Przejdź do treści

9 rzeczy, których warto nauczyć się od grzeSZnych dziewczyn

129.jpg

Chcesz mieć więcej radości z seksu? Skorzystaj z podpowiedzi niegrzecznych dziewczynek, które wiedzą, co to dobra zabawa w łóżku. Twój facet zrobi dla ciebie wszystko, o co poprosisz, a ty będziesz mieć więcej przyjemności.

Masa atrakcyjnych, inteligentnych, zabawnych kobiet wciąż ma problem z seksem. Chciałybyśmy robić to częściej, bardziej spontanicznie, mieć z tej zabawy większą frajdę. Cóż kiedy nie jest łatwo. Od małego byłyśmy uczone, że dziewczynkom nie wypada rubaszne zachowanie. Powinnyśmy być: skromne, grzeczne, czyste, schludne i porządne. Uff. I nie interesować się za bardzo „tymi sprawami”, bo to przecież nie wypada. Trudno po takim wieloletnim szkoleniu nagle stać się wulkanem spontaniczności i machać majtkami jak sztandarem. Więc chciałybyśmy, ale się wstydzimy. Wciąż siedzi w nas ta grzeczna dziewczynka z warkoczami, której tylu rzeczy nie wolno i na tak wiele nie może sobie pozwolić. Droga dziewczynko z warkoczykami, mam dla ciebie informację: jesteś już duża i zamiłowanie do seksu nie zrobi z ciebie dziwki tylko człowieka.

1. Bądź swoim własnym pępkiem świata

GrzeCZna dziewczynka: Jesteś przemęczona, a na siłowni nie byłaś od wieków. Chciałabyś pójść do fryzjera i kosmetyczki. I wreszcie zacząć zajęcia z tańca, ale zamiast tego po pracy biegniesz do domu i sprzątasz i gotujesz i prasujesz. Grzeczne dziewczynki są od małego uczone, że powinny dawać dużo z siebie, ale niewiele brać. GrzeSZna dziewczyna: Dla grzesznych dbanie o siebie to priorytet! Seksowne rozwiązanie: Manicure, masaż, jedwabne pończochy, nowe szpilki, czy chociażby wysmarowanie się po czubek nosa luksusowym kremem przed snem. Zrób coś, co pozwoli ci poczuć się i wyglądać fenomenalnie przynajmniej raz w miesiącu. Seks zaczyna się od głowy. Zadbanie o siebie podniesie twoje poczucie własnej wartości i spowoduje, że będziesz promieniowała. A to bywa bardziej sexy niż najbardziej fikuśny stanik.

2. Pokochaj swoje ciało

GrzeCZna dziewczyna: Nienawidzi swoich bioder. Wstydzi się brzucha. Nie pokazuje pupy, bo nie jest przecież odpowiednio gładka. GrzeSZna dziewczyna: Wie, że skoro facet wylądował z kobietą w łóżku to znaczy, że ona go podnieca. Jest świadoma tego, że każde jękniecie i grymas rozkoszy na jego twarzy, to jej zasługa, a wielkość jej bioder i ud jest w tej sytuacji po prostu doskonała. Seksowne rozwiązanie: Jeżeli wciąż nie możesz uwierzyć w to, że twoje ciało jest dla niego niesamowicie seksowne, mamy dla ciebie dobrego sprzymierzeńca: odpowiednie oświetlenie. Rozstaw nastrojowe świece w łazience, pokoju czy nawet kuchni. Tak rozświetlona stań w progu w seksownym gorsecie czy peniuarze. Jesteś gwiazdą tego show!

3. Dziewczyńskie zabawy

GrzeCZna dziewczynka: Masturbacja to dla ciebie wciąż temat krępujący i wstydliwy. Dlatego rzadko to robisz i nigdy się do tego nie przyznajesz. GrzeSZna dziewczyna: Jeden orgazm dziennie to w zasadzie norma. Nie ważne, czy jest samotna, czy w związku. Posiada własny zestaw wibratorów.Seksowne rozwiązanie: Wprowadź wibratory do swojego erotycznego repertuaru. Eksperymentuj z wolniejszymi i szybszymi prędkościami wibrowania. Wypróbuj je pod różnymi kątami i w różnych pozycjach: pieść łechtaczkę, połóż wibrujący gadżet na poduszce i spróbuj poocierać się o niego, masuj wejście do pochwy. Dzięki temu masz szansę lepiej poznać swoje ciało. Po kilku lekcjach solo możesz zaprezentować swojemu mężczyźnie wykład z pokazem na ten temat. Wibrator zwiększa twoje szanse na orgazmy: samodzielnie czy z partnerem.

