Przejdź do treści

Adoptowane dziecko dojrzewa

Adoptowane dziecko dojrzewanie

Adoptowaliśmy okruszynkę, która prędzej czy później stanie się nastolatkiem. Na szczęście dojrzewanie to nie choroba, tylko normalny etap rozwojowy dziecka. Czy w przypadku adoptowanego dziecka faktycznie jest inaczej, tak jak często ostrzegają rodziców w ośrodku adopcyjnym?

Małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot. I tak i nie. Bo jeśli się idzie przez rodzicielstwo zaczynając od małych kłopotów, choćby tych przysłowiowych, to nabiera się umiejętności radzenia sobie z nimi. Dzięki temu potem te duże nie są wcale takie duże, łatwiej jest stawić im czoło i znaleźć optymalne rozwiązanie. Jeśli dziecko, które przychodzi do rodziny jest niemowlakiem, albo nawet kilkulatkiem, te pierwsze lata przebiegają w sposób bardzo zbliżony do wychowywania dzieci przychodzących do rodziny naturalnie. Czas zajmuje głównie opieka i pielęgnacja, troska o prawidłowe stymulowanie rozwoju dziecka zgodnie z rytmem jego dorastania. Potem dziecko rusza w drogę szerszego uspołeczniania z rówieśnikami w przedszkolu, w szkole.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podwaliny

Wcześniej czy później pojawiają się pierwsze rozmowy o adopcji, które dają podwaliny do budowania jawności adopcyjnej w rodzinie i w otoczeniu (więcej o jawności tutaj…). Bywa, że rodzina się powiększa o kolejne dzieci, jeśli również poprzez adopcję, to jest często powodem do rozpoczęcia bardziej szczegółowych rozmów o adopcji wcześniej.

I tak sobie płynie czas niespodziewanie wprowadzając nasze dziecko w wiek nastoletni. Dziecko doskonale wie o tym, że było adoptowane, najczęściej na tym etapie ma już za sobą rozmowy o rodzinie pochodzenia, i jego sytuacji sprzed adopcji.

Bunt nastolatka to jest fakt, z którym muszą liczyć się wszyscy rodzice wychowujący dzieci. To czas, w którym dziecko przechodzi ogromne zmiany, burzę hormonalną, zmiany w wyglądzie niestabilność emocjonalną, rozdarcie pomiędzy tym, że jeszcze jest dzieckiem, a już pragnie być dorosłym.

 

Kim jestem

To czas poszukiwania własnej tożsamości, poszukiwania odpowiedzi na odwieczne pytanie „Kim jestem?”. Szalenie istotne jest to poszukiwanie własnej tożsamości właśnie w przypadku dzieci adoptowanych, które potrzebują dla prawidłowego przebiegu tego procesu poznać swoje korzenie biologiczne. Scalić swoją przeszłość z teraźniejszością, aby ukonstytuować swoje „ja”. Psychologowie w ośrodkach adopcyjnych zwracają uwagę na ten okres u przyszłych rodziców, bo to jest jak próba. Buntowniczy okres dojrzewania dziecka to jest szczególny i wymagający czas, w rodzinie adopcyjnej może on dostarczyć trochę więcej emocji.

Nastolatkowie chętnie wykorzystują okazje do negowania wszystkiego co dotyczy rodzicielskiego traktowania ich jak dzieci, w najdrobniejszych choćby sytuacjach. Dominuje „nie” i robienie „na przekór”. Nie wyrzucę śmieci. Jesteście beznadziejnymi rodzicami. Tak się składa, że adoptowani mają tych sytuacji do buntowania się trochę więcej. Tożsamość, której rozwój jest trudny dla każdej osoby, w przypadku dzieci adoptowanych dostarcza dodatkowych wyzwań. To są bardzo czułe punkty dla obydwu stron. Dotyczą tożsamości zarówno dziecka, które staje w obliczu niewiedzy o swojej przeszłości, jak i rodzica, który stawał się nim w mniej powszechny sposób, czyli poprzez adopcję.

Na co trzeba się przygotować

Mamy, które adoptowały mogą usłyszeć od swoich dojrzewających dzieci różne przykre komunikaty, albo pod swoim adresem, albo wymierzone przez nastolatka wobec samego siebie. Zazwyczaj przez odniesienie do rodziców biologicznych.

– Nie musiałaś mnie brać, to był twój pomysł.
– Nie jesteś moją prawdziwą matką.
– Jak tylko skończę 18 lat odnajdę moich rodziców i wyprowadzę się do nich.
– Wolałabym być w domu dziecka niż tutaj.
– Na pewno moje rodzeństwo ma lepiej, nawet jak są biedni.
– Jestem taka ładna dzięki mojej matce, to po niej odziedziczyłam urodę.
– Będę robić co chcę, bo nie jesteś moją matką.
– Moja matka musiała być gruba, to przez nią tak wyglądam.
– Na pewno mnie nie chcieli bo byłem głupi.
– Skoro oni mnie nie chcieli, to po co się ze mną męczysz.
– Ja nie chciałam być adoptowanym dzieckiem.
– Jestem brzydka, bo mnie nie chcieli.
– Będę pić alkohol, bo mój ojciec jest pijakiem. (o biologicznym ojcu)

Jakkolwiek nie przebiegało dotychczasowe wychowanie, i tak okres dojrzewania przynosi wiele emocji. Te stwierdzenia i tak padają. Z większą lub mniejszą siłą i częstotliwością. Zawsze jest trudno je słyszeć, gdy są mierzone w rodzica, a często dużo trudniej gdy dziecko mierzy je samo w siebie.

Dojrzewanie i okres bunt dotyczy wszystkich, nie ma co szukać problemów w komunikacji z nastolatkami w adopcji. Ale rodzice, którzy adoptowali mogą zderzyć się z konkretnymi ciosami związanymi z adopcją w rodzinie i warto być na nie przygotowanym.

 

Dać mu wsparcie

Nastolatek w tym chaosie przemian jakie go spotykają może się pogubić, wtedy najbardziej potrzebuje wsparcia i akceptacji ze strony rodziców, chociaż przewrotnie jego zachowania na to nie wskazują. Zdaniem Jespera Juula, duńskiego pedagoga na wychowanie nastolatków jest już za późno. Na relację z dzieckiem rodzice pracują od początku bycia z nim, i efekty tej pracy będą widoczne w tym, co się wydarzy w tych krytycznych momentach, gdy dziecko staje się autonomiczną jednostką odpowiedzialną za siebie.

Wszystkie osoby, które podzieliły się za mną cytatami wypowiedzi swoich nastoletnich dzieci, są w dalszym ciągu przepełnione miłością do nich, razem z nimi planują poszukiwanie korzeni biologicznych, są z nimi w dobrej relacji i są wdzięczne, że zdecydowały się na adopcję w przeszłości. Podkreślają jednak, że byli przygotowani na te rozmowy i do tego „w stylu” nastolatków.

Zbudowana silna więź oparta na jawności pomaga przetrwać trudny okres ostrych rozmów. Jednak nawet przygotowanie się do takich słów, nie daje gwarancji przyjęcia ich ze spokojem, i na ten brak spokoju też warto być gotowym, dać sobie niego pozwolenie zanim się pojawi.

Na zakończenie cytat Jespera Juula, który doskonale definiuje działania nastolatków: „Kiedy dzieci kończą trzynaście-czternaście lat, oczekują od rodziców właściwie tylko jednego: świadomości, że na tym świecie jest jedna albo dwie osoby, które naprawdę akceptują ich takimi, jacy są.” („Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie?”) W całym zamieszaniu okresu dojrzewania, wciąż jesteśmy ważni w życiu dziecka Jedyny warunek to dalej je kochać i akceptować z całym bagażem jaki ze sobą wnoszą do rodziny.

Dziękuję wszystkim Mamom, które podzieliły się ze mną swoimi doświadczeniami z okresu dojrzewania ich dzieci, w szczególności Izie, Karolinie, Małgorzacie, Edycie i Kasi.

NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU CHCEMY BYĆ RODZICAMI DO KUPIENIA TUTAJ!

Wersja elektroniczna zawsze na e.chbr.pl 

Więcej o adopcji tutaj

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka
fot. Fotolia

Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak napisał do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w sprawie regulacji odnoszących się do rozwiązania stosunku adopcji. Rzecznik jest zdania, że postępowania nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra dziecka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja powoduje powstanie takie samego stosunku prawnego jak w przypadku biologicznych rodziców i ich potomstwa. Zdarza się jednak, że ta więź prawna zostaje przerwana. O rozwiązaniu stosunku przysposobienia w szczególnych sytuacjach decyduje sąd. Jednocześnie sąd może też orzec o obowiązku alimentacyjnym.

Zobacz także: Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą

Rozwiązanie stosunku adopcji – jak to wygląda w praktyce?

Sprawie rozwiązania stosunku adopcji postanowił się przyjrzeć Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Przeanalizował 507 akt spraw sądowych, które dotyczyły postępowań o rozwiązanie adopcji w latach 2010 – 2017. W 280 przypadkach sąd zdecydował o rozwiązaniu stosunku adopcji, w 207 sprawach powództwo oddalono, a pozostałe 20 postępowania są w toku.

