Przejdź do treści

Bartosz Arłukowicz: Żaden program prokreacyjny nie będzie skuteczny bez in vitro

Spytaliśmy byłego ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza, co sądzi o Narodowym Programie Prokreacyjnym i wygaszeniu refundacji in vitro. Polityk jest dość sceptyczny…

Wraz z końcem czerwca wygaszony zostanie ministerialny program in vitro. Jakie będą skutki tej sytuacji?
Bartosz Arłukowicz: Rządowy program in vitro ruszył 1 lipca 2013 roku. Po raz pierwszy w historii polskiego systemu ochrony zdrowia, zabiegi te zostały sfinansowane ze środków publicznych. Była to odpowiedź na wciąż pogarszające się wskaźniki demograficzne, coraz większą liczbę par, które borykają się z niepłodnością oraz na nierówność w dostępie do in vitro z uwagi na wciąż stosunkowo wysokie koszty tej procedury.
Jako współtwórca tego programu z dumą mogę powiedzieć, że dzięki niemu pojawiło się na świecie kilka tysięcy dzieci. 
Para może przystąpić do programu, jeśli lekarz zdiagnozował u niej bezwzględną przyczynę niepłodności lub ma ona udokumentowane nieskuteczne leczenie przez co najmniej 12 miesięcy. W ramach programu mogą się także leczyć pacjenci, u których w wyniku leczenia lub z innych powodów może dojść do utraty płodności w przyszłości. Objęliśmy też refundacją państwa 13 leków stosowanych w leczeniu niepłodności.
Ucierpią na tym przede wszystkim Ci, których nie stać na drogie leczenie. Zakończenie programu in vitro dla tysięcy par zmagających się z problemem niepłodności oznacza pożegnanie się z możliwością przyjścia na świat długo wyczekiwanego dziecka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy istnieje obawa, że zmieniona będzie cała ustawa in vitro?

Mam wrażenie, że obecny minister zdrowia zaczął swoją kadencję od wycofywania się z większości dobrych i potrzebnych zmian, które dokonały się w ostatnich latach w polskim zdrowiu. Program in vitro jest najbardziej spektakularnym przykładem.
Rezygnacja z programu in vitro na rzecz naprotechnologii, do niedawna aktualne plany Prawa i Sprawiedliwości karania lekarzy więzieniem za wykonanie tej procedury, plany ograniczenia dostępu do tzw. antykoncepcji awaryjnej, czy też ostatnie plany dotyczące zmiany kompromisu aborcyjnego niestety jasno pokazują kierunek, w jakim będzie podążał rząd Prawa i Sprawiedliwości, jeśli chodzi o kwestie reprodukcji.

Czy narodowy program prokreacyjny może zrekompensować brak refundacji in vitro?

Z całą stanowczością mogę stwierdzić, że żaden program prokreacyjny nie będzie skuteczny jeśli nie będzie w nim miejsca na procedurę in vitro. Przypomnę, że in vitro jest uznawane na całym świecie za niezwykle skuteczną metodę leczenia niepłodności, a jej twórca otrzymał nagrodę Nobla.
Jak już wspomniałem wcześniej, każda para, która chciała przystąpić do ministerialnego programu in vitro musiała przejść przez etap diagnozowania problemu i poddać się odpowiedniemu leczeniu. Dopiero kiedy inne metody zawiodły, para mogła przystąpić do programu.
Obecne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia proponuje tylko edukację, profilaktykę i diagnostykę. A co z osobami, które pomimo leczenia nadal nie mogą posiadać dzieci i jedynym wyjściem jest in vitro ?
Na to pytanie obecny rząd i minister zdrowia nie udzielają odpowiedzi.

Jakie są plusy narodowego programu prokreacyjnego?

Ciężko znaleźć plusy w programie, które jest niekompletny i nie rozwiązuje kompleksowo realnych problemów tysięcy Polaków. Jako minister zdrowia spotkałem się z mnóstwem przypadków, kiedy in vitro było ostatnią deską ratunku dla osób, które pragnęły posiadać potomstwo. Dzisiaj tę możliwość im się po prostu zabiera.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Szokujące nagranie ze chrztu. Ksiądz spoliczkował niemowlę

Niemowlę na rękach mamy
Fot.: Brytny.com /Unsplash

W ostatnich dniach sieć obiegł skandaliczny film nagrany amatorską kamerą, który dokumentuje uroczystość chrztu małego chłopca. Widać na nim, jak zniecierpliwiony płaczem dziecka ksiądz stosuje wobec niego przemoc.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na niespełna minutowym filmie widzimy fragment mszy, podczas której ksiądz udziela płaczącemu niemowlęciu sakramentu chrztu.

– Poleję wodą czoło, a następnie obejmę tego małego człowieka, ponieważ właśnie staje się nowym chrześcijaninem – mówi ksiądz, wykonując kolejne kroki kościelnej ceremonii.

Ponieważ jednak dziecko, przerażone nieznanym otoczeniem, nie przestaje płakać, duchowny postanawia je w agresywny sposób „napomnieć”: podduszając, a potem wymierzając mu siarczysty policzek.

ZOBACZ TEŻ: Masz tatuaże? Ten film przestrzega: otwierasz się na zło i niepłodność

Ksiądz spoliczkował dziecko. Rodzice skonsternowani

Poruszona sytuacją matka natychmiast nakazuje 87-letniemu księdzu, by przestać bić zapłakanego chłopczyka. Kilka sekund później stojący z tyłu mężczyzna, najprawdopodobniej tata chłopca, po chwilowej konsternacji i niedowierzaniu, zdecydowanym ruchem próbuje wyrwać dziecko z rąk duchownego. Nie obywa się jednak bez szarpaniny, bo ksiądz początkowo nie chce dziecka oddać. Chwilę później film się kończy. Nie wiemy, jaki był dalszy ciąg tej historii.

Szokujące nagranie, które pochodzi z Francji, rozprzestrzenia się w internecie z prędkością światła. Obejrzało je już kilka milionów użytkowników, którzy nie kryją swojego oburzenia. Pod filmem pojawiają się setki negatywnych komentarzy. Zdaniem internautów, to kolejny przykład daleko idących nadużyć przedstawicieli Kościoła katolickiego.

– Pokazał, jaki jest naprawdę. Ciekawe, do czego byłby zdolny, gdyby miał ku temu okazję – zastanawia się jeden z użytkowników. – Ten ksiądz ma diabła za skórą – dodaje inny.

Niektórzy internauci starają się jednak wykazać empatią w stosunku do księdza.

– Ksiądz jest starym człowiekiem, prawdopodobnie wiek wpłynął na jego stan psychiczny. Uderzenie nie było silne, a dziecku szybko pomogli rodzice. Wybaczcie staremu biednemu człowiekowi z alzheimerem. Czy żadne z was nie ma dziadków, nie wiecie, jak to działa? – pyta retorycznie jeden z użytkowników serwisu YouTube.

Takie komentarze są jednak w zdecydowanej mniejszości. Większość komentatorów jest oburzona sceną ukazaną na filmie i żąda, by ksiądz poniósł za swoje zachowanie odpowiedzialność karną.

Gdy oglądałam to wideo, płakałam, miałam w sobie mnóstwo gniewu i smutku. Gdybym to była matką tego dziecka, nie zawahałbym się, by oddać temu przeklętemu księdzu – pisze internautka o pseudonimie K-uzuki.

Przed kilkoma tygodniami głośno było o podobnym incydencie, który miał miejsce w Polsce. W trakcie mszy w pułtuskim kościele proboszcz spoliczkował 10-letniego chłopca, gdy ten podczas komunii świętej wyjął z ust opłatek, by mu się przyjrzeć. Wcześniej nie brakowało doniesień o podobnych sytuacjach z innych miejscowości.

POLECAMY TEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Bezpłatny zabieg usunięcia mięśniaków macicy. Umów się na wizytę, masz czas do końca miesiąca!

bezpłatny zabieg usunięcia mięśniaków macicy
fot. materiały prasowe

Do 30 czerwca kobiety w wieku od 20 do 43 lat mogą zgłosić się do udziału kwalifikacjach do bezpłatnego zabiegu termoablacji ultradźwiękowej – bezoperacyjnej metody usuwania mięśniaków macicy. Projekt realizowany jest w Szpitalu Specjalistycznym PRO-FAMILIA w Rzeszowie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rzeszowska PRO-FAMILIA to pierwsza placówka w Polsce prowadząca badania naukowe nad skutecznością termoablacji ultradźwiękowej – nowatorskiej, bezinwazyjnej metody leczenia mięśniaków macicy.

Zobacz także: Mięśniaki nie wykluczają macierzyństwa

Bezpłatny zabieg usunięcia mięśniaków macicy – umów się na wizytę

W ramach projektu „Opracowanie oraz wdrożenie bezinwazyjnej, spersonalizowanej procedury termoablacji w leczeniu określonych typów nowotworów”, szpital prowadzi kwalifikacje do bezpłatnych zabiegów, w których udział mogą wziąć kobiety z całej Polski. Zainteresowane mają czas do 30 czerwca 2018 r.

Na wizytę można umówić się dzwoniąc pod numer +48 694 902 111, pisząc e-maila na adres termoablacja@pro-familia.pl lub odwiedzając szpital w godz. 7:30 – 15:30 od poniedziałku do piątku.

Cały proces leczenia trwa maksymalnie kilka godzin, a pacjentka jeszcze tego samego dnia może opuścić szpital i wrócić do swoich codziennych zajęć.

Zobacz także: Termoablacja ultradźwiękowa – przełomowa metoda leczenia mięśniaków macicy

Na czym polega termoablacja ultradźwiękowa?

– Ultradźwięki działają w ten sposób, że przechodzą przez skórę i ogniskują się wewnątrz guza, a nie na jego powłokach – wyjaśnia dr n. med. Tomasz Łoziński, ginekolog i położnik ze Szpitala Specjalistycznego PRO-FAMILIA w Rzeszowie.

– Termoablacja nie wymaga znieczulenia, dlatego pacjentki są przytomne przez cały czas trwania zabiegu i w dowolnym momencie mogą go przerwać na własne życzenie. Wystarczy, że nacisną przycisk trzymany w dłoni – dodaje dr Łoziński.

Najistotniejszymi czynnikami determinującymi skuteczność termoablacji są wielkość, umiejscowienie oraz unaczynienie guza. W trakcie kwalifikacji lekarze wykonują badania USG oraz rezonans magnetyczny w celu rozpoznania mięśniaka i określenia czy nadaje się on do leczenia termoablacją.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Rak prostaty zabija szybko i po cichu. W Polsce można byłoby go skutecznie leczyć, gdyby nie… procedury

Zmartwiony mężczyzna trzyma się za twarz /Ilustracja do tekstu: Rak prostaty: leczenie sekwencyjne nie na NFZ
Fot.: Kyle Glenn /Unsplash.com

Raka prostaty co roku diagnozuje się u blisko 11 tys. mężczyzn, a wskaźnik umieralności wśród pacjentów z tym nowotworem sięga nawet 50 proc. Mógłby być znacznie niższy, gdyby nie polityka refundacyjna i procedury NFZ, które uniemożliwiają leczenie sekwencyjne – podkreślają eksperci.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak prostaty (gruczołu krokowego) to w tej chwili drugi najczęstszy nowotwór złośliwy wśród mężczyzn. Każdego roku diagnozuje się około 11 tys. nowych przypadków i stwierdza 4-4,5 tys. zgonów, których przyczyną jest właśnie nowotwór prostaty. Choroba najczęściej dotyka mężczyzn po 50. roku życia, ale grupie ryzyka znajdują się również panowie dużo młodsi.

Rak prostaty jest dużym problemem, znajduje się na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania i w pierwszej piątce głównych zabójców. To jest nowotwór, który zabija, jeżeli nie jest odpowiednio leczony – mówi prof. Anna Kołodziej, sekretarz zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Rak prostaty nie musi prowadzić do śmierci

Wskaźnik śmiertelności wśród pacjentów z rakiem prostaty sięga obecnie nawet 50 proc. Mógłby być o wiele niższy, gdyby w Polsce poprawił się dostęp do wczesnej diagnostyki i terapii nowej generacji, których wiele pojawiło się w ostatnich latach. Urolodzy i onkolodzy podkreślają, że procedury i polityka refundacyjna NFZ w zakresie leczenia raka prostaty wymagają zmian.

– Dzięki temu, że w ostatniej dekadzie mamy wysyp wielu nowych leków, mamy szansę przedłużyć życie pacjentom z zaawansowanym procesem nowotworowym gruczołu krokowego i zamienić chorobę, która do tej pory była terminalna, w chorobę przewlekłą, długotrwałą. To podobnie jak w przypadku cukrzycy, która też jest śmiertelną chorobą, tylko rozciągniętą na lata. Taki sukces w onkologii widzieliśmy już w terapii zaawansowanego raka nerki, a teraz w leczeniu raka gruczołu krokowego. Każdy lek, który w tej dekadzie został wynaleziony i z powodzeniem zastosowany u pacjentów, skutkuje przedłużeniem im życia o minimum 2-3 lata – mówi prof. Anna Kołodziej.

ZOBACZ TAKŻE: Zanieczyszczone powietrze przyczyną raka i niepłodności!

Leczenie sekwencyjne raka prostaty – na czym polega?

