Przejdź do treści

Adopcja TAK! Ośrodki NIEKONIECZNIE

Ośrodek adopcyjny w Jeleniej Górze będzie zamknięty

Proces adopcyjny jest tak skonstruowany, żeby połączenie dziecka z rodziną było przeprowadzone jak najlepiej pod kątem doboru rodziny do dziecka. Zadanie to realizują ośrodki adopcyjne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

 

W Polsce ośrodków adopcyjnych jest  blisko 70, to dużo mniej niż przed 2012 rokiem. A wygląda na to, że od 2017 roku będzie ich jeszcze mniej.

 

Za przeprowadzanie procedury adopcyjnej odpowiada administracja rządowa (poprzednio powiaty). Wykonanie zostało zlecone samorządom wojewódzkim. Oznacza to, że urzędy marszałkowskie podpisują umowy z ośrodkami na wykonywanie zadań z uchwały*, a finanse przychodzą z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Największa akcja zamykania ośrodków miała miejsce w 2012 roku, kiedy to zastało jasno powiedziane ile adopcji rocznie musi przeprowadzić ośrodek, aby mógł kontynuować swoją działalność. Te które wykazały się minimum 20 adopcjami rocznie, miały podpisane umowy na 5 lat, w zakresie których realizowały wszystkie zadania związane z adopcją.

Po co ośrodek adopcyjny

Mówiąc skrótowo zadania ośrodków adopcyjnych to: wspieranie rodziców, głównie matek biologicznych, które rozważają zrzeczenie praw rodzicielskich, kwalifikowanie dzieci do adopcji, szkolenie i kwalifikowanie kandydatów na rodziców adopcyjnych, dobór rodziny do konkretnego dziecka, wspieranie przyszłych rodziców adopcyjnych w domknięciu formalności, udzielania wsparcia przez cały dalszy okres od zawiązania się rodziny adopcyjnej. Z każdym z tych zadań wiąże się ogrom pracy przygotowawczej, psychologicznej, biurowej (prowadzenie dokumentacji, opracowywanie pism do instytucji), wyjazdów i osobistych spotkań, rozmów, obecności. To bardzo dużo pracy. Oczywiście co do jakości wykonywanej różnie, bo ludzie są tylko ludźmi, zarówno ci w ośrodkach, jak i ci kandydujący na rodziców. Jeszcze się taki nie urodził, co każdemu by dogodził. Jednak biorąc pod uwagę jak wynagradzani są pracownicy ośrodków adopcyjnych, trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć, a co dopiero, żeby miała sens. Tak dużo się mówi o zbyt długim okresie oczekiwania kandydatów na udział w szkoleniu, o wąskim zakresie tematycznym szkoleń, o tym, że na spotkania trzeba czekać tygodniami. Ale tych ludzi, którzy decydują się na pracę w ośrodku jest po prostu mało, a pracują też w określonych godzinach, bo jak każdemu należy się im życie prywatne, którego nie mogą w całości zamienić na godziny nadliczbowe. Niepłatne, jak wiadomo.

 

trudno uniknąć stwierdzenia, że to praca ściśle związana z poczuciem misji. Jednocześnie to praca niezbędna, żeby adopcja miała szansę się wydarzyć

Fakty z życia ośrodków

Ostatnio zawrzało w polityce jeśli chodzi o niepłodność i adopcja chętnie była wyciągana jako argument do „rozwiązania problemu”. Jak wielką jest to bzdurą pisałam dosadnie tutaj. Ale oto ukazuje się naszym oczom kolejny absurd. Skoro adopcja jest tak dobra, i tak chętnie proponowana parom pragnącym dziecka, to należałoby się spodziewać wsparcia systemu realizującego procedury adopcyjne. W normalnym państwie należałoby się spodziewać, że ośrodki adopcyjne dostaną większe dotacje na realizowanie swoich działań, może jakiś komputer, żeby było łatwiej, może odnowienie lokalu, w którym spotykają się kandydaci na szkolenia. Większość budynków urąga cudowi adopcyjnych narodzin, który tak chętnie jest teraz promowany. Może przydałby się samochód na każdy ośrodek, żeby pracownik mógł jak najszybciej pojechać do matki biologicznej, zrzekającej się dziecka, żeby jak najszybciej przeprowadzić obowiązkową wizytę w miejscu zamieszkania kandydatów. Może przydałby się dodatkowy etat, albo i dwa, żeby ośrodki mogły wydłużyć godziny działania. Można organizować więcej grup szkoleniowych, żeby kandydaci, mieli łatwiejszy dostęp do psychologa, który tylko w indywidualnych rozmowach z parą jest w stanie sprawdzić ich autentyczną motywację. A co wydaje się najważniejsze na bazie tej motywacji, pomóc rozszerzyć ich oczekiwania co do dziecka, jakie będą gotowi przyjąć do rodziny. To jest jedyna droga do zwiększenia liczby adopcji, w tym adopcji dzieci starszych czy obarczonych poważnymi dysfunkcjami zdrowotnymi. Tajemnicą przecież nie jest, że takich dzieci adoptować nie chce większość kandydatów. Przeprowadzona kontrola NIK wykazała, że często dokumenty, które objęte są ustawą o ochronie danych nie są należycie chronione w ośrodkach. Ja zapytam, kto zadba o stworzenie odpowiednich warunków do tego zadania? Przeszkolić pracowników z ochrony danych osobowych, zdobyć choćby trochę pieniędzy na zorganizowanie profesjonalnego biura i archiwum. Zadbać o te ośrodki, żeby one mogły zadbać o wszystkich uczestników adopcji.

Tymczasem…

Ośrodki adopcyjne się zamyka! Tak, dosłownie. Gdy  kilka dni temu zgłosiła się do mnie jedna z matek adopcyjnych, potem kolejna, niedowierzałam. Jak to możliwe, że adopcję traktuje się jak rozwiązanie na wszelkie troski starań o dziecko, a zamyka się ośrodki, bez których to rozwiązanie nie ma szans zastosowania. I to zamyka się nie byle jakie ośrodki, bo takie z długą historią.

 

Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach

„Nasz ośrodek działa od 40 lat, adopcje które przeprowadziliśmy liczymy w tysiącach. Obroniliśmy się w 2012 roku, bo mieliśmy wymaganą liczbę adopcji i wtedy została z nami podpisana umowa na 5 lat.” – rzeczowo opisuje Żaneta Babul, dyrektor Ośrodka Adopcyjnego Nadzieja w Jeleniej Górze. To ośrodek niepubliczny, drugi taki w województwie dolnośląskim to Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny we Wrocławiu. Pozostaje jeszcze publiczny Ośrodek Adopcyjny przy Dolnośląskim Ośrodku Polityki Społecznej (DOPS) także we Wrocławiu. Obydwa niepubliczne ośrodki nie mają szansy funkcjonować od roku 2017, ponieważ rząd nie przekaże im żadnych pieniędzy. Już w tej chwili Ośrodek w Jeleniej Górze dowiedział się, że wojewoda nie otrzymał ostatniej transzy jaka powinna zostać przekazana ośrodkom na dokończenie zadania zgodnie z umową do końca 2016 roku.

O jakich pieniądzach mówimy?

„Kwoty jakie do tej pory otrzymaliśmy są najlepszym dowodem tego, że my pracujemy w ośrodku z potrzeby serca. Ale jednak jakieś minimum jest potrzebne. Przyznana 5 lat temu kwota 135 tys. złotych rocznie, nie zmieniła się przez cały ten okres. Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł, a mamy 2 etaty, na których pracują 3 osoby. Przez 5 lat ta sama kwota, ani złotówki więcej, chyba nie muszę mówić, że funkcjonowanie samego biura i opłaty z tym związane jednak się zmieniły w ciągu tych 5 lat. Oczywiście wzrosły.” – dokładnie wylicza dyrektor Żaneta Babul.

