Przejdź do treści

Bóg chce in vitro

Hartman in vitro a Bóg
Jan Hartman, fot. Peter Beym

Z prof. Janem Hartmanem, filozofem, o etyce, in vitro, kościele i dzieciach, rozmawia Jolanta Drzewakowska.

W 2 numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami” przedstawiamy historię kobiety, która ma troje dzieci z in vitro. Swoją opowieść kończy ona słowami: „W klinice zostały jeszcze zarodki i już tam zostaną. To przykre, ale co mam zrobić. Niektórzy decydują się oddać zarodki do adopcji, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Oddać, a potem zaglądać do każdego wózka? To byłoby straszne. Więcej dzieci nie planuję”. Czy decyzja dotycząca zarodka jest konfliktem etycznym?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że zarodki są czymś pośrednim między człowiekiem i innymi tkankami. I z tego powodu wymagają jakiejś ochrony. Tyle etyk może na ten temat powiedzieć. Jakoś jednak trzeba zdefiniować tę ochronę, a to już jest kwestia polityczna i prawna. Nie jest zadaniem dla etyka powiedzenie, jaki kształt taka regulacja powinna przybrać. Może co najwyżej zwracać uwagę na proste rzeczy, np. na to, że jak się na coś decydujemy, to to jest zawsze decyzja arbitralna. I musimy wiedzieć, że dyskusji o statusie zarodka nie może patronować pytanie, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, bo każdy, kto zadaje to pytanie, wie, że odpowiedź nie brzmi tak, że można wskazać konkretny dzień czy liczbę komórek. Prawdą jest – z tym się wszyscy zgadzamy – że chcemy jakiejś ochrony i że w Polsce na razie jej prawie nie ma.

Obecnie możemy się bardzo często spotkać z opinią, że prawo powinno być usankcjonowaniem kodeksu moralnego. Słynie Pan z tego, że jej Pan nie podziela. Jednak czy akurat w takich kwestiach, jak: in vitro, mrożenie zarodków, surogacja, kodeks moralny, obyczaj nie powinny być podstawą uregulowań prawnych?

Nie istnieje coś takiego jak kodeks moralny. Gdyby istniał, to nie byłoby moralności, tylko prawo. Ten kodeks byłby prawem. To, jakie przyjmujemy regulacje w różnych sprawach, jest, po pierwsze, następstwem tradycji prawa. Po drugie, jest następstwem norm obyczajowych danego społeczeństwa. A te zawsze ewoluują. Teraz zwyczaje zmieniają się bardzo szybko i to powoduje intensyfikację konfliktów. Trzecim źródłem prawa, ale najmniej wyrazistym, jest coś, co można nazwać sferą przekonań moralnych. Nie obyczajowych, tylko moralnych. Jest to bardzo mało wyrazista sfera, ponieważ ludzie bardzo rzadko mają zdolność odróżniania przekonań etycznych od zwykłych norm obyczaju. Ludzie nie potrafią tego rozróżniać, ale zgoda, jest coś takiego jak poczucie moralne, świadomość moralna, bardziej uniwersalna i bardziej racjonalna sfera tworzenia i bronienia przekonań etycznych, niż np. religia.

Jest coś ponad religią?

Początek świadomości etycznej jest wtedy, kiedy rozumiem, że nie mogę się kierować po prostu sumieniem, czyli swoimi osobistymi przekonaniami moralnymi czy „poczuciem moralności”, bo moralność jest czymś ponadosobistym, publicznym i niezależnym od moich przekonań. Ponadto rozumiem, że etyczność zaczyna się tam, gdzie dochodzi do poczucia winy, do rozterki. A religia jest zawsze partykularna i zmienna, choćby nawet wyznawało ją miliard ludzi. Jest coś takiego jak osąd moralny, który przekracza zarówno sferę obyczaju, impregnowaną przez religię, jak i osobiste przekonania, zwane czasem sumieniem.

Część naszych czytelniczek musi wykazać się odwagą. Poddając się procedurom in vitro, czasem ryzykują na tym tle konflikt ze swoimi rodzinami, ze społecznością. Medycyna rozrodu bardzo się zmienia. Czy etyka i filozofia w ogóle nadążają za tym?

Na razie nadąża, ale za chwilę przestanie. Chcę jasno powiedzieć, że kwestie zapłodnienia in vitro czy technologicznie wspomaganej rozrodczości nie rodzą typowo etycznych problemów. Z jednej strony wywołują one konsternację obyczajową, z drugiej zaś religijną, z punktu widzenia dogmatycznych systemów religijnych, głównie katolicyzmu. Rodzą problemy polityczne, wtedy kiedy Kościół katolicki próbuje narzucić społeczeństwu swoje dogmaty poprzez zakazywanie in vitro i kiedy udaje, że powołuje się na jakąś niereligijną koncepcję osoby. To jest kłamstwo. Nie ma czegoś takiego jak niereligijna koncepcja osoby w ustach księży katolickich.

Porozmawiajmy o języku. Często już samo użycie konkretnego wyrażenia może sugerować jego ocenę moralną. Np. mówiąc „adopcja zarodka”, mogę mieć na myśli, że adoptuję dziecko.

