Przejdź do treści

#adopcjadziecka

adopcja dziecka

Przeczytałam ostatnio na zaprzyjaźnionym blogu takie zdanie: „Adopcja to proces.” Całkowicie się z tym zgadzam i chciałabym napisać, jaki to proces.

Adopcja dziecka. Otóż to, jaki to proces? Mimo że nie lubię porównań, to zastanawiam się, do czego mogłabym go porównać. Chciałabym znaleźć jakieś adekwatne odniesienie, które pokaże, jaką wartość ma ten proces w życiu ludzi weń zaangażowanych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja to proces STAWANIA SIĘ. Stawania się rodzicem dla tego konkretnego dziecka. Stawania się dzieckiem tych konkretnych rodziców. Stawania się rodziną tych konkretnych osób. I tak jak w każdym procesie stawania się rodziną, zaczyna się od przygotowań, bardziej SKOMPLIKOWANYCH w przypadku adopcji, poprzez narodziny, aż do… końca praktycznie nie ma.

Bo przecież wciąż się zmieniamy, rozwijamy, dojrzewamy i można powiedzieć, że nieustająco ewoluujemy jako rodzice, dzieci, rodzina.

Cud narodzin

Jak w każdym stawaniu się rodziną, nie sposób pominąć narodzin. W adopcji te narodziny są podwójne, bo raz rodzi się dziecko biologicznym rodzicom, a potem rodzi się na nowo rodzicom adopcyjnym. Mówi się, że narodziny są cudem. Osoby starające się o dziecko, zgodzą się ze mną, że samo poczęcie jest cudem. Raz, że bywa to rzadziej niż myślimy – cuda nie zdarzają się co chwila. Dwa, że to wyjątkowo skomplikowany akt, gdy łączą się dwie komórki, niejako reprezentujące dwa różne organizmy i z tego powstaje trzeci – doskonały, całkowicie niezależny byt. O narodzinach zawsze mówi się z uniesieniem, z namaszczeniem należnym zajściu cudu. Wokół narodzin jest tyle zamieszania, emocji, wzruszeń i szczęścia. Jest takie piękne określenie: „wszechświat się na chwilę zatrzymał, abyś mógł się narodzić”.

Rodzicom, którzy adoptują swoje dzieci, nie jest dane uczestniczyć w cudzie tych pierwszych, BIOLOGICZNYCH, narodzin, ale czy przez to narodziny adopcyjne MAJĄ MNIEJSZĄ WARTOŚĆ?

Patrząc na swoje dziecko po raz pierwszy, rodzice adopcyjni doświadczają tak samo silnych wzruszeń i poczucia szczęścia. Rozpoczyna się wielkie zamieszanie z gratulacjami, chwaleniem się i obwieszczaniem światu tego cudu, jaki się im zdarzył. Pierwszy raz patrzą na swoje dziecko, mogą je dotknąć, poczuć jego zapach, przytulić do siebie małego bezbronnego człowieka, za którego będą odpowiedzialni. To szczególne, jeśli nie najważniejsze wydarzenie w życiu. Czy teraz czytając to, czujesz jakie to ważne wydarzenie dla rodziców? Ważne też dla dziecka, bo tak jak oni to przeżyją, tak ono to poczuje.

Adoptowałam

Adopcja dziecka ma w sobie ten cud narodzin. Adoptowałam dwukrotnie i za każdym razem czułam, że oto właśnie wszechświat się zatrzymał, aby moje dziecko mogło się w mojej rodzinie, dla mnie, narodzić. Dokładnie pamiętam moment narodzin każdego z trójki moich dzieci. Pamiętam ten wyjątkowy moment, gdy moim oczom ukazywała się twarzyczka, do której mogłam kierować swoje słowa, myśli, spojrzenia. Tak, adopcja oznacza również formalności, definicje, procedury, podpisywanie dokumentów „odbioru dziecka”. Ale dla mnie, i dla wszystkich rodziców adopcyjnych, z którymi o tym rozmawiałam, „adoptowałam” jest  tożsame z „urodziłam”, pod względem emocji, jakie się z narodzinami wiążą.