Co miesiąc dostawaliśmy niespełna 12 tys. zł

Biorąc pod uwagę ile zadań musi zostać wykonanych w ramach tej kwoty przez ośrodek, właściwie trzeba by uznać, że dotychczasowe działanie było cudem. Dolnośląskie to rozległe obszarowo województwo. Jeśli zostanie tylko publiczny ośrodek we Wrocławiu działanie procedur adopcyjnych i wszystkiego co się z adopcją wiąże będzie poważnie zagrożone. Można powiedzieć, że niektóre rzeczy staną się niemożliwe. „Obsługujemy cały obszar dawnego województwa jeleniogórskiego, m.in. Zgorzelec, Bogatynia, Lubań, Lwówek Śląski, to miejscowości odległe od Wrocławia. Trzeba wziąć pod uwagę, że takie dojeżdżanie na zajęcia w ramach procedury i szkolenia będą utrudnione dla kandydatów. Wiemy dobrze, że nie każdego po prostu na to stać. Jeśli ten region zostanie dorzucony do ośrodka we Wrocławiu ile trzeba będzie czekać na przyjazd pracownika na wywiad środowiskowy? A kto przyjedzie do matki biologicznej chcącej się zrzec praw rodzicielskich? Kto pojedzie dać jej wsparcie, sprawdzić co się faktycznie dzieje w rodzinie? Wiadomo, że ona nie przyjedzie do oddalonego ponad 150 km ośrodka. My tutaj jeździliśmy do nich. Ale też wspieramy rodziny po adopcji, i dorosłych adoptowanych. Prowadzimy akcje poszukiwania korzeni, jeździmy z nimi, poszukujemy, wspieramy. Doskonale wiemy, że to niezbędne dopełnienie, które jest potrzebne do normalnego życia tych ludzi.” – opisuje Babul. W tych słowach nie ma złości, jest żal. Przede wszystkim żal, że musi spojrzeć nie tylko pracownikom, ale rodzinom adopcyjnym prosto w oczy i powiedzieć: już nie mogę wam pomagać. „Jest mi przykro. Rozmawiam z rodzicami, mówią wprost że ośrodek jest ich, przecież to w nim zaczęło się dla nich coś pięknego. Człowiek jest traktowany przedmiotowo, a nie podmiotowo…” podsumowuje Żaneta Babul, dyrektor ośrodka Nadzieja.

Co mówią rodzice?

Nasze dziewczyny w ośrodku są profesjonalnie przeszkolone do przygotowania nas do życia rodzinnego i radzenia sobie w trudnych sytuacjach i jak wyjść z ciężkich sytuacji. Ośrodek powinien istnieć ponieważ pomaga spełnić oczekiwania przyszłych rodziców, długie oczekiwania na spełnienie i żeby wydarzył się cud. Ośrodek ten sprawia, że życie jest warte i ma sens . Mogłam tam ukończyć kurs jako rodzic adopcyjny. A teraz życie jest spełnieniem i toczy się wokół moich dzieci. Warto było szkolić się u super Pani Kasi Sztelmach oraz Żanety Babul. Cieszę się, że taki Ośrodek dał mi szanse na spełnienie się. Wiem że dużo jest małżeństw które są w trakcie adopcji. Ludzie ten Ośrodek tak jak brzmi nazwa to NADZIEJA na lepsze jutro. Dajmy szanse innym, oni tez chcą, żeby odmienić swoje życie dlaczego im utrudniać, skazywać na dłuższe czekanie. Nasz Ośrodek przyspieszy tylko dobro i dzieci szybciej będą w swoich domach. Dlaczego akurat nasz Ośrodek taka piękna nazwa NADZIEJA. Czy to nic nie znaczy? Tyle dzieci odnalazło swój rodzinny dom, tyle rodziców szczęśliwych i spełnionych. Tyle pracy włożonej przez panie, które szkolą. One poświęcały się całym sercem. Swój święty czas poświęcały na załatwianie spraw w sądach zamiast spędzać ten czas z własną rodziną.  – Mama Adopcyjna Małgorzata Stawowa

Ośrodek Adopcyjny Nadzieja to miejsce, które dosłownie daje nadzieję. Nam rodzicom czekającym na wymarzone dziecko i dzieciom na wyczekany dom, ciepło i miłość. Pierwsze spotkanie w ośrodku było pełne emocji. Przed wejściem stres przed nieznanym, a po wyjściu poczucie, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Wszystko dzięki pracownikom, a teraz mogę powiedzieć, że przyjaciołom . Przekraczając próg gabinetu usłyszeliśmy słowa, które rozluźniły cała atmosferę: „Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.” – to było 4 lata temu, ale ja te słowa zapamiętam do końca życia.

„Kochani, najtrudniejszy krok macie za sobą – krok przez drzwi do naszego gabinetu. Teraz rozpoczyna się czas oczekiwania na Wasze szczęście.”

Co wyróżnia ten Ośrodek? To właśnie nasze dziewczyny: Kasia, Marysia, Żaneta, Marzena. To one od progu traktują starających się jak przyjaciół i pomagają przejść przez cały proces. Nie jesteśmy dla nich petentami. Godziny spędzone na szkoleniu, nierzadko przepłakane, to jeden z lepszych momentów w naszej drodze do bycia rodzicami. Dziewczyny dały nam nadzieję na pełną rodzinę. I nadzieja stała się dla nas rzeczywistością. Nie odbierajmy tej nadziei następnym. – Mama Adopcyjna Moniak Gudzowska

Nasz Ośrodek (Ośrodek Adopcyjny Nadzieja Jelenia Góra) ma zostać zamknięty… niemożliwe, nieprzemyślane działanie…ten budynek widział każdą naszą łzę, słyszał każdy nasz nawet najcichszy krzyk. Tam zaczęło się nasze prawdziwe życie. Życie nie tylko w pracy na maksymalną ilość godzin na dobę, aby zabić myślenie, ale życie z porannym „Wstawaj Mamusiu”, „kakałeczko”,  z mnóstwem buziaków, z „Kocham Cię” w każdej sekundzie, oczywiście z problemami, ale jakie to problemy (teraz pisze te słowa, a Córeczka na klawiaturę kładzie mi kartkę, bo już za długo nie jestem z nią) . W naszym Ośrodku pracują wspaniałe Osoby, każda z Pań,  nawet przez sekundę nie traktowała swojej pracy jak od 08:00-16:00, w każdej chwili z najmniejszym problemem mogłyśmy się zwrócić do nich do naszych Dziewczyn, nie zapomnę mnóstwa chwil, oczywiście szczególnie tkwi w głowie każdego z nas TEN TELEFON, „jest  dziewczynka” , później pojechaliśmy z naszą Kasia do Maleńkiej i tam płakałyśmy już obie, Kasia powiedziała do mnie „nie płacz” a ja: „czekałam na nią 8 lat” i nie pamiętałabym dokładnie tego momentu gdyby nie mąż. Czy ktoś z podejmujących takie decyzje zastanawiał się nad tym ile może teraz dla nas trwać adopcja, my od momentu zgłoszenia do TEGO telefonu czekaliśmy 1,5 roku, teraz już czas się wydłużył, a jakby nie było naszego Ośrodka to ile 5, czy 8 lat. Nie może się tak stać, że zabiorą nam NASZ Ośrodek, naszą  Nadzieję… jak wtedy będzie wyglądała adopcja… będzie jeden ośrodek we Wrocławiu na cały Dolny Śląsk, jeden. Teraz Dziewczyny brały dokumenty dziecka i wiedziały dokładnie że to ta para, a tam ludzie zaczną być anonimowi, przypiszą nam numery, jak będą nas pamiętać? Jak nam pomogę, jeśli zwrócimy się o pomoc, przecież nas nie znają. Tu w naszym Ośrodku, czuliśmy się jak w rodzinie. Nawet przez sekundę nie wyobrażam sobie aby mogło go nie być… – Mama Adopcyjna Magdalena Kaźmierczak

Z kogo robi się jelenia?

Zastanawiam się do czego to ma prowadzić? Tutaj już nie chodzi o polityczną hipokryzję. Posłowie prześcigają się w polecaniu każdemu adopcji publicznie, ale od zaplecza ją utrudniają. Chętnie zapytałabym kto z posłów chciałby poprowadzić taki ośrodek, chociaż przez rok, za taką kwotę za jaką był finansowany. Ale co dalej? Kto zaopiekuje się ludźmi związanymi z ośrodkiem od 40 lat? To są konkretne życiorysy, sytuacje, niejednokrotnie jedyna wiedza dla ludzi którzy szukają swoich korzeni i którzy potrzebują wsparcia w odnalezieniu się w roli rodzica adopcyjnego. Trudno w takim momencie nie powiązać faktów takich jak pieniądze na 500+ i brak na utrzymanie ośrodków adopcyjnych. Zapytamy w imieniu ośrodka różnych polityków, kto pomoże? Będziemy informować na bieżąco o tym czego się dowiemy.

Magdalena Modlibowska

Szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” i zastępczyni redaktor naczelnej, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, , prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Kobieta opowiada o hejcie na jej chorego syna

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt
fot. Instagram @ nika_evil_

Rustam to niezwykle radosne dziecko. Jego adopcyjna mama walczy ze stereotypami i negatywnymi komentarzami, z którymi spotkała się po przysposobieniu syna.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nikę Zlobinę na Instagramie śledzi niemal 85 tys. obserwatorów. Jednak jak mówi, ta liczba nie robi na niej wrażenia, a portal znalazła w sieci przez przypadek. Za jego pośrednictwem informuje teraz ludzi, z czym wiąże się adopcja chorego dziecka.

– Przygotowywałam papiery adopcyjne. Zobaczyłam bazę danych ze zdjęciami dzieci i nagle natknęłam się na zdjęcie Rustama – wspomina Nika w rozmowie z „Russia Beyond”. Dziecko nie miało nogi, a jego twarz była zdeformowana.

Aby zachęcić ludzi do adopcji, wolontariusze ośrodka adopcyjnego umieścili na stronie internetowej nagranie tańczącego chłopczyka. Wideo obiegło kraj i zobaczyła je również Nika. Komentarze, które przeczytała pod nagraniem, wywołały w niej smutek i złość.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

„Jeżeli nie ja, to kto?”

– Niektórzy pisali, że „ten dziwak nigdy nie zostanie adoptowany”. Byłam przerażona widząc multum negatywnych komentarzy. Wśród tych ludzi były młode matki z dziećmi – wspomina Nika. To ostatecznie zaważyło na decyzji o adopcji Rustama. – Jeżeli nie ja, to kto? – pomyślała. Tak też zrobiła.

Po pewnym czasie Nika zdecydowała się założyć konto na Intagramie, gdzie opisuje swoje życie z Rustamem. Jej profil to rodzaj pamiętnika, w którym dzieli się przemyśleniami oraz codziennymi troskami i radościami. Chce przede wszystkim pokazać światu, że Rustam, tak jak każde inne dziecko, rozwija się, robi postępy i nie jest dziwakiem.

Nika stara się dotrzeć przede wszystkim do osób zainteresowanych adopcją. Kobieta chce udowodnić, że przysposobienie niepełnosprawnego dziecka może być źródłem radości.

– Wszyscy pragną adoptować przede wszystkim piękne dzieci o blond włoskach, ale kolejka do takich dzieci jest długa. Tymczasem inne maluchy cierpią bez rodziców – podkreśla Nika.

