ryzyka”.

Pracownicy szpitala przywykli już do porodów bliźniaczych. W zeszłym roku padł tu także rekord liczby urodzeń.

Na pytanie, co uważa za najważniejszy powód rosnącej liczby porodów bliźniaków i trojaczków, odpowiada:

Zwiększoną liczbę takich ciąż wiązałbym przede wszystkich z wyższym przyrostem naturalnym. Im więcej ciąż, tym większa szansa na to, że na świat przyjdą kolejne bliźniaki czy trojaczki. I są to zarówno ciąże mnogie naturalne, jak i te, które są konsekwencję ciąż wspomaganych, np. przez in vitro.

Źródło: www.trojmiasto.pl

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego