Przejdź do treści

Bezpłatne badania nasienia na Dzień Ojca

367.jpg

Z okazji Dnia Ojca Klinika Leczenia Niepłodności „Bocian” oferuje przeprowadzenie 40 bezpłatnych badań nasienia. Wydarzenie jest przypomnieniem idei kampanii „TATA – najważniejsze słowo dla mężczyzny”.

Temat niepłodności jest bardzo trudny, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Coraz częściej mówi się o czynniku męskim w niepłodności, który z powodu wielu powodów staje się istotną przyczyną niepłodności. Na jakość spermy i kondycję plemników ma wpływ miedzy innymi tryb życia, dieta czy aktywność fizyczna.

„Kampania TATA, miała na celu przełamanie stereotypu, że problem niepłodności dotyczy tylko kobiet. Z okazji Dnia Ojca chcemy przypomnieć te idee i zaprosić panów do naszych klinik na bezpłatne badania”  – mówi dr Grzegorz Mrugacz, dyrektor medyczny Klinik Leczenia Niepłodności „Bocian”.

Akcja jest skierowana do wszystkich mężczyzn chcących dowiedzieć się, jakie mają szanse na naturalne poczęcie dziecka. Badanie określa ilość plemników, ich ruchliwość oraz kondycję. Przeprowadzenie badań nasienia jest szczególnie rekomendowane osobom z grup podwyższonego ryzyka: palaczom papierosów, panom z siedzącym trybem życia lub noszących ciasną bieliznę.

Aby zapisać się na bezpłatne badania w dogodnym terminie, należy zadzwonić do jednego z oddziałów Kliniki i powołać się na kampanię „TATA – najważniejsze słowo dla mężczyzny”. Warto się pospieszyć z powodu ograniczonej ilości miejsc.

Tel. (22) 634 37 74 (Warszawa)

Tel. (85) 744 77 00 (Białystok)

Katarzyna Wielgus

farmaceutka

Jestem w ciąży – ilość stresu wzrosła.

368.jpg

Czym różni się ciąża po in vitro od zwykłej? Fizjologicznie niczym, ale pod względem psychicznym – wszystkim…

 

Magda, lat 38:

Zawsze myślałam, że jak już w końcu uda mi się zajść w ciążę, to odetchnę i będę się rozkoszować tym „cudownym stanem”. O, jak bardzo się myliłam! Dopiero gdy już się udało, zaczęły się nerwy.

Najpierw tradycyjnie – oczekiwanie na dwie kreski. Dla mnie to sam początek stresu, bo dwie kreski widziałam już kilka razy i na tym się kończyło. Potem co dwa dni sprawdzanie przyrostu beta-hcg, najlepiej z wpisywaniem w kalkulatory, żeby mieć pewność, że dobrze rośnie. O stresach typu: „u Anki była większa” albo „u Kaśki lepiej rosła” nawet nie wspominam. Ten czas był dla mnie jednym wielkim oczekiwaniem na serduszko. Byłam wtedy w szpitalu, więc nie mogłam pozwolić sobie na ciągłe bieganie na USG i sprawdzanie, czy już jest pęcherzyk, czy serduszko już bije. Musiałam grzecznie czekać na konkretny moment. Nie ukrywam, że był to czas, w którym poznałam tzw. ciemną stronę forum internetowego, bo koleżanki czekały wraz ze mną, równie niecierpliwie, i zasypywały mnie smsami i mailami, a ja nic nie mogłam im powiedzieć, bo sama przecież nic nie wiedziałam, a w szpitalu nikt specjalnie nie przejmował się moimi błagalnymi pytaniami: „Kiedy USG???”. To był dla mnie bardzo trudny okres, ponieważ do tej pory nigdy nie udało mi się utrzymać ciąży dłużej niż do 7. tygodnia. Dodatkowo był szpital, hiperstymulacja w najokazalszym wydaniu i rodzinna tragedia, do której wolę nie wracać.

