Przejdź do treści

Agnieszka Walczak – Chojecka: Nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować

648.jpg

Rozmowa z Agnieszką Walczak – Chojecką, autorką książki „Gdy zakwitną poziomki”. Wydana we wrześniu 2014 roku, opowiada poruszającą historię kobiety walczącej o dziecko.

Skąd wziął się pomysł na książkę?

„Gdy zakwitną poziomki” to powieść oparta na autentycznych wydarzeniach. Napisałam ją w oparciu o historię mojej przyjaciółki, która borykała się z problemem niepłodności i walczyła o to, by zostać matką. Niestety ten problem dotyczy coraz większej liczby par, więc jest to kwestia istotna społecznie. Jako pisarkę interesują mnie ludzkie pragnienia, szczególnie kobiece, a jak wiadomo posiadanie dziecka,  jest dla większości kobiet jednym z największych, wręcz pierwotnych  pragnień.

Czytając tę książkę, zauważyłam, że przeprowadziła pani dobry research. Karolina poddaje się konkretnym zabiegom, zastanawia się nad konkretnymi opcjami leczenia. Od czego pani zaczęła?

Porządne przygotowanie do napisania „Poziomek” było dla mnie bardzo istotne. Ponieważ sama, na szczęście, nie przechodziłam przez trudne sytuacje związane z poczęciem dziecka, więc musiałam się wsłuchać dokładnie w opowieść mojej przyjaciółki. Interesowały mnie szczególnie dwie kwestie, po pierwsze, fazy psychiczne, które przechodzi kobieta walcząc o to, by zostać matką, a po drugie  kwestie  medyczne. Musiałam się podszkolić, jeśli chodzi o tę sferę, więc czytałam dużo artykułów dotyczących leczenia niepłodności, a także wpisy na forum Naszego Bociana, który zresztą później stał się patronem mojej książki. Udałam się też do jednej z klinik leczenia niepłodności oraz odbyłam spotkanie  ze znajomą  psycholog, która pomaga parom starającym się o dziecko.

Czy widywała się pani z lekarzami?

Z lekarzami rozmawiałam, lecz nie o kwestiach leczenia niepłodności, a o chorobie genetycznej, która występuje w jednym z wątków książki.

Odniosłam wrażenie, że lekarze nie są w Pani powieści postaciami pozytywnymi. To wynika z tego, co pani widziała i słyszała?

Nie miałam w planach przedstawienia lekarzy jako postaci negatywnych. Raczej próbowałam oddać fakt, że niektóre kobiety, tak jak było to w przypadku mojej przyjaciółki, przechodzą w klinikach leczenia niepłodności z rąk do rąk. Zdziwiło mnie, że nie opiekuje się nimi jeden lekarz, by zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, lecz przy  różnych procedurach medycznych zajmują się nimi różne osoby. Było to dla mnie zaskakujące, ale absolutnie nie twierdzę, że tak jest zawsze.

Problem niemożności posiadania dziecka jest w naszym społeczeństwie dosyć spory, a jeśli się o nim mówi, to w kontekście polityczno – religijnym. Pani pokazała tę kwestię ze strony bardzo osobistej, intymnej. Czy zależy pani, by właśnie w taki sposób na to patrzeć?

Oczywiście, bo tak naprawdę każdy przypadek jest bardzo indywidualny. Według mnie najważniejsze jest to,  co się dzieje w  sercu kobiety w momencie, kiedy się okazuje, że poczęcie dziecka nie jest  tak łatwe, jak się wydawało. Ja spróbowałam się wczuć w taką sytuację.

Karolina na początku powieści mówi, że kiedy była nastolatką najbardziej bała się zajść w nieplanowaną ciążę. Media  podtrzymują obraz, że ciążę można odłożyć  na później. Promuje się to, a nie zawsze jest to tak łatwe.

To prawda, media kreują często wizję, że nie jest problemem, by zostać matką nawet dobrze po czterdziestce. W dzisiejszym świecie, kiedy wszyscy pędzimy, najpierw, żeby zrobić karierę, potem żeby się utrzymać w pracy i  zapewnić sobie byt, zapominamy często o tym, że nasz organizm nie czeka. Pisząc moją powieść chciałam między innymi zwrócić uwagę na to, że nie zawsze powinnyśmy odkładać marzenia na później, bo nie każdej z nas może się udać je zrealizować.

Karolina też zbliża się do 40-ki i wydaje się, że ma poukładane życie osobiste i zawodowe, ale chyba nie do końca jest z niego zadowolona. Stwierdziłam, że to dążenie do posiadania dziecka, zmusiło ją do refleksji nad sobą.