Adoptowałam dziecko

A jednak nie jest to takie oczywiste dla wszystkich, którzy używają słów „adoptować” i „adopcja”. W ostatnich latach, bardzo rozpowszechniły się organizacje pozarządowe działające na rzecz zwierząt. Istot najbardziej bezbronnych wobec ludzkiego okrucieństwa. Myśląc o cudzie narodzin, widzę go też w świecie zwierząt. Pamiętam, gdy jako dziecko obserwowałam moją suczkę, rodzącą swoje małe. Całą noc patrzyłam, a potem całe życie pamiętam, jak doniosły to był akt. Jakie cudowne objawienie. Cieszę się, że mogłam tego doświadczyć, cieszę się, że jest tylu obrońców i działaczy na rzecz dobrego życia zwierząt. Sama każde zwierzę, jakie miałam i mam w rodzinie, przyjmowałam z dobrego serca, aby pomóc wyprostować jego los. Nie chcę tutaj wyróżniać czyje narodziny są ważniejsze, czy bardziej doniosłe. Przykre jednak jest dla mnie to, że choćby w wyszukiwarce muszę używać dodatkowego określania do adopcji – wpisywać „adopcja dziecka” –  żeby można było wyróżnić coś, co się należy dzieciom, a nie szczeniętom, kociętom czy innym zwierzakom. Definicja adopcji, i to podkreślają eksperci-językoznawcy, jednoznacznie wskazuje, że chodzi o człowieka. Formalnie pod tym określeniem kryje się „usynowienie”. W Internecie jest sporo polemiki, czy można „adoptować” psa lub kota. Nie chcę tutaj tego rozstrzygać, ale osobiście uważam, że podpisywanie w schroniskach umów adopcyjnych (co nie ma pod kątem prawnym nic wspólnego z prawidłami adopcyjnymi dotyczącymi dzieci) jest już tak powszechne, że nie sposób tego już zmienić. Ludzie będą adoptować zwierzęta.

Jednak mam prawo głośno powiedzieć, jakie jest moje zdanie na ten temat. Przygarnęłam zwierzęta, które miałam i mam w rodzinie. A moje dzieci ADOPTOWAŁAM.

Mam prawo też zadać społeczności internetowej pytanie, co odpowiedzielibyście dziecku, które wbiega z płaczem do domu z placu zabaw, z bezgraniczną ufnością patrzy w oczy i pyta: „mamo, czy ja zostałam tak samo adoptowana, jak adoptuje się psa?” To pytanie wraca w mojej rodzinie. Pojawia się w innych rodzinach adopcyjnych. Nasze dzieci potrafią posługiwać się wyszukiwarkami internetowymi i widzą, co pojawia się, gdy wpiszą adopcja. Raz opuszczone, zderzające się z codziennym poczuciem inności, często zabarwionej negatywnie, jako gorsza inność, czytają o adopcji… zwierząt. Wiecie co czują? Co byście im odpowiedzieli?

———-

Prosimy, abyście do oznakowania postów, tekstów i wszystkiego co publikujecie na temat adopcji dzieci, używali #adopcjadziecka. Dziękujemy – Redakcja Chcemy Być Rodzicami

 

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Danuta Ulidowicz najdłużej pracująca mama SOS Wioski Dziecięce na świecie – po 34 latach przechodzi na emeryturę. W tym czasie wychowała 19 dzieci. Kobieta z mianem „mistrzyni świata”: zastąpiła niezastąpionych… dzieciom rodziców.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym i osieroconym. Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w których mieszkają rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz 6 – 8 powierzonych ich opiece dzieci, którymi nie mogli opiekować się rodzice biologiczni.