4. Pokaż trochę entuzjazmu

GrzeCZna dziewczynka: Wielu z nas wpojono, że seks nie jest ważny, a jeżeli już jest, to liczy się, żeby jemu było dobrze. On ma orgazm, a tobie ma wystarczyć poczucie bliskości. Dlatego zajęcia w sypialni często traktujesz jako kolejny obowiązek. GrzeSZna dziewczyna: Lubi seks. Potrafi zatroszczyć się o swoje orgazmy. Zabawy w łóżku i szczytowanie dają jej radość, poprawiają samopoczucie i kondycję. Seksowne rozwiązanie: Przejmij inicjatywę. Czytaj artykuły, poradniki, szukaj pomysłów, a jeśli poczujesz, że masz ochotę coś wypróbować, zainicjuj zabawę. Nie czekaj zawsze, aż to on zacznie. Zaproś kochanka do „współpracy” budząc go pocałunkiem poniżej pępka. Wprowadzaj nowości: gadżety, gry, przebieranki i obserwuj jak na te eksperymenty reaguje twoje ciało. Odkrywaj czego pragniesz w łóżku i dziel się swoimi doznaniami z  partnerem. Zabawa w „poszukiwanie twojego zaginionego orgazmu” może być przełomowa dla waszego wspólnego życia seksualnego.

5. Rozmowy nieocenzurowane

GrzeCZna dziewczynka: Jak do tej pory, twoja poduszka nie słyszała nic więcej poza nieśmiałym: „Tak kotku” i kilkoma „Teraz mi dobrze”. GrzeSZna dziewczyna: Wie, że faceci lubią czuć, że są najlepsi w tym, co robią. Dlatego w czasie seksu przypomina partnerowi o tym, jakim jest ogierem, w najbardziej pieprzny sposób, jaki jej przyjdzie do głowy. Używanie ostrych słówek w łóżku daje grzesznym dziewczynom poczucie wyzwolenia. Seksowne rozwiązanie: Spróbuj oswoić się z ostrzejszymi słowami w łóżku. Zacznij od zapisywania ich w wolnej chwili i czytania na głos, gdy jesteś sama. Rozmowy w łóżku wprowadzaj krok po kroku. Zacznij od mówienia mu ”Lubię jak robisz…..” albo pytania ”Czy lubisz jak…?”. Jak już przełamiecie dotychczasowe milczenie w czasie seksu, wtedy dołącz bardziej pieprzne słowa.

6. Bo fantazja jest od tego…

GrzeCZna dziewczynka: Nigdy nie przyznałabyś się do marzeń o tym, żeby kochać się z nieznajomym, ani do fantazjowania o brutalnym seksie. Twoje pragnienie, aby okiełznał cię prawdziwy mężczyzna, który podczas orgazmu pociągnie cię za włosy i sponiewiera w dwuznaczny sposób, na zawsze ma pozostać twoją tajemnicą. GrzeSZna dziewczyna: Wciela w życie takie pomysły, których większość z nas nie tylko nigdy by nie zrobiła, ale nawet nie przyszłoby nam to do głowy. Fakt. Powinniśmy brać z nich przykład nie tyle w kwestii tego, jak daleko można się posunąć, ale za ich podejście. Nie oceniają swoich własnych zachcianek, nie oburzają się słuchając, co kręci partnera. Seksowne rozwiązanie:Spróbuj rozmowy. Pogadaj z nim o tym, co ciebie kręci, albo co wydaje ci się, że może cię kręcić (jeśli jeszcze nigdy w życiu tego nie próbowałaś). Jeżeli jest to seks z nieznajomym, możecie ustalić, że umówicie się w barze, gdzie będziecie udawać, że się nie znacie. Już sama rozmowa o takich planach może was podniecić. Dodatkowo macie szansę zbudować między wami atmosferę głębszej intymności i zaufania. Odgrywanie scenek w sypialni pobudza wszystkie zmysły: ciało i umysł, przedłuża przyjemność. Wyobraź sobie, że jesteś gwiazdą porno i odgrywasz pielęgniarkę w swoim najnowszym filmie. Nie komplikuj scenariusza, w końcu i tak chodzi o to, żeby wszystko zakończyło się bzykaniem. Jeśli wasze teksty w czasie odgrywania fantazji będą was rozśmieszały, to nic złego. Łóżko to bardzo dobre miejsce na zabawę. Pamiętaj, że tutaj kluczem jest poczucie bezpieczeństwa. Nie zgadzaj się na nic, co powoduje, że nie czujesz się dobrze. 

7. Rozpieszczajcie się wzajemnie

GrzeCZna dziewczynka: Seks oralny fundujesz swojemu chłopakowi tylko z okazji wielkich świąt i okrągłych rocznic. Zgadzasz się na próbowanie nowych pozycji, tylko jeśli sobie na to zasłużył. Nie sygnalizujesz własnych potrzeb związanych z seksem. GrzeSZna dziewczyna: Pożądanie to nie jest towar do wydzielania na kartki. Niegrzeczne dziewczynki obdarowują swoich partnerów przyjemnością bez ograniczeń. Nagrodą dla nich samych nie jest jednak czysta satysfakcja z tego, że jemu było dobrze. Potrafią mówić o tym, czego chcą w łóżku i oczekują rewanżu w sprawianiu sobie przyjemności. Seksowne rozwiązanie: Nie używaj seksu do manipulacji. Nie baw się też w akcje charytatywne, w ramach których tobie ma wystarczyć sam fakt, że jemu się podobało. Seks to przyjemność i w takiej formie należy wam się obojgu. Jeżeli wiesz, co pasuje twojemu mężczyźnie, to – o ile czujesz się z tym komfortowo – ofiaruj mu to w ilościach hurtowych. Jedynym wymaganiem niech będzie to, że on odwdzięczy ci się równie szczodrze, zgodnie z tym, o co poprosisz. 