To prawda, gdy Karolina zaczyna walkę o to, by zostać matką, przypomina sobie także o swoich innych dawno porzuconych pragnieniach. To także istotny wątek powieści. Na początku swojego zawodowego życia dziewczyna pragnęła być malarką, ale ostatecznie została grafikiem użytkowym. Z jednej strony  pracuje w dobrej firmie, nieźle zarabia, ale gdzieś te dawne marzenia kołaczą się w jej głowie. W momencie, kiedy postanawia zawalczyć o dziecko, wracają też tamte pragnienia i chęć, by się z nimi zmierzyć.

Zwróciła też pani uwagę na koszty starań o dziecko – te emocjonalne i finansowe.  Nie wszyscy dają radę, Karolina zaś pomimo różnych niepowodzeń dalej walczy. Zastanawiałam się, czy myślała pani nad tym, dlaczego niektórzy ludzie rezygnują?

Każdy przypadek jest bardzo indywidualny i różna jest  determinacja osób starających się o dziecko. W przypadku mojej bohaterki jest ona bardzo wielka. Chęć zostania matką przeradza się u niej w obsesję. Lubię opisywać skrajne stany emocjonalne, więc zależało mi na tym, żeby właśnie taką ekstremalną sytuację zarysować. W swojej powieści zajmuję się między innymi tym, jak obsesja głównej bohaterki wpływa na otoczenie, pokazuję relację z jej partnerem Filipem, ale też z innymi mężczyznami. Bo na przykład pojawia się w jej życiu przyjaciel z dawnych lat,  niespełniona miłość, czarnooki Milan. W pewnym momencie Karolina staje przed dylematem co jest dla niej ważniejsze, czy to, żeby mieć dziecko, czy to , żeby być kochaną przez mężczyznę?

Karolina wydaje się być ignorowana przez Filipa. Wychodzą na jaw jego  cechy, typowe dla partnerów kobiet, które obsesyjnie pragną zostać  matkami. Filip nie okazuje emocji, jest niechętny do badań, spotkań, rozmów o niepłodności.

Starałam się zwrócić uwagę czytelnika na to, co może się wydarzyć w związku między dwojgiem ludzi, kiedy partnerzy poddani są ekstremalnej presji, by mieć dziecko, którą sami na sobie wywierają. Bardzo często narastają wtedy konflikty, a  kobieta, skoncentrowana na realizacji swojego pragnienia, powoli zaczyna traktować partnera jak reproduktora, a nie jak mężczyznę swojego życia.

Książka pisana jest w pierwszej osobie, więc główną bohaterką jest kobieta, ale też interesująco pokazała pani mężczyznę.

Cieszę się, że Pani tak uważa, choć z perspektywy czasu wydaje mi się, że mogłam jeszcze głębiej zajrzeć w męską duszę. Nie jest to oczywiście łatwe, pomimo, że  fascynuje mnie męski punkt widzenia.

Relacje Karoliny z mężczyznami – Filipem i Milanem, ale też z innymi osobami z jej otoczenia – z rodzicami, z przyjaciółką,  wpływają na tę jej dwuletnią podróż po dziecko. Odniosłam wrażenie, że na koniec dotarło do niej jednak, że najważniejszą relacją jest ta, w której jest ze sobą.

Ładnie powiedziane. Generalnie o to chodzi w mojej powieści. Pragnęłam uzmysłowić czytelnikom, że aby móc realizować swoje pragnienia, musimy żyć w zgodzie z samym sobą, inaczej nie uda nam się ich osiągnąć.

Jaka była reakcja czytelników  po ukazaniu się  książki „Gdy zakwitną poziomki”?

Bardzo dobra. Pojawiło się  wiele pozytywnych recenzji, głównie napisanych przez blogerki książkowe. Cały czas dostaję też sporo komentarzy od zwykłych czytelników. Jest mi niezwykle miło, że książka została tak pozytywnie przyjęta. To sprawiło, że mam jeszcze większą motywację do pisania. O tym, że jest chętnie kupowana, świadczy fakt, że znajduje się na listach bestsellerów największych księgarni internetowych, a także to, że już po trzech miesiącach od premiery  wydawnictwo Filia zdecydowało się  na jej dodruk.

Czy Pani następna książka będzie też poruszać podobny temat do tego przedstawionego w „Poziomkach” ?

