Przejdź do treści

Adopcja TAK! Ośrodki NIEKONIECZNIE

Ośrodek adopcyjny w Jeleniej Górze będzie zamknięty

Proces adopcyjny jest tak skonstruowany, żeby połączenie dziecka z rodziną było przeprowadzone jak najlepiej pod kątem doboru rodziny do dziecka. Zadanie to realizują ośrodki adopcyjne.

 

W Polsce ośrodków adopcyjnych jest  blisko 70, to dużo mniej niż przed 2012 rokiem. A wygląda na to, że od 2017 roku będzie ich jeszcze mniej.

 

Za przeprowadzanie procedury adopcyjnej odpowiada administracja rządowa (poprzednio powiaty). Wykonanie zostało zlecone samorządom wojewódzkim. Oznacza to, że urzędy marszałkowskie podpisują umowy z ośrodkami na wykonywanie zadań z uchwały*, a finanse przychodzą z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Największa akcja zamykania ośrodków miała miejsce w 2012 roku, kiedy to zastało jasno powiedziane ile adopcji rocznie musi przeprowadzić ośrodek, aby mógł kontynuować swoją działalność. Te które wykazały się minimum 20 adopcjami rocznie, miały podpisane umowy na 5 lat, w zakresie których realizowały wszystkie zadania związane z adopcją.

Po co ośrodek adopcyjny

Mówiąc skrótowo zadania ośrodków adopcyjnych to: wspieranie rodziców, głównie matek biologicznych, które rozważają zrzeczenie praw rodzicielskich, kwalifikowanie dzieci do adopcji, szkolenie i kwalifikowanie kandydatów na rodziców adopcyjnych, dobór rodziny do konkretnego dziecka, wspieranie przyszłych rodziców adopcyjnych w domknięciu formalności, udzielania wsparcia przez cały dalszy okres od zawiązania się rodziny adopcyjnej. Z każdym z tych zadań wiąże się ogrom pracy przygotowawczej, psychologicznej, biurowej (prowadzenie dokumentacji, opracowywanie pism do instytucji), wyjazdów i osobistych spotkań, rozmów, obecności. To bardzo dużo pracy. Oczywiście co do jakości wykonywanej różnie, bo ludzie są tylko ludźmi, zarówno ci w ośrodkach, jak i ci kandydujący na rodziców. Jeszcze się taki nie urodził, co każdemu by dogodził. Jednak biorąc pod uwagę jak wynagradzani są pracownicy ośrodków adopcyjnych, trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć, a co dopiero, żeby miała sens. Tak dużo się mówi o zbyt długim okresie oczekiwania kandydatów na udział w szkoleniu, o wąskim zakresie tematycznym szkoleń, o tym, że na spotkania trzeba czekać tygodniami. Ale tych ludzi, którzy decydują się na pracę w ośrodku jest po prostu mało, a pracują też w określonych godzinach, bo jak każdemu należy się im życie prywatne, którego nie mogą w całości zamienić na godziny nadliczbowe. Niepłatne, jak wiadomo.

 

trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć

Fakty z życia ośrodków

Ostatnio zawrzało w polityce jeśli chodzi o niepłodność i adopcja chętnie była wyciągana jako argument do „rozwiązania problemu”. Jak wielką jest to bzdurą pisałam dosadnie tutaj. Ale oto ukazuje się naszym oczom kolejny absurd. Skoro adopcja jest tak dobra, i tak chętnie proponowana parom pragnącym dziecka, to należałoby się spodziewać wsparcia systemu realizującego procedury adopcyjne. W normalnym państwie należałoby się spodziewać, że ośrodki adopcyjne dostaną większe dotacje na realizowanie swoich działań, może jakiś komputer, żeby było łatwiej, może odnowienie lokalu, w którym spotykają się kandydaci na szkolenia. Większość budynków urąga cudowi adopcyjnych narodzin, który tak chętnie jest teraz promowany. Może przydałby się samochód na każdy ośrodek, żeby pracownik mógł jak najszybciej pojechać do matki biologicznej, zrzekającej się dziecka, żeby jak najszybciej przeprowadzić obowiązkową wizytę w miejscu zamieszkania kandydatów. Może przydałby się dodatkowy etat, albo i dwa, żeby ośrodki mogły wydłużyć godziny działania. Można organizować więcej grup szkoleniowych, żeby kandydaci, mieli łatwiejszy dostęp do psychologa, który tylko w indywidualnych rozmowach z parą jest w stanie sprawdzić ich autentyczną motywację. A co wydaje się najważniejsze na bazie tej motywacji, pomóc rozszerzyć ich oczekiwania co do dziecka, jakie będą gotowi przyjąć do rodziny. To jest jedyna droga do zwiększenia liczby adopcji, w tym adopcji dzieci starszych czy obarczonych poważnymi dysfunkcjami zdrowotnymi. Tajemnicą przecież nie jest, że takich dzieci adoptować nie chce większość kandydatów. Przeprowadzona kontrola NIK wykazała, że często dokumenty, które objęte są ustawą o ochronie danych nie są należycie chronione w ośrodkach. Ja zapytam, kto zadba o stworzenie odpowiednich warunków do tego zadania? Przeszkolić pracowników z ochrony danych osobowych, zdobyć choćby trochę pieniędzy na zorganizowanie profesjonalnego biura i archiwum. Zadbać o te ośrodki, żeby one mogły zadbać o wszystkich uczestników adopcji.

Tymczasem…

Ośrodki adopcyjne się zamyka! Tak, dosłownie. Gdy  kilka dni temu zgłosiła się do mnie jedna z matek adopcyjnych, potem kolejna, niedowierzałam. Jak to możliwe, że adopcję traktuje się jak rozwiązanie na wszelkie troski starań o dziecko, a zamyka się ośrodki, bez których to rozwiązanie nie ma szans zastosowania. I to zamyka się nie byle jakie ośrodki, bo takie z długą historią.

 

Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach

„Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach. Obroniliśmy się w 2012 roku, bo mieliśmy wymaganą liczbę adopcji i wtedy została z nami podpisana umowa na 5 lat.” – rzeczowo opisuje Żaneta Babul, dyrektor Ośrodka Adopcyjnego Nadzieja w Jeleniej Górze. To ośrodek niepubliczny, drugi taki w województwie dolnośląskim to Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny we Wrocławiu. Pozostaje jeszcze publiczny Ośrodek Adopcyjny przy Dolnośląskim Ośrodku Polityki Społecznej (DOPS) także we Wrocławiu. Obydwa niepubliczne ośrodki nie mają szansy funkcjonować od roku 2017, ponieważ rząd nie przekaże im żadnych pieniędzy. Już w tej chwili Ośrodek w Jeleniej Górze dowiedział się, że wojewoda nie otrzymał ostatniej transzy jaka powinna zostać przekazana ośrodkom na dokończenie zadania zgodnie z umową do końca 2016 roku.

O jakich pieniądzach mówimy?

„Kwoty jakie do tej pory otrzymaliśmy są najlepszym dowodem tego, że my pracujemy w ośrodku z potrzeby serca. Ale jednak jakieś minimum jest potrzebne. Przyznana 5 lat temu kwota 135 tys. złotych rocznie, nie zmieniła się przez cały ten okres. Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł, a mamy 2 etaty, na których pracują 3 osoby. Przez 5 lat ta sama kwota, ani złotówki więcej, chyba nie muszę mówić, że funkcjonowanie samego biura i opłaty z tym związane jednak się zmieniły w ciągu tych 5 lat. Oczywiście wzrosły.” – dokładnie wylicza dyrektor Żaneta Babul.

Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł

Biorąc pod uwagę ile zadań musi zostać wykonanych w ramach tej kwoty przez ośrodek, właściwie trzeba by uznać, że dotychczasowe działanie było cudem. Dolnośląskie to rozległe obszarowo województwo. Jeśli zostanie tylko publiczny ośrodek we Wrocławiu działanie procedur adopcyjnych i wszystkiego co się z adopcją wiąże będzie poważnie zagrożone. Można powiedzieć, że niektóre rzeczy staną się niemożliwe. „Obsługujemy cały obszar dawnego województwa jeleniogórskiego, m.in. Zgorzelec, Bogatynia, Lubań, Lwówek Śląski, to miejscowości odległe od Wrocławia. Trzeba wziąć pod uwagę, że takie dojeżdżanie na zajęcia w ramach procedury i szkolenia będą utrudnione dla kandydatów. Wiemy dobrze, że nie każdego po prostu na to stać. Jeśli ten region zostanie dorzucony do ośrodka we Wrocławiu ile trzeba będzie czekać na przyjazd pracownika na wywiad środowiskowy? A kto przyjedzie do matki biologicznej chcącej się zrzec praw rodzicielskich? Kto pojedzie dać jej wsparcie, sprawdzić co się faktycznie dzieje w rodzinie? Wiadomo, że ona nie przyjedzie do oddalonego ponad 150 km ośrodka. My tutaj jeździliśmy do nich. Ale też wspieramy rodziny po adopcji, i dorosłych adoptowanych. Prowadzimy akcje poszukiwania korzeni, jeździmy z nimi, poszukujemy, wspieramy. Doskonale wiemy, że to niezbędne dopełnienie, które jest potrzebne do normalnego życia tych ludzi.” – opisuje Babul. W tych słowach nie ma złości, jest żal. Przede wszystkim żal, że musi spojrzeć nie tylko pracownikom, ale rodzinom adopcyjnym prosto w oczy i powiedzieć: już nie mogę wam pomagać. „Jest mi przykro. Rozmawiam z rodzicami, mówią wprost że ośrodek jest ich, przecież to w nim zaczęło się dla nich coś pięknego. Człowiek jest traktowany przedmiotowo, a nie podmiotowo…” podsumowuje Żaneta Babul, dyrektor ośrodka Nadzieja.

Co mówią rodzice?

Nasze dziewczyny w ośrodku są profesjonalnie przeszkolone do przygotowania nas do życia rodzinnego i radzenia sobie w trudnych sytuacjach i jak wyjść z ciężkich sytuacji. Ośrodek powinien istnieć ponieważ pomaga spełnić oczekiwania przyszłych rodziców, długie oczekiwania na spełnienie i żeby wydarzył się cud. Ośrodek ten sprawia, że życie jest warte i ma sens . Mogłam tam ukończyć kurs jako rodzic adopcyjny. A teraz życie jest spełnieniem i toczy się wokół moich dzieci. Warto było szkolić się u super Pani Kasi Sztelmach oraz Żanety Babul. Cieszę się, że taki Ośrodek dał mi szanse na spełnienie się. Wiem że dużo jest małżeństw które są w trakcie adopcji. Ludzie ten Ośrodek tak jak brzmi nazwa to NADZIEJA na lepsze jutro. Dajmy szanse innym, oni tez chcą, żeby odmienić swoje życie dlaczego im utrudniać, skazywać na dłuższe czekanie. Nasz Ośrodek przyspieszy tylko dobro i dzieci szybciej będą w swoich domach. Dlaczego akurat nasz Ośrodek taka piękna nazwa NADZIEJA. Czy to nic nie znaczy? Tyle dzieci odnalazło swój rodzinny dom, tyle rodziców szczęśliwych i spełnionych. Tyle pracy włożonej przez panie, które szkolą. One poświęcały się całym sercem. Swój święty czas poświęcały na załatwianie spraw w sądach zamiast spędzać ten czas z własną rodziną.  – Mama Adopcyjna Małgorzata Stawowa

Ośrodek Adopcyjny Nadzieja to miejsce, które dosłownie daje nadzieję. Nam rodzicom czekającym na wymarzone dziecko i dzieciom na wyczekany dom, ciepło i miłość. Pierwsze spotkanie w ośrodku było pełne emocji. Przed wejściem stres przed nieznanym, a po wyjściu poczucie, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Wszystko dzięki pracownikom, a teraz mogę powiedzieć, że przyjaciołom . Przekraczając próg gabinetu usłyszeliśmy słowa, które rozluźniły cała atmosferę: „Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.” – to było 4 lata temu, ale ja te słowa zapamiętam do końca życia.

„Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.”

Co wyróżnia ten Ośrodek? To właśnie nasze dziewczyny: Kasia, Marysia, Żaneta, Marzena. To one od progu traktują starających się jak przyjaciół i pomagają przejść przez cały proces. Nie jesteśmy dla nich petentami. Godziny spędzone na szkoleniu, nierzadko przepłakane, to jeden z lepszych momentów w naszej drodze do bycia rodzicami. Dziewczyny dały nam nadzieję na pełną rodzinę. I nadzieja stała się dla nas rzeczywistością. Nie odbierajmy tej nadziei następnym. – Mama Adopcyjna Moniak Gudzowska