8. Mianujemy cię Dyrektor Kreatywną ds. Łóżkowych

GrzeCZna dziewczynka: Wiesz, co działa na twojego mężczyznę, dlatego ciągle to powtarzasz. GrzeSZna dziewczynka: Wie, że na ciele są setki guzików przyjemności: od stóp po kark. Połowa zabawy to sprawdzanie, co działa, a co nie. Seksowne rozwiązanie: Poznawajcie swoje ciała i odkrywajcie swoje czułe punkty. Nie musicie się spieszyć w łóżku. Delikatnie podszczypuj albo podgryzaj jego sutki. Przejedź językiem po jego klatce i brzuchu. Przesuwaj językiem wzdłuż moszny, jednocześnie uciskając jego krocze (pomiędzy penisem, a odbytem). Możecie malować (i potem zlizywać) na swoim ciele czekoladowe wzorki. Ugniataj jego pośladki. Wypróbujcie masaż erotyczny.

9. Ubierz się w coś

GrzeCZna dziewczynka: Twój weekendowy look w dresie i kucyku stał się tak fascynujący, jak twoja randka z bieżnią. SEXY? Tak właśnie myśleliśmy: Nieeebardzo! GrzeSZna dziewczynka: Mężczyźni to wzrokowcy (właśnie dlatego GrzeSZne Dziewczyny maja pełne ręce roboty!). Taka dziewczyna świetnie wykorzystuje tę wiedzę ubierając się w seksowną bieliznę, zamiast w dres albo (tak, tak!) zostając w szpilkach podczas tete-a-tete. Seksowne rozwiązanie:  Dbaj o swój wygląd nie tylko wtedy, kiedy macie „wielkie wyjście”. Zadbaj o swój „domowy look” tak, żeby był kobiecy i kuszący. Zamiast piżamy w misie – jedwabna koszulka. Sama poczujesz się seksowniej. Jeżeli musisz chodzić w jego podkoszulkach, to nie zakładaj nic po za tym. Pod swoje ulubione weekendowe spodnie załóż stringi albo powitaj go w drzwiach jedynie w szpilkach i… nowej fryzurze! To sprawi, że jego serducho zabije mocniej i wykaże się ogromnym… eeee… zainteresowaniem.

Joanna Keszka, Barbarella.pl

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Kobiety dla Kobiety- jedną wielką siłą!

kobiety dla kobiety

Ona trzydziestosiedmioletnia Ola, mama małego chłopca, pacjentka oddziału onkologii i KOBIETA. One – wykonujące rozmaite zawody, posiadające różne cechy wolontariuszki, blogerki, bizneswoman, panie domu, matki, żony, rozwódki, singielki i KOBIETY.

Bez względu na to, czym się zajmują, czy odnoszą sukcesy, z jakimi problemami się borykają, jakie mają wady i zalety w marcowy weekend podczas spotkania Kobiety dla Kobiety w hotelu Kotarz Spa & Wellness stały się jedną wielką siłą. Siłą potrzebną Oli w jej walce z białaczką.

Jeden dzień, lata walki, silna kobieta i potrzeba wsparcia – „W dniu porodu dowiedziałam się, że mam białaczkę”
PRZECZYTAJ HISTORIĘ OLI >>KLIK<<

 

kobiety dla kobiety ola białaczka

Fot. strona projektu „Kobiety dla Kobiety”

Akcja Kobiety dla Kobiety zorganizowana przez fundację 3-4-START miała na celu przede wszystkim wsparcie finansowe leczenia Oli będącej podopieczną Fundacji. Jednak to nie wszystko, ponieważ pomagając innym, pomagamy także sobie. Okazywane dobro powraca do nas i pięknie rozkwita, przynosząc jeszcze większe owoce. Mogły się o tym przekonać blogerki, które przybyły na spotkanie w Brennej.

W kobiecości drzemie wielka siła, chociaż – by ją wydobyć – każda z nas musi czuć się dobrze sama ze sobą. Kobiecość trzeba pielęgnować i doceniać, dbać o nią, bo tylko wtedy, gdy jesteśmy świadome swojej wartości, możemy z niej czerpać, by pomagać innym. Właśnie dlatego na spotkaniu w Brennej uczestniczki miały możliwość wzięcia udziału w szeregu warsztatów motywacyjnych, a także zażycia dawki relaksu i przyjemności – tak potrzebnego oderwania od codziennych obowiązków.

11 marca 2017 do Hotelu Kotarz Spa & Wellness w Brennej przybyła grupa blogerek pragnących aktywnie włączyć się w akcję Kobiety dla Kobiety.

Zostały one powitane przez prezes Fundacji 3-4-Start – Urszulę Dąbrowską-Czapkiewicz, wiceprezes Teresę Szewczyk oraz współorganizatorkę spotkania – Klaudię Czapkiewicz-Ziółek, która na wstępie opowiedziała zebranym o samej Fundacji i jej działaniach

Uczestniczki miały także możliwość obejrzenia niezwykłego filmu zrealizowanego przez Agę Szuścikktórego bohaterkami były oczywiście KOBIETY, w tym walcząca z białaczką Ola. Polecamy każdemu zapoznanie się z tym krótkim, zmuszającym do refleksji filmem, który pokazuje, jak my, kobiety pięknie się różnimy, będąc jednocześnie bardzo podobne w swoich pragnieniach i obawach.

Po wystąpieniu Klaudii, przyszła pora na zapoznanie się z działalnością Fundacji DKMS, zajmującej się poszukiwaniem i rejestracją potencjalnych dawców szpiku oraz pomocą w przeprowadzaniu tych zabiegów.

Wystąpienie jej przedstawicieli – Ewy Nawrot i Wojciecha Niewinowskiego – było niezwykle ciekawe, tym bardziej że Wojtek opowiadał historię własnej wygranej walki z nowotworem krwi.

Uczestnicy mieli także okazję poznać panią Beatę, która została dawcą, ratując komuś życie, dzięki oddaniu komórek macierzystych. Takie autentyczne historie są najlepszą motywacją do niesienia pomocy i nie da się przejść obok nich obojętnie.

Kolejna prelekcja należała do Krystyny Bezubik, specjalistki i autorki kursów kreatywnego pisania „Piszę, bo chcę”. Krystyna przekazała blogerkom wskazówki dotyczące zarówno tego, jak znajdować w sobie motywację do pisania, jak i samego warsztatu pisarskiego.

Następnie przyszedł czas na Anetę Wątor, trenerkę metody Kaizen, która doradzała, jak metodą małych kroków zmienić swoje życie na lepsze i pokochać samą siebie. Była także okazja do zakupu jej autorskiego „Dziennika celów Kaizen”, a dochód ze sprzedaży podczas imprezy Aneta przekazała na cel naszej akcji.

Kolejne wystąpienie należało do Oktawii, przedstawicielki marki Montibello, która opowiedziała o historii firmy i produkowanych przez nią kosmetykach, a szczęśliwe zwyciężczynie zorganizowanego wcześniej konkursu, miały okazję na własnej skórze odczuć ich działanie dzięki odbyciu relaksujących masaży.

Pomiędzy wystąpieniami prelegentów był czas także na słodkie przyjemności, gdyż uczestniczki zostały uraczone pysznym tortem przygotowanym przez Anię ze Słodkiej Krainy Czarów. Tort był tak piękny, że aż żal było go jeść!  Również Hotel Kotarz zadbał o to, by uczestniczki nie straciły sił, racząc je sytym i smakowitym obiadem.
Po zakończeniu części oficjalnej, pozostało sporo czasu na relaks w strefie SPA Hotelu Kotarz, gdzie do dyspozycji był basen, jacuzzi, sauna, a nawet grota solna. 

Po kolacji, wygodne i duże apartamenty hotelowe zapewniły także idealne warunki do długich wieczornych kobiecych rozmów. Wiadomo, że jeśli w jednym miejscu zbierze się tak duża i pełna energii grupa KOBIET, to rozmowom nie ma końca.

II DZIEŃ – 12 marca

W niedzielę, w drugi dzień spotkania, po królewskim śniadaniu zaserwowanym przez Hotel Kotarz, przyszła pora na dalszą część wykładów.
Tym razem zaproszeni goście mieli okazję wysłuchać Doroty Budzyńskiej z Ginger Med Spa,która w porywający sposób opowiadała o sile pierwszego wrażenia i o tym, co zrobić, by było ono jak najlepsze.

Po prelekcji Doroty, w równie interesujący sposób Ewa Mucha z Aloesy.com przybliżała nam wiedzę na temat niezwykłych i dobroczynnych właściwościach aloesu.
Ostatnie wystąpienie należało do pełnej pozytywnej energii Edyty Walęciak-Skórka, autorki książki „Jutro zaczyna się dziś”,  która przekonywała, że warto gonić za własnymi marzeniami, gdyż ich realizacja jest prostsza, niż nam się nieraz wydaje. Wystarczy tylko odpowiednio się do tego zabrać.

Na koniec całego spotkania odbyło się losowanie cegiełek, które wcześniej można było zakupić. Dochód z ich sprzedaży zasilił oczywiście cel całej akcji, czyli wsparcie Oli w walce z chorobą, natomiast na szczęśliwych zwycięzców losowania czekały atrakcyjne nagrody. Główną z nich było przepiękne drewniane serce od drewnianedodatki.pl, kolejną voucher od Projektogram, a także pięknie zapakowane czekolady od Chocokiss.
Wszystkie uczestniczki zostały także obdarowane miłymi upominkami, zapewnionymi przez sponsorów wydarzenia.
Wierzymy, że każda z KOBIET biorących udział w spotkaniu wyniosła z niego bardzo wiele pozytywnych wrażeń i emocji. Wykładów było wiele i były tak zróżnicowane w swojej treści, że każdemu mogły przynieść dawkę cennej wiedzy i motywacji. Przemiłych spotkań, rozmów i śmiechów była ogromna dawka. Do tego nieco relaksu i oderwania się od codzienności. Ponad wszystkim była nieporównywalna z niczym satysfakcja ze wsparcia szczytnego celu. Może jedynym, czego mogło nieco brakować, był sen, ale przy tylu atrakcjach po prostu szkoda było na niego czasu.