Nie, to będzie zupełnie inna książka, o innym charakterze. Choć nadal zgłębiać będę ludzkie pragnienia, to tym razem opiszę  rozbudzanie kobiecych zmysłów i  namiętności, a wszystko to w pięknej scenerii Wybrzeża Amalfii.  We „Włoskiej symfonii”, taki jest roboczy tytuł nowej książki, będzie spora dawka erotyzmu. Mam nadzieję, że i ta opowieść przypadnie do gustu moim czytelnikom. 

 

Zapraszamy do odwiedzania fan page’a autorki na Facebooku – tu 

Książkę można kupić w naszym sklepie : Gdy zakwitną poziomki

 fot. Agnieszka Walczak – Chojecka

 

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Dodatkowy nabór do in vitro w Częstochowie

Do 18 lipca można składać w Urzędzie Miasta w Częstochowie wnioski o dofinansowanie in vitro. Okazało się, że niektóre pary zrezygnowały lub nie zostały zakwalifikowane do programu.

Jak pisaliśmy na naszym portalu, Częstochowa to pierwsze polskie miasto, które wprowadziło dofinansowanie do zabiegów in vitro. Program ruszył w 2012 roku. Miał zakończyć się w 2015, ale zdecydowano o jego kontynuacji. W ramach jego działania, w 2016 roku pojawiło się 10 ciąż ( w tym bliźniacza). Wnioski do końca lutego mogły składać pary:

pozostające w związku małżeńskim lub partnerskim zamieszkujący Częstochowę;

wiek kobiety 20-40 lat (dopuszczalnie 42, ale zależnie od wyników AMH);

gdy inne leczenie niepłodności zakończyło się niepowodzeniem lub pojawiły się bezpośrednie wskazania do in vitro.

Uczestnikom programu przysługuje możliwość jednorazowego dofinansowania do zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego w wysokości do 5000 zł pod warunkiem przeprowadzenia co najmniej jednej procedury. Pozostałe koszty procedury ponoszą pacjenci” – czytamy na stronie Urzędu Miasta Częstochowy, gdzie można znaleźć więcej informacji o Programie.
W tym roku na realizację programu zarezerwowano 235 tys. zł

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kinga długo walczyła o swoje marzenia – dzisiaj jest mamą: „Uśmiech Ignasia wynagradza nam cztery długie lata starań”

Fot. archiwum prywatne
Fot. archiwum prywatne

Cztery lata starań, kilka prób inseminacji, przygotowania do in vitro – Kinga i Mikołaj dużo przeszli, by móc w końcu mieć swój happy end. Ignaś urodził się na początku tego roku: „Mogę powiedzieć jedno: nie żałuję żadnej złotówki, którą wydaliśmy na wizyty u lekarzy. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, żeby spełnić nasze największe marzenie, jakim było posiadanie dziecka” – podkreśla dziś z dumą i radością Kinga.

Trudne początki

Czerwiec 2012 roku był początkiem nowej drogi zakochanych – ślub. Początkowo Kinga i Mikołaj nie starali się jeszcze o malucha. Dopiero po kilku miesiącach podjęli pierwsze próby: „W kwietniu 2013 roku nie dostałam okresu. Zrobiłam trzy testy ciążowe, które wychodziły negatywne. Jednak na początku maja nadal nie było miesiączki. Tym razem test był pozytywny. Bardzo cieszyliśmy się z mężem” – opowiada Kinga i dodaje: „Radość nie była nam dana na długo. Poroniłam. Parę dni później ginekolog nie był nawet w stanie stwierdzić czy byłam w ciąży. Dopiero badanie Beta hCG wykazało, że tak”. Szpital nie był potrzebny, a lekarz zapewnił, że wszystko jest w porządku i kazał starać się dalej. Miesiące mijały, a ciąży wciąż nie było…

Obwiniałam siebie. Myślałam, że gdybym może poszła zrobić badania z krwi, to udałoby się utrzymać ciążę. Płakałam tak, żeby nikt nie widział – emocje w Kindze były w tym czasie ogromne. Była też jednak motywacja do dalszego szukania rozwiązań. Para odwiedziła kolejnego lekarza. Niestety i tym razem niczego nowego się nie dowiedzieli: „Wtedy też zaczęłam myśleć, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że skoro minął rok od poronienia i nic się nie dzieje, musimy szukać pomocy”.

Nowa nadzieja

W połowie 2014 roku Kinga i Mikołaj trafili do specjalisty, który otoczył ich opieką: „Wywiad, zlecenie badań hormonalnych, dokładne określenie dnia cyklu, monitoring i skierowanie męża do androloga. Dostaliśmy wtedy nowych, pozytywnych sił do walki” – opowiada.

Pomimo wyczerpującej pracy przyszli rodzice spełniali wszystkie zalecenia doktora, w tym comiesięczne monitoringi: „Przez 1,5 roku jeździliśmy 2-3 razy w miesiącu na badanie cyklu. Zmęczona po rannej zmianie przyjeżdżałam na szybki obiad i pędziłam na badanie, ale czego nie robi się, by spełnić swoje największe marzenie” – wspomina. „Po pierwszym monitoringu byliśmy zadowoleni, bo wiedzieliśmy, że występuje owulacja. Dostałam tabletki hormonalne, po których co prawda przytyłam 10 kilo, ale jeśli miało to pomóc, nic nie było ważne. W międzyczasie byliśmy też z mężem u androloga, u którego wizyta była dla nas obojga wielkim przeżyciem. Po badaniu dowiedzieliśmy się, że nasienie nie jest dobrej jakości.” To właśnie w tym czasie lekarz zasugerował inseminację.

Oboje byliśmy załamani. Mąż zaczął obwiniać siebie, że to przez niego nie możemy mieć dziecka. Ja jednak nigdy tak nie pomyślałam! Mówiłam mu, że jest to nasz wspólny problem. Kochałam go i kocham takim, jakim jest. Niezależnie od tego, czy mielibyśmy mieć dziecko, nie chciałam obwiniać ani jego, ani siebie” – w opowieści Kingi widać, jak wielki wpływ na związek ma ich historia. Ogrom emocji i trudnych przeżyć nie pozostaje bez echa. Kinga i Mikołaj szli jednak wspólną ścieżką ramię w ramię.

Siła, starania, walka

Zapadła decyzja o inseminacji, a przy pierwszym zabiegu pojawiła się duża nadzieja. Zbliżało się Boże Narodzenie, co było dobrym znakiem – byłby to znakomity prezent na gwiazdkę. Niestety. W 2015 roku para łącznie przeszła cztery nieudane inseminacje. Każde poprzedzone z pozoru doskonałą okazją – wymarzony prezent na urodziny, na Walentynki, na Wielkanoc… „Oboje byliśmy załamani. Nie mieliśmy już sił, aby walczyć dalej. Zawsze jednak przychodziła chwila, gdy mówiłam sobie: ‘Kinga, musisz wstać i walczyć, nikt inny tego za ciebie nie zrobi’”.

Po tylu próbach lekarz zasugerował in vitro. Pojawił się więc kolejny specjalista i kolejne badania. „Tak, zdecydowaliśmy się na in vitro. Mąż wahał się dłużej. Rozumiałam go, bo też był we mnie lęk, ale wiedziałam, że trzeba spróbować” – mówi z determinacją Kinga. Po kilku miesiącach stawiła się więc na laparoskopię i histeroskopię. „Bardzo bałam się zabiegu. Zastanawiałam się, czy wszystko będzie w porządku i co jeśli okaże się, że nie mogę mieć dzieci?!” – opowiada. Rzeczywiście podczas zabiegu pojawiły się nieprawidłowości, które mogły przeszkadzać w zajściu w ciążę. Po skutecznym leczeniu doktor dał parze kolejne miesiące na naturalne starania: „Byłam zła, bo po laparoskopii umawialiśmy się na in vitro, a tu lekarz stwierdził, że daje nam kolejne pół roku na zajście w ciążę. Nie wierzyłam, że po tylu próbach uda nam się naturalnie”.

Szczęście ponad wszystko

Para podeszła jednak do starań bez presji, za to z radością i na luzie. I tak byli już nastawieni na in vitro. „Gdyby ktoś mi powiedział, że zajdę w ciążę naturalnie, nie uwierzyłabym mu!” – wciąż z wielkim zaskoczeniem mówi Kinga. Nie po raz pierwszy okazało się jednak, że los może zaskoczyć. „24-ego maja 2016 roku zobaczyliśmy na USG małą ruszającą się fasolkę” – mówi z dumą szczęśliwa dziś mama.

Pierwszy moment z synkiem jest niezapomniany, wspaniały, cudowny. Ogarnia wtedy człowieka bezgraniczna miłość do dziecka. Gdy spojrzy się na taką małą kruszynkę, to zapomina się o wszystkich złych chwilach. Uśmiech Ignasia, przytulenie, zapach, dotyk wynagradzają nam te cztery długie lata i godziny spędzone w szpitalach” – opowiada Kinga i daje ogromną nadzieję wszystkim walczącym o swoje marzenia parom. Każda droga jest inna, każda ma swoje zakręty do pokonania. Nigdy jednak nie wiadomo, czy to właśnie za kolejnym zakrętem nie znajduje się szczęśliwe zakończenie.