– Początkowo przepisy były dość restrykcyjne i często rodzicem SOS były samotne osoby, które nie mogły mieć albo po prostu nie miały swoich dzieci – Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy  Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – Teraz to się bardzo zmieniło i rodzicami też są pary, które  tworzą wspólnie rodziny.

W Polsce funkcjonują cztery takie wioski w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie.

Jak została mamą dla gromadki „nieswoich dzieci”

Danuta Ulidowicz do stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce trafiła jako młoda dwudziestoparoletnia osoba. I jak sama mówi znalazła tu wszystko…

– Z chwilą, kiedy tu się zatrzymałam, okazało się, że to jest to… wszystko, czego w życiu szukałam – mówi Danuta Ulidowicz, najdłużej pracująca Mama SOS na świecie. 

Oczywiście nie obyło się na początku bez lęku i wątpliwości…

– Zastanawiałam się, jaka odpowiedzialność na mnie spada. Czy będę umiała zastąpić dzieciom matkę, sprawić, by czuły się bezpieczne, kochane. Czy ja sobie poradzę? – mówiła Danuta Ulidowicz wspominając początki swojej pracy w roli Mamy SOS.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, co ją czeka. Ale wielkie serce, wrażliwość na drugiego człowieka i pogoda ducha sprawiły, że w ciągu 34 lat pracy jako Mama SOS wychowała 19 dzieci.

– Pamiętam, kiedy przyszło do mnie pierwsze dziecko. Chłopczyk 2,5 roku. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, jak to będzie – opowiada pani Danuta. –  A poszło zupełnie spontanicznie. Po prostu otworzyłam ręce do niego, powiedziałam „chodź do mamy” i on przyszedł, przytulił się i tak się zaczęło moje matkowanie.

Każdy z jej podopiecznych to osobna historia. Każdy z nich w momencie przyjścia do domu w Wiosce SOS w Biłgoraju miał za sobą traumatyczne przejścia, został zraniony przez najważniejsze osoby w życiu, które powinny dbać o nie, kochać i wychowywać. Teraz, już jako dorośli ludzie, mają swoje rodziny, dobrze radzą sobie w życiu (najstarszy podopieczny pani Danusi ma dziś ponad 40 lat, najmłodszy 14). Jak sami przyznają – to zasługa Pani Danusi, która zastąpiła im tych, których zastąpić się nie da – rodziców.

– To, jakim jestem człowiekiem, to jej zasługa. Pokazała mi wartości, jakie są w życiu ważne: rodzina i miłość. Nauczyła, że w życiu nie można się poddawać. – mówi Mateusz Pobrotyn, jeden z podopiecznych pani Danusi.

Mistrzyni świata, jest dla wielu wzorem

Tę samą naukę Danuta Ulidowicz przekazuje także nowym Rodzicom SOS, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Uczy, że po trudnych chwilach zawsze wychodzi słońce i na te momenty warto czekać, niezależnie od tego, ile czasu minie, nim nadejdą.
– Pani Danusia jest naszą bohaterką, naszą Mistrzynią Świata i inspiracją do działania. Jej historia pokazuje, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić się dla potrzebujących dzieci. To piękna historia, którą należy się dzielić – mówi Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Właśnie dlatego powstał krótki reportaż zatytułowany „Mistrzyni Świata” opowiadający o pracy i misji pani Danusi w roli Mamy SOS. 17 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się jego prapremiera połączona z pożegnaniem odchodzącej na emeryturę Pani Danusi.

– Mamy nadzieję, że tak jak inspirowała nas, tak zainspiruje kogoś, kto obejrzy jej historię. Może ktoś dzięki niej pomyśli, że też może stworzyć dom dla zranionych dzieci – podkreśla Barbara Rajkowska.

Podczas spotkania wzruszeniom, łzom i wspomnieniom nie było końca. Danuta Ulidowicz zapytana o to, co teraz będzie robić na emeryturze odpowiada:

Matką nie przestaje się być nigdy. Mam 19 dzieci a teraz mam jeszcze wnuki – mówi z uśmiechem na ustach i spokojem Mama SOS. – Ale też zamierzam mieć czas dla siebie. Może wybiorę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i na pewno będę podróżować.
Pani Danuta w pierwsza podróż wybierze się szybciej niż myślała. Wycieczkę ufundował jej partner strategiczny SOS Wiosek Dziecięcych –  firma Kaufland.