Język, jakim się posłużymy, musimy wybrać. Mnie się akurat zwrot „adopcja zarodka” bardzo podoba. Ważne jest, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że używamy języka z wyboru. Np. w języku prawa kościelnego przerwanie ciąży czy aborcja jest nazywane „spędzenie płodu”, a to jest zwrot po prostu obrzydliwy. Kościół używa w wewnętrznym dyskursie odrażających zwrotów, natomiast w dyskursie, którym epatuje społeczeństwo, używa zwrotu „nienarodzony” czy też „zabicie nienarodzonego”. Chodzi o to samo, formalnie nazywa się to „spędzenie płodu”, ale na użytek PR nazywa się to „zabicie nienarodzonego”. Skrajna hipokryzja. Nazywanie zarodka dzieckiem, kiedy mamy słowo „zarodek”, które jest neutralne, jest lingwistyczną przemocą. Jest próbą skłamania, że już właśnie ustaliliśmy, że zarodek jest dzieckiem, podczas gdy wiemy dokładnie coś odwrotnego – mianowicie, że niczego takiego wspólnie nie ustaliliśmy. Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Wiemy na pewno, że zarodek nie jest tym samym, co dziecko i wiemy na pewno, że nie jest tym samym co kawałek naskórka.

Może lepiej by było, gdybyśmy posługiwali się językiem biologii?

Język trzeba tworzyć, ale znowu inteligentnie i z dużą wrażliwością na kłamstwo, które może się przejawiać w budowaniu terminologii. Jeżeli ktoś mówi „nienarodzony”, „dziecko poczęte”, to znaczy, że chce udawać, że nie ma problemu tam, gdzie on jest. A problem jest taki, że my na pewno i bez wątpliwości ustaliliśmy, że zarodek nie jest tym samym co urodzone dziecko. Dowód? Nikt nie chce karać śmiercią za aborcję ani w ogóle nie ma mowy o tym, czy status jednego i drugiego jest taki sam. Wiemy, że jest on pośredni.

A czy nie wymaga właśnie odwagi powiedzenie: „Nie wiemy, w którym momencie człowiek się staje”?

Nie. To jest źle postawione pytanie. Jeżeli chodzi o to, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, to filozof może powiedzieć, że jedyna proporcjonalna i adekwatna do pytania forma odpowiedzi musiałaby być wskazaniem dnia lub liczby komórek. I wiadomo, że będzie to idiotyczna odpowiedź.

Bardzo często, jeżeli chodzi o eksperymenty medyczne, jest mowa o zabawie w Boga. Czy gdybyśmy nie mieli pojęcia Boga, to moglibyśmy darować sobie tę całą etyczną otoczkę?

Pojęcie Boga nie ma tutaj nic do rzeczy.

Jednak takie stwierdzenie pada bardzo często. Jeżeli np. słyszymy o możliwości wyboru płci dziecka.

Jeżeli sobie genitalia osłoniłem ubraniem, to bawię się w Boga, bo Pan Bóg dał mi je na wierzchu. Jak wynalazłem samolot, to bawię się w Boga, bo skrzydła dał Pan Bóg ptakom. To jest po prostu idiotyczne. Jeżeli ktoś jest już bardzo głupi, to można mu powiedzieć, że widocznie tak Pan Bóg chciał, żeby te duszyczki powstawały w szkle, a więc wyposażył człowieka w sposób rozrodczości inny niż typowo zwierzęcy. Przypominam księżom: Pan Bóg – zgodnie z doktryną – zgadza się tworzyć również dusze ludzkie w szkle. I kocha te dusze, one też są na jego obraz i podobieństwo.

Obowiązkiem teologicznym Kościoła jest uznać wolę bożą. Bóg chce, jak widać, dzieci z in vitro. I mówię teraz z punktu widzenia ortodoksji teologicznej.

I tutaj każda próba umniejszenia tej prerogatywy Boga i sugerowanie, że te dzieci powstają wbrew Jego woli, na podstawie ludzkiej wolności, która się jej sprzeciwia, jest zwykłym bluźnierstwem. Oni – Kościół – się boją in vitro z zupełnie innego powodu. Po prostu chodzi o to, że in vitro umożliwia dziewicy posiadanie dziecka. Niszczy tę wyobraźnię, w której dziewictwo jest dowodem świętości, a seks i seksualność są skalaniem, które przenosi grzech pierworodny. Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.
Bardzo mocno jednak jeszcze raz podkreślę: sprzeciw Kościoła wobec in vitro jest niezgodny z doktryną katolicką, ponieważ zakłada, że człowiek może swoim grzechem, nadużyciem wolności, wymusić na Bogu stworzenie swojego obrazu.Zresztą Kościół w ogóle się nie przejmuje swoją doktryną. Nieustannie głosi rzeczy, które są z tą doktryną sprzeczne.

A jakie ma Pan zdanie jako etyk na temat surogacji?

Wiadomo, jakie jest ryzyko etyczne z nią związane. Chodzi o to, że dziecko będzie przedmiotem przetargu, że będzie przedmiotem umowy, w której nie jest stroną. Sąd musi dopiero rozstrzygać, czyje to dziecko będzie. Jest oczywiste ryzyko związane z tym, że kobieta będzie wynajmować swój brzuch dlatego, że jest biedna. W związku z tym, pojawia się potrzeba regulacji, a więc tego, żebyśmy wszyscy się na coś umówili. Bardzo wiele rzeczy wymaga regulacji po prostu dlatego, że istnieje. Aborcja, eutanazja, surogacja wymagają regulacji, bo są. A co to jest regulacja? Tutaj filozof może powiedzieć, że regulacja to jest coś takiego, co określa, w jakich granicach coś jest dozwolone. Coś pomiędzy zakazem i pełną swobodą.