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Ważna rola kliniki i lekarza w emocjonalnym i praktycznym wsparciu pary

rola specjalistów

Niepłodność jest to choroba, która wpływa na każdy aspekt życia niepłodnej pary. Kłopoty z poczęciem dziecka przekładają się na relacje w związku, w życiu towarzyskim, w pracy zawodowej, w środowisku rodzinnym. Problem ten często jest bagatelizowany przez otoczenie osób niepłodnych, brak wsparcia powoduje wycofywanie się z kontaktów, izolację społeczną, co z kolei paradoksalnie  jeszcze bardziej potęguję mechanizm ucieczki i ukrywania się ze swoimi problemami.

Trudne emocje i uczucia podczas starań o dziecko

Osoby z problemem niepłodności muszą zmierzyć się z wieloma emocjami, negatywnymi uczuciami, które pojawiają się podczas kolejnych prób walki o dziecko. Wstyd, złość, smutek, poczucie beznadziei, rozgoryczenie, lęk to tylko niektóre z emocji które są codziennością pary starającej się bezskutecznie o dziecko.

Jak wspierać się i radzić sobie podczas starań o dziecko

Pierwszym elementem jest akceptacja, a więc przyznanie się przez pacjenta, że mam problem z poczęciem dziecka, „jestem w  grupie, która nie może zajść w ciążę”. Pojawia się stres, negatywne przekonania na temat własnej osoby, obniżenie poczucia własnej wartości. Konieczne jest  zaakceptowanie problemu i podjęcie działania. Doświadczenia pokazują, że wsparcie otoczenia i poczucie akceptacji jest bardzo ważne w procesie leczenia. Rozpoczyna się tu etap diagnostyki, wielu badań, które wymagają czasu i zaangażowania.  Akceptacja diagnozy i zaproponowanego przez lekarza sposobu leczenia jest bardzo ważna, dobrze wyedukowany pacjent, który posiada informacje o przebiegu leczenia, ma poczucie kontroli tego co i dlaczego się dzieje, łatwiej akceptuje poszczególne etapy, odczuwa mniejszy lęk,  niepokój i napięcie. Ważne jest tu podejście lekarza, który pozostawia pacjentom przestrzeń na zadanie pytań, wyjaśnienie  wszystkich wątpliwości, nie ma złych pytań, wszystkie są dobre jeśli otrzymanie na nie odpowiedzi pozytywnie wpłynie na pacjenta.

Zabieg zapłodnienia pozaustrojowego jest odczuwany przez pacjentów jako trudny emocjonalnie i fizycznie. Intensywne badania, wizyty lekarskie, przyjmowane leki, oczekiwanie na wynik stymulacji, punkcja, embriotransfer i wreszcie uznawany przez pacjentów za najtrudniejszy moment – oczekiwanie na wynik. Poziom stresu jest bardzo wysoki, badania pokazują, że niewielki wpływ na wynik leczenia dodatkowo potęguje przeżywany stres,  wywołuje również  lęk i często w konsekwencji dochodzi  do pojawienia się objawów depresji.

Konsultacje z psychologiem – zmiana myślenia prowadzi do poprawy nastroju

Do leczenia trzeba być przygotowanym od strony psychicznej, bardzo ważne jest tu pozytywne myślenie. A.T.Beck twórca modelu terapii poznawczej wskazuje, że zniekształcone lub nieprzystosowawcze myślenie, wpływa na nastrój i zachowanie pacjenta. Realistyczna ocena i zmiana myślenia prowadzi do poprawy nastroju i  modyfikacji zachowania, co ma bezpośrednie przełożenie na zwiększenie szans na powodzenie w procesie leczenia. Chodzi o to, aby znając swoje szanse, realnie oceniać sytuację, koncentrować się na pozytywach. Para musi też zawsze być przygotowana emocjonalnie na niepowodzenie i posiadać „plan awaryjny” na taką sytuację.

Aleksandra Gozek – Piekarska

Psycholog

Certyfikowany psychoterapeuta  polskiego towarzystwa psychoterapii poznawczo – behawioralnej. Specjalizująca się w psychologii prokreacyjnej

Klinika Gameta

Klinika Gameta ma ponad 20 lat doświadczenia w diagnozowaniu i leczeniu niepłodności. Profesor Jerzy Radwan, twórca Gamety, jest współautorem pierwszego zabiegu invitro w Polsce.

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.