Przejdź do treści

Adopcja TAK! Ośrodki NIEKONIECZNIE

Ośrodek adopcyjny w Jeleniej Górze będzie zamknięty

Proces adopcyjny jest tak skonstruowany, żeby połączenie dziecka z rodziną było przeprowadzone jak najlepiej pod kątem doboru rodziny do dziecka. Zadanie to realizują ośrodki adopcyjne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

 

W Polsce ośrodków adopcyjnych jest  blisko 70, to dużo mniej niż przed 2012 rokiem. A wygląda na to, że od 2017 roku będzie ich jeszcze mniej.

 

Za przeprowadzanie procedury adopcyjnej odpowiada administracja rządowa (poprzednio powiaty). Wykonanie zostało zlecone samorządom wojewódzkim. Oznacza to, że urzędy marszałkowskie podpisują umowy z ośrodkami na wykonywanie zadań z uchwały*, a finanse przychodzą z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Największa akcja zamykania ośrodków miała miejsce w 2012 roku, kiedy to zastało jasno powiedziane ile adopcji rocznie musi przeprowadzić ośrodek, aby mógł kontynuować swoją działalność. Te które wykazały się minimum 20 adopcjami rocznie, miały podpisane umowy na 5 lat, w zakresie których realizowały wszystkie zadania związane z adopcją.

Po co ośrodek adopcyjny

Mówiąc skrótowo zadania ośrodków adopcyjnych to: wspieranie rodziców, głównie matek biologicznych, które rozważają zrzeczenie praw rodzicielskich, kwalifikowanie dzieci do adopcji, szkolenie i kwalifikowanie kandydatów na rodziców adopcyjnych, dobór rodziny do konkretnego dziecka, wspieranie przyszłych rodziców adopcyjnych w domknięciu formalności, udzielania wsparcia przez cały dalszy okres od zawiązania się rodziny adopcyjnej. Z każdym z tych zadań wiąże się ogrom pracy przygotowawczej, psychologicznej, biurowej (prowadzenie dokumentacji, opracowywanie pism do instytucji), wyjazdów i osobistych spotkań, rozmów, obecności. To bardzo dużo pracy. Oczywiście co do jakości wykonywanej różnie, bo ludzie są tylko ludźmi, zarówno ci w ośrodkach, jak i ci kandydujący na rodziców. Jeszcze się taki nie urodził, co każdemu by dogodził. Jednak biorąc pod uwagę jak wynagradzani są pracownicy ośrodków adopcyjnych, trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć, a co dopiero, żeby miała sens. Tak dużo się mówi o zbyt długim okresie oczekiwania kandydatów na udział w szkoleniu, o wąskim zakresie tematycznym szkoleń, o tym, że na spotkania trzeba czekać tygodniami. Ale tych ludzi, którzy decydują się na pracę w ośrodku jest po prostu mało, a pracują też w określonych godzinach, bo jak każdemu należy się im życie prywatne, którego nie mogą w całości zamienić na godziny nadliczbowe. Niepłatne, jak wiadomo.

 

trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć

Fakty z życia ośrodków

Ostatnio zawrzało w polityce jeśli chodzi o niepłodność i adopcja chętnie była wyciągana jako argument do „rozwiązania problemu”. Jak wielką jest to bzdurą pisałam dosadnie tutaj. Ale oto ukazuje się naszym oczom kolejny absurd. Skoro adopcja jest tak dobra, i tak chętnie proponowana parom pragnącym dziecka, to należałoby się spodziewać wsparcia systemu realizującego procedury adopcyjne. W normalnym państwie należałoby się spodziewać, że ośrodki adopcyjne dostaną większe dotacje na realizowanie swoich działań, może jakiś komputer, żeby było łatwiej, może odnowienie lokalu, w którym spotykają się kandydaci na szkolenia. Większość budynków urąga cudowi adopcyjnych narodzin, który tak chętnie jest teraz promowany. Może przydałby się samochód na każdy ośrodek, żeby pracownik mógł jak najszybciej pojechać do matki biologicznej, zrzekającej się dziecka, żeby jak najszybciej przeprowadzić obowiązkową wizytę w miejscu zamieszkania kandydatów. Może przydałby się dodatkowy etat, albo i dwa, żeby ośrodki mogły wydłużyć godziny działania. Można organizować więcej grup szkoleniowych, żeby kandydaci, mieli łatwiejszy dostęp do psychologa, który tylko w indywidualnych rozmowach z parą jest w stanie sprawdzić ich autentyczną motywację. A co wydaje się najważniejsze na bazie tej motywacji, pomóc rozszerzyć ich oczekiwania co do dziecka, jakie będą gotowi przyjąć do rodziny. To jest jedyna droga do zwiększenia liczby adopcji, w tym adopcji dzieci starszych czy obarczonych poważnymi dysfunkcjami zdrowotnymi. Tajemnicą przecież nie jest, że takich dzieci adoptować nie chce większość kandydatów. Przeprowadzona kontrola NIK wykazała, że często dokumenty, które objęte są ustawą o ochronie danych nie są należycie chronione w ośrodkach. Ja zapytam, kto zadba o stworzenie odpowiednich warunków do tego zadania? Przeszkolić pracowników z ochrony danych osobowych, zdobyć choćby trochę pieniędzy na zorganizowanie profesjonalnego biura i archiwum. Zadbać o te ośrodki, żeby one mogły zadbać o wszystkich uczestników adopcji.

Tymczasem…

Ośrodki adopcyjne się zamyka! Tak, dosłownie. Gdy  kilka dni temu zgłosiła się do mnie jedna z matek adopcyjnych, potem kolejna, niedowierzałam. Jak to możliwe, że adopcję traktuje się jak rozwiązanie na wszelkie troski starań o dziecko, a zamyka się ośrodki, bez których to rozwiązanie nie ma szans zastosowania. I to zamyka się nie byle jakie ośrodki, bo takie z długą historią.

 

Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach

„Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach. Obroniliśmy się w 2012 roku, bo mieliśmy wymaganą liczbę adopcji i wtedy została z nami podpisana umowa na 5 lat.” – rzeczowo opisuje Żaneta Babul, dyrektor Ośrodka Adopcyjnego Nadzieja w Jeleniej Górze. To ośrodek niepubliczny, drugi taki w województwie dolnośląskim to Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny we Wrocławiu. Pozostaje jeszcze publiczny Ośrodek Adopcyjny przy Dolnośląskim Ośrodku Polityki Społecznej (DOPS) także we Wrocławiu. Obydwa niepubliczne ośrodki nie mają szansy funkcjonować od roku 2017, ponieważ rząd nie przekaże im żadnych pieniędzy. Już w tej chwili Ośrodek w Jeleniej Górze dowiedział się, że wojewoda nie otrzymał ostatniej transzy jaka powinna zostać przekazana ośrodkom na dokończenie zadania zgodnie z umową do końca 2016 roku.

O jakich pieniądzach mówimy?

„Kwoty jakie do tej pory otrzymaliśmy są najlepszym dowodem tego, że my pracujemy w ośrodku z potrzeby serca. Ale jednak jakieś minimum jest potrzebne. Przyznana 5 lat temu kwota 135 tys. złotych rocznie, nie zmieniła się przez cały ten okres. Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł, a mamy 2 etaty, na których pracują 3 osoby. Przez 5 lat ta sama kwota, ani złotówki więcej, chyba nie muszę mówić, że funkcjonowanie samego biura i opłaty z tym związane jednak się zmieniły w ciągu tych 5 lat. Oczywiście wzrosły.” – dokładnie wylicza dyrektor Żaneta Babul.

Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł

Biorąc pod uwagę ile zadań musi zostać wykonanych w ramach tej kwoty przez ośrodek, właściwie trzeba by uznać, że dotychczasowe działanie było cudem. Dolnośląskie to rozległe obszarowo województwo. Jeśli zostanie tylko publiczny ośrodek we Wrocławiu działanie procedur adopcyjnych i wszystkiego co się z adopcją wiąże będzie poważnie zagrożone. Można powiedzieć, że niektóre rzeczy staną się niemożliwe. „Obsługujemy cały obszar dawnego województwa jeleniogórskiego, m.in. Zgorzelec, Bogatynia, Lubań, Lwówek Śląski, to miejscowości odległe od Wrocławia. Trzeba wziąć pod uwagę, że takie dojeżdżanie na zajęcia w ramach procedury i szkolenia będą utrudnione dla kandydatów. Wiemy dobrze, że nie każdego po prostu na to stać. Jeśli ten region zostanie dorzucony do ośrodka we Wrocławiu ile trzeba będzie czekać na przyjazd pracownika na wywiad środowiskowy? A kto przyjedzie do matki biologicznej chcącej się zrzec praw rodzicielskich? Kto pojedzie dać jej wsparcie, sprawdzić co się faktycznie dzieje w rodzinie? Wiadomo, że ona nie przyjedzie do oddalonego ponad 150 km ośrodka. My tutaj jeździliśmy do nich. Ale też wspieramy rodziny po adopcji, i dorosłych adoptowanych. Prowadzimy akcje poszukiwania korzeni, jeździmy z nimi, poszukujemy, wspieramy. Doskonale wiemy, że to niezbędne dopełnienie, które jest potrzebne do normalnego życia tych ludzi.” – opisuje Babul. W tych słowach nie ma złości, jest żal. Przede wszystkim żal, że musi spojrzeć nie tylko pracownikom, ale rodzinom adopcyjnym prosto w oczy i powiedzieć: już nie mogę wam pomagać. „Jest mi przykro. Rozmawiam z rodzicami, mówią wprost że ośrodek jest ich, przecież to w nim zaczęło się dla nich coś pięknego. Człowiek jest traktowany przedmiotowo, a nie podmiotowo…” podsumowuje Żaneta Babul, dyrektor ośrodka Nadzieja.