Idąc tym tropem, stwierdzimy, że to jest etyka i filozofia liberalnego społeczeństwa. Co w takiej sytuacji uznajemy za zjawiska niepożądane?

Liberalnemu społeczeństwu zagraża relatywizm moralny. W Polsce panuje terror relatywizmu moralnego. Rób, co chcesz, kieruj się podszeptem sumienia, oczywiście tego ukształtowanego przez Kościół, a nie przez kogokolwiek innego. Ta ideologia rozstrzygającej funkcji sumienia jest dewastująca moralnie. I sugerowanie ludziom, że mogą się kierować własnymi, czyli osobistymi, głębokimi przekonaniami, jest sugerowaniem im, że moralności publicznej nie ma.

A więc nie ma miejsca na dyskomfort moralny?

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha. Istota etyczna ma poczucie winy, a istota nieetyczna ma poczucie zadowolenia z siebie. I Kościół na tym gra: bądźcie zadowoleni. Z jednym wyjątkiem: spowiadajcie się nam z wszystkich grzechów. Macie mieć poczucie winy wobec Boga, ale nie wobec siebie nawzajem. Najgorsze jest to nadużywanie mechanizmów rozgrzeszania, resetu.

Dyskomfort moralny jest naturalnym stanem istoty moralnej. Przeciwieństwem poczucia winy jest pycha.

Może jednak to jest tylko odpowiedź Kościoła na potrzeby społeczne?

Oczywiście. Kościół ma bardzo inteligentny model biznesowy i PR i operuje – można powiedzieć – miękkimi walorami: ludzkimi zaletami, wadami, nadziejami. Jest takim wielkim psychologiem. Kiedyś nie miał konkurencji. A w stosunku do ludu był dostarczycielem usług kulturalnych. I to działało przez kilkanaście stuleci. Teraz ten monopol traci. Częścią przemiany, wyzwolenia społeczeństwa, laicyzacji społeczeństwa jest uzyskanie przez nie świadomości moralnej, w której świetle to, co robi Kościół, jest przeciwieństwem moralności.

Pisał Pan kiedyś, że „tabu w społeczeństwie jest rzeczą niezbędną”. Może jednak stanowisko Kościoła ma tutaj swoje uzasadnienie – żeby nie rozmawiać o in vitro czy niepokalanym poczęciu. A tego pierwszego nie poddawać regulacjom.

Oczywiście są tacy, którzy marzą, żeby prawo medyczne było w zawieszeniu. Kościół o tym marzy. Kościół żyje z tego, że tworzy kryzysy. Stworzył kryzys wokół prawa medycznego i pokazuje, że na pewien teren państwo nie może wejść. Polska jest jednym z ostatnich krajów, gdzie z powodu bezduszności Kościoła nie ma regulacji in vitro. Kościół tak dalece gardzi zarodkami, że jest gotów w nieskończoność przewlekać sytuację, w której te sprawy są nieuregulowane. To jest szczególna forma demoralizacji. Jednak z punktu widzenia duchownych katolickich z bardziej rozwiniętych krajów taka postawa, że nie można ustanowić ochrony zarodków poprzez ustawodawstwo o in vitro, jest absolutnie nieakceptowalna. Jednak to dla polskiego Kościoła nie liczy się w najmniejszym nawet stopniu, liczy się tylko zachowanie jak najszerszego zakresu władzy.

Proszę mi na koniec powiedzieć o tym, jak wygląda życie prywatne filozofa. W którym momencie Pan, człowiek myślący, zaczął myśleć o posiadaniu dziecka?

Moja żona jest starsza ode mnie i chyba trochę za późno zdecydowaliśmy się na dziecko. Jak się moja córka urodziła, to moja żona miała 37 lat. Wszystkim radzę, aby o dzieciach myśleli jak najwcześniej. Dużo jest takich par, które w ogóle nie mogą mieć potomstwa bez pomocy medycyny, ale jest też bardzo dużo ludzi – o tym się znacznie mniej mówi – którzy mają jedno dziecko, a potem się zrobiło za późno i drugiego już nie mogą mieć. I to jest tajemnica ich jednodzietności. Dodam jeszcze, że mężczyźni bardzo długo dojrzewają do tego, żeby być ojcami i bardzo często patrzą na to zadaniowo, tzn. że powinni nimi być. Zwykle boją się tego. Teraz może trochę mniej, bo w mediach jest wiele pozytywnych wzorców ojca. Jednak tradycyjnie było trochę inaczej – dziecko się kojarzyło z obowiązkami, z ograniczeniem wolności i utratą części uwagi partnerki.

Czy odczuwał Pan, że kiedy dziecko się rodzi, coś się zmienia również w sposobie myślenia?

Myślę, że nie od razu od urodzenia dziecka. Jednak jak dziecko podrośnie, to człowiek się uczy, jak z małego dziecka powstaje racjonalna istota i to jest oczywiście bardzo ważne doświadczenie.Jak się uczy mówić, jak się uczy myśleć. Jak dziwnie widzi świat, nie rozumiejąc go, i dochodzi do rozumienia go, podchodząc do rzeczy najprostszych. To jest poważne doświadczenie również dla filozofa. Dawniej ojcowie mało się zajmowali dziećmi, więc mało korzystali z tego doświadczenia, no ale nadeszły nowe pokolenia, w których ojcowie, prawie na równi z matkami, zajmują się dziećmi. Dlatego te pierwsze lata życia córki dobrze wspominam, jako lata uczenia się, kim jest człowiek i jak się nim staje od małego.