To  nie koniec całej akcji #KobietydlaKobiety

Kobiety dla Kobiety wciąż działają, a jeśli Ty, drogi czytelniku, nie jesteś kobietą, to wcale nie znaczy, że nie możesz wesprzeć naszej akcji.

Na poniższej infografice , stworzonej przez Anię z Rysunki Anny L. znajdziesz szczegółowo rozrysowane sposoby na wsparcie naszej inicjatywy.

infografika

Na Allegro wciąż trwają licytacje  interesujących przedmiotów, z których całkowity dochód zasila cel akcji. Kliknij TUTAJ 

Warto zerknąć, gdyż można tam znaleźć wiele ciekawych książek oraz mnóstwo innych unikalnych i wartościowych rzeczy.

Warto sprawić sobie przyjemność zakupem, jednocześnie wspierając szczytny cel.

Dziękujemy wszystkim, którzy uwierzyli w naszą inicjatywę – uczestnikom, partnerom, sponsorom,dzięki którym akcja #kobietydlakobiety nabrała kształtów.

Dziękujemy za Wasze wielkie serca, zaangażowanie i wiarę w to,że razem możemy więcej!

Wiemy, że te dni spędzone w Brennej, były  tylko  „małym ziarenkiem” do świadomego i bezinteresownego czynienia dobra

Zapraszamy Was do obejrzenia krótkiej relacji filmowej, zrealizowanej przez utalentowany zespół CreAdd

Organizator wydarzenia: Fundacja 3-4-Start
Partnerzy strategiczni: Montibello | Mila | Face&Look Hotel Kotarz Spa&Wellness
Koordynatorki wydarzenia: Klaudia Czapkiewicz-Ziółek – www.niezleziolkoblog.pl oraz Teresa Szewczyk – www.szczypiorki.pl
Miejsce wydarzenia: Hotel Kotarz Spa&Wellness w Brennej
Prelegenci: Fundacja DKMSPiszę bo chcę Krystyna Bezubik, Motiwator Aneta Wątor, Dorota Budzyńska Ginger Med Spa,       Ewa Mucha Aloesy.comWyższy PoziomEdyta Walęciak-Skórka
Fotorelacja i videorelacja: Kamil Cichoń i Bartek Truniarz – CreAdd
Tort: Słodka Kraina Czarów
Oprawa graficzna: Rysunki Anny L.
Dokument „Kobiety dla kobiety” – realizacja: Aga Szuścik

Partnerzy spotkania:

Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne Tęcza Żywiec Zdrój | ID’EAU Smart Eco wash |Sylveco Wydawnictwo Media Rodzina Aloesy.com Wydawnictwo MUZA S.A. |projektogram.pl drewnianedodatki.pl Kunszt | Wydawnictwo Otwarte Chocokiss |Oillan | Oncoderma Minty Star Sellplex allepaczki.pl | Park Wodny Kraków | Ginger Med Spa Trefl Naturalnie My

Artykuł powstał przy współpracy z Fundacją 3-4-START

 

plakat3

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jeśli in vitro zawiedzie – trzy historie

jeśli in vitro zawiedzie

Wiadomo – tak ze statystyk, jak i z życia – że czasami leczenie niepłodności zawodzi. Zwykle pacjenci dochodzą do ostatniego etapu, czyli do in vitro, w różnych jego odsłonach oraz liczbach. Jednak niezależnie od ilości prób, skomplikowania zabiegu, czy nawet renomy kliniki, leczenie może się nie udać. Czasami leczenie nie przynosi efektu, a czasami pacjenci sami podejmują decyzję, że osiągnęli jakąś swoją granicę.

Czy to oznacza koniec prób? Czy jest równoznaczne z zakończeniem starań o dzieci? Dlaczego podejmuje się decyzję o przerwaniu leczenia?

1.

Młodzi, przed 30-tką, małżeństwo, podjęli decyzję o dziecku. Diagnoza nie była druzgocąca; komórki jajowe kobiety były bardzo dobrej jakości, mężczyzna również był zdrowy, biologicznie nie było presji. Na spokojnie i pełni nadziei zaczęli więc leczenie: iui, żeby nie tracić czasu na zwykłą stymulację. Potem, już lekko zestresowani, podeszli do jednego ivf, drugiego, icsi. Druga próba wprawdzie zakończyła się ciążą, ale potem było poronienie. Po kilku latach intensywnego leczenia zaczęli się zastanawiać, dokąd ich działania prowadzą. Byli jeszcze młodzi, wyniki badań mieli ciągle całkiem niezłe, ale też konto bankowe coraz bardziej puste. Podjęli więc decyzję o zakończeniu leczenia i rozpoczynają proces żegnania się z biologicznym rodzicielstwem.

Przez chwilę rozważali adopcje, ale rzeczywistość kwalifikacji i długość procesu wydała się im zbyt trudny. Bardzo zależało im też na dziecku jak najmłodszym, żeby doświadczyć możliwie najpełniejszego rodzicielstwa. Po roku dowiedzieli się, że ich znajoma adoptowała niemowlę. Zaczęli więc znowu rozmawiać i zdecydowali się na adopcję. Niespełna dwa lata później byli już rodzicami miesięcznej dziewczynki.

