Przejdź do treści

Ania Rusowicz została mamą po 10 latach starań

Ania Rusowicz
Wikipedia - CC By 4.0

Ania Rusowicz przez lata nie pisała o wieloletniej walce w staraniach o dziecko, bo liczyło się tylko jedno: żeby ten dzień wreszcie nadszedł.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ania Rusowicz, wokalistka o przyjściu na świat swojego synka poinformowała żartobliwie na portalu społecznościowym: „Jest nowy przybysz na planecie ziemia”.
Tymon, bo tak na imię dała gwiazda swojemu synkowi urodził się w sierpniu, w dniu swoich imienin. Rusowicz przez lata nie pisała o wieloletniej walce w staraniach o dziecko, bo liczyło się tylko jedno: żeby ten dzień wreszcie nadszedł.
Na chwilę przed porodem w poruszającej rozmowie dla „Wysokich Obcasów” wokalista wyznała, że czuła się „odczłowieczona”, nie mogąc zajść w ciążę.

– Patrzysz w lustro i zastanawiasz się, czy jesteś kobietą. To rodzi taki żal do siebie samej, że nie dajesz rady – powiedziała w Wysokich Obcasach Rusowicz, córka słynnej Ady. To pierwszy raz, kiedy opowiedziała o swoim cierpieniu.

Po latach oczekiwań Rusowicz została mamą

Przez lata Rusowicz wspominała w wywiadach o tym, że chce mieć potomstwo, ale nie rozmawiała o swoich wieloletnich problemach z zajściem w ciążę. Dopiero w zaawansowanej ciąży zdecydowała się wszystko z siebie wyrzucić.
– Próbujesz się tłumaczyć, także przed światem, który dziecka od ciebie oczekuje. Czułam się odczłowieczona, to takie podejście „jajo o jajo”, niekończące się terapie hormonalne, zabiegi, wizyty lekarskie itd. – wyliczała. – No i to podejście lekarzy do problemu, takie czysto techniczne. Masz ochotę krzyczeć i nie możesz, bo chęć posiadania potomstwa to nie leczenie wrzodów żołądka – mówiła.
W którymś momencie straciła wszelkie nadzieje na bycie matką. Czuła się pokrzywdzona, aż zrozumiała, że nie tylko ją to spotkało.

– Odwiedzałam różne gabinety, kliniki leczenia niepłodności. Tłok jak na Dworcu Centralnym. Mnóstwo par oczekujących w kolejkach – opowiada w wywiadzie dla WO Rusowicz.

– Tu nie ma jednej gotowej recepty na spłodzenie dzieci, lekarstwa, każdy przypadek jest inny. Stres związany z niemożnością posiadania potomstwa można porównywać do takich sytuacji, jak śmierć bliskiej osoby, chorobą, czy utratą pracy.

Wiele par ta historia może podnieść na duchu i pokazać, że warto czekać nawet kilka lat.

Polecamy: 
Starania o ciąże w czasach nowych technologii

Źródło: Wysokie Obcasy

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Czym jest zespół stresu pourazowego? O sekretnym języku ciała, bólu i chorób

czym jest zespół stresu pourazowego?
fot. Pixabay

Zaburzenie to występuje najczęściej u osób, które przeżyły wojnę, kataklizmy, czy wypadki komunikacyjne. Ale nie tylko. Może dotyczyć również kobiet, które poroniły i odczuwają silny lęk związany ze śmiercią dziecka. Czym jest zespół stresu pourazowego?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kiedy doktor Alex Lickerman, lekarz rodzinny, zaczął odczuwać silne mdłości, podejrzewał powikłania po przebytej niedawno chorobie, na którą był leczony w szpitalu. Przypuszczenie to było tym bardziej uzasadnione, że przyjmował lek powodujący mdłości.

Tyle tylko, że złe samopoczucie pojawiło się po kilku tygodniach przyjmowania owego leku. Jako lekarz wiedział więc, że nie mogło być związku między jego samopoczuciem a przyjmowanymi medykamentami. Po konsultacji z przyjacielem, również lekarzem, zdecydował się na wizytę u psychiatry.

