Przejdź do treści

Adopcyjne formalności na cenzurowanym

Adopcyjne formalności - do przebrnięcia

Dzwoni telefon. Dziennikarka popularnego dziennika chce skorzystać z eksperckiej wiedzy. Pyta, dlaczego tyle jest wymagań i dodatkowych formalności, które musza przejść kandydaci na rodziców adopcyjnych. Czy faktycznie te dodatkowe wymagania są obciążeniem i służą łatwiejszej dyskwalifikacji kandydatów?

Dziennikarka zainteresowała się tematem, bo ktoś się poskarżył, że ośrodki adopcyjne wymagają dużo więcej od kandydatów na rodziców, niż wynika z przepisów prawa.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co mówi prawo

 

Kodeks rodzinny i opiekuńczy określa, kto może zostać rodzicem adopcyjnym (Art. 114.1 „Przysposobić może osoba mająca pełną zdolność do czynności prawnych, jeżeli jej kwalifikacje osobiste uzasadniają przekonanie, że będzie należycie wywiązywała się z obowiązków przysposabiającego oraz posiada opinię kwalifikacyjną oraz świadectwo ukończenia szkolenia organizowanego przez ośrodek adopcyjny”. Art. 115 „Przysposobić wspólnie mogą tylko małżonkowie.”) Z kolei Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej określa jak przebiega proces adopcyjny i jakie niezbędne formalności musi przeprowadzić ośrodek adopcyjny (Art. 161, ust 2 „Ośrodek adopcyjny przetwarza następujące informacje dotyczące kandydatów do przysposobienia dziecka: 1) imię i nazwisko; 2) obywatelstwo; 3) adres miejsca zamieszkania; 4) stan cywilny; 5) wykształcenie; 6) zawód; 7) miejsce pracy; 8) warunki mieszkaniowe; 9) źródła dochodu; 10) dane o stanie zdrowia niezbędne do stwierdzenia, że osoba może sprawować właściwą opiekę nad dzieckiem, wynikające z zaświadczenia lekarskiego o stanie zdrowia wystawionego przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej; 11) informację o niekaralności z Krajowego Rejestru Karnego.”). W Ustawie jest też określone jakie zadania realizuje ośrodek w celu wydania kwalifikacji kandydatów na rodziców adopcyjnych (Art. 156, ust 1 „[…] 6) przeprowadzanie badań pedagogicznych i psychologicznych kandydatów do przysposobienia dziecka; 7) przeprowadzanie analizy sytuacji osobistej, zdrowotnej, rodzinnej, dochodowej i majątkowej kandydatów do przysposobienia dziecka, zwanej dalej „wywiadem adopcyjnym”; 8) prowadzenie działalności diagnostyczno-konsultacyjnej dla kandydatów do przysposobienia dziecka;[…]” Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 20 sierpnia 2015 r. określa natomiast dokładnie jakie dokumenty potwierdzają sprawdzenie formalności w trakcie tzw. wywiadu adopcyjnego.

Jak wygląda praktyka

W tych przepisach jest pozostawiona pewna elastyczność co do wieku kandydatów czy długości stażu małżeńskiego, a także co do okazywania zaświadczeń o leczeniu niepłodności. To są najczęstsze zarzuty niezadowolonych kandydatów, którzy nie do końca zgadzają się z praktyką przyjętą przez ośrodki, że odpowiedni wiek kandydatów to maksymalnie czterdzieści lat, a staż małżeński nie powinien być krótszy niż pięć lat. Zarzut jaki usłyszałam od dziennikarki, to wymaganie przez katolickie ośrodki adopcyjne zaświadczenia, że małżonkowie mają ślub kościelny. Odniosę się najpierw do tego ostatniego. Faktycznie taki warunek nie powinien mieć miejsca w przypadku, gdy ośrodek katolicki jest wyznaczony przez ministerstwo do realizowania ustawy publicznej obowiązującej wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie. Oczywiście kandydaci nie są zobowiązani rejonizacją do wyboru takiego, nie innego, ośrodka i mogą udać się do placówki, która katolickim ośrodkiem nie jest, ale w praktyce mogłoby to oznaczać utrudnianie lub uniemożliwianie podejścia do procedury tym osobom, które na dojazdy do innego ośrodka nie mogą sobie pozwolić.

