Przejdź do treści

Babcie też czekają

Zapewne, gdy nadchodzi Dzień Matki łzy same napływają Ci do oczu. Może czekasz kolejny rok na upragnione dziecko. Nie jesteś sama, być może ktoś czeka jeszcze bardziej…

W życiu każdego rodzica nadchodzi moment, kiedy chce zostać babcią lub dziadkiem. Nie wynika to z fanaberii, ale oczywistego podziału ról, które pełnimy w społeczeństwie. Potrzeba spełnienia się jako dziadkowie nie jest niczym złym. Zainteresowanie naszymi staraniami, bardziej niż jako jarzmo, powinniśmy traktować jako troskę i wsparcie. W obliczu niezwykle delikatnego problemu niepłodności nietrudno jest o faux pas. Warto jednak mieć świadomość, że tak babcie jak i dziadkowie również czekają na dziecko, czekają z nami…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Babcia nieczekająca
Typy babć lub raczej przyszłych babć są różne. Jedne, jak tylko poznałaś jakiegoś chłopaka pytały o dziecko, inne nie zadają żadnych pytań. Nie dlatego, że nie są zainteresowane. Raczej wierzą, że na wszystko przyjdzie czas, a co się ma wydarzyć i tak się wydarzy. Jedną z babć nieczekających jest Joanna. „Miałam jedno dziecko biologiczne – córkę, ale poza nią wychowałam też trójkę innych dzieci. Magda bardzo szybko wyszła za mąż, usamodzielniła się i wyprowadziła się do innego miasta. Nigdy nie zastanawiałam się, kiedy, czy i w jaki sposób będzie mieć dzieci. Nigdy nie mówiła mi o swoich staraniach, a ja nigdy nie pytałam. Wiedziałam tylko, że chce mieć dużą rodzinę. Po siedmiu latach małżeństwa córka powiedziała, że zamierza adoptować dziecko. Wtedy pierwszy raz dowiedziałam się o jej problemach z zajściem w ciążę. Jednak nadal nie pytałam, cierpliwie czekałam, aż sama mi opowie. Opowiedziała wszystko. Kilka lat później, kiedy Lena (jej pierwsza adoptowana córeczka) była już na świecie, Magda spytała czy nie czuje, że czegoś mi brakuje, bo nie jestem babcią biologiczną. Nawet się nad tym nie zastanawiałam, przecież byłam babcią, a babciom nie brakuje niczego.”

Babcia dopytująca
Nie zawsze jest kolorowo. Czasem chęć bycia babcią jest większa niż chęć bycia matką. Babcie dopytujące nie dają spokoju, jeśli nawet nie pytają wprost i bezpośrednio to rozpuszczają wici po rodzinie. Mariola marzyła, żeby zostać babcią. Nie zastanawiała się, dlaczego jeszcze nie jest i czy może jakoś pomóc. Chciała i już. „Kasia i Marcin byli już kilka lat po ślubie, a dziecka ciągle nie było. Razem z mężem byliśmy już na emeryturze, nic dziwnego, że chcieliśmy zostać dziadkami. Wszyscy nasi znajomi mogli pochwalić się wnukami. Nie miałam odwagi spytać wprost, więc pytałam wśród rodziny. Bałam się, że ciągle odkładają dziecko na później… Nikt nic nie wiedział, a czas przecież ciągle mijał. Czułam się niezręcznie na samą myśl, że mam osobiście spytać Kasi, co dalej. Po szesnastu latach małżeństwa w końcu stało się, a ja mogłam odegrać swoją rolę. Od tamtej pory jesteśmy w stałym kontakcie, nie boję się już pytać. Wtedy dopiero zrozumiałam, ile przeszli, żeby mieć to dziecko.”

Dziadek umiarkowany

Choć Dzień Dziadka dopiero jutro, to trudno go pominąć również przy tej okazji, bo czymże jest babcia bez dziadka? Dziadkowie też czekają na wnuki. Zwykle są bardziej powściągliwi w wyrażaniu entuzjazmu, ale do czasu. Jak tylko usłyszą wieść o wnuku zmieniają się nie do poznania. Mimo wszystko są skrępowani zadawaniem bezpośrednich pytań i tylko niecierpiliwe czekają, nieśmiało podpytując. Taki właśnie jest dziadek Krzysztof. „Wnuk pojawił się 4 lata po ślubie córki. Nie ukrywam, że czekałem z niepokojem i nadzieją. Nie wywierałem żadnej zdecydowanej presji w tym temacie, bo zdawałem sobie sprawę, że młodzi też już chcieli mieć małe. Nigdy nie oglądałem się na to, czy koledzy mają wnuki, czy nie. Instynkt stadny jest mi zdecydowanie obcy. Lubię dzieci i chciałbym mieć jeszcze kilkoro wnuków, ale to niestety nie zależy ode mnie… Pewną nadzieję pokładam w odpowiedzi córki, która zapytana, czy układ 2+1 jest projektem zamkniętym odpowiedziała, że sprawa jest otwarta, więc może…”

Być może wiele pytań odbierasz jako zbędną natarczywość, ale uwierz – nie tylko Ty starasz się o to dziecko. Pomyśl o babciach i dziadkach, którzy kolejny rok nie pójdą na występy w przedszkolu, nie pochwalą się laurką, nie pójdą na spacer, nie będą wchodzili do każdego napotkanego sklepu z zabawkami, nie będą kupowali ubranek „na później”. To boli, ale jeśli zmienisz sposób myślenia, będzie Ci łatwiej. Nikt nie chce wchodzić z butami w Twoje życie, ale masz z kim dzielić smutek.
Weronika Tylicka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”. Ojciec wcześniaka opowiada wzruszającą historię

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca
fot. Pixabay

Przedwczesne narodziny dziecka to ogromne wyzwanie dla rodziców. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wygląda opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca? Zobacz opowieść tego mężczyzny.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Średnio jedna na dziesięć ciąż w Stanach Zjednoczonych kończy się przedwczesnym porodem. O wcześniactwie mówimy w sytuacji, gdy dziecko przychodzi na świat pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży. Takie dzieci narażone są na problemy z oddychaniem i karmieniem, są również bardziej podatne na różnego rodzaju zakażenia.

Zobacz także: Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Ciężkie chwile dla mamy i taty

Opieka nad wcześniakiem jest dużym wyzwaniem, który generuje u rodziców stres i frustrację. I choć powszechnie uważa się, że to matki są najbardziej narażone na stres związany z pielęgnowaniem dziecka, również ojcowie przeżywają ciężkie chwile.

Zgodnie z badaniami opublikowanymi z 2017 roku przez Northwestern University Feinberg School of Medicine, ojcowie wcześniaków są bardziej zestresowani niż matki takich dzieci.

Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której niemowlęta opuszczają szpital i wraz z rodzicami udają się do domów. Może to wynikać z niepokoju związanego z bezradnością i chorobą dziecka.

Tych wszystkich emocji doświadczył Steve Michener. Mężczyzna postanowili podzielić się ze światem swoją historią i opowiedział, z jakimi problemami przyszło mu się zmierzyć jako ojcu wcześniaka.

Zobacz także: Wcześniak mniejszy od iPada. Poznaj niesamowitą historię walecznej dziewczynki

Opieka nad wcześniakiem z perspektywy ojca

Ciąża Carissy- żony Steve’a, przebiegała książkowo. Wszystko zmieniło się w 23. tygodniu ciąży. Podczas wizyty lekarskiej okazało się, że kobieta miała za mało płynu owodniowego. Po tygodniu sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła i wywołanie porodu okazało się koniecznością.

– Zapytałem lekarza, kiedy mniej więcej miałoby to nastąpić. Odpowiedział mi: „będziemy gotowi za trzydzieści minut” – wspomina Steve. – W tym czasie paliłem, więc jedyne co mogłem zrobić, by ukoić nerwy, to wyjść na zewnątrz i wypalić kilka papierosów – dodaje.

W lipcu 2011 roku, w 24. tygodniu ciąży Carissa urodziła córeczkę o imieniu Claire. Dziewczynka przyszła na świat za pomocą cesarskiego cięcia. Steve przyznaje, że był przerażony, kiedy po raz pierwszy zobaczył dziecko.

– Kiedy urodziła się moja najstarsza córka z pierwszego małżeństwa, ważyła ok. 4 kg. To był szok, nigdy nie widziałem tak małego dziecka – wyznaje ojciec wcześniaka.

Przed narodzinami lekarze ostrzegli rodziców, że płuca dziecka mogą się nie rozwinąć i istnieje ryzyko, że powieki malucha będą zrośnięte.  – Powiedzieli też, że najprawdopodobniej nie zapłacze – mówi Steve. Tuż po porodzie dziecko wydało jednak ciszy okrzyk- dla Steve’a był to znak, że wszystko potoczy się dobrze.

Ojciec bał się jednak dotknąć maluszka. Jak wspomina, skóra córki była niemal przezroczysta i przez maleńką klatkę piersiową mógł dostrzec jej bijące serce.

Zobacz także: Najmłodszy wcześniak świata – padł nowy rekord

„Bałem się, że skrzywdzę córeczkę”

Po pewnym czasie lekarze zalecili rodzicom tzw. kangurowanie. Jest to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem, zapewniająca bezpośredni kontakt ciała dziecka z ciałem matki lub ojca.

Noworodek utrzymywany jest w pozycji pionowej lub półpionowej na klatce piersiowej rodzica w okolicy piersi, pod ubraniem mamy lub taty. Metoda ta pomaga w utrzymaniu ciepłoty ciała dziecka, utrzymaniu regularnego oddechu i bicia serca oraz wyzwala głęboki sen.

– Moja żona bardzo się tym przejmowała, a ja bałem się, że skrzywdzę córeczkę. Martwiłem się też, że może się przez to rozchorować – wyjaśnia Steve. – Długo to odkładałem, jednak lekarze przekonali mnie, że to nie tylko najlepszy czas na nawiązanie więzi z dzieckiem, ale też sposób na przyspieszenie jego rozwoju fizycznego – dodaje.

Jak ujawnia, pierwsze kangurowanie trwało zaledwie dwie minuty, potem dziecko wróciło do inkubatora.
– Im dłużej to robiliśmy, tym pewniej się czuliśmy – przyznaje.

Kolejnym problemem w opiece nad wcześniakiem było to, że Carissa i Steve nie byli przygotowani na przyjście na świat wcześniaka, nie wiedzieli więc, jakie pytania mają zadawać lekarzom.

– Nie wiedzieliśmy,  co pytać, dopóki nie zostaliśmy postawieni w konkretnej sytuacji – mówi Steve. Z czasem rodzice nauczyli się obserwować swoje dziecko i wiedzieli, kiedy dzieje się coś złego.

Zobacz także: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

„Miejcie wiarę w lekarzy”

Po dwóch miesiącach od narodzin Calire, kilku transfuzjach krwi i niekończących się obawach, Steve i Carissa mogli w końcu zabrać swoją córeczkę do domu. Nie oznaczało to jednak końca problemów rodziców.

– Musieliśmy znaleźć opiekunkę, która będzie potrafiła się zajmować wcześniakiem – wyjaśnia Steve. – Na szczęście na naszej drodze pojawiła się fantastyczna kobieta, która potrafiła spełnić wszystkie potrzeby Claire – dodaje.

Dziś dziewczynka ma siedem lat, rozwija się prawidłowo i niedawno sama nauczyła się jeździć na rowerze. Po kilku latach Steve ma dla rodziców wcześniaków jedną radę. – Miejcie wiarę w lekarzy i współczesną technologię – przekonuje. – Jeżeli Claire urodziłaby się 50 lat wcześniej, prawdopodobnie nie świętowałaby swoich siódmych urodzin. Lekarze naprawdę wiedzą, co robić – dodaje.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.