Zobacz także: Czy masz wpływ na rozwój swojej depresji?

Czym jest zespół stresu pourazowego?

Okazało się, że mdłości minęły niemal natychmiast po tym, kiedy dr Lickerman zaczął przyjmować zapisany lek antydepresyjny i przeciwlękowy. To ostatecznie przekonało go, że jednak problem, choć cielesny, był mocno zakorzeniony w niego psychice.

Co takiego działo się w życiu zwykłego, przeciętnego mężczyzny, że zareagował w ten sposób? Jak poważne musiał mieć kłopoty, jak głębokie lub jak bardzo skomplikowane? Okazuje się, ze nie tak bardzo, choć mocno go wystraszyły na poziomie, o istnieniu którego nie miał pojęcia.

Zanim trafił do szpitala, przeszedł zapalenie wyrostka robaczkowego, potem krwawił na tyle poważnie, że stracił połowę krwi, a na koniec pojawił się zator płucny, który trzeba było leczyć szpitalnie. Psychiatra, który zajmował się dr Lickermanem zdiagnozował u niego średnio nasilony zespół stresu pourazowego (znany jako PTSD).

Sam zainteresowany natomiast zrozumiał, że doświadczenie skumulowania kilku poważnych chorób skonfrontowało go z wypieranym lękiem przed śmiercią.

Czym jest somatyzacja?

Somatyzacja jest rozumiana i definiowana jako przeżywanie bólu psychicznego poprzez objawy fizyczne. Dane na temat tego, jak wiele tego, co rozumiemy, jako przede wszystkim chorobę cielesną, jest zakorzenione w psychice są niejednoznaczne.

Niemniej dane te niezmiennie wskazują, że znaczną część pacjentów skarżących się z powodu bólu w klatce piersiowej, zmęczenia, bólów głowy lub pleców, impotencji, kaszlu czy nadmiernej utraty wagi nie miała znanej, dającej się zlokalizować przyczyny fizycznej.

Jedne z badań, nie najmłodsze, bo opublikowane w 1989 pokazało, że zaledwie 16 proc. pacjentów z tego typu objawami mogło być skutecznie leczonych konwencjonalnymi metodami.

Zobacz także: Lęk – zżera od środka, zabiera radość życia. Oto 5 sposobów, które pomogą ci odzyskać kontrolę!

Ból psychiczny jest tak przerażający, że nie można się z nim zmierzyć

To otwiera przestrzeń do dyskusji, na ile medycyna jest niedoskonała, na ile nie dysponuje sprawdzonymi metodami diagnozowania i nie potrafi pomóc choremu człowiekowi a na ile jednak nasze problemy zdrowotne są czymś więcej niż tylko fizycznym bólem. Pojawia się też pytanie, co w gruncie rzeczy boli?

Fascynującym – dla obserwatora, dla pacjenta muszą być źródłem autentycznego cierpienia – zjawiskiem są zaburzenia konwersyjne.  W tym przypadku ból psychiczny jest tak nieznośny i tak przerażający, że nie można się z nim zmierzyć.

Brzmi to zapewne melodramatycznie, ale takie też zaburzenia konwersyjne. Pacjenci na przykład tracą władzę w nogach lub rękach, przestają widzieć, słyszeć, tracą zdolność mówienia, a jednocześnie, poddani serii bardzo wnikliwych badań, okazują się być całkowicie zdrowi.

Zaburzenia somatyczne niczym teatr

Psychoanalityczka brytyjska, Joyce McDougall porównywała przejawy zaburzeń somatycznych do teatru. Umysł używa ciała, żeby pokazać, co się z nim dzieje, jakiego rodzaju bólu doświadcza, z czym sobie nie radzi. Pokazuje to jak na scenie w teatrze.

Bardzo ciekawie zaburzenia konwersyjne opisuje dr Suzanne O’Sullivan w książce Wszystko jest w twojej głowie. Opowieść o chorobach psychosomatycznych. Ta praktykująca i bardzo doświadczona neurolog niemal każdego dnia spotyka pacjentów, który prezentują bardzo poważne zaburzenia neurologiczne, a jednak cierpią z powodu zaburzeń psychosomatycznych.