Okres starań uznali za najtrudniejszy w życiu, trudniejszy nawet niż czekanie na dziecko adopcyjne. Wspominali powtarzające się poczucie porażki, nieadekwatności, bycia gorszym od znajomych, którym rodziły się kolejne dzieci, kiedy oni czekali ciągle na pierwsze.

2.

Natalia jest samotną „kobietą sukcesu”. Tak o niej mówią znajomi, sama też wie, że całkiem nieźle sobie w życiu radzi. Rozwija się zawodowo. Ma dobrą, satysfakcjonującą pracę, grono bliskich znajomych, wspierającą rodzinę. Ma mieszkanie, jest niezależna finansowo. Zawsze wiedziała, że chce być matką. Była w długotrwałych związkach, które jednak rozpadały się na etapie narzeczeństwa. Związki się nie udawały, ale nadzieja na macierzyństwo była ciągle żywa. Kiedy skończyła 35 lat uznała, że dłużej nie może czekać. Może kolejny związek będzie ostatnim, może nie, ale czas biegnie. Postanowiła więc zdecydować się na macierzyństwo, nawet gdyby miało być one samotne. Rozpoczęła więc diagnostykę, która potwierdziła problemy z owulacją. Potem było leczenie, kolejne zabiegi.

Rodzina pocieszała, bliscy dawali dobre rady. Wyjeżdżała więc na wakacje, chodziła na fitness, jogę, akupunkturę. Rozpoczęła również kolejny związek, stabilny jak się okazało, z mężczyzną, który również pragnął zostać ojcem. Również w tym związku znajdowała najwięcej wsparcia i zrozumienia. Wszystko szło dobrze, a mimo to ciąża się nie pojawiała. Po 4 latach Natalia zawiesiła starania. Dała sobie kilka miesięcy odpoczynku. Dziś jeszcze nie wie, czy do nich wróci. Ale zaczyna myśleć o tym, jak mogłoby wyglądało jej życie bez dzieci? Jak układałby się jej związek?

3.

Małżeństwo równolatków z kilkuletnim stażem. On ma dwoje dzieci z poprzedniego związku. Ponieważ o wspólne dzieci zaczęli starać się około czterdziestego roku życia, od razu zaczęli od in vitro. Dwie próby w kraju, dwie kolejne z zagranicznych klinikach. W nadziei, że gdzieś tam szanse będą większe. Nie powiodła się żadna z prób, nawet na chwilę. Zdecydowali się skorzystać z komórki dawczyni, studentki z Czech. Niestety, ta próba również zakończyła się porażką. Kiedy skończyli 46 stało się jasne, że kolejne próby są coraz bardziej bezcelowe. Przez jakiś czas rozmawiali o skorzystaniu z pomocy surogatki. Mieli takie możliwości finansowe, była spora szansa na pomoc znajomej kobiety. Nie trzeba byłoby sięgać po agencję ani „zawodową” surogatkę. Nawet rodziny obydwojga były wspierające. Jednak zdali sobie sprawę, że ich dziecko miałoby mocno zaawansowanych wiekowo rodziców. To z kolei wiązało się z szeregiem wyzwań dla wszystkich zainteresowanych. Wyzwań, które uznali za zbyt obciążające.

Ich leczenie nie było łatwe. Zdarzyło się przestymulowanie, pozostały zbędne kilogramy i rany emocjonalne, najgłębsze, choć niewidoczne. Po niemal 7 latach starań, kolejnych prób in vitro zdecydowali o bezdzietności. Świadomie, ale też z żalem i smutkiem. Uznali, że bycie zdrowym i bezdzietnym może być wartościowym połączeniem. O leczeniu niepłodności myślą z goryczą, jako o metodzie dającej wiele nadziei, ale żadnej pewności.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Jak odzyskać poczucie sprawstwa w swoim życiu w trakcie lub po leczeniu niepłodności, czyli kto tu tak naprawdę rządzi?

utrata kontroli

Poczucie, że utraciło się kontrolę jest jednym z najsilniejszych i najbardziej dotkliwych uczuć związanych z niepłodnością. Nie musi pojawiać się od razu, może dotyczyć pojedynczych obszarów życia lub dawać poczucie, że utrata jest totalna. A czasami może przebiegać niepostrzeżenie i tylko nie wiadomo, skąd kłótnie w parze, dlaczego jedna strona sprawia wrażenie, jakby chciała zawładnąć drugą.

Uczucie utraty kontroli jest bardzo nieprzyjemne. Może się kojarzyć z sytuacją uwięzienia, kiedy ktoś inny podejmuje decyzje (na przykład lekarz), powrotu do dzieciństwa i jego nielubianych aspektów, kiedy rodzice mieli ostateczny głos czy nawet, że decyduje partner.