Na szczęście, z tego co dowiedziałam się od moich czytelniczek, ośrodki katolickie w znakomitej większości nie stawiają takich wymagań i są kandydaci, którzy nie mając ślubu kościelnego, otrzymują kwalifikację w ośrodkach katolickich.

Jeden z ośrodków, znany ze swojej radyklanej w tym zakresie postawy, na szczęście nie jest jedynym w danym mieście i kandydaci bez większego problemu mogą wybrać spośród pozostałych publicznych placówek. Ważne jest to, że wiek, stan zdrowia, zaświadczenia o jakich nie ma mowy w ustawie wcale nie są restrykcyjnie przestrzegane w każdym ośrodku. Znam osoby które adoptowały niemowlę, mimo ukończenia czterdziestu lat i takie które adoptowały mimo dwuipółletniego stażu małżeńskiego, a większość – także ja – nie dostarcza zaświadczeń o leczeniu czy zakończeniu leczenia niepłodności.

Jak sprawdzić? Indywidualne podejście

Proponuję przede wszystkim zastanowić się nad pytaniem „dlaczego ustawodawca nie podał konkretnych limitów tych parametrów?” Czy faktycznie chodziło o to, żeby dać ośrodkom adopcyjnym szansę do wymyślania sobie coraz to trudniejszych przeszkód dla kandydatów gotowych podjęcia się trudu wychowywania dzieci pozbawionych opieki rodziców biologicznych? Jeśli popatrzy się na adopcję z punktu widzenia ośrodków, sytuacja jest dużo jaśniejsza. Pracownicy ośrodków swoją kwalifikacją zadecydują o całym dalszym życiu konkretnego dziecka.

Każdy, kto chce być rodzicem uważa, że może nim być i ma prawo czuć się świetnym kandydatem. Planując, mniej lub bardziej, rodzicielstwo nikt nie zastanawia się nad swoimi kompetencjami, ani nie ma potrzeby ich sprawdzania. Rodzi się dziecko i tym samym jego rodzice mają automatyczną kwalifikację. Jednak w przypadku adopcji to dziecko jest już urodzone, a o kwalifikacji jego rodziców muszą zadecydować osoby trzecie.

Oni nic o tych ludziach nie wiedzą, nie znają ich. Gdyby ktokolwiek z kandydatów znalazł się w takiej sytuacji, w której musi zadecydować o dalszym losie konkretnego dziecka, powierzając je komuś pod opiekę na CAŁE ŻYCIE, jakiej wiedzy by potrzebował? Na jakiej podstawie byłby gotów zdecydować, że temu dziecku będzie dobrze właśnie w tej konkretnej rodzinie? Co chciałby wiedzieć o tych ludziach, żeby jak najlepiej zrozumieć ich w momencie, gdy przychodzą z nadzieja na dziecko? Pracownicy ośrodków dając kwalifikację kandydatom na rodziców, dają gwarancję dla sądu, że można tym ludziom powierzyć dziecko, nadając im najmocniejsze, najważniejsze i nierozerwalne PRAWO RODZICIELSKIE, takie jakby to dziecko było przez nich urodzone. Nikt potem już do tej rodziny nie będzie wracał i sprawdzał. Dlatego ośrodki kierują się swoją praktyką i doświadczeniem, które podpowiada w jakiej sytuacji czterdziestolatek jest już za dojrzały, a w jakiej jeszcze da radę, w jakiej sytuacji para jest pogodzona z niepłodnością czy bezpłodnością, a w jakiej szuka substytutu w postaci adopcji, w jakiej staż małżeński może być dwuletni, a w jakim jest on wciąż za krótki. Czy tak trudno jest zaufać temu doświadczeniu? Czy jest ktoś na tyle odważny, żeby postawić jednoznaczną granicę; czterdzieści lat i ani jednego dnia dłużej? Gdy para udaje się do lekarza, z prośbą o pomoc w staniu się rodzicem, nikt nie podważa jego zaleceń co do takich czy innych badań, jakie trzeba przeprowadzić. Nawet jeśli większości koleżanek na forum lekarze zalecali coś innego. Nie kwestionujemy sensu samego badania, sposobu jego przeprowadzenia, a jeśli mamy potrzebę zrozumienia jego zasadności czy procedury, pytamy lekarza. Proponuję wszystkie swoje wątpliwości omawiać z pracownikami ośrodka. Jeśli jakiekolwiek wymaganie wydaje się trudne, a może niemożliwe do spełnienia, to może potrzeba zrozumieć jego zasadność – wystarczy zadawać pytania. Sprawdź, co powiedzą ci w ośrodku. Wyjaśnij swoją indywidualną sytuację. Po to jest cały proces, żeby każdego poznać razem z jego specyficzną historią i sytuacją, w jakiej jest, przychodząc do ośrodka.