W końcu nadszedł ten wielki dzień – salowa wpadła i powiedziała: „Biegiem na USG, Profesor czeka”. Ręce tak bardzo trzęsły mi się ze strachu, że nie mogłam zawiązać szlafroka. Czekając pod gabinetem, mało nie zemdlałam. I w końcu upragnione badanie potwierdzające bicie serca mego dziecka! Był to jak do tej pory jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Kiedyś myślałam, że serduszko uspokoi moje nerwy. Nic z tego. Po wypisaniu ze szpitala rozpoczął się czas odliczania od wizyty do wizyty u lekarza. Najchętniej zamieszkałabym w gabinecie, żeby na bieżąco monitorować, co dzieje się wewnątrz mnie, czy dzidziuś rośnie. Kiedy brzuch mnie bolał, martwiłam się, że boli, gdy nie bolał, narzekałam, że nie boli. I wiem, że zabrzmi to idiotycznie, ale bardzo cieszyły mnie mdłości, bo to przecież najlepszy sygnał, że spodziewam się dziecka. Opis poszczególnych tygodni ciąży znałam na pamięć, czytałam o nich po 100 razy, nie wspominając już o wszelkich normach. W pierwszym trymestrze bałam się  powiedzieć komukolwiek o moim stanie i niezbyt dobrze czułam się na tzw. wątkach ciężarówkowych na forum, bo mentalnie ciągle jeszcze byłam staraczką, właściwie do tej pory nią jestem, choć to już 26. tydzień…

Marzyłam o zakupie urządzenia do słuchania tętna płodu, ale małżonek zdecydowanie się sprzeciwił, bał się, że każda ewentualna zmiana sprawi, że będę się jeszcze bardziej denerwować. W oczekiwaniu na test PAPP-A i USG nerwy dochodziły do zenitu. Po otrzymaniu wyników uspokoiłam się na niecały tydzień, a potem znów czekałam na kolejną wizytę. Lekarki pocieszały mnie, że gdy tylko zacznę czuć ruchy dziecka, to trochę się uspokoję. Wolne żarty: najpierw denerwowałam się, że jeszcze nie czuję ruchów, a po prostu nie potrafiłam ich rozpoznać, potem, że jest ich za mało albo za dużo i tak w kółko. Jedyny tydzień względnego spokoju przeżyłam w szpitalu, bo tam panie położne słuchały maluszka kilka razy dziennie, więc i ja spałam spokojnie.

A potem znowu nerwy przed USG połówkowym i ciągły strach: „co z szyjką?”, „czy donoszę?”, „czy wszystko będzie ok?”. Nie wiem, czy jestem odosobnionym, rozhisteryzowanym przypadkiem, czy po prostu ciąża po wielu latach walki właśnie tak wygląda. Jest zupełnie inna, niż ją sobie wyobrażałam, pełna lęków i niepokojów. Może w trzecim trymestrze to się zmieni. Tak czy inaczej nie omieszkam o tym opowiedzieć.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Odstęp między kolejnymi ciążami

366.jpg

Nowe badania sugerują, że matki które miały krótkie przerwy między kolejnymi ciążami częściej rodzą przed terminem, a nawet w niektórych przypadkach, są bardziej narażone na przedwczesny poród.

W czasopiśmie BJOG (An International Journal of Obstetrics and Gynaecology) zostało opublikowane badanie, w którym wykorzystano zapisy urodzeń z Ohio Department of Health.

Według Centers for Disease Control and Prevention (CDC), poród przedwczesny jest definiowany jako taki, który odbywa się wcześniej niż w 37. tygodniu ciąży. Jako że w ostatnich tygodniach ciąży dziecko znacząco się rozwija, u wcześniaków mogą wystąpić np. niepełnosprawność umysłowa, mózgowe porażenie dziecięce, problemy układu oddechowego, trudności z widzeniem, utrata słuchu oraz problemy z karmieniem i trawieniem.

W celu zbadania, w jaki sposób krótkie odstępy między ciążami (IPI) mogą wpływać na czas trwania ciąży, badacze przeanalizowali zapisy z 454 716 porodów kobiet, które przebyły 2 lub więcej ciąż w okresie 6 lat. Następnie naukowcy oceniali wpływ krótkiego IPI na długość kolejnej ciąży.

 

Wyniki

Naukowcy odkryli, że, ogólnie rzecz biorąc, w porównaniu z matkami, które miały optymalne IPI (minimum 18 miesięcy), kobiety z krótszymi IPI częściej rodziły przed 39. tygodniem ciąży.

Dokładniej: 53,3% kobiet z IPI krótszym niż 12 miesięcy urodziło przed 39. tygodniem ciąży, podczas gdy w grupie kobiet z optymalnym IPI – jedynie 37,5%.

Dodatkowo, ciąże trwające dłużej niż 40 tygodni rzadziej występowały u kobiet z krótkim IPI krótszym niż 12 miesięcy (16,9%), niż u tych z normalnym IPI (23,1%).


Źródło: http://www.medicalnewstoday.com

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.