W leczeniu ważna jest sekwencyjność terapii, ponieważ nowotwór – w miarę podawania pacjentowi kolejnych dawek leku – wykształca klony oporne na leczenie. To znaczy, że chory po prostu uodparnia się na zastosowany lek, który przestaje działać.

Zastosowanie różnych sekwencji leków na raka prostaty (jeden po drugim lub wymiennie) pozwala sobie z tym poradzić, maksymalnie wykorzystać efekt terapeutyczny i wydłużyć życie chorego –  szczególnie, że mechanizm choroby jest różny u różnych pacjentów. Występują u nich też inne receptory, choć należące do jednej grupy antyandrogenów.

– Przy innym receptorze androgenowym, działając w innym środowisku komórki albo jądra komórkowego, te leki za każdym razem powodują u danego pacjenta przedłużenie życia. Niestety, w Polsce nie przyjmuje się tego do wiadomości. Mamy do dyspozycji programy lekowe wykluczające się wzajemnie, które nie przedłużają chorym życia. Co więcej, programy są często skonstruowane tak, aby płatnik, czyli NFZ, mógł jak najwięcej zaoszczędzić. Tak więc pacjent musi spełnić kryteria, które są niemożliwe do spełnienia, aby go włączyć do tej terapii – mówi prof. Anna Kołodziej.

CZYTAJ TEŻ: Mężczyźni z grupą krwi 0 mniej narażeni na nawrót raka prostaty

Leczenie sekwencyjne raka prostaty – nie na NFZ

W tej chwili polityka refundacyjna uniemożliwia zastosowanie u pacjentów z rakiem prostaty sekwencyjnego leczenia Co prawda, w listopadzie ubiegłego roku na listę leków refundowanych, po długim oczekiwaniu, trafiły nowe leki, m.in. zarejestrowane w leczeniu opornego na kastrację raka prostaty, jednak leczenie nimi sekwencyjnie jest niemożliwe. Zgodnie z procedurami NFZ, jeżeli pacjent otrzyma jeden lek, to kolejnym nie można go już bezpłatnie leczyć.

– Leki nowej generacji są rewelacyjne. Leczeni nimi pacjenci mówią, że po miesięcznej lub dwumiesięcznej terapii wstają z łóżka, idą do pracy i na dodatek dojeżdżają do niej na rowerze. Okazuje się jednak, że te leki nie mogą być stosowane tak, jak powinny – czyli sekwencyjnie, jeden po drugim lub wymiennie. Zgodnie z opinią wydaną przez biegłych dla Ministerstwa Zdrowia jest to niemożliwe – podkreśla Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti. Dodaje, że to wbrew zaleceniom zarówno Polskie go Towarzystwa Urologicznego, jak i ekspertów.

W ogonie Europy

W tym tygodniu pacjenci z rakiem prostaty – wspólnie z wieloma innymi organizacjami – wystosowali apel do Ministra Zdrowia o zajęcie się tymi obszarami polskiej urologii, które wymagają zmian, między innymi w zakresie dalszego poszerzenia dostępu do refundowanych nowoczesnych terapii.

– Pacjenci z rakiem prostaty nie domagają się szczególnego traktowania. Chcielibyśmy jedynie nie musieć dłużej walczyć o to, co cały świat z powodzeniem stosuje od dawna, a co dla nas nadal jest niedostępne. Mamy prawo do takich samych standardów leczenia jak pacjenci w innych krajach. Tymczasem nadal jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o nowoczesne leczenie raka prostaty, zarówno przed chemioterapią, gdzie mamy do dyspozycji tylko jeden lek, jak i po chemioterapii, gdzie nasze leczenie ogranicza zakaz sekwencyjności, który jest sprzeczny z międzynarodowymi standardami – stwierdził Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti.

Źródło: biznes.newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Chcesz się ustrzec przed rakiem prostaty? Jedz orzechy!

Tagi:

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Stres zmniejsza płodność i skuteczność in vitro. Ale jest na to sposób

Kobiety okazują sobie wsparcie w trudnej sytuacji /Ilustracja do tekstu: redukcja stresu w niepłodności zwiększa szanse na ciążę
Fot.: Ben White /Unsplash.com

