Przejdź do treści

97% Polaków „słodzi”!

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez IQS Group na zlecenie producenta Cukru Królewskiego, aż 56% badanych uważa, że my – Polacy jesteśmy mniej życzliwi niż inne narodowości. Nie brzmi to optymistycznie, ale czy nie mamy o sobie nadmiernie pesymistycznego zdania? Jak to bowiem możliwe, skoro badania pokazały również, że tylko 3% Polaków (!) nie komplementuje innych? Czy mówienie komplementów jest łatwe, czy trudne? Komu najchętniej „słodzimy” i dlaczego nie przełożonym? Czy warto to zmienić? Bezwzględnie – uważa psycholog Maria Rotkiel, która omówiła dla nas temat słodzenia i skomentowała wyniki badań.

Słodzisz? Może nawet o tym nie wiesz!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Miłe gesty i słowa, pozytywne nastawienie do siebie i innych, umiejętność uśmiechania się również do obcych – tak definiuje termin „słodzenie” psycholog Maria Rotkiel.  – Słodzimy, gdy mówimy komuś „Dobrze cię widzieć”, „Wierzę w ciebie”, „Świetna fryzura”, słodzimy gdy przytulamy, komplementujemy, dajemy komuś kwiaty czy wysyłamy miłego smsa, a nawet gdy życzliwie się uśmiechamy.  Psychologowie nazywają takie zachowania „emocjonalnymi głaskami” – dodaje Maria Rotkiel.

 My, Naród, czyli… słodzenie łatwe czy trudne?

Wbrew powszechnemu mniemaniu okazuje się, że Polacy często mówią komplementy. W dniu badania połowa z nas komuś „posłodziła”, a 90% z nas zrobiło to w ciągu ostatnich kilku tygodni. Co więcej, 60% Polaków uważa komplementowanie za łatwe, a 1/3 za trudne. To dużo, czy mało?  W porównaniu z innymi narodami postrzegamy samych siebie – Polaków – jako mniej skłonnych do mówienia miłych rzeczy, niż inne narody. 56% z nas uważa, że Polacy są mniej serdeczni. Niewątpliwie problem istnieje, ale gdzie szukać jego przyczyn?

  – Ponieważ obawiamy się złego przyjęcia naszych słów lub wręcz uznania pewnych gestów życzliwości za niestosowne, jesteśmy narodem dość powściągliwym. W dużej mierze jest to wynik wychowania. Z jednej strony wpajania nam od dzieciństwa, że chwalić się nie wypada, z drugiej zaś stosunkowo rzadkiego chwalenia najmłodszych, z uwagi na, do dziś pokutujące przekonanie, że w ten sposób „rozpuścimy” dziecko – mówi psycholog.  – Nie ulega wątpliwości, że m.in. z tego tytułu jesteśmy dość zakompleksionym narodem – łatwiej wymienić nam własne wady niż zalety, częściej narzekamy, aniżeli potrafimy docenić cokolwiek i cieszyć się tym. Komplementy zawstydzają nas, ponieważ jako naród wciąż mamy niską samoocenę, jesteśmy nieśmiali i nieufni, a najczęściej wymienianym przez nas atutem bliźniego jest… „skromność”.

Komu słodzą Polacy?

Słodzimy przede wszystkim swoim najbliższym – kobiety najczęściej słodzą dzieciom, a mężczyźni swoim życiowym partnerkom, dzieci zdecydowanie wymieniając na drugim miejscu

– To ciekawy wynik, który warto wziąć pod uwagę, gdy zastanawiamy się nad przyczynami kryzysów w relacjach z partnerami. Jeśli to mężczyźni częściej prawią komplementy swoim partnerkom, a one nie zawsze potrafią to docenić, czy to oznacza, że wbrew powszechnej opinii, to właśnie panowie bardziej dbają o relacje partnerskie, przynajmniej w aspekcie emocjonalnych głasków? – zastanawia się Maria Rotkiel

Zaraz po rodzinie i partnerach w kolejce do głasków uplasowali się koledzy i koleżanki, którym słodzi 15% Polaków (częściej osoby z niższym wykształceniem), a później już długo, długo nikt… 4% Polaków zdarza się komplementować obcych, np. na ulicy czy w autobusie, a najrzadziej posłodzilibyśmy ….szefowi. Tylko 1% z nas komplementuje przełożonych! Szefom wprawdzie nie słodzimy, ale od nich chętnie przyjęlibyśmy kilka głasków. 17% badanych zadeklarowało, że największą przyjemność sprawiłyby im miłe słowa od przełożonego.

Dlaczego nie komplementujemy przełożonych?

Rotkiel:  – Szefom słodzi się wyjątkowo trudno. Tego typu życzliwość oznacza chęć nawiązania bliższej relacji i jest wyrazem sympatii, co nie mieści się w normach mocno sformalizowanych w Polsce miejsc pracy. Tymczasem (umiarkowane) słodzenie przełożonym lub kolegom z pracy ma dodatkowy atut – to doskonały sposób na przełamanie barier i skrócenie dystansu, co ułatwi kontakty i współpracę .

Jakie komplementy sprawiają nam największą radość?

Te, dotyczące naszego zachowania i postawy. Lubi je 45% mężczyzn i 32% kobiet. Najbardziej drażliwą kwestią dla pytanych Polaków okazuje się… wygląd. Pochwał dotyczących wyglądu NIE CHCIAŁBY słyszeć niemal co trzeci badany, szczególnie ten w średnim wieku.  Komplementowanie wyglądu największą przyjemność sprawia najmłodszym i tym z wykształceniem podstawowym (40%).

Obcy, twój wróg?

W badaniu pytano również o to, jak przyjęlibyśmy komplementy i miłe słowa od całkiem obcych nam osób, np. na ulicy. Czy zachowamy się w stosunku do nich bardzo podejrzliwie? Uciekniemy w popłochu, wietrząc nieczyste intencje? Będzie nam miło? Niemiło? Niezręcznie? Źle? Otóż nie! 80% Polaków deklaruje, że usłyszawszy komplement od całkowicie obcej osoby, zareagowałoby pozytywnie – podziękowałoby z uśmiechem, spróbowało odwdzięczyć się miłym słowem, generalnie – komplement taki sprawiłby nam przyjemność i poprawił nastrój. Tylko co 10-ty z nas zareagowałby nieufnie, podejrzewając złe intencje, kpinę, żart. – Lubimy takie komplementy, bo uważamy je za bardziej szczere i ufamy, że obcy słodzi nam po prostu bezinteresownie – zauważa Maria Rotkiel.

Kilkudniowy test życzliwości

Zdaniem psychologa życzliwości i słodzenia można, a nawet trzeba się nauczyć! Naturalnie, są osoby, którym przychodzi to łatwiej. Kobiety, jako osoby bardziej empatyczne, mają większą łatwość w komplementowaniu. Słodzenie nie jest problemem również dla osób o naturze ekstrawertycznej oraz tych, które wychowywały się w domach, w których okazywano sobie czułość i głośno mówiono o emocjach i uczuciach. Kłopoty mają natomiast ludzie o tzw. osobowości paranoidalnej, czyli podejrzliwe, nieufne i ostrożne, które większość słów i gestów interpretują jako negatywne intencje. Takie osoby mają również największe problemy z przyjmowaniem komplementów.

Zdaniem Marii Rotkiel, umiejętność słodzenia, komplementowania i cieszenia się z komplementów ma moc zmieniania rzeczywistości. Małe i duże sukcesy mają najczęściej swój początek w głowie i zależą od naszej postawy. To my mamy wpływ na to, jak wygląda nasze życie i otaczający nas świat. Nie należy więc zastanawiać się czy warto, tylko zwyczajnie spróbować. Taki kilkudniowy „test życzliwości” – w stosunku do bliskich i nieznajomych – to zarówno doskonała zabawa, jak i  pouczające doświadczenie!  Osoba obdarowana przez nas głaskiem chętniej będzie wchodzić z nami w relacje. Co więcej, metodą śnieżnej kuli – nasze zachowanie uruchomi w obdarowanym takie samo pozytywne zachowanie, co z kolei podtrzyma w nim pozytywny nastrój i zachęci do słodzenia kolejnym osobom. I tak dalej, i tak dalej, jak w dominie. Nigdy więc nie pozwalajmy sobie na jakiekolwiek wątpliwości, czy jeden uśmiech do mijającego nas przechodnia ma jakąkolwiek wartość. Otóż ma! Wydzielające się hormony szczęścia (endorfiny) koją nasza psychikę, obniżają stres i zmęczenie, tak fizyczne, jak i psychiczne, przyspieszają leczenie bezsenności, stanów zapalnych, zwiększają odporność, a nawet skracają okres rekonwalescencji. Pozytywne skutki posłodzenia odczuwa  zarówno osoba obdarowana głaskiem, jak i ta, która była życzliwa. Nawet najdrobniejsze gesty sympatii – zarówno te, które wykonujemy, jak i te, którym podlegamy, dają nam ogromną siłę i motywację , są źródłem energii i optymizmu.

I tak oto, w prosty sposób, bez psychologa czy lekarza możemy zadbać o samopoczucie swoje i innych… – kończy Maria Rotkiel.

 

Badanie: IQS Group, przeprowadzone na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej dla Polaków w wieku 15-70 lat, N-500, sierpień 2014

 

Czy wiesz że…

 

***

Nie powinniśmy obawiać się „słodzenia” bliźnim. Ryzykujemy jedynie brakiem wzajemności, ale w bardzo małym procencie. Dlaczego? Tajemnicze neurony lustrzane rozpoznają emocja na twarzy drugiej osoby i uruchamiają w naszym mózgu obszary, które odpowiadają za takie same emocje. Tym samym, jeśli uśmiechamy się do kogoś, neurony „aktywizują” uśmiech u osoby, do której się uśmiechamy. Co więcej, „słodka postawa” jest zaraźliwa. Łatwiej wzbudzić w kimś pozytywne emocje, niż zarazić go smutkiem czy zniechęceniem.

 

***

Znane w psychologii pojęcie „efekt aureoli” to sytuacja, w której na podstawie jednej cechy przypisujemy komuś szereg innych atrybutów. Tym samym uśmiech na twojej twarzy będzie dla wielu osób informacją, że jestes człowiekiem sukcesu, osobą niezwykle inteligentną, a nawet lepszym człowiekiem. I odwrotnie, jeśli osiągnąłeś sukces, masz wysokie IQ i dobre serce, ale jesteś typem smutasa i osobą zdystansowaną, trudno będzie komukolwiek dostrzec w tobie pozytywy.

 

 

Ciekawostki:

8% badanych najbardziej lubi być chwalonych za wyczyny kulinarne.

Osoby piastujące wyższe stanowiska (dyrektorzy, managerowie) znacznie częściej niż inne grupy komplementują dzieci (71%).

Rolnicy, częściej niż inne zawody, nie oczekują komplementów związanych ze swoją pracą.

Z komplementów związanych z kulinarnymi dokonaniami najmniej cieszą się osoby z wykształceniem wyższym i mieszkańcy wsi.

 

Badanie „Słodkie gesty”, przeprowadzone na zlecenie producenta Cukru Królewskiego, to jeden z elementów tegorocznej kampanii Südzucker Polska S.A. Z okazji 15-lecia marki, nieodzownie związanej przecież ze słodzeniem, producent postanowił przypomnieć znaczenie drobnych, ciepłych gestów, które mają moc zmieniania rzeczywistości. Słodka marka, od wielu lat ambasador pozytywnych emocji, tym razem przypomina wprost, aby nie obawiać się słodkich gestów, bo w nich tkwi jeden z przepisów na szczęście. Kampanię rozpoczęto premierą animowanego klipu „Forever sweet” wykonanego na zlecenie Cukru Królewskiego, który jest zgrabną afirmacją na temat miłości i pełnych ciepła gestów mających moc zmieniania rzeczywistości. 

materiały prasowe

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Para: mężczyzna i kobieta nad rzeką /Ilustracja do tekstu: Normy nasienia według WHO
Fot,: Milan Popovic /Unsplash.com

Niepłodność dotyczy dziś już niemal co piątej pary i często wiąże się ze współwystępowaniem problemu u obojga partnerów. W ostatnich dekadach lekarze stawiają jednak coraz więcej diagnoz niepłodności męskiej, która wynika z niskiej jakości nasienia. Globalne pogorszenie jego parametrów nie pozostaje bez wpływu na normy nasienia według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia). Jakie wartości uznaje się obecnie za prawidłowe?