Co mówią rodzice?

Nasze dziewczyny w ośrodku są profesjonalnie przeszkolone do przygotowania nas do życia rodzinnego i radzenia sobie w trudnych sytuacjach i jak wyjść z ciężkich sytuacji. Ośrodek powinien istnieć ponieważ pomaga spełnić oczekiwania przyszłych rodziców, długie oczekiwania na spełnienie i żeby wydarzył się cud. Ośrodek ten sprawia, że życie jest warte i ma sens . Mogłam tam ukończyć kurs jako rodzic adopcyjny. A teraz życie jest spełnieniem i toczy się wokół moich dzieci. Warto było szkolić się u super Pani Kasi Sztelmach oraz Żanety Babul. Cieszę się, że taki Ośrodek dał mi szanse na spełnienie się. Wiem że dużo jest małżeństw które są w trakcie adopcji. Ludzie ten Ośrodek tak jak brzmi nazwa to NADZIEJA na lepsze jutro. Dajmy szanse innym, oni tez chcą, żeby odmienić swoje życie dlaczego im utrudniać, skazywać na dłuższe czekanie. Nasz Ośrodek przyspieszy tylko dobro i dzieci szybciej będą w swoich domach. Dlaczego akurat nasz Ośrodek taka piękna nazwa NADZIEJA. Czy to nic nie znaczy? Tyle dzieci odnalazło swój rodzinny dom, tyle rodziców szczęśliwych i spełnionych. Tyle pracy włożonej przez panie, które szkolą. One poświęcały się całym sercem. Swój święty czas poświęcały na załatwianie spraw w sądach zamiast spędzać ten czas z własną rodziną.  – Mama Adopcyjna Małgorzata Stawowa

Ośrodek Adopcyjny Nadzieja to miejsce, które dosłownie daje nadzieję. Nam rodzicom czekającym na wymarzone dziecko i dzieciom na wyczekany dom, ciepło i miłość. Pierwsze spotkanie w ośrodku było pełne emocji. Przed wejściem stres przed nieznanym, a po wyjściu poczucie, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Wszystko dzięki pracownikom, a teraz mogę powiedzieć, że przyjaciołom . Przekraczając próg gabinetu usłyszeliśmy słowa, które rozluźniły cała atmosferę: „Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.” – to było 4 lata temu, ale ja te słowa zapamiętam do końca życia.

„Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.”

Co wyróżnia ten Ośrodek? To właśnie nasze dziewczyny: Kasia, Marysia, Żaneta, Marzena. To one od progu traktują starających się jak przyjaciół i pomagają przejść przez cały proces. Nie jesteśmy dla nich petentami. Godziny spędzone na szkoleniu, nierzadko przepłakane, to jeden z lepszych momentów w naszej drodze do bycia rodzicami. Dziewczyny dały nam nadzieję na pełną rodzinę. I nadzieja stała się dla nas rzeczywistością. Nie odbierajmy tej nadziei następnym. – Mama Adopcyjna Moniak Gudzowska

Nasz Ośrodek (Ośrodek Adopcyjny Nadzieja Jelenia Góra) ma zostać zamknięty… niemożliwe, nieprzemyślane działanie…ten budynek widział każdą naszą łzę, słyszał każdy nasz nawet najcichszy krzyk. Tam zaczęło się nasze prawdziwe życie. Życie nie tylko w pracy na maksymalną ilość godzin na dobę, aby zabić myślenie, ale życie z porannym „Wstawaj Mamusiu”, „kakałeczko”,  z mnóstwem buziaków, z „Kocham Cię” w każdej sekundzie, oczywiście z problemami, ale jakie to problemy (teraz pisze te słowa, a Córeczka na klawiaturę kładzie mi kartkę, bo już za długo nie jestem z nią) . W naszym Ośrodku pracują wspaniałe Osoby, każda z Pań,  nawet przez sekundę nie traktowała swojej pracy jak od 08:00-16:00, w każdej chwili z najmniejszym problemem mogłyśmy się zwrócić do nich do naszych Dziewczyn, nie zapomnę mnóstwa chwil, oczywiście szczególnie tkwi w głowie każdego z nas TEN TELEFON, „jest  dziewczynka” , później pojechaliśmy z naszą Kasia do Maleńkiej i tam płakałyśmy już obie, Kasia powiedziała do mnie „nie płacz” a ja: „czekałam na nią 8 lat” i nie pamiętałabym dokładnie tego momentu gdyby nie mąż. Czy ktoś z podejmujących takie decyzje zastanawiał się nad tym ile może teraz dla nas trwać adopcja, my od momentu zgłoszenia do TEGO telefonu czekaliśmy 1,5 roku, teraz już czas się wydłużył, a jakby nie było naszego Ośrodka to ile 5, czy 8 lat. Nie może się tak stać, że zabiorą nam NASZ Ośrodek, naszą  Nadzieję… jak wtedy będzie wyglądała adopcja… będzie jeden ośrodek we Wrocławiu na cały Dolny Śląsk, jeden. Teraz Dziewczyny brały dokumenty dziecka i wiedziały dokładnie że to ta para, a tam ludzie zaczną być anonimowi, przypiszą nam numery, jak będą nas pamiętać? Jak nam pomogę, jeśli zwrócimy się o pomoc, przecież nas nie znają. Tu w naszym Ośrodku, czuliśmy się jak w rodzinie. Nawet przez sekundę nie wyobrażam sobie aby mogło go nie być… – Mama Adopcyjna Magdalena Kaźmierczak

Z kogo robi się jelenia?

Zastanawiam się do czego to ma prowadzić? Tutaj już nie chodzi o polityczną hipokryzję. Posłowie prześcigają się w polecaniu każdemu adopcji publicznie, ale od zaplecza ją utrudniają. Chętnie zapytałabym kto z posłów chciałby poprowadzić taki ośrodek, chociaż przez rok, za taką kwotę za jaką był finansowany. Ale co dalej? Kto zaopiekuje się ludźmi związanymi z ośrodkiem od 40 lat? To są konkretne życiorysy, sytuacje, niejednokrotnie jedyna wiedza dla ludzi którzy szukają swoich korzeni i którzy potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w roli rodzica adopcyjnego. Trudno w takim momencie nie powiązać faktów takich jak pieniądze na 500+ i brak na utrzymanie ośrodków adopcyjnych. Zapytamy w imieniu ośrodka różnych polityków, kto pomoże? Będziemy informować na bieżąco o tym czego się dowiemy.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę
fot. Fotolia

Włoska rodzina z Trydentu adoptowała 32-latka Białorusina. Niezwykłą historię opisała gazeta Trentino.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11-letni chłopiec z Białorusi po raz pierwszy pojawił się w Trydencie ponad 20 lat temu. Został wysłany do Włoch na leczenie po katastrofie elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Dziecko przez kilka miesięcy przebywało wtedy z bezdzietnym włoskim małżeństwem. Między nimi wytworzyła się na tyle wyjątkowa więź, że od tej pory chłopiec co roku przyjeżdżał do zaprzyjaźnionej pary na wakacje.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Przez kilkanaście lat Włosi byli świadkami, jak chłopiec dorastał i stawał się mężczyzną. Dziś jest już zaręczony i dzięki pracy może często odwiedzać opiekunów. Białorusin jest kierowcą ciężarówki.

Para tak bardzo przywiązała się do mężczyzny, że postanowiła zalegalizować tę relację i usynowić Białorusina. Tym sposobem 32-latek stał się prawnie synem włoskiego małżeństwa.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: handofmoscow.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Adopcja płodu przez telefon? Aplikacja „Adoptuj Życie” nowością w kręgach pro-life

Aplikacja Adoptuj Życie
fot. adoptujzycie.pl

Duchowa adopcja płodu i modlitwa przez dziewięć miesięcy – to propozycja Fundacji Małych Stópek, która wypuściła właśnie na rynek aplikację na smartfony o nazwie Adoptuj Życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aplikacja dostępna jest w dwóch wersjach językowych, korzystać z niej mogą użytkownicy telefonów z systemem Android oraz iOS.

Duchowa Adopcja Dziecka polega na indywidualnej lub publicznej modlitwie wstawienniczej. Przez 9 miesięcy użytkownik aplikacji bierze pod opiekę nieznane, poczęte dziecko, „którego życie jest zagrożone aborcją” – czytamy w opisie.

Osoba podejmująca się takiego zobowiązania przez dziewięć miesięcy odmawia jedną dziesiątkę różańca i modlitwę w intencji duchowo adoptowanego dziecka.

Zobacz także: Modlitwa o dziecko. Czy modlitwa dla starających się o dziecko może pomóc?

Aplikacja Adoptuj Życie – co w niej znajdziemy?

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonie ukazuje się następujący komunikat:

Oto Twój mobilny asystent podjętej przez Ciebie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Będzie Ci towarzyszyć przez 9 miesięcy trwania modlitwy pomagając wywiązać się z Twojego modlitewnego zobowiązania. Za pomocą grafik przedstawiliśmy każdy z 40 tygodni rozwoju prenatalnego dziecka. Dodatkowo zamieściliśmy oryginalne zdjęcia USG oraz echo serca z kolejnych etapów rozwoju. Dzięki temu możesz śledzić wzrost dziecka przez cały czas trwania Duchowej Adopcji i edukować swoje środowisko, jak wygląda człowiek w rozwoju prenatalnym.

Oprócz tych informacji twórcy aplikacji przygotowali również rozważania różańcowe na każdy dzień. Użytkownicy codziennie będą również mogli przeczytać krótki komunikat – myśli dziecka „adekwatne do danego momentu rozwojowego”. Twórcy aplikacji twierdzą, że tego typu komunikaty pomogą uwrażliwić ludzi na poczęte życie.

Zobacz także: Patron niepłodnych. Do których świętych modlić się o ciążę?

Módl się i płać

Oprócz codziennej modlitwy i rozważań różańcowych znajdziemy jeszcze dwie inne zakładki. Jedną z nich jest „Przyrzeczenie”. Użytkownik zobowiązuje się w tym miejscu do codziennej modlitwy o uratowanie życia nienarodzonego dziecka oraz sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

W kolejnej zakładce „Twój Dobry Uczynek” również zobowiązujemy się do codziennej modlitwy, do której dołączyć można dobrowolne postanowienie, np. post, wyrzeczenie, czy uczynek miłosierdzia. Jeżeli użytkownik nie ma pomysłu na dobry uczynek, z pomocą przychodzą twórcy aplikacji.

Na dole strony pogrubionymi literami możemy przeczytać komunikat: „Wystarczy, że wpłacisz 10 zł na konto Fundacji, a za nie zakupione zostanie 20 pieluch jednorazowych i przekazanych dzieciom uratowanym od aborcji”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dlazycia.info/premiera-aplikacji-adoptuj-zycie/

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Dramatyczny apel samotnego staruszka

Staruszek chce, by ktoś go adoptował
fot. Pixabay

„Szukam kogoś, kto mnie adoptuje”. Taki ogłoszenie napisał i wywiesił na przystanku samotny staruszek. Zobacz wzruszający apel nieszczęśliwego człowieka.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak reklamuje sam siebie 85-letni Han Zicheng z Chin, jest silny, może robić zakupy, gotować i umie sam o siebie zadbać.

Mężczyzna zapewnia również, że nie cierpi na żadne chroniczne schorzenia. Zaznacza, że jako były pracownik instytutu badawczego, co miesiąc otrzymuje emeryturę i ma swoje pieniądze.

Zobacz także: Małżeństwo z Włoch adoptowało dorosłego mężczyznę

Staruszek chce, by ktoś go adoptował

Han czuje się bardzo samotny. Jego żona nie żyje, a dzieci wyjechały z rodzinnego domu i zerwały kontakt z ojcem. Staruszek boi się, że umrze samotnie w swoim małym mieszkanku w miejscowości Tianjin.

Han przeżył japońską okupację, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną. Boi się jednak samotności i tego, że nie poradzi sobie w obliczu poważniejszej choroby. Jak mówi, chce mieć kogoś, kto „potrzyma go za rękę, gdy będzie umierał”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.