Utrata poczucia sprawstwa bywa również zaskakująca. Wydawać by się mogło, że decyzja o założeniu rodziny jest zbyt intymna, by mógł w niej uczestniczyć ktokolwiek spoza pary. Narasta więc poczucie frustracji, przygnębienia i desperacji. Sposoby odzyskania poczucia kontroli mogą więc być różne. Osoby, które dotychczas miały wrażenie (słuszne zwykle), że stanowią dla siebie wsparcie, w niepłodności zaczynają się obwiniać lub stawać sobie na drodze do osiągnięcia celu.

Droga do utraty

Jednak kiedy myślimy o poczuciu kontroli utraconym w procesie zbyt długich starań o dziecko pojawia się pytanie, na ile rzeczywiście mamy kontrolę nad własną płodnością. Badania pokazują, że w początkowej fazie, tuż po postawieniu diagnozy niepłodności albo nawet jeszcze przed, kiedy zaledwie przeczuwa się, że coś jest tak, pary zaczynają przyglądać się swojemu życiu seksualnego. Dochodzą do wniosku, że ciąża się nie pojawia, ponieważ nie trafiają w owulację. Że być może ich styl życia lub nawyki są nieodpowiednie, że są zbyt zestresowani, skupieni na karierze. Sądzą więc, że jeśli wprowadzą „odpowiednie” zmiany, dziecko się pojawi. Oni natomiast odzyskają kontrolę.

Żeby uratować się przed utonięciem we własnych uczuciach, ludzie robią różne rzeczy. Weźmy na przykład Janka i Alicję, obydwoje po 35 roku życiu, starają się o ciążę od 3 lat. Przeszli trzy inseminacje i jedną procedurę in vitro. Wszystkie próby były nieudane. Teraz mogą podejść do kolejnej, klinika czeka. Teraz, kiedy stoją przed kolejną próbą, przed kolejnymi nadziejami i ryzykiem porażki i przed kolejną koniecznością sięgnięcia do coraz bardziej pustego konta, sytuacja jest niewesoła.

On jednak pyta, kiedy zadzwonią do kliniki, żeby umówić się na rozpoczęcie procedury. Ona odpowiada, że właśnie złapała wiatr w żagle w pracy, że zaczęła ważny projekt, który chciałaby skończyć. On pyta, ona ciągle mówi to samo: że za chwile, że teraz jest coś innego, co zaprząta jej myśli, a chciałaby całkiem skupić na staraniach. On zaczyna się więc coraz wyraźniej niecierpliwić. W końcu dochodzi do poważnej rozmowy, podczas której okazuje się, że w ona od dawna się waha. Jest zmęczona i przestraszona. Tak naprawdę od dawna myśli o adopcji.

Rzeczywiście, rozmowy tego typu były podejmowane, ale szybko i boleśnie się kończyły. On był zdecydowanie na nie. Kiedy jednak rozmawiają po kilku latach starań i porażek okazuje, że on również inaczej patrzy na sytuację. Tym razem obydwoje zaczynają zastanawiać się, jak chcieliby widzieć swoją przyszłość. Adopcja staje się coraz bardziej realną opcją.

Schowane emocje

Zanim jednak byli w stanie usiąść i szczerze porozmawiać, Janek czuł się zraniony i wściekły. Nie rozumiał tego, co się dzieje. Miał wrażenie, że żona zaczyna go oszukiwać, bo przecież nie tak się umawiali. Ona tymczasem, wraz kolejną nieudaną próbą, wraz z kolejnym zastrzykiem, z kolejną wizytą w klinice, która nie zbliżała ich do upragnionego dziecka czuła, że traci kontrolę nad kolejnymi aspektami swojego życia. Zdrowie już dawno zostało złożone w ręce lekarzy, życie intymne poddane zostało ocenie obcych ludzi. Z czasem doszła ukochana praca, którą trzeba było podporządkowywać zabiegom, a nawet podróże czy niektóre potrawy, bo przecież w każdej chwili mogła być w ciąży.

Bardzo często poczucie utraty kontroli bywa odczuwana na gruncie finansowym. Pieniądze mogą wywoływać niezliczone kłótnie, zwłaszcza jeśli fundusze są ograniczone lub też małżonkowie mają różny stosunek do tego tematu. Koszty leczenia bywają bardzo wysokie i może być tak, że jedna ze stron używa finansów, żeby kontrolować sytuację. Bardzo łatwo wejść w tego typu spory, ponieważ wydają się one bardziej realne. Są czymś, czego można się chwycić, o co czym można porozmawiać albo nawet się pokłócić.

Niepłodność jest serią utrat. A po jej zakończeniu, jakikolwiek miałby to być koniec, procesem mozolnego odbudowywania albo też przebudowywania siebie. To, kim było się przed staraniami o dziecko już nie wróci. Tak dzieje się po każdym życiowym kryzysie lub dużej zmianie. Nie ma w tym nic dziwnego, chociaż nie jest też łatwe. Czasami trzeba rozstać się z iluzją, taką jak choćby to, że nasza płodność jest wyłącznie w naszych rękach.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Singielka nie ma prawa do in vitro. Dlaczego jest traktowana gorzej niż przy adopcji?

singielka in vitro

Wiele z nas wybiera życie w pojedynkę, to już nikogo nie zaskakuje, coraz rzadziej jesteśmy postrzegane jako stare panny, na które patrzy się z politowaniem. Tak zdecydowałyśmy, to nasze prawo. Zdarza się nam przyznawać, że kochamy Kasię, Olę czy Magdę. Może nie chcemy o tym krzyczeć, ale nie tkwimy przez całe życie w zakłamaniu, w związku z facetem, bo tak jest poprawnie. Dlaczego więc nie możemy być matkami? I to dobrymi matkami, które kochają swoje dzieci, bo pragną ich ponad wszystko?