Autorka opowiada o pacjentce, która z dnia na dzień przestała widzieć, choć nie można było znaleźć żadnych medycznych przyczyn tego stanu rzeczy. Pracowała z wieloma pacjentami cierpiącymi z powodu rzekomej epilepsji. Rzekomej, bo znowu biologicznie ich ataki nie miały żadnych podstaw.

Zobacz także: Obie strony psychoterapii – jak to jest być pacjentem, jak to jest być terapeutą

Dramat podważanego cierpienia

Dramat osób doświadczających chorób psychosomatycznych polega na tym, że choć ich cierpienie jest bez wątpienia autentyczne – rzeczywiście ich boli, nie mogą oddychać, tracą przytomność, pamięć, zdolność do poruszania się – jest ono podważane.

Bo przecież choroba psychosomatyczna, a więc wystarczy się zmienić, zacząć inaczej postępować. W ostateczności iść do psychiatry. A wizyta u psychiatry budzi przecież lęk, obawę przed ostracyzmem społecznym, jest wreszcie powodem do wstydu.

Oczywiście, nie każda somatyzacja jest chorobą. Somatyzuje każdy z nas. Przed egzaminem boli głowa, pojawia się biegunka, nie można iść na spotkanie, ponieważ pojawia się ból głowy, nagle z niewiadomych powodów ciało pokrywa się wysypką.

Można te objawy traktować jako drogowskazy, informacje o tym, że coś z nami się dzieje, coś z czym sobie nie radzimy. Zwłaszcza, jeśli te objawy powtarzają się cyklicznie lub w podobnych sytuacjach. Bo przecież ciało i psychika funkcjonują nierozłącznie.  

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Wiosna: czas płodności. Jak go przetrwać?

Zmartwiona kobieta siedząca na brzegu łózka /Ilustracja do tekstu: Wiosna, czas płodności

Trudno wskazać okres w roku, kiedy cierpienie związane z niepłodnością wyraźnie słabnie. Jednak wiosna, przeżywana dosłownie oraz symbolicznie, budzi bezpośrednie skojarzenia z płodnością, nowym życiem i rozkwitem.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stare powiedzenie mówi, że na Wielkanoc należy założyć nowe ubranie. Ma to przynieść szczęście na cały rok. W Polsce przesąd ten jest mało rozpowszechniony; w niektórych rejonach kraju nowa garderoba jest zalecana podczas świętowania Niedzieli Palmowej.

Nawet jeśli nie znamy przesądów, na wielkanocne spacery oraz odwiedziny u rodziny zakładamy często nowe ubrania. Tym samym uczestniczymy w pewnym rytuale społecznym, określaniu hierarchii – kto ma więcej, komu się lepiej powodzi, kto jak sobie radzi i co osiąga. Porównując się z innymi, próbujemy określić, jak nam się powodzi.

Wiosna kojarzy się również z porządkami, rytualnym niemal sprzątaniem, nierzadko remontami.

Na długo zanim Wielkanoc stała się świętem chrześcijańskim, wiosną obchodzono uroczystość Eostre, anglosaskiej bogini wiosny. Stąd angielska Wielkanoc, czyli Easter. Obchody święta Eostre przypadały również na czas równonocy wiosennej, wiązały się więc z początkiem dłuższych dni i większą ilością światła słonecznego. Natura zaczyna reagować na te zmiany; rolnicy obsiewają pola, żeby za kilka miesięcy zebrać zbiory.

Trudno wskazać okres w roku, kiedy cierpienie związane z niepłodnością wyraźnie słabnie. Jednak wiosna, przeżywana dosłownie oraz symbolicznie, budzi bezpośrednie skojarzenia z płodnością, nowym życiem i rozkwitem.

Polecamy też: 5 porad, jak w czasie Wielkanocy radzić sobie z niepłodnością. Dasz radę!