Zobacz także: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Adoptowała chore dziecko, spotkał ją hejt

Pomimo prób uświadamiania społeczeństwa, kobieta wciąż spotyka się z falą hejtu w internecie.
– Gdyby nagle zablokowano moje konto, prawdopodobnie odetchnęłabym z ulgą, ponieważ nie musiałabym czytać masy nienawistnych komentarzy na temat mojego syna – mówi szczerze.

Siłę dają jej jednak pokrzepiające wiadomości od rodziców opiekujących się chorymi dziećmi.  – Jedna kobieta opowiedziała mi, że nie miała odwagi wyjść na zewnątrz z córką chorą na zespół Downa. Przyznała jednak, że moje wpisy dodają jej siły i teraz nie boi się wyjść z dzieckiem na spacer – opowiada Nika.

Kobieta przyznaje, że nie reaguje na natarczywe spojrzenia przechodniów. Do akcji wkracza dopiero, kiedy ktoś obraża jej syna. Pewnego dnia Nika spacerowała z Rustamem w pobliżu przedszkola.
– Zaczęli krzyczeć do niego „ty kaleko!”. Tego nie zamierzałam tolerować. Byłam w szoku – wspomina.

Rustam ma teraz pięć lat, intelektualnie rozwija się prawidłowo, aczkolwiek ma pewne problemy z mową. Czasami dzieci pytają Rustama, co się stało z jego twarzą i nogą, jednak na razie nie potrafi im tego wytłumaczyć. Kiedy chłopiec podrośnie, Nika planuje korzystać z usług psychologa, który pomoże dziecku nauczyć się radzić sobie z negatywnymi reakcjami.

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

fot. Instagram @nika_evil_

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.rbth.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza
fot. Pixabay

Jeśli nie możemy mieć biologicznego potomka, możemy rozważać inne formy pojawienia się dziecka w rodzinie. Możemy zostać rodzicami adopcyjnymi albo zastępczymi. Zarówno rodzina adopcyjna, jak i opiekunowie pieczy zastępczej mogą sprawować prawną opiekę nad dzieckiem innych rodziców biologicznych. Różnice między tymi dwiema instytucjami są jednak zasadnicze.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja, czyli inaczej przysposobienie, to prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne. Procedurę adopcji regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a decyzja ta wiążę się z konsekwencjami prawnymi. Rodzice adopcyjni nabywają bowiem takie same prawa i obowiązki, co rodzice biologiczni. Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza- jakie są podobieństwa i różnice?

Zobacz także: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Kto może zostać rodzicem adopcyjnym?

Rodzicem adopcyjnym może zostać osoba pełnoletnia, która ma pełną zdolność do czynności prawnych. Między przysposabiającym a przysposobionym powinna być również odpowiednia różnica wieku, nie większa niż 40 lat. O adopcję mogą się starać zarówno osoby samotne, jak i małżeństwa (bezdzietne lub posiadające już dzieci).

Adoptować można dziecko, które ma już uregulowaną sytuację prawną, czyli którego rodzice są całkowicie pozbawieni władzy rodzicielskiej lub którzy przed sądem wyrazili zgodę na adopcję.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że dzieci w domach dziecka czekają na kogoś, kto je pokocha, wyrażającemu się czasem w słowach: „nie możesz mieć dziecka – adoptuj”, zostanie rodzicem adopcyjnym nie jest łatwe.

Zobacz także: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Procedura adopcyjna i co dalej?

Aby przysposobić dziecko, należy przejść procedurę adopcyjną, podczas której rodzice muszą m.in. dostarczyć do ośrodka adopcyjnego zaświadczenie o zarobkach i zatrudnieniu, zaświadczenie o niekaralności oraz zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do adopcji. Kandydaci muszą również przejść szkolenie oraz badania psychologiczne, a w miejscu zamieszkania rodziny przeprowadzany jest wywiad środowiskowy.

Dziecko otrzymuje nazwisko po rodzicach adopcyjnych. Do aktu urodzenia w miejscu rodziców naturalnych zostają wpisani rodzice adopcyjni. Jeśli nie jest to sprzeczne z dobrem dziecka, nowi opiekunowie prawni mogą również wnieść o zmianę jego imienia, na ogół dotyczy to małych dzieci.

Wraz z adopcją władza rodzicielska biologicznych rodziców ustaje, wygasają również ich wszystkie uprawnienia wobec dziecka. Gdy adoptowane dziecko skończy 18 lat, może szukać swojej biologicznej rodziny (więcej na ten temat w CHBR nr 6/2018 „Aaaaby poznać swoje korzenie”)

Rodzina adopcyjna nie otrzymuje od państwa żadnych pieniędzy z tytułu adopcji. Mają prawo do korzystania ze świadczeń rodzinnych jak każda inna rodzina (zasiłki, 500+ itp.).

Zobacz także: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Rodzina zastępcza

Rodzina zastępcza to forma opieki nad małoletnim, którego biologiczni rodzice są nieznani lub którym ograniczono władzę rodzicielską (lub jej ich pozbawiono). W praktyce ten pierwszy przypadek występuje niezwykle rzadko, do rodzin zastępczych zwykle trafiają dzieci, których rodzice niewłaściwie zajmowali się dziećmi i zostały im one odebrane (o proponowanych zmianach w rodzicielstwie zastępczym przeczytasz więcej na portalu www.chbr.pl w tekście Natalii Łyczko pt. „Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc”: http://www.chcemybycrodzicami.pl/nowelizacja-ustawy-o-wspieraniu-rodziny-wesprze-rodzicow-przemoc).

Zgodnie z polskim prawem, rodziną zastępczą może zostać małżeństwo lub osoby samotne, które nigdy nie były pozbawione władzy rodzicielskiej i nie są ograniczone w zdolności do czynności prawnych. O ile w przypadku adopcji dziecko przyjmuje nazwisko rodziców adopcyjnych, małoletni przebywający w rodzinie zastępczej pozostaje przy swoim nazwisku.

Rodzice, decydując się na założenie rodziny zastępczej, mogą już mieć dzieci i nie stanowi to przeszkody ani ograniczenia. Tak jak w przypadku rodziców adopcyjnych, kandydaci na rodzinę zastępczą również muszą przejść szkolenie przygotowujące ich do pełnienia tej roli.

Zobacz także: Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Prawa i obowiązki rodziny zastępczej

Obowiązek i prawo wykonania bieżącej pieczy nad dzieckiem umieszczonym w rodzinie zastępczej, jego wychowanie oraz reprezentowanie w dochodzeniu świadczeń alimentacyjnych, należą do rodziny zastępczej. Opiekunowie ponoszą również odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez dziecko pozostające pod ich opieką. Inne obowiązki wynikające z władzy rodzicielskiej należą do rodziców dziecka.

Każde dziecko przebywające pod opieką rodziny zastępczej ma prawo do kontaktu z rodzicami biologicznymi. Częstotliwość kontaktów ustala sąd rodzinny. Biologiczni rodzice dziecka, które przebywa w rodzinie zastępczej, zazwyczaj nadal posiadają władzę rodzicielską, choć ograniczoną. Przy adopcji władza ta ustaje.

Rodzinom zastępczym przydzielany jest również koordynator wyznaczony przez organizatora pieczy zastępczej. Do jego zadań należy m.in. pomoc w realizacji zadań wynikających z pieczy zastępczej, przygotowanie – we współpracy z rodziną – planu pomocy dziecku oraz udzielenie wsparcia pełnoletnim wychowankom rodzinnych form pieczy zastępczej.

Wysokość pomocy pieniężnej dla rodzin zastępczych uzależniona jest od wieku, stanu zdrowia dziecka oraz stopnia pokrewieństwa z opiekunami. W przypadkach szczególnych (np. niepełnosprawność dziecka) świadczenie to może być wyższe.

Dla niektórych par rodzicielstwo zastępcze staje się przepustką do rodzicielstwa w ogóle, a potem czasem do rodzicielstwa adopcyjnego.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.