Przejdź do treści

Adopcja i sztuka

Pokazywanie adopcji światu jest coraz bardziej wyraźne. Do tej pory można było spotkać ją w literaturze w kilku poradnikach lub pamiętnikach. Pojawiła się też w beletrystyce, niemal przypadkowo, jako dyskretne nawiązania do tematu. W tym roku ADOPCJA wkracza na sceny teatru.

„Wieżę z klocków”, czyli książkę Katarzyny Kotowskiej, przeczytałam ponad czternaście lat temu. Usłyszałam o niej w ośrodku adopcyjnym, z trudem zdobyłam stare wydanie. Czytałam i płakałam. Nie zrozumiałam wszystkiego od razu, bo dopiero gdy poznałam pełny smak choroby sierocej, niektóre rzeczy do mnie dotarły. Książka jest napisana w sposób delikatny, artystyczny i emocjonalny, a mi brakowało jasnego, poradnikowego przekazu, dlatego napisałam „Odczarować adopcję”. Czułam, że coś uzupełniam. Po „Wieży z klocków” został we mnie ślad i chęć częstego wracania do emocji autorki, w których odnajdywałam swoje własne. Usłyszałam ostatnio od  Joanny Kawałko, dyrektorki Ośrodka Adopcyjnego Fundacji „Mam Dom”, że „są trzy obowiązkowe lektury dla kandydatów i rodziców adopcyjnych, »Wieża z klocków«, »Odczarować adopcję« i »Dom malowany«.” Tak, to doskonały zestaw.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wieża z klocków w teatrze
Z radością śledziłam i wspierałam powstawanie sztuki opartej na znanej mi tak dobrze „Wieży z klocków”. Pomysł zrodził się blisko rok temu podczas rozmów rodziców adopcyjnych z pracownikami Ośrodka Adopcyjnego „Mam Dom” w Szczecinie. Do rozmów włączyła się aktorka Magdalena Myszkiewicz, która uznała, że emocje wypełniające książkę Kotowskiej można pięknie pokazać na scenie. Ruszyły przygotowania i ciężka praca, czego efekty mogli poznać pierwsi widzowie na prapremierze i premierze sztuki. które odbyły się  24 i 25 czerwca. Sala była pełna, nie tylko widzów, ale też emocji, łez, wzruszenia… Na widowni byli nie tylko rodzice adopcyjni, czy kandydaci na rodziców. Przyszli młodzi ludzie, jeszcze przed myślą o rodzicielstwie, byli nauczyciele, dorośli adoptowani w dzieciństwie. Ważnym elementem po przedstawieniu było spotkanie z udziałem autorki Katarzyny Kotowskiej, aktorki Magdaleny Myszkiewicz oraz Joanny Kawałko z Fundacji „Mam Dom”. Była okazja do dyskusji o jawności adopcyjnej, otwartych rozmowach, skali zjawiska adopcji. Rozmawiano o tym, jak radzą sobie ludzie, którzy dopiero jako dorośli dowiadują się o swoich adopcyjnych narodzinach w rodzinie. O ile łatwiej jest tym, którzy wzrastają w pełnej świadomości swojego pochodzenia.

To ważne, żeby tworzyć przestrzeń do takich rozmów na forum publicznym, bo niestety większość ośrodków kończy wspieranie rodzin adopcyjnych w momencie urzeczywistnienia się adopcji. Jednak wsparcie potrzebne jest potem, wtedy gdy zaczyna się prawdziwa adopcja i życie z nią.

Spektakl „Wieża z klocków” powstał jako koprodukcja trzech instytucji: Teatru Współczesnego w Szczecinie, Fundacji „Mam Dom” oraz Sceny Wspólnej w Poznaniu. A także dzięki tym, którzy wsparli inicjatywę m.in. przez portal wspieram.to. 
„W trakcie sztuki popłynęły mi łzy… Cieszę się, że ona powstała, szkoda że tak późno. Chcę, żeby jak najwięcej ludzi zobaczyło, jak powstaje relacja, która zaczyna się od lęku z jednej i drugiej strony, a poprzez mądrość rodziców i budzące się zaufanie dziecka, tworzy poczucia bezpieczeństwa i czerpanie radości z tej relacji” – powiedziała Joanna Kawałko.

Spektakle będą cyklicznie odbywać się w Szczecinie, w październiku sztuka zawita w Poznaniu. Dzięki pomysłowej konstrukcji scenerii jest możliwość podróżowania ze spektaklem w każde miejsce. Zatem spodziewajcie się zaproszeń z różnych zakątków Polski.
O matko z córką

Temat adopcji porusza też inna sztuka teatralna. „O matko z córką” to autorski monodram napisany przez młodą aktorkę i matkę. Poza realistycznym, ale i zabawnym, przedstawieniem samego porodu, jest dużo innych ciekawych sytuacji rodzicielskich. Miesza się tam eksplozja radości odkrywania macierzyństwa, zderzona z presją oczekiwań narzucanych przez otoczenie.

Nowa sytuacja wymaga, aby kobieta walcząc z wszechobecnymi stereotypami, zredefiniowała dla siebie pojęcie byCIA matką. I, co najtrudniejsze, nie zatraciła siebie, ale stworzyła nową „JA”.

Główny wątek tego spektaklu mówi o porodzie naturalnym i początkach macierzyństwa. Uprzedzono mnie jednak, że będzie też wątek adopcyjny i nie ukrywam, że mimo zainteresowania i zaangażowania z jakim oglądałam spektakl, długo wypatrywałam, kiedy na scenie pojawi się wątek adopcyjny. Pojawił się, i to w bardzo zaskakującym momencie i w zaskakujący sposób, pokazując całkowicie inną, dorosłą perspektywę adopcji. Silnie zaakcentowany został wątek korzeni i dziadków biologicznych, o których tak rzadko mówi się w kontekście adopcji. W rozmowie z twórcami tego monodramu dowiedziałam się, że nie czerpali inspiracji z doświadczania adopcji, ale raczej z poczucia, że ten temat jest w społeczeństwie obecny i warto go pokazać. Adopcja ma w sobie elementy, których doświadczają także ludzie nie związani z nią bezpośrednio – jak chociażby wychowywanie przez innego ojca niż biologiczny.

Ten spektakl również stworzył przestrzeń na dyskusję, w którą chętnie włączali się widzowie. Wzruszeń, emocji, śmiechu i zaciekawienia było dużo. Ale też pytań o to, czym jest adopcja, która w sztuce pojawiła się niespodziewanie i nie była tu główną bohaterką. Śmiało mogę powiedzieć, że taka forma umiejscowienie tego tematu w monodramie, który adopcji bzpośrednio nie dotyczył, jest bardzo udana. Z jednej strony pokazuje trochę inny, powiedziałabym dalszy niż rodzicielski punkt widzenia. Z drugiej strony zestawienie adopcji z biologicznymi narodzinami i macierzyństwem jest bezcennym ukazaniem adopcji jako pełnowartościowego rodzicielstwa. Powiedziałabym zwykłego rodzicielstwa.
Cieszę się, że również spektakl „O matko z córką” może być dostępny dla widzów w całej Polsce, wystarczy zgłosić się do twórców i zorganizować występy w swojej miejscowości. Serdecznie polecam.

Odczarowywanie adopcji

Napisałam swoją książkę, bo bardzo chciałam pokazać prawdziwość adopcji. Jak powiedziała Kawałko, zrobiłam to „uczciwie, w oparciu o prawdę, bez straszenia, ale i bez lukrowania”. Wiedziałam, że taki poradnik jest potrzebny rodzicom i wszystkim kandydatom na rodziców. Od lat książka jest rekomendowana w większości ośrodków adopcyjnych, jako lektury „obowiązkowej”, wraz z „Księgą Adoptowanego Dziecka” (obydwie do kupienia tutaj). Ale dużo ważniejsze jest pokazywanie adopcji innym, tym, którzy jej nie doświadczają, ale którzy mogą spotkać dzieci adoptowane, czy rodziców adopcyjnych wśród swoich znajomych. Chcę, żeby o adopcji mogli słuchać, czytać, dowiadywać się wszyscy. Wtedy wszystkim dzieciom, także moim, łatwiej będzie widzieć w swoich adopcyjnych narodzinach zwyczajność, normalność czy wręcz powszechność.

Obydwa te spektakle realizują taki właśnie plan. Widzami są różni ludzie, często bardzo odlegli od adopcji, czy tematów niepłodności w ogóle. I właśnie w tak piękny, artystyczny sposób mogą poznać to, co dla mnie i dla wielu rodziców nadało sens życiu. Niepłodności nie widać, zdaniem wielu adopcja ją obnaża. A dzięki takim formom, można zarówno niepłodność, jak i adopcję wszystkim przedstawić i wprowadzić na salony.

——————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami”, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Adopcja płodu przez telefon? Aplikacja „Adoptuj Życie” nowością w kręgach pro-life

Aplikacja Adoptuj Życie
fot. adoptujzycie.pl

Duchowa adopcja płodu i modlitwa przez dziewięć miesięcy – to propozycja Fundacji Małych Stópek, która wypuściła właśnie na rynek aplikację na smartfony o nazwie Adoptuj Życie.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aplikacja dostępna jest w dwóch wersjach językowych, korzystać z niej mogą użytkownicy telefonów z systemem Android oraz iOS.