Wiosna sprzyja ciążom

Wiosna zdaje się też sprzyjać kobietom w ciąży. Nagle ze zdziwieniem spostrzegamy, że jest ich wyjątkowo dużo; rozpięte płaszcze ujawniają rosnące brzuchy, co chwilę Facebook informuje nas, że ktoś się spodziewa dziecka. Przypadek? Zaplanowane działanie?

Prowadzone regularnie statystyki pokazują, że liczba urodzeń wzrasta pomiędzy lipcem a wrześniem. Wiosną ciąż jest więc rzeczywiście więcej. Przyczyn, dla których tak się dzieje, jest wiele. Możliwość wpływu na własna płodność powoduje, że staramy się wybrać moment, kiedy ma się urodzić dziecko. Decyzja ta uzależniana jest również od pór roku; lato sprzyja opiece nad niemowlęciem, mniejsze jest ryzyko infekcji, można częściej wychodzić na spacer.

Można też zastanawiać się, co sprzyja płodności i  temu, że wiele dzieci poczyna się zimą. Być może jest bliskość wynikająca z rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, a może długie noce, które łatwiej przetrwać, pozostając w intymnej relacji z partnerem.

Czas konfrontacji

Jak to jest zmagać się z niepłodnością, kiedy wszystko wokół całkiem dosłownie rozwija się, kwitnie, zmienia i odradza?

Zimowy płaszcz stanowił dosłowną i metaforyczną ochronę przed oczami innych oraz ich oceną. Zima dawała też czas i nadzieję, że jeszcze wiele można zrobić i że ochrona nie będzie już potrzebna za kilka miesięcy. Okres wiosenny konfrontuje z realnością oraz marzeniami. Bezlitośnie pokazuje, że dla wieli osób płodność jest nie tylko kwestią wyboru, ale może być nawet planowana. Wśród osób doświadczających niepłodności może to budzić nieprzyjemne i trudne do wytrzymania uczucie bezradności oraz utraty kontroli.

Odpowiedzią na te uczucia staje się z kolei wzmożona chęć działania, zwiększone zaangażowanie w proces leczenia i podchodzenie do kolejnych zabiegów.

Zrób miejsce na nowe

Rytuały oraz obrzędy związane z okresem wiosennym można rozumieć symbolicznie. Wiosenna symbolika w oczywisty sposób wiąże się z odradzaniem. Wyrażają to nowe ubrania, które zakładamy, czy porządki robione w domach. Gdyby znowu sięgnąć po symbole i spróbować rozwikłać ich znaczenie, ubrania reprezentują nas samych. Sięgnięcie po nowe może wyrażać chęć całkowitego lub częściowego odrodzenia się, odkrycia nieznanych dotąd części osobowości, przemiany wewnętrznej.

Długa zima może być również rozumiana jako długa zima wewnętrzna; zamrożenie uczuć i pragnień związanych na przykład z rodzicielstwem. Wiosna ożywia te uczucia, wzbudza chęć, żeby martwe dotąd wnętrze również ożyło i obrodziło. Tak jak świat natury.

Płodność można jednak rozumieć jako możliwość stworzenia czegoś lub kogoś nowego, ale też jako zdolność do akceptacji zmian. Ostatecznie zmiana jest nowością. Brak zgody na zmiany, trwanie przy określonej opcji odbiera nam szanse na rozwój.

Wiosna jest czasem obfitości; osoby cierpiące z powodu niepłodności mogą mieć trudność z dostrzeżeniem, czym jest kreatywność w ich życiu i do jakiego rodzaju obfitości może prowadzić. Ogromne i zrozumiałe przecież pragnienie dziecka może stać się szczególnie bolesne w obliczu ogólnej i niepohamowanej płodności w przyrodzie.

Jednocześnie jednak wiosna może być dobrym czasem na przyjrzenie się własnej kreatywności. Może się ona wyrażać również w otwartości na rozwiązania, na które dotąd nie byliśmy gotowi. Nie jest to równoznaczne z podejmowaniem decyzji; to raczej próba otwarcia się na inną rzeczywistość niż ta, o której fantazjowaliśmy podczas długiej zimy. Być może dziecko może przyjść inną drogą niż ta, która dotąd wydawała się jedynie możliwa?