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Normy nasienia według WHO: niższe niż 30 lat temu

Jeszcze w 1980 roku za prawidłową wartość w badaniu nasienia uznawano 60 mln plemników w 1 ml ejakulatu. Od tego czasu wartości referencyjne znacznie się obniżyły – i to we wszystkich zakresach analizowanych podczas seminogramu.

Obecnie, zgodnie z bieżącymi normami nasienia według WHO (z 2010 roku), przyjmuje się, że prawidłowe parametry to:

  • objętość nasienia: minimum 1,5 ml,
  • pH nasienia: minimum 7,2,
  • czas upłynnienia: poniżej 60 minut,
  • aglutynaty i agregaty plemników: brak.

W odniesieniu do liczby plemników stosuje się poniższe normy nasienia według WHO:

  • koncentracja i gęstość: 15 mln plemników na 1 ml ejakulatu,
  • całkowita liczba plemników w ejakulacie: minimum 39 mln.

Normy nasienia według WHO z 2010 roku określają także parametry seminogramu dotyczące ruchliwości, morfologii i żywotności plemników. Zgodnie z nimi, przyjmuje się, że o prawidłowym wyniku można mówić wtedy, gdy:

  • ruchliwość ogólna (ruch postępowy oraz ruch w miejscu) wykazuje 40% plemników,
  • ruch postępowy: minimum 32%,
  • żywotność plemników wynosi minimum 58%,
  • morfologia plemników wskazuje, że minimum 4% plemników ma prawidłową budowę,
  • liczba leukocytów (peroksydazo-dodatnich) wynosi mniej niż 1 mln/ml.

Warto jednak mieć świadomość, że normy nasienia według WHO nie są wiążące medycznie. Wyznaczają jedynie wartości referencyjne, które wskazują, że mężczyźni z wynikami mieszczącymi się w powyższym zakresie, statystycznie mają szanse na poczęcie dziecka.

CZYTAJ TEŻ: Mężczyzno, czy wiesz jaką metodą możesz obecnie zbadać nasienie?

Normy nasienia według WHO: terminy określające stan nasienia

Światowa Organizacja Zdrowia zaproponowała też osiem definicji określających stan nasienia:

  • normospermia: prawidłowe parametry nasienia,
  • oligozoospermia: liczba plemników w ejakulacie poniżej 15 mln/ml
  • asthenozoospermia: nieprawidłowa ruchliwość plemników – poniżej 40% wszystkich ruchliwych plemników,
  • teratozoospermia: nieprawidłowa budowa plemników – poniżej 4% prawidłowych form,
  • oligoasthenoteratozoospermia: połączenie trzech zaburzeń: oligozoospermii, asthenozoospermii i teratozoospermii
  • kryptozoospermia: brak plemników w ejakulacie stwierdzony po odwirowaniu nasienia,
  • azoospermia: brak plemników w nasieniu stwierdzony po odwirowaniu,
  • aspermia: brak ejakulatu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

Obniżenie norm nasienia według WHO: z czego wynika?

Obniżone normy WHO (w stosunku do 1980 roku) świadczą o stopniowym i istotnym spadku męskiej płodności w ostatnich kilkudziesięciu latach. Według ekspertów wpływ na to ma bardzo wiele czynników – także zewnętrznych.

Jak podkreśla dr n. med. Marta Libura, tkanka jądra produkuje każdego dnia ok. 100 mln komórek plemników. Jednocześnie w znacznie wyższym stopniu niż inne tkanki organizmu narażona jest na działanie niekorzystnych czynników środowiskowych. A tych każdego roku pojawia się coraz więcej.

Płodności współczesnego mężczyzny zagrażają dziś m.in.:

  • zanieczyszczenia środowiska (w tym ekspozycja na ksenoestrogeny),
  • promieniowanie elektromagnetyczne,
  • niewłaściwy styl życia (stosowanie używek, niedobory snu, siedzący tryb życia, brak ruchu lub forsowna aktywność fizyczna),
  • niezbilansowana dieta,
  • otyłość lub niedożywienie,
  • przewlekły stres.

Badacze zaznaczają, że czynniki zewnętrzne odpowiedzialne są za aż 10% przypadków męskiej niepłodności.

Istotne dla możliwości reprodukcyjnych mężczyzny są także warunki, na które eksponowany był on w dzieciństwie (np. narażenie jąder na wysokie temperatury), a nawet w życiu płodowym (ekspozycja na ksenobiotyki). Nie mniejsze znaczenie mają przewlekłe zapalenia w obrębie narządów płciowych oraz zmiany pozapalne. Ale środowiskowych przyczyn męskiej niepłodności jest znacznie więcej – niektóre z nich nie są jeszcze poznane.

– Nieznany jest wpływ długotrwałej antykoncepcji hormonalnej matki na zdrowie reprodukcyjne przyszłych dzieci płci męskiej – zauważa dr n. med. Michał Szymański, androlog z kliniki FertiMedica.

CZYTAJ TEŻ: Nieprawidłowa ruchliwość plemników: co musisz o niej wiedzieć?

Z wiekiem maleją szansę na dziecko – także u mężczyzn

Eksperci podkreślają, że na obniżenie płodności męskiej wpływa także przekładanie rodzicielstwa w czasie. Wbrew powszechnej opinii, możliwości reprodukcyjne spadają wraz z wiekiem nie tylko u kobiet. Problem ten występuje także u mężczyzn, jednak – według szacunków – o 15 lat później.

– Niewątpliwie tendencja do coraz późniejszego zawierania związków z intencją posiadania potomstwa wpływa niekorzystnie na dzietność – potwierdza dr Michał Szymański.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Mała liczba plemników to nie jedyny problem. Zobacz, na co jeszcze narażeni są niepłodni mężczyźni

Źródło: materiały eksperckie VII Sympozjum Naukowego„Zdrowie prokreacyjne mężczyzny. Profilaktyka oraz diagnostyka niepłodności męskiej”, M. Szymański, „Oncofertility – spojrzenie urologa”, „Podstawowe badanie nasienia wg standardów Światowej Organizacji Zdrowia z roku 2010. Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Andrologicznego i Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych”, novum.com.pl

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Szokujące nagranie ze chrztu. Ksiądz spoliczkował niemowlę

Niemowlę na rękach mamy
Fot.: Brytny.com /Unsplash

W ostatnich dniach sieć obiegł skandaliczny film nagrany amatorską kamerą, który dokumentuje uroczystość chrztu małego chłopca. Widać na nim, jak zniecierpliwiony płaczem dziecka ksiądz stosuje wobec niego przemoc.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Na niespełna minutowym filmie widzimy fragment mszy, podczas której ksiądz udziela płaczącemu niemowlęciu sakramentu chrztu.

– Poleję wodą czoło, a następnie obejmę tego małego człowieka, ponieważ właśnie staje się nowym chrześcijaninem – mówi ksiądz, wykonując kolejne kroki kościelnej ceremonii.

Ponieważ jednak dziecko, przerażone nieznanym otoczeniem, nie przestaje płakać, duchowny postanawia je w agresywny sposób „napomnieć”: podduszając, a potem wymierzając mu siarczysty policzek.

ZOBACZ TEŻ: Masz tatuaże? Ten film przestrzega: otwierasz się na zło i niepłodność

Ksiądz spoliczkował dziecko. Rodzice skonsternowani

Poruszona sytuacją matka natychmiast nakazuje 87-letniemu księdzu, by przestać bić zapłakanego chłopczyka. Kilka sekund później stojący z tyłu mężczyzna, najprawdopodobniej tata chłopca, po chwilowej konsternacji i niedowierzaniu, zdecydowanym ruchem próbuje wyrwać dziecko z rąk duchownego. Nie obywa się jednak bez szarpaniny, bo ksiądz początkowo nie chce dziecka oddać. Chwilę później film się kończy. Nie wiemy, jaki był dalszy ciąg tej historii.

Szokujące nagranie, które pochodzi z Francji, rozprzestrzenia się w internecie z prędkością światła. Obejrzało je już kilka milionów użytkowników, którzy nie kryją swojego oburzenia. Pod filmem pojawiają się setki negatywnych komentarzy. Zdaniem internautów, to kolejny przykład daleko idących nadużyć przedstawicieli Kościoła katolickiego.

– Pokazał, jaki jest naprawdę. Ciekawe, do czego byłby zdolny, gdyby miał ku temu okazję – zastanawia się jeden z użytkowników. – Ten ksiądz ma diabła za skórą – dodaje inny.

Niektórzy internauci starają się jednak wykazać empatią w stosunku do księdza.

– Ksiądz jest starym człowiekiem, prawdopodobnie wiek wpłynął na jego stan psychiczny. Uderzenie nie było silne, a dziecku szybko pomogli rodzice. Wybaczcie staremu biednemu człowiekowi z alzheimerem. Czy żadne z was nie ma dziadków, nie wiecie, jak to działa? – pyta retorycznie jeden z użytkowników serwisu YouTube.

Takie komentarze są jednak w zdecydowanej mniejszości. Większość komentatorów jest oburzona sceną ukazaną na filmie i żąda, by ksiądz poniósł za swoje zachowanie odpowiedzialność karną.

Gdy oglądałam to wideo, płakałam, miałam w sobie mnóstwo gniewu i smutku. Gdybym to była matką tego dziecka, nie zawahałbym się, by oddać temu przeklętemu księdzu – pisze internautka o pseudonimie K-uzuki.

Przed kilkoma tygodniami głośno było o podobnym incydencie, który miał miejsce w Polsce. W trakcie mszy w pułtuskim kościele proboszcz spoliczkował 10-letniego chłopca, gdy ten podczas komunii świętej wyjął z ust opłatek, by mu się przyjrzeć. Wcześniej nie brakowało doniesień o podobnych sytuacjach z innych miejscowości.

POLECAMY TEŻ: Ksiądz przestrzega przed kandydatem wspierającym antykoncepcję awaryjną oraz in vitro. Będzie „gorzej niż z Sodomą”.

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Patryk Jaki za in vitro? „Będziemy go przekonywać, że to niewłaściwy kierunek”

Zdjęcie Patryka Jakiego) /Ilustracja do tekstu: Patryk Jaki za in vitro?
Fot.: ms.gov.pl

W kwietniowym programie „Fakty po Faktach”, który ukazał się na antenie TVN24, konserwatywny polityk Patryk Jaki wyraził niespodziewane poparcie dla in vitro. Zaznaczył, że jeśli mieszkańcy Warszawy wyrażaliby wolę kontynuacji dofinansowania tej metody, jako prezydent miasta nie blokowałby tego pomysłu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak inni politycy PiS.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gościem wtorkowej audycji radiowej „Rozmowa w samo południe” w RMF24 była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Gosiewska. Prowadzący rozmowę Marcin Zaborski zapytał ją m.in. o to, jak odnosi się do słów Patryka Jakiego na temat poparcia dla in vitro. Posłanka odpowiedziała, że nie słyszała, by kandydat prawicy na prezydenta Warszawy miał takie zamierzenia.

– Wręcz przeciwnie, słyszałam wiele wypowiedzi, które idą w kierunku tego, że w żadną ideologię nie będzie wchodzić. Będziemy go przekonywać, że to nie jest dobry kierunek – zaznaczyła Małgorzata Gosiewska.

PRZECZYTAJ TEŻ: Minister zdrowia przyjrzy się in vitro? Tak, ale nie chodzi o dofinansowanie

Kontynuacja dofinansowania in vitro? „Nie mamy budżetu z gumy”

Posłanka PiS dodała jednocześnie, że szanuje osoby, które decydują się skorzystać z leczenia w klinikach leczenia niepłodności. Nie uważa jednak, „aby stać nas było na to, by finansować to z budżetu państwa”.

 –  Nie mamy budżetu z gumy. Trzeba kierować pieniądze tam, gdzie są najbardziej potrzebne –  podkreśliła posłanka w RMF24.

Realizowany obecnie program dofinansowania in vitro w Warszawie zakłada dopłatę (w wysokości do 5 tys. zł) do trzech prób zapłodnienia pozaustrojowego dla niepłodnych par mieszkających w stolicy. Projekt będzie realizowany do 2019 roku. Jego kontynuacja stoi na razie pod znakiem zapytania.

Źródło: rmf24.pl

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Konserwatywny polityk zawalczy o fotel prezydenta Warszawy. Rywal pyta o in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Kolejne pary otrzymają dofinansowanie do in vitro. Rusza rekrutacja: sprawdź, kto może się zgłosić!

Uśmiechnięte niemowlę z plikiem banknotów /Ilustracja do tekstu: Dofinansowanie in vitro w Chojnicach. rusza rekrutacja; kto może się zgłosić?

Z początkiem lata rusza program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców Chojnic. W toku konkursu wyłoniono trzy ośrodki, w których małżeństwa zmagające się z niepłodnością będą mogły skorzystać z dofinansowania do in vitro. Pierwsi pacjenci już zgłaszają się do kliniki INVICTA w Gdańsku, która została jednym z realizatorów programu na lata 2018-2020. O jego znaczeniu, warunkach udziału i zasadach kwalifikacji mówią eksperci z tej placówki.

CHaBeR News

http://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

– Bardzo się cieszę, że samorząd w Chojnicach zdecydował się pomóc niepłodnym parom w realizacji ich pragnień. Dla ok. 15-20% naszych pacjentów metoda in vitro to jedyna szansa na poczęcie potomstwa. Jednocześnie jest to procedura specjalistyczna, zatem kosztowna. Część par ze względów finansowych ma ograniczony dostęp do takiej terapii, dlatego możliwość uzyskania dopłaty do zabiegu może okazać się bezcenna – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Dofinansowanie in vitro w Chojnicach: sprawdź, kto może skorzystać

Program dofinansowania in vitro w Chojnicach skierowany jest do par małżeńskich bezskutecznie starających się o dziecko, które:

  • mieszkają na terenie Chojnic,
  • rozliczają się tam z podatków.

Warunkiem skorzystania ze wsparcia są stwierdzone niepowodzenia wcześniejszej diagnostyki i leczenia lub posiadanie bezpośrednich wskazań do zapłodnienia pozaustrojowego. Nie bez znaczenia jest także wiek. Kobieta musi mieć 21-40 lat (według rocznika urodzenia), choć warunkowo ( na podstawie wskazań) dopuszcza się także udział pań nieco młodszych (od 18. roku życia) i starszych (do 42. roku życia).

Kwalifikacja do programu wymaga wcześniejszej diagnostyki – wykonania badań hormonalnych (w tym AMH, LH, FSH, LTH) oraz badania USG, a także konsultacji ze specjalistą. W pierwszym roku z dopłat skorzystać będzie mogło ok. 30 par.

ZOBACZ TEŻ: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Dofinansowanie in vitro w Chojnicach: 5 tys. zł do pojedynczej procedury

Chojnicki projekt przewiduje dofinansowanie w wysokości 5 tys. zł do pojedynczej procedury in vitro. Świadczenia obejmują:

– Pacjenci finansować będą jedynie różnicę między dopłatą z budżetu miasta a całkowitym kosztem leczenia, w którym uwzględnić należy niezbędne badania laboratoryjne, wizyty lekarskie, leki oraz ewentualne dodatkowe procedury. To rozwiązanie bardzo korzystne, bo umożliwia spersonalizowanie terapii. Możemy uzupełnić podstawowy proces leczenia o działania, które zmaksymalizują szanse na uzyskanie ciąży u danej pary, w kontekście jej indywidualnych potrzeb – ocenia prof. Łukaszuk.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dofinansowanie do in vitro w województwie łódzkim

Zgłoszenia już w najbliższych dniach

Rekrutacja do programu rozpocznie się w najbliższych dniach, ale pierwsi pacjenci już zgłaszają się do kliniki INVICTA w Gdańsku, by poznać szczegóły oferowanego wsparcia.

– W wyniku realizowanego między 2013 a 2016 rokiem programu rządowego wiele rodzin może teraz cieszyć się szczęściem swoich dzieci (…).Wierzę, że program dofinansowania in vitro w Chojnicach powtórzy jego sukces – podsumowuje specjalista z INVICTA.

Pacjenci zainteresowani udziałem w programie dofinansowania in vitro w Chojnicach mogą już teraz kontaktować się z personelem kliniki INVICTA (telefonicznie: 58 58 58 801 lub przez formularz na stronie: www.klinikainvicta.pl). Para zostanie zaproszona na badania i wizytę kwalifikacyjną. Może również otrzymać wzory dokumentów, których podpisanie będzie wymagane przed rozpoczęciem leczenia.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Badania kliniczne w leczeniu niepłodności. Szansa na poprawę skuteczności inseminacji

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.