 

Jak zostać Rodzicem SOS?

Jeżeli pomoc dzieciom pozbawionym opieki i ciepła rodzinnego jest Twoim życiowym powołaniem, podejmij pracę jako wychowawca pełniący rolę rodzica w SOS Wioskach Dziecięcych. Możesz zapewnić gromadce osieroconych dzieci ciepły i bezpieczny Dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Napisz do nas lub zadzwoń i dowiedz się więcej.Telefon: 22 460 92 51. Email: rodzice@sos-wd.org

Stowarzyszenie prowadzi już trzecią edycję kampanii rekrutacyjnej „Szukamy Rodziców SOS”, tym razem pod hasłem „Zastępujemy Niezastąpionych”. Więcej informacji o kampanii na stronie: www.rodzicesos.org

Jak wesprzeć działanie Stowarzyszenia Wioski SOS

Pozostanie rodziną zastępczą, to nie jedyny sposób, by wesprzeć działalność SOS Wiosek Dziecięcych, zwłaszcza teraz, w okresie rozliczania się z podatku dochodowego. Wystarczy przekazać 1%, by pomóc tworzyć dom dla potrzebujących dzieci. Więcej informacji na stronie: www.dziecisos.org

KRS 0000 056 901

CIEKAWOSTKA:

Powojenna historia powstania wiosek dla osieroconych dzieci

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat.

Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie.

Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Akceptacja przeszłości i korzeni dziecka jest kluczowa zarówno dla dobra samego dziecka, jak i rodziców adopcyjnych. Da się to skutecznie wypracować, pomocne w tym procesie są ustawienia systemowe Berta Hellingera. Adopcja a rodzice adopcyjni – dowiedz się więcej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ustawienia systemowe niemieckiego psychoterapeuty Berta Hellingera to metoda, która od blisko 40 lat wykorzystywana jest w psychoterapii, coachingu i biznesie.

Metoda ta przez wielu uważana jest jednak za kontrowersyjną, a Niemieckie Towarzystwo Terapii Systemowej odżegnuje się od metod i praktyk stosowanych przez Hellingera.

Z kolei w Wielkiej Brytanii metoda ta jest uznana przez środowisko psychoterapeutyczne. W ostatnich dniach również w brazylijskie Ministerstwo Zdrowia uznało ją za oficjalną, komplementarną metodę leczenia.

Podstawową techniką prac jest tzw. ustawienie rodzinne. Odbywa się ono z udziałem tzw. reprezentantów, którzy zastępują członków rodziny klienta. Odczucia i wypowiedzi reprezentantów pozwalają na ujawnienie ukrytych zależności w rodzinie. Celem terapii jest pojednanie klienta z rodziną.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Adopcja a rodzice biologiczni. Kto stoi na pierwszym miejscu?

O wykorzystaniu ustawień systemowych w przypadku rodzin adopcyjnych opowiedziała ostatnio Małgorzata Rajchert-Lewandowska, psycholog, psychoterapeuta, superwizor.

Nie ta matka, która urodziła, ale ta, co wychowała – głosi stare porzekadło. Wizja ta sprzeczna jest jednak z filozofią praktykowaną przez zwolenników Hellingera.

– Powiedziałabym, że obie matki są ważne. Często dyskredytuje się rodziców biologicznych, mówi się o tym, że najważniejsi są ci, którzy wychowali i wykształcili dziecko. Okazuje się jednak, że są pewne duchowe porządki w rodzinie, zgodnie z którymi rodzice biologiczni są na pierwszym miejscu – mówi Małgorzata Rajchert-Lewandowska.