Duchowa Adopcja Dziecka polega na indywidualnej lub publicznej modlitwie wstawienniczej. Przez 9 miesięcy użytkownik aplikacji bierze pod opiekę nieznane, poczęte dziecko, „którego życie jest zagrożone aborcją” – czytamy w opisie.

Osoba podejmująca się takiego zobowiązania przez dziewięć miesięcy odmawia jedną dziesiątkę różańca i modlitwę w intencji duchowo adoptowanego dziecka.

Zobacz także: Modlitwa o dziecko. Czy modlitwa dla starających się o dziecko może pomóc?

Aplikacja Adoptuj Życie – co w niej znajdziemy?

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonie ukazuje się następujący komunikat:

Oto Twój mobilny asystent podjętej przez Ciebie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Będzie Ci towarzyszyć przez 9 miesięcy trwania modlitwy pomagając wywiązać się z Twojego modlitewnego zobowiązania. Za pomocą grafik przedstawiliśmy każdy z 40 tygodni rozwoju prenatalnego dziecka. Dodatkowo zamieściliśmy oryginalne zdjęcia USG oraz echo serca z kolejnych etapów rozwoju. Dzięki temu możesz śledzić wzrost dziecka przez cały czas trwania Duchowej Adopcji i edukować swoje środowisko, jak wygląda człowiek w rozwoju prenatalnym.

Oprócz tych informacji twórcy aplikacji przygotowali również rozważania różańcowe na każdy dzień. Użytkownicy codziennie będą również mogli przeczytać krótki komunikat – myśli dziecka „adekwatne do danego momentu rozwojowego”. Twórcy aplikacji twierdzą, że tego typu komunikaty pomogą uwrażliwić ludzi na poczęte życie.

Zobacz także: Patron niepłodnych. Do których świętych modlić się o ciążę?

Módl się i płać

Oprócz codziennej modlitwy i rozważań różańcowych znajdziemy jeszcze dwie inne zakładki. Jedną z nich jest „Przyrzeczenie”. Użytkownik zobowiązuje się w tym miejscu do codziennej modlitwy o uratowanie życia nienarodzonego dziecka oraz sprawiedliwe i prawe życie po urodzeniu.

W kolejnej zakładce „Twój Dobry Uczynek” również zobowiązujemy się do codziennej modlitwy, do której dołączyć można dobrowolne postanowienie, np. post, wyrzeczenie, czy uczynek miłosierdzia. Jeżeli użytkownik nie ma pomysłu na dobry uczynek, z pomocą przychodzą twórcy aplikacji.

Na dole strony pogrubionymi literami możemy przeczytać komunikat: „Wystarczy, że wpłacisz 10 zł na konto Fundacji, a za nie zakupione zostanie 20 pieluch jednorazowych i przekazanych dzieciom uratowanym od aborcji”.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dlazycia.info/premiera-aplikacji-adoptuj-zycie/

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji?
fot. Fotolia

Być może już wkrótce czas, w którym kobieta będzie mogła wycofać się z decyzji o oddaniu dziecka do adopcji, znacznie się wydłuży. To założenie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem nowelizacji proponowanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej jest to, aby jak najmniej noworodków trafiło do domów dziecka. Trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.

Zgodnie z nowelizacją, kobieta, która zrzeknie się praw po urodzeniu dziecka, będzie musiała potwierdzić swoją decyzję już nie po sześciu tygodniach, ale po 14. W tym czasie może jeszcze zmienić decyzję.

Zobacz także: Powstanie centralny rejestr pieczy zastępczej

Będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? Eksperci krytykują

Pomysł resortu Elżbiety Rafalskiej krytykuje m.in. Anna Krawczak– antropolożka medycyny z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem i ekspertka Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności „Nasz Bocian”.

14 tygodni potrzymamy ciebie i dziecko w zawieszeniu licząc na to, że jednak nie dojdzie do adopcji. W imię twoich praw oczywiście, bo decyzja o oddaniu dziecka na pewno była niesłuszna i wkrótce sama to zrozumiesz – napisała na swoim profilu na Facebooku Anna Krawczak.

Zobacz także: Coraz mniej adopcji efektem wprowadzenia programu 500 plus?

„Wzrośnie popularność porzuceń noworodków”

Krawczak uważa, że decyzja kobiety nie będzie respektowana przez personel medyczny. „Podsumowując, wieszczę, że po wejściu w życie znowelizowanego Krio wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia, bo będzie to wkrótce jedyne miejsce, w którym kobieta będzie mogła zostawić dziecko i uwolnić się w tej sposób od kontroli państwa nad jej życiem – dodała.

Na antenie Radia TOK FM Anna Krawczak podkreślała również, że kobiety, które podjęły decyzję o pozostawieniu dziecka w szpitalu, powinny otrzymać odpowiednią opiekę.

– Ale rozumianą nie jako przymuszanie ich, wywieranie presji np. pod postacią szantażu emocjonalnego, lecz w formie pakietu informacji: co takiej kobiecie przysługuje, pod jakimi warunkami, jaką pomoc może otrzymać. Jeśli ona mówi „nie, dziękuję, moja decyzja została podjęta, chce się tego dziecka zrzec”, to po prostu należy dać jej spokój – powiedziała.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TOK FM

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Skrzynka z rodzinnymi zdjęciami /Ilustracja do tekstu: Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznych krewnych
Fot.: Roman Kraft /Unsplash.com

Jedni chcą poznać biologiczną rodzinę, by odkryć własne korzenie i zlepić swoją historię w całość. Innych popycha ku temu realna potrzeba odnowienia zerwanych więzów lub zadania pytania: „Dlaczego?”, jeszcze inni są do tego zmuszeni przez dramatyczne okoliczności. Niezależnie od powodów, które kierują poszukującymi, proces prowadzący do odkrycia własnej tożsamości jest trudny i wiąże się z niepewnością finału. Dla większości jest jednak niezbędny, by wypełnić luki swojej życiowej układanki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zniesionymi w 2013 r. zastrzeżeniami do przyjętej przez Polskę Konwencji o prawach dziecka, adoptowane dzieci mają obecnie prawo do wiedzy o swoim pochodzeniu. Mimo to uzyskanie tych danych nie jest proste: dokumenty i rejestry dotyczące adopcji są tajne. Osiągnąwszy pełnoletność, adoptowane dziecko może jednak zażądać udostępnienia podstawowych danych o swoich biologicznych rodzicach. Z badań wynika, że decydują się na to setki tysięcy osób w Polsce. Jak wyglądają ich poszukiwania utraconej tożsamości?

Zacznij od urzędu

Choć wiele osób adoptowanych deklaruje silną więź z rodziną adopcyjną, potrzeba poznania swoich korzeni prędzej czy później daje o sobie znać. Jednym wystarczy informacja udzielona przez rodziców adopcyjnych, inni zechcą pójść o krok dalej i skonfrontować się z biologicznymi krewnymi. Rzadko na początku tej drogi wiedzą, gdzie się udać. Dane otrzymane od bliskich są zwykle niepełne, co uniemożliwia poszukującym skuteczny kontakt.

Gdzie zatem skierować pierwsze kroki? Szereg poradników radzi, by udać się do właściwego urzędu stanu cywilnego. Tam pełnoletnia osoba adoptowana, uiściwszy opłatę skarbową (33 zł), powinna wystąpić o wydanie tzw. zupełnego aktu urodzenia. Podstawę prawną do uzyskania tego dokumentu daje § 15 ust. 5. rozporządzenia w sprawie szczegółowych zasad sporządzania aktów stanu cywilnego:

„Na żądanie sądu lub prokuratora albo na wniosek osoby, która wykaże interes prawny, kierownik urzędu stanu cywilnego wydaje z akt zbiorowych zaświadczenie, odpis lub potwierdzoną kserokopię dokumentów znajdujących się w tych aktach. Na wydanym odpisie lub kserokopii dokumentu zamieszcza się adnotację o celu jego wydania”.

Aby sporządzić ten dokument, urząd, w którym poszukujący biologicznych krewnych jest obecnie zarejestrowany, musi uzyskać dane znajdujące się w akcie pierwotnym (sprzed adopcji). To dzięki niemu można poznać m.in. personalia biologicznych rodziców (wraz z dawnym adresem), dane ośrodka adopcyjnego, datę i sygnaturę sprawy o przysposobienie oraz informację, w którym toczyła się ona sądzie. Sąd ten jest ważnym miejscem dla dalszych działań – właśnie w nim często kryje się ostatni ślad przedadopcyjnej historii poszukującego.

Bez obietnicy szczęśliwego zakończenia

Dysponując sygnaturą sprawy, poszukujący swojej biologicznej rodziny ma szanse uzyskać wgląd w akta procesu regulującego jego adopcję (zazwyczaj wystarczy do tego dowód osobisty i poświadczenie przysposobienia). Może w ten sposób poznać przyczyny, które stały za oddaniem go do adopcji, oraz dowiedzieć się, czy ma starsze lub równe wiekiem rodzeństwo. Jeśli zdobyte w ten sposób informacje nie będą wystarczające, można spróbować je uzupełnić, udając się do ośrodka adopcyjnego lub domu dziecka.

Musimy mieć jednak świadomość, że odnalezienie bliskich na podstawie danych uzyskanych tą drogą nie będzie wcale łatwe – w wielu przypadkach rodzice nie będą mieszkać już pod adresem wskazanym w akcie pierwotnym lub w dokumentach ośrodka adopcyjnego. Niejednokrotnie na przestrzeni lat zmienią też stan cywilny, a co za tym często idzie – nazwiska. Dalsze poszukiwania mogą wymagać kontaktu z innymi instytucjami, np. okolicznymi parafiami czy urzędami gminy. Wiele z tego, co usłyszymy, zależy od dobrej woli ich przedstawicieli.

Gdy proces ten przebiegnie bez większych komplikacji, odnalezienie biologicznych bliskich może być momentem niezwykle trudnym – zarówno dla tożsamości poszukującego, kształtowanej na podstawie doświadczeń poadopcyjnych, jak i jego kondycji psychicznej. Wiele z nas buduje w głowie przewidywany scenariusz takiego spotkania, ale rzadko ma on pokrycie w rzeczywistości. Często rodzic czy rodzeństwo okazują się osobami zupełnie różnymi od naszych wyobrażeń. Na taki scenariusz mało kto jest w stanie przygotować się samodzielnie. Przed konfrontacją warto skonsultować się z psychologiem lub osobą bliską, a ostateczne spotkanie odbyć w towarzystwie mediatora.

Jak kamień w wodę

Na trudności możemy napotkać też z powodu realnego braku jakichkolwiek śladów dawnej historii. Dzieje się tak np. w sytuacji, gdy przed laty doszło do nielegalnej adopcji – kiedy rodzice dziecka przekazali je rodzicom adopcyjnym bez pośrednictwa sądu i instytucji publicznych lub dziecko było przedmiotem handlu – wewnątrz szpitala, w którym przyszło na świat, lub poza krajem.

– Z urzędu stanu cywilnego otrzymałam zupełny akt urodzenia, ale nie ma w nim wzmianki o rodzicach biologicznych ani danych o sprawie adopcyjnej. W szpitalnym dokumencie, do którego dotarłam, widnieją zaś dane matki adopcyjnej, nie biologicznej. W tym momencie jestem w martwym punkcie, bo nie wiem gdzie i kogo szukać – pisze p. Monika*.

Dalsze samodzielne poszukiwania mogą być na tym etapie bardzo trudne i wiązać się z wielokrotnym odbijaniem się od drzwi kolejnych instytucji. Niejednokrotnie nawet największe zaangażowanie nie wystarczy, by odnaleźć biologiczną rodzinę. W patowej sytuacji są też osoby poszukujące rodzeństwa, które – podobnie jak oni sami – zostało oddane do adopcji. Przysposobione dzieci otrzymują bowiem nową tożsamość, a polskie prawo (w przeciwieństwie do tego w krajach zachodnich) nie daje możliwości ubiegania się o ich nowe dane.

Natrafiwszy na instytucjonalny mur nie do przebicia, poszukujący często postanawiają ujawnić swoją historię w mediach lub internecie. Na portalach społecznościowych, forach i w lokalnych grupach każdego miesiąca pojawiają się dziesiątki nowych wpisów, a wraz z nimi – dziesiątki nowych historii, próśb o kontakt i związanych z nimi nadziei. Zagadek jest jednak znacznie więcej niż rozwiązań.

Pomoc w poszukiwaniu biologicznej rodziny: Fundacja Zerwane Więzi

Z myślą o tym, by zmienić te proporcje i podać poszukującym pomocną dłoń, przed pięcioma laty powołano Fundację Zerwane Więzi. Prowadzi ją Bożena Łojko, którą do tego typu działalności skłoniła własna niełatwa historia poszukiwań biologicznej rodziny.

Dzięki kompleksowym działaniom, które prowadzi Fundacja, poszukujący mogą skorzystać z pomocy w dotarciu do niezbędnych danych, a także pomocy prawnej (m.in. w pisaniu wniosków do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o udostępnienie informacji z ewidencji PESEL, do domów dziecka i ośrodków adopcyjnych) i psychologicznej.

– Pomagamy w odszukaniu bliskich i ułożeniu swoich emocji – przed odnalezieniem i po odnalezieniu. Pomagamy też w zrozumieniu sytuacji, w jakiej się znalazły się osoby poszukujące – mówi Bożena Łojko.

Z takich form wsparcia skorzystało już 28 tys. osób, a 4,6 tys. z nich odnalazło poszukiwanych bliskich. Kto i kogo zazwyczaj szuka?

– Najczęściej zgłaszają się dorosłe osoby po adopcjach, osoby po domach dziecka czy rodzinach zastępczych. Zgłasza się też druga, biologiczna strona – gdy np. jedno dziecko lub kilkoro rodzeństwa pozostało przy matce – wyjaśnia Bożena Łojko.

Białe plamy w historii

Zdarza się, że powodem poszukiwań jest chęć poznania ewentualnych obciążeń genetycznych lub upewnienia się, że osoba, z którą planujemy się związać, nie jest spokrewniona z poszukującym. Takie obawy pojawiają się często pod wpływem filmów i seriali, w których nie brakuje podobnych wątków. Prezes Fundacji Zerwane Więzi przyznaje, że o pomoc proszą też biologiczni rodzice. Nie zawsze bowiem sami chcieli oddać dziecko – czasem odbierano je w sposób budzący wątpliwości (np. gdy matka była  nieletnia i nie miała zaplecza rodzinnego).