Zdejmij warstwę ochronną

Wiosna to wreszcie czas nowych nadziei i szans. To ważne w niepłodności. Czekając na dziecko zbyt długo, bardzo łatwo stracić nadzieję nie tylko na potomstwo, ale również na określoną przyszłość. Ale płodność jest czymś znacznie więcej niż tylko zdolnością do zachodzenia w ciążę i rodzenia dzieci. Jest też tajemnicą – dosłownie oraz symbolicznie.

Medycyna, choć może zaoferować pacjentom różnorodne formy pomocy, ciągle jeszcze ma wiele do odkrycia w obszarze płodności. Również pacjenci maja jeszcze wiele do zrozumienia na temat własnej niepłodności. Być może dotrą do przyczyn, jakichś historycznych lub rodzinnych uwarunkowań, które uniemożliwiają zajście w ciąże. Mogą dotrzeć do aktualnie przeżywanych konfliktów, z powodu których nie ma miejsca na dziecko. Być może okaże się, że zmagają się z nieuświadomionymi, a mimo to żywymi uczuciami, takimi jak lęk, niepewność, perfekcjonizm, trudność w zaufaniu partnerowi? To wszystko dobrze jest „odkryć”, zdjąć z siebie kolejne warstwy ochronne i spróbować przyjrzeć się temu, co się ukaże.

Przeczytaj także: Wielkanocne tradycje, które symbolizują płodność. Czy też się do nich stosujesz?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Starasz się o dziecko? Zrób badanie na obecność wirusa HPV!

Mloda kobieta trzyma się za brzuch

Każdego roku pół miliona kobiet na świecie zapada na raka szyjki macicy. Winę za rozwój tego nowotworu ponosi wirus brodawczaka ludzkiego, czyli HPV. Nie wszystkie pacjentki wiedzą, że zakażenie tym wirusem ma też wpływ na płodność. Kiedy wykonać badanie na obecność HPV i na czym ono polega? Zobacz, co mówi na ten temat ekspertka ALAB Laboratoria.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie na obecność HPV: jak wygląda i co nam mówi jego wynik?

Test na obecność wirusa HPV pozwala na wykrycie i genotypowanie (czyli oznaczenie odmiany genetycznej) wirusa brodawczaka ludzkiego. Na potrzeby badania pobierany jest materiał z szyjki macicy. Procedura ta – z perspektywy pacjentki – nie różni się od standardowej cytologii.

POLECAMY TEŻ: Czym jest cytologia płynna?

Wirus HPV a rak szyjki macicy

Dzięki specjalistycznemu testowi  można wykryć nawet 36 genotypów wirusa HPV – również tych, które wiążą się z wysokim ryzykiem zachorowania na raka szyjki macicy.

Nie ma raka szyjki macicy bez wirusa HPV. Zakażenie wirusem HPV, zwłaszcza szczepami wysoko onkogennymi, wskazuje na to, że nabłonek będzie ewoluował w kierunku nabłonka ze zmianami nowotworowymi – wyjaśnia lek. med. Agata Strukow, dyrektor ds. marketingu medycznego ALAB Laboratoria.

Bardzo istotne jest, by wynik badania został zinterpretowany przez specjalistę, który na tej podstawie zaproponuje dalsze postępowanie.

– Lekarz wytłumaczy nam, jakie jest prawdopodobieństwo zachorowania, jakie mogą być konsekwencje i co dalej robić, by choroby uniknąć – mówi lek. med. Agata Strukow.

Jeżeli wynik naszego badania wskaże na obecność wysoko onkogennych szczepów wirusa HPV, konieczne będzie podjęcie odpowiednich kroków profilaktycznych. Chodzi m.in. o częstsze wykonywanie cytologii.

Warto wiedzieć, że zakażenie wirusem HPV można wykryć nawet wtedy, gdy wynik cytologii jest prawidłowy.

Wirus HPV ma wpływ na niepłodność

Wirus HPV ma wpływ nie tylko na rozwój raka szyjki macicy. Jak wyjaśniła ekspertka, zakażenie wszelkimi drobnoustrojami chorób moczowo-płciowych może też utrudniać zajście w ciążę. Dotyczy to m.in. HPV i chlamydii.

– Badanie nie tylko w kierunku wirusów HPV, ale też innych drobnoustrojów jest właściwie standardem w diagnostyce niepłodności – podkreśla lek. med. Agata Strukow.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Zakażenia układu moczowo-płciowego. Jak wpływają na płodność?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rodzice zapłacą więcej za pieluchy dla dzieci z niepełnosprawnością. Refundacja będzie niższa

Dziecięce akcesoria: butelka, pielucha, zabawka /Ilustracja do tekstu: Mniejsza refundacja na pieluchy dla dzieci z niepełnosprawnością
Fot. Pixabay.com

Długo oczekiwane zniesienie limitów dofinansowania na pieluchy dla dzieci z niepełnosprawnością, które zostały objęte programem „Za życiem”, okazało się zmianą jedynie chwilową. Od początku marca obowiązuje rozporządzenie Ministra Zdrowia, które zakłada niższą refundację na te wyroby medyczne.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie dotychczasowymi przepisami o refundacji wyrobów medycznych, państwo dopłacało tylko do 60 sztuk pieluchomajtek i podkładów chłonnych miesięcznie. Pozwalało to na zakup zaledwie dwóch dotowanych pieluch na dzień, czyli zdecydowanie mniej, niż wynika z rzeczywistych potrzeb. Posłowie – wysłuchawszy głosów opiekunów osób z niepełnosprawnością – postanowili wspomóc część potrzebujących.

Rządowa ustawa o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin „Za życiem”, która weszła w życie 1 stycznia 2017 r., wprowadziła preferencyjne zasady refundacji tych wyrobów medycznych dla dzieci z niepełnosprawnością, która powstała w okresie prenatalnym i podczas porodu. Dla tej grupy świadczeniobiorców zniesiono limit ilościowy, a w jego miejsce wprowadzono limit wartościowy – do 1,5 zł za sztukę (zależnie od rodzaju wyrobu). O potrzebnej liczbie pieluch decydował lekarz wystawiający zlecenie. To nieco odciążyło i tak skromny budżet rodziców dzieci z niepełnosprawnością. Nowymi przepisami rodziny nie cieszyły się jednak długo.

Więcej pieluch, ale mniejsza refundacja

18 stycznia br. minister zdrowia Łukasz Szumowski podpisał rozporządzenie ws. zmian w przepisach o wyrobach medycznych wydawanych na zlecenie. Weszło ono w życie 3 marca br. Od tego dnia wszystkie osoby z niepełnosprawnością, które korzystają z pieluchomajtek czy podkładów, obowiązują wyższe limity refundacji pieluch anatomicznych, majtek chłonnych i podkładów – do 90 sztuk na miesiąc. To byłaby dobra wiadomość, gdyby podwyższono też limit cenowy. Ten jednak pozostał na niezmienionym poziomie, a wraz z nim – kwota refundacji.

Szczególnej grupie świadczeniobiorców, jaką są dzieci objęte programem „Za życiem”, wprawdzie wciąż można przepisać więcej takich produktów, ale… refundacja na nie będzie niższa (do 1 zł/szt.). Eksperci sugerują, że rodzice dzieci z niepełnosprawnością zapłacą za każdą pieluchę o 0,35-0,50 zł więcej niż do tej pory. W skali miesiąca to nawet kilkadziesiąt złotych dodatkowego wydatku.

To kolejne utrudnienie dla rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnością, którzy i tak mają niewielkie wsparcie od państwa. Warto przypomnieć, że ustawa „Za życiem” zakłada kompleksowe wsparcie dla rodzin, w których urodziło się dziecko z niepełnosprawnością.

Źródło: mz.gov.pl, tok.fm, medisquad.pl

PRZECZYTAJ TEŻ: Dał jej życie dwa razy. Najpierw adoptował, później oddał część wątroby. Czy można pokochać bardziej?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.