Nasz Ośrodek (Ośrodek Adopcyjny Nadzieja Jelenia Góra) ma zostać zamknięty… niemożliwe, nieprzemyślane działanie…ten budynek widział każdą naszą łzę, słyszał każdy nasz nawet najcichszy krzyk. Tam zaczęło się nasze prawdziwe życie. Życie nie tylko w pracy na maksymalną ilość godzin na dobę, aby zabić myślenie, ale życie z porannym „Wstawaj Mamusiu”, „kakałeczko”,  z mnóstwem buziaków, z „Kocham Cię” w każdej sekundzie, oczywiście z problemami, ale jakie to problemy (teraz pisze te słowa, a Córeczka na klawiaturę kładzie mi kartkę, bo już za długo nie jestem z nią) . W naszym Ośrodku pracują wspaniałe Osoby, każda z Pań,  nawet przez sekundę nie traktowała swojej pracy jak od 08:00-16:00, w każdej chwili z najmniejszym problemem mogłyśmy się zwrócić do nich do naszych Dziewczyn, nie zapomnę mnóstwa chwil, oczywiście szczególnie tkwi w głowie każdego z nas TEN TELEFON, „jest  dziewczynka” , później pojechaliśmy z naszą Kasia do Maleńkiej i tam płakałyśmy już obie, Kasia powiedziała do mnie „nie płacz” a ja: „czekałam na nią 8 lat” i nie pamiętałabym dokładnie tego momentu gdyby nie mąż. Czy ktoś z podejmujących takie decyzje zastanawiał się nad tym ile może teraz dla nas trwać adopcja, my od momentu zgłoszenia do TEGO telefonu czekaliśmy 1,5 roku, teraz już czas się wydłużył, a jakby nie było naszego Ośrodka to ile 5, czy 8 lat. Nie może się tak stać, że zabiorą nam NASZ Ośrodek, naszą  Nadzieję… jak wtedy będzie wyglądała adopcja… będzie jeden ośrodek we Wrocławiu na cały Dolny Śląsk, jeden. Teraz Dziewczyny brały dokumenty dziecka i wiedziały dokładnie że to ta para, a tam ludzie zaczną być anonimowi, przypiszą nam numery, jak będą nas pamiętać? Jak nam pomogę, jeśli zwrócimy się o pomoc, przecież nas nie znają. Tu w naszym Ośrodku, czuliśmy się jak w rodzinie. Nawet przez sekundę nie wyobrażam sobie aby mogło go nie być… – Mama Adopcyjna Magdalena Kaźmierczak

Z kogo robi się jelenia?

Zastanawiam się do czego to ma prowadzić? Tutaj już nie chodzi o polityczną hipokryzję. Posłowie prześcigają się w polecaniu każdemu adopcji publicznie, ale od zaplecza ją utrudniają. Chętnie zapytałabym kto z posłów chciałby poprowadzić taki ośrodek, chociaż przez rok, za taką kwotę za jaką był finansowany. Ale co dalej? Kto zaopiekuje się ludźmi związanymi z ośrodkiem od 40 lat? To są konkretne życiorysy, sytuacje, niejednokrotnie jedyna wiedza dla ludzi którzy szukają swoich korzeni i którzy potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w roli rodzica adopcyjnego. Trudno w takim momencie nie powiązać faktów takich jak pieniądze na 500+ i brak na utrzymanie ośrodków adopcyjnych. Zapytamy w imieniu ośrodka różnych polityków, kto pomoże? Będziemy informować na bieżąco o tym czego się dowiemy.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Min. Radziwiłł powołał Konsultanta Krajowego dziedzinie położnictwa i ginekologii. Kim jest?

prof. Krzysztof Czajkowski

Nowy Konsultant Krajowy ds. położnictwa i ginekologii powołany przez Ministra Zdrowia dr Konstantego Radziwiłła w dniu dzisiejszym. Nowym Krajowym Konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii został Prof. Krzysztof Czajkowski zastąpił na tym stanowisku prof. Stanisława Radowickiego. Obaj są od lat związani z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym i szpitalem położniczym przy ul. Karowej.

Prof. Krzysztof Czajkowski jest ginekologiem-położnikiem oraz specjalistą perinatologii z ponad 35-letnim doświadczeniem zawodowym. Zainteresowania naukowe i kliniczne profesora skupiają się wokół patologii ciąży oraz aspektów etycznych w embriologii i położnictwie. Opinie pacjentek na portalu znanylekarz.pl są różnorodne, od negatywnych (za kwestionowanie wskazań do porodu poprzez cięcie cesarskie i brak podejścia do pacjentek) do pełnych zachwytu.

Nominacja ta wydaję się być kolejnym etapem (po zaprzestaniu publicznego finansowania IVF, wprowadzeniu obowiązku posiadania recepty na antykoncepcję awaryjną i próbami całkowitego zakazu aborcji) wojny przeciwko kobietom prowadzonej przez ministra Radziwiłła ze wsparciem całego rządu Beaty Szydło. Wyrażamy jednak nadzieję, że nowy Konsultant Krajowy prof. Krzysztof Czajkowski wykaże się poszanowaniem etosu zawodu lekarza i będzie kierował się zasadami medycyny opartej na faktach, oraz będzie dążył do poszanowania praw reprodukcyjnych Polek.

 

Kim jest Konsultant Krajowy

Konsultantów krajowych powołuje minister zdrowia spośród specjalistów z poszczególnych dziedzin:
  • medycyny,
  • farmacji,
  • innych dziedzin, które mają zastosowanie w ochronie zdrowia.
Minister może poprosić o wskazanie kandydatów:
  • towarzystwa naukowe o zasięgu krajowym, które zrzeszają specjalistów w danej dziedzinie,
    odpowiednie samorządy zawodów medycznych.
Zadania konsultantów krajowych
  1. inicjują krajowe badania epidemiologiczne oraz oceniają metody i wyniki tych badań;
  2. prognozują potrzeby zdrowotne w swojej dziedzinie;
  3. doradzają, jak realizować zadania, które wynikają z Narodowego Programu Zdrowia i innych programów zdrowotnych;
  4. opiniują wnioski o skierowanie pacjenta do leczenia lub badań diagnostycznych poza granicami Polski;
  5. opiniują i doradzają przy zadaniach realizowanych przez Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych oraz Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Karina Sasin

Lekarka, naukowiec, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome w Warszawie. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Trwa 4. edycja kampanii i konkursu „Położna na medal” – głosowanie na najlepszą położną trwa!

położna na medal

Trwa 4. edycja kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”. W ramach kampanii realizowany jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Z dniem 31 lipca zakończyło się przyjmowanie nominacji. Obecnie na zgłoszone kandydatki można oddawać głosy, dzięki którym zostanie wybrana „Położna na medal”. Do konkursu zgłoszone zostały 432 położne z całej Polski, z czego 16 z nich ma jeszcze potwierdzić swój udział w konkursie.  Głosowanie odbywa się na stronie kampanii www.poloznanamedal2017.pl i trwa do 31 grudnia.

Głosowanie trwa!

31 lipca minęły cztery miesiące od startu 4. edycji kampanii i konkursu Położna na medal. Dzień ten kończy etap nominowania kandydatek do plebiscytu. W tym okresie do konkursu zostały zgłoszone 432 położne z całej Polski. 16 nominowanych ma potwierdzić swój udział, ponieważ każda kandydatka bierze udział w plebiscycie dopiero po wyrażeniu zgody. Do 31 grudnia trwa oddawanie głosów na położne. Konkurs ma na celu wyłonienie trzech najlepszych położnych w kraju oraz wyróżnienie po jednej położnej w poszczególnych województwach.

Wyłonienie kandydatek to jeden z punktów kampanii „Położna na medal”. Położne, które zostają ambasadorkami kampanii dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Dzięki temu kobiety w okresie okołoporodowym mogą czerpać informacje związane z przygotowaniem się do porodu, ciążą oraz wychowaniem nowonarodzonego dziecka. Poznają swoje prawa, oraz rolę położnej w tak ważnym okresie ich życia. Dzięki takim działaniom kampania zatacza koło. Kobiety i ich rodziny, które miały kontakt z położną mogą podziękować jej za włożony trud i zaangażowanie zgłaszając je do konkursu „Położna na medal”

„Kampania wywołuje pozytywne dyskusje w środowisku położnych. Poprzez wyłonienie najlepszej położnej w kraju zwracamy uwagę na jej rolę, wkład i zaangażowanie w opiekę okołoporodową. Przybliżamy sylwetkę, obowiązki i charakter pracy położnej. Praca ta często jest niezauważana i mało doceniana, a kampania i konkurs Położna na medal skupiają się na istotnych dla matki i noworodka, aspektach pracy położnej mówi Iwona Barańska z Akademii Malucha Alantan, pomysłodawcy i organizatora kampanii „Położna na medal”.

Patronat honorowy na czwartą edycją objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Partnerami merytorycznymi zostali: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku, Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus. Pomysłodawcą i organizatorem kampanii jest Akademia Malucha Alantan, która od lat angażuje się w propagowanie bezpiecznego i zdrowego stylu życia wśród rodzin i podnoszenie świadomości związanej z opieką okołoporodową.

bez-tytulukk

 

Położna na Medal

Jest to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej

w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, czwartej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2017 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2017 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2017.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Agnieszka Grobelna: „Pokochaj swoją miesiączkę” – o zgodzie na kobiecość i sile, jaka z niej płynie

agnieszka grobelna

Przez 10 lat starała się o dziecko, przeżyła cztery poronienia – Agnieszka Grobelna na bazie swoich doświadczeń postanowiła stworzyć niezależną przestrzeń, w której płodność kobiety będzie zaopiekowana na każdym etapie jej życia. Stąd powstał pomysł Centrum Wspierania Płodności, które znajduje się we Wrocławiu. Ciało, seksualność, cykl – oto rozmowa o sekretach kobiecości.

CHBR: W kobiecości jest siła?

Agnieszka Grobelna: Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem współgrania kobiecego ciała i psychiki. Zdarza się, że przychodzi do mnie kobieta, która doświadcza bolesności cyklu. Rozmawiam z nią, pokazuję między innymi czym jest cykl i jak można wykorzystać jego moc. Zdaje się, że nie robię wiele, a później nagle ból znika. Kobiety mówią wtedy do mnie: „Agnieszka, to jest takie proste?! Dlaczego nikt o tym nie mówi?! To ja nic więcej nie muszę robić?! Nie muszę brać tony leków?!”. Nie, nie musisz – pokochaj swoją miesiączkę, rozmawiaj ze swoją macicą.

Przyzna pani, że brzmi to co najmniej tajemniczo.

Na jednym z warsztatów powiedziałam, że kocham swoją miesiączkę i za każdym razem na nią czekam. Wstała wtedy pani będąca już po menopauzie i powiedziała niemal z oburzeniem: „Pierwszy raz widzę osobę, która mówi, że kocha swoją miesiączkę. Ja się cieszę, że jej nie mam!”. Odpowiedziałam, że to błąd, bo w naszym cyklu jest ogromna siła! Naprawdę niewiele potrzeba, by móc ją wykorzystać. Zresztą wielokrotnie trafiały do mnie panie z niepłodnością, które miały całą masę różnych przeciwwskazań i zaburzenia hormonalne, nie miały nawet kwalifikacji do in vitro. Po jednej lub kilku sesjach nagle zachodziły w ciążę naturalnie. Oczywiście są to spektakularne przypadki, u niektórych ta praca wymaga więcej czasu, u innych mniej, ale chcę zobrazować, jak proste rozwiązania są czasami najlepsze.

Tak naprawdę płodność jest nieprzewidywalna i na bazie własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie powinno się mówić, iż kobieta nigdy nie zajdzie w ciążę. Gdy jest jeden plemnik i chociażby jedna komórka jajowa, to zawsze istnieje szansa. Jest jednak wiele blokad, także tych emocjonalnych. Z moich obserwacji wynika, że u dużej większości kobiet zmagających się z niepłodnością to właśnie emocje leżą u podstaw. Kobiety są teraz za bardzo pogrążone w męskiej energii. Są silne, na wysokich stanowiskach, zarządzają grupą osób. Siła jest męska, czasami trzeba zbliżyć się do kobiecości i wtedy ciało się odblokowuje. Kobiety zagarnęły przestrzeń mężczyznom, którzy przy tym wszystkim osłabli. Stąd problemy chociażby z ilością plemników. Ja staram się patrzeć na płodność bardzo holistycznie i wykorzystuję w swojej pracy różne metody.

Różne pewnie też dlatego, że każdy przypadek jest bardzo indywidualny.

Dokładnie, nie powinno się nikogo porównywać, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy co jest czynnikiem decydującym. Jak bowiem można wytłumaczymy, że kobieta z diagnozą Hashimoto, czy PCOS, zachodzi w naturalną ciążę, a teoretycznie zdrowy człowiek nie? Nie wiemy wtedy, czy czynnikiem decydującym nie jest np. lęk. Pracowałam kiedyś z panią, która miała go w sobie bardzo wiele. Leczyła się, ponieważ nie miała prawidłowej owulacji i płodnego śluzu. Kiedy porozmawiałyśmy o tym, by dali sobie z partnerem luz, także od seksu, nagle jej śluz się poprawił. Kiedy postanowili wrócić do starań, śluzu znowu nie było. Podobnie było z inną panią, która dostawała stany grzybicze pochwy. Wszystko sterowane było u nich lękiem, który niezwykle trudno było odkryć czego dotyczył. Pokazuje to jednak, jak psychika silnie działa na naszą płodność.

I uczyć powinny się o tym już małe dziewczynki?

Zdecydowanie. Mam 8-letnią córkę i odkąd pamiętam mówiłam jej: „Tu gdzie jest twoja macica, tam jest twoja moc”. Dzięki temu córka ma do kobiecości bardzo pozytywny stosunek. Wie, że kiedy pojawi się pierwsza miesiączka, będziemy świętować. Jest to dla mnie ważne, bowiem pracując z kobietami niepłodnymi zdarza mi się wracać do ich korzeni. Kiedy cofamy się do momentu pierwszej miesiączki, okazuje się, że one jej wcale nie przyjęły. Jedna z moich pacjentek teoretycznie była przygotowana przez mamę na pierwszy okres. Gdy jednak zapytałam, co jeszcze się wtedy działo, okazało się, że w dniu swojej pierwszej miesiączki miała jechać z rodziną do Aquaparku. Pytając jak się czuła, usłyszałam, że był wściekła. Co ciekawe, ciągle cierpiała na bardzo silne bóle w czasie menstruacji. Powiedziałam wtedy: „Ty w ogóle nie przyjęłaś tej miesiączki. Odrzuciłaś ją, bo pokrzyżowała ci plany”. Zaczęłyśmy rozmawiać i przyznała mi rację. Poleciłam jej, żeby „pogadała ze swoją macicą”. W następnym cyklu bólu nie było.

Ból jest dla nas tylko informacją, a my zagłuszamy go tabletkami. Jeśli to robimy, to jak mamy dojść do jego pierwotnej przyczyny? Może to być właśnie lęk, ale też wspominana już przeze mnie męska energia.

Rozmawiałam kiedyś z panią, która także cierpiała na silne bóle w czasie miesiączki. Takie, które ścinały ją z nóg, musiała zwalniać się w tym czasie z pracy. Pierwszy okres przeżyła bardzo w porządku, ale zapytana o to, co robi w trakcie menstruacji odpowiedziała: „Wszystko – idę na fitness, daję sobie w kość.” Dla mnie jest to jasny sygnał, że nie ma w niej zgody na miesiączkę. Menstruacja to czas odpoczynku, regeneracji, przemyśleń. Jest to czas na herbatę, książkę, na dopieszczenie siebie. Jeśli dajesz sobie w tym czasie w kość, oznacza to, że ciągle się z nią siłujesz.

Rozmowa lekiem na wszystko?

Oczywiście, że nie. Zdarza się, że musimy włączyć terapię witaminową, zmienić odżywianie, znieść stres umiejscowiony w miednicy czy też wprowadzić konkretne leki – nieraz jest to niezbędne. Wiele czynników ma wpływ na naszą płodność, dlatego, tak ważne jest całościowe spojrzenie na kobiece ciało i kompleksowe działanie. Najważniejsze jednak, to dostrzec, jak wielka w nas jest siła w postaci naszego cyklu, od niego wszystko się zaczyna i jeśli tylko pokochamy swoją kobiecość, możemy być płodne i radosne na każdym etapie swojego życia.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie. Rozmowa z Dominiką Musiałowską – założycielką Fundacji

Fundacja Insulinooporność

Z Dominiką Musiałowską, założycielką Fundacja Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie rozmawia Jolanta Drzewakowska

Swoją działalność na rzecz osób z insulioopornością prowadzisz od dłuższego czasu (strona, fanpage na facebooku i grupy). Dlaczego założyłaś Fundację? Co było momentem w którym o tym pomyślałas?

Swoje działania kierowane do osób chorujących na insulinooporność zaczęłam prowadzić już w 2013 roku. Traktowałam to jako zajęcie dodatkowe, hobby, coś czym mogłam zajmować się po pracy. Później projekt zaczął się rozrastać, zaczęłam organizować konferencje, spotkania, treningi, zaczęłam traktować to powoli jako coś więcej niż zwykły blog, jak pracę. Jednocześnie prowadziłam swoją działalność gospodarczą związaną z marketingiem, pracowałam w agencji reklamowej, ale cały czas rozwijałam projekt Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie, który stale się rozrastał i zwiększał swoją popularność. W pewnym momencie poczułam, że stoję w miejscu i nie wiem co dalej. Urodziłam córeczkę, poszłam na urlop macierzyński i miałam chwilę na podjęcie decyzji. Co później? Co dalej? Co z projektem? Zdecydowałam, że czas skupić się na insulinoopornych jeszcze bardziej. Wiem, że jest to potrzebne. Nie chciałam zakładać kolejnej działalności gospodarczej. Wspólnie z mężem przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw i doszliśmy do wniosku, że Fundacja będzie najlepszym rozwiązaniem.

Jakie główne przeszkody napotkałaś przy zakładaniu fundacji a co było najprzyjemniejsze?

Łatwo nie było. Przede wszystkim miałam duże problemy z rejestracją Fundacji w Krajowym Rejestrze Sądowym. Prawie pół roku minęło zanim otrzymałam wpis do KRS a dokumenty składałam pięć razy. Co chwilę dostawałam informacje, że czegoś brakuje, że zabrało przysłowiowej „kropki”. Pod koniec poziom mojej frustracji osiagnął apogeum, już chciałam się poddać. Dostałam informacje, że tym razem zabrakło słowa „fundacja” w statucie. Konsultowałam dokumenty i statut z dwoma prawnikami i notariuszem i zgodnie stwierdzili, że to już „zbędne czepialstwo”. Byłam wściekła. Poszliśmy na dyżur w KRS i powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy dopóki ktoś nie powie nam, że wszystko jest już w porządku. I miesiąc później otrzymaliśmy w końcu wpis do KRS. Druga trudność to praca z kilkumiesięcznym maluchem u boku, ale to już osobny temat 🙂 .
Natomiast z przyjemnych rzeczy było to, że zaraz po oficjalnej informacji, że zakładam fundację, pojawiło się mnóstwo propozycji współpracy, odezwało się wielu specjalistów w tym lekarzy, dietetyków, instruktorów sportowych, pracowników służby zdrowia, studentów chętnych do pomocy. Od razu ruszyliśmy „z kopyta” z kolejnymi projektami.

Jakie cele Ci przyświecają?

Przede wszystkim zależy mi na zwiększaniu świadomości na temat insulinooporności.

Zarówno wśród pacjentów, żeby wiedzieli co to jest i jak mają się leczyć jak i wśród specjalistów, którzy pracują z insulinoopornymi, żeby zobaczyli, że jest to problem, którego nie należy bagatelizować. Bardzo ważna jest dla mnie też integracja środowiska pacjenckiego. Żeby pacjent miał miejsce gdzie może porozmawiać, poznać inne osoby i otrzymać wsparcie.

Jak chcesz je realizowac?

Na Facebooku mamy pięć grup wsparcia dla pacjentów oraz fanpage. To tam najwięcej się dzieje każdego dnia. Na grupach mamy po kilkanaście tysięcy członków. Każdego dnia dodajemy kolejne kilkadziesiąt osób, akceptujemy kilkanaście postów. Razem z naszymi administratorkami każdego dnia staramy się udzielać odpowiedzi na pytania członków grup oraz rozmawiać, udzielać wsparcia. Poza internetem, organizuję konferencje na temat insulinooporności, szkolenia dla dietetyków i innych specjalistów, spotkania grup wsparcia, treningi sportowe. 10 czerwca odbyła się pierwsza konferencja organizowana przez Fundację – Konferencja Insulinooporność – Problem XXI wieku. Przed nami od września warsztaty dla pacjentów i dietetyków w Poznaniu, a w październiku i grudniu szkolenia w Warszawie. W 2018 odbędzie się konferencja dla rodziców i dzieci na temat zdrowego stylu życia i profilaktyki zdrowotnej a za rok w czerwcu kolejna edycja Konferencji Insulinooporność – Problem XXI wieku. Dodatkowo, razem ze specjalistami, którzy współpracują z naszą fundacją, tworzymy broszury edukacyjne, materiały, piszemy artykuły na blogu www.insulinoopornosc.com a pod koniec września ukaże się moja pierwsza książka Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie, która mam nadzieję będzie bazą wiedzy dla wielu z nas.

Co stanowi obecnie dla Ciebie największe wyzwanie?

Praca i macierzyństwo 🙂 . Moja córka ma roczek. Raczkuje, jest jej wszędzie pełno. Wyzwaniem będzie najbliższy rok, zanim pójdzie do żłobka lub przedszkola. Na ten moment pracujemy w duecie ;). Wykorzystuję każdą jej drzemkę, chwilę samodzielnej zabawy, wieczory oraz czas gdy mój mąż wróci z pracy i się nią zajmie a ja usiądę na chwilę do komputera. Dużo pracuję na smartfonie, który mam ciągle przy sobie, dzięki czemu mogę odpisywać na maile, pisać artykuły czy rozmawiać podczas spacerów z córką czy w tzw. międzyczasie. Dochodzi do tego zmęczenie, nieprzespane noce, stres związany z macierzyństwem i zdrowiem mojej córki, problemy z koncentracją.

Mam nadzieję, że jednak podołam wyzwaniu i z pomocą wielu wspaniałych ludzi, stworzymy coś, co pomoże niejednej osobie chorującej na insulinooporność wrócić do zdrowia.

A tu >>KLIK<<  przeczytacie poprzednią naszą rozmowę z Dominiką.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.