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Przerwane objęcia. Gdy macierzyństwo wyliczane jest w symbolicznych dawkach

Niezależnie jednak od impulsów, które stoją za rozpoczęciem poszukiwań, i strony, która je inicjuje, poznanie własnej historii jest często jak brakujący puzzel w układance. Pozwala odnaleźć cząstkę siebie w drugiej osobie, ale też poznać swoje pochodzenie i tożsamość. Taką potrzebę wyraża większość dorosłych adoptowanych osób. Pragnienia te przypominają o sobie najsilniej w święta – w czasie, który najmocniej kojarzy się z rodziną.

– Okresy świąteczne są znacznie bardziej intensywne w zgłoszenia – przyznaje Bożena Łojko.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rozdzielanie rodzeństw – gdzie są granice adopcji?

Pomoc w poszukiwaniach biologicznej rodziny: prywatny detektyw

Osoby, które podczas swoich poszukiwań biologicznej rodziny natrafiły na szczególnie wiele niewiadomych, zgłaszają się też do prywatnego detektywa. Nie jest to jednak rozwiązanie dla każdego: wiąże się bowiem z wysokimi kosztami (całościowe działania to przeważnie wydatek w wysokości od kilku do kilkunastu tysięcy złotych) i nie zawsze gwarantuje wyczucie – wymagane ze względu na delikatny charakter sprawy.

– Dla detektywów jest to wyłącznie zlecenie klienta do odnalezienia osoby. Nie biorą odpowiedzialności za dalszy ciąg. Niestety, ten dalszy ciąg jest najistotniejszy z punktu widzenia rozwoju i przeżyć osoby poszukującej i odnalezionej – podkreśla Bożena Łojko.

Mimo to chętnych nie brakuje. Jednym z decydujących czynników są bogate kontakty prywatnych detektywów (m.in. z uwagi na przynależność do Światowego Stowarzyszenia Detektywów), co szczególnie istotne w przypadku poszukiwań rodzeństwa z adopcji zagranicznej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że coraz więcej agencji detektywistycznych specjalizuje się właśnie w poszukiwaniach utraconych krewnych. Dlatego to w nich pokładają nadzieje ci, którzy przez długie lata bez skutku usiłują odnaleźć biologiczną rodzinę lub – ze względu na szczególne okoliczności – są zmuszeni do pilnych działań.

ZOBACZ TEŻ: Zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Odnalazła kilkadziesiąt osób!

Po nitce do kłębka

Zenon Zalewski z Biura Detektywistycznego INTER SECURUS przyznaje, że wiele razy był dla swoich klientów ostatnią deską ratunku. Niektóre ze spraw, które prowadził, przypominały wręcz scenariusz filmu sensacyjnego.

– Szczęśliwie zakończyłem poszukiwania biologicznego ojca, który miał stać się dawcą szpiku dla ciężko chorej biologicznej córki, którą oddano do adopcji zaraz po urodzeniu. Zdążyłem – operacja się udała. Satysfakcja ogromna – mówi Zenon Zalewski.

Wykorzystując swoje doświadczenie, wielokrotnie zdołał też odszukać biologicznych rodziców i krewnych swoich klientów, a nawet połączyć drogi rodzeństwa, które przez lata szukało wzajemnie swoich śladów. Co każdego z nich czekało na mecie poszukiwań? Wielu odnalazło ukojenie, zrozumiawszy, skąd pochodzą i jak wyglądał brakujący fragment ich życiorysu. Dla innych spotkanie po latach było tylko wprowadzeniem do dalszego pogłębiania nawiązanej więzi.

Szczęśliwy finał znalazła m.in. historia jednej z kobiet, która z pomocą agencji poznała po latach biologiczną siostrę.

– Były łzy, radość i uściski. Do dzisiaj mają bardzo bliski, prawdziwie rodzinny kontakt i chcą, żeby to trwało wiecznie. Tego im życzę – podkreśla detektyw.

POLECAMY TAKŻE: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Gdy niewiedza jest błogosławieństwem

Ale nie wszystkie poszukiwania biologicznej rodziny kończą się happy endem.

– Doceniając determinację pewnego młodego mężczyzny w poszukiwaniach biologicznej matki, wydatnie mu pomogłem. Spotkanie odbyło się w moim biurze i zakończyło się, niestety, rozczarowaniem. Kobieta wyraziła zainteresowanie jedynie pomocą materialną ze strony syna. Nigdy nie poznała nawet jego aktualnych danych. Nie widziała potrzeby… – mówi detektyw.