Wynika to z faktu, że to właśnie biologiczni rodzice dają życie. To od nich dziecko przejmuje pewne cechy, predyspozycje, talenty, czy budowę ciała. – Całą resztę możemy dostać od innych ludzi – wyjaśnia ekspertka.

Nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach życie do nas przychodzi, mówi filozofia głoszona przez Hellingera. – Czasami jest to jedna chwila, ludzie nie są w związku, spotykają się na przygodny seks i z tego zaczyna się nowe życie. Można powiedzieć, że był jakiś duchowy zamysł, że tych dwoje miało się spotkać po to, żeby to życie się zaczęło – wyjaśnia psycholog.

Zobacz także: W wieku 18 lat zaszła w ciążę, zdecydowała się na otwartą adopcję

Adopcja a rodzice biologiczni. Czy powiedzieć dziecku, że jest adoptowane?

Co jednak, gdy dziecko nie wie, że jest adoptowane? – To jest potężne wykroczenie przeciwko duchowym porządkom w rodzinie. Na duchowym poziomie jest to odbierane jako wina przez system rodzinny. Często z miłości do rodziców adopcyjnych dziecko tę winę bierze na siebie i nieświadome próbuje siebie ukarać za odrzucenie przez biologicznych rodziców – tłumaczy Rajchert-Lewandowska.

Kluczowa jest zatem postawa adopcyjnych rodziców do rodziców biologicznych. – Im więcej szacunku mają do rodziców biologicznych, tym bardziej szanują dziecko. Z osobami, które przychodzą na moje kursy robiłam ćwiczenia, w których była matka adopcyjna, adoptowane dziecko i matka biologiczna. Matka adopcyjna odsuwała na bok matkę biologiczną, albo próbowała ją zasłonić i mówiła do dziecka: ja jestem twoją matką, ja cię wychowałam.

Okazywało się wtedy, że dziecko słabnie. – Mata biologiczna oczywiście czuje się wykluczona, wycofuje się, albo stoi bezradna, a dziecko ma tzw. „ruch do śmierci”. Patrzy w dół, chce się schować,  drży w lęku tak, jakby coś mu zagrażało. Bo mu zagraża. To tak, jakby w nim matka adopcyjna dziecku wykreśla rodziców. Dzieci czują się dobrze wtedy, kiedy adopcyjni rodzice patrzą z szacunkiem na rodziców biologicznych – podkreśla psycholog.

Zobacz także: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Kilka słów o in vitro, destrukcji i adopcji idealnej

Jak to natomiast wygląda w przypadku in vitro, kiedy kobieta korzysta z nasienia zupełnie obcego mężczyzny? Czy życie powołane tą drogą podlega regułom, o których mowa w przypadku adopcji?

– Bez względu na czasy i okoliczności porządek jest zawsze taki sam. Ci, którzy dają życie, muszą być uszanowani – mówi ekspertka.

Czy sami rodzice adopcyjni mogą odczuwać negatywne skutki wykluczenia rodziców biologicznych?

– Często rodzice adopcyjni patrzą z pogardą na rodziców biologicznych. A są przecież w jednym systemie. Gdyby nie tamci, których oceniają, nie byłoby dziecka. Jeśli odrzucają tych rodziców, to dziecko słabnie i czuje się kimś gorszym i niegodnym.

Czy istnieje idealny sposób przeprowadzenia adopcji? – Ta polityka zaczyna się od serca, wewnętrznej postawy. To, czy adopcja się dobrze potoczy, czy nie, w dużej mierze zależy od intencji ludzi, którzy adoptują. Jeżeli adoptują dziecko, bo mają dużo do zaoferowania i chcą się kimś zaopiekować, bo mają warunki i się kochają, to wtedy się udaje. Natomiast jeśli intencja jest taka, że nie możemy mieć dziecka, więc weźmiemy czyjeś i uznamy je za swoje, to wtedy, jak mówi ostro Hellinger, jest to kradzież.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: ustawieniasystemowe.com/ psychologia.net.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.