Przejdź do treści

Biomarkery pomocne przy diagnozowaniu raka prostaty

356.jpg

Rak prostaty jest jednym z najczęściej występujących wśród mężczyzn nowotworów. Stanowi także najczęstszą przyczynę zgonów spowodowanych nowotworami.

Jednakże, wciąż jest on trudny do zdiagnozowania – powszechnie stosowane test PSA może mylnie wskazać na obecność raka, co często prowadzi do wykonywania zbędnych w danym przypadku procedur. Nowe badania prowadzone przez University of Adelaide w Australii mają pomóc zwiększyć dokładność diagnozy raka prostaty przy pomocy biomarkerów w płynie nasiennym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W artykule opublikowanym w czasopiśmie Endocrine-Related Cancer badacze opisują, w jaki sposób analizowali próbki nasienia pobrane od 60 mężczyzn, a także to, że znaleźli małe cząsteczki zwane mikroRNA, które okazały się „zaskakująco dokładne”, jeśli chodzi o wskazywanie, którzy mężczyźni chorowali na raka prostaty, a także jak poważny był ich przypadek.

 

Źródło: www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

Poronienia i zmiana płci córki. Cher o swoich doświadczeniach

Cher o zmianie płci córki
fot. Instagram - @cher

Życie popularnej wokalistki Cher nie było łatwe. Oprócz sławy, pieniędzy i blasku fleszy spotkało ją też wiele cierpienia. Zanim urodziła długo wyczekiwaną córeczkę Chastity Sun Bono, kilka razy straciła ciążę. Dziewczynka nigdy jednak nie poczuła się w pełni kobietą i w dorosłym życiu postanowiła zmienić płeć. Co w takiej sytuacji czuje matka? – Wpadłam w histerię, kiedy utraciłam córkę – mówi po latach Cher.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Cherilyn Sarkisian La Pierre, bo tak w rzeczywistości nazywa się Cher, już kilka lat temu na łamach portalu Parade opowiadała o trudnych doświadczeniach ze swojego życia.

Cher swojego ojca poznała dopiero w wieku 11 lat, ponieważ odsiadywał on wyrok za handel narkotykami. Potem w wieku 16 lat przyszła gwiazda rzuciła szkołę i opuściła rodzinny dom, utrzymując się samodzielnie. Za nowe miejsce zamieszkania obrała Hollywood, gdzie poznała swojego późniejszego męża Sonny’ego Bono – kompozytora i producenta nagrań.

Muzyczna para osiągnęła ogromny sukces, a hit „I Got You Babe” szturmem podbił amerykańskie listy przebojów. W ich związku nie działo się jednak dobrze. Sonny chorobliwe kontrolował żonę, w efekcie po 11 latach małżeństwa, podjęli decyzję o rozstaniu.

Zobacz także: Strata po stracie – poronienie nawracające jako doświadczenie traumy

„Straciłam czworo dzieci”

W czasie małżeństwa z Sonnym, Cher długo starała się zajść w ciążę. Niestety kilka razy poroniła.

– Straciłam czworo dzieci przed Chaz. To były samoistne poronienia – powiedziała w 2010 roku.

Po trzecim poronieniu sytuacja ta stała się dla mnie koszmarem. Ludzie gratulowali mi kiedy byłam w ciąży, a kiedy traciłam dziecko mówili: „oh, bardzo nam przykro”. Boże, już nigdy więcej nie chcę tego słuchać – myślałam sobie.

W roku 1969 na świat przyszła córka Cher i Bono. Chastity Sun Bono nie czuła się jednak kobietą. Cierpiała na depresję, lęki zajadała słodyczami, czego efektem była znaczna nadwaga. Jak dziś wspomina, punktem zwrotnym w jej życiu były 13. urodziny – to wtedy zrozumiała, że urodziła się kimś innym, niż w rzeczywistości powinna być.

W 1995 roku Chastity publicznie opowiedziała o swoim homoseksualizmie. Dla Cher, która walczyła przecież o prawa lesbijek, gejów i brała udział w paradach równości, był to szok. Nie potrafiąc zrozumieć i zaakceptować inności swego dziecka, wyrzuciła Chastity z apartamentu na Manhattanie.

– Przestraszyłam się wtedy. Zawsze wyobrażałam sobie, że wyjdzie za mąż i założy rodzinę – zdradziła Cher. Jak napisała w swoim pamiętniku, dopiero po zetknięciu się z problemem była w stanie zweryfikować swoje całe dotychczasowe przekonania. Miała wielu przyjaciół homoseksualistów, jednak nie chciała, żeby jej córka znalazła się w tym gronie.

Chaz Bono fot. Instagram - @therealchazbono

Chaz Bono // fot. Instagram – @therealchazbono

Zobacz także: Malarka i niedoszła matka. Twórczość Fridy Kahlo

Cher o zmianie płci córki

Na przełomie 2008 i 2010 roku Bono przeszedł operację zmiany płci. Po dwóch latach terapii hormonalnej, w wieku 42 lat Chastity stała się mężczyzną, przybierając imię Chaz Salvatore Bono. O swojej przemianie napisał książkę „Jak stałem się Chazem”. Powstała również seria filmów ukazujących etapy transformacji Chaza.

Na początku Cher nie komentowała decyzji swojego dziecka o zmianie płci. Dopiero jakiś czas później, z pomocą psychologa, gwieździe udało się odbudować relacje z Chazem. – To było dla mnie trudne, ale teraz już o tym nie myślę – mówi Cher. Zrozumiała, że musi w końcu zaakceptować decyzję Chaza, ponieważ inaczej nigdy nie byłaby w stanie funkcjonować normalnie.

Stanęła w obronie syna

W roku 2010 Chaz wziął udział w amerykańskiej wersji Tańca z Gwiazdami. W mediach społecznościowych od razu posypały się krytyczne komentarze. W obronie Chaza stanęła wtedy Cher.

Chaz został zaatakowany na blogach i w komentarzach internetowych, z powodu udziału w „Tańcu z gwiazdami”! Żyjemy w Ameryce, czyż nie? Trzeba być naprawdę bezczelnym, żeby pisać takie komentarze. Wspieram go we wszystkim, co robi. Trzeba nie lada odwagi, żeby zdecydować się na udział w tym programie. Bogu dzięki, akurat odwagi na pewno mu nie brakuje! – napisała wówczas na jednym z portali społecznościowych.

Obecnie Chaz zajmuje się karierą filmową, zagrał m.in. w popularnym serialu American Horror Story. Jest również aktywnym działaczem na rzecz LGBT.

Cher i Chaz Bono fot. Instagram - @therealchazbono

Cher i Chaz Bono podczas rodzinnego spotkania // fot. Instagram – @therealchazbono

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail, Parade, Onet

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kampania ministra oburza wielu a rani niepłodnych

Fot. fotolia
Fot. fotolia

Burza wokół społecznej kampanii ministra zdrowia odnośnie prokreacji nie milknie. Zdaniem ekspertów obraża ona uczucia osób niepłodnych. Stowarzyszenie „Nasz Bocian” wystosowało już list do resortu zdrowia  wyrażający swoje oburzenie.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kampania ministerstwa oburza niepłodnych

Osoby niepłodne czują się oburzone i obrażone kampanią zrealizowaną przez Ministerstwo Zdrowia ze środków publicznych, która sugeruje, iż problemy z płodnością wynikają z rozwiązłości seksualnej” – pisze w liście do ministra Stowarzyszenie „Nasz Bocian” (…) Niestety, Panie Ministrze, stres odczuwany przez niepłodnych pacjentów znacząco wzrósł, odkąd Pańską decyzją wstrzymano Narodowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego in vitro, co dla wielu z nich oznacza wyrok bezdzietności”.

Czytaj też: Kompleksowy program prokreacyjny działa, niestety tylko na papierze

 

Dużo ruchu i zdrowe jedzenie nie udrażnia jajowodów i nie poprawia jakości nasienia

„W tym świetle chcielibyśmy uzyskać wiedzę, jakie konkretne działania terapeutyczne prowadzi Ministerstwo Zdrowia wobec półtoramilionowej grupy niepłodnych obywateli?  – pyta w liście do ministerstwa stowarzyszenie Nasz Bocian. – Ile środków publicznych wydatkowano i ile dzieci się urodziło dzięki wdrożonemu przez Ministerstwo we wrześniu 2016 roku programowi kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce, skoro dzięki programowi refundacji in vitro, zrealizowanemu w latach 2013- 2016 przez ministra Bartosza Arłukowicza, urodziło się do tej pory ponad 8000 dzieci? Część z nich urodziła się w rodzinach, które stały się liczne wyłącznie dzięki metodzie in vitro, ponieważ dużo ruchu i zdrowe jedzenie, zgodnie ze współczesną wiedzą medyczną, nie wpłynęły na udrożnienie jajowodów i usunięcie endometriozy u matek tych dzieci, ani nie zwiększyły liczby i morfologii plemników ich ojców. Natomiast prawdopodobnie poziom stresu u niepłodnych pacjentów był w tamtych latach niższy, ponieważ Ministerstwo Zdrowia wspierało leczenie niepłodności zgodnie z medycyną opartą na dowodach (Evidence Based Medicine) i nie proponowało nam zamiast terapii inspirowania się królikami, w przypadku których jeden samiec zapładnia wiele samiczek, co słownikowo nie nazywa się „monogamią”, a w istocie jest skakaniem z kwiatka na kwiatek, używając frazeologii kampanii zrealizowanej przez Ministerstwo Zdrowia”.

List Stowarzyszenia Nasz Bocian w całości przeczytasz tu

– Kampania jest wielce stygmatyzująca, nieuczciwa i oderwana od faktów naukowych – uważa Marta Górna, przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia „Nasz Bocian”. – Chociażby ze względu na przesłanie: Żyj zdrowo, „nie kicaj z kwiatka na kwiatek” a nie będziesz miał problemów z płodnością. Zdrowy tryb życia ma wpływ na zdrowie, ale nie leczy wszystkich schorzeń i chorób odpowiadających za niepłodność. Zdrowe jedzenie nie udrożni jajowodów ani nie wyleczy endometriozy.

Kampania kosztowała 540 procedur in vitro

Anna Krawczak ze Stowarzyszenia „Nasz Bocian” powiedziała w audycji „Analizy” w radiu TOK FM, że nie jest przekonana, czy wydawanie 2 mln 700 tys. złotych na taką kampanię jest słusznym pomysłem, zwłaszcza w świetle faktu, że program dofinansowania in vitro został skasowany przez ministerstwo zdrowia za kadencji ministra Konstantego Radziwiłła a narodowy program wspomagania prokreacji, który miał być odpowiedzią na in vitro do tej pory nie ruszył a mija już 14 miesięcy odkąd go ogłoszono.

Za kwotę, którą wydano na kampanię o królikach można byłoby sfinansować 540 procedur in vitro, z których poczęłoby się 170 dzieci” – powiedziała oburzona Anna Krawczak ze stowarzyszenia „Nasz Bocian” w radio TOK FM.

Psycholog jest wstrząśnięta treścią spotu

– Kampania ta jest obrażająca dla społeczeństwa a dodatkowo dla osób które mają problem z płodnością i od lat starają się zajść w ciążę zadaje ból – mówi Jolanta Piątek-Perlak, psycholog perinatalny pracujący na co dzień z kobietami zmagającymi się z niepłodnością i stratą dziecka. – Podpisuję się dwiema rękoma pod listem protestacyjnym przeciwko tej kampanii.

Osoby niepłodne czują się oburzone i obrażone kampanią zrealizowaną przez Ministerstwo Zdrowia ze środków publicznych, która mówi: „żyj jak królik i rozmnażaj się jak królik”.
Ma ona zachęcić Polaków do większej dzietności. Pary zmagające się z niepłodnością nie zachęciła. Wręcz obraziła i zraniła.
W internecie zawrzało. W komentarzach naszego serwisu o tematyce niepłodnościowej również nie brakowało słów krytyki dla spotu.

„Jak zobaczyłam te kampanie miałam ochotę rzucić w telewizor nożem, bo akurat kroiłam warzywa na obiad. Tak mną to wzburzyło” – napisała pani Kamila.

„To pokazuje jak wielkie jest niezrozumienie tematu” – Anna

„Jestem w szoku po obejrzeniu tego spotu. Wrze we mnie a z drugiej strony chce mi się ryczeć bo to spot społeczny pokazujący jak zostać rodzicami promujący starania o dziecko. Ja jestem człowiekiem kobietą a nie królikiem! To chore porównanie i nic nie daje ani tym bardziej nie uświadamia, że starania o dziecko nie są łatwe tym bardziej jeśli jest diagnoza niepłodność. I tak ministerstwo zdrowia promuje jak robić dzieci dorosłym ludziom- przecież dziecko nawet wie skąd się biorą dzieci. Ministerstwo zdrowia powinno bardziej skupić się na poważnych problemach jak niepłodność, in vitro i ostatnia sytuacja z lekarzami. I w ten sposób znów nie pokazuje się prawdy tylko mydli oczy królikami. Mnie to zabolało…  Ewa”

POLECAMY tekst poniżej w którym możesz zobaczyć spot o którym mowa.

Szkoda im na in vitro, ale maja pieniądze na króliki

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Które kobiety mają największą szansę na urodzenie dziecka w 2018 roku?

Które kobiety mają największą szansę urodzić w 2018 roku?
fot. Pixabay

Końcówka roku to czas magiczny – w październiku wiele osób bierze udział w halloweenowych imprezach połączonych z różnego rodzaju wróżbami. Później „nasze” rodzime Andrzejki, podczas których obowiązkowo trzeba sobie powróżyć. Czy można przepowiedzieć ciążę? Tego zadania podjął się jeden z portali.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W przepowiadanie przyszłości postanowił zabawić się brytyjski portal OK!. Na serwisie opublikowano listę imion, których właścicielki mają największą szansę na zajście w ciążę w 2018 roku.

Kto urodzi w 2018 roku?

Według „przepowiedni” OK!, w przyszłym roku w Wielkiej Brytanii najwięcej świeżo upieczonych mam będzie wśród właścicielek imion Emma, Amy i Claire. W jaki sposób autor artykułu doszedł do takich wniosków?

Zobacz także: 12 przebrań na Halloween, które pokonują system – HIT czy KIT?

Na początku „wróżbita” przeanalizował, w jakim wieku Brytyjki najczęściej zachodzą w ciążę. Uzyskany wynik odjął od bieżącego roku, otrzymując tym samym rok urodzenia przyszłych matek. Następnie sprawdził, jakie imiona były wtedy najpopularniejsze.

W toku „śledztwa” autora okazało się, że Brytyjki najczęściej zachodzą w ciążę w wieku 28 lat. W roku ich urodzenia do najpopularniejszych imion nadawanych dziewczynkom należały: Emma, Amy i Claire.

Wróżba dla Polek

Jak brzmiałaby taka wróżba dla Polek? Według statystyk, w Polsce matkami najczęściej zostają 29-latki. W momencie ich urodzenia do najczęściej nadawanych imion zaliczały się: Agnieszka, Anna, Katarzyna i Magdalena.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: WP Kobieta

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Kobiece mleko w warszawskiej kawiarni. Skandal czy nowoczesne podejście?

kawa z kobiecym mlekiem
Obrót handlowy kobiecym mlekiem jest w Polsce nielegalny / fot. Pixabay

Pełnotłuste, dietetyczne lub sojowe. Ci, którzy kawy nie wyobrażają sobie bez dodatku mleka, mają szeroki wachlarz możliwości. Jedna z warszawskich kawiarni ma jednak w swoim menu unikalną pozycję. Swoim klientom oferuje… kawę z kobiecym mlekiem!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na ten niebanalny pomysł wpadli właściciele kawiarni Żona Krawca, o czym poinformowali kilka dni temu na Facebooku. Kawy z ludzkim mlekiem będzie się można napić od środy. Jak zapewniają pomysłodawcy, wypicie takiego napoju wzmocni naszą odporność.

Żona Krawca

fot. Facebook – Żona Krawca – kawiarnia

Zobacz także: Mleko sojowe pomocne w PCOS

Kwestia prawna

Jest tylko jeden problem. Jak dowiedział się Newsweek, w rozumieniu obowiązujących przepisów Prawa Żywnościowego, mleko matki nie może być środkiem spożywczym przeznaczonym do powszechnego spożycia. Co więcej, obrót handlowy mlekiem kobiecym jest w Polsce nielegalny.

Kolejnym problemem jest zagrożenie epidemiologiczne. Nie wiadomo przecież skąd miałoby pochodzić mleko. Znaczący jest tu stan zdrowia, tryb życia, czy stosowanie używek przez kobietę, która przekazywałaby mleko kawiarni.

Pozostaje również sprawa etyki. O ile w Belgii czy w Niemczech kobiece mleko w kawiarniach nie wywołuje już szoku i oburzenia, w Polsce jest to sprawa kontrowersyjna. Pod postem Żony Krawca pojawiły się setki komentarzy. „Jak dla mnie mega przegięcie!”, „To do tej kawy jeszcze proponuję kotleta z łożyska… też podobno zdrowe… będzie zestaw zdrowotny” – można przeczytać opinie oburzonych internautów.

Zobacz także: Opowiadała o in vitro, pójdzie za to do więzienia. Dramat egipskiej prezenterki

Kobiece mleko w warszawskiej kawiarni zabiegiem marketingowym?

Jeżeli istnieje tyle przeszkód prawnych, dlaczego właściciele Żony Krawca zdecydowali się na taki krok? Prawdopodobnie chodzi tu o reklamę. Kontrowersyjna oferta miała zapewne przyciągnąć ciekawość, a w efekcie nowych klientów. W ciągu dwóch dni pod postem kawiarni pojawiło się 760 komentarzy, a informację przekazało dalej 756 użytkowników. Fakt ten nie umknął internautom.

Super zabieg marketingowy! Gratulacje za pomysł – pisze użytkownik Facebooka.

Zobacz także: Pokarm mamy to najlepszy posiłek dla noworodka

Laktobiznes źródłem dochodów

Okazuje się, że nie tylko warszawska kawiarnia wpadła na oryginalny sposób spożytkowania kobiecego mleka. Laktobiznes kwitnie głównie… wśród kulturystów, którzy doceniają właściwości kobiecego mleka.  Do tej grupy zalicza się również kulturysta Robert Burneika, znany pod pseudonimem Hardkorowy Koksu. Przyznaje jednak, że taka porcja mleka to zdecydowanie za mało na jego gabaryty.

Handel kobiecym mlekiem szczególnie popularny jest w Stanach Zjednoczonych. Tam siłacze mają do wyboru mleko mam będących na diecie wegańskiej, ekologicznej, beznabiałowej, czy bezglutenowej.

Mogą też kupić mleko świeże, albo wcześniej odciągnięte i zamrożone. Co ciekawe, na handlu mlekiem kobiety mogą wyciągnąć nawet do 20 tys. dolarów rocznie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Newsweek, Warszawa w Pigułce, Baby Online

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.