Zdarza się jednak, że to właśnie druga strona inicjuje poszukiwania za pomocą prywatnego detektywa. Zenon Zalewski przyznaje, że te sprawy należą do szczególnie trudnych.

– W takich przypadkach najpierw staram się nawiązać kontakt (poprzez ośrodki adopcyjne) z rodzicami, którzy przysposobili dziecko. To konieczne, żeby przekonać się, czy poszukiwana osoba w ogóle wie o swojej adopcji. W podobnych przypadkach, poprzez nieroztropność i brak taktu w postępowaniu, można wyrządzić dziecku i jego adopcyjnym rodzicomwielką, często nieodwracalną krzywdę. A przecież nie o to chodzi – podkreśla Zenon Zalewski.

I zaznacza, że osób małoletnich – które są pod szczególną ochroną prawną – nie poszukuje.

Dojrzeć do poszukiwań

Ale choć sami detektywi zwykle nie podejmują się niezgodnych z prawem poszukiwań, miejscem promującym takie praktyki są ogólnodostępne fora i grupy internetowe. Bez trudu można na nich znaleźć ogłoszenia osób, które prezentują szczegółowe wskazówki poszukiwań nieletnich krewnych, a nawet podpowiadają, jak stosować szantaż i manipulacje wobec ich adopcyjnych bliskich.

Działania te mają na celu wymuszenie spotkania z małoletnim bratem lub siostrą – niezależnie od tego, czy są oni na ten kontakt emocjonalnie gotowi. A takie nadużycia mogą burzyć poczucie bezpieczeństwa dziecka i godzić w jego rozwój psychospołeczny.

– Szukanie dzieci jest postępowaniem wbrew ich woli, dobru i bezpieczeństwu. A jest jeszcze reszta rodziny (adopcyjnej), która także zasługuje na spokój i szacunek. Przecież my, rodzice adopcyjni, zdajemy sobie sprawę , że nasze dziecko będzie być może chciało odnaleźć biologiczną rodzinę. Ale niech zdecyduje o tym wtedy, kiedy do takich poszukiwań będzie gotowe – zaznacza jedna z naszych czytelniczek**.

I dodaje:

– Mój syn ma prawo dojrzeć do gotowości poszukiwań, ma prawo zdecydować: chcę odnaleźć biologiczną rodzinę. Ale ma też prawo zdecydować: nie chcę jej szukać, nie potrzebuję, jest mi dobrze tak, jak żyję. To musi być jego decyzja. I jaka ona nie będzie, otrzyma wsparcie moje i mojego męża.


*Dane osób zostały zmienione.

** Dane do wiadomości redakcji

Źródło: inf. własna, ngo.pl, polityka.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Mistrzyni świata z Biłgoraju – mama SOS wychowała 19 dzieci

Danuta Ulidowicz najdłużej pracująca mama SOS Wioski Dziecięce na świecie – po 34 latach przechodzi na emeryturę. W tym czasie wychowała 19 dzieci. Kobieta z mianem „mistrzyni świata”: zastąpiła niezastąpionych… dzieciom rodziców.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce pomaga dzieciom opuszczonym i osieroconym. Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w których mieszkają rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz 6 – 8 powierzonych ich opiece dzieci, którymi nie mogli opiekować się rodzice biologiczni.

– Początkowo przepisy były dość restrykcyjne i często rodzicem SOS były samotne osoby, które nie mogły mieć albo po prostu nie miały swoich dzieci – Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy  Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce. – Teraz to się bardzo zmieniło i rodzicami też są pary, które  tworzą wspólnie rodziny.

W Polsce funkcjonują cztery takie wioski w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie.

Jak została mamą dla gromadki „nieswoich dzieci”

Danuta Ulidowicz do stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce trafiła jako młoda dwudziestoparoletnia osoba. I jak sama mówi znalazła tu wszystko…

– Z chwilą, kiedy tu się zatrzymałam, okazało się, że to jest to… wszystko, czego w życiu szukałam – mówi Danuta Ulidowicz, najdłużej pracująca Mama SOS na świecie. 

Oczywiście nie obyło się na początku bez lęku i wątpliwości…

– Zastanawiałam się, jaka odpowiedzialność na mnie spada. Czy będę umiała zastąpić dzieciom matkę, sprawić, by czuły się bezpieczne, kochane. Czy ja sobie poradzę? – mówiła Danuta Ulidowicz wspominając początki swojej pracy w roli Mamy SOS.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, co ją czeka. Ale wielkie serce, wrażliwość na drugiego człowieka i pogoda ducha sprawiły, że w ciągu 34 lat pracy jako Mama SOS wychowała 19 dzieci.

– Pamiętam, kiedy przyszło do mnie pierwsze dziecko. Chłopczyk 2,5 roku. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, jak to będzie – opowiada pani Danuta. –  A poszło zupełnie spontanicznie. Po prostu otworzyłam ręce do niego, powiedziałam „chodź do mamy” i on przyszedł, przytulił się i tak się zaczęło moje matkowanie.

Każdy z jej podopiecznych to osobna historia. Każdy z nich w momencie przyjścia do domu w Wiosce SOS w Biłgoraju miał za sobą traumatyczne przejścia, został zraniony przez najważniejsze osoby w życiu, które powinny dbać o nie, kochać i wychowywać. Teraz, już jako dorośli ludzie, mają swoje rodziny, dobrze radzą sobie w życiu (najstarszy podopieczny pani Danusi ma dziś ponad 40 lat, najmłodszy 14). Jak sami przyznają – to zasługa Pani Danusi, która zastąpiła im tych, których zastąpić się nie da – rodziców.

– To, jakim jestem człowiekiem, to jej zasługa. Pokazała mi wartości, jakie są w życiu ważne: rodzina i miłość. Nauczyła, że w życiu nie można się poddawać. – mówi Mateusz Pobrotyn, jeden z podopiecznych pani Danusi.

Mistrzyni świata, jest dla wielu wzorem

Tę samą naukę Danuta Ulidowicz przekazuje także nowym Rodzicom SOS, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Uczy, że po trudnych chwilach zawsze wychodzi słońce i na te momenty warto czekać, niezależnie od tego, ile czasu minie, nim nadejdą.
– Pani Danusia jest naszą bohaterką, naszą Mistrzynią Świata i inspiracją do działania. Jej historia pokazuje, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić się dla potrzebujących dzieci. To piękna historia, którą należy się dzielić – mówi Barbara Rajkowska, dyrektor krajowy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Właśnie dlatego powstał krótki reportaż zatytułowany „Mistrzyni Świata” opowiadający o pracy i misji pani Danusi w roli Mamy SOS. 17 kwietnia w warszawskiej Kinotece odbyła się jego prapremiera połączona z pożegnaniem odchodzącej na emeryturę Pani Danusi.

– Mamy nadzieję, że tak jak inspirowała nas, tak zainspiruje kogoś, kto obejrzy jej historię. Może ktoś dzięki niej pomyśli, że też może stworzyć dom dla zranionych dzieci – podkreśla Barbara Rajkowska.

Podczas spotkania wzruszeniom, łzom i wspomnieniom nie było końca. Danuta Ulidowicz zapytana o to, co teraz będzie robić na emeryturze odpowiada:

Matką nie przestaje się być nigdy. Mam 19 dzieci a teraz mam jeszcze wnuki – mówi z uśmiechem na ustach i spokojem Mama SOS. – Ale też zamierzam mieć czas dla siebie. Może wybiorę się na Uniwersytet Trzeciego Wieku i na pewno będę podróżować.
Pani Danuta w pierwsza podróż wybierze się szybciej niż myślała. Wycieczkę ufundował jej partner strategiczny SOS Wiosek Dziecięcych –  firma Kaufland.

 

Jak zostać Rodzicem SOS?

Jeżeli pomoc dzieciom pozbawionym opieki i ciepła rodzinnego jest Twoim życiowym powołaniem, podejmij pracę jako wychowawca pełniący rolę rodzica w SOS Wioskach Dziecięcych. Możesz zapewnić gromadce osieroconych dzieci ciepły i bezpieczny Dom oraz szczęśliwe dzieciństwo. Napisz do nas lub zadzwoń i dowiedz się więcej.Telefon: 22 460 92 51. Email: rodzice@sos-wd.org

Stowarzyszenie prowadzi już trzecią edycję kampanii rekrutacyjnej „Szukamy Rodziców SOS”, tym razem pod hasłem „Zastępujemy Niezastąpionych”. Więcej informacji o kampanii na stronie: www.rodzicesos.org

Jak wesprzeć działanie Stowarzyszenia Wioski SOS

Pozostanie rodziną zastępczą, to nie jedyny sposób, by wesprzeć działalność SOS Wiosek Dziecięcych, zwłaszcza teraz, w okresie rozliczania się z podatku dochodowego. Wystarczy przekazać 1%, by pomóc tworzyć dom dla potrzebujących dzieci. Więcej informacji na stronie: www.dziecisos.org

KRS 0000 056 901

CIEKAWOSTKA:

Powojenna historia powstania wiosek dla osieroconych dzieci

Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jest częścią międzynarodowej organizacji SOS Children’s Villages, obecnej w 135 krajach świata od ponad 65 lat.

Stowarzyszenie pomaga dzieciom w Polsce i w Kamerunie.

Pierwsza SOS Wioska Dziecięca powstała w 1949 roku w Austrii. Została założona dla dzieci osieroconych podczas II wojny światowej przez Hermanna Gmeinera. 

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.