Co było najważniejszą nauką w tym poznawaniu?

Moja córka ma charakter niesamowicie autonomiczny i zdumiewało mnie, w jak małym stopniu rodzice mają wpływ na dzieci. To dzieci rządzą w tych relacjach bardziej. Wyobrażam sobie, że jeżeli dzieci dawniej były grzeczniejsze i bardziej ułożone, to działo się tak z powodu bardzo daleko posuniętej represyjności wychowania. Jeżeli z góry się wyklucza taki dryl wychowawczy i przemoc, to jest tak, że dzieci robią, co chcą, i poniekąd rządzą rodzicami. Ja absolutnie jestem niezdolny do surowości. Nie uważam, żebym wychowywał, nie czuję się wychowawcą…

Bardziej opiekunem?

Można tak powiedzieć, ja po prostu wierzę w to, że jak się jest porządnym człowiekiem, to nawet jak dzieci nie podlegają wpływowi rodziców, bo się buntują, to w dłuższej perspektywie nie odchodzą daleko moralnie i mentalnie od swoich rodziców. Zarówno w negatywnym, jak i w pozytywnym sensie.

Rozmowa z prof. Janem Hartmanem ukazała się z drugim numerze pierwszego poradnikowego magazynu dla osób starających się o dziecko „Chcemy być rodzicami” luty – marzec 2014. 

Prof. Jan Hartman – filozof i bioetyk, profesor  nauk humanistycznych, wydawca i publicysta (część publicystyki opublikowana w książce pt. „Zebra Hartmana”), wykładowca akademicki, polityk.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Palenie zagraża nie tylko ciężarnym. Wiesz, jak odbija się na twojej płodności?

Kobieta paląca /Ilustracja do tekstu: palenie a płodność

Szacuje się, że w Polsce tytoń pali 31% mężczyzn i 23% kobiet. Naukowcy nie pozostawiają złudzeń – wiele z nich z powodu zgubnego nałogu doświadczy problemów z płodnością. W dodatku na negatywne efekty dla zdrowia reprodukcyjnego narażeni są nie tylko palacze czynni, ale również bierni. Dym tytoniowy zawiera bowiem tysiące szkodliwych substancji chemicznych (m.in. nitrozaminę, benzopiren, nikotynę i kotyninę), które wpływają na organy naszego ciała, a tym samym zaburzają pracę całego organizmu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Choć dla lekarzy związek pomiędzy paleniem a niepłodnością jest oczywisty, okazuje się, że wiele osób, które starają się o dziecko, nie ma o tym pojęcia. Z ankiety, która przeprowadzili pracownicy jednej z placówek medycznych w USA, wynika, że co czwarta pacjentka nie zdaje sobie sprawy, jak poważnie dym tytoniowy wpływa na płodność. Poznajcie zatem kilka podstawowych faktów.

Palenie a płodność kobiety

Jak wynika z licznych badań, palenie nie pozostaje obojętne dla żadnego z procesów odpowiadających za płodność kobiety. Dym papierosowy powoduje zaburzenia funkcjonowania układu dokrewnego, które prowadzą do deregulacji pracy całego organizmu. Wpływa to negatywnie m.in. na:

  • proces dojrzewania komórek jajowych,
  • syntezę i sekrecję hormonów płciowych, m.in. progesteronu i estradiolu,
  • proces przygotowania macicy do ciąży.

POLECAMY TAKŻE: Jakie problemy zdrowotne mogą utrudniać zajście w ciążę?

Palenie a rezerwa jajnikowa i skuteczność in vitro

W wyniku palenia dochodzi także do akumulacji wielu toksycznych substancji w płynie pęcherzykowym. To zaś – pośrednio – stymuluje atrezję (czyli zanikanie) pęcherzyków i powoduje zmniejszenie rezerwy jajnikowej.

Okazuje się, że palenie może przyczyniać się również do zmniejszenia skuteczności in vitro. Badania przeprowadzone na pacjentkach poddających się procedurze zapłodnienia pozaustrojowego wykazały związek pomiędzy paleniem a:

  • zaburzeniami wzrostu i dojrzewania pęcherzyków jajnikowych,
  • dojrzewaniem oocytów,
  • uzyskiwaniem przez te komórki zdolności do zapłodnienia.

Toksyczne substancje zawarte w dymie tytoniowym mogą również uszkodzić powstały zarodek – jeszcze zanim zagnieździ się on w ścianie macicy.

Palenie a menopauza

Na tym jednak wpływ palenia na płodność kobiety się nie kończy. Jak wynika z badań, panie, które regularnie palą, przechodzą menopauzę przeciętnie o dwa lata szybciej niż ich niepalące rówieśniczki.

Co szczególnie alarmujące, zagrożenie przedwczesną menopauzą dotyczy też kobiet, które mają tylko bierny kontakt z dymem tytoniowym. Do trwałego zatrzymania cyklu miesiączkowego dochodzi u nich nawet o 13 miesięcy wcześniej niż w grupie nienarażonej na działanie dymu papierosowego. W obu przypadkach powodem takiego stanu rzeczy jest spadek poziomu estrogenu.

