Przejdź do treści

Agnieszka Walczak – Chojecka: Nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować

648.jpg

Rozmowa z Agnieszką Walczak – Chojecką, autorką książki „Gdy zakwitną poziomki”. Wydana we wrześniu 2014 roku, opowiada poruszającą historię kobiety walczącej o dziecko.

Skąd wziął się pomysł na książkę?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Gdy zakwitną poziomki” to powieść oparta na autentycznych wydarzeniach. Napisałam ją w oparciu o historię mojej przyjaciółki, która borykała się z problemem niepłodności i walczyła o to, by zostać matką. Niestety ten problem dotyczy coraz większej liczby par, więc jest to kwestia istotna społecznie. Jako pisarkę interesują mnie ludzkie pragnienia, szczególnie kobiece, a jak wiadomo posiadanie dziecka,  jest dla większości kobiet jednym z największych, wręcz pierwotnych  pragnień.

Czytając tę książkę, zauważyłam, że przeprowadziła pani dobry research. Karolina poddaje się konkretnym zabiegom, zastanawia się nad konkretnymi opcjami leczenia. Od czego pani zaczęła?

Porządne przygotowanie do napisania „Poziomek” było dla mnie bardzo istotne. Ponieważ sama, na szczęście, nie przechodziłam przez trudne sytuacje związane z poczęciem dziecka, więc musiałam się wsłuchać dokładnie w opowieść mojej przyjaciółki. Interesowały mnie szczególnie dwie kwestie, po pierwsze, fazy psychiczne, które przechodzi kobieta walcząc o to, by zostać matką, a po drugie  kwestie  medyczne. Musiałam się podszkolić, jeśli chodzi o tę sferę, więc czytałam dużo artykułów dotyczących leczenia niepłodności, a także wpisy na forum Naszego Bociana, który zresztą później stał się patronem mojej książki. Udałam się też do jednej z klinik leczenia niepłodności oraz odbyłam spotkanie  ze znajomą  psycholog, która pomaga parom starającym się o dziecko.

Czy widywała się pani z lekarzami?

Z lekarzami rozmawiałam, lecz nie o kwestiach leczenia niepłodności, a o chorobie genetycznej, która występuje w jednym z wątków książki.

Odniosłam wrażenie, że lekarze nie są w Pani powieści postaciami pozytywnymi. To wynika z tego, co pani widziała i słyszała?

Nie miałam w planach przedstawienia lekarzy jako postaci negatywnych. Raczej próbowałam oddać fakt, że niektóre kobiety, tak jak było to w przypadku mojej przyjaciółki, przechodzą w klinikach leczenia niepłodności z rąk do rąk. Zdziwiło mnie, że nie opiekuje się nimi jeden lekarz, by zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, lecz przy  różnych procedurach medycznych zajmują się nimi różne osoby. Było to dla mnie zaskakujące, ale absolutnie nie twierdzę, że tak jest zawsze.

Problem niemożności posiadania dziecka jest w naszym społeczeństwie dosyć spory, a jeśli się o nim mówi, to w kontekście polityczno – religijnym. Pani pokazała tę kwestię ze strony bardzo osobistej, intymnej. Czy zależy pani, by właśnie w taki sposób na to patrzeć?

Oczywiście, bo tak naprawdę każdy przypadek jest bardzo indywidualny. Według mnie najważniejsze jest to,  co się dzieje w  sercu kobiety w momencie, kiedy się okazuje, że poczęcie dziecka nie jest  tak łatwe, jak się wydawało. Ja spróbowałam się wczuć w taką sytuację.

Karolina na początku powieści mówi, że kiedy była nastolatką najbardziej bała się zajść w nieplanowaną ciążę. Media  podtrzymują obraz, że ciążę można odłożyć  na później. Promuje się to, a nie zawsze jest to tak łatwe.

To prawda, media kreują często wizję, że nie jest problemem, by zostać matką nawet dobrze po czterdziestce. W dzisiejszym świecie, kiedy wszyscy pędzimy, najpierw, żeby zrobić karierę, potem żeby się utrzymać w pracy i  zapewnić sobie byt, zapominamy często o tym, że nasz organizm nie czeka. Pisząc moją powieść chciałam między innymi zwrócić uwagę na to, że nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować.

Karolina też zbliża się do 40-ki i wydaje się, że ma poukładane życie osobiste i zawodowe, ale chyba nie do końca jest z niego zadowolona. Stwierdziłam, że to dążenie do posiadania dziecka, zmusiło ją do refleksji nad sobą.

To prawda, gdy Karolina zaczyna walkę o to, by zostać matką, przypomina sobie także o swoich innych dawno porzuconych pragnieniach. To także istotny wątek powieści. Na początku swojego zawodowego życia dziewczyna pragnęła być malarką, ale ostatecznie została grafikiem użytkowym. Z jednej strony  pracuje w dobrej firmie, nieźle zarabia, ale gdzieś te dawne marzenia kołaczą się w jej głowie. W momencie, kiedy postanawia zawalczyć o dziecko, wracają też tamte pragnienia i chęć, by się z nimi zmierzyć.

Zwróciła też pani uwagę na koszty starań o dziecko – te emocjonalne i finansowe.  Nie wszyscy dają radę, Karolina zaś pomimo różnych niepowodzeń dalej walczy. Zastanawiałam się, czy myślała pani nad tym, dlaczego niektórzy ludzie rezygnują?

Każdy przypadek jest bardzo indywidualny i różna jest  determinacja osób starających się o dziecko. W przypadku mojej bohaterki jest ona bardzo wielka. Chęć zostania matką przeradza się u niej w obsesję. Lubię opisywać skrajne stany emocjonalne, więc zależało mi na tym, żeby właśnie taką ekstremalną sytuację zarysować. W swojej powieści zajmuję się między innymi tym, jak obsesja głównej bohaterki wpływa na otoczenie, pokazuję relację z jej partnerem Filipem, ale też z innymi mężczyznami. Bo na przykład pojawia się w jej życiu przyjaciel z dawnych lat,  niespełniona miłość, czarnooki Milan. W pewnym momencie Karolina staje przed dylematem co jest dla niej ważniejsze, czy to, żeby mieć dziecko, czy to , żeby być kochaną przez mężczyznę?

Karolina wydaje się być ignorowana przez Filipa. Wychodzą na jaw jego  cechy, typowe dla partnerów kobiet, które obsesyjnie pragną zostać  matkami. Filip nie okazuje emocji, jest niechętny do badań, spotkań, rozmów o niepłodności.

Starałam się zwrócić uwagę czytelnika na to, co może się wydarzyć w związku między dwojgiem ludzi, kiedy partnerzy poddani są ekstremalnej presji, by mieć dziecko, którą sami na sobie wywierają. Bardzo często narastają wtedy konflikty, a  kobieta, skoncentrowana na realizacji swojego pragnienia, powoli zaczyna traktować partnera jak reproduktora, a nie jak mężczyznę swojego życia.

Książka pisana jest w pierwszej osobie, więc główną bohaterką jest kobieta, ale też interesująco pokazała pani mężczyznę.

Cieszę się, że Pani tak uważa, choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że mogłam jeszcze głębiej zajrzeć w męską duszę. Nie jest to oczywiście łatwe, pomimo, że  fascynuje mnie męski punkt widzenia.

Relacje Karoliny z mężczyznami – Filipem i Milanem, ale też z innymi osobami z jej otoczenia – z rodzicami, z przyjaciółką,  wpływają na tę jej dwuletnią podróż po dziecko. Odniosłam wrażenie, że na koniec dotarło do niej jednak, że najważniejszą relacją jest ta, w której jest ze sobą.

Ładnie powiedziane. Generalnie o to chodzi w mojej powieści. Pragnęłam uzmysłowić czytelnikom, że aby móc realizować swoje pragnienia, musimy żyć w zgodzie z samym sobą, inaczej nie uda nam się ich osiągnąć.

Jaka była reakcja czytelników  po ukazaniu się  książki „Gdy zakwitną poziomki”?

Bardzo dobra. Pojawiło się  wiele pozytywnych recenzji, głównie napisanych przez blogerki książkowe. Cały czas dostaję też sporo komentarzy od zwykłych czytelników. Jest mi niezwykle miło, że książka została tak pozytywnie przyjęta. To sprawiło, że mam jeszcze większą motywację do pisania. O tym, że jest chętnie kupowana, świadczy fakt, że znajduje się na listach bestsellerów największych księgarni internetowych, a także to, że już po trzech miesiącach od premiery  wydawnictwo Filia zdecydowało się  na jej dodruk.

Czy Pani następna książka będzie też poruszać podobny temat do tego przedstawionego w „Poziomkach” ?