RPD zauważył, że w tego typu sprawach sądy nie korzystają z alternatywnego sposobu rozwiązania sporu, jakim są mediacje. Wśród 507 przejrzanych spraw, tylko w jednym przypadku sąd skierował rodzinę na mediację. Ta zakończyła się ugodą.

– Choć każda z badanych spraw miała swoją specyfikę, analiza akt pozwoliła dostrzec, że postępowania o rozwiązanie stosunku adopcji nie są prowadzone w sposób gwarantujący w pełni ochronę dobra małoletniego adoptowanego – napisał Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak w liście do ministra Ziobry.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Inne grzechy polskich sądów

Ponadto, tylko w 24 proc. przypadków małoletniemu przydzielono kuratora. Tymczasem sąd opiekuńczy powinien ustanowić kuratora dla każdego małoletniego w procesie o rozwiązanie adopcji, ponieważ występuje on jako strona (powód lub pozwany). Rodzic w tym przypadku nie ma prawa reprezentować dziecka.

Marek Michalak zauważył również, że wysłuchanie dziecka nie jest w sądach brane pod uwagę. Na 248 spraw, tylko w 60 przypadkach sąd wysłuchał małoletniego.

Michalak zarzuca również sądom brak należytej staranności w gromadzeniu i przeprowadzaniu dowodów, małą aktywność prokuratorów, czy brak rozstrzygnięcia w sprawie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita 

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adopcja dziecka z zespołem Downa
fot. Pixabay

2,5-letni Wiktor z zespołem Downa będzie miał nowy dom. Adopcyjni rodzicie przyjechali do niego aż ze Stanów Zjednoczonych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wiktor to podopieczny fundacji „Dom w Łodzi”. Jego rodzicami zostaną Marina i Erik z Kalifornii. Małżeństwo ma już ośmioro dzieci. Najmłodsza córeczka ma zespół Downa.

– Dużo uczyliśmy się o zespole Downa. O tym co zrobić, żeby takie dziecko miała dobre życie. Wiedzieliśmy też, że wiele rodziców takich dzieci poddaje się. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeżeli na świecie jest dziecko z zespołem Downa, które potrzebuje domu i rodziny, to możemy to być my – tłumaczy Marina.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja dziecka z zespołem Downa

Pracownicy „Domu w Łodzi” bardzo się cieszą, że ich podopieczny znajdzie szczęśliwy dom.

– Z jednej strony spełnia się marzenie. Nie moglibyśmy marzyć o niczym lepszym dla Wiktora. Z drugiej strony, spędził z nami dwa lata, przez ten czas bardzo go pokochaliśmy. Jest nam bardzo bliski. Rozłąka i świadomość, że będzie daleko, są dla nas trudne. Także dzieci, które się z nim rozstają tracą takiego fundacyjnego brata –  mówi Marta Libiszowska z fundacji.

Fundacja „Dom W Łodzi” opiekuje się niepełnosprawnymi, osieroconymi dziećmi. Obecnie w placówce znajduje się dziewięcioro podopiecznych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Radio Łódź

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą. Sąd wydał wyrok

Adopcja a zasiłek macierzyński
fot. Fotolia

Sąd Najwyższy wydał w czwartek korzystny wyrok dla osób, które planują adoptować dziecko i prowadzą własną działalność gospodarczą. Do tej pory luka w przepisach działała na niekorzyść samozatrudnionych.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą mogą mieć duże problemy z uzyskaniem zasiłku macierzyńskiego na takich zasadach, jakby dziecko urodziło się w ich rodzinie.

Przekonała się o tym kobieta, która w 2014 roku zdecydowała się na przysposobienie dziewczynki, która wcześniej znajdowała się w rodzinie zastępczej. Aby zająć się dzieckiem kobieta zawiesiła działalność gospodarczą. Na początku opieka odbywała się na podstawie umów zawartych z rodziną zastępczą. Po pewnym czasie sąd przyznał jej prawo do adopcji dziecka.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Adopcja a zasiłek macierzyński

ZUS odmówił jej jednak prawa do zasiłku macierzyńskiego. Dlaczego tak się stało? Okazało się, że podstawą takiej decyzji był fakt, że w momencie rozpoczęcia opieki nad dzieckiem działalność gospodarcza kobiety była zawieszona. 

ZUS powołał się tu na art. 29 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Świadczenie takie przysługuje w sytuacji, kiedy do adopcji doszło w czasie ubezpieczenia chorobowego.

ZUS wyszedł zatem z założenia, że skoro kobieta zawiesiła swoją działalność, to nie opłacała w tym czasie składek na ubezpieczenie chorobowe. W efekcie nie miała prawa do wypłaty zasiłku macierzyńskiego.

Zobacz także: Dwumiesięczny chłopiec znaleziony we wrocławskim oknie życia

Decyzja Sądu Najwyższego

Pełnomocnik powódki dowodził w Sądzie Najwyższym, że kobieta zawiesiła działalność po to, aby zająć się dzieckiem, więc nie powinna być z tego powodu karana. Dodatkowo w okresie sprawowania opieki nad dzieckiem na podstawie umowy z rodziną zastępczą nie było jeszcze pewne, czy do adopcji w ogóle dojdzie.

Decyzja o przysposobieniu dziecka zapadła już po odwieszeniu działalności. Pełnomocnik zwrócił również uwagę, że w prawie brakuje definicji, kiedy w myśl art. 29 ust. 1 pkt 2 ustawy zasiłkowej dochodzi do przyjęcia na wychowanie dziecka.

7 grudnia 2017 roku Sąd Najwyższy wydał decyzję uchylając niekorzystny dla kobiety wyrok i odesłał sprawę do ponownego rozpoznania przez warszawski Sąd Okręgowy.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Michał Wiśniewski o świątecznej akcji „Wiśnia Dzieciom”

Muzyk Michał Wiśniewski niczym Święty Mikołaj w grudniu przemierza całą Polskę, aby spotkać się z dziećmi z Domów Dziecka. W jego inicjatywę „Wiśnia Dzieciom” z każdym rokiem angażuje się coraz więcej osób. O tym skąd wziął się pomysł na akcję, jak wygląda organizacja takiego przedsięwzięcia oraz o tegorocznych planach na święta Michał opowiedział redakcji Chcemy Być Rodzicami. 

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ania Wencławska: Opowiedz proszę, skąd wziął się pomysł na akcję „Wiśnia Dzieciom”.

Michał Wiśniewski: Wydawało mi się to całkiem naturalne. Ktoś nas poprosił o to, żebyśmy zjawili się w Domu Dziecka w Dąbrowie Rusieckiej i pojechaliśmy tam oczywiście. Wtedy naprawdę w domach dziecka była mega ciężko. Ale za każdym razem widziałem tą determinację wychowawców i przede wszystkim determinację dyrekcji. W tamtym czasie musieli sobie radzić chodząc od domu do domu prosząc o pieniądze.

Zobacz także: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach”

AW: Jak wyglądała organizacja tegorocznej edycji „Wiśnia Dzieciom”?

MW: Zawsze jeżdżę do dzieciaków w drugim i trzecim tygodniu grudnia i tak też jest tym razem. Startujemy w Białymstoku 8. grudnia i kończymy 18. grudnia. Odwiedzamy zawsze 20 placówek. Być może akcja nam się rozszerzy, jeżeli znajdę osoby chętne do działania. Ale teraz praktycznie robię to ja i żona. Umówmy się – nie należy to do najłatwiejszych zadań, bo wszystko jest na naszej głowie. Ciężko jest to ogarnąć, bo jest coraz więcej ludzi, którzy chcą pomagać i nie jesteśmy tego w stanie logistycznie ogarnąć. Ale jak co roku, tak i teraz sobie poradziliśmy.

Michał Wiśniewski na spotkaniu z dziećmi w Samowie // fot. Facebook – Michał Wiśniewski

AW: Jeżeli któryś z naszych czytelników chciałby się włączyć w akcję, gdzie może wysłać przygotowaną paczkę?

MW: Bezpośrednio do Domów Dziecka. Nie przyjmujemy żadnych pieniędzy. W tym roku dostaliśmy bardzo dużo prezentów od różnych firm i to nas trochę logistycznie przerosło (żeby je porozwozić – red.). Jedynie New Yorker wysłał paczki bezpośrednio do placówek. Zawsze publikujemy listę Domów Dziecka, które zostały przez nas wybrane. Można do nich napisać, zadzwonić. Na pewno każda pomoc jest mile widziana.

Zobacz także: 10 gwiazd, które adoptowały – ich droga do rodzicielstwa

AW: Słyszałam, że jesteś zwolennikiem tradycyjnych świąt. Czy w tym roku też tak spędzisz ten czas?

MW: Tak absolutnie. U mnie to się praktycznie nie zmienia, ale to tylko dlatego, że jestem tradycjonalistą i dla mnie to jest ważne. To jedyny dzień w roku, kiedy możemy wszyscy się razem zobaczyć, wyściskać, przeprosić za to, co było złe, życzyć sobie wszystkiego najlepszego. Oczywiście jak to w każdej patchworkowej rodzinie dzielimy się świętami. Czasami obchodzę Wigilię 23. grudnia.

Pełną wersję wywiadu przeczytasz w styczniowym magazynie Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.