Rozmowa i porozumienie są warunkiem udanego przeprowadzenia procedury adopcyjnej, dotyczy to obydwu stron, nie tylko pracowników.

Warto też wiedzieć, że jest furtka, która pozwala zmienić ośrodek adopcyjny na każdym etapie procedury. Nawet rekomenduję wybranie się na pierwszą rozmowę do kilku ośrodków równocześnie, żeby na własnej skórze poczuć, w którym czujemy się komfortowo. Przecież to właśnie w nim odbędą się narodziny adopcyjne waszego dziecka. Niektórzy muszą poszukać innego ośrodka, a inni popracują nad relacją z pracownikami w tym, który wybrali na początku.

Dzieci do adopcji i tak jest mało. Tych o jakich marzyliby rodzice, czyli maleńkich i zdrowych. A te dzieci, które są zakwalifikowane do adopcji, to dzieci starsze, z większymi wyzwaniami zdrowotnymi, z rodzeństwem. One potrzebują rodziców gotowanych do pełnienia takiej roli. I to jest zadanie ośrodków, zbadać poziom otwartości na większe wyzwania, umiejętność radzenia sobie z nimi i przygotować, na miarę możliwości teoretycznych, na sprostanie tym wyzwaniom.

Oczywiście, że nie wszędzie jest tak sympatycznie. Są ośrodki, które częściej zbierają negatywne opinie i takie, które mają ogrom opinii pozytywnych. Ludzie są tylko ludźmi, wiem, że w niektórych ośrodkach pracują osoby mniej otwarte na zmiany, jakie niesie współczesny świat. Choćby takie jak coraz późniejsze zawieranie związków małżeńskich, częściej pary żyją wspólnie bez formalności cywilnych. Ale też spotykam się z całkowicie sprzecznymi opiniami kandydatów co do tego samego ośrodka, czy nawet co do tego samego pracownika. Tak już jest, że z jednym łatwiej ktoś nawiąże relację i osiągnie porozumienie, a z innym trudniej.

Zarzuca się procedurze adopcyjnej, że jest urzędowa, a właśnie w tej procedurze sprawdzania kwalifikacji kandydatów jest najwięcej ludzkiego czynnika i indywidualnego podejścia do przyszłych rodziców.

Komu jest najtrudniej

Z kontaktów z czytelnikami mam też taką obserwację, którą tutaj się podzielę. Najczęściej oburzeni, co do procedury adopcyjnej, jej przebiegu czy formalności, są kandydaci na początku drogi. Dosłownie po pierwszej rozmowie, często tylko telefonicznej. W rozmowach takich słyszę złość, zdenerwowanie, agresję. Poczucie krzywdy i brak zgody na sprawdzania. To zupełnie normalne i doskonale rozumiem ten stan. Sama czułam się okropnie, gdy szłam pierwszy raz do ośrodka. Przeszłam setki badań, natura płata figle i ma gdzieś moją potrzebę bycia matką. Wszystkie koleżanki wokół po prostu zachodzą w ciążę, a ja muszę komuś udowodnić, że będę dobrą matką. Miałam dość tego noszenia w sobie swojej ułomności, niemocy i stawiania mu czoła w codzienności. Byłam spięta, zamknięta i skoncentrowana na udowadnianiu. Na kolejnych rozmowach zaczęłam czuć, że pęka ten balon nadęty od mojego stanu. Dosłownie jak pęknięty balon wypuszcza gwałtownie powietrze, tak ja wypuściłam swoje emocje i rozładowałam napięcie miotając się w płaczu i krzyku. Potem było już tylko łatwiej. Miałam ważenie, że przeszłam sprawdzian, sama przed sobą, ale też pewnie przed pracownikami, którzy zobaczyli, jak radzę sobie z własnymi trudnościami. Ważne, żeby dać sobie czas. Pracownicy ośrodka uszanują potrzebę kandydatów do dłuższej przerwy w spotkaniach lub nawet zawieszenia procedury. Wiem, że każdy chciałby już na drugi dzień wyjść z dzieckiem. Dość tych starań i czekania. Ale jeśli zobaczy się, że to już ostatnia prosta, to poczekanie 2–3 lat, wobec całego życia z dzieckiem, może być łatwiejsze.

Te skargi na procedurę, poza nielicznymi wyjątkami, maleją w miarę, jak para wkracza coraz głębiej w procedurę i daje się poznać. Systematycznie wyjaśnia się sprawa wymaganych dokumentów. Czasem wcale ich nie potrzeba, albo przychodzi zrozumienie ich znaczenia dla procedury. Miejsce i pracownicy stają się bardziej oswojeni, a dzień kwalifikacji jest coraz mniej odległy.

Wśród osób, które przeszyły całą procedurę indywidualną, a potem szkolenie, jest więcej zrozumienia, a mniej złości na to, czego wymaga się do kwalifikacji.

 

Czy pracownikom ośrodków adopcyjnych zależy na tym, żeby jak najwięcej kandydatów odrzucić? Ośrodki chcą mieć jak najwięcej kandydatów, bo w ich interesie jest jak najszybsze umieszczenie dziecka zakwalifikowanego do adopcji w rodzinie. Zatem im więcej kandydatów, którzy mogą być potencjalnymi rodzicami, tym lepiej. Fakt jest też taki, że czekających, gotowych i zakwalifikowanych rodziców, jest wciąż więcej niż dzieci, których oni oczekują. Te dzieci, które czekają albo nie mają kwalifikacji do adopcji (choćby z tytułu praw rodzicielskich biologicznych rodziców), albo kwalifikację mają, ale nie są aż tak atrakcyjne dla kandydatów z uwagi na swój wiek, liczne rodzeństwo lub stan zdrowia. Takie są po prostu fakty i liczby. Każdy kto chce adoptować i spełnia minimalne wymagania określone ustawą, może liczyć na możliwość przyjęcia do ośrodka adopcyjnego. A co się okaże w trakcie indywidualnej procedury, to jest indywidualną sprawą tej konkretnej pary kandydatów. Jeśli faktycznie ktoś nie otrzymał kwalifikacji i dostał odmowę z niezrozumiałych lub krzywdzących jego zdaniem powodów, chętnie wysłucham, opiszę lub postaram się interweniować w odpowiednich placówkach. Czekam na sygnał.

 

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

centralny rejestr pieczy zastępczej
fot. Pixabay

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje wprowadzenie centralnego rejestru pieczy zastępczej. Będzie z niego można uzyskać informacje o rodzinach zastępczych i kandydatach zakwalifikowanych do pełnienia tej funkcji oraz o domach dziecka i osobach usamodzielniających się.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Powstanie rejestru przewiduje projekt nowelizacji ustawy z 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej.

Projekt ten trafił właśnie do konsultacji społecznych, a jego celem jest lepsza praca z rodziną, rozwój rodzinnej pieczy zastępczej i mniejsza liczba adopcji zagranicznych.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

Centralny rejestr pieczy zastępczej – co się w nim znajdzie?

Projekt zawiera regulacje dotyczące utworzenia centralnego rejestru. Będzie się on składał z siedmiu wykazów zawierających informacje o dzieciach umieszczonych w pieczy, osobach z pozytywną, wstępną kwalifikacja oraz osobach już zakwalifikowanych do pełnienia roli opiekunów, jak również o rodzinnych domach dziecka i rodzinach zastępczych.

W rejestrze będzie można także znaleźć informacje o placówkach opiekuńczo-wychowawczych i osobach zaczynających samodzielne życie po opuszczeniu pieczy.

Dzięki tej inicjatywie poszukiwane dla dzieci miejsc w domach zastępczych ma być łatwiejsze.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita, Gazeta Prawna

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Adopcja płodu przez telefon? Aplikacja „Adoptuj Życie” nowością w kręgach pro-life

Aplikacja Adoptuj Życie
fot. adoptujzycie.pl

Duchowa adopcja płodu i modlitwa przez dziewięć miesięcy – to propozycja Fundacji Małych Stópek, która wypuściła właśnie na rynek aplikację na smartfony o nazwie Adoptuj Życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aplikacja dostępna jest w dwóch wersjach językowych, korzystać z niej mogą użytkownicy telefonów z systemem Android oraz iOS.

Duchowa Adopcja Dziecka polega na indywidualnej lub publicznej modlitwie wstawienniczej. Przez 9 miesięcy użytkownik aplikacji bierze pod opiekę nieznane, poczęte dziecko, „którego życie jest zagrożone aborcją” – czytamy w opisie.

Osoba podejmująca się takiego zobowiązania przez dziewięć miesięcy odmawia jedną dziesiątkę różańca i modlitwę w intencji duchowo adoptowanego dziecka.

Zobacz także: Modlitwa o dziecko. Czy modlitwa dla starających się o dziecko może pomóc?

Aplikacja Adoptuj Życie – co w niej znajdziemy?

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonie ukazuje się następujący komunikat:

Oto Twój mobilny asystent podjętej przez Ciebie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Będzie Ci towarzyszyć przez 9 miesięcy trwania modlitwy pomagając wywiązać się z Twojego modlitewnego zobowiązania. Za pomocą grafik przedstawiliśmy każdy z 40 tygodni rozwoju prenatalnego dziecka. Dodatkowo zamieściliśmy oryginalne zdjęcia USG oraz echo serca z kolejnych etapów rozwoju. Dzięki temu możesz śledzić wzrost dziecka przez cały czas trwania Duchowej Adopcji i edukować swoje środowisko, jak wygląda człowiek w rozwoju prenatalnym.

Oprócz tych informacji twórcy aplikacji przygotowali również rozważania różańcowe na każdy dzień. Użytkownicy codziennie będą również mogli przeczytać krótki komunikat – myśli dziecka „adekwatne do danego momentu rozwojowego”. Twórcy aplikacji twierdzą, że tego typu komunikaty pomogą uwrażliwić ludzi na poczęte życie.

Zobacz także: Patron niepłodnych. Do których świętych modlić się o ciążę?

Módl się i płać

Oprócz codziennej modlitwy i rozważań różańcowych znajdziemy jeszcze dwie inne zakładki. Jedną z nich jest „Przyrzeczenie”. Użytkownik zobowiązuje się w tym miejscu do codziennej modlitwy o uratowanie życia nienarodzonego dziecka oraz sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

W kolejnej zakładce „Twój Dobry Uczynek” również zobowiązujemy się do codziennej modlitwy, do której dołączyć można dobrowolne postanowienie, np. post, wyrzeczenie, czy uczynek miłosierdzia. Jeżeli użytkownik nie ma pomysłu na dobry uczynek, z pomocą przychodzą twórcy aplikacji.

Na dole strony pogrubionymi literami możemy przeczytać komunikat: „Wystarczy, że wpłacisz 10 zł na konto Fundacji, a za nie zakupione zostanie 20 pieluch jednorazowych i przekazanych dzieciom uratowanym od aborcji”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dlazycia.info/premiera-aplikacji-adoptuj-zycie/

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.