Przejdź do treści

Popularny lek na astmę może wpływać na płodność?

Niebieski inhalator na astmę /Ilustracja do tekstu: Astma a płodność
Fot. Pixabay.com

​Tzw. niebieski inhalator, powodujący rozkurcz oskrzeli i poprawę wentylacji płuc, jest powszechnie stosowany jako doraźna pomoc w walce z zagrażającymi życiu napadami astmy oskrzelowej. Okazuje się, że choć przynosi błyskawiczną ulgę, może nie pozostawać bez wpływu na kobiecą płodność.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wynika z badań opublikowanych przez European Respiratory Journal, stosowanie inhalatora opartego na substancji salbutamol, może istotnie wpływać na płodność. Szerokie badanie, którym objęto 5 617 kobiet z astmą, wykazało, że te z pań, które używały takich aerozoli wziewnych, miały aż o 30% mniejsze szanse na zajście w ciążę w ciągu najbliższego roku.

Co ciekawe, tzw. brązowe inhalatory, zawierające małe dawki kortykosteroidów i wykazujące przedłużone działanie, nie zostały powiązane z tak wyraźnym działaniem na płodność. W szczegółowej analizie wykazano jednak, że wszystkie kobiety, które zmagały się z astmą, miały nieco obniżone wskaźniki płodności. Wpływ ten jednak był największy wśród pań, które używały tzw. niebieskich inhalatorów.

Astma i płodność: co wpływa na zmniejszenie szans na ciążę?

Naukowcy nie są w stanie na razie wskazać potwierdzonej przyczyny obniżenia szans na ciążę u kobiet z astmą. Podejrzewają jednak, że astma upośledza przepływ krwi przez macicę, co utrudnia zagnieżdżenie się zarodka.

Natomiast brak istotnych powiązań pomiędzy obniżeniem płodności a użyciem brązowych inhalatorów na astmę może wynikać z tego, że leki te wykazują lepsze działanie w kontrolowaniu napadów astmy. To zaś zmniejsza związane z nią stany zapalne, które mogą potencjalnie łączyć się z negatywnym oddziaływaniem na płodność.

Naukowcy podkreślają jednocześnie, że wyniki ich badań nie mogą skutkować odstawieniem leków na astmę. Sugerują, by w  przypadku problemów z zajściem w ciążę skonsultować się z lekarzem. Może on wówczas wskazać inne środki na astmę, które mają mniejszy wpływ na płodność.

Źródło: telegraph.co.uk

Polecamy również: Cesarskie cięcie a otyłość u dzieci. Zobacz, co mówią badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Na zdjęciu: Panelistki podczas dyskusji Fakty i mity o in vitro na X Kongresie Kobiet

Problem niepłodności dotyczy w Polsce aż 1,3 mln par. Dla wielu z nich szansą na biologiczne potomstwo jest procedura in vitro. W ostatnich miesiącach ta metoda poczęcia spotyka się jednak z rosnącym sprzeciwem niektórych grup społecznych, które nie szczędzą jej słów krytyki. Czy w tych opiniach jest ziarno prawdy? Podczas X Kongresu Kobiet z popularnymi mitami na temat in vitro rozprawiła się embriolożka z łódzkiej kliniki Salve Medica.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MIT: In vitro zwiększa ryzyko wad genetycznych u płodu

Jednym z czołowych argumentów przeciwko in vitro, podnoszonym szczególnie przez środowiska prawicowe i kościelne, jest to, że procedura ta rzekomo wiąże się z ryzykiem powstania wad genetycznych u płodu. Pogląd ten rozpowszechnił w ostatnim czasie m.in. ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, autor kontrowersyjnego podręcznika dla katechetów „Wobec in vitro”. Czy taka teza ma poparcie w badaniach naukowych? Nie!

Jak podczas X Kongresu Kobiet zauważyła Małgorzata Wójt, kierowniczka laboratorium embriologicznego Salve Medica w Łodzi, to nie sposób poczęcia wpływa na zwiększenie ryzyka wystąpienia wad genetycznych u płodu, ale wiek i choroby rodziców. Ekspertka podkreśliła, że jednym z powodów, które mogą przyczynić się do zwiększenia ryzyka takich wad, jest niepłodność wynikająca z obecności mutacji w genach rodziców.

PRZECZYTAJ TEŻ: Chcesz przywrócenia refundacji in vitro? Podpisz petycję obywatelską!

MIT: In vitro jest metodą eksperymentalną

Zwolennicy tej teorii utrzymują, że in vitro jest procedurą nową i nieznane są jej długofalowe skutki dla życia i zdrowia dzieci. Tymczasem pierwsze dziecko z zapłodnienia pozaustrojowego, Luise Brown, przyszło na świat już w 1978 r. Dziś ma już 40 lat, jest w dobrym stanie zdrowia i ma dwójkę synów poczętych droga naturalną.

– To pokazuje, że niepłodność nie przekłada się na kolejne pokolenia – zauważyła Małgorzata Wójt z Salve Medica.

Od 1978 r. na świat przyszło ponad 6 mln dzieci poczętych metodą in vitro i nie obserwuje się u nich większych problemów zdrowotnych niż w ogólnej populacji dzieci.

MIT: Naprotechnologia jest zamiennikiem procedury in vitro

W 2016 r. ruszył narodowy program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego, który zastąpił funkcjonującą dotychczas rządową refundację procedury in vitro. W nowym programie, opartym o naprotechnologię, resort zdrowia zrezygnował z dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego. Jak wyjaśniał wówczas minister Konstanty Radziwiłł, realizowany wcześniej program in vitro jedynie „redukował problem zaburzeń płodności i jego rozwiązywania do jednej procedury o (…) niezbyt dużej skuteczności, a jednocześnie budzącej kontrowersje natury etycznej”.

Ile w tym prawdy? Zdaniem łódzkiej embriolog, niewiele – naprotechnologia nie może być bowiem traktowana jako skuteczny zamiennik procedury in vitro. Pierwsza z tych metod opiera się na diagnozowaniu niepłodności i dokładnej obserwacji cyklu kobiety. In vitro zaś to metoda leczenia niepłodności o udowodnionej skuteczności, wynoszącej ok. 40%.

– Leczeniem jest każde działanie medyczne, które ma na celu wyeliminowanie przyczyny lub skutku choroby – mówiła ekspertka podczas panelu na X Kongresie Kobiet.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wypowiedź profesor o in vitro szokuje…

MIT: Procedura in vitro wiąże się z niszczeniem lub klonowaniem embrionów

Ustawa z dnia 25 czerwca br. o leczeniu niepłodności, która reguluje kwestie związane z procedurą in vitro w Polsce, jest jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie. Zakres ochrony, którą obejmuje ona zarodki powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego, jest bardzo szeroki.

– Chyba nie ma większej ochrony w stosunku do zarodków niż ta, którą gwarantuje polska ustawa – mówiła Małgorzata Wójt podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Jednym z punktów ustawy o leczeniu niepłodności jest zakaz niszczenia zarodków, które nie zostały wykorzystane w transferze:

Niedopuszczalne jest niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju powstałych w procedurze medycznie wspomaganej prokreacji nieprzeniesionych do organizmu biorczyni” – czytamy w ustawie.

Zgodnie z tym rozporządzeniem, pozostałe zarodki, które powstały w wyniku dawstwa partnerskiego lub dawstwa innego niż partnerskie i są zdolne do prawidłowego rozwoju, „są przechowywane w warunkach zapewniających ich należyta ochronę do czasu ich przeniesienia do organizmu biorczyni”.

Ponadto – w myśl ustawy – obowiązuje zakaz klonowania zarodków. Mówi o tym jasno kolejny fragment dokumentu:

„Niedopuszczalne jest tworzenia zarodka, którego informacja genetyczna w jądrze komórkowym jest identyczna z informacją genetyczną w jądrze komórkowym innego zarodka, płodu, człowieka, zwłok lub szczątków ludzkich”.

