Przejdź do treści

Adopcja: „boli świadomość odtrącenia”

adopcja

Pierwsza próba powołania na świat potomka skończyła się ciążą pozamaciczną. Marianna została pozbawiona jajowodów. Nie było szansy na ponowne zajście w ciążę.  Zaczęli coraz odważniej myśleć o adopcji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja – zanim się zaczęła

Była śliczną dziewczyną z podradomskiej wioski. Miała 18 lat kiedy Stanisław poprosił rodziców o jej rękę. Chociaż w połowie lat 50. XX wieku nie było łatwo żyć w przaśnej peerelowskiej rzeczywistości, radzili sobie nieźle. Stanisław był zaradnym mężczyzną. Pracował w Przedsiębiorstwie Dróg Regionalnych. Wziął kredyt – wybudował jak na tamte czasy komfortowy dom z bieżącą wodą i centralnym ogrzewaniem, założył plantację tytoniu, grał na skrzypcach, harmonii i perkusji, dorabiał parając się szewstwem hobbystycznie. Do szczęścia brakowało im tylko potomka.

Najstarszy brat Marianny miał dorosłego już syna – Romka. Mieszkał w Radomiu i oględnie mówiąc – korzystał z uroków życia miejskiego, na ile pieniędzy starczało. Była połowa lat 60. Jedna z jego biesiadnych znajomych  zaszła w ciążę. Nie miała pojęcia, co to ciąża,  macierzyństwo – była siedemnastoletnią dziewczyną, której wydawało się, że „można to przechodzić” jak niegroźne przeziębienie. Nadal korzystała zatem z uroków życia pojąc siebie i rozwijający się płód winem przy każdej okazji. Kiedy na świat wydała chłopca, nie zmieniła nawyków. Bardziej odpowiedzialna okazała się jej dwunastoletnia siostra, Jolka, która, na ile potrafiła, zajęła się niemowlakiem. Mieszkały we dwie. Rodzice wcześnie zmarli.

Dziecko

Dziecko było słabe, potrzebowało opieki. Nieletnia ciotka poprosiła o pomoc Romka. Przyjechał na wieś: „Słuchaj no, Stachu, taka jedna urodziła. Nie chce wychowywać. Chciałeś syna – jest chłopak…”

Nazajutrz z samego rana Stanisław był już w Radomiu. Wieczorem przywiózł Mariannie trzymiesięcznego niebieskookiego chłopca.  Malec był zaniedbany. Miał wzdęty brzuszek, lekko przechyloną główkę na skutek braku zmiany pozycji w łóżeczku, splatane włoski, ale – wyciągał rączki do Marianny uśmiechając się, jakby od dawna czekał na to spotkanie.

To byłem ja. I właśnie zaczynałem życie, którego mogłem przecież nie mieć.

Ja

Procedury nie trwały długo. Zaświadczenie z miejscowego Urzędu Gminy – Urząd Stanu Cywilnego w Radomiu – Sąd. Jedna rozprawa i oficjalnie miałem nowy dom, nowe nazwisko. Miałem rodziców. Szaleli z radości. Sprowadzili znajomego lekarza, żeby doradził, co należy robić, żebym szybko nabrał sił. Podkładali mi pod główkę wałki z ligniny, żeby się naprostowała, rozmawiali ze mną, a ja gaworzyłem, jak tylko umiałem. Schodzili się sąsiedzi, znajomi, rodzina i wszyscy się zachwycali. Szczerze, czy nie – nie miało to dla rodziców znaczenia. Wówczas kompletnie ich to nie interesowało. Ale zaczęło do nich docierać, że problem może pojawić się później, kiedy już będę więcej rozumieć. Wiedzieli, że ludzkie języki są nieposkromione, a słowa mogą ranić. Postanowili powiedzieć mi prawdę zanim pójdę do szkoły.

Rozwijałem się jak na chłopca nadspodziewanie szybko. Zacząłem chodzić i mówić zanim skończyłem dwa latka. Wkrótce okazało się też, że mam zdolność błyskawicznego zapamiętywania. Lubiłem, kiedy rodzice czytali mi książki i złościłem się, kiedy coś w nich przekręcali. A robili to czasem celowo, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że istotnie mam ponadprzeciętną percepcję.

Tata

Żyjąc tak od zachwytu do zachwytu nad moim rozwojem, rodzice nieco uśmierzyli swoją czujność na głosy otoczenia. Nawet, kiedy ze strony rodziny padały głosy w stylu: „Zobaczysz – dorośnie i pójdzie w świat, i zostaniecie sami, bo nie wiadomo przecież po kim To jest”, tata obracał je w żart i śmiał się z mamy, która tego typu przytyki mocno przeżywała. Był to czas, kiedy nie okazywano dzieciom na wsi uczuć w nadmiarze, a rodzice, na ile potrafili (bo przecież nie wynieśli tych wzorców z własnych domów), chcieli tworzyć inny  – cieplejszy rodzaj relacji rodzinnych. Inni – spoza rodziny może by nawet coś od czasu do czasu kąśliwie szepnęli, ale tata był osobą bardzo lubianą, a ja byłem miłym i grzecznym chłopczykiem, więc nie wypadało się czepiać. Poza tym wszyscy przecież widzieli, że razem z psem „Kajtkiem” towarzyszyłem tacie przy wszystkich pracach, a mama dbała, żebym był zawsze czyściutki i ładnie ubrany. Tym bardziej było ludziom  niezręcznie dzielić się w obecności rodziców „wiejskimi mądrościami” na temat adopcji. Sympatia do taty brała się również stąd, że obok zaradności i poczucia humoru, zawsze był bardzo uczynny i nikomu nie odmawiał pomocy.

Miałem prawie cztery latka, kiedy tatę, który pomagał sąsiadowi rżnąć drewno na mechanicznej pile,  uderzył w głowę kawał belki. Zrobił się krwiak, potem guzek. Ktoś „mądry” z rodziny postanowił domowym sposobem „zoperować” narośl… Rak opanował płuca. Wszystko trwało może cztery miesiące. Tata bardzo schudł. Pamiętam, jak wsparty na mamie wychodził do przydomowego ogródka i siedząc na wiosennym słońcu patrzał na przechodzących sąsiadów:

– Jak tam, Stachu? Lepiej ciut?

– Ano, jeszcze dycham, sąsiadko…

Wszyscy wiedzieli, że „lepiej ciut” już nie będzie. Ja nie. Dlatego, jeśli tylko mogłem „strzelić focha” – robiłem to, kompletnie nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.

Bez całusa na dobranoc

Tamtego wieczora nie uściskałem taty i nie dałem mu buzi. Strasznie mnie wkurzył, bo nie chciał mi nic przeczytać i tylko mówił, żebym był dla mamy dobry. A przecież byłem dobry! – Zostawiłem go w pokoju i wskoczyłem z książką do łóżka mamy. Tym razem nie przekręcała zdań z książki, więc szybko zasnąłem.

Obudziłem się tuż po północy i poprosiłem, żebyśmy poszli do taty, bo się nie pożegnałem…

– Stasiu, przyszliśmy się pożegnać… – Mama została na progu, a ja zrobiłem dwa kroki w kierunku taty. Spod powieki spływała mu po policzku łza – pamiętam to, choć miałem tylko cztery latka…

– Mamusiu, tatuś śpi?

– Tak. Chodźmy też spać. Jutro się pożegnasz…

Na pogrzebie było mnóstwo ludzi. Nie bardzo zdawałem sobie sprawę z tego, co się stało, dlaczego mama jest taka cała „na czarno”?. I dlaczego wszyscy na mnie patrzą i płaczą?

Choroba

Zostaliśmy sami. Ja z mamą, a mama ze mną i niespłaconym kredytem na dom. Ludzie byli nadal raczej życzliwi, ale część rodziny się od nas na parę lat odsunęła, jakby to była mamy wina, że taty już nie ma.

Zbliżał się czas pójścia do szkoły. Dzieci bywają okrutne. Mama wiedziała, że powinna uprzedzić potencjalne przytyki rówieśników pod moim adresem, ale nie miała w sobie tyle siły, żeby mi wyjawić prawdę o moim pochodzeniu. Nie miała jej tym bardziej, że zacząłem podupadać na zdrowiu. Z trudem łapałem powietrze, miałem krwotoki z nosa… Wiejski lekarz nie potrafił sobie z tym poradzić, a może bał się postawić jednoznaczna diagnozę? Dostaliśmy skierowanie do pediatry w Starachowicach. Astma oskrzelowa. – Miałem wrażenie, jakby mamy jeszcze bardziej ubyło. Posiwiała, a przecież miała zaledwie trzydzieści kilka lat!

Dzisiaj ze wzruszeniem opowiada mi jak,  jako pięcioletni szkrab karnie budziłem się o czwartej rano, żeby pojechać do specjalisty do Kielc. Zaczęła się walka o inhalator, o tran, o skierowanie do sanatorium. Był początek lat 70. i wszystko to było niemal nieosiągalne dla zwykłego zjadacza chleba. Mama uruchamiała znajomych i znajomych tych znajomych rozsianych po większych miastach, żeby sprostać potrzebom.

To było nasze pierwsze rozstanie. Dwa miesiące w sanatorium „Słoneczko” w Kołobrzegu. Kiedy przyjechała w odwiedziny, po raz pierwszy w życiu doznałem uczucia „ściśniętego gardła”. Nie mogłem nic powiedzieć – wtulałem się w nią, jakbym chciał wrosnąć w jej sukienkę.

Mama

Moja choroba – te wszystkie nieprzespane noce, ataki duszności, ranne wstawanie, czekanie w chłodzie poranków na autobusy, rozłąka – zbliżyły nas jeszcze bardziej. Mama postanowiła mi powiedzieć prawdę. To było przed zaśnięciem. Miałem niespełna sześć lat.

– Jesteś! – wychlipałem, kiedy powiedziała, że tak naprawdę, to nie jest moją mamą..

– To znaczy jestem – sprostowała – ale to nie ja ciebie urodziłam…

– Jesteś moja mamą. – Wtuliłem się w nią. Płakałem i tak zasnąłem.

Nazajutrz mama wyjaśniła mi wszystko dokładniej. Po raz pierwszy usłyszałem słowo „adopcja” i natychmiast je zapamiętałem, jakbym gdzieś intuicyjnie przeczuwał, że to słowo stanie się wkrótce moją tarczą obronną wobec bezmyślności i braku delikatności ze strony rówieśników. I nie tylko rówieśników… Teraz dopiero zacząłem rozumieć wizytę starszej pani sprzed roku, która w rozmowie z mamą zapytała:

– A może by go pani oddała?

– No, co pani mówi? – Obruszyła się wtedy mama i zmieniła temat rozmowy.  A jednak czułem, że mnie ona wtedy dotyczyła.

Tą starszą kobietą  była matka mojego fizycznego ojca. Raz tylko przyjechała do nas. Nigdy więcej jej nie widziałem. Ale podobno – póki żyła – dowiadywała się o mnie, pytając Romka, przy którego udziale doszło do adopcji. Wiem to od mamy.

Nie od razu zżyłem się z moją klasą, tym bardziej, że od razu na początku nauki musiałem po raz drugi pojechać do sanatorium, tym razem w góry – do Rabki. Wróciłem wczesną wiosną, a kilka tygodni później dowiedziałem się od koleżanki, że mnie „matka w kapuście znalazła, bo Cyganka podrzuciła”… Jakiż ja byłem dumny, że mogłem odpowiedzieć: „ – Nieprawda, bo rodzice mnie adoptowali”. Dziewczyna zgłupiała zupełnie, bo nigdy dotąd nie słyszała takiego słowa! Ta sytuacja zupełnie mnie nie dotknęła. Znacznie gorzej przeżywałem przytyki ze strony dorosłych, kiedy byłem już nieco starszy – w III, IV klasie.

Pewnie Cię odda

– A ta twoja matka nie przyjeżdża tutaj? Nie chcesz wracać do miasta? – Zagadnęła mnie kiedyś kucharka ze szkolnej stołówki. Innym razem, kiedy poszedłem na pocztę, żeby coś przekazać w imieniu mamy, usłyszałem:

– A to przecież nie jest twoja mama, tylko cię na wychowanie wzięła, a jak skończysz szkołę, to cię odda…

Przeżywałem to w samotności. Dopiero po trzech, może czterech latach opowiedziałem o tym mamie. Ale wtedy byłem już utwierdzony w przekonaniu, że nic złego mi nie grozi i nikt nie będzie mnie „oddawał”. Nikomu. W wiejskiej społeczności spotkałem też prostych ludzi, którzy w dobrej wierze mówili: „Dobrą masz mamę, a pamiętaj – nie ta matka, co urodzi, tylko ta jest prawdziwa, co wychowa”. Zapamiętałem to.

Stosunkowo szybko „odciąłem pępowinę” od kwestii adopcji. Z upływem czasu ludzie też coraz mniej wracali do tematu.

Kiedy kończyłem „podstawówkę” i wybierałem się do liceum, do Warszawy, mama powiedziała, że jakbym kiedyś miał potrzebę, może mi podać adres mojej fizycznej matki. Nie miałem takiej potrzeby. Nigdy mi to nawet nie przemknęło przez myśl. Czułem się szczęśliwy. Mama bardzo się starała, żebym nie odczuwał braku ojca, ale nie wyszła ponownie za mąż. Nie chciała, żeby ktoś traktował mnie, jak „podwójnie obcego”. Nie znaczy, że nie było chętnych – nadal była atrakcyjną, lubianą kobietą, więc na brak adoratorów nie mogła narzekać. Trzymała ich jednak na bezpieczny dystans i nie pozwoliła bym kiedykolwiek czuł się nieswojo. Kiedy byłem już w miarę samodzielny, podjęła pracę, spłaciła kredyt – dzielnie wiązała przysłowiowy koniec z końcem.

Kryzys

Krótkotrwały kryzys pojawił się, kiedy miałem 15-16 lat. Nie chodziło o to, że zostałem adoptowany. Ten temat dawno już oswoiłem i przestał dla mnie stanowić jakikolwiek problem. Zaczęła mi jednak doskwierać świadomość, że ktoś kiedyś mnie nie chciał, że ktoś mnie odtrącił, komuś moje życie nie było potrzebne. To zabolało. Uczyłem się wtedy bardzo dobrze, wygrywałem konkursy i olimpiady na szczeblu ogólnopolskim – powoli poznawałem swoją wartość – pogłębiając jednocześnie dysonans poznawczy. Wraz z nim umacniało się moje postanowienie, że nigdy, przenigdy nie spotkam się z moją fizyczną matką. Teraz nie byłoby to dla mnie problem, ale wówczas chciałem co najwyżej, żeby dowiedziała się, jak świetnie sobie radzę i – żeby odczuła piekący żal. Mama nigdy nie poznała tych moich młodzieńczych przemyśleń. Nie chciałem jej sprawiać przykrości.

O tym, jak – mimo wszystko – łagodnie obeszło się ze mną życie, przekonałem się w liceum. W mojej klasie była Marta. Została adoptowana, kiedy była już kilkuletnią dziewczynką. Buntowała się. Podobnie, jak ja, była wychowywana tylko przez mamę. Nie mogły się ze sobą porozumieć. Marta traktowała ją jak zło konieczne. Myślałem, że z wiekiem to minie, ale konflikt się pogłębiał i – kiedy po latach nawiązałem z nią kontakt na „Naszej klasie” –  pisała o swojej adopcyjnej matce już tylko „ta kobieta”. Nie wiem, czego nie mogła jej wybaczyć, nie wiem czy utrzymują ze sobą kontakt – może uda mi się jeszcze kiedyś z nią o tym porozmawiać?

Spotkanie

Kiedyś wracając do rodzinnego domu ze szkoły w Warszawie, odwiedziłem w Radomiu Romana. Tego samego, który przyczynił się do mojej adopcji. Był zniszczony alkoholem, wychudzony i miał do mnie pretensje, że nie uczę się na złotnika, jak mi doradzał. Zabrał mnie do swojej znajomej.

Mieszkanie było niewielkie, skromne, ale schludne. Romek postawił, kupione pewnie za ostatnie pieniądze, wino. Nie piłem, więc kobieta uraczyła mnie kawą. Rozmawiali o wszystkim i o niczym – miałem wrażenie, że rozmowa się nie klei. Kiedy wychodziliśmy, Romek zapytał:

– Wiesz, kto to jest?

– No, wiem… – Odpowiedziała jego znajoma i zaczęła ścierką omiatać nieistniejące okruchy z kuchennego blatu.

Nie od razu skojarzyłem, że właśnie doszło do spotkania z siostrą mojej fizycznej matki. To była Jolka! Zrozumiałem to dopiero w drodze z Radomia do domu na wsi. Najdziwniejsze było to, że spotkanie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Może jedynie to, że jeszcze bardziej doceniłem ciepło domu na wsi, kolorowy ogródek, zapach i smak domowego rosołu, który mama zawsze gotowała na niedzielę.

Mama ma teraz 85 lat. Przeszła szereg rozmaitych operacji i rehabilitacji: osteoporoza, oczy, staw biodrowy, łękotka, kamienie nerkowe…Wydaje się jednak, że ma się lepiej niż 30 lat temu. Zawsze wigilię spędzaliśmy w domu na wsi, ale od kilku lat mama przyjeżdża do Warszawy. Codziennie rozmawiamy przez telefon. Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia zaniemogła. Prosiłem, żeby nazajutrz poszła do lekarza…

– Pójdę, synu, pójdę… Jeszcze chcę trochę pożyć – Odpowiedziała, a mi zrobiło się cieplej na sercu, bo zrozumiałem, że chce byśmy siebie mieli jak najdłużej.

 

 

Artur Pastuszko

Aktor, Dyrektor Generalny i Artystyczny at Open Europe Art. Artur Pastuszko - Platforma Artystyczna. Student 5 roku dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS

Renata Przemyk opowiada o adopcji. „Przełom w moim życiu”

Renata Przemyk
Wikipedia: Lilly M - CC BY-SA 3.0

Polska wokalistka Renata Przemyk na swoim koncie ma ponad 500 tys. sprzedanych płyt, jest laureatką wielu nagród i aktywnie koncertuje. O swoim życiu prywatnym mówi jednak niewiele. W najnowszym wywiadzie dla magazynu „Viva!” dzieli się przeżyciami związanymi z adopcją córeczki – Klary.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Renata Przemyk: nie mogłam przestać się zachwycać

– Nie mogłam przestać się zachwycać i dziękować Bogu, że to się dzieje. I zaczął się kolejny przełom w moim życiu. Po całości. Od spraw głęboko duchowych na najwyższym poziomie po te na najniższym – zmienianie brudnych pieluch – ujawniła artystka.

Piosenkarka jest zdania, że decyzja o adopcji była najlepszą, jaką kiedykolwiek podjęła. Artystka zabrała córkę z pogotowania rodzinnego, gdy ta miała tylko osiem tygodni. – Myślę, że byłam tylko wykonawcą boskiego planu – mówiła na łamach Wysokich Obcasów Extra w 2012 roku.

Przemyk zdradziła również, że pierwsza zmiana pieluchy córeczki nie należała do przyjemności. – Zwymiotowałam! – ujawniła.

Renata Przemyk urodziła się w 1966 r. w Bielsku-Białej. Ma nie tylko ma adoptowaną córkę, gdy była dzieckiem, była przekonana, że rodzice ją adoptowali. Wynikało to z jej poczucia wyobcowania.

Gwiazdy i adopcja

Wśród polskich gwiazd, które zdecydowały się na adopcję można wymienić Agatę Młynarską, która wraz z mężem wychowała dwie córki z domu dziecka, czy Małgorzatę Foremniak, która również ma dwójkę adoptowanych dzieci – Milenę i Partyka.

Do zagranicznych sław, które adoptowały dzieci, zalicza się choćby amerykańska aktorka filmowa Sandra Bullock, czy aktorka i ambasadorka dobrej woli UNCHR Angelina Jolie.

Zobacz także:

Polskie gwiazdy, które adoptowały dzieci

Światowe gwiazdy adoptują dzieci – zestawienie, które wzrusza

Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły
Źródło: Viva!, Onet,

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Międzynarodowa adopcja. Jak się do niej przygotować?

międzyrasowa adopcja
Fotolia

Dla zdecydowanej większości przyszłych rodziców adopcja nie polega na odnalezieniu dziecka, które będzie w sposób fizyczny do nich podobne. O wiele większe znaczenie ma natomiast proces budowania więzi rodzinnych. Niektórzy decydują się na adopcję dziecka o odmiennym kolorze skóry, co nadal budzić może w społeczeństwie kontrowersje i sensację. Jak się do tego przygotować?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Międzyrasowe adopcje” to skompilowana sprawa. Pod koniec XX wieku, kiedy adopcja nie była aż tak powszechna jak dziś, potencjalni rodzice zdecydowanie rzadziej rozważali opiekę nad dziećmi odmiennego pochodzenia. Pierwsza odnotowana międzyrasowa adopcja pojawiła się w Stanach Zjednoczonych dopiero po roku 1948.

Przez wiele lat również ośrodki adopcyjne zalecały adopcję dzieci tego samego pochodzenia co przyszli rodzice. Wynikało to z przeświadczenia, że tacy dorośli nie byliby w stanie wychować dziecka w zgodzie z jego spuścizną kulturowo-rasową. Wierzono wręcz, że taka relacja będzie „wypaczona” i „nienaturalna”.

Dziś, choć międzyrasowa adopcja jest już zjawiskiem o wiele bardziej powszechnym, rodzina taka może napotkać szereg trudności na swojej drodze. Jeżeli i ty rozważasz ten rodzaj adopcji, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań, aby jak najlepiej przygotować się do roli rodzica.

Międzynarodowa adopcja a rasizm

Pomimo ogromnych zmian i liberalizacji społeczeństwa, rasizm zawsze będzie istniał. Musisz być przygotowany na pytania ludzi, czasem zupełnie obcych, dotyczących pochodzenia twojego dziecka. Niemiłe komentarze mogą pojawić się również ze strony rodziny. Może się okazać, że dla dobra dziecka trzeba będzie zrezygnować z kontaktów z niektórymi członkami rodziny i znajomymi.

Międzynarodowa adopcja i odbiór społeczeństwa

Zapewnienie dziecku sprawnego funkcjonowania w twoim społeczeństwie jest niezwykle ważne. Warto odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

  • czy w moim środowisku zjawisko rasizmu jest powszechne?
  • czy do szkół w mojej miejscowości uczęszczają dzieci innej narodowości?
  • czy masz przyjaciół innego pochodzenia lub znasz kogoś, kto poślubił osobę odmiennej rasy?

Kultura, z której wywodzi się dziecko

Mówi się, że kiedy decydujesz się na adoptuję dziecka innego pochodzenia, adoptujesz również jego kulturę. Nie oznacza to, że od tej pory musisz diametralnie zmienić wszystkie aspekty swojego życia. Należy jednak dziecku przybliżać jego spuściznę. Czy będziesz potrafił wychować go w poczuciu dumy ze swojego pochodzenia?

Podobieństwa i różnice

Pamiętaj, dzieci zaczynają zauważać różnice w wyglądzie zewnętrznym około 3 lub 4 roku życia. Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwracają uwagę, jest kolor skóry.

Zjawisko coraz bardziej powszechne

Ostatnie badania przeprowadzone w Institute of Family Studies w Charlottesville w Stanach Zjednoczonych pokazują, że zjawisko międzyrasowej adopcji w USA wzrosło aż o 50 proc. w porównaniu z minioną dekadą.

Z badań wynika, że aż 44 proc. adoptowanych dzieci było wychowywanych przez rodziców innego pochodzenia. Eksperci przewidują, że liczba ta wciąż będzie rosnąć.

Jak wygląda sytuacja w Polsce?

– Generalnie adopcja w naszym kraju ma niekorzystną konotację – mówi Agnieszka Grudzień, psycholog z Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie. – To, że celebryci coraz częściej adoptują dzieci – często zza zagranicy – może przełożyć się na lepsze postrzeganie adopcji w naszym kraju. Ale nie powinno też przekładać się na zbyt pochopne podejmowanie decyzji odnośnie adopcji.

Pary w Polsce, które chcą adoptować dziecko z innego kraju, powinny udać się ośrodka adopcyjnego w swoim województwie. Zgromadzona dokumentacja zostanie następnie przesłana do jednego z upoważnionych warszawskich ośrodków w celu dokonania kwalifikacji. Następny krok to przesłanie dokumentów do polskiego organu centralnego ds. adopcji zagranicznych, którego funkcję wykonuje Departament Polityki Rodzinnej w Ministerstwie Pracy i Polityki Społeczne.

Pośrednictwo w procedurze adopcji międzynarodowej prowadzą w Polsce trzy ośrodki wyznaczone przez Ministra Polityki Społecznej:

1. Publiczny Ośrodek Adopcyjny w Warszawie, przy ulicy Nowogrodzkiej

2. Krajowy Ośrodek Adopcyjny TPD w Warszawie, przy Krakowskie Przedmieście

3. Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie, przy ul. Grochowskiej.

Zobacz także:

Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Niewinne dziecko żywą tarczą – adopcja na wojnie

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: americanadoptions.comthespruce.commarriage.com

Anna Wencławska

Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych. W wolnym czasie gra na gitarze i śpiewa w zespole.

Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Adopcja jest długim, często uczącym cierpliwości procesem. Wymaga od przyszłych rodziców dużo poświęcenia i zaangażowania. W poniższym artykule postaramy się w uproszczony sposób przedstawić procedurę adopcyjną.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

krok pierwszy:

W pierwszej kolejności należy podjąć współpracę z ośrodkiem adopcyjnym, w którym przyszli rodzice adopcyjni dowiedzą się wszystkiego, co jest związane z adopcją:

• w jaki sposób formalnie ona przebiega,

• czy kandydaci mają „predyspozycje” do bycia rodzicami adopcyjnymi,

• jakie mają wymagania co do dziecka,

• na czym polega szkolenie rodziców adopcyjnych itd.

Podczas takiej rozmowy prosi się rodziców o złożenie w ośrodku wymaganych dokumentów, którymi są:

• życiorys,

• zaświadczenia o zatrudnieniu i dochodach, opcjonalnie opinię z miejsca pracy,

• odpis aktu małżeństwa, a także – kserokopia wyroku rozwodowego, jeżeli któreś z rodziców brało wcześniej rozwód,

• odpis aktu urodzenia – dla rodziców niepozostających w związku małżeńskim,

• zaświadczenia lekarskie o ogólnym stanie zdrowia z adnotacją poświadczającą brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem, opcjonalnie zaświadczenia lekarskie z poradni zdrowia psychicznego,

• aktualne zdjęcie,

• kserokopię dowodu osobistego,

• zaświadczenie o niekaralności przyszłych rodziców, o które występuje do odpowiedniego rejestru karnego sam ośrodek adopcyjny (rodzice nie muszą się tym martwić).

W ośrodku adopcyjnym rodzice muszą przejść pierwszą weryfikację. Zostają oni poddani badaniom psychologicznym prowadzonym przez psychologów zatrudnionych w danym ośrodku.

Krok drugi:

Drugim krokiem podjętym przez ośrodki adopcyjne wobec przyszłych rodziców zastępczych jest „wgląd” w ich życie prywatne – analiza i sprawdzenie ich warunków bytowo-materialnych, w tym mieszkania, a także zapoznanie się z ich sposobem życia. Ma to charakter „wywiadu wewnętrznego”. Ten etap również kończy się zakwalifikowaniem (lub nie) rodziców do dalszego postępowania.

Krok trzeci:

Kolejnym krokiem jest dopuszczenie starających się o adoptowanie dziecka do szkoleń przygotowujących przyszłych rodziców do zostania rodzicami zastępczymi. Szkolenia te odbywają się w grupie, wśród osób, które starają się o adopcję. W tym czasie przyszli rodzice mogą korzystać także z indywidualnych porad psychologów i pedagogów z ośrodka. Cykl tych szkoleń ma przygotować przyszłych rodziców do odpowiedzialnej roli rodziców, a może i trudniejszej roli rodziców zastępczych. Zajęcia te mają uzmysłowić starającym się o adopcję potencjalne problemy związane z wychowywaniem dzieci adoptowanych. W trakcie tych zajęć rodzice są również obserwowani przez personel ośrodka.

Szkolenie jest nieodpłatne. Po tym etapie ma miejsce formalna kwalifikacja kandydatów do przysposobienia dziecka.

Krok czwarty:

Krok czwarty związany jest z przedstawieniem rodzicom przez ośrodek dziecka. Zanim jednak dojdzie do bezpośredniego spotkania rodziców z dzieckiem, rodzice otrzymują dokumentację dziecka. Dokumentacja ta zawiera opis dziecka, jego charakteru, opinię lekarza i psychologa. Jeżeli rodzice wyrażą wolę spotkania się z dzieckiem, ośrodek organizuje spotkanie.

Pierwsze spotkanie rodziców adopcyjnych z dzieckiem ma miejsce w placówce/rodzinie zastępczej, gdzie przebywa dziecko. Towarzyszą mu opiekunowie i wychowawcy danej placówki. Chodzi o zapewnienie dziecku bezpieczeństwa i komfortu. Następnie spotkania przyszłych rodziców z dzieckiem powinny stać się systematyczne. Rodzice powinni zacząć nawiązywać kontakt z dzieckiem, oswajać je, przyzwyczajać do siebie, głównie poprzez zabawę i przebywanie ze sobą.

Krok piąty:

Po nawiązaniu kontaktu z dzieckiem rodzice powinni złożyć wniosek do Sądu Rejonowego w Wydziale Rodzinnym oraz Wydziale dla Nieletnich o przysposobienie dziecka. Mogą oni liczyć przy tym na pomoc i wsparcie ośrodka adopcyjnego, który wysyła do sądu zebraną dokumentację na temat rodziców.

Krok szósty:

Na tym etapie, po spełnieniu wszystkich koniecznych formalności, dziecko przebywa już w domu rodziców adopcyjnych do czasu zakończenia rozprawy i otrzymania zgody sądu na zmianę miejsca pobytu dziecka. W tym czasie rodzice informowani są o możliwej wizycie kuratora sądowego lub pracowników ośrodka w celu zbadania nowej sytuacji dziecka, jego adaptacji w nowym domu oraz tego, jak radzą sobie rodzice.

Krok siódmy:

Gdy rodzice uzyskają zgodę sądu na przysposobienie, muszą załatwić formalności w urzędzie stanu cywilnego w mieście urodzenia dziecka i sporządzić tam nowy akt urodzenia.

UWAGA:

Procedury mogą się nieco różnić, jednak trzon pozostaje ten sam. Wszystko zależy od wewnętrznych ustaleń ośrodków adopcyjnych, które zawsze mają na uwadze przede wszystkim dobro dziecka.

Autor: Jagoda Łączyńska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.