Przejdź do treści

Adopcja w oczach dorastających

Tyle już zostało powiedziane i napisane o tym, jak w odczuciu rodziców adopcyjnych ludzie odbierają adopcję. Teraz macie szansę prześledzić moją rozmowę z Matysem (lat 19), który doświadczeń z adopcją właściwie nie ma żadnych.

Matys: Czym jest adopcja moim zdaniem? Nie zastanawiałem się nad tym jakoś szczególnie. Adopcja równa się wielka odpowiedzialność. Na pewno przy pierwszym dziecku nikt nie wie jak to będzie mieć dziecko, jakie będzie to dziecko i w ogóle nic się nie wie. Ja to się boję, że przy adopcji bym nie sprostał. I co wtedy?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

MM: Można oddać.

Matys: Ale to takie straszne… To gigantyczna odpowiedzialność zdecydować się na wzięcie dziecka. Nie można sobie tak brać i oddawać. Jeśli coś będzie nie tak, to trzeba walczyć, jakby było biologiczne. Przecież to żywy człowiek.
Adopcja z jednej strony to rozwiązanie dla tych, którzy nie mogą mieć dziecka a chcą i są na to gotowi, a z drugiej strony jest to prawdopodobnie jakaś pomoc dla tego dziecka.

MM: To dla mnie miłe zaskoczenie, że widzisz te dwie strony. Ludzie najczęściej widzą tylko wielki altruizm.

Wielki altruizm widzę gorzej. To znaczy właśnie w tym widzę wielki egoizm. Nie ma tam tak naprawdę myśli „pomóżmy temu dziecku”, tylko „pomogę i będę super bohaterem”. Bo jeśli chcę mieć dziecko, w ogóle dziecko, to się to wiąże z psychiczną gotowością. A nie zastanawianiem się kim się stanę jak je będę mieć.

MM: Jakbyś miał opisać przebieg adopcji to…

Matys: Jest para i podejmuje decyzję, że chce dziecko, i okazuje się że nie mogą mieć tego dziecka biologicznie. Albo mimo, że mają już dziecko biologiczna, to chcą adoptować. Idą do urzędu czy jakiejś instytucji i mówią, że chcą. Pewnie muszą wypełnić masę papierów, robić jakieś testy, przechodzić kontrole czy się nadają i… dochodzimy do najgorszego momentu. Wybiera się dziecko. To takie przedmiotowe… Nie wiem właściwie jak to jest. Czy tak po prostu wybiera się dziecko?

MM: W pewnym sensie wybiera się, tzn. na jednym ze spotkań w ośrodku adopcyjnym, czyli tym urzędzie (śmiech) opisuje się swoje oczekiwania wobec dziecka, m.in. wiek, płeć, stan zdrowia. Nie widzi się tych dzieci i nie wybiera jakiegoś konkretnego. To ośrodek wybiera rodziców dla danego dziecka. 

Matys: A, to dobrze. No i potem zabiera się to dziecko do domu. No i tyle. A później są jakieś kontrole. Powinny być chyba, dla bezpieczeństwa dzieci. Są kontrole?

MM: Ten proces adopcyjny tak jest ułożony, że rodzice są kwalifikowani i tych kontroli już nie musi być, gdy adoptują dziecko. Faktycznie są dwie wizyty w domu, po tym jak dziecko jest już u adopcyjnych rodziców, ale jeszcze nie zostało sądownie wszystko zamknięte. W taki sposób jest zadbane bezpieczeństwo adoptowanych dzieci. Wspominałeś, że znasz kogoś kto jest adoptowany.

Matys: Znam. On nam to powiedział, ale wcześniej zaczęliśmy coś podejrzewać, bo był o głowę wyższy od rodziców w wieku 12 lat, widać było, że jest inny z wyglądu. Byliśmy na obozie. I po prostu przyszedł dzień, właściwie wieczór, że on to powiedział. Było nas sześciu chłopaków wtedy w pokoju. Był taki moment zamarcia. Myślałem „a! on jest adoptowany i co to będzie?”. Ale poszliśmy spać potem, a następnego ranka wszystko było takie samo, nawet nie wiem czy ktoś pamiętał o tym, że on jest adoptowany.

Myślę, że jeśli środowisko, rodzice, nie robią z tego wielkiej sprawy, to jest zwyczajnie. Adopcja nie miała żadnego znaczenia wtedy dla nas, ten kolega przez to nie stał się jakiś inny. Można nie być adoptowanym i być dupkiem. W życiu wszystko nie sprowadza się do tego kim byliśmy, ale do tego kim jesteśmy i kim będziemy. To chodzi o człowieka.

MM: A jednak moje dzieci słyszą przytyki, że są adoptowane. Zdarzają się sytuacje, że rówieśnicy im to wytykają.

Matys: Możemy płakać nad naszą kulturą i tym jak odnosimy się do siebie w ogóle. I tyle. To wynika z małej tolerancji, której nie ma właściwie w naszej kulturze. Czują się inne nie dlatego, że są adoptowane, ale właśnie dlatego, że jest to im wytykane bez potrzeby. Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie jak to się dzieje u adoptowanego dziecka, z tym poczuciem, że urodził mnie ktoś inny. Ale pamiętam jak ja przeżywałem swój nastoletni bunt, brak akceptacji świata wokół mnie. Aż w końcu zrozumiałem, że rodzice mnie kochają, zapewniają dach nad głową i jest dobrze.

Ludzie nie mówią o adopcji otwarcie, bo pewnie obawiają się tej oceny społecznej. Ocena społeczna może przybić takich rodziców. Myślę o tym, co opowiadałaś o milczeniu wśród znajomych gdy mówiłaś, że adoptowałaś dziecko. Takie milczenie to też ocena i jest dołujące.

O tym się nie mówi, to jest temat tabu. Trąbi się o in  vitro, zamykaniu okien życia, ale o samej adopcji nic. Cisza.

MM: Powinno się mówić o adopcji?

Matys: Powinno to być całym programem przełamywania tabu w Polsce, adopcja, seks i inne tematy. Jest tak, że dzieci nic o tym nie widzą i później odpalają Internet i zaczynają czytać w tym śmietniku. Powinno się mówić dzieciom przede wszystkim, żeby wiedziały, że to jest po prostu elementem życia społecznego.

MM: Kto powinien mówić do dzieci i młodzieży czym jest adopcja.

W naszym życiu są dwa takie miejsca, rodzicie i najbliższa rodzina, a drugie to szkoła. Wydaje mi się, że rodzina jest bardziej naturalna. Dziecko jak jest małe rzuca pytaniami jak z karabinu, i może wtedy wykorzystać ten moment i pogadać z dzieckiem o życiu, o innych tematach niż tylko lekcje, np. o adopcji. Ale Ci rodzice musieliby wiedzieć o tej adopcji więcej. Więc chyba odpadają na ten moment… (śmiech)

MM: A swoim adoptowanym dzieciom mówić?

Matys: Zastanawiam się…. Wiedza nie jest zła. Ale też każdy ma swoje granice, może dziecko nie jest gotowe… Rodzice będę je kochać tak czy inaczej… No tak, ale ono zacznie sobie stawiać pytania, na które nie będzie odpowiedzi i wtedy nie będzie mogło sobie z tym poradzić samo. Potrzebuje pomocy rodziców w znalezieniu tych odpowiedzi. Potrzebuje prawdy. Tak. Uważam, że powinno wiedzieć.

MM: podsumowując naszą rozmowę o adopcji co byś powiedział swoim rówieśnikom?

Matys: Nie wiem jak to powiedzieć, bo chcę i do tych co są adoptowani, i do tych co nie są (śmiech). Nie muszę wymyślać czegoś wyniosłego, bo jak ktoś ma zrozumieć to zrozumie, a jak nie to ja tego nie zmienię… Słuchajcie: nie róbmy z tego sprawy, to nie ma znaczenia z kim kto się wychowuje i jakich ma rodziców. Ważne jakim jest człowiekiem.

—————————————————-

Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Mała dziewczynka o smutnych oczach /Ilustracja do tekstu: Nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny wesprze rodziców stosujących przemoc?
Fot.: Qadim Sadiq /Unsplash.com

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad kontrowersyjnymi zmianami w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Planowana nowelizacja, wbrew apelom Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, zamiast wspierać najmłodsze ofiary przemocy rodzinnej, skupi się na pomocy zaniedbującym je rodzicom. I to bez względu na to, czy doświadczają oni przejściowego kryzysu, czy od lat tkwią w pogłębiającej się patologii, nie rokując nadziei na zmianę donosi oko.press.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zmianami, które przygotowało MRPiPS, z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej zniknie ustęp 12 art. 15, który daje asystentom rodziny prawo interwencji i podjęcia decyzji o natychmiastowym zabraniu dziecka z domu rodzinnego. Zamiast tego biologiczni rodzice mają otrzymać pomoc, dzięki której dzieci będą mogły trafić do nich z powrotem. To jednak nie koniec zmian. Poprawka wniesiona przed Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris zakłada, że rodzice, którym odebrano dzieci, uzyskają też pełnomocnika procesowego – z urzędu.

Kiedy szanse się nie kończą

„Państwo chce sprzyjać w ten sposób sprawcom przemocy, nie ofiarom. Interesu dzieci nie reprezentuje nikt, a one same nie mają głosu” – pisze dla OKO.press Anna Krawczak. I przedstawia wstrząsające historie dzieci, które były ofiarami ciężkich zaniedbań ze strony rodziców.

Jednym z takich dzieci jest Julia.

„Kiedy miała trzy lata, zabrano ją z domu pierwszy raz i umieszczono w domu dziecka. Powody: alkoholizm rodziców, przemoc, głodzenie, zmuszanie Julii do oglądania seksu zbiorowego w jednopokojowym mieszkaniu. (…) W domu dziecka przez chwilę był spokój, ale sąd rodzinny zawsze dawał rodzicom kolejną szansę. Tych szans dostali cztery. I cztery razy Julia musiała znów spakować dobytek i wrócić z domu dziecka do jednopokojowego mieszkania. Najdłuższa próba trwała pół roku. Piątego razu już nie będzie. Julia ma 11 lat i ma dość”.

Historia Mai jest inna, choć w swym dramacie podobna. Policja odebrała ją mamie, gdy dziewczynka miała 9 lat. Nim jednak się to stało, musiało niemal dojść do tragedii. 15-letnia siostra Mai, chora na cukrzycę, zapadła w śpiączkę cukrzycową po tym, gdy wraz z matką wpadła w ciąg narkotykowy. Maja razem z młodszym rodzeństwem trafiła wówczas na jakiś do rodziny zastępczej, a siostra po wyjściu ze szpitala – do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama poszła na odwyk – kolejny. Gdy go zakończyła, dzieci wraz z nią wróciły do rodzinnej kawalerki, w której czekały na nie te same patologie i nowi koledzy mamy  – od kieliszka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

Pokrewieństwo bez zdrowej więzi

Gdy asystentka rodziny zobaczyła po raz pierwszy Tymka w łóżeczku, była przekonana, że to zmarłe niemowlę.

 „Tymek nie był martwy i nie był też taki mały – miał prawie dwa lata. Był tak skrajnie wygłodzony, że wyglądał na niemowlaka. Wydęty brzuch, wielka głowa, przezroczysta skóra. Zanik funkcji przełykania. Lekarze określili jego stan jako agonalny” – opisuje Anna Krawczak.

Chłopczyka zdołano uratować i trafił do rodziny zastępczej, w której zyskał szansę na normalne, bezpieczne życie. Jego ojciec przestał się nim interesować, gdy tylko oddaliło się ryzyko, że trafi przed sąd za spowodowanie zagrożenia życia małego synka. Gdyby jednak ta historia miała miejsce kilka lat później, już po wprowadzeniu opisywanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny, asystentka nie mogłaby pozwolić, by ojciec tak łatwo zniknął z życia Tymka. Nowe rozwiązania prawne wymagałyby od niej nawiązania współpracy z tatą, by dziecko mogło wrócić na łono „rodziny”.

Bierni uczestnicy spraw o własną przyszłość

Tymczasem przed dwoma laty Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, mając na uwadze dobro dzieci, wspólnie skierowali pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Apelowali w nim, by w polskich przepisach prawnych uwzględnić rozwiązania, które w sprawach o pozbawienie, ograniczenie lub zawieszenie władzy rodzicielskiej pozwoliłyby skuteczniej dbać o żywotne interesy dziecka. Rzecznicy zwrócili uwagę, że biologiczni rodzice mogą liczyć na darmową pomoc prawną, adwokata z urzędu i asystenta rodziny. Dziecko, którego przyszłość rozpatrywana jest na sali sądowej, jest jedynie niemym uczestnikiem sporu o własną przyszłość.

„W sprawach sądowych, w których rozstrzyga się o najbardziej żywotnych interesach dziecka, nie istnieje żaden mechanizm reprezentacji jego interesów” – pisali.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Rodzina święta, bo biologiczna

Tę sytuację mogłoby zmienić stworzenie nowej funkcji – pełnomocnika dziecka. Postulat ten, przedstawiony przez rzeczników, zyskał poparcie organizacji pozarządowych – m.in. Koalicji na rzecz Rodzinnej Pieczy Zastępczej oraz Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma jednak inne rozwiązanie – woli powołać kolejną instytucję wspierającą rodziców.