Nie, to będzie zupełnie inna książka, o innym charakterze. Choć nadal zgłębiać będę ludzkie pragnienia, to tym razem opiszę  rozbudzanie kobiecych zmysłów i  namiętności, a wszystko to w pięknej scenerii Wybrzeża Amalfii.  We „Włoskiej symfonii”, taki jest roboczy tytuł nowej książki, będzie spora dawka erotyzmu. Mam nadzieję, że i ta opowieść przypadnie do gustu moim czytelnikom. 

 

Zapraszamy do odwiedzania fan page’a autorki na Facebooku – tu 

Książkę można kupić w naszym sklepie : Gdy zakwitną poziomki

 fot. Agnieszka Walczak – Chojecka

 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Genialnymi MEMAMI w niepłodność – ta kobieta śmiechem rozbraja ból, jak ona to robi?!

"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile  Instagram
"Jeśli praktyka prowadzi do perfekcji, to nasze dzieci będą doskonałe." / Fot. hilariously_infertile Instagram

Bez poczucia humoru i dystansu nieraz trudno byłoby wytrzymać. Przykład? Oto seria komicznych Instagramowych postów, którą stworzyła jedna ze staraczek. Nie sposób się przy nich nie uśmiechnąć. Nawet jeśli początkowo ma to być śmiech przez łzy!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sarah (internetowy pseudonim, który powstał by kobieta mogła zachować prywatność) ma 35 lat i jest nauczycielką pochodzącą z Nowego Jorku. hilariously_infertile [red. zabawnie_niepłodna] – bo tak nazywa się jej konto, to sposób nie tylko na wyrażenie własnych emocji, ale też wsparcie i danie nadziei innym zmagającym się z niepłodnością parom.

Sarah wykorzystuje konwencję memów i video do otwartego mówienia o wszelkich aspektach jej niepłodności. Począwszy od niewygodnych momentów, w których członkowie rodziny wciąż pytają, kiedy będzie miała kolejne dziecko, kończąc na tym, ile wkładek higienicznych powinna kupić kobieta stosująca progesteron w czopkach” – czytamy na „Daily Mail”.

Otwartość z jaką Sarah dzieli się swoim doświadczeniem jest rzeczywiście dla wielu osób nie do przeskoczenia. Stąd też postanowiła ona używać w sieci pseudonimu. Nie sądzi bowiem, że „szkolne środowisko doceniłoby [jej] otwarte mówienie o pochwie na łamach całego internetu”. Nie zaprzestaje jednak swoim działaniom i ma nadzieję, że wniesie tym choćby odrobinę światła do i tak ciężkiego świata niepłodnych. Dzięki własnym doświadczeniom zdaje sobie sprawę, jak wiele niezrozumienia i poczucia osamotnienia może się z tym wiązać. Memami pokazuje, że nikt nie musi być z problemem sam. „Reprezentuję każdą kobietę, która przeszła lub jest w trakcie przechodzenia przez leczenie niepłodności” – mówi Sarah.

Kobieta ma obecnie dwoje dzieci. Jedno ma 4 lata i na świecie pojawiło się dzięki inseminacji. Drugie – roczne – urodziło się dzięki metodzie in vitro. Jednymi z przyczyn jej trudności są zmagania z PCOS i niedoczynnością tarczycy. Starania o dziecko nie były więc w jej przypadku łatwe. W prawdziwie kryzysowym momencie mąż zaproponował by napisała książkę o tym, co przeżywa w trakcie leczenia. Postanowiła zacząć właśnie od internetu – dziś wydaje się, że była to słuszna decyzja!

Jest to kolejny przykład na to, jakie wsparcie można znaleźć w sieci: „Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości–  widziałaś już te fotografie?

 

Jeśli jesteś w ciąży, przez chwilę nie będę z tobą rozmawiać. To nic osobistego, po prostu nienawidzę twojej macicy!

 

Powinnam znaleźć jakieś hobby? Czy hobby kiedykolwiek wyleczyło raka lub cukrzycę? Nie? Zgadnij co… niepłodności też to nie wyleczy!

 

Wciąż czekam na pozytywny wynik testu ciążowego.

 

Jaki mamy dziś dzień? 15 dzień cyklu… tzn. dziś jest wtorek.

 

Ktokolwiek powiedział: „Za pieniądze szczęścia nie kupisz”, nie musiał nigdy płacić za in vitro.

Źródło: „Daily Mail”hilariously_infertile Instagram

 

Zobacz też:

Poród okiem matki – perspektywa, która chwyta za serce!

Ciało po porodzie – szczere zdjęcia! Kobiecość, piękno, macierzyństwo niejedno ma imię

Piękno nie zawsze jest perfekcyjne – zdjęcia, które każda kobieta powinna zobaczyć!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.