ZOBACZ TEŻ: Bierne palenie zabija płodność i prowadzi do wcześniejszej menopauzy

Palenie w ciąży a poronienie i wady płodu

Pomimo coraz ostrzejszych przepisów oraz wzrastającej świadomości społecznej w zakresie negatywnych skutków palenia papierosów, wśród palaczy wciąż nie brakuje kobiet ciężarnych. Tymczasem substancje zawarte w dymie tytoniowym mają udowodniony wpływ na  płód. Szkodliwe chemikalia przenikają do łożyska, co może doprowadzić do nieprawidłowości w rozwoju płodu.

U kobiet, które palą w czasie ciąży, dwukrotnie wzrasta ryzyko poronień samoistnych i komplikacji ciążowych. Dodatkowo dzieci, które w życiu płodowym narażone były na dym tytoniowy, mają wyższe ryzyko przedwczesnego urodzenia i osiągnięcia niskiej masy urodzeniowej. Wzrasta u nich też ryzyko wad wrodzonych.

Coraz więcej mówi się także o długofalowych skutkach palenia w czasie ciąży na zdrowie dziecka – dotyczących nawet ich przyszłej płodności.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Palenie w ciąży wpływa na płodność przyszłych pokoleń

Palenie a płodność męska

Dym tytoniowy wywiera również wpływ na płodność i funkcje seksualne mężczyzn. Problem z poczęciem potomka może pojawić się już na etapie starań – palenie jest bowiem znanym czynnikiem wywołującym zaburzenia erekcji.

U panów, którzy regularnie palą, obserwuje się też obniżenie parametrów nasienia i mniejszą integralność DNA plemników. To zaś przyczynia się do słabych rokowań zarodka już na etapie blastocysty.

Co więcej, badania naukowców sugerują, że palenie dużej liczby papierosów dziennie (powyżej jednej paczki dziennie) przez mężczyzn, którzy rozpoczęli starania o dziecko, zwiększa u dziecka ryzyko późniejszego rozwoju astmy. Inne analizy wskazują dodatkowo na wyższe ryzyko zachorowania przez dziecko na białaczkę.

Palenie a płodność – nie istnieje bezpieczny limit

Chociaż wielu osobom wydaje się, że umiarkowane i okazjonalne palenie nie stanowi powodu do nadmiernych obaw, naukowcy podkreślają, że nie ma bezpiecznego limitu wypalanych papierosów. Jedynym skutecznym sposobem ochrony swojego zdrowia reprodukcyjnego (a tym samym – zdrowia przyszłego dziecka) jest całkowite rzucenie palenia.

W przypadku kobiet zaleca się, by palenie rzucić na ok. 12 miesięcy przed planowanymi staraniami o dziecko. W przypadku mężczyzny okres ten powinien wynosić nie mniej niż 3 miesiące – tyle trwa bowiem proces dojrzewania plemników.

Źródło: Medycyna Środowiskowa (2015, Vol. 18, no. 2, s.11-16), yourfertility.org.au

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Stres w ciąży a zdrowie dziecka. Przełomowe odkrycie naukowców potwierdza długoletnią tezę

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Na zdjęciu: Patryk Jaki /Ilustracja do tekstu" Patryk Jaki o in vitro: Popieram
Fot.: Facebook.com/PatrykJaki

Znamy już czołowych kandydatów na fotel prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Rywalem Rafała Trzaskowskiego, popieranego przez PO i Nowoczesną, zostanie Patryk Jaki. Jego kandydaturę z ramienia Zjednoczonej Prawicy oficjalnie ogłosił wczoraj Jarosław Kaczyński.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na decyzję zarządu PiS o kandydaturze Jakiego na prezydenta Warszawy błyskawicznie zareagował Rafał Trzaskowski. Na Facebooku zamieścił film, w których pyta kandydata Zjednoczonej Prawicy o 12 kwestii istotnych dla wielu warszawiaków. W internetowym wystąpieniu podnosi temat m.in. finansowania organizacji pozarządowych, które chciałyby wprowadzić edukację seksualną, oraz wsparcia m.in. dla in vitro, WOŚP i Parady Równości.

Rafał Trzaskowski: „Warszawiacy potrzebują kogoś, kto ma własne zdanie”

Trzaskowski pytał Patryka Jakiego także o to, czy planuje poprzeć „skandaliczną ustawę przygotowaną dla złych deweloperów, która pozwoli budować osiedla mieszkaniowe byle gdzie, w totalnym substandardzie, z pogwałceniem planowania, bez żadnej infrastruktury” oraz „zmieniać nazwy ulic, budować pomniki, grodzić ulice, przejmować place bez żadnych uzgodnień z warszawiakami”.

– Warszawiacy potrzebują kogoś, kto słucha ludzi, zna miasto od podszewki i przede wszystkim ma swoje zdanie, a nie powtarza wyłącznie rozkazy oderwanego od rzeczywistości Pana z Nowogrodzkiej – podsumowuje Trzaskowski.

CZYTAJ TEŻ: Miejski program in vitro w Warszawie. Kto może z niego skorzystać?

Patryk Jaki: „Wybór Trzaskowskiego to utrzymanie tej samej administracji”

Na reakcję Patryka Jakiego nie trzeba było długo czekać. Wkrótce po nominacji polityk PiS opublikował na Facebooku grafikę opatrzoną hasłem: #Jaki2018 vs. #4KadencjaHGW, na której zamieścił zdjęcie Rafała Trzaskowskiego w towarzystwie Hanny Gronkiewicz-Waltz.