Od 1 listopada 2015 roku kobiety samotne i żyjące w związkach homoseksualnych nie mogą korzystać z zapłodnienia in vitro. W dodatku, w przypadku tej ustawy prawo zadziałało wstecz – nawet jeśli miały zamrożone komórki jajowe czy zarodki, nikt nie zdecyduje się na wykonanie zabiegu, chyba że znajdą jakiegoś uczynnego pana – tatę, niby-partnera albo szybko wyjdą za mąż. Ustawa, jak widać, dzieli kobiety na lepsze i gorsze, te żyjące poprawnie i te poza marginesem. Niedawno byliśmy nowoczesnym, wzbudzającym podziw państwem europejskim. Teraz mamy oddawać nasze zarodki do adopcji, niech skorzystają ci spełniający warunki. A ty singielko natomiast, jeśli już koniecznie chcesz zostać matką (mogłabyś to przecież jeszcze przemyśleć) musisz być albo sprytna, albo zamożna, a najlepiej jedno i drugie. Tak upragnione macierzyństwo nie może być przecież dla każdego, lepiej by było luksusem, na który trzeba zasłużyć. Kobiety, przekorne na szczęście ze swej natury, szukają rozwiązań.

Turystyka reprodukcyjna

Zgodnie z nowym prawem, kliniki mają obowiązek przechowywać komórki jajowe oraz zarodki przez 20 lat. Dopiero po upływie tego czasu będzie można je przekazać do adopcji. Coraz więcej kobiet nie dopuszcza jednak takiego rozwiązania i decyduje się na zabieg in vitro za granicą. W Europie jest kilka krajów, do których samotne Polki mogą się udać. Wybierając klinikę, warto wziąć pod uwagę dwa czynniki. Przede wszystkim jakość oferowanych usług, w drugiej kolejności (co także ważne) cenę – konkurencja jest na tyle duża, że można sporo zaoszczędzić, zwłaszcza, że zabieg in vitro niekoniecznie już za pierwszym razem musi zakończyć się sukcesem. Wiele kobiet decyduje się na skorzystanie z usług klinik w Hiszpanii, Danii, Wielkiej Brytanii. W krajach tych nie występują zakazy wykonywania in vitro samotnym pacjentkom lub pozostającym w związkach homoseksualnych. A jakość świadczonych usług spełnia wszelkie oczekiwania.

Romans – metoda na zapłodnienie

Nie mogąc skorzystać z nasienia anonimowego dawcy, kobiety decydują się na przelotny związek tylko po to, by zajść w ciążę. Najlepiej oczywiście, jeśli mężczyzna jest żonaty, ma dzieci i nie zamierza nic zmieniać w swoim życiu. Przecież nie ma być mężem, partnerem, ale ojcem, a właściwie dawcą nasienia. To dobitnie pokazuje, do jakich sytuacji doprowadza nieprzemyślana i krzywdząca ustawa, która zabiera prawo do macierzyństwa zdrowej, samotnej 30-latce, a daje je zamężnej 60-latce. Na forach internetowych wciąż pojawiają się głosy kobiet okradanych z praw i godności, nie brak niestety także komentarzy w rodzaju: prześpij się z facetem i miej dziecko za darmo; nie umiesz zrobić sobie dziecka? Ja ci pomogę.

A może zostaniesz tatą na niby?

Poproszenie przyjaciela czy kolegi o to, by został ojcem dla potrzeb in vitro, również jest jakimś rozwiązaniem. Taką decyzję należy jednak przemyśleć. Nie jest to dawca anonimowy – zna matkę, być może pozna także dziecko, które się urodzi. To tworzy często relację emocjonalną i prawną. Mówiąc wprost, może przysporzyć wiele problemów w przyszłości.

Poczekaj

Nieraz zapewne słyszysz: poczekaj, zmieni się prawo. Ale nie każda z nas czekać może. Zegar biologiczny tyka, a my nie chcemy wciąż odkładać naszych marzeń na półkę w nadziei, że coś się wydarzy, odejdą jedni starsi panowie, by mogli przyjść inni, którzy być może łaskawiej potraktują nasze potrzeby. Jesteśmy świadome i zdeterminowane. I to jest nasza przewaga. To daje nam szansę na macierzyństwo.  To, że singielka za wszelką cenę zostanie matką, jest tak samo prawdopodobne, jak to, że wyjedzie do Czech, Niemiec czy Austrii, by tego uniknąć. Po co więc ta hipokryzja? Bo przecież nie chodzi o to, że samotna kobieta nie jest w stanie wychować dziecka, skoro prawo umożliwia jej staranie się o adopcję. Motywy działania ustawodawcy są zupełnie inne.

Aneta Polak-Myszka

Dziennikarka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego