Przejdź do treści

Aborcja przykryła in vitro

niepłodność protesty

Od paru tygodni jednocześnie z ekscytacją i smutkiem obserwuję to, co się dzieje w społeczeństwie. Z jednej strony wielkie protesty przeciwko rządowi, przeciwko nieludzkiemu prawu, przeciwko ograniczaniu praw rozrodczych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

A jednocześnie z tych wszystkich sprzeciw pozostał głośny tylko jeden: przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego.

Przez długi czas bardzo mnie to dziwiło. Dlaczego tylko aborcja. Przecież spraw jest o wiele więcej: edukacja seksualna, antykoncepcja (najlepiej darmowa), badania prenatalne, edukacja w zakresie płodności, edukacja lekarzy w kontekście niepłodności, in vitro – najlepiej refundowane.

A jednak to aborcję słychać bardziej. To o prawie do aborcji mówiła Dorota Wellman i Paulina Młynarska. To o prawie do aborcji mówią polityczki i politycy z lewej strony.

Nie słychać nawet „płaczu zarodków” jak kiedyś mówił Jarosław Gowin, słychać tylko krzyk kobiet walczących o prawo do usunięcia ciąży.

Krzyku niepłodnych walczących o prawo do in vitro nie słychać. Nie przebija się.

Czytam czasem ten krzyk na profilach niepłodnościowych, w grupach zamkniętych. Wydaje się być głośny, przepełniony rozpaczą, często wściekłością i bezsilnością. Ale nie wychodzi na ulice.

Na protest nikt się nie decyduje. (tu wyjątek)

Dlaczego?

Trudno to zrozumieć, przecież niepłodność jak aborcja może dotyczyć każdej kobiety, każdej macicy. Każdej kobiety? Nie tylko! Ona może dotykać każdego mężczyznę. To jest wspólny problem.

Może więc dlatego, że edukacja seksualna w wielu domach przez lata wyglądała tak, że gdy córka wyjeżdżała na kolonie słyszała od matki: Tylko nie wróć z brzuchem albo Żebyś mi wstydu nie przyniosła.

Gdy syn nocował poza domem dostawał prostą instrukcję: Tylko, żebym babcią nie została.

W takim duchu wielu z nas zostało wychowanych. Straszenie ciążą miało zapobiegać uprawianiu seksu a nagła ciąża była przedstawiana jako koniec wszystkich marzeń o szkole, o karierze, o prawdziwym związku.

Zawsze za wcześnie. I choć nasi rodzice często brali ślub mając po 20 lat, dla swoich dzieci nie chcieli takiej przyszłości. Najpierw skończ szkołę, znajdź pracę a dziecko to jak Was będzie stać – mówili.

I te nauki rodziców gdzieś w nas zostały. Niechciana ciąża wydaje się przekleństwem.

A do tego dochodzi obecna świadomość, że nie wszystkie dzieci rodzą się zdrowe. Można to już wiedzieć na stosunkowo wczesnym etapie ciąży. I tu zaczyna się dramat. Oczekiwanie na bycie matką, to jednak oczekiwanie na zdrowe dziecko.

Nikt nie planuje sobie bycia rodzicem chorego dziecka.

Wiedząc, co czeka takie dziecko, ale też co czeka matkę: niewyobrażalne cierpienie, czasem wieloletnia stała opieka nad chorym dzieckiem a później dorosłym – chcą mieć wybór.

I o ten wybór jest walka.

Protesty nie są o to, żeby wszystkie ciąże usuwać. Nawet nie chodzi o to, żeby usuwać wszystkie ciąże, gdzie jest stwierdzona wada płodu albo gdy zagrożone jest życie matki.

Chodzi o wybór.

To nie polityk ma decydować za matkę czy za rodziców. Bo to nie polityk będzie to dziecko nosił w brzuchu i nie on je będzie wychował.

Wiele osób to rozumie. I dlatego protestują.

Jednak nie ma takiej walki na rzecz tych, które o swoje dziecko starają się latami. A im też może zostać odebrane prawo wyboru, prawo do leczenia niepłodności metodą in vitro. Może im zostać odebrane prawo do leczenia metodą, o której wiadomo, że jest skuteczna i bezpieczna.

Może im zostać odebrane prawo do zostania rodzicami.

Oczywiście działa Nasz Bocian, pewnie przyłączą się kliniki do wspólnego listu. Ale pary starające się o dziecko na ulicę nie wychodzą. Czasem napiszą list otwarty (krótki.blog.pl). Ale nie biorą transparentów, nie krzyczą: pozwólcie nam się leczyć! Pozwólcie nam mieć dziecko!

W wielogłosie o aborcji, trudno powiedzieć, że bardzo chce się mieć dziecko, że to właśnie starania o dziecko zajmują cały umysł i całe serce. Ale wtedy płacze się we własnej sypialni a nie na ulicach. Brak upragnionego dziecka to też dramat. Podobnie jak niechciane dziecko.

Brak upragnionego dziecka to też dramat.

Brak dziecka to też trauma. Czasem na całe życie, czasem nie leczy tego nawet urodzenie dziecka. Bo lata starań bez efektu, comiesięcznych rozczarowań, płaczu, gdy przychodzi okres odciskają swoje piętno. Mało kto przechodzi przez to bez szwanku.

Na dodatek teraz na ulicach i w telewizji słychać: prawo do aborcji, prawo do usunięcia ciąży.
Te tysiące par, które czekają na upragnione dwie kreski na teście, muszą dodatkowo zmagać się z tym, że na ulice wyszli ludzie walczyć o możliwość usunięcia ciąży. Nie jest im łatwo. Pamiętajmy o nich krzycząc na ulicach.

Niepłodność jako doświadczenie życiowe jest porównywane do choroby nowotworowej. Ale to właśnie takim ludziom chce się teraz odmówić prawa do leczenia. Prawa wyboru swojej drogi do zostania rodzicem.

Ale rządzący się nie boją.

Niepłodni nie wyjdą na ulice.

Ich płacz jest w domu.

 

Przecież trudno tak bardzo chcieć tego, co dla większości teraz jest jak przekleństwo z lat młodości: obyś nie wróciła z brzuchem

Od czerwca 2016 prowadzimy kampanię Niepłodności Nie Widać. Chcemy pokazać jak wielki jest to dramat, ile cierpienia nie tylko dla kobiety, ale dla pary. Pokazać, że skala tego problemu jest ogromna i zgodnie z przewidywaniami lekarzy raczej nie maleje. Chcemy zdjąć wstyd i dać wsparcie, tym którzy są, chociaż ich nie widać.

Ostatnie wydarzenia pokazują to tym dobitniej. Niepłodności nie widać, nie ma twarzy. Oficjalnie nie doświadczają jej ani celebryci ani politycy.

Łatwiej powiedzieć: miałam aborcję niż jestem niepłodna.

Niepłodności nie widać.

Więc nikt oficjalnie o nią nie walczy.

 

 

 

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

„In vitro dla krakowian” nie wystartuje? Ponad połowa głosów nieważna

"In vitro dla krakowian"
fot. Pixabay

Ponad połowa głosów oddanych pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie projektu „In vitro dla krakowian” jest nieważna. Fakt ten stawia sprawę refundacji zabiegów pod dużym znakiem zapytania.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W grudniu urzędnicy rozpoczęli weryfikację projektu uchwały „In vitro dla Krakowian” i dołączonych do niego podpisów. Ostatecznie uchwała nie trafi teraz pod obrady Rady Miasta, ponieważ ponad połowa z 4,5 tysiąca głosów była nieważna.

Okazało się, że dużą część podpisów złożyły osoby, które nie mieszkały w Krakowie. Dodatkowo wiele ludzi podało błędny pesel, czy nieprawidłowy adres.

Zobacz także: Kraków znów walczy o in vitro. Jest obywatelski projekt

„In vitro dla Krakowian” – drugie podejście

Na początku tego roku radni odrzucili w głosowaniu uchwałę w sprawie finansowania zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego w Krakowie.

Drugą próbą był właśnie projekt „In vitro dla krakowian”, pod którym od kwietnia 2017 r. podpisy mogli składać mieszkańcy miasta. Uchwałę przygotowała Małgorzata Jantos z Nowoczesnej.

Inicjatywę poparły Nowoczesna, Sprawa Kobiet, Inicjatywa Polska i Sojusz Lewic Demokratycznej. Łącznie uzbierano 4,5 tys. głosów.

Inicjatorzy projektu mają teraz trzy tygodnie na uzupełnienie wymaganych podpisów. Aby projekt trafił pod obrady, muszą ich zebrać aż 1800.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Krakowska

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„In vitro dla Kielc” zdjęte z obrad sesji Rady Miasta. Radny PiS: To bubel prawny!

"In vitro dla Kielc"
fot. Fotolia

Z porządku obrad dzisiejszej sesji Rady Miasta zdjęto głosowanie nad projektem uchwały w sprawie programu „In vitro dla Kielc”.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O wdrożenie programu w Kielcach od dłuższego czasu zabiegali przedstawiciele Sojuszu Lewicy Demokratycznej  i Platformy Obywatelskiej. Pomysł nie spodobał się jednak radnym Prawa i Sprawiedliwości oraz Porozumienia Samorządowego.

Inicjatywie sprzeciwił się również prezydent Kielc Wojciech Lubawski, który tłumaczył swoją decyzję względami religijnym.

Zobacz także: Kielce nie dofinansują in vitro. Bo prezydent jest katolikiem

Głosowanie nad projektem „In vitro dla Kielc”

W październiku 2017 roku, po trwających kilka miesięcy konsultacjach, kieleccy radni SLD i PO złożyli do Rady Miasta projekt uchwały dotyczący leczenia niepłodności metodą in vitro. Wtedy otrzymali negatywną odpowiedź.

Niespodziewanie głosowanie uchwały w tej sprawie znalazło się dziś w porządku obrad.

Radość PO i SLD nie trwała jednak długo. Na początku sesji o zdjęcie projektu uchwały wnioskował Tomasz Bogucki z PS.

To bubel prawny – stwierdził. Jego zdaniem „In vitro dla Kielc” nie spełnia wymogów formalnych i statutowych. Jednym z niespełnionych wymogów miało być brak opinii skarbnika o potwierdzeniu możliwości finansowania uchwały. Bogucki wylicza również brak podpisu osoby upoważnionej do reprezentowania wnioskodawcy.

Oburzenia słowami radnego PS nie krył Marcin Chłodnicki z SLD.

Zastanawiam się, po co ta cała szopka? Prezydent mówi nam, że jest na „nie”, że program jest niezgodny ze standardami i nie może wejść na sesje. Potem sami go umieszczacie, a teraz chcecie zdjąć. Chyba tylko po to, żeby nie dać znać opinii publicznej, dlaczego tak naprawdę nie chcecie tej uchwały. Przenosicie ciężar z kwestii pomocy wielu rodzinom na sprawy formalne. Liczyłem na merytoryczną dyskusję, a zaczynamy się boksować na temat kwestii formalnych – cytuje słowa Chłodnickiego Onet.

Zobacz także: Zamiast in vitro PiS promuje naprotechnologię. Eksperci krytykują

„In vitro dla Kielc” – co zakładał program?

Zgodnie z projektem uchwały, program „In vitro dla Kielc” miałby rozpocząć się w 2018 roku i trwać przynajmniej trzy lata.

Radni planowali wygospodarować na zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego 150 tys. zł. Dzięki temu, rocznie 20 par mogłoby dostać wsparcie finansowe na leczenie o łącznej wartości 7,5 tys. zł. Z inicjatywy mogłyby skorzystać pary i małżeństwa zameldowane w Kielcach od minimum dwóch lat.

Za zdjęciem z porządku obrad sesji Rady Miasta programu „In vitro dla Kielc” opowiedziało się 14 radnych PiS i PS. Siedmiu radnych z SLD i PO było przeciw, dwóch radnych z PSL wstrzymało się od głosu.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Onet

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Lekarze mówili, że nie zajdzie w ciążę. Dziś jest matką piątki dzieci!

ciąża po usunięciu jajowodów
fot. Facebook - The Johnson Rainbow Quad Squad

Kiedy na skutek choroby kobieta przeszła operację usunięcia jajowodów lekarze ostrzegli ją, że prawdopodobnie nigdy nie zostanie matką. Czy ciąża po usunięciu jajowodów jest możliwa?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W październiku 2013 roku Virginia dowiedziała się, że jest w ciąży pozamacicznej. Nie był to niestety koniec złych wieści. Podczas badania lekarze wykryli guza na pęcherzu kobiety. Żeby zapobiec rozprzestrzenieniu się choroby trzeba było usunąć lewy jajowód.

Zobacz także: Straciła bliźnięta. Trzy miesiące później dowiedziała się, że urodzi bliźniaki!

PCOS, rak pęcherza i usunięcie jajowodów

Decyzja ta zabrzmiała jak wyrok, ponieważ w wieku 13 lat na skutek komplikacji związanych z PCOS Virginia przeszła operację usunięcia prawego jajowodu. Oznaczało to, że prawdopodobnie już nigdy nie zostanie matką.

– Kiedy lekarze wykryli u mnie raka byłam załamana. Po długich staraniach o dziecko, byliśmy niesamowicie szczęśliwi, że udało nam się począć naturalnie. I nagle po dwóch tygodniach odebrano nam to – opowiada Virginia.

Długi czas zajęło mi zrozumienie, że ciąża pozamaciczna przytrafiła się nie bez powodu. Moje ciało mówiło wówczas: „nie martw się, będziesz mamą, ale jeszcze nie teraz. Twoje ciało nie jest jeszcze na to gotowe, najpierw pokonajmy raka” – dodaje.

Zobacz także: 9 lat starań i DWA szczęśliwe zakończenia – WASZE HISTORIE

Ciąża po usunięciu jajowodów

Virginia postanowiła spróbować zapłodnienia metodą pozaustrojową. Takim sposobem w październiku 2014 roku Virginia i jej mąż Victor zostali rodzicami ślicznej córeczki Zoey.

W zeszłym roku małżeństwo zdecydowało się kolejny raz skorzystać z in vitro. Znów się udało. Okazało się, że tym razem Virigia spodziewała się… czworaczków! Na świat przyszły trzy dziewczynki i jeden chłopiec: Ava, Madelyn, Olivia i Victor.

Matka piątki dzieci prowadzi profil na Insagramie, który śledzą tysiące osób. Virginia zamieszcza tam zdjęcia swoich pociech: 4-letniej Zoey i ośmiomiesięcznych już czworaczków.

– Jestem niesamowicie szczęśliwa, kiedy patrzę na moje dzieci. Nigdy nie przypuszczałam, że to mi się przytrafi. To nie była typowa ścieżka do rodzicielstwa, jednak za nic w świecie bym jej nie zamieniła – mówi na łamach „Daily Mail” Virginia Johnson.

Virginia Johnson

Virginia Johnson z mężem Victorem i czworaczkami // fot. Facebook – The Johnson Rainbow Quad Squad

Virginia Johnson

Zdjęcia czworaczków cieszą się niezwykłą popularnością na portalach społecznościowych // fot. Facebook – The Johnson Rainbow Quad Squad

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Coraz więcej poznanianek zachodzi w ciążę dzięki in vitro

Coraz więcej poznanianek zachodzi w ciążę dzięki in vitro
fot. Fotolia

We wrześniu w Poznaniu ruszył program leczenia niepłodnością metodą in vitro. Od tego czasu dzięki pomocy lekarzy już 20 Poznanianek zaszło w ciążę.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak pisaliśmy we wrześniu, program in vitro w Poznaniu cieszył się niesamowitym powodzeniem. Tylko w ciągu dwóch tygodni do wzięciu udziału w projekcie zgłosiło się prawie 300 par.

Zobacz także: Ogromne zainteresowanie programem in vitro w Poznaniu

Coraz więcej poznanianek zachodzi w ciążę dzięki in vitro

Na program „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców miasta Poznania w latach 2017-2020” radni zaplanowali przeznaczyć 1,8 mln zł rocznie.

Choć pierwotnie z inicjatywy miało skorzystać 360 par, ze względu na krótki czas rekrutacji, ich liczba zapewne się zmniejszy – wyjaśnia Magdalena Pietrusik-Adamska z poznańskiego urzędu miasta.

Zobacz także: W Łodzi najwięcej narodzin od dekady. Też dzięki in vitro

In vitro w Poznaniu

Miasto dofinansowuje maksymalnie trzy zabiegi dla każdej zakwalifikowanej pary. Aby przystąpić do programu należy spełnić szereg wymogów. Trzeba m.in. mieć udokumentowane bezskuteczne leczenie niepłodności, a wiek kobiety musi zmieścić się w przedziale od 20 – 43 lat.

Partnerzy nie muszą być małżeństwem, ale muszą być mieszkańcami Poznania.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: RMF 24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.