Nieprawidłowe postępowanie z zarodkami wiąże się z odpowiedzialnością karną. Lekarz, który nie zastosuje się do zapisów tej ustawy, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.


Małgorzata Wójt – embriolożka specjalizująca się w procedurach rozrodu, kierowniczka laboratorium embriologicznego łódzkiej kliniki Salve Medica. Odbyła szereg szkoleń w Polsce i na świecie. Posiada certyfikat ESHRE: Senior Clinical Embryologist, który uprawnia ją do wykonywania zawodu embriologa klinicznego we wszystkich krajach Europy.

Swoją wiedzą podzieliła się podczas panelu dyskusyjnego „Fakty i mity o in vitro”, zorganizowanego w ramach X Kongresu Kobiet.

Co jeszcze działo się podczas X Kongresu Kobiet? Sprawdź TUTAJ.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Argumenty zwyciężyły nad ideologią. Radni przyjęli uchwałę o dofinansowaniu in vitro!

Kobieta w ciąży; na brzuchu dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: argumenty zwyciężyły. Będzi dofinansowanie in vitro w Kołobrzegu

Podczas czwartkowej sesji rady miasta Kołobrzegu radni zajęli się projektem uchwały o dofinansowaniu in vitro. Mimo gorącej dyskusji – nie tylko na argumenty – udało się przyjąć rozwiązanie, które wesprze niepłodne pary z tego miasta.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Projekt uchwały w sprawie dofinansowania in vitro w Kołobrzegu wzbudził w ostatnich tygodniach wiele emocji. Członkowie lokalnej Akcji Katolickiej usiłowali wpłynąć na radnych, apelując do nich w wystosowanym liście, by opowiedzieli się przeciwko przyjęciu tego rozwiązania. Argumentowali m.in., że większość mieszkańców miasta jest ochrzczona, a Kościół katolicki nie daje przyzwolenia na stosowanie metody in vitro.

W piśmie znalazły się też argumenty pseudomerytoryczne, które nie mają poparcia w badaniach naukowych. Przytoczono je także podczas czwartkowej sesji – uczestniczyły w niej bowiem sygnatariuszki listu.

– Jako lekarz zmam obowiązek troską otoczyć nie tylko małżeństwo, parę cierpiąca z powodu niepłodności, ale również poczęte dzieci. Znając procedurę,w której planowo dopuszcza się ich śmierć, a niekiedy wywołują celowo, muszę powiedzieć, że nie zgadzam się na finansowanie takiej metody z pieniędzy publicznych – mówiła jedna z nich, praktykująca lekarka.

CZYTAJ TEŻ: Dofinansowanie in vitro zagrożone? Kościół straszy wiernych i przedstawia skandaliczne tezy

Troska o interes wszystkich, czyli nikogo

Innego kalibru zarzut wobec projektu uchwały przedstawił radny Marek Młynarczyk z PiS.

– Ja bym chciał się odnieść do argumentacji tej uchwały. (…) To nie jest profilaktyka, tylko sposób leczenia. A skoro tak, to ja zwracam się do Wysokiej Rady, abyśmy uchwalili przeznaczenie po 50 tys. na każdy rodzaj choroby, jaki występuje obecnie w Kołobrzegu, żeby wszyscy, którzy chorują, mieli równy dostęp do leczenia. Nie możemy wybiórczo traktować jednego rodzaju choroby; mamy dbać o interes wszystkich mieszkańców – mówił.

– Nie wiem, czym zasłużyły sobie takie osoby, żeby rada miasta uchwaliła taką uchwałę i przeznaczyła na to 50 tys. zł. Jest wiele osób chorych – dzieci, osób starszych – które potrzebują wsparcia finansowego i nie otrzymują go. Jest to nie w porządku i rada miasta nie powinna tak wybiórczo traktować mieszkańców naszego miasta. Trzeba zadbać o wszystkich mieszkańców, żeby stać ich było na dobrą opiekę zdrowotną, w czym pomaga nam obecny rząd i wspiera leczenie innych chorób – dodał.

Radna Wioletta Dymecka z Porozumienia dla Kołobrzegu zauważyła, że taka krytyka jest nieprzedmiotowa – radzie nie przedstawiono bowiem innych propozycji związanych z leczeniem mieszkańców miasta.

Gdzie jest projekt takiej uchwały? Niech pan to zaproponuje i będziemy głosowali. Proszę coś przygotować, czymś się wykazać. Ja podpisałam się pod tym projektem uchwały […], ponieważ konkretne osoby poprosiły mnie, abym go poparła. Ja sama, gdyby chodziło o mnie czy o moją córkę, moje dzieci, zrobiłabym dokładnie to samo: wsparłabym, pomogłabym, bo jest to sposób leczenia – odpowiedziała radna Dymecka.

Poparła ją radna Aneta Cieślicka z Platformy Obywatelskiej.

– Wiele osób mówi o śmierci, o zabijaniu. To są tak drastyczne określenia, że myślę, że mają one na celu zniechęcenie kogoś do takich działań – zaznaczyła.

Naprotechnologia nie zastąpi dofinansowania in vitro

Radna Cieślicka zwróciła dodatkowo uwagę, że naprotechnologia, określana przez środowiska kościelne i prawicowe jako moralna alternatywa dla in vitro, to w rzeczywistości metoda, którą ginekolog stosuje na pierwszej wizycie lekarskiej.

– Ta szumnie brzmiąca nazwa to przekazywanie informacji o podstawowych sposobach zwiększenia szans na zapłodnienie, czyli: podjęcia edukacji w zakresie tzw. kalendarzyka małżeńskiego, badania śluzu, skierowanie na podstawowe badania, m.in. poziomu hormonów. To są sposoby, z których już wiele par skorzystało – podkreśliła radna Aneta Cieślicka.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Przyjęto projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu

Choć atmosfera podczas sesji rady miasta była napięta, a radni klubów Prawa i Sprawiedliwości oraz Niezależnego Kołobrzegu wyrazili kategoryczny sprzeciw wobec projektu uchwały o dofinansowaniu in vitro, ostatecznie udało się go przyjąć większością głosów. Głosy za oddali radni Platformy Obywatelskiej i Porozumienia dla Kołobrzegu Wioletty Dymeckiej – wnioskodawcy projektu.

Projekt uchwały o dofinansowaniu in vitro w Kołobrzegu zakłada wsparcie finansowe w wysokości do 5 tys. zł dla par w wieku 19-45 lat, które zmagają się z niepłodnością. Aby można było z niego skorzystać, para musi uzyskać kwalifikację medyczną, a jedno z partnerów musi być zameldowane na terenie miasta Kołobrzegu.

POLECAMY TEŻ: „Ja wolę podziękować Bogu za ten wielki cud”. Postępowy ksiądz mówi o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Lekarz z różową wstążka przypiętą do kitla /Ilustracja do tekstu: Ciąża po raku piersi: szanse, zagrożenia. Leczenie raka a płodność, metody zachowania płodności
Fot.: Fotolia.pl

W ostatnich dekadach medycyna poczyniła ogromne postępy – potrafimy już skutecznie leczyć wiele nowotworów, które jeszcze do niedawna oznaczały wyrok. Jednym z nich jest rak piersi. I choć w batalii z nim jesteśmy coraz skuteczniejsi, większość dostępnych terapii wciąż wiąże się z istotnym zagrożeniem dla przyszłej płodności. Z czego to wynika, czy można zastosować leczenie zachowawcze i jakie są dostępne metody prezerwacji płodności? Przeczytaj.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak piersi każdego roku atakuje coraz więcej kobiet. Zgodnie z aktualnymi statystykami, blisko 20% z nich otrzymuje diagnozę jeszcze przed menopauzą. Tymczasem wiek, w którym Europejki decydują się na macierzyństwo, z roku na rok wzrasta. To oznacza, że wiele kobiet zapada na raka piersi jeszcze przed urodzeniem pierwszego dziecka. Poza troską o zdrowie muszą pomyśleć też o prezerwacji płodności.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi wśród kobiet w wieku 33-36 lat, aż 72% pacjentek, które chorowały na nowotwór piersi, omówiło z lekarzem prowadzącym zagadnienia związane z płodnością. Obawy dotyczące utraty płodności wpłynęły na wybór metody leczenia aż u 29% respondentek.

ZOBACZ TEŻ: Dieta a menopauza. Co jeść, aby opóźnić ten proces?

Chemioterapia a płodność: gonadotoksyczne cytostatyki

Warto wiedzieć, że rak piersi jest jednym z nowotworów kobiecych, których leczenie najsilniej wiąże się z ryzykiem upośledzenia lub utraty płodności. Wynika to z wykorzystywania kilku metod terapii: chirurgii i radioterapii oraz leczenia systemowego: chemioterapii, hormonoterapii oraz immunoterapii.

U większości pacjentek po leczeniu operacyjnym raka piersi stosuje się chemioterapię uzupełniającą, która poprawia wskaźniki przeżycia. Tę formę dodatkowego leczenia zaleca się obecnie wszystkim pacjentkom przed 35. rokiem życia. Nie jest ona jednak obojętna dla płodności.

Cytostatyki stosowane powszechnie w chemioterapii (m.in. cyklofosfamid) działają niewybiórczo, niszcząc wszystkie szybko dzielące się komórki – także te zdrowe. Wskutek tego obumarciu ulegają również komórki nabłonkowe przewodu pokarmowego, szpiku kostnego skóry i włosa, a także komórki rozrodcze.

Jak wynika z badań, stosowanie cytostatyków wiąże się z uszkodzeniem struktury jajników, czego konsekwencją jest m.in. znaczne obniżenie rezerwy jajnikowej. Wykazano, że w standardowej terapii cyklofosfamidem, stosowanej przez 12-16 tygodni, jajniki „starzeją się” o ok. 10 lat.

Supresja jajników gosereliną: sposób na minimalizację ryzyka utraty płodności po chemii

Z wieloośroodkowego badania, z którego wnioski opublikowano w 2015 roku, wynika, że nadzieją na minimalizację ryzyka utraty płodności po leczeniu cytostatykami jest stosowanie gosereliny, obniżającej czynność gonad.

Okazało się, że panie przed 50. rokiem życia (i z negatywnym wynikiem badania w kierunku obecności receptorów: estrogenowego i progesteronowego), które otrzymywały chemioterapię uzupełnioną o goserelinę, miały ogólnie wyższe szanse na ciąże (21%) niż te, które otrzymywały wyłącznie standardową chemioterapię (11%). Dodatkowo rzadziej występowała u nich przedwczesna menopauza (20% w stosunku do 45% w grupie nieprzyjmujących gosereliny).

Na podstawie wyników tej analizy eksperci zdecydowanie zalecają stosowanie farmakologicznego zahamowania czynności jajników (tzw. supresji jajników) u chorych na raka piersi bez ekspresji receptorów hormonalnych. Metoda ta pozwala „uśpić” jajniki na czas chemioterapii, a tym samym – w pewnym stopniu ochronić ich czynność.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chemioterapia zwiększa szanse na płodność? Zaskakujące wyniki badań

Hormonoterapia po raku piersi a płodność

Wpływ na płodność ma również hormonoterapia, zalecana młodym pacjentkom jako uzupełnienie standardowego leczenia raka piersi. Obniżenie płodności nie wynika jednak z samych środków, ale z czasu trwania hormonoterapii (5-10 lat) i wcześniejszego zmniejszenia rezerwy jajnikowej na skutek chemioterapii.

Długi czas leczenia hormonalnego sprawia, że wiele pacjentek, które poddają się temu leczeniu, może rozpocząć starania o dziecko dopiero w okresie znacząco obniżonej płodności.

Terapia celowana – złoty strzał w raka

Coraz głośniej mówi się, że przyszłość w leczeniu raka należy do nowoczesnej formy leczenia: terapii celowanej. Tym samym powoli spełnia się marzenie Paula Ehrlicha, pioniera chemioterapii, który przed ponad stu laty postawił sobie za cel znalezienie „magicznych kul” – skierowanych w samo ognisko choroby, a nieszkodliwych dla zdrowych komórek.

Mechanizm działania leków celowanych znacznie różni się od tego, który znamy z klasycznej chemioterapii. Podczas gdy tradycyjne leczenie cytostatykami działa na wszystkie komórki, terapia celowana wymierzona jest wyłącznie w zmutowane szlaki przewodnictwa wewnątrzkomórkowego. W leczeniu tego typu wykorzystuje się m.in. niskocząsteczkowe inhibitory kinaz i przeciwciała monoklonalne. Ich zadaniem jest przechwycenie sygnału pobudzającego komórki nowotworowe do wzrostu i podziału, a także doprowadzenie do ich apoptozy (czyli obumarcia).

Przykładem nowoczesnych leków, które wykorzystują to działanie w kuracji niektórych typów raka piersi (z nadekspresją receptora HER2), są trastuzumab i pertuzumab. Wprowadzenie ich do obrotu wyznaczyło nowy kierunek w badaniach onkologicznych. Do tej pory nie przeprowadzono jednak badań, które jednoznacznie określiłyby wpływ tych terapii na płodność.

Producent pertuzumabu informuje, że w analizach na zwierzętach (u dojrzałych płciowo samic małp makaków) nie zaobserwowano działań niepożądanych po ekspozycji na ten środek. Brakuje jednak analiz, które potwierdziłyby bezpieczeństwo stosowania leku u kobiet w wieku rozrodczym.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kisspeptyna: hormon seksu pomoże niepłodnym parom?

Radioterapia a zachowanie płodności

Radioterapia to dodatkowa metoda leczenia, którą stosuje się zawsze po operacji oszczędzającej inwazyjnego raka piersi, by zminimalizować ryzyko nawrotu. Obszar naświetlania obejmuje wówczas przeważnie tylko klatkę piersiową i nie wiąże się z ryzykiem uszkodzenia jajników. Jeśli jednak konieczne jest jego rozszerzenie na okolice narządu rodnego, w celu zmniejszenia ryzyka utraty płodności można zastosować chirurgiczne przemieszczenie jajników poza pole naświetlania. Po takim leczeniu szansę na ciążę daje wtedy procedura in vitro.

Rak piersi: jak zachować płodność?

Najlepszą strategię prezerwacji płodności u pacjentek z rakiem piersi stanowią nowoczesne techniki reprodukcyjne.

Chore mogą skorzystać z poniższych metod zachowania płodności:
  • zamrożenia i przechowania zarodków,
  • witryfikacji gamet, czyli zamrożenia i przechowania oocytów,
  • zamrożenia i przechowania tkanki jajnika.

Witryfikacja oocytów lub zarodków

Każda z tych metod wiąże się, niestety, z pewnymi ograniczeniami. Aby możliwe było zamrożenie (witryfikacja) oocytów lub zarodków u chorej na raka, należy przeprowadzić stymulację owulacji. Ta jednak – wywołując 10-krotne podwyższenie poziomu estrogenów – może nie pozostać bez wpływu na dalszy rozwój hormonozależnego raka piersi. Z tego powodu naukowcy z European Society of Medical Oncology (ESMO) rekomendują inną metodę stymulacji, w której wykorzystuje się tamoksyfen i letrozol, czyli leki stosowane w walce z rakiem.

Istnieje również możliwość pobrania oocytów bez stymulacji. Eksperci wskazują jednak, że  uzyskuje się wówczas tylko jedną komórkę jajową.

Z kolei pobranie i zamrożenie komórek jajowych przeprowadza się u pacjentek po 18. roku życia. Gdy takim zabiegiem zainteresowana jest osoba nieletnia (ale po 16. roku życia), wymagana jest dodatkowo zgoda jej opiekunów prawnych. Górną granicą wieku jest zaś 40. rok życia.

W przypadku chęci zamrożenia zarodków w celu zachowania płodności konieczne jest wykonanie zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). Ta forma prezerwacji płodności – zgodnie z obowiązującą ustawą o in vitro – dostępna jest wyłącznie dla pacjentek, które mają partnera.

Zamrożenie tkanki jajnika

Najbezpieczniejszym zabiegiem umożliwiającym zachowanie płodności u chorej na raka wydaje się pobranie i zamrożenie tkanki jajnika. Nie wymaga ono szczególnych przygotowań ani wcześniejszego przeprowadzenia stymulacji owulacji. Po zakończeniu terapii onkologicznej fragmenty przechowywanej tkanki jajnika można rozmrozić i przeszczepić pacjentce – w miejsce pozostawionych jajników lub w innej lokalizacji.

Zabieg pobrania i przechowania tkanki jajnikowej z powodzeniem wykonuje się za granicą. W Polsce oferowany jest w kilku ośrodkach, ale łączy się z pełną odpłatnością.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Ciąża po raku piersi: ile należy odczekać?

Eksperci zaznaczają, że nie ma jednoznacznych rekomendacji dotyczących długości okresu pomiędzy zakończeniem leczenia raka piersi a ciążą. Sytuacja każdej pacjentki jest nieco inna – dotyczy to zarówno jej wieku, jak i zastosowanej terapii.

Ponieważ jednak przez pierwsze dwa dwa lata od diagnozy ryzyko nawrotu choroby nowotworowej jest największe, zaleca się, by zaczekać ze staraniami nieco dłużej. Jest to też korzystne z uwagi na czas dojrzewania oocytów po zakończonym leczeniu (trwający ok. pół roku).

Ciąża po leczeniu raka piersi: jakie są szanse?

Choć ciąża po leczeniu raka nie jest niemożliwa, wykazano, że pacjentki te mają znacznie mniejszą szansę na posiadanie biologicznego potomstwa. Liczba ciąż u kobiet z tej grupy wynosi około 30% w porównaniu z liczbą ciąż w populacji ogólnej (uwzględniając przy tym wiek pacjentek).

Leczenie raka piersi a in vitro

Warto jednak wiedzieć, że – zgodnie z badaniami – ciąża u kobiet, które przeszły terapię raka piersi, nie zwiększa ryzyka nawrotu nowotworu.

Naukowcy wykazali, że ryzyko wznowienia hormonozależnego nowotworu piersi było w tej grupie chorych takie samo, jak w przypadku kobiet, które nie zdecydowały się na ciążę po zakończeniu leczenia onkologicznego. Wyniki te nie zmieniły się, gdy wzięto pod uwagę czas, jaki upłynął od rozpoznania raka piersi do zajścia w ciążę (powyżej dwóch lat i poniżej dwóch lat). Co więcej, odsetek przeżyć wzrastał u kobiet, które zrealizowały plany macierzyńskie po leczeniu raka piersi.

Istnieją również przekonujące dowody na to, że techniki wspomagania reprodukcji, takie jak in vitro, nie wpływają na ryzyko nawrotu choroby nowotworowej. W 2015 roku analizie poddano 198 pacjentek onkologicznych, z których 25 skorzystało z medycyny reprodukcji. W badaniu tym nie stwierdzono różnic pomiędzy odsetkiem nawrotów choroby ani liczby zgonów u pań, które skorzystały z in vitro po leczeniu raka piersi, i z grupy kontrolnej.

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Ciąża po raku piersi: jakie jest ryzyko?

Z ciążą po raku piersi mogą wiązać się też inne zagrożenia. Specjaliści zauważyli zwiększony odsetek poronień u pacjentek leczonych z powodu raka piersi w porównaniu do populacji nieleczonej. Badania, które na to wskazują, nie są jednak liczne ani wystarczająco szczegółowe.

Zgodnie z analizami szwedzkich badaczy, w przypadku pań, które przeszły terapię raka piersi, nieznacznie wzrasta ryzyko wad wrodzonych u płodu, cesarskich cięć ze wskazań położniczych, przedwczesnych porodów oraz powicia dziecka o niskiej masie urodzeniowej. Spostrzeżeń tych nie potwierdzają badania duńskie. Naukowcy z obu krajów byli jednak zgodni w końcowych wnioskach: w większości przypadków losy dzieci kobiet, które zakończyły leczenie nowotworu piersi, były pomyślne.

To oznacza, że ciąża po raku piersi jest możliwa, a leczenie nie musi przekreślać planów macierzyńskich. Wskazane jest jednak szczególnie uważne monitorowanie ciąży.

Źródła: „Breast cancer in young women” w: „Oncology in Clinical Practice”, 2015, 11, s. 276–291, „Ciąża a rak piersi” w: „Ginekologia po dyplomie”, 2011, 5, s. 98-107, „Macierzyństwo po leczeniu raka piersi” w: „Ginekologia Polska”, 2015, 86, s. 72-76, webmd.com, zwrotnikraka.pl, termedia.pl, cyzl.eu, biotechnologia.pl, nowotwory.org, PAP

POLECAMY TAKŻE: Hormony płodności kontra rak piersi. Najnowsze badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Test męskiej płodności z apteki. Sprawdź, na co zwrócić uwagę podczas zakupu

Mężczyzna wskazujący palcem /Ilustracja do tekstu: Test płodności dla mężczyzn
Fot. Pixabay.com

W aptekach, które są najbardziej rozpowszechnionymi placówkami opieki zdrowotnej, można znaleźć wiele specjalistycznych testów diagnostycznych, w tym również testy na płodność. Z szerokiej gamy domowych testów nasienia warto jednak świadomie wybrać najlepszy produkt.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Test płodności dla mężczyzn powinien spełniać wszystkie wymogi stawiane aktualnie przez nowoczesną medycynę rozrodu. Najważniejsze jest uzyskanie wiarygodnego wyniku, porównywalnego z badaniem płodności mężczyzn w laboratorium medycznym.

Test płodności dla mężczyzn: jakie ma zalety?

Rosnąca popularność dostępnych w aptekach testów płodności dla mężczyzn wynika głównie z łatwego dostępu do badania, komfortu jego przeprowadzenia oraz dyskrecji. Pacjent może wykonać badanie samodzielnie w domu, co ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy mieszka daleko od kliniki bądź laboratorium. Jest to również bardzo dobre rozwiązanie dla mężczyzn skrępowanych wizytą w ośrodku zdrowia. Często domowy test płodności stanowi pierwsze badanie, na jakie decyduje się mężczyzna, który chce sprawdzić jakość swojego nasienia i tym samym swoją płodność.

Niejednokrotnie badanie nasienia wykonywane w domu optymalizuje czas i koszty diagnostyki. Testy z apteki cechuje również łatwy sposób interpretacji wyniku, co dla badań pre-screeningowych jest bardzo istotne. Wykonanie testu płodności dla mężczyzn ma w przystępny sposób odpowiedzieć na pytania „Czy jakość nasienia jest prawidłowa? Czy konieczna jest konsultacja z lekarzem i rozszerzenie diagnostyki?”.

ZOBACZ TAKŻE: Plemniki: szybkie i wściekłe. Co o nich wiesz? [QUIZ]

Ponad 95% dokładność wyniku domowego badania nasienia – prawda czy chwyt marketingowy?

Umieszczona na opakowaniu testu procentowa wartość, mówiąca o wiarygodności produktu, często jest niemiarodajna. Nawet bardzo wysoka wiarygodność testu mierzącego jedynie koncentrację plemników (ich ilość) – jest niewystarczająca. Ocena samej ilości plemników w nasieniu jest badaniem o ograniczonej przydatności diagnostycznej, ponadto ma duży margines błędu. Wiadomo, że niepłodny mężczyzna może mieć prawidłową liczbę plemników, lecz nie są one zdolne do zapłodnienia komórki jajowej.

Wybierając apteczny test płodności dla mężczyzn, czytaj uważnie, jakie parametry nasienia bada test. Wybierz:

test, który mierzy tzw. ilość ruchliwych plemników,

gdyż taki test posiada największą wiarygodność.


Logo Lab Home

POLECAMY TAKŻE: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.