Wymagające, czasochłonne i drogie procedury medyczne, niepewność wyniku, a dodatkowo niechciane i zbędne „dobre rady”, którymi raczą nas przyjaciele i rodzina – to wszystko potęguje stres związany z leczeniem niepłodności. Tymczasem przewlekłe i silne napięcie psychiczne to jeden z czynników, które mogą znacząco utrudnić poczęcie dziecka i zajście w ciążę. W najnowszych analizach wykazano jednak, że wiedzę tę można wykorzystać w dobrym celu.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak powszechnie wiadomo, przedłużające się starania o dziecko są czynnikiem wywołującym znaczny stres. Przedstawiciele American Society for Reproductive Medicine w wykładzie ”Stres i niepłodność” zauważają, że wynika to m.in. z dużych nadziei, które potęgują reakcje stresowe, przygotowujące organizm do potencjalnej walki. W ich wyniku następuje wyrzut kortyzolu i adrenaliny do krwioobiegu, to zaś odpowiada za podwyższenie ciśnienia krwi, przyspieszenie pracy serca i wykorzystania energii do walki z zagrożeniem. Gwałtowne skoki hormonów stresu nie pozostają bez wpływu na poziom hormonów płciowych, które są ściśle powiązane z płodnością.

To jednak nie wszystko. Przewlekły stres wywołuje również uczucie wyczerpania i rozdrażnienia, które sprawia, że wiele osób zniechęca się do dalszych starań, a tym samym nie szuka wystarczająco aktywnie pomocy u specjalistów. To z kolei ogranicza im dostęp do skutecznych opcji leczenia niepłodności oraz innych sposobów pozwalających na powiększenie rodziny.

ZOBACZ TEŻ: Polacy coraz bardziej zestresowani. Jak stres wpływa na płodność?

Jak zwiększyć szanse na ciążę? Skorzystaj z metod redukcji stresu

Nie oznacza to jednak, że musimy akceptować stres, który towarzyszy leczeniu niepłodności. Z pomocą przychodzą nam specjaliści psychologii i psychiatrii, których wsparcie coraz częściej oferowane jest w klinikach leczenia niepłodności. Pacjenci, którzy starają się o dziecko, mogą niejednokrotnie liczyć na indywidualne porady związane z walką ze stresem.

Wśród rekomendowanych technik redukcji stresu towarzyszącemu niepłodności znajdują się m.in.:

  • akupunktura,
  • aktywność fizyczna,
  • techniki uważności i kontrolowania oddechu,
  • psychoterapia i grupy wsparcia,
  • joga.

Redukcja stresu w niepłodności: korzyści jest więcej, niż myślisz

Zastosowanie się do jednej z zalecanych strategii może nam pomóc w poprawie ogólnego samopoczucia, zwiększyć poczucie kontroli nad sytuacją, a tym samym – pozytywnie wpłynąć na rezultat starań. Analizy naukowców wykazały, że pary, które deklarują dobre samopoczucie, zachodzą w ciążę częściej i szybciej niż pary, które odczuwają stres i niepokój. Z badań naukowców z Uniwersytetu Stanu Ohio wynika, że ta sama zależność zachodzi również w przypadku kobiet korzystających z procedury in vitro.

Eksperci podkreślają, że zmniejszenie stresu pomaga też bardziej świadomie podejść do procesu leczenia. Eliminując szereg dolegliwości towarzyszących stresowi, takich jak: trudności z koncentracją, ograniczenie zdolności racjonalnego myślenia, bóle głowy i drażliwość, możemy lepiej ocenić zalety i wady określonego sposobu leczenia i podjąć decyzje, które leżą w naszym najlepszym interesie.

PRZECZYTAJ TEŻ: Czy stres utrudnia ci zajście w ciążę? Rozwiąż test i przekonaj się sama

Redukcja stresu w niepłodności: otocz się właściwymi ludźmi

Nie mniej ważne w redukcji stresu związanego z leczeniem niepłodności jest to, by mieć wokół siebie ludzi, którzy mogą zaoferować nam rzeczywiste wsparcie. Nie jest jednak łatwo znaleźć wyrozumiałego, empatycznego rozmówcę, który potrafi wysłuchać, nie oferując przy tym „złotych rad”.

Badacze z American Society for Reproductive Medicine zauważają, że osoby zmagające się z niepłodnością, którym polecano, by „po prostu odpoczęły”, zamiast ulgi odczuwają wzrost napięcia i poziomu stresu. Podobny mechanizm działa w sytuacji, gdy słyszymy od partnera, byśmy przestały się stresować. Osoby, które odbierają taki komunikat, mogą zyskać poczucie, że są odpowiedzialne za swoją niepłodność. Dlatego aby zredukować stres towarzyszący niepłodności, warto poszukać ludzi o podobnych doświadczeniach lub takich, które potrafią zrozumieć sytuację osoby niepłodnej.

Źródło: www.reproductivefacts.org, reuters.com, path2parenthood.org

Więcej o stresie w niepłodności przeczytasz m.in. w artykule: Niepłodność i stres. Co tak naprawdę znaczy: odstresować się?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.