Za tym pomysłem stoją prawnicy stowarzyszenia Ordo Iuris, które od dawna opowiada się za zwiększeniem praw rodziców w opiece nad dziećmi.

– Występujemy jako rzecznicy afirmowanej w krajowym porządku konstytucyjnym oraz aktach prawa międzynarodowego prawdy o rodzinie, jako o naturalnym środowisku rozwoju i dobra wszystkich jej członków, a w szczególności dzieci, źródle różnorodności wolnego społeczeństwa. Podkreślamy, że najpełniejszą gwarancją dobra dzieci jest wychowanie przez biologicznych rodziców pozostających w związku małżeńskim. Do pełnego rozkwitu tego naturalnego środowiska rozwoju konieczne jest dobre prawo(…), które uznaje prymat rodziców nad państwem w sprawach wychowania dzieci zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Dlatego badamy instrumenty polityki rodzinnej i występujemy aktywnie w obronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa tam, gdzie są one zagrożone dyskryminacyjnymi praktykami ustawodawcy” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

I choć te pobudki mogą wydawać się szlachetne, warto mieć świadomość, że najczęściej występujące problemy i czynniki skutkujące ingerencją sądu w życie rodziny to nie bieda, ale: choroba alkoholowa rodziców (52%), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39%), a także przemoc: fizyczna, psychiczna i seksualna (36%)*.

*Dane pochodzą z raportu Rzecznika Praw Dziecka, który w 2015 r. przekazano Ministrowi Sprawiedliwości.

Źródło: oko.press

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko? Partnerka daje jej „delikatne sygnały”

fot. Instagram @hutchins_sophia

Jak donoszą plotkarskie serwisy, 68-letnia Caitlyn Jenner oraz jej młodsza o niemal 50 lat partnerka poważnie myślą o adopcji. Jeżeli to prawda, byłaby to już siódma pociecha gwiazdy programu „Z kamerą u Kardashianów”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ciągu ostatnich lat świat miał okazję obserwować przemianę amerykańskiego sportowca Bruce Jennera w kobietę.

W wieku 64 lat Bruce zmienił płeć, przybrał imię Caitlyn i rozstał się z ówczesną żoną Kris.

Zobacz także: Khloe Kardashian o ciążowych zachciankach

Ciekawa historia ciekawego człowieka

Bruce był znanym lekkoatletą i mistrzem olimpijskim. Podczas igrzysk w Montrealu w 1976 roku zdobył złoty medal i ustanowił nowy rekord świata w dziesięcioboju.

Na swoim koncie ma również rolę w filmie muzycznym „Can’t Stop the Music”, za którą otrzymał nominację do Złotej Maliny dla najgorszego aktora.

Największą popularność zdobył jednak w reality show „Z kamerą u Kardashianów”. Głównym wątkiem 10. sezonu programu była przemiana Bruce w Caitlyn.

W lipcu 2015 roku powstał reality show „I Am Cait”, który został całkowicie poświęcony Jenner. Widzowie mogli w nim śledzić życie codzienne gwiazdy.

Bruce był trzykrotnie żonaty, z tych związków ma sześcioro dzieci. Obecnie 68-letnia Caitlyn spotyka się z 21-letnią Sophią Hutchins. Kobieta równie ma za sobą operację zmiany płci.

Zobacz także: Kim Kardashian pierwszy raz opowiedziała o poronieniu

Caitlyn Jenner adoptuje dziecko?

Jak podaje anglojęzyczny portal „Your Tango”, para poważnie myśli o adopcji.

Jenner zawsze chciała być matką i teraz ma taką możliwość. Sophia kocha dzieci i daje Cait delikatne sygnały, że chciałaby mieć dziecko. Cait rozważa to – twierdzi anonimowe źródło.

Jeśli para zdecyduje się na dziecko,  nie będzie ono żyło w blasku fleszy, jak ich matki.

„Cait postawiła sprawę jasno. Nie chce, aby dziecko miało do czynienia z telewizją i reality show. Sława zniszczyła jej relacje z dorosłymi już dziećmi i nie pozwoli, aby ta sytuacja się powtórzyła – dodaje źródło.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Your Tango

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami