Przejdź do treści

Adopcja i sztuka

fot-piotr-nykowski-42.jpg

Pokazywanie adopcji światu jest coraz bardziej wyraźne. Do tej pory można było spotkać ją w literaturze w kilku poradnikach lub pamiętnikach. Pojawiła się też w beletrystyce, niemal przypadkowo, jako dyskretne nawiązania do tematu. W tym roku ADOPCJA wkracza na sceny teatru.

„Wieżę z klocków”, czyli książkę Katarzyny Kotowskiej, przeczytałam ponad czternaście lat temu. Usłyszałam o niej w ośrodku adopcyjnym, z trudem zdobyłam stare wydanie. Czytałam i płakałam. Nie zrozumiałam wszystkiego od razu, bo dopiero gdy poznałam pełny smak choroby sierocej, niektóre rzeczy do mnie dotarły. Książka jest napisana w sposób delikatny, artystyczny i emocjonalny, a mi brakowało jasnego, poradnikowego przekazu, dlatego napisałam „Odczarować adopcję”. Czułam, że coś uzupełniam. Po „Wieży z klocków” został we mnie ślad i chęć częstego wracania do emocji autorki, w których odnajdywałam swoje własne. Usłyszałam ostatnio od  Joanny Kawałko, dyrektorki Ośrodka Adopcyjnego Fundacji „Mam Dom”, że „są trzy obowiązkowe lektury dla kandydatów i rodziców adopcyjnych, »Wieża z klocków«, »Odczarować adopcję« i »Dom malowany«.” Tak, to doskonały zestaw.

Wieża z klocków w teatrze
Z radością śledziłam i wspierałam powstawanie sztuki opartej na znanej mi tak dobrze „Wieży z klocków”. Pomysł zrodził się blisko rok temu podczas rozmów rodziców adopcyjnych z pracownikami Ośrodka Adopcyjnego „Mam Dom” w Szczecinie. Do rozmów włączyła się aktorka Magdalena Myszkiewicz, która uznała, że emocje wypełniające książkę Kotowskiej można pięknie pokazać na scenie. Ruszyły przygotowania i ciężka praca, czego efekty mogli poznać pierwsi widzowie na prapremierze i premierze sztuki. które odbyły się  24 i 25 czerwca. Sala była pełna, nie tylko widzów, ale też emocji, łez, wzruszenia… Na widowni byli nie tylko rodzice adopcyjni, czy kandydaci na rodziców. Przyszli młodzi ludzie, jeszcze przed myślą o rodzicielstwie, byli nauczyciele, dorośli adoptowani w dzieciństwie. Ważnym elementem po przedstawieniu było spotkanie z udziałem autorki Katarzyny Kotowskiej, aktorki Magdaleny Myszkiewicz oraz Joanny Kawałko z Fundacji „Mam Dom”. Była okazja do dyskusji o jawności adopcyjnej, otwartych rozmowach, skali zjawiska adopcji. Rozmawiano o tym, jak radzą sobie ludzie, którzy dopiero jako dorośli dowiadują się o swoich adopcyjnych narodzinach w rodzinie. O ile łatwiej jest tym, którzy wzrastają w pełnej świadomości swojego pochodzenia.

To ważne, żeby tworzyć przestrzeń do takich rozmów na forum publicznym, bo niestety większość ośrodków kończy wspieranie rodzin adopcyjnych w momencie urzeczywistnienia się adopcji. Jednak wsparcie potrzebne jest potem, wtedy gdy zaczyna się prawdziwa adopcja i życie z nią.

Spektakl „Wieża z klocków” powstał jako koprodukcja trzech instytucji: Teatru Współczesnego w Szczecinie, Fundacji „Mam Dom” oraz Sceny Wspólnej w Poznaniu. A także dzięki tym, którzy wsparli inicjatywę m.in. przez portal wspieram.to. 
„W trakcie sztuki popłynęły mi łzy… Cieszę się, że ona powstała, szkoda że tak późno. Chcę, żeby jak najwięcej ludzi zobaczyło, jak powstaje relacja, która zaczyna się od lęku z jednej i drugiej strony, a poprzez mądrość rodziców i budzące się zaufanie dziecka, tworzy poczucia bezpieczeństwa i czerpanie radości z tej relacji” – powiedziała Joanna Kawałko.

Spektakle będą cyklicznie odbywać się w Szczecinie, w październiku sztuka zawita w Poznaniu. Dzięki pomysłowej konstrukcji scenerii jest możliwość podróżowania ze spektaklem w każde miejsce. Zatem spodziewajcie się zaproszeń z różnych zakątków Polski.
O matko z córką

Temat adopcji porusza też inna sztuka teatralna. „O matko z córką” to autorski monodram napisany przez młodą aktorkę i matkę. Poza realistycznym, ale i zabawnym, przedstawieniem samego porodu, jest dużo innych ciekawych sytuacji rodzicielskich. Miesza się tam eksplozja radości odkrywania macierzyństwa, zderzona z presją oczekiwań narzucanych przez otoczenie.

Nowa sytuacja wymaga, aby kobieta walcząc z wszechobecnymi stereotypami, zredefiniowała dla siebie pojęcie byCIA matką. I, co najtrudniejsze, nie zatraciła siebie, ale stworzyła nową „JA”.

Główny wątek tego spektaklu mówi o porodzie naturalnym i początkach macierzyństwa. Uprzedzono mnie jednak, że będzie też wątek adopcyjny i nie ukrywam, że mimo zainteresowania i zaangażowania z jakim oglądałam spektakl, długo wypatrywałam, kiedy na scenie pojawi się wątek adopcyjny. Pojawił się, i to w bardzo zaskakującym momencie i w zaskakujący sposób, pokazując całkowicie inną, dorosłą perspektywę adopcji. Silnie zaakcentowany został wątek korzeni i dziadków biologicznych, o których tak rzadko mówi się w kontekście adopcji. W rozmowie z twórcami tego monodramu dowiedziałam się, że nie czerpali inspiracji z doświadczania adopcji, ale raczej z poczucia, że ten temat jest w społeczeństwie obecny i warto go pokazać. Adopcja ma w sobie elementy, których doświadczają także ludzie nie związani z nią bezpośrednio – jak chociażby wychowywanie przez innego ojca niż biologiczny.

Ten spektakl również stworzył przestrzeń na dyskusję, w którą chętnie włączali się widzowie. Wzruszeń, emocji, śmiechu i zaciekawienia było dużo. Ale też pytań o to, czym jest adopcja, która w sztuce pojawiła się niespodziewanie i nie była tu główną bohaterką. Śmiało mogę powiedzieć, że taka forma umiejscowienie tego tematu w monodramie, który adopcji bzpośrednio nie dotyczył, jest bardzo udana. Z jednej strony pokazuje trochę inny, powiedziałabym dalszy niż rodzicielski punkt widzenia. Z drugiej strony zestawienie adopcji z biologicznymi narodzinami i macierzyństwem jest bezcennym ukazaniem adopcji jako pełnowartościowego rodzicielstwa. Powiedziałabym zwykłego rodzicielstwa.
Cieszę się, że również spektakl „O matko z córką” może być dostępny dla widzów w całej Polsce, wystarczy zgłosić się do twórców i zorganizować występy w swojej miejscowości. Serdecznie polecam.

Odczarowywanie adopcji

Napisałam swoją książkę, bo bardzo chciałam pokazać prawdziwość adopcji. Jak powiedziała Kawałko, zrobiłam to „uczciwie, w oparciu o prawdę, bez straszenia, ale i bez lukrowania”. Wiedziałam, że taki poradnik jest potrzebny rodzicom i wszystkim kandydatom na rodziców. Od lat książka jest rekomendowana w większości ośrodków adopcyjnych, jako lektury „obowiązkowej”, wraz z „Księgą Adoptowanego Dziecka” (obydwie do kupienia tutaj). Ale dużo ważniejsze jest pokazywanie adopcji innym, tym, którzy jej nie doświadczają, ale którzy mogą spotkać dzieci adoptowane, czy rodziców adopcyjnych wśród swoich znajomych. Chcę, żeby o adopcji mogli słuchać, czytać, dowiadywać się wszyscy. Wtedy wszystkim dzieciom, także moim, łatwiej będzie widzieć w swoich adopcyjnych narodzinach zwyczajność, normalność czy wręcz powszechność.

Obydwa te spektakle realizują taki właśnie plan. Widzami są różni ludzie, często bardzo odlegli od adopcji, czy tematów niepłodności w ogóle. I właśnie w tak piękny, artystyczny sposób mogą poznać to, co dla mnie i dla wielu rodziców nadało sens życiu. Niepłodności nie widać, zdaniem wielu adopcja ją obnaża. A dzięki takim formom, można zarówno niepłodność, jak i adopcję wszystkim przedstawić i wprowadzić na salony.

——————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie „Chcemy Być Rodzicami”, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów dot. adopcji, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Męski zegar biologiczny – 40-stka zmniejsza szansę na bycie tatą nawet o 1/3

zegar biologiczny

W kontekście płodności mówi się przede wszystkim o kobiecym, głośno tykającym zegarze biologicznym. Coraz częściej eksperci ostrzegają także mężczyzn, który przekładając ojcostwo na tzw. „później”, zmniejszają swoje szanse o nawet 1/3. Co jest wskazywane jako powód? Jednym z argumentów są pojawiające się z wiekiem uszkodzenia DNA spermy, które mogą skutkować także innymi problemami.

Amerykańskie badania wskazują, że u mężczyzn w przedziale wiekowym 40-42 lata, których partnerka nie przekroczyła 30-ego roku życia, średni współczynnik urodzeń wynosi 46 proc. Dla porównania, u mężczyzn w wieku 30-35 lat, wynosi on 73 proc. Dane wskazały też, iż w przypadku par starających się o dziecko dzięki metodzie in vitro, kobiety mają większe szanse na zostanie matkami jeśli ich partner jest w tym samym wieku lub jest od nich młodszy, o czym donosi „Daily Mail”.

Skąd takie wnioski? Naukowcy przeanalizowali dane 7,753 par, które pojawiły się w latach 2000-2014 w bostońskiej klinice. Jeden z brytyjskich profesorów skomentował wyniki: „Ze społecznego punktu widzenia, widzę w tym wartość nie tylko w doradztwie parom, które mają sięgnąć po techniki wspomagające rozród, ale może to być także pomocne kobietom w zachęceniu partnerów do podjęcia odpowiednich kroków” – czytamy.

Nawiązując do ewentualnych mutacji w plemnikach: „Wykazano, że u potomstwa mężczyzn zostających tatą po 45 roku życia, dwukrotnie wzrosło ryzyko psychoz (będących jednym z objawów schizofrenii), zauważono trzykrotnie większe ryzyko autyzmu, a także trzynastokrotnie większe ryzyko ADHD” – pisaliśmy w naszym portalu. Z drugiej jednak strony, eksperci wskazują także na działanie ochronne dla psychiki dziecka, jakie przynosi dojrzalszy wiek ojca. Warto wziąć pod uwagę napływające doniesienia. 

Więcej o wieku i płodności:

Dlaczego płodność kobiet z wiekiem maleje? Poznaj najnowsze doniesienia ekspertów!

Wiek mężczyzny a płodność – nowe badania

Płodność a wiek mężczyzny

 

Źródło: Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Grunt to wierzyć, że się uda! Maria: „Musiałam przejść tę drogę, by teraz unosić się radością z naszym małym skarbem”

Fot. archiwum prywatne Marii
Fot. archiwum prywatne Marii

Lata starań o upragnione dziecko, siedem poronień, setki badań – doświadczeniem, które ma za sobą Maria, spokojnie można obdzielić kilka osób. Pomimo trudów zawsze była w niej jednak nadzieja, że będzie najlepszą mamą na świecie! Wierzyła w to nie tylko ona, ale też jej bliscy i lekarka, która stanęła na ich drodze.

Starania o dziecko – droga, której nie znamy

Wszystko rozpoczęło się przed siedmioma laty, kiedy to Maria i Grzegorz rozpoczęli swoje starania. Okazało się to być jednak znacznie trudniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. W całej mojej historii przeszłam siedem poronień. Pierwsze miało miejsce w 2010 roku. Kolejne były niemal co roku, zazwyczaj na wiosnę. Jednego roku zdarzyły się dwa: wiosną i jesienią – opowiada Maria, która starała się szukać pomocy u doświadczonych lekarzy.

Specjaliści nie umieli jej jednak pomóc, a tempo życia nie działało na korzyść przyszłej mamy: „Gdy okres się opóźniał zaraz robiłam testy ciążowe i badanie Beta HCG. Starałam się też o wolne w pracy, żeby móc przeleżeć najcięższy początek ciąży. Zawsze jednak trzeba było coś zakończyć, przekazać. Był stres i dużo jazdy samochodem” – opowiada o swojej ówczesnej pracy Maria, która zajmowała w tym czasie kierownicze stanowisko.

Pomimo dużego wysiłku wkładanego w starania, nikt nie mógł znaleźć przyczyny, dlaczego wciąż i wciąż dochodzi poronień. „Podczas ostatniej utraty ciąży usłyszałam w szpitalu, że nie umieją mi pomóc i nadaję się tylko do leczenia klinicznego.  Usłyszałam również, że jeśli nie mam wykonanych badań za 1500 złotych, to co ja tu w ogóle robię… Załamałam się wtedy” – mówi Marysia. Pomimo skrupulatnych obserwacji cyklu, testów owulacyjnych, leków, zabiegowi udrożniania jajowodów oraz wielu innych badań, co i rusz przychodziła kolejna strata.

Nowy początek

Z jednej strony było to dla Marii dobijające, z drugiej pojawiała się motywacja do dalszej walki. Kobieta starała się przypominać sobie, że przecież będzie najlepszą mamą na świecie – musi się udać! „W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę. Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5-10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla Marysia.

Wiosną miał odbyć się zabieg histeroskopii, ale pojawiła się siódma ciąża. Niestety w dniu wyznaczonej wizyty kontrolnej Maria wylądowała w szpitalu. „Zabieg musiałyśmy przełożyć o trzy miesiące. Choć wiedziałam, że będzie ze mną w klinice mąż i wykonywać będzie go pani Kasia, bardzo się bałam” – zabieg okazał się być jednak niezwykle potrzebny. „Dowiedziałam się, że moja macica była w złym stanie. Cała w zrostach i pajęczynach zrostowych po wcześniejszych poronieniach” – dodaje Maria.

Histeroskopia miała być powtórzona kilka miesięcy później. W tym czasie nastąpiły duże zmiany w życiu zawodowym, pojawiło się więcej czasu na relaks i kontakt z bliskimi. Myśli o dziecku zeszły na dalszy plan, a celem na tamten moment stało się leczenie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej: „13-ego  września, to był wtorek, powinnam była już mieć okres. Uznałam więc, że zrobię test. Chociaż pewnie i tak nic z tego nie będzie, a tu… dwie kreski! Wystraszyłam się i stwierdziłam, że chyba test był zepsuty. W środę wykonałam kolejny i u po 40-stu sekundach pojawiły się dwie wyraźne krechy! Uznałam jednak, że na badanie Bety HCG tym razem nie pójdę. Nie chciałam się stresować, a na piątek i tak miałam umówione spotkanie z lekarzem. Na wizycie była już tylko ogromna radość. Zarówno moja, jak i Pani Kasi. Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!” – wciąż słychać w Marii ogrom pozytywnych emocji!

Karuzela przeżyć

Jednak w czasie przedłużających się starań emocji jest znacznie więcej, i to nie tylko tych pozytywnych. Silny stres wpływa też na związek: „Na całe szczęście nie pojawiło się u nas wzajemne obwinianie. Mąż także musiał wykonać badania, zależało mu tak samo bardzo, jak i mnie. W związku staraliśmy się wspierać. Grześ zawsze był ze mną na wszystkich zabiegach i badaniach” – opowiada Maria, ale dodaje przy tym, że chwile zmęczenia dały im w kość. Ciężko bywało też w relacjach z dalszą rodziną. „Mama, siostra, ciocie i kuzynki zawsze mnie wspierały i nie naciskały. Mama dużo się modliła, żeby nam się w końcu udało. Niestety zdarzały się też komentarze: „I co, znów straciłaś?” – to bolało. Łzy same cisnęły się wtedy do oczu i nie umiałam przestać płakać. Nie chciałam jednak, aby ktoś widział moją słabość, bezradność i ogrom bólu” – mówi Maria.

Automatycznie wręcz pojawia się wtedy pytanie, czy nie było myśli o poddaniu się i zrezygnowaniu ze starań. Co może wtedy podtrzymywać nadzieję? „We mnie podtrzymywały ją wiara, słowa przyjaciół i rodziny, że będę najlepszą mamą. Dużo dała mi też lekarka. Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc” – podkreśla szczęśliwa dziś mama.

Antoś ma już  kilka miesięcy. Niby mały człowiek, a tak wiele zmienił: „Zauważyłam, że jestem teraz bardziej uczuciowa i silniej przeżywam emocje. Wiem i widzę jakie posiadamy szczęście. Jestem dumna jak mówię o sobie „mamusia”. Wierzę, że drogą przez którą musiałam przejść – upadki i dołki – były potrzebne po to, żeby teraz unosić się szczęściem i radością z naszym małym skarbem” – mówi Maria i dodaje, że dziś podjęłaby takie same kroki. Pomimo trudów i bólu wierzy, że warto walczyć do końca.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

4 składniki, które warto suplementować w czasie starań – poznaj porady lekarza

suplementacja w czasie starań o dziecko

Jałowa żywność, szybki tryb współczesnego życia, stres, mało ruchu na świeżym powietrzu – wszystko to wpływa na niedobory witaminowe, które ma niemal każdy z nas. Szczególnie w czasie planowania ciąży i starań o dziecko warto zadbać o uzupełnienie podstawowych składników.

Dlaczego właśnie wtedy? Bowiem dieta uboga w witaminy i mikroelementy wpływa szkodliwie nie tylko na zdrowie rodziców, ale także ich przyszłych dzieci. Co więcej, oddziałuje również na kolejne pokolenia! Mówi o tym dziedzina nauki nazywana epigenetyką, czyli programowanie żywieniowe: „Są badania wskazujące na to, że jeżeli kobieta w ciąży źle się odżywia, nie bierze witamin, to wpływa na zdrowie nie tylko swojego dziecka, ale także kolejnych pokoleń, czyli wnuków. Dobre odżywianie obniża tendencję u dzieci do cukrzycy, miażdżycy, nadciśnienia, czy choroby niedokrwiennej serca. Co więcej, branie odpowiednich witamin wpływa na nasze geny” – mówi w rozmowie z nami dr n. med. Beata Makowska, specjalista ginekolog-położnik z Kliniki leczenia niepłodności InviMed w Gdyni.

Nasze ekspertka jest zwolenniczką wprowadzania witamin do diety swoich pacjentów. Co jest szczególnie ważne?

Oto 4 składniki, które warto suplementować:
1. Witamina D

Witamina D jest jedną niewielu witamin, które potrafimy produkować sami pod wypływem promieni słonecznych, ale mieszkamy w takim klimacie, gdzie dni słonecznych jest mało. Swego czasu badałam wszystkie trafiające do mnie kobiety właśnie pod tym kątem. Sto procent z nich miało olbrzymie niedobory witaminy D. Jest to niezwykle ważne, bowiem to nie tylko witamina, która wpływa na wchłanianie wapnia i odkładanie się go w kościach, czy w zębach, co jest bardzo ważne w ciąży, przed ciążą i dla małego dziecka. Wpływa ona także na naszą odporność i pomaga chronić przed wystąpieniem nowotworów” – podkreśla dr Makowska.

Co więcej, witamina D zmniejsza też ryzyko wystąpienia wcześniejszej menopauzy, o czym pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Jest to niezwykle ważne, bowiem jak wskazują niektóre dane, około 10 proc. kobiet przechodzi menopauzę już przed 45. rokiem życia.

2. Kwas foliowy

Największe zapotrzebowanie na kwas foliowy mają kobiety w ciąży, ale warto zacząć suplementować go już wcześniej. Warto jednak wiedzieć, jak to robić: „Dużo osób wie, że kwas foliowy trzeba  suplementować, ponieważ jest to witamina zmniejszająca prawdopodobieństwo wystąpienia wad płodu. Jednak już mało kto wspomina o tym, że jest to witamina z grupy B. Witaminy z grupy B lubią  działać „grupowo”. Biorąc kwas foliowy powinno się tak naprawdę przyjmować witaminę B complex, ponieważ obecność kilku witamin z tej grupy zapewnia im lepsze wchłanianie” – słyszymy od dr Makowskiej.

3. Jod

„Jod to mikroelement, którego głównym zadaniem jest regulowanie hormonów tarczycy – na ten cel jest przeznaczanych około 70-80% jodu przyjmowanego z pokarmem” – pisaliśmy w naszym portalu. Podobny wpływ jodu na zdrowie podkreśla ekspertka: „Chodzi tu przede wszystkim o tarczycę, której nieprawidłowe działanie sprawia, że problemy ma cały organizm. Rzadko się o tym mówi, ale jod jest niezwykle potrzebny między innymi jajnikom i piersiom. Co ważne, jest to kolejny składnik, którego wszyscy mamy niedobory” – słyszymy.

4. Cholina

Jest to związek chemiczny niezwykle ważny dla kobiet w ciąży. Pomaga w prawidłowym rozwoju dziecka, ale wpływa też na zdrowie kobiety. „Cholina to także witamina z grupy  B – witamina B4. Wpływa na rozwój łożyska, jego czynność hormonalną, rozwija mózg płodu, wpływa na jego pamięć i oczywiście pomaga także zdrowiu mamy” – mówi dr Makowska. Co ważne, jest to też substancja, która pomaga redukować poziom homocysteiny. „Jest to aminokwas, który powstaje w trakcie przemiany metioniny do cysteiny. Jednym z powodów jego nadwyżki jest mutacja genu MTHFR. Co się wtedy dzieje? Zbyt wysoki poziom tego aminokwasu uszkadza śródbłonek naczyń i jest prawdopodobnie pierwszą przyczyną powstawania miażdżycy tętnic. Jeśli chodzi o problemy z ciążą, to utrudnia zagnieżdżanie się zarodka. Zarodek albo w ogóle nie ma szans na zagnieżdżanie, albo pojawiają się poronienia” – dodaje ekspertka.

A jakie składniki ty suplementujesz?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę? Relacja z kolonii

chłopczyk z domu dziecka pobity

Ponad 25 tysięcy udostępnień, prawie 6 tysięcy komentarzy. Nie ma wątpliwości, że chłopczyk z domu dziecka pobity przez opiekunkę poruszył serca internautów.

20 lipca Mariola Gepfert, opiekunka na koloniach, w poruszającym wpisie na facebooku opisała historię jednego ze swoich podopiecznych. Siedmiolatek miał zostać uderzony, wrzucony pod zimny prysznic, a następnie położony spać. Osobą, która tak go miała potraktować była jedna z pracownic Domu Dziecka im św. Maksymiliana Marii Kolbego w Wojsławicach opiekująca się dzieckiem również podczas jego wakacyjnego wyjazdu.

Reakcja pozostałej części kadry była natychmiastowa.

chłopczyk z domu dziecka pobity

fot./screen z facebooka Marioli Gepfnert

Ten emocjonalny post doczekał się wielu komentarzy, w przeważającej większości nieprzychylnych, by nie powiedzieć, obraźliwych wobec bijącej dziecko opiekunki.

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

fot/screen z facebooka Marioli Gepnfert

 

TUTAJ LINK do cytowanej historii https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1597000946990595&set=a.667812053242827.1073741826.100000421156697&type=3&theater

 

Poprosiliśmy o komentarz Monikę Walczak, dyrektorkę Domu Dziecka opisanego w poście.

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo bolesna informacja. Nie dostałam jeszcze żadnych szczegółów – co dokładnie się wydarzyło na tym wyjeździe, jakie były okoliczności zdarzenia. W tej chwili prowadzę postępowanie wyjaśniające. Wszczęta została kontrola w placówce, dzieci są objęte opieką psychologiczną – podkreśla Monika Walczak.

Szkaluje się w tej chwili całą placówkę. Czekam na informacje z policji, firmy organizującej kolonie. Na tej podstawie będę mogła powiedzieć coś więcej – dodaje.

Podkreśla także, że o zdarzeniu sama dowiedziała się facebooka. Pracownik biura podróży bezprawnie zamieścił wizerunek dziecka, co zgłosiła na policję. – Jeśli coś się dzieje, należy powiadomić organy ścigania i placówkę opiekuńczą – twierdzi dyrektorka Domu Dziecka.

Zapytaliśmy także, czy wcześniej były jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że dzieci są źle traktowane przez opiekunów placówki. Dyrektor stanowczo zaprzeczyła. Jak zapewnia, gdyby docierały do niej niepokojące informacje, z pewnością by reagowała.

Sprawę będziemy śledzić na bieżąco i informować o wszelkich nowych faktach.

Z punktu widzenia zwykłego człowieka nie ma wątpliwości, że Pani Mariola zareagowała wzorowo. Gdy zobaczyła, że dziecku może dziać się krzywda natychmiast zrobiła zdjęcia, nagranie, obdukcję i zgłosiła to na Policję. Tak powinniśmy reagować, gdy słabszym od nas dzieje się źle. Kwestia zdjęcia dziecka będzie wyjaśniana przez Policję, bo bez zgody opiekuna prawnego nie można publikować wizerunku dziecka.

 

Jeśli poruszyła Cię ta historia – udostępnij ją innym.

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.