– Sądzę, że wybór Rafała Trzaskowskiego oznaczać będzie jedynie zmianę na fotelu prezydenta z utrzymaniem tej samej administracji na kolejne lata. Administracji, która odpowiada za aferę reprywatyzacyjną czy chaos w polityce przestrzennej i rozwojowej miasta. Tysiące warszawiaków nie zgadza się na taką pozorną zmianę i czwartą kadencję Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie – napisał Patryk Jaki.

Podkreślił również, że zależy mu na realizacji wizji Warszawy jako „miasta różnorodnego, dumnego, sprawnego oraz uczciwego” i że chce poświęcić się służbie mieszkańcom nie tylko w sprawie reprywatyzacji, ale również w każdej innej sferze działalności miasta.

Dofinansowanie in vitro w Warszawie – co po wyborach?

Konkretny program działań Patryka Jakiego nie jest na razie znany – na szczegóły będziemy musieli poczekać.

Tymczasem postulaty Rafała Trzaskowskiego klarują się już od wielu miesięcy. Polityk wielokrotnie podkreślał, że filarami jego programu na najbliższe wybory samorządowe są: walka o prawa kobiet, dofinansowanie in vitro, wsparcie dla rodziców i osób planujących dziecko oraz edukacja seksualna warszawiaków.

POLECAMY TEŻ: Deklaracje ws. in vitro i walki o prawa kobiet – tym kandydat PO chce przekonać warszawiaków

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Watykan o in vitro
Fotolia

Zapłodnienie pozaustrojowe często postrzegane jest jako ostateczność – krok przed którym, z różnych względów, bardzo długo się wzbraniamy. A jeżeli już się na niego zdecydujemy, oczekujemy prostej (mimo swej biologicznej złożoności) procedury, z gwarancją efektu. Z Martą Sikorą–Polaczek, embriologiem w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, kierownikiem laboratorium IVF  rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zastanawiając się nad efektywnością zapłodnienia pozaustrojowego, warto najpierw zadać sobie pytanie, jaki jest główny cel tej metody, co możemy osiągnąć, stosując in vitro? Ujmując w kilku zdaniach obowiązujące rekomendacje i aktualne standardy – zapłodnienie pozaustrojowe ma: 

  • ominąć bariery, które spotykają na swojej drodze plemniki, czyli obejść problem niedrożnych jajowodów, niskiej koncentracji i ruchliwości plemników czy nieprawidłowej interakcji plemników z komórką jajową. Pomaga parom, które bez tej techniki nie mają szans na biologiczne potomstwo. 
  • „skoncentrować” siły reprodukcyjne w jednym, perfekcyjnie kontrolowanym cyklu – czyli ratować czas reprodukcyjny, zwiększyć szanse rozwoju i implantacji prawidłowego zarodka, gdy wiek lub jakiekolwiek inne przyczyny te szanse ograniczają. Pomaga parom, które mogą inaczej nie zdążyć mieć własnego potomstwa. Stosując zapłodnienie pozaustrojowe, nie modyfikujemy właściwości komórek rozrodczych, nie ingerujemy w genom zarodka czy wreszcie (wbrew przerażającym pseudonaukowym publikacjom) nie tworzymy „nadmiaru” istnień ludzkich, wybierając te najsilniejsze. 

Jakie są w związku z tym najistotniejsze czynniki, które wpływają na efektywność zapłodnienia pozaustrojowego? 

Takim czynnikiem jest potencjał komórek rozrodczych. Oczywiście dzięki osiągnięciom nauki wiemy coraz więcej o tym, jak ten potencjał mierzyć (badając np. poziom rezerwy jajnikowej czy analizując parametry nasienia) oraz jak najefektywniej i najbezpieczniej (stosując odpowiednie protokoły stymulacyjne) go wydobyć. Nie potrafimy jednak ciągle na niego wpłynąć – to prawdziwe wyzwanie dla medycyny! 

Które czynniki wpływające na skuteczność zapłodnienia zależą od pary starającej się o dziecko?

Mimo że nie możemy modyfikować naszego potencjału rozrodczego, to możemy jednak o niego zadbać. Możemy zadbać o komórki rozrodcze tak jak o wszystkie inne komórki naszego organizmu. Publikowane są ciągle (lepiej lub gorzej udokumentowane) doniesienia o niższej efektywności zapłodnienia pozaustrojowego u kobiet z wysokim BMI, u palaczy, u osób przewlekle zestresowanych. 

W jaki sposób praca w laboratorium kliniki leczenia niepłodności i podejmowane tam decyzje od momentu pobrania komórki jajowej i nasienia mają wpływ na skuteczność przeprowadzonego in vitro? 

Praca embriologa rozpoczyna się w momencie przekazania do laboratorium komórek rozrodczych. Nasza rola to efektywne przeprowadzenie połączenia komórek – tutaj liczą się umiejętności i doświadczenie embriologa. Komórkom i rozwijającym się zarodkom trzeba zapewnić optymalne warunki – składniki odżywcze, temperaturę, pH, stężenie tlenu – tu ma znaczenie zarówno praca zespołu, jak i wyposażenie laboratorium, stosowane pożywki hodowlane, jakość powietrza, kontrola warunków laboratoryjnych. 

Czytaj też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda: wyjaśnia embriolog

Niezwykle ważna dla pary jest decyzja dotycząca liczby zapładnianych komórek jajowych, podejmowana wspólnie z lekarzem. Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce zapładniamy maksymalnie 6 komórek jajowych u kobiet poniżej 35. roku życia, jeśli nie ma innych okoliczności obniżających efektywność (2 nieudane procedury w przeszłości lub choroba współistniejąca). Daje nam to realne statystycznie szanse na uzyskanie 2 prawidłowo rozwiniętych zarodków, a więc jeden/dwa transfery, każdy z około 40%-ową szansą na ciążę. Możemy zmniejszyć liczbę zapładnianych komórek, ale doniesienia literaturowe są nieubłagane – im więcej komórek zapłodnimy, tym większe są szanse na ciążę z tego cyklu stymulacji. Warto jednocześnie pamiętać, że zarodek jest w Polsce prawnie chroniony – nie może zostać zniszczony lub przekazany na cele badawcze. Wszystkie utworzone i prawidłowo rozwijające się zarodki tra ą do rodziców – biologicznych lub adopcyjnych. 

Połączenie komórek rozrodczych podczas procedury in vitro nie wystarcza, by doszło do zapłodnienia. Duża liczba komórek jajowych nie rozwija się i nie staje się zarodkami. Dlaczego tak jest? 

Jedna komórka – jeden zarodek – pojedyncza ciąża to efekt, jaki niewątpliwie chcielibyśmy osiągnąć. Wiemy jednak, że aby zarodek rozwijał się prawidłowo, musi być prawidłowy genetycznie – a więc dostać właściwe „pakiety” genetyczne od komórek rozrodczych i nie wygenerować błędów podczas podziałów. A ogromna liczba zarodków niesie w sobie duże nieprawidłowości. Liczne aneuploidie (nieprawidłowe liczby chromosomów) są letalne – takie zarodki nie mają szansy na dalszy rozwój. Ich obumieranie można uznać za naturalny biologiczny mechanizm. Niezbędna jest też „gotowość” cytoplazmatyczna komórki jajowej – wykazano, że niektóre zarodki zatrzymują się w rozwoju, mimo że są genetycznie prawidłowe. 

Co świadczy o prawidłowym rozwoju zarodka? 

Zgodnie z przyjętymi standardami pracy zarodek rozwija się prawidłowo, jeżeli:
– dzieli się zgodnie z przyjętym czasem – zarodek dwudniowy powinien być 2- lub 4-komórkowy, zarodek 5-dniowy to już kilkadziesiąt komórek,
– ma struktury charakterystyczne dla swojego stadium rozwojowego – blastocysta musi mieć np. węzeł zarodkowy, czyli grupę komórek, z których rozwinie się płód,
– jego komórki nie degenerują. 

Musimy jednak pamiętać, że prawidłowo wyglądający zarodek to nie wszystko. O udanym transferze zarodka decydują kompetencja (morfologiczna i genetyczna) zarodka i gotowość macicy do jego przyjęcia. Tutaj dotykamy odrębnej, wychodzącej poza laboratorium, a bardzo złożonej kwestii receptywności endometrium macicy. 

Jak wygląda skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego w statystykach? Jak jest mierzona i liczona efektywność in vitro? 

Każdy ośrodek powinien mierzyć swoją efektywność w wielu punktach – istnieją wskaźniki obliczone na dużych populacjach i pozwalające określić, czy wszystko, zarówno na poziomie laboratorium, jak i lekarskim, działa prawidłowo (np. współczynnik zapłodnienia, rozwoju zarodkowego, efekty poszczególnych lekarzy i embriologów). 

To, co ośrodki podają do informacji pacjentów, to jedynie ułamek tej wiedzy, jednocześnie najbardziej istotny – informacja o uzyskanych ciążach. Przeglądając statystyki, warto zwrócić uwagę, jaka grupa wyjściowa była analizowana: czy podawane są ciąże w przeliczeniu na wykonany transfer, na rozpoczętą stymulację, czy kumulatywne – na jeden cykl stymulacji ze wszystkimi wykonanymi transferami lub wręcz na kilka cykli. Warto dopytać o to, jakich grup wiekowych dotyczą dane. I wreszcie porozmawiać z lekarzem lub embriologiem o procedurach stosowanych w danym ośrodku. Na przykład – jeśli ośrodek wykonuje tylko transfery blastocyst, jego wskaźniki „na transfer” mogą być bardzo wysokie, ale „umkną” z nich wszystkie cykle, w których trzeba było przerwać leczenie, nie udało się uzyskać komórek lub zarodki przestały się rozwijać na wcześniejszym etapie. 

Niezależnie od tego, które statystyki zdecydujemy się jako ośrodek opublikować – stosując świadomie metodę zapłodnienia pozaustrojowego, umożliwiamy posiadanie biologicznego potomstwa ogromnej grupie tych, dla których inne metody leczenia nie mają szans powodzenia lub grożą bezpowrotną utratą czasu reprodukcyjnego. Z zaprezentowanych na konferencji Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii statystyk Ministerstwa Zdrowia dotyczących refundowanych cykli leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego w latach 2013–2016 w Polsce wynika, że udało się pomóc 80% par uczestniczących w programie. 

POLECAMY: Pobranie męskich i żeńskich komórek rozrodczych przed in vitro? Na czym polega – wyjaśnia embriolog

Gość wywiadu: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia skończyła na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowywała w Zakładzie Genetyki UJ Krakowie, we współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Czy jazda na rowerze wpływa na męską płodność? Zobacz, co na ten temat mówi lekarz

jazda na rowerze a męska płodność
fot. Pixabay

Jazda na rowerze to ostatnio bardzo modne hobby. Z jednej strony lekarze zachęcają do uprawiana sportu, z drugiej mówi się, że cykliści podatni są na problemy z płodnością. Ile w tym prawdy?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jazda na rowerze to nie tylko czysta radość i przyjemność, ale i sporo korzyści dla zdrowia. Podczas pedałowania trenuje się cały układ krwionośny, pracuje serce i płuca, dodatkowo obniża się ryzyko cukrzycy, gubimy zbędne kilogramy i uwalniamy sporą dawkę endorfin.

Powszechnie mówi się jednak, że korzystanie z jednośladów niekorzystnie wpływa na męską płodność. Ile w tym prawdy?

Jazda na rowerze a męska płodność

Jak tłumaczy dr Beata Olszak-Sokołowska, androlog z Kliniki INVICTA, według badań jazda powyżej 5 godzin na rowerze w tygodniu może wpłynąć negatywnie na parametry nasienia.

– Dr Lauren Wise ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Bostońskiego przebadała nasienie 2261 mężczyzn w okresie 1993-2003. Okazało się, że panowie, którzy spędzali powyżej 5 godzin w siodełku, mieli zmniejszoną liczbę i ruchliwość plemników– tłumaczy dr Olszak-Sokołowska.

Tematem zajęli się również norwescy naukowcy, którzy przebadali  160 uczestników 450 – kilometrowego wyścigu rowerowego. Okazało się, że po wyścigu 1 z 5 mężczyzn zaobserwowało u siebie odrętwienie oraz niedoczulicę okolic genitalnych, a 13 proc. ankietowanych doświadczyło problemów z osiąganiem wzwodu.

Zobacz także: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

„Choroba kolarzy”

U kolarzy do najczęstszych powikłań należą zaburzenia erekcji oraz neuralgia nerwu sromowego (PNE, ang. pudendal nerve entrapment), nazywana również syndromem Alcocka albo popularnie „chorobą kolarzy”.

Choroba ta może być wywołana stanem zapalnym lub nadmiernym naciągnięciem nerwu podczas np. intensywnych ruchów u sportowców. Objawia się nieprzyjemnym uczuciem drętwienia, bólem w okolicach narządów płciowych, problemem z załatwianiem potrzeb fizjologicznych. Jej leczenie to głównie rehabilitacja, odpowiednie ćwiczenia lub farmakologia, ewentualnie leczenie operacyjne.

– Kolarstwo to sport, w którym występuje duże prawdopodobieństwo urazów genitaliów. U kolarzy górskich stwierdzono m.in. zwapnienia w jądrach i najądrzach powstające na skutek skrętu jąder, krwiaków, zapalenia pourazowego, również torbiele najądrzy, drobne wodniaki jąder, mikrozwapnienia, czy tkliwość moszny – wylicza dr Oleszak-Sokołowska.

Wstydliwa dolegliwość

Kolarze mogą napotkać na jeszcze jedną nieprzyjemną dolegliwość, nazywaną priapizmem. Jest to długotrwały  wzwód członka, który nie jest związany z podnieceniem seksualnym. Krew napełnia ciała jamiste znajdujące się w penisie i nie może z nich odpłynąć.

Zaburzenie występujące u kolarzy górskich, spowodowane jest urazem naczyń członka, występuje z opóźnieniem po urazie i jest niebolesne.

Leczenie polega na przepłukiwaniu naczyń solą fizjologiczną, po aspiracji z nich zalegającej krwi, a przy braku efektu iniekcjami z odpowiednich leków do ciał jamistych prącia. Ostatecznie może być konieczne zastosowanie bardziej inwazyjnych metod chirurgii naczyniowej.

Zobacz także: Mała liczba plemników może być symptomem poważnych chorób. Zobacz jakich!

Jazda na rowerze a rak prostaty

Dotychczas nie udowodniono, aby jazda na rowerze miała związek z przyspieszonym przerostem gruczołu krokowego lub rakiem prostaty. Nie zmienia to jednak faktu, że po długim siedzeniu na rowerowym siodełku masowana prostata wydziela więcej PSA, swoistego antygenu sterczowego, który może być oznaką raka prostaty.

– Z tego powodu mężczyznom wybierającym się na badanie poziomu PSA zaleca się wstrzymanie od jazdy na rowerze na przynajmniej 48 godzin przed wizytą w przychodni –  tłumaczy dr Olszak-Sokołowska. U pacjentów ze stwierdzonym przerostem prostaty zdecydowanie odradza się jazdę na rowerze.

Ruch wskazany

Jak  podkreśla dr Olszak-Sokołowska, rozsądnie uprawiany sport jest dla mężczyzn jak najbardziej wskazany, a rekreacyjni cykliści mogą pedałować bez obaw.

– Warto jednak pamiętać, żeby dobrać dla siebie odpowiednie siodełko. Powinno ono być ergonomiczne i szerokie,  tak aby ciężar ciała rozkładał się bardziej równomiernie niż w przypadku wąskich sportowych modeli. Minimalizuje to ryzyko ucisków, które w rezultacie może doprowadzić do wspomnianych, nieprzyjemnych zaburzeń – mówi.

– Podejmowana aktywność fizyczna nie powinna być zbyt intensywna, bo forsowne ćwiczenia mogą ograniczyć produkcję plemników, ale nie może też być ograniczona, to z kolei może prowadzić do, niekorzystnej dla męskiej płodności, otyłości. Dla utrzymania prawidłowych parametrów nasienia optymalnie jest uprawiać różne sporty od 6 do 10 godzin tygodniowo – wyjaśnia dr